Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie, przełamać przeestetyzowany świat.  Dziś jest ten dzień ;)
Lubię sobie też narzucić jakiś motyw przewodni podróży. W Tunezji chciałam odpocząć, żadnych innych oczekiwań. Gruzję odwiedzam naiwna jak dziecko. Chcę interpretować wszystko jako fajne, piękne i ciekawe, nie szukać złych rzeczy. Poczytać dopiero jak z podróży wrócę. Wtedy skonfrontować z tym, co widziałam.
Chociaż mamy inny sposób patrzenia na świat, szalenie spodobało mi się jak @cam_myy przygotowując się porodu wybrała sobie zasadę, że nie słucha opowieści koleżanek o ich traumach porodowych, że nie czyta złych rzeczy, same dobre relacje. 
Ileż to razy ja się naczytałam o tym jakie coś jest złe i niedobre a potem się okazało, niepotrzebnie się stresowałam i spinałam, bo to było totalnie lajtowe.
Tym razem mam ochotę widzieć wszystko przez różowe okulary. Zdejmę je w Polsce. Uszanujcie proszę mój eksperyment myślowy! „You know, it's funny... when you look at someone through rose-colored glasses, all the red flags just look like flags.”
Kto wie skąd to cytat?! ;) #gruzja #georgia #kutaisi #wakacje #worktion #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie,...

Czy na podstawie jednego miasta albo regionu mam prawo wypowiadać się na temat tego, jak odbieram dany kraj?
#Tunezja okazała się zupełnie inna na północy niż południu. Zupełnie. Ale też przecież co innego czuje turysta w Warszawie i Krakowie, nie mówiąc nawet o Tatrach czy polskiej wsi. Takiej pięknej jak Zalipie, albo tej innej - pełnej uwiązanych na łańcuchach psów o zaropiałych oczach i klientów ustawiających się rano pod sklepem by przed pracą walnąć małpkę.

Gdziekolwiek jestem w turystycznym miejscu, Freddie śpiewa w mej głowie „Is this the real life? Is this just fantasy?”. W Tunezji akurat widziałam i jedno i drugie (na zdjęciu np. „Wioska Star wars” autentyczny plan zdjęciowy, który tu został). A co widzę w innych podróżach?
Czasami więcej niż bym chciała, jak wtedy gdy przypadkiem trafiam na plażę dilerów na Karaibach.

To jeszcze przy okazji - w myśl filozofii „zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz” zrobiłam najbardziej low budget amatorski cosplay ever. 
Umiem też ugotować coś dla niespodziewanych gości gdy mam „światło w lodówce”. A w liceum  nie chciało mi się prowadzić zeszytu do polskiego, więc gdy musiałam przeczytać swoją wypowiedź, to tworzyłam ją na bieżąco, udając, że czytam. Nie zapomnę wzroku mojej polonistki, gdy chciała mi wpisać do zeszytu ocenę, a tam nie było nic.😂 Nigdy nikt tak płynnie nie przeszedł od chęci wstawienia piątki do jedynki. Nie pamietam to jak się skończyło :D
Nie wiem dokąd zmierza ten wpis, traktujcie to jak myślodsiewnię.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #throwbackthursday #podróżemałeiduże #podróże #wakacje #travelblogger #cosplay #lowbudgetcosplay #budgettravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #blogerka #travelgirl #matmata #starwars #rey #pustynia #sahara #tatooine #gwiezdnewojny

Czy na podstawie jednego miasta...

Moje ulubione gadżety [2]

Drugi odcinek cyklu gadżetach powstawał dość długo. Gromadziłam potrzebne elementy od lipca :). I tak jak wtedy było bardziej kulinarnie, tak teraz tematem przewodnim jest uroda. Będzie o rewelacyjnym sprzęcie do usuwania włosów, magicznym korektorze do makijażu, butach za cztery złote (sic!) i organizerze do torebki. Zapraszam! 

