Książki, które zmieniły moje życie

Nie te najlepsze, nie najciekawsze, nie najlżejsze, ale te, które zapoczątkowały rzeczywiste zmiany w moim życiu.

Książki  zmieniły moje życie

Z ulubionymi książkami jest różnie – czasami lubimy książkę, bo czytało się lekko, szybko i przyjemnie – mam tak z serią Harry Potter. Innym razem książka jest szczególna, bo dzięki niej zaczęliśmy eksplorować jakąś kategorię – mam tak z książką  Z genealogii moralności, dzięki której poznałam resentyment. Jeszcze innym razem, książka staje się wyjątkowa, bo naprowadza na jedną konkretną myśl, która zostaje nam na dłużej – mam tak z książką Demian (Herman Hesse), dzięki której poznałam idę Abraxasa i wykluwania się z jajka. Wreszcie – czasami wykreowany od podstaw świat wciąga w jakiś niepojęty sposób – jak Diuna Franka Herberta. 
Gdybym miała wskazać swoje ulubione książki, to miałabym spory problem. Niektóre lubię w całości, inne mi się nie podobały, albo wielokrotnie wywołały poczucie ogromnej niezgody, ale zastrzeliły jedną konkretną myślą. Dzisiaj chciałabym dokonać przeglądu nie tych ulubionych, ale tych, które naprawdę zmieniły coś w moim życiu. Nie zawsze są to najlepsze książki z danej tematyki – czasami nawet lepiej, że traktują coś naskórkowo bo łatwiej jest zacząć od czegoś prostego.

Jakie książki zmieniły moje życie?

Umrzeć – tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu… Nie, Szymborska nie zmieniła nic w moim życiu, podobnie jak Stachura, którego lubię. Ale śmierć… śmierć już tak. Od kiedy pamiętam, byłam oswojona z wizją śmierci – od zawsze wiedziałam, że mój dziadek ma raka i niebawem odejdzie. Śmierć ciągle działa się na moich oczach – gdy pacjent z sali w której leżał mój dziadek nie przeżył chemioterapii, bo ktoś się pomylił i dał mu podwójną dawkę… a potem trupa wywieźli jak śmiecia. Gdy mając cztery lata  nie posłuchałam rodziców i pogłaskałam potajemnie małego, kilkudniowego króliczka – a jego matka wyczuwając inny zapach go zabiła. Gdy owczarek szkocki collie – Nikita, którego głaskałam codziennie w drodze do przedszkola, pewnego dnia nie dreptał za rowerem swojego pana, który zawsze pozwalał mi go głaskać… Wokół mnie było tyle śmierci, że stała się dla mnie bardzo ważnym tematem. Czułam jakąś niesprawiedliwość, że umiera ten dziadek, a nie np. ten drugi (bez szemrania bym ich wymieniła), ale też wewnętrzną niezgodę na taki porządek świata. Pytania o to kim jestem i dlaczego jestem stały się moją małą obsesją. Krótko po szoku jaki wywołała we mnie lektura Baśni z tysiąca i jednej nocy (w których oprócz trudnego języka była zoofilia, kazirodztwo, transwestytyzm – trochę za dużo jak na ośmiolatkę), trafiłam na książkę :
Potęga podświadomości

