Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Moje ulubione gadżety [2]

Drugi odcinek cyklu gadżetach powstawał dość długo. Gromadziłam potrzebne elementy od lipca :). I tak jak wtedy było bardziej kulinarnie, tak teraz tematem przewodnim jest uroda. Będzie o rewelacyjnym sprzęcie do usuwania włosów, magicznym korektorze do makijażu, butach za cztery złote (sic!) i organizerze do torebki. Zapraszam! 

Mały podgląd tego, z czym dzisiaj się zmierzymy 🙂 Każda z tych rzeczy musiała poczekać aż dobrze ją przetestuję, dlatego możecie być pewni, że nie wyciągam zbyt pochopnych wniosków, bo testowałam dzielnie.
Na pierwszy ogień idzie organizer do torebki:
Smęciłam o takim od dawien dawna, ale w każdym mi czegoś brakowało :). Ten okazał się idealny, bo ma zapinane przegródki, zatrzaski, dzięki którym może być dopasowany do mniejszej torebki i dobrze rozlokowane kieszenie. Jest wyjątkowo pojemny i dobrze wykonany, kosztował 2,31 dolara (mniej niż 10 zł) na dresslink .  Kupiłam go przy okazji większych zakupów przeróżnych akcesoriów do hybryd – mam za sobą pierwszą próbę i wstępnie – jestem oczarowana. Natomiast nie obyło się bez wpadek, ponieważ nie wiedziałam że lakiery Semilac kładzie się w przynajmniej dwóch warstwach (dałam jedną) i mam prześwity. Mój kolor to Mardi Gras, używałam też topu i bazy tej firmy. O hybrydach napiszę osobny tekst jak już będę po zdjęciu. Utwardzałam lampą z Ali ;-).
Jak widzicie – zrobiłam dość spore zakupy paznokciowe z akcesoriami od jednego do trzech dolarów, ale mam też w koszyku buty za które zapłaciłam…99 centów, czyli jakieś cztery złote. Przed Chińskim Nowym Rokiem sporo rzeczy było na wyprzedaży, a ja potraktowałam to jako “cebulę”, czyli coś, co raczej nie dojdzie.
Ku mojemu zaskoczeniu – doszły. 
Z myślą o dniach kiedy pędzę na zajęcia z dziećmi i chcę wtopić się w tłum wyglądając jak przeciętna gimnazjalistka ;-)) 
Poza tym, ze moja skarpetka zostawiła biały paproszek – nic im nie dolega. Zwykłe ciepłe udawane “emu”, idealne gdy nie chcę wyskakiwać z ciepłych kapci a jakieś obce koty wołają jeść, albo na ten moment gdy robię ciasto i brakuje mi kluczowego składnika, co oznacza ekspresowy bieg do sklepu za rogiem :)). 
Buty kupiłam tutaj (klik) – mam bardzo szczupłe stopy i polecam brać rozmiar większe jeśli macie typowe.
Uwaga – w tym sklepie przesyłka jest dodatkowo płatna, ja zdecydowałam się na zakup ze względu na szalone promocje.
Gdzie szukać gadżetów? Od początku tego bloga wrzucałam co jakiś czas kreatywne reklamy i niespotykane gadżety – jestem typową gadżeciarą 🙂 Dzięki nim przedmioty służą mi dłużej, np. “magiczne gąbki” są bardzo eko, bo pozwalają na czyszczenie rzeczy, których w inny sposób nie da się wyczyścić. Omal nie wpadłam w szał kiedy kot przewrócił statyw na moją nową, białą szafę, zostawiając na niej wielką czarną smugę. Dzięki gąbeczkom pozbyłam się jej bez śladu. Zrobiłabym zdjęcie, ale gąbki się…ścierają jak gumka do mazania. 10 sztuk błyskawicznie rozdałam po znajomych, bo są magiczne 🙂 (klik). Czekam na drugi zestaw.  Na tej samej zasadzie chętnie wybieram akcesoria, które pozwalają mi zachować przydatność innych przedmiotów na dłużej, dzięki hybrydom będę rzadziej malować paznokcie (a co za tym idzie – zmniejszę zużycie lakierów, wacików, zmywaczy…).