Mały podgląd tego, z czym dzisiaj się zmierzymy 🙂 Każda z tych rzeczy musiała poczekać aż dobrze ją przetestuję, dlatego możecie być pewni, że nie wyciągam zbyt pochopnych wniosków, bo testowałam dzielnie.
Na pierwszy ogień idzie organizer do torebki:
Smęciłam o takim od dawien dawna, ale w każdym mi czegoś brakowało :). Ten okazał się idealny, bo ma zapinane przegródki, zatrzaski, dzięki którym może być dopasowany do mniejszej torebki i dobrze rozlokowane kieszenie. Jest wyjątkowo pojemny i dobrze wykonany, kosztował 2,31 dolara (mniej niż 10 zł) na dresslink .  Kupiłam go przy okazji większych zakupów przeróżnych akcesoriów do hybryd – mam za sobą pierwszą próbę i wstępnie – jestem oczarowana. Natomiast nie obyło się bez wpadek, ponieważ nie wiedziałam że lakiery Semilac kładzie się w przynajmniej dwóch warstwach (dałam jedną) i mam prześwity. Mój kolor to Mardi Gras, używałam też topu i bazy tej firmy. O hybrydach napiszę osobny tekst jak już będę po zdjęciu. Utwardzałam lampą z Ali ;-).
Jak widzicie – zrobiłam dość spore zakupy paznokciowe z akcesoriami od jednego do trzech dolarów, ale mam też w koszyku buty za które zapłaciłam…99 centów, czyli jakieś cztery złote. Przed Chińskim Nowym Rokiem sporo rzeczy było na wyprzedaży, a ja potraktowałam to jako “cebulę”, czyli coś, co raczej nie dojdzie.
Ku mojemu zaskoczeniu – doszły. 
Z myślą o dniach kiedy pędzę na zajęcia z dziećmi i chcę wtopić się w tłum wyglądając jak przeciętna gimnazjalistka ;-)) 
Poza tym, ze moja skarpetka zostawiła biały paproszek – nic im nie dolega. Zwykłe ciepłe udawane “emu”, idealne gdy nie chcę wyskakiwać z ciepłych kapci a jakieś obce koty wołają jeść, albo na ten moment gdy robię ciasto i brakuje mi kluczowego składnika, co oznacza ekspresowy bieg do sklepu za rogiem :)). 
Buty kupiłam tutaj (klik) – mam bardzo szczupłe stopy i polecam brać rozmiar większe jeśli macie typowe.
Uwaga – w tym sklepie przesyłka jest dodatkowo płatna, ja zdecydowałam się na zakup ze względu na szalone promocje.
Gdzie szukać gadżetów? Od początku tego bloga wrzucałam co jakiś czas kreatywne reklamy i niespotykane gadżety – jestem typową gadżeciarą 🙂 Dzięki nim przedmioty służą mi dłużej, np. “magiczne gąbki” są bardzo eko, bo pozwalają na czyszczenie rzeczy, których w inny sposób nie da się wyczyścić. Omal nie wpadłam w szał kiedy kot przewrócił statyw na moją nową, białą szafę, zostawiając na niej wielką czarną smugę. Dzięki gąbeczkom pozbyłam się jej bez śladu. Zrobiłabym zdjęcie, ale gąbki się…ścierają jak gumka do mazania. 10 sztuk błyskawicznie rozdałam po znajomych, bo są magiczne 🙂 (klik). Czekam na drugi zestaw.  Na tej samej zasadzie chętnie wybieram akcesoria, które pozwalają mi zachować przydatność innych przedmiotów na dłużej, dzięki hybrydom będę rzadziej malować paznokcie (a co za tym idzie – zmniejszę zużycie lakierów, wacików, zmywaczy…).
Po fajne gadżety lubię zaglądać na Westwing , gdzie np. teraz wpadły mi w oko maskotki. Nie byle jakie maskotki! Są wypełnione prosem i lawendą, dzięki czemu stanowią udoskonalony termofor. Pamiętacie jak w tekście o tym dlaczego warto jeść czereśnie zachęcałam do zbierania pestek? 🙂 Płócienny woreczek wypełniony pestkami można podgrzać w piekarniku i naładować ciepłem dużo przyjemniejszym niż to jakie daje termofor. Minusem płóciennych woreczków jest ich wygląd, a maskotki dostępne na Westwing wydają się wspaniałą alternatywą dla dzieci, tym bardziej, że mogą stanowić chłodny okład 🙂 