Joseph Murphy pisał w niej o tym, że ja też myślami kreuję świat. Najbardziej wstrząsnęła mną historia ojca, który codziennie powtarzał, że oddałby swoją rękę za to, żeby jego ciężko chora córka wyzdrowiała. Po jakimś czasie przydarzył mu się wypadek w którym rękę stracił… a córka ozdrowiała. Miałam bardzo mieszane uczucia co do lektury. To nie może być takie proste. Przecież gdyby było, to każdy byłby piękny, młody, zdrowy i bogaty, prawda? Wystarczy przecież uwierzyć. Książka była moim pierwszym zetknięciem z pozytywnym podejściem do wiary, którego tak bardzo brakowało mi w katolicyzmie. Autor co chwilę pisał o wybaczaniu innym, cytował Biblię. Bardzo tego w tamtym czasie potrzebowałam. Jednocześnie miałam poczucie, że to nie może działać, bo to za proste. Dopiero gdy bardzo silnie zapragnęłam wyzdrowieć, a w końcu uwierzyłam, że mogę funkcjonować bez leków – zrozumiałam czym jest wiara. Do dzisiaj z sentymentem wracam czasami do tej książki. Gdyby kiedyś nie wpadła w moje ręce, może nie byłabym tą osobą, którą jestem? 
Dużo czasu upłynęło, zanim ziarnko zasiane przez tę pozycję wykiełkowało, a potem urosło, zakwitło, wydało owoce. Dzisiaj doskonale wiem, że mówienie „wierzę” a rzeczywiste uwierzenie dzielą lata świetlne. Że „przyciąganie” tego co chcemy, bez podjęcia działania to tylko oszukiwanie samego siebie. Z tym w co wierzę jest też dość spory problem, że osoby doświadczające różnych cierpień traktują takie idee jako przerzucenie na nie winy. Że to oni są winni za swoje choroby, biedę, nieszczęście. Bardzo chciałabym uniknąć takich nieprawdziwych wniosków, ale jednocześnie skupić się na odpowiedzialności za dokonywane wybory. Ta książka skłoniła mnie właśnie do przejęcia odpowiedzialności za moje życie i zdrowie lata później. Z bardzo dobrym skutkiem.
Z tej tematyki później (po latach) przeczytałam szybko osławiony Sekret, ale nie umywa się do tej książki. Jest jeszcze „Możesz uzdrowić swoje życie” Louise Hay – całkiem przyjemna książka.
Podrzucam też przesympatyczną historię dziewczyny, która przyciągnęła miłość stosując te zasady :). Oczywiście możesz nie uwierzyć – tak jak ja przed laty, ale jeśli gdzieś zacznie cię uwierać małe ziarenko niepewności, to może z tego uwierania i drapania ukulasz sobie za jakiś czas piękną, lśniącą perłę :). 
Pssst, historia jest genialna :).

Potęgę poświadomości* można kupić za 23 złote (klik). Odnotujcie gwiazdkę przy tytule, odniosę się do tych gwiazdek na końcu.
Co zmieniła ta książka w moim życiu? Moje myślenie, całościowo.
Druga z książek, które mogę określić jako life-changing  to
  Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo
Miałam czas, kiedy nie miałam poczucia sensu w życiu. Wszystko to wydawało mi się bezwartościowe i marne. Bez sensu – rodzimy się, umieramy… Wtedy gdzieś w moje ręce wpadł Nietzsche.  Do wszystkich książek staram się podchodzić maksymalnie neutralnie – bez nastawienia na plus i na minus. Nie chcę nawet liczyć ile razy mnie Nietzsche zdenerwował, ale dał mi chwilowy cel zastępczy – stanie się mostem, po którym ktoś przejdzie dalej. Te krótkie słowa dały mi siłę, gdy sił już nie miałam.
  Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo* można kupić w wersji drukowanej już za 12 zł (klik).
  Co zmieniła ta książka w moim życiu? Dała mi paliwo, gdy jechałam na oparach, nie mając żadnej stacji benzynowej w pobliżu.
Nietzsche uświadomił mi istnienie resentymentu, ale miałam problem z jego interpretacją. To znaczy – ok, fajnie bo jest o twórcą tego pojęcia (za co mój wielki szacunek) ale nie umiałam się do końca zgodzić z tym co pisał.
I wtedy pojawił się Scheler. Max Scheler.
Resentyment a moralności 
Mała, ale potężna książka. Nie wiesz czym jest resentyment? Ok, więc załóżmy że chciałbyś kupić Maca, bo przy podobnych podzespołach lepiej je wykorzystuje i jest super wydajnym komputerem. Tak obiektywnie. Nie stać cię na zakup tak drogiego sprzętu, więc próbujesz przekonać samego siebie, że jest beznadziejny. Potem w twoim odczuciu debilem jest każdy, kto wydaje pieniądze na taki komputer i tak dalej. Trochę pisałam o tym w tekście Nienawiść zabij w sobie . Scheler bardzo pięknie wytłumaczył mi ułomności mojego myślenia. Ta książka zmieniła moje postrzeganie wielu kwestii dotyczących zazdrości i posiadania. 
Resentyment a moralności można kupić już za 17 zł (klik).
Co zmieniła ta książka w moim życiu? Nauczyła mnie, że muszę zaakceptować to, czego nie mogę zmienić. Np. to że urodziłam się w Polsce, w ułomnym oddechowo ciele. Nauczyła mnie też, że dużo rozsądniej jest podjąć jakąś akcję, by zmienić swoje położenie, zamiast skupiać się na dorabianiu sobie filozofii dla usprawiedliwienia swoich porażek, albo tego, że na coś mnie nie stać.

