Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Dlaczego (nie) piję mleka? + Przepis na proste mleko owsiane

O tym, że unikam mleka przebąkiwałam tyle razy, że pora rozwinąć w końcu myśl. Tym bardziej, że prosiliście o to przy okazji mojego przepisu na mleko kokosowe w maju, a ja obiecałam taki post napisać. Dzisiaj zatem trochę o tym, jak zmieniało się moje podejście do mleka na przestrzeni lat :).

Od kiedy pamiętam, po mleku bolał mnie brzuch, miałam wzdęcia albo odruch wymiotny. Tak, nie muszę wspominać o to, że babcia od zawsze posądza mnie o anoreksję lub bulimię (zwaną przez nią “błoliwią” :D). Ponieważ zawsze po mleku (szczególnie ciepłym) czułam się źle, mój organizm nauczył się mnie do niego zniechęcać – automatycznie “blokowało” mi się gardło, nie byłam w stanie ciepłego mleka przełknąć. Płatki z mlekiem, ryż na mleku, zacierki – dramat. Ze względu na obrzydliwe zupy mleczne, rzadko jadłam śniadanie w przedszkolu, więc pani Magda (nie pozdrawiam) nazywała mnie Tadkiem niejadkiem. W odwecie zrobiłam bunt i namówiłam dzieci by… napluły do swoich zup. Potem nikt takiej zaplutej nie zjadł, więc pani Magda musiała nosić te pełne talerze z powrotem – ka-ching! 
No i zupy mleczne były od tego momentu jakoś rzadziej 😉 Tak, mało dojrzałe, ale gdy tata odbierał mnie z przedszkola a panie się na mnie poskarżyły, rzekł tylko – Mój Aniulek? Niemożliweee. I to było super, bo chociaż miałam poważną rozmowę, to była ona w domu. A ja miałam poczucie, że choćby nie wiem co, rodzice zawsze wezmą moją stronę publicznie. Ale w sumie tekst nie o tym! Po prostu wyobraźcie sobie, jak bardzo źle musiało mi być po mleku, skoro pięcioletni umysł wymyślił taką zemstę :).
Mleko ma też jedną paskudną cechę, szczególnie dokuczliwą  przy mojej chorobie – zaśluzowuje. Więcej o jedzeniu tworzącym śluz w podlinkowanym tekście.
Zanim rozpiszę co i jak, chciałabym prosić głosicieli jednej słusznej prawdy… tak, do Ciebie mówię, ty wiedzący lepiej czytelniku – nim cokolwiek wygłosisz – bądź uprzejmy mieć wątpliwość. ♪, ♫ 🙂

Nie ma w moim świecie miejsca dla samych  zer i jedynek. Między zerem a jedynką jest nieskończoność, chociaż trochę mniejsza niż ta między zerem a dwójką, ale jednak – nieskończoność.

Podam Ci pewien przykład – Polska jest krajem starzejącym się i mamy za mały przyrost naturalny, nie ma komu zarabiać na emerytury nasze i naszych rodziców – z tego punktu widzenia decyzja o posiadaniu potomstwa jest bardzo dobra, bo wspiera Polskę. Jednak świat robi się coraz bardziej przeludniony, więc widząc rzeczywistość z tego punktu i pod takim kątem – decyzja o powołaniu na świat potomstwa jest raczej słaba. Z tym, że jeśli jednak postawisz świat wyżej niż siebie, to może jednak twoje super cudowne geny mające szansę stworzyć niesamowity miks z genami twojego równie cudownego partnera nie stworzą nowej jakości, człowieka, który być może zmieniłby oblicze ziemi. Tej ziemi.  Więc czasami warto wsadzić rozmówcom ich obiektywne i racjonale argumenty w ich święte, obiektywne tyłki i postępować tak, jak mówi ci serce.

To czy chcesz mieć dziecko to TWOJA decyzja. Po to mamy wolną wolę, by decydować. Jeśli komuś nie pasuje – niech zadecyduje inaczej w SWOIM życiu i cacy.
Wracając do mleka (chociaż tamto jest ściśle powiązane, ale o tym za moment), unikałam go, ale nie jakoś wybitnie. Ot, żadne ciepłe kakao czy płatki z mlekiem, ale naleśnik, puree z ziemniaków czy ciasto – z wielką chęcią!
Och, schody zaczęły się wtedy, jak pojawiła się migrena. Migrena to nic przyjemnego, ale dzięki niej zaczęłam prowadzić dziennik tego co jem i zacząć dietę eliminacyjną. Moim problemem było mleko 
 A tutaj osobny wpis o tym, jak naturalnie pozbyłam się migreny . Szybko jednak zauważyłam, że są produkty zawierające mleko, które mi nie szkodzą, np. twaróg. To samo czekolada mleczna. Trochę od tego zgłupiałam, ale słuchałam intuicji.
I nie – nie mam nietolerancji laktozy. To jest mocno skomplikowane.
No teraz z grubej rury. Tak, uważam, że mleko krowie jest dla cieląt. Z drugiej strony czasami jestem taką upartą krową, więc egoistycznie nie zrezygnuję z takich produktów jak mozzarella, lody, czekolada mleczna czy ser pleśniowy. Kocham jedzenie, zapotrzebowanie energetyczne przy mojej chorobie jest ogromne. Rezygnacja z mleka bardzo utrudniłaby moje życie. Nie mówię, że dostarczenie sobie tej ilości kcal byłoby niemożliwe, ale byłoby bardzo trudne. No i nie mam ochoty rezygnować.
Wiem też, że przemysł mleczny jest dużo bardziej okrutny niż hodowla zwierząt na mięso.
Dajmy na ten przykład trochę przerysowany filmik:
A potem z drugiej strony mleczną czekoladę. Mozzarellę. Ser pleśniowy. Camembert. Brie. Lody. Bitą śmietanę.
Sorry, jestem tylko człowiekiem, nie zrezygnuję z tego. Błagam, rzucić sos beszamelowy? Nevaaaaaaaa!
No i ta kwestia śluzu, wzdęć i zdrowia. Jak wspomniałam, zauważyłam, że czasami te nieprzyjemne konsekwencje są mniejsze lub się nie pojawiają. Mały trop dała mi Natalia z którą gadałam o mleku i powiedziała, że jej nic się nie dzieje po takim “wiejskim”.
No i zaczęłam drążyć temat. Rzeczywiście, po mleku prosto od krowy, takiej wiecie – do której mówią po imieniu, nic szczególnego mi się nie dzieje. I nie jest to żadne BIO/SRO, tylko wiecie – chłop ma ze cztery krowy (bo co ma nie mieć) to i mleko jest.  I po tym mleku jakoś sensacji szczególnych nie mam.
