Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Książki, które zmieniły moje życie

Nie te najlepsze, nie najciekawsze, nie najlżejsze, ale te, które zapoczątkowały rzeczywiste zmiany w moim życiu.

Książki  zmieniły moje życie

Z ulubionymi książkami jest różnie – czasami lubimy książkę, bo czytało się lekko, szybko i przyjemnie – mam tak z serią Harry Potter. Innym razem książka jest szczególna, bo dzięki niej zaczęliśmy eksplorować jakąś kategorię – mam tak z książką  Z genealogii moralności, dzięki której poznałam resentyment. Jeszcze innym razem, książka staje się wyjątkowa, bo naprowadza na jedną konkretną myśl, która zostaje nam na dłużej – mam tak z książką Demian (Herman Hesse), dzięki której poznałam idę Abraxasa i wykluwania się z jajka. Wreszcie – czasami wykreowany od podstaw świat wciąga w jakiś niepojęty sposób – jak Diuna Franka Herberta. 
Gdybym miała wskazać swoje ulubione książki, to miałabym spory problem. Niektóre lubię w całości, inne mi się nie podobały, albo wielokrotnie wywołały poczucie ogromnej niezgody, ale zastrzeliły jedną konkretną myślą. Dzisiaj chciałabym dokonać przeglądu nie tych ulubionych, ale tych, które naprawdę zmieniły coś w moim życiu. Nie zawsze są to najlepsze książki z danej tematyki – czasami nawet lepiej, że traktują coś naskórkowo bo łatwiej jest zacząć od czegoś prostego.

Jakie książki zmieniły moje życie?

Umrzeć – tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu… Nie, Szymborska nie zmieniła nic w moim życiu, podobnie jak Stachura, którego lubię. Ale śmierć… śmierć już tak. Od kiedy pamiętam, byłam oswojona z wizją śmierci – od zawsze wiedziałam, że mój dziadek ma raka i niebawem odejdzie. Śmierć ciągle działa się na moich oczach – gdy pacjent z sali w której leżał mój dziadek nie przeżył chemioterapii, bo ktoś się pomylił i dał mu podwójną dawkę… a potem trupa wywieźli jak śmiecia. Gdy mając cztery lata  nie posłuchałam rodziców i pogłaskałam potajemnie małego, kilkudniowego króliczka – a jego matka wyczuwając inny zapach go zabiła. Gdy owczarek szkocki collie – Nikita, którego głaskałam codziennie w drodze do przedszkola, pewnego dnia nie dreptał za rowerem swojego pana, który zawsze pozwalał mi go głaskać… Wokół mnie było tyle śmierci, że stała się dla mnie bardzo ważnym tematem. Czułam jakąś niesprawiedliwość, że umiera ten dziadek, a nie np. ten drugi (bez szemrania bym ich wymieniła), ale też wewnętrzną niezgodę na taki porządek świata. Pytania o to kim jestem i dlaczego jestem stały się moją małą obsesją. Krótko po szoku jaki wywołała we mnie lektura Baśni z tysiąca i jednej nocy (w których oprócz trudnego języka była zoofilia, kazirodztwo, transwestytyzm – trochę za dużo jak na ośmiolatkę), trafiłam na książkę :
Potęga podświadomości