Po fajne gadżety lubię zaglądać na Westwing , gdzie np. teraz wpadły mi w oko maskotki. Nie byle jakie maskotki! Są wypełnione prosem i lawendą, dzięki czemu stanowią udoskonalony termofor. Pamiętacie jak w tekście o tym dlaczego warto jeść czereśnie zachęcałam do zbierania pestek? 🙂 Płócienny woreczek wypełniony pestkami można podgrzać w piekarniku i naładować ciepłem dużo przyjemniejszym niż to jakie daje termofor. Minusem płóciennych woreczków jest ich wygląd, a maskotki dostępne na Westwing wydają się wspaniałą alternatywą dla dzieci, tym bardziej, że mogą stanowić chłodny okład 🙂 
Firma ma też w ofercie fajne kapcie z tą samą mieszanką 
Innym miejscem gdzie zaglądam w poszukiwaniu gadżetów jest program “Pani gadżet”, przy czym wiem że jeśli pokazuje silikonowego ludzika – zaparzacz herbaty jakiejś “designerskiej marki”, to taki sam znajdę na Ali za jednego dolara. Przelicznik 1:40 sprawdza się zaskakująco często w przypadku tego programu 😉
Lubię też przeglądać na Ali zakładkę novelty items – jest tam pełno fajnych i użytecznych gadżetów, jednak nie chcę pisać o tym co mam w koszyku dopóki do mnie nie dotrą i nie przetestuję :).
Wracając do moich gadżetów:
 Zestaw naklejek maskujących (klik) sprawdza się świetnie w planerach i notesach. Od dwóch lat pracuję nad swoim idealnym organizerem, który pełniłby funkcję rozwojową i jestem bliska jego finalnej formy. Naklejki  bardzo mi to ułatwiły – komplet kosztuje ok. 6 zł z przesyłką, zawiera 27 kart z naklejkami (paski wąskie, szerokie i kółka). Są dość matowe z bardzo mocnym klejem i praktycznym opakowaniem zamykanym na sznurek. 
“Łyżeczka unny” zwana także Blemish extractor (uwaliłam kremem do rąk, za co przepraszam) to taki prosty sprzęt do usuwania różnych “niespodzianek” – rozkłada nacisk równomiernie, dostępne są też zestawy z przeróżnymi rozmiarami, jednak ja kupiłam ten jeden (w zestawie 10 sztuk,z  czego nadprogramowe dałam koleżankom). Nie polecam na trądzik, jednakże bywa niesamowicie przydatna na tak zwane “niespodzianki”. Kupiłam ją w sklepie, który nie ma już tych przyrządów w ofercie, ale dzisiaj celowałabym w taką z dwoma rozmiarami oczek (klik) bo czasami wyskakuje mi jakieś małe twarde maleństwo na brodzie. 
Pozostałe elementy zobaczycie potem w akcji na zdjęciach ;-). Są to typowo urodowe akcesoria. Mam beaty blender, który jest już trochę nadszarpnięty przez ząb czasu, też nie uważam tego jajeczka za jakieś wybitnie wygodne. Zanim odkryłam swój idealny pędzel, zamówiłam taką oto gąbeczkę z trzonkiem :
To tak jakby beauty blender, tylko z rączką. Wygodny, fajny, ale ja jednak nie będę fanką stemplowania, bo pokochałam szczoteczkę o której wspominałam tutaj . Beauty blender z rączką kupiłam w BornprettyStore – to sklep z darmową przesyłką, który działa także na Ali. Przy przedmiotach z tego sklepu będę dawała dwa alternatywne linki, bo czasami taniej jest na ich koncie na Ali, czasami w sklepie 🙂 Dla mniej fajniej jak korzystasz z linku afiliacyjnego z ali – wykorzystam zgromadzone tam środki na pomoce dydaktyczne dla dzieciaków, ale jeśli zdecydujesz się na sklep – śmiało korzystaj z mojego kodu NPH10, który daje 10% rabatu na cały koszyk – ja nic z tego nie mam, ale gdy kilka osób zrobi takie zakupy, bornpretty przekaże bon do wygrania w konkursie, który dla was zorganizuję :).
Link Bornpretty (klik), na ali obecnie brak 🙁
Kredka do brwi ze spłaszczonym rysikiem – cudo! Opanowałam już obsługę color tattoo w odcieniu taupe, ale daje mocniejszy efekt. Chciałam też coś dziennego, co pozwoli mi zamalować prześwity. Ten niepozorny gadżet sprawia, że nie widać abym cokolwiek majstrowała przy brwiach, a wyglądają dużo lepiej. Używam codziennie od miesiąca, ten produkt się chyba nie skończy. Mam kolor #4.
Delikatne maźnięcie na dłoni. Link na Bornpretty (klik) i alternatywny w ich sklepie na Ali (klik), gdzie jest mocniej napigmentowana wersja w innym opakowaniu.
