Instagram has returned invalid data.

Jest mi jesień.

To jest dziwny dzień.
Wygrałam kawę w starbucks – piłam tam herbatę.
Nie chciało mi się iść do sklepu po gotowe pierogi – zrobiłam je sama.
Nie miałam boczku do pierogów – złożyłam dwa plastry szynki szwarcwaldzkiej jak kartkę papieru i pocięłam je nożyczkami.
Jako autorka wyzwania 100 dni bez spodni  byłam dziś w spodniach. A w zasadzie w kombinezonie, czyli jakby w dresie.
Na szczęście jutro (31.10) jest:
a) Dzień rozrzutności
b) Światowy dzień oszczędzania
Tak, oba twierdzenia są prawdziwe. Cokolwiek zrobię, będzie dobrze. Albo źle. Whatever.
***
W Warszawie otwarto salon profesjonalnego… przytulania. Zupełnie serio. Ktoś może przytulić cię za pieniądze. 
Kevin Spacey chyba kiedyś przytulił jakiegoś chłopca za bardzo.
Lubię go, do tej pory nie wiem jak skończył się K-PAX. Ale jeśli zrobił co zrobił, to nie wiem czy wciąż go lubię.
Czy można lubić kogoś jako aktora, ale nie lubić jako człowieka?
Nawet, jeśli cała sprawa jest nieprawdą (w co bardzo chcę wierzyć), to oświadczenie jest tak słabe, że aż mi przykro. 
nie lubię takich konotacji.
Że gej, że molestowanie. Brzmi jak mokry sen Radia Maryja.
A Manchester City wszedł do Kambodży. 
Z napojami.
Chciałam pisać tygodnik – w bloku padł prąd. 
Zamiast z wkurzeniem, przyjęłam to z… ulgą. Skończyły mi się inne czynniki niezależne ode mnie, które wywołały przerwę, a zawsze mam małą blokadę po milczeniu. Coś jak “eeee cześć” wypowiadane do kogoś, kogo się dawno nie widziało.
a kiedyś był ci bliski.
Ale włączyli prąd.
Więc zerknęłam do swoich skryptów  i odpaliłam Don’t stop me now.
Okej, rozpędziłam się. Mogę pisać.
Wciąż nie wiem o czym. Strumień moich myśli jest bardzo dziwny. Np. teraz myślę o tym, że czasami na taki jesienny humor pomagało mi słuchanie jak Jamie Oliver wymawia “coriander”. Teraz oglądam jak robi posypkę z boczku.
Nie jest mi źle. Jest mi jesień.
Znowu z ulgą przyjmuję fakt, że pyka mi messenger.
Nie wiem Co Wam napisać. Mam prawie 200 komentarzy do przeczytania. Nie chcę myśleć ile maili.
Ten dzień był dziwny, ale to nie tylko ten. Cały ostatni czas jest fajno/dziwny/intensywny.
Trochę zbyt.
Dla przykładu:
  • Zostałam poproszona o pomoc trzem gościom z Ameryki Południowej, którzy mieli problem z przesiadką i samolotem
  • Byłam na moment na południu kraju odebrać z przedszkola najmłodszego czytelnika tego bloga i zrobić mu niespodziankę
  • Byłam na warsztatach malowania mlekiem po kawie.
      Nie lubię mleka.
    Nie pijam kawy.
    Nie maluję.
  • I na warsztatach malowania kubków z porcelany
  • Oraz na urodzinach, które były w sumie trochę imprezą techno. Podobało mi się.
  • Spotkałam tam Marysię, która była ostatnią osobą, jaką spodziewałam się zobaczyć tego dnia w Warszawie, a już szczególnie na tej imprezie
  • Karmiłam wiewiórki w Łazienkach
  • I byłam w Krakowie
  • Jadłam kwadratową pizzę
  • I popcorn w czekoladzie.
    Z miętą.
  • Wyhodowałam pleśń w lodówce. Na bakłażanie.

    To jakieś 5%.

Wrzucam ten wpis tylko po to, by móc odpowiedzieć na jakieś sto pytań “skąd sweter”. Stąd.
Wrócę, słowo.
Po prostu nie miałam czasu na spokojne uporządkowanie myśli i dokumentów. Ciągle byłam dla innych, trochę nie zdążyłam dla siebie. Czasami tak mam jesienią, że muszę trochę odpocząć. Co brzmi pewnie dziwnie z ust kogoś, kto wydaje się… nic nie robić 😉


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak zatroszczyć się o siebie jesienią?
Jest mi jesień.