Joseph Murphy pisał w niej o tym, że ja też myślami kreuję świat. Najbardziej wstrząsnęła mną historia ojca, który codziennie powtarzał, że oddałby swoją rękę za to, żeby jego ciężko chora córka wyzdrowiała. Po jakimś czasie przydarzył mu się wypadek w którym rękę stracił… a córka ozdrowiała. Miałam bardzo mieszane uczucia co do lektury. To nie może być takie proste. Przecież gdyby było, to każdy byłby piękny, młody, zdrowy i bogaty, prawda? Wystarczy przecież uwierzyć. Książka była moim pierwszym zetknięciem z pozytywnym podejściem do wiary, którego tak bardzo brakowało mi w katolicyzmie. Autor co chwilę pisał o wybaczaniu innym, cytował Biblię. Bardzo tego w tamtym czasie potrzebowałam. Jednocześnie miałam poczucie, że to nie może działać, bo to za proste. Dopiero gdy bardzo silnie zapragnęłam wyzdrowieć, a w końcu uwierzyłam, że mogę funkcjonować bez leków – zrozumiałam czym jest wiara. Do dzisiaj z sentymentem wracam czasami do tej książki. Gdyby kiedyś nie wpadła w moje ręce, może nie byłabym tą osobą, którą jestem? 
Dużo czasu upłynęło, zanim ziarnko zasiane przez tę pozycję wykiełkowało, a potem urosło, zakwitło, wydało owoce. Dzisiaj doskonale wiem, że mówienie “wierzę” a rzeczywiste uwierzenie dzielą lata świetlne. Że “przyciąganie” tego co chcemy, bez podjęcia działania to tylko oszukiwanie samego siebie. Z tym w co wierzę jest też dość spory problem, że osoby doświadczające różnych cierpień traktują takie idee jako przerzucenie na nie winy. Że to oni są winni za swoje choroby, biedę, nieszczęście. Bardzo chciałabym uniknąć takich nieprawdziwych wniosków, ale jednocześnie skupić się na odpowiedzialności za dokonywane wybory. Ta książka skłoniła mnie właśnie do przejęcia odpowiedzialności za moje życie i zdrowie lata później. Z bardzo dobrym skutkiem.
Z tej tematyki później (po latach) przeczytałam szybko osławiony Sekret, ale nie umywa się do tej książki. Jest jeszcze “Możesz uzdrowić swoje życie” Louise Hay – całkiem przyjemna książka.
Podrzucam też przesympatyczną historię dziewczyny, która przyciągnęła miłość stosując te zasady :). Oczywiście możesz nie uwierzyć – tak jak ja przed laty, ale jeśli gdzieś zacznie cię uwierać małe ziarenko niepewności, to może z tego uwierania i drapania ukulasz sobie za jakiś czas piękną, lśniącą perłę :). 
Pssst, historia jest genialna :).

Potęgę poświadomości* można kupić za 23 złote (klik). Odnotujcie gwiazdkę przy tytule, odniosę się do tych gwiazdek na końcu.
Co zmieniła ta książka w moim życiu? Moje myślenie, całościowo.
Druga z książek, które mogę określić jako life-changing  to
  Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo
Miałam czas, kiedy nie miałam poczucia sensu w życiu. Wszystko to wydawało mi się bezwartościowe i marne. Bez sensu – rodzimy się, umieramy… Wtedy gdzieś w moje ręce wpadł Nietzsche.  Do wszystkich książek staram się podchodzić maksymalnie neutralnie – bez nastawienia na plus i na minus. Nie chcę nawet liczyć ile razy mnie Nietzsche zdenerwował, ale dał mi chwilowy cel zastępczy – stanie się mostem, po którym ktoś przejdzie dalej. Te krótkie słowa dały mi siłę, gdy sił już nie miałam.
  Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo* można kupić w wersji drukowanej już za 12 zł (klik).
  Co zmieniła ta książka w moim życiu? Dała mi paliwo, gdy jechałam na oparach, nie mając żadnej stacji benzynowej w pobliżu.
Nietzsche uświadomił mi istnienie resentymentu, ale miałam problem z jego interpretacją. To znaczy – ok, fajnie bo jest o twórcą tego pojęcia (za co mój wielki szacunek) ale nie umiałam się do końca zgodzić z tym co pisał.
I wtedy pojawił się Scheler. Max Scheler.
Resentyment a moralności 
Mała, ale potężna książka. Nie wiesz czym jest resentyment? Ok, więc załóżmy że chciałbyś kupić Maca, bo przy podobnych podzespołach lepiej je wykorzystuje i jest super wydajnym komputerem. Tak obiektywnie. Nie stać cię na zakup tak drogiego sprzętu, więc próbujesz przekonać samego siebie, że jest beznadziejny. Potem w twoim odczuciu debilem jest każdy, kto wydaje pieniądze na taki komputer i tak dalej. Trochę pisałam o tym w tekście Nienawiść zabij w sobie . Scheler bardzo pięknie wytłumaczył mi ułomności mojego myślenia. Ta książka zmieniła moje postrzeganie wielu kwestii dotyczących zazdrości i posiadania. 
Resentyment a moralności można kupić już za 17 zł (klik).
Co zmieniła ta książka w moim życiu? Nauczyła mnie, że muszę zaakceptować to, czego nie mogę zmienić. Np. to że urodziłam się w Polsce, w ułomnym oddechowo ciele. Nauczyła mnie też, że dużo rozsądniej jest podjąć jakąś akcję, by zmienić swoje położenie, zamiast skupiać się na dorabianiu sobie filozofii dla usprawiedliwienia swoich porażek, albo tego, że na coś mnie nie stać.