Od kiedy zdjęłam rzęsy 1:1, czasami jest mi ich brak. Lubiłam efekt jaki dawały, nie odnotowałam większych zniszczeń (chociaż powrót to krótkich był dość przykry), ale brakowało mi demakijażu olejkami i bałam się, że uzależnię się od tej “lepszej wersji”. Jeśli będę wybierała się na wakacje w jakieś cieplejsze miejsce – na pewno założę rzęsy jeszcze raz. Tymczasem raz na jakiś czas naklejam sztuczne. Te które wybrałam wyczesywane są z norek i są dość…wieczorowe. Przetestowałam je dopiero na karnawałowej imprezie :). Klejone klejem DUO (z inglota) są nie do zdarcia i czułam się w nich rewelacyjnie! To moje drugie rzęsy w życiu – wcześniej miałam Demi Wispies z Ardell. Tym na pewno muszę delikatnie przyciąć pasek w wewnętrznym kąciku, na okazje są rewelacyjne :).
Link Bornpretty (klik), inne rzęsy na Ali (klik).
Jestem nimi oczarowana, na dole tekstu zamieściłam je na swoich zdjęciach 🙂
Po kupieniu dużych pędzli, uzupełniłam też swoje zapasy o małe pędzle do makijażu oczu. Jednym z motywów przewodnich 2016 roku jest dla mnie ogarnięcie spraw “urodowych”, które przez zdrowie zawsze odkładałam na wieczne jutro. Cóż mogę powiedzieć o tym małym zestawie? Że to idealny zestaw podróżny, który stosuję na codzień :). Ma skośnie ścięty pędzelek do eyelinera, 3 pędzle do cieni i jeden do ust (ten umazany czerwoną szminką). 
Link do zestawu (klik). Myślę, że pędzle lepiej jest kompletować osobno, ja jestem laikiem i dla mnie są bardzo ok :).
Narzędzie tortur pokazywałam na blogu już w zeszłym roku – mam niebywałe “szczęście” posiadać wąsik. Trzy sprężyny błyskawicznie go usuwają ale… cóż, troszkę boli. Na pewno jest to bardziej eko niż plastry czy kremy, efekt jest ten sam. Nie podejmę się kalkulacji co jest bardziej kosztowne – sprężynka czy cukier do pasty cukrowej, pewnie można ocenić to po 10 latach 😀 Najgorszy moment to ten, w którym trzeba zebrać się na odwagę 😉
Link (klik), na bornpretty jest sporo drożej, to nawet nie linkuję :).
To cudo wrzuciłam do koszyka “przy okazji”. Korektor do makijażu wydawał się dość abstrakcyjny – przecież wystarczy patyczek higieniczny – myślałam. Dopóki nie uświadomiłam sobie, że zrezygnowałam z eyelinera bo zawsze gdzieś się maznę, a potem nie mam czasu na poprawki i… a niech tam, najwyżej okaże się bublem – wrzuciłam do koszyka. Nie wiem czy to coś kiedykolwiek się zużyje, ale działa tak:
Na bornpretty jest sporo zdjęć (klik), niestety niektóre kosmetyki rozmazuje, co niezbyt mi się podoba. Z większością kredek i eyelinerów działa jednak bez zarzutu, pozwala usunąć pomyłkę nawet w podróżu, za co 10 punktów :). Dwa razy zdarzyło mi się ogonek jaskółki zmazać tym produktem – potem wystarczy suchą chusteczką dotknąć mokrej warstwy i namalować od nowa.  Nie spotkałam się z tym produktem na Ali sklepu (może źle szukam), ale stał się moim niezbędnikiem. U innego sprzedawcy jest taki produkt alternatywnego producenta (klik).
Czerwona pomadka – jako bladolica, w dodatku z niską temperaturą i ciśnieniem, mam czasami efekt “braku ust”, które zlewają się z twarzą 😀 Czerwone usta dodają mi energii. Na ten niepozorny kosmetyk zdecydowałam się pod wpływem rewelacyjnych recenzji i odcienia, którego nie mogłam znaleźć nigdzie indziej. Pokochałam matowe kredki od Golden Rose, ale mam po nich bardzo suche usta, dlatego nakładam je dopiero na maść z witaminą A. Ten produkt ma aplikator w postaci błyszczyka, więc mogę stopniować efekt. Praktycznie używam jedynie na dwa sposoby – maleńka kropeczka jak tutaj:

