Instagram has returned invalid data.

Jak przeżyłam genialny rok?

 Miałam bardzo udany rok, bo sama takim go uczyniłam. Kropka. Tu mogę zakończyć ten tekst. Ale wiem, że oczekujesz ode mnie czegoś więcej. Zmotywowania. Kopa w tyłek. Plaskacza w twarz (podobno jestem w tym dobra).

Rozczaruję Cię. Więcej kopów nie będzie. Uważam, że w zeszłym roku napisałam wszystko co trzeba –  trochę o tym jak nie sprawić by być memem “nowy rok, nowa ja”
Więcej na ten temat w tekście “Nietypowe życzenia noworoczne“. Macie tam podlinkowane najważniejsze rzeczy – rozwojownik, zeszyt wdzięczności, poradnik startowy jak zacząć realizować swoje cele, moje zwierzenia o tym jak poczułam się słysząc że jestem jak program komputerowy w wersji trial i wszystko pieprznie zanim poznam wszystkie jego funkcje.
Nie ma chyba stanu emocjonalnego którego nie opisałby Freddie Mercury. Chciałabym mieć takiego dziadka. Teraz w głowie przeleciało mi już “I want it all”, “The show must go on” “Who wants to live forver” “Under pressure” i zatrzymało się na tym:
There must be more to life than living
There must be more than meets the eye
Why should it be just a case of black or white
There must be more to life than this

No właśnie, musi, prawda? Gdyby nie było czegoś więcej, to nic nie miałoby sensu.
Jestem dziewczyną, która w gimnazjum wywiesiła sobie na ścianie wielkimi literami aut Caesar aut nihil. Lubię robić rzeczy z tak zwanym pierdolnięciem. I lubię prosty, dosadny język a nie jakieś bułkę przez bibułkę. To dla mnie wspaniała odtrutka po używaniu tego ładnego z przecinkami we właściwych miejscach, co kojarzy mi się wyłącznie z pracą.
Ten rok to jak w życiu – pasmo sukcesów, kilka cennych lub drogich lekcji (nie lubię słowa “porażek”) mnóstwo rzeczy robionych po raz pierwszy. W tym roku podróżowałam więcej niż wcześniej przez całe swoje życie. 
Część rzeczy szła mi rewelacyjnie – pasmo sukcesów – nazwijmy to – zawodowych, osobistych, ale też kilka źle rozegranych “rzeczy”.
Bez problemu zaliczyłam pierwszy rok studiów doktorankich, ale zatoczyłam błędne koło i chyba porzucę swój temat na rzecz innego. Jeśli mam to zrobić, to chcę to zrobić dobrze. Chcę zrobić coś ważnego. Czytam mnóstwo prac naukowych i poza artykułami dotyczącymi oskrzeli, płuc i wszystkiego co związanego z kaszlem (a myślę że jestem bardziej na bieżąco niż specjaliści w tej dziedzinie, bo jestem zdesperowana), zapamiętałam jedną, jedną jedynę pracę naukową z zakresu nauk społecznych. Zmęczenie życiem codziennym . Tylko ta jedna praca w jakiś sposób wydała mi się istotna, coś wnosząca do mojego życia. To trochę smutne. Jeśli mam zrobić coś bezsensownego i stracić na to kilka fajnych lat życia by pieprznąć sobie nowy przedrostek przed nazwiskiem to wolę zająć sie zawodową hodowlą bydła, trzepaniem dywanów, czymkolwiek co pchnie świat o mały, maleńki kawałeczek do przodu, czyniąc go ciut lepszym i wygodniejszym.
Rok zaczęłam rykiem i smutkiem, że nie wyjądę do Chin, chociaż miałam możliwość i okazję, ale potem okazja mi zwiała.  Otrząsnęłam się i postanowiłam przestać zdawać się na okazje. Zebrałam się jednak na odwagę i podzieliłam z Wami chińskimi ćwiczeniami na większy biust oraz bezbolesne miesiączki (plus szereg innych zalet)
Dwa razy odwiedziłam słoneczne południe Włoch i po raz pierwszy poczułam jak lekko mogę oddychać.
Byłam też na Malcie i na Cyprze i we Lwowie (klik) a koniec roku niespodziewanie spędziłam w Tajlandii , zahaczając wcześniej o Kambodżę by wrócić i świętować sylwestra na tajskiej plaży. Nigdy w życiu nie myślałam, że będę tyle podróżować i że ciepłe i wilgotne miejsca są takim zbawieniem dla moich oskrzeli.
Jak to w życiu – wiele znajomości zacieśniłam, inne rozluźniłam. Trochę ludzi w moim życiu się pojawiło, trochę z niego odeszło, ale niczego nie żałuję.
Jedyne słowa, które mnie kiedyś zmotywowały do działania (zazwyczaj na motywacyjny bullshit reaguję ziewaniem), wypowiedział Keanu Reeves. Wrzuciłam to wtedy na bloga, a dzisiaj robi trzecie okrążenie po internecie więc i ja temy cytatowi pomogę:

Matka mojego kolegi zawsze zdrowo się odżywiała. Nigdy nie piła alkohol ani nie jadła śmieciowego jedzenia, codziennie trenowała i była bardzo sprawną i aktywną kobietą. Zawsze przyjmowała leki przepisane przez lekarza, a kiedy wychodziła na słońce, to na skórze miała ochronny filtr przeciwsłoneczny. Po prostu, zawsze w najwyższym stopniu dbała o zdrowie… Obecnie ma 76 lat, raka skóry, raka kości i zaawansowaną osteoporozę.