Swoją drogą – wielcy filozofowie, mądre umysły, a  mnie jednocześnie fascynuje namacalny, bardzo obrazowy i dosadny język „meneli”, którzy potrafią przekazać głębokie myśli bardzo prostymi słowami. Dla przykładu – nie dorabiaj piździe uszu. Wulgarne, ale za to trafia w sedno.

Pozostając niejako w tej samej tematyce – nierówna dystrybucja dóbr, rozwarstwienie społeczne… starczy powiedzieć, że w zerówce liczyłam, że moim mężem zostanie Robin Hood. Zabierzmy bogatym, dajmy biednym… Nie mogę uwierzyć, że kiedyś podobała mi się idea państwa opiekuńczego! 
Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i biedy – to książka wybitnego socjologa, Helmuta Schoecka. Prześwietla kategorię zawiści pod wieloma różnymi kątami. Pokazuje jak przenika ona społeczeństwa na wiele różnych sposobów. 400 stron wymaga mocnego skupienia, ponieważ nie ma tu krzty wodolejstwa. Autor wysnuwa śmiałą tezę, że zawiść jest w nas głęboko zakorzeniona i społeczeństwo bez niej nie istnieje. Uspokoił mnie też nieco tym, że jego zdaniem można ją ograniczyć, ale nie da się jej wytępić całkowicie. To oczywiście smutny wniosek, ale przestałam czuć takie nieznośne ukłucie, że jednak czasami bywam zawistna. Bardzo rzadko, ale bywam. Schoeck z ogromnym wdziękiem opisuje przeróżne przejawy zawiści i tego, jak radzą sobie z nią społeczności i społeczeństwa – np. pewne plemię Indian, które bogatszych wspołplemieńców oskarżało – a jakże – o czary. Nasuwa się tu analogia z socjalizmem, który zło widział w bogatych. Wątek ten został zresztą pięknie rozwinięty i opisany. Widząc prawdziwe podstawy danych poglądów (np. socjalizmu), które sięgają nawet nie zazdrości, a zawiści (znacznie prostszej przecież niż ciężka praca na swój sukces), nie wiem jak mogłam kiedykolwiek myśleć bardziej lewo niż prawo. Po tej książce nic nie jest takie samo. 
Ciekawostka – rok czy dwa lata temu książką zachwycała się moja koleżanka. Skuszona zdecydowałam się przeczytać i po kilku stronach odniosłam wrażenie, że znam przecież tę pozycję. Okazało się, czytałam e-booka po angielsku,pod nieco innym tytułem :)).
Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i biedy kosztuje aż 52 zł (klik), ale moim zdaniem warta jest każdego grosza.
Co zmieniła w moim życiu? Dała mi bardzo solidnego plaskacza w twarz i kazała zapytać siebie naprawdę szczerze, z czego wynikają moje poglądy i czy aby przypadkiem nie z zawiści. Dzisiaj widząc uzależnionych od socjalu, przesiąkniętych wyuczoną bezradnością ludzi, śmiejących się z jakiegoś chłopaczka, który próbuje swoich sił jako jeden z tych namolnych sprzedawców „odpowiedników” perfum na „F” jest mi potwornie wstyd, że mogłam myśleć kiedyś całkiem inaczej.  Ten chłopak w moich oczach ma dużo większy szacunek niż oni. 
Czego socjal uczy ludzi, którzy ciężko i uczciwie pracują? Że warto być nygusem i pasożytem, bo bez żadnej pracy uzyskać to, na co inna osoba musi pracować. Jasne, uważam oczywiście że w trudnych sytuacjach należy pomagać – jesteśmy społeczeństwem. Ale nie za darmo. Mamy bardzo dużo zaśmieconych lasów do posprzątania, chodników do pozamiatania i innych prac, które można w zamian za zasiłek wykonać. Nie podoba mi się sytuacja, kiedy pewnej grupie „nie opłaca się” pracować, bo żyje sobie z zasiłków. To jest kurewsko nie fair wobec tych, którzy pracują i płacą podatki.
Tym samym zatoczyłam kółko i wróciłam do pierwszego autora. 
Moc przyciągania pieniądza, którą napisał Jospeh Murphy, utrzymana jest w duchu Potęgi podświadomości. Znowu dużo cytatów z Biblii, znowu dużo pozytywnego podejścia… tym razem do pieniędzy i obfitości. Gdy przestałam postrzegać świat jako coś skończonego, z ograniczonymi zasobami, zmieniłam swoje myślenie. Od tej pory widząc wszędzie nieskończoność, zaczęłam dostrzegać miliony możliwości. W połączeniu z Schelerem i Schoeckiem otrzymałam solidny koktajl wiedzy. Przedefiniowałam pojęcie pieniędzy i bogactwa, przestałam myśleć w kategoriach braku. Z mojego słownika zniknęły takie pojęcia jak „obrzydliwie bogaty”, zrozumiałam, że pracę należy cenić, a zarabianie na swojej pasji nie jest niczym złym – wprost przeciwnie.
Moc przyciągania pieniądza można kupić za ok 17 zł (klik)
Co zmieniła w moim życiu? Nie jestem może milionerką (jeszcze :D) ale dzięki tej książce zmieniłam swoje myślenie, co pozwoliło mi zacząć dostrzegać możliwości. Dzisiaj praktycznie nie muszę szukać pracy – ona sama mnie znajduje, a ja jedynie wybieram zlecenia. Nie brak mi jednak pokory i często decyduję się na zadania mniej płatne, ale takie, które mogą mnie więcej nauczyć ;). Mam jeszcze sporo czasu na osiągnięcie swoich celów, ale jestem bardzo dobrej myśli. Bo po co być złej? :).
Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło.
Kolejna rewelacyjna książka. Nie do końca odpowiada mi tytuł (wszak Lucyfer – Lux ferre, to niosący światło), widziałabym tutaj słowo „Lucyper” (dla mnie to spora różnica!), ale samo dzieło Zimbardo zasługuje na dogłębną lekturę. Autor opowiada o tym, jak rodzi się zło. Krótko mówiąc – jak okazja czyni złodzieja. Rewelacyjna, bardzo otwierająca oczy pozycja.
Książka kosztuje aż 66 zł (klik), ale warto sprawdzić w bibliotekach.
Co zmieniła  w moim życiu?
Nauczyła mnie odpowiednio szybkiego reagowania na zło w zarodku. Minimalizuję okazje. Między innymi dzięki tej książce wprowadziłam na blogu ostre zasady, gdzie nie zgadzam się na hejt pod adresem kogokolwiek. Eksperymenty opisane w tej książce mocno otwierają oczy.
Przy okazji po raz pewnie setny polecę Władcę much, Mechaniczną pomarańczę, Myszy i ludzie oraz anime Death Note. 