Swoją drogą – wielcy filozofowie, mądre umysły, a  mnie jednocześnie fascynuje namacalny, bardzo obrazowy i dosadny język “meneli”, którzy potrafią przekazać głębokie myśli bardzo prostymi słowami. Dla przykładu – nie dorabiaj piździe uszu. Wulgarne, ale za to trafia w sedno.

Pozostając niejako w tej samej tematyce – nierówna dystrybucja dóbr, rozwarstwienie społeczne… starczy powiedzieć, że w zerówce liczyłam, że moim mężem zostanie Robin Hood. Zabierzmy bogatym, dajmy biednym… Nie mogę uwierzyć, że kiedyś podobała mi się idea państwa opiekuńczego! 
Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i biedy – to książka wybitnego socjologa, Helmuta Schoecka. Prześwietla kategorię zawiści pod wieloma różnymi kątami. Pokazuje jak przenika ona społeczeństwa na wiele różnych sposobów. 400 stron wymaga mocnego skupienia, ponieważ nie ma tu krzty wodolejstwa. Autor wysnuwa śmiałą tezę, że zawiść jest w nas głęboko zakorzeniona i społeczeństwo bez niej nie istnieje. Uspokoił mnie też nieco tym, że jego zdaniem można ją ograniczyć, ale nie da się jej wytępić całkowicie. To oczywiście smutny wniosek, ale przestałam czuć takie nieznośne ukłucie, że jednak czasami bywam zawistna. Bardzo rzadko, ale bywam. Schoeck z ogromnym wdziękiem opisuje przeróżne przejawy zawiści i tego, jak radzą sobie z nią społeczności i społeczeństwa – np. pewne plemię Indian, które bogatszych wspołplemieńców oskarżało – a jakże – o czary. Nasuwa się tu analogia z socjalizmem, który zło widział w bogatych. Wątek ten został zresztą pięknie rozwinięty i opisany. Widząc prawdziwe podstawy danych poglądów (np. socjalizmu), które sięgają nawet nie zazdrości, a zawiści (znacznie prostszej przecież niż ciężka praca na swój sukces), nie wiem jak mogłam kiedykolwiek myśleć bardziej lewo niż prawo. Po tej książce nic nie jest takie samo. 
Ciekawostka – rok czy dwa lata temu książką zachwycała się moja koleżanka. Skuszona zdecydowałam się przeczytać i po kilku stronach odniosłam wrażenie, że znam przecież tę pozycję. Okazało się, czytałam e-booka po angielsku,pod nieco innym tytułem :)).
Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i biedy kosztuje aż 52 zł (klik), ale moim zdaniem warta jest każdego grosza.
Co zmieniła w moim życiu? Dała mi bardzo solidnego plaskacza w twarz i kazała zapytać siebie naprawdę szczerze, z czego wynikają moje poglądy i czy aby przypadkiem nie z zawiści. Dzisiaj widząc uzależnionych od socjalu, przesiąkniętych wyuczoną bezradnością ludzi, śmiejących się z jakiegoś chłopaczka, który próbuje swoich sił jako jeden z tych namolnych sprzedawców “odpowiedników” perfum na “F” jest mi potwornie wstyd, że mogłam myśleć kiedyś całkiem inaczej.  Ten chłopak w moich oczach ma dużo większy szacunek niż oni. 
Czego socjal uczy ludzi, którzy ciężko i uczciwie pracują? Że warto być nygusem i pasożytem, bo bez żadnej pracy uzyskać to, na co inna osoba musi pracować. Jasne, uważam oczywiście że w trudnych sytuacjach należy pomagać – jesteśmy społeczeństwem. Ale nie za darmo. Mamy bardzo dużo zaśmieconych lasów do posprzątania, chodników do pozamiatania i innych prac, które można w zamian za zasiłek wykonać. Nie podoba mi się sytuacja, kiedy pewnej grupie “nie opłaca się” pracować, bo żyje sobie z zasiłków. To jest kurewsko nie fair wobec tych, którzy pracują i płacą podatki.
Tym samym zatoczyłam kółko i wróciłam do pierwszego autora. 
Moc przyciągania pieniądza, którą napisał Jospeh Murphy, utrzymana jest w duchu Potęgi podświadomości. Znowu dużo cytatów z Biblii, znowu dużo pozytywnego podejścia… tym razem do pieniędzy i obfitości. Gdy przestałam postrzegać świat jako coś skończonego, z ograniczonymi zasobami, zmieniłam swoje myślenie. Od tej pory widząc wszędzie nieskończoność, zaczęłam dostrzegać miliony możliwości. W połączeniu z Schelerem i Schoeckiem otrzymałam solidny koktajl wiedzy. Przedefiniowałam pojęcie pieniędzy i bogactwa, przestałam myśleć w kategoriach braku. Z mojego słownika zniknęły takie pojęcia jak “obrzydliwie bogaty”, zrozumiałam, że pracę należy cenić, a zarabianie na swojej pasji nie jest niczym złym – wprost przeciwnie.
Moc przyciągania pieniądza można kupić za ok 17 zł (klik)
Co zmieniła w moim życiu? Nie jestem może milionerką (jeszcze :D) ale dzięki tej książce zmieniłam swoje myślenie, co pozwoliło mi zacząć dostrzegać możliwości. Dzisiaj praktycznie nie muszę szukać pracy – ona sama mnie znajduje, a ja jedynie wybieram zlecenia. Nie brak mi jednak pokory i często decyduję się na zadania mniej płatne, ale takie, które mogą mnie więcej nauczyć ;). Mam jeszcze sporo czasu na osiągnięcie swoich celów, ale jestem bardzo dobrej myśli. Bo po co być złej? :).
Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło.
Kolejna rewelacyjna książka. Nie do końca odpowiada mi tytuł (wszak Lucyfer – Lux ferre, to niosący światło), widziałabym tutaj słowo “Lucyper” (dla mnie to spora różnica!), ale samo dzieło Zimbardo zasługuje na dogłębną lekturę. Autor opowiada o tym, jak rodzi się zło. Krótko mówiąc – jak okazja czyni złodzieja. Rewelacyjna, bardzo otwierająca oczy pozycja.
Książka kosztuje aż 66 zł (klik), ale warto sprawdzić w bibliotekach.
Co zmieniła  w moim życiu?
Nauczyła mnie odpowiednio szybkiego reagowania na zło w zarodku. Minimalizuję okazje. Między innymi dzięki tej książce wprowadziłam na blogu ostre zasady, gdzie nie zgadzam się na hejt pod adresem kogokolwiek. Eksperymenty opisane w tej książce mocno otwierają oczy.
Przy okazji po raz pewnie setny polecę Władcę much, Mechaniczną pomarańczę, Myszy i ludzie oraz anime Death Note. 