Ojciec mojego przyjaciela zajada się szynką, masłem i tłustym jedzeniem. Nigdy nie trenuje. Kiedy wychodzi na zewnątrz, pozwala słońcu palić skórę do granic wytrzymałości. W efekcie, przeżywa on swoje życie według swoich własnych standardów, a nie tak, jak nakazują mu inni.

Obecnie ma 81 lat i zdrowie młodej osoby.

Ludzie nie mogą ukryć się przed losem i tym, co im jest pisane. Te słowa pochodzą od matki mojego przyjaciela: “Gdybym wiedziała, że moje życie skończy się w ten sposób, pozwoliłabym sobie na szczęście i smakowanie wszystkiego w pełni.”

Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc, proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami. Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu. Pozwól sobie być głupi. Bądź przyjacielski. Bądź zabawny. Nie ma czasu na nic innego! “

Więc starałam się żyć najpełniej jak się da. Przeżywać różne rzeczy, próbować nowego, mieć wyjabane na problemy, które nie będą nic znaczyć za rok czy pięć lat. I mieć wyjebane na to, że część osób obrazi się za użycie tego słowa, które jest wyjątkowo trafne i celne jak żadne inne.
Pierwszy raz zrobiłam hybrydy, podcięłam włosy, eksperymentowałam z chińskimi preparatami przypadkiem dowiadując się, że jeden mój tekst potrafi wyczyścić chińskie magazyny z esecnją Andrea do zera. Jadłam pyszne lody we Włoszech i prawdziwą włoską pizzę, raz zgubiono moją walizkę, musiałam dać łapówkę w Kambodży i przeżywałam jak najgorszy przestępca przypadkowe podebranie komuś opłaconej (!) taksówki, o czym dowiedziałam się po dojechaniu do celu. Jestem na zdjęciach całej wycieczki Koreańczyków, którzy uznali mnie chyba za “typową białą”, zwiedzałam fabrykę kosmetyków i robiłam własny krem. Spróbowałam węża, zjadłam pająka, kąpałam słonia
Dostałam dobre oceny od studentów za zajęcia, które miałam okazję prowadzić. Mój blog znalazł się na trzeciej pozycji w rankingu top 100 wpływowych blogów w Polsce  a ja nie sprzedałam duszy diabłu (czytaj reklamom saszetek pęczniejących w żołądku oraz – mój ostatni hit – suplementowi na piękne pośladki).
Ani razu nie zrobiłam nic wbrew sobie, chociaż kilka rzeczy mistrzowsko spierdoliłam. I tutaj też nie mogę użyć lżejszego słowa no bo nie i tyle.
Oprócz chińskich ćwiczeń zaprzyjaźniłam się też z bieganiem, trochę uzależniając się do euforii po (w tym miejscu mrugam robiąc tak zwane pozdro dla kumatych). Zawzięłam się ostro ćwiczyłam by wypracować sobie ciało które będzie mi odpowiadać. W myśl zasady – don’t be yoursel. Be dream yourself!”.
A potem wszystko poszło w pizdu, bo znowu zaczęłam przybierać wodę i się rozflaczyłam, ale niczego nie żałuję.

 Przytuliłam do serduszka trochę za dużo par butów oraz pizzy.

 Pojawił się wspaniały pies.

A kot wciąż żyje
Po trzech (z hakiem!) latach, moja książka wciąż jest czytana i dobrze oceniana. Mimo beznadziejnej dostępności, mimo że tylko ebook, mimo że tylko w legimi
Napisałam kilka tekstów, z których jestem wyjątkowo zadowolona. Moje ulubione to:

Moje ciało nie jest “grzechem” więc nie będę za nie przepraszać

Podzieliłam się wpisem o książkach, które zmieniły moje życie i dostałam niezliczone snapy od osób, którym też pozmieniały.
Miałam przyjemność być częścią zmian i stawiania kolejnych kroków wielu czytelników tego bloga, co jest tak niewiarygodne, że nikt by mi w to nie uwierzył, nawet ja sama. Dlatego sobie drukuję i zapisuję te wiadomości, snapy, maile, zapisuję w zeszycie wdzięczności te rozmowy na żywo. Te Wasze nowe prace, rzucenie tych słabych, wyjazdy za granicę, odcinanie pępowiny, ogarnięcie zdrowia, rzucanie beznadziejnych chłopaków, wypracowaną pewność siebie i poczucie własnej wartości i nowo nabytą wiarę, że da się radę. Bo czemu ma się nie dać.
Moja best nine na instagramie pokazuje jak irracjonalny był mój kompleks krzywych nóg a ilość próśb o sprzedanie używanych rajstop feteszystom przyprawiła mnie o wielki mindfuck. 




Mam wspaniałe życie, bo takim je uczyniłam.  Nie proś 2017 by był dobry – zacznij go takim czynić!

Kocham swoje życie. Jest takie jak powinno być. Nawet te kopy w dupę od moich oskrzeli są mi widocznie potrzebne by zmotywować do jakiegoś działania i życia na 100%.

I jeszcze jedno – to jeszcze nie koniec!

To jak, zabieramy się do roboty by 2017 był jeszcze lepszy?


Pssst, ciepło przyjęliście małą reklamą ostatnio, więc teraz wrzuciłam coś charytatywnego.
Ja idę spać a potem będę naparzać Tajlandią naprzemiennie z aktualnościami.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Loki idealne – wałki z Chin
Jak przeżyłam genialny rok?