w takim przypadku dotykam koniuszkiem aplikatora środek ust i rozsmarowuję produkt pędzelkiem. Uzyskuję ładny i równomierny efekt. Drugi sposób to jedno maźnięcie aplikatorem (zdjęcia na moich ustach będą na dole). Szminka jest bardzo intensywna i źle czułabym się z mocno pomalowanymi ustami. Produkt jest praktycznie nie do zdarcia, zdjęcia są po całym dniu noszenia ;-).
Mój kolor to 28, kupiłam na BornPretty (klik), na Ali są tańsze (klik). Nie wiem jak inne kolory.

Nad spinką rozpływam się od dawna, bo diabelnie mocno trzyma włosy. Poza tym – bardzo mi się podoba. Od kiedy pozbyłam się sporej części dawnej grzywki, ciągle muszę podpinać pozostałości, bo mnie wkurzają. Spinka sprawdza się w tym celu rewelacyjnie,w  dodatku jest tania jak barszcz :).
Można ją kupić już za 70 centów (klik). Obecnie rozglądam się za mniejszymi spinkami tego typu.

Specjalna pęseta do sztucznych rzęs – myślałam, że mam dwie lewe ręce, dopóki jej nie wypróbowałam. Jest niesamowita! Przykładam rzęsy, dociskam i gotowe. Wcześniej miałam problemy nawet z demi wispies :). Kupiłam na tej aukcji (klik).
Na tym gadżecie mogłabym skończyć, ale zimą gdy mam suchą skórę (latem świetny jest rozświetlacz z my secret) stosuję cudowny produkt Golden Ratio, który pokazywałam kiedyś na blogu:

U góry ma lusterko i mały złoty cień do powiek w kremie. Piszę o nim, bo użyłam kropeczki w makijażu, który pokażę niżej. Nie odważyłabym się użyć całej szpatułki – dotykam jej końcem pędzla i to wystarcza mi na obie kości policzkowe – produkt nie do zdarcia, idealnie stapia się ze skórą :).
Kupiłam na Bornpretty: (klik). Uwielbiam te produkt!
Wszystkie produkty użyte w makijażu (reszta to klej Duo, klasyczny cień beżowy marki Delia, róż Oh Oh z lovely i bb Garnier).

Chciałam postawić na look w stylu Rodziny Addamsów, ale źle czułam się z przedziałkiem po środku :). Nie wiem czy nie lepiej byłoby zostać przy jasnych ustach ;-). Muszę się też nauczyć wyżej przeciągać cienie, ale byłam bardzo zadowolona z siebie 😀
I strój: 

Przypominam, że na Bornprettystore mam kupon NPH10, a o tym jak kupować pisałam tutaj – Jak kupować na Aliexpress. Na pewno nie kupiłabym tam kleju do rzęsy czy garnków, ale już np. magiczne gąbki uratowały wiele moich rzeczy, a teraz czaję się czyściki z włókna szklanego do patelni (koszmarnie wyglądają od spodu ;-)). Nie wiem też którą maskotkę (i czy w ogóle) zamówić na Westwing – to spory wydatek, ale wiem jak cudownie koi ból taki termofor i ubolewam nad brakiem klasycznych kształtów :)).
Dobrej nocy! Ja wsuwam moje buty za 4 złote i idę jeszcze wypuścić kota na siku 😀
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać]
Moje ulubione gadżety [2]