Antyrak – nowy styl życia. Wspaniała książka autorstwa lekarza, który… zachorował na raka. Wyleczył się z niego za pomocą “normalnej”, czyli oficjalnej medycyny i bardzo chciał poznać odpowiedź na pytanie, jak nie zachorować ponownie. Zbywano go banałami o tym by nie palił papierosów i tak dalej. No i stało się – Dr Servan-Schreiber zachorował drugi raz. Rodzaj nowotworu na jaki zapadł dawał mu jakieś osiem miesięcy życia. Tym razem zaangażował się w walkę całym sobą – od diety, przeglądu badań, po… wybaczanie, pracę nad emocjami czy wizyty u szamanów. Książka naszprycowana jest badaniami naukowymi po same brzegi. Autor opisuje zarówno wpływ cukru na rozwój nowotworów, jak i takie kwestie jak dziedziczenie skłonności do zapadnięcia na nowotwór… wśród osób adoptowanych, gdzie styl życia okazuje się mieć ogromny wpływ – czy większy niż geny – dowiecie się z książki. Gruba, solidna, bardzo wyważona. Autor nigdy nie zrezygnował z medycyny, ale próbował więcej i dalej. Początkowo zaskoczyło go, że pierwsza nowotwór zdiagnozowała szamanka – dotykając jego głowy stwierdziła, że powinien się zbadać, bo coś jest nie tak. Wtedy też udał się na badania i z szokiem stwierdził, że guz mózgu wrócił (chyba jestem już wykończona, bo wklepałam moment temu “góz muzgu” o.O). Gdy do swojego leczenia włączył dietę, pracę nad emocjami, codzienną medytację – poczuł ogromną różnicę w stosunku do pierwszej terapii przed nawrotem. Gdy odwiedzał Azję i pytał inteligencję z tamtych rejonów o to z czyich usług by skorzystała, był bardzo zdziwiony, gdy minister zdrowia odpowiedział, że do zwykłego lekarza poszedłby gdyby złamał nogę albo się czymś zaraził, ale gdyby zapadł na chorobę przewlekłą, poszedłby do “szamana”. Z czasem sam Schreiber zaczął skłaniać się ku takiemu podejściu (przypomnę, że był praktykującym lekarzem, początkowo maksymalnie sceptycznym). Zamiast ośmiu miesięcy – przeżył 20 lat.
Kojarzysz ten moment, gdy zmieniasz lek na coś naturalnego i nagle pojawia się chór osób, która twierdzi że:
– to placebo
– widocznie lek zadziałał po czasie?
Oh, też ich nie cierpię, bo oni LEPIEJ wiedzą, że coś w TWOIM ciele nie miało prawa zadziałać :). Co ciekawe – nie słyszałam zarzutu o placebo w odniesieniu do operacji. A zrobiono bardzo ciekawe badania, gdzie połowę pacjentów poddano prawdziwej operacji kolana, a połowę udawanej (rozcięto, zaszyto). Efekty były… takie same. Ponieważ badania budziły wątpliwości, ponowiono je w Finlandii, z podobnym efektem (podsyłam artykuł po Polsku, bo jak wkleję angielskie źródło, to nikt nie przeczyta). Więcej na ten temat tutaj (klik).