Antyrak – nowy styl życia. Wspaniała książka autorstwa lekarza, który… zachorował na raka. Wyleczył się z niego za pomocą „normalnej”, czyli oficjalnej medycyny i bardzo chciał poznać odpowiedź na pytanie, jak nie zachorować ponownie. Zbywano go banałami o tym by nie palił papierosów i tak dalej. No i stało się – Dr Servan-Schreiber zachorował drugi raz. Rodzaj nowotworu na jaki zapadł dawał mu jakieś osiem miesięcy życia. Tym razem zaangażował się w walkę całym sobą – od diety, przeglądu badań, po… wybaczanie, pracę nad emocjami czy wizyty u szamanów. Książka naszprycowana jest badaniami naukowymi po same brzegi. Autor opisuje zarówno wpływ cukru na rozwój nowotworów, jak i takie kwestie jak dziedziczenie skłonności do zapadnięcia na nowotwór… wśród osób adoptowanych, gdzie styl życia okazuje się mieć ogromny wpływ – czy większy niż geny – dowiecie się z książki. Gruba, solidna, bardzo wyważona. Autor nigdy nie zrezygnował z medycyny, ale próbował więcej i dalej. Początkowo zaskoczyło go, że pierwsza nowotwór zdiagnozowała szamanka – dotykając jego głowy stwierdziła, że powinien się zbadać, bo coś jest nie tak. Wtedy też udał się na badania i z szokiem stwierdził, że guz mózgu wrócił (chyba jestem już wykończona, bo wklepałam moment temu „góz muzgu” o.O). Gdy do swojego leczenia włączył dietę, pracę nad emocjami, codzienną medytację – poczuł ogromną różnicę w stosunku do pierwszej terapii przed nawrotem. Gdy odwiedzał Azję i pytał inteligencję z tamtych rejonów o to z czyich usług by skorzystała, był bardzo zdziwiony, gdy minister zdrowia odpowiedział, że do zwykłego lekarza poszedłby gdyby złamał nogę albo się czymś zaraził, ale gdyby zapadł na chorobę przewlekłą, poszedłby do „szamana”. Z czasem sam Schreiber zaczął skłaniać się ku takiemu podejściu (przypomnę, że był praktykującym lekarzem, początkowo maksymalnie sceptycznym). Zamiast ośmiu miesięcy – przeżył 20 lat.
Kojarzysz ten moment, gdy zmieniasz lek na coś naturalnego i nagle pojawia się chór osób, która twierdzi że:
– to placebo
– widocznie lek zadziałał po czasie?
Oh, też ich nie cierpię, bo oni LEPIEJ wiedzą, że coś w TWOIM ciele nie miało prawa zadziałać :). Co ciekawe – nie słyszałam zarzutu o placebo w odniesieniu do operacji. A zrobiono bardzo ciekawe badania, gdzie połowę pacjentów poddano prawdziwej operacji kolana, a połowę udawanej (rozcięto, zaszyto). Efekty były… takie same. Ponieważ badania budziły wątpliwości, ponowiono je w Finlandii, z podobnym efektem (podsyłam artykuł po Polsku, bo jak wkleję angielskie źródło, to nikt nie przeczyta). Więcej na ten temat tutaj (klik).