Firma ma też w ofercie fajne kapcie z tą samą mieszanką 
Innym miejscem gdzie zaglądam w poszukiwaniu gadżetów jest program “Pani gadżet”, przy czym wiem że jeśli pokazuje silikonowego ludzika – zaparzacz herbaty jakiejś “designerskiej marki”, to taki sam znajdę na Ali za jednego dolara. Przelicznik 1:40 sprawdza się zaskakująco często w przypadku tego programu 😉
Lubię też przeglądać na Ali zakładkę novelty items – jest tam pełno fajnych i użytecznych gadżetów, jednak nie chcę pisać o tym co mam w koszyku dopóki do mnie nie dotrą i nie przetestuję :).
Wracając do moich gadżetów:
 Zestaw naklejek maskujących (klik) sprawdza się świetnie w planerach i notesach. Od dwóch lat pracuję nad swoim idealnym organizerem, który pełniłby funkcję rozwojową i jestem bliska jego finalnej formy. Naklejki  bardzo mi to ułatwiły – komplet kosztuje ok. 6 zł z przesyłką, zawiera 27 kart z naklejkami (paski wąskie, szerokie i kółka). Są dość matowe z bardzo mocnym klejem i praktycznym opakowaniem zamykanym na sznurek. 
“Łyżeczka unny” zwana także Blemish extractor (uwaliłam kremem do rąk, za co przepraszam) to taki prosty sprzęt do usuwania różnych “niespodzianek” – rozkłada nacisk równomiernie, dostępne są też zestawy z przeróżnymi rozmiarami, jednak ja kupiłam ten jeden (w zestawie 10 sztuk,z  czego nadprogramowe dałam koleżankom). Nie polecam na trądzik, jednakże bywa niesamowicie przydatna na tak zwane “niespodzianki”. Kupiłam ją w sklepie, który nie ma już tych przyrządów w ofercie, ale dzisiaj celowałabym w taką z dwoma rozmiarami oczek (klik) bo czasami wyskakuje mi jakieś małe twarde maleństwo na brodzie. 
Pozostałe elementy zobaczycie potem w akcji na zdjęciach ;-). Są to typowo urodowe akcesoria. Mam beaty blender, który jest już trochę nadszarpnięty przez ząb czasu, też nie uważam tego jajeczka za jakieś wybitnie wygodne. Zanim odkryłam swój idealny pędzel, zamówiłam taką oto gąbeczkę z trzonkiem :
To tak jakby beauty blender, tylko z rączką. Wygodny, fajny, ale ja jednak nie będę fanką stemplowania, bo pokochałam szczoteczkę o której wspominałam tutaj . Beauty blender z rączką kupiłam w BornprettyStore – to sklep z darmową przesyłką, który działa także na Ali. Przy przedmiotach z tego sklepu będę dawała dwa alternatywne linki, bo czasami taniej jest na ich koncie na Ali, czasami w sklepie 🙂 Dla mniej fajniej jak korzystasz z linku afiliacyjnego z ali – wykorzystam zgromadzone tam środki na pomoce dydaktyczne dla dzieciaków, ale jeśli zdecydujesz się na sklep – śmiało korzystaj z mojego kodu NPH10, który daje 10% rabatu na cały koszyk – ja nic z tego nie mam, ale gdy kilka osób zrobi takie zakupy, bornpretty przekaże bon do wygrania w konkursie, który dla was zorganizuję :).
Link Bornpretty (klik), na ali obecnie brak 🙁
Kredka do brwi ze spłaszczonym rysikiem – cudo! Opanowałam już obsługę color tattoo w odcieniu taupe, ale daje mocniejszy efekt. Chciałam też coś dziennego, co pozwoli mi zamalować prześwity. Ten niepozorny gadżet sprawia, że nie widać abym cokolwiek majstrowała przy brwiach, a wyglądają dużo lepiej. Używam codziennie od miesiąca, ten produkt się chyba nie skończy. Mam kolor #4.
Delikatne maźnięcie na dłoni. Link na Bornpretty (klik) i alternatywny w ich sklepie na Ali (klik), gdzie jest mocniej napigmentowana wersja w innym opakowaniu.