No więc w książce szczególnie zaintrygowały mnie badania z Rotterdamu, które mały zweryfikować jak to się dzieje, że niektórym nowotwór cofa się samoistnie. Wydaje się niemożliwe, dlatego badacze chcieli wykazać, że to po czasie działa wcześniej aplikowana chemia, lub – że dani pacjenci wcale nie mieli nowotworu. [Typowy bełkot lekarzy – gdy ktoś wyleczy się z nieuleczalnej choroby, to ci którzy z całą pewnością ją stwierdzali, twierdzą ze widocznie nigdy nie był chory, zamiast – z pożytkiem dla innych chorych – próbować dociekać co pomogło]. Badania z Rotterdamu wykazały, że jednak istnieje pewna grupa pacjentów której nowotwory cofają się i znikają bez konkretnej przyczyny. 
Książka jest bardzo wyważona, autor nie neguje żadnego z podejść, zachęca do czerpania z obu. Jednocześnie pokazuje mechanizmy finansowania badań (np. tego że na zielonej herbacie nie zarobi się jak na lekach, a też działa). To biblia profilaktyki, ale też książka dla każdego kto ma raka, lub ktoś w jego rodzinie ma. Najpierw czytasz książkę, potem robisz rundę po artykułach które są w niej cytowane. Rewelacja!
Antyrak – nowy styl życia* – można kupić za 21 zł (klik). 
Co zmieniła w moim życiu? – Wyposażyła w poczucie, żeby nie oceniać zanim się nie spróbuje, ale też mieć otwarty umysł, bez zamykania się na inne rozwiązania. Genialna książka.
Michael Laitman – Kabała ujawniona
Czuję się, jakbym dokonywała przynajmniej coming-outu 😀 Ogromnie daleko mi do tego, jak świat widzą Żydzi (łącznie z nazywaniem innych z ogromną pogardą gojami. To trochę jak mugole). Równie daleko jest mi do religii – nieskutecznie poszukiwałam w religiach czegoś dla siebie przez wiele lat. Tak samo daleko jest mi do noszenia czerwonych sznureczków i innych praktyk związanych z “kabałą”,czy też szkoły Berga (znanej np. dzięki Madonnie). Jednakże gdy przeczytałam książkę “Kabała ujawniona”, po raz pierwszy poczułam, że istnieje pewien – powiedzmy na razie – światopogląd, który jest bardzo spójny z tym, w co wierzę i jak rozumiem świat. Jest to dość świeże zainteresowanie (około roku), ale dawno nie chłonęłam żadnej – nazwijmy to na razie – filozofii – tak małymi porcjami. Nie da się wgłębiać w to zbyt łapczywie.
Nie jest to żadna religia, nie jest to żadna sekta, nikt nie wymaga płacenia, spotkań – uczę się z artykułów i filmów. Słucham, poznaję, jestem maksymalnie zaintrygowana pojęciami słodki-gorzki zamiast zły i dobry, rozumieniem egoizmu i altruizmu, zaskakująco zgodnym z moim myśleniem “Nie ma niczego oprócz Niego” oraz tym, że świat naprawiam tylko przez naprawę samego siebie.
Co zmieniła w moim życiu? Zmienia powoli, każdego dnia – wszystko. Nie ma co się zrażać, jako starter proponuję ten artykuł (klik), sama jestem na początku, początku drogi, ale jestem mocno zaciekawiona.
Książka jest niestety trudno dostępna (klik)
Książki, które opisałam przyczyniły się do rzeczywistych zmian w moim życiu. Oczywiście znam wiele innych, czasami lepszych od wymienionych, ale zależało mi na pokazaniu tych, które zasiały te pierwsze ziarenka, niepokój, zaczęły burzyć pewne stare schematy myślenia.
Książki, które oznaczyłam gwiazdką można przeczytać w abonamencie z czytnikiem za złotówkę,lub korzystając z darmowego okresu próbnego, który daje dostęp do e-booków na 7 dni (klik).

Sukienkę ze zdjęcia kupiłam wiosną tutaj (klik)


Jaka książka zmieniła Twoje myślenie? Jestem bardzo ciekawa! 

Przy okazji zapraszam na instagram  – staram konsultować tam z Wami przyszłe tematy tekstów.

Ah i jeszcze koniecznie odwiedźcie czytelniczy projekt licealistek (klik)

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin
Uściski, Ania

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
AniamalujeRenatakazikMake Happy LifeBlonde Bangs Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
babciaidealna
Gość

Witaj Aniu, z zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia n temat książek i zachęcona przez Ciebie, choć istnieje między nami bardzo duża różnica wieku, postanowiłam napisać o książce, która zmieniła moje życie i nadal je zmienia. Tak jak Ty kocham czytać i przeczytałam w swoim życiu mnóstwo książek o różnej tematyce, ale jedna zmieniła zdecydowanie i pozytywnie moje życie. To Biblia. Nie, nie, to nie agitacja religijna, proszę nie odbierz mojego wpisu w taki sposób. Podjęłam po prostu temat. Ponad dwadzieścia lat temu postanowiłam przeczytać Biblię traktując ją jako Księgę natchnioną, niosącą jakieś przesłanie, a nie zwykłe dzieło literackie. Co w niej… Czytaj więcej »

kazik
Gość
kazik

Efekt Lucyfera,super książka Zimbardo podsumowuje w niej swoje spostrzeżenia nt psychologii zła. Następna godna polecenia, to Paradoks czasu, spojrzenie na czas w sposób nowatorski,ale też wyzwalający. Kolejna to Gdzie ci mężczyźni, współczesne poszukiwania męskości i co się z nią dzieje… mój ulubiony profesor 🙂

Make Happy Life
Gość

Książka antyrak bardzo mnie zainteresowała, koniecznie muszę kupić. Wierzę, że wybaczenie, ogarnięcie emocji, może bardzo wpływać na nasze zdrowie.

Blonde Bangs
Gość
Blonde Bangs

Czytałam “Efekt Lucyfera” – genialna książka i “Potęga podświadomości” – ale do niej jeszcze dojrzewam :).

Renata
Gość

Cześć Aniu! Mam “Potęga podswiadomosci” i “Antyrak”. Mnie również bardzo się podobały. Polecam również “Mężczyzna który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.

Previous
Pizza, ten jedyny ❤ i świńska grypa [tygodnik]
Książki, które zmieniły moje życie