No więc w książce szczególnie zaintrygowały mnie badania z Rotterdamu, które mały zweryfikować jak to się dzieje, że niektórym nowotwór cofa się samoistnie. Wydaje się niemożliwe, dlatego badacze chcieli wykazać, że to po czasie działa wcześniej aplikowana chemia, lub – że dani pacjenci wcale nie mieli nowotworu. [Typowy bełkot lekarzy – gdy ktoś wyleczy się z nieuleczalnej choroby, to ci którzy z całą pewnością ją stwierdzali, twierdzą ze widocznie nigdy nie był chory, zamiast – z pożytkiem dla innych chorych – próbować dociekać co pomogło]. Badania z Rotterdamu wykazały, że jednak istnieje pewna grupa pacjentów której nowotwory cofają się i znikają bez konkretnej przyczyny. 
Książka jest bardzo wyważona, autor nie neguje żadnego z podejść, zachęca do czerpania z obu. Jednocześnie pokazuje mechanizmy finansowania badań (np. tego że na zielonej herbacie nie zarobi się jak na lekach, a też działa). To biblia profilaktyki, ale też książka dla każdego kto ma raka, lub ktoś w jego rodzinie ma. Najpierw czytasz książkę, potem robisz rundę po artykułach które są w niej cytowane. Rewelacja!
Antyrak – nowy styl życia* – można kupić za 21 zł (klik). 
Co zmieniła w moim życiu? – Wyposażyła w poczucie, żeby nie oceniać zanim się nie spróbuje, ale też mieć otwarty umysł, bez zamykania się na inne rozwiązania. Genialna książka.
Michael Laitman – Kabała ujawniona
Czuję się, jakbym dokonywała przynajmniej coming-outu 😀 Ogromnie daleko mi do tego, jak świat widzą Żydzi (łącznie z nazywaniem innych z ogromną pogardą gojami. To trochę jak mugole). Równie daleko jest mi do religii – nieskutecznie poszukiwałam w religiach czegoś dla siebie przez wiele lat. Tak samo daleko jest mi do noszenia czerwonych sznureczków i innych praktyk związanych z „kabałą”,czy też szkoły Berga (znanej np. dzięki Madonnie). Jednakże gdy przeczytałam książkę „Kabała ujawniona”, po raz pierwszy poczułam, że istnieje pewien – powiedzmy na razie – światopogląd, który jest bardzo spójny z tym, w co wierzę i jak rozumiem świat. Jest to dość świeże zainteresowanie (około roku), ale dawno nie chłonęłam żadnej – nazwijmy to na razie – filozofii – tak małymi porcjami. Nie da się wgłębiać w to zbyt łapczywie.
Nie jest to żadna religia, nie jest to żadna sekta, nikt nie wymaga płacenia, spotkań – uczę się z artykułów i filmów. Słucham, poznaję, jestem maksymalnie zaintrygowana pojęciami słodki-gorzki zamiast zły i dobry, rozumieniem egoizmu i altruizmu, zaskakująco zgodnym z moim myśleniem „Nie ma niczego oprócz Niego” oraz tym, że świat naprawiam tylko przez naprawę samego siebie.
Co zmieniła w moim życiu? Zmienia powoli, każdego dnia – wszystko. Nie ma co się zrażać, jako starter proponuję ten artykuł (klik), sama jestem na początku, początku drogi, ale jestem mocno zaciekawiona.
Książka jest niestety trudno dostępna (klik)
Książki, które opisałam przyczyniły się do rzeczywistych zmian w moim życiu. Oczywiście znam wiele innych, czasami lepszych od wymienionych, ale zależało mi na pokazaniu tych, które zasiały te pierwsze ziarenka, niepokój, zaczęły burzyć pewne stare schematy myślenia.
Książki, które oznaczyłam gwiazdką można przeczytać w abonamencie z czytnikiem za złotówkę,lub korzystając z darmowego okresu próbnego, który daje dostęp do e-booków na 7 dni (klik).