Od kiedy zdjęłam rzęsy 1:1, czasami jest mi ich brak. Lubiłam efekt jaki dawały, nie odnotowałam większych zniszczeń (chociaż powrót to krótkich był dość przykry), ale brakowało mi demakijażu olejkami i bałam się, że uzależnię się od tej “lepszej wersji”. Jeśli będę wybierała się na wakacje w jakieś cieplejsze miejsce – na pewno założę rzęsy jeszcze raz. Tymczasem raz na jakiś czas naklejam sztuczne. Te które wybrałam wyczesywane są z norek i są dość…wieczorowe. Przetestowałam je dopiero na karnawałowej imprezie :). Klejone klejem DUO (z inglota) są nie do zdarcia i czułam się w nich rewelacyjnie! To moje drugie rzęsy w życiu – wcześniej miałam Demi Wispies z Ardell. Tym na pewno muszę delikatnie przyciąć pasek w wewnętrznym kąciku, na okazje są rewelacyjne :).
Link Bornpretty (klik), inne rzęsy na Ali (klik).
Jestem nimi oczarowana, na dole tekstu zamieściłam je na swoich zdjęciach 🙂
Po kupieniu dużych pędzli, uzupełniłam też swoje zapasy o małe pędzle do makijażu oczu. Jednym z motywów przewodnich 2016 roku jest dla mnie ogarnięcie spraw “urodowych”, które przez zdrowie zawsze odkładałam na wieczne jutro. Cóż mogę powiedzieć o tym małym zestawie? Że to idealny zestaw podróżny, który stosuję na codzień :). Ma skośnie ścięty pędzelek do eyelinera, 3 pędzle do cieni i jeden do ust (ten umazany czerwoną szminką). 
Link do zestawu (klik). Myślę, że pędzle lepiej jest kompletować osobno, ja jestem laikiem i dla mnie są bardzo ok :).
Narzędzie tortur pokazywałam na blogu już w zeszłym roku – mam niebywałe “szczęście” posiadać wąsik. Trzy sprężyny błyskawicznie go usuwają ale… cóż, troszkę boli. Na pewno jest to bardziej eko niż plastry czy kremy, efekt jest ten sam. Nie podejmę się kalkulacji co jest bardziej kosztowne – sprężynka czy cukier do pasty cukrowej, pewnie można ocenić to po 10 latach 😀 Najgorszy moment to ten, w którym trzeba zebrać się na odwagę 😉
Link (klik), na bornpretty jest sporo drożej, to nawet nie linkuję :).
To cudo wrzuciłam do koszyka “przy okazji”. Korektor do makijażu wydawał się dość abstrakcyjny – przecież wystarczy patyczek higieniczny – myślałam. Dopóki nie uświadomiłam sobie, że zrezygnowałam z eyelinera bo zawsze gdzieś się maznę, a potem nie mam czasu na poprawki i… a niech tam, najwyżej okaże się bublem – wrzuciłam do koszyka. Nie wiem czy to coś kiedykolwiek się zużyje, ale działa tak:
Na bornpretty jest sporo zdjęć (klik), niestety niektóre kosmetyki rozmazuje, co niezbyt mi się podoba. Z większością kredek i eyelinerów działa jednak bez zarzutu, pozwala usunąć pomyłkę nawet w podróżu, za co 10 punktów :). Dwa razy zdarzyło mi się ogonek jaskółki zmazać tym produktem – potem wystarczy suchą chusteczką dotknąć mokrej warstwy i namalować od nowa.  Nie spotkałam się z tym produktem na Ali sklepu (może źle szukam), ale stał się moim niezbędnikiem. U innego sprzedawcy jest taki produkt alternatywnego producenta (klik).
Czerwona pomadka – jako bladolica, w dodatku z niską temperaturą i ciśnieniem, mam czasami efekt “braku ust”, które zlewają się z twarzą 😀 Czerwone usta dodają mi energii. Na ten niepozorny kosmetyk zdecydowałam się pod wpływem rewelacyjnych recenzji i odcienia, którego nie mogłam znaleźć nigdzie indziej. Pokochałam matowe kredki od Golden Rose, ale mam po nich bardzo suche usta, dlatego nakładam je dopiero na maść z witaminą A. Ten produkt ma aplikator w postaci błyszczyka, więc mogę stopniować efekt. Praktycznie używam jedynie na dwa sposoby – maleńka kropeczka jak tutaj:

w takim przypadku dotykam koniuszkiem aplikatora środek ust i rozsmarowuję produkt pędzelkiem. Uzyskuję ładny i równomierny efekt. Drugi sposób to jedno maźnięcie aplikatorem (zdjęcia na moich ustach będą na dole). Szminka jest bardzo intensywna i źle czułabym się z mocno pomalowanymi ustami. Produkt jest praktycznie nie do zdarcia, zdjęcia są po całym dniu noszenia ;-).
Mój kolor to 28, kupiłam na BornPretty (klik), na Ali są tańsze (klik). Nie wiem jak inne kolory.

Nad spinką rozpływam się od dawna, bo diabelnie mocno trzyma włosy. Poza tym – bardzo mi się podoba. Od kiedy pozbyłam się sporej części dawnej grzywki, ciągle muszę podpinać pozostałości, bo mnie wkurzają. Spinka sprawdza się w tym celu rewelacyjnie,w  dodatku jest tania jak barszcz :).
Można ją kupić już za 70 centów (klik). Obecnie rozglądam się za mniejszymi spinkami tego typu.

Specjalna pęseta do sztucznych rzęs – myślałam, że mam dwie lewe ręce, dopóki jej nie wypróbowałam. Jest niesamowita! Przykładam rzęsy, dociskam i gotowe. Wcześniej miałam problemy nawet z demi wispies :). Kupiłam na tej aukcji (klik).
Na tym gadżecie mogłabym skończyć, ale zimą gdy mam suchą skórę (latem świetny jest rozświetlacz z my secret) stosuję cudowny produkt Golden Ratio, który pokazywałam kiedyś na blogu:

U góry ma lusterko i mały złoty cień do powiek w kremie. Piszę o nim, bo użyłam kropeczki w makijażu, który pokażę niżej. Nie odważyłabym się użyć całej szpatułki – dotykam jej końcem pędzla i to wystarcza mi na obie kości policzkowe – produkt nie do zdarcia, idealnie stapia się ze skórą :).
Kupiłam na Bornpretty: (klik). Uwielbiam te produkt!
Wszystkie produkty użyte w makijażu (reszta to klej Duo, klasyczny cień beżowy marki Delia, róż Oh Oh z lovely i bb Garnier).

Chciałam postawić na look w stylu Rodziny Addamsów, ale źle czułam się z przedziałkiem po środku :). Nie wiem czy nie lepiej byłoby zostać przy jasnych ustach ;-). Muszę się też nauczyć wyżej przeciągać cienie, ale byłam bardzo zadowolona z siebie 😀
I strój: 

Przypominam, że na Bornprettystore mam kupon NPH10, a o tym jak kupować pisałam tutaj – Jak kupować na Aliexpress. Na pewno nie kupiłabym tam kleju do rzęsy czy garnków, ale już np. magiczne gąbki uratowały wiele moich rzeczy, a teraz czaję się czyściki z włókna szklanego do patelni (koszmarnie wyglądają od spodu ;-)). Nie wiem też którą maskotkę (i czy w ogóle) zamówić na Westwing – to spory wydatek, ale wiem jak cudownie koi ból taki termofor i ubolewam nad brakiem klasycznych kształtów :)).
Dobrej nocy! Ja wsuwam moje buty za 4 złote i idę jeszcze wypuścić kota na siku 😀
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać]
Moje ulubione gadżety [2]