Sukienkę ze zdjęcia kupiłam wiosną tutaj (klik)


Jaka książka zmieniła Twoje myślenie? Jestem bardzo ciekawa! 

Przy okazji zapraszam na instagram  – staram konsultować tam z Wami przyszłe tematy tekstów.

Ah i jeszcze koniecznie odwiedźcie czytelniczy projekt licealistek (klik)

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na „głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin
Uściski, Ania
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
babciaidealna
8 lat temu

Witaj Aniu, z zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia n temat książek i zachęcona przez Ciebie, choć istnieje między nami bardzo duża różnica wieku, postanowiłam napisać o książce, która zmieniła moje życie i nadal je zmienia. Tak jak Ty kocham czytać i przeczytałam w swoim życiu mnóstwo książek o różnej tematyce, ale jedna zmieniła zdecydowanie i pozytywnie moje życie. To Biblia. Nie, nie, to nie agitacja religijna, proszę nie odbierz mojego wpisu w taki sposób. Podjęłam po prostu temat. Ponad dwadzieścia lat temu postanowiłam przeczytać Biblię traktując ją jako Księgę natchnioną, niosącą jakieś przesłanie, a nie zwykłe dzieło literackie. Co w niej… Czytaj więcej »

Blonde Bangs
Blonde Bangs
7 lat temu

Czytałam „Efekt Lucyfera” – genialna książka i „Potęga podświadomości” – ale do niej jeszcze dojrzewam :).

Make Happy Life
7 lat temu

Książka antyrak bardzo mnie zainteresowała, koniecznie muszę kupić. Wierzę, że wybaczenie, ogarnięcie emocji, może bardzo wpływać na nasze zdrowie.

kazik
kazik
7 lat temu

Efekt Lucyfera,super książka Zimbardo podsumowuje w niej swoje spostrzeżenia nt psychologii zła. Następna godna polecenia, to Paradoks czasu, spojrzenie na czas w sposób nowatorski,ale też wyzwalający. Kolejna to Gdzie ci mężczyźni, współczesne poszukiwania męskości i co się z nią dzieje… mój ulubiony profesor 🙂

Renata
5 lat temu

Cześć Aniu! Mam „Potęga podswiadomosci” i „Antyrak”. Mnie również bardzo się podobały. Polecam również „Mężczyzna który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.

Zoe
Zoe
4 lat temu

Dzięki za podzielenie się książkami, parę z nich chętnie przeczytam. Ze swojej strony polecam „Bonobo i ateista”, Frans de Waal – między innymi ewolucyjne korzenie moralności. Myślę, że Ci się spodoba, jeśli jeszcze nie czytałaś. 🙂 I jeszcze „Atlas zbuntowany” lub „Źródło” Ayn Rand – ciężko w jednym zdaniu opisać, skoro cenisz sobie ludzką pracę też powinno ci podpasować (nietypowy mix filozofii z powieścią obyczajową i utopią w jednym).

Previous
Moje ulubione gadżety [2]
Książki, które zmieniły moje życie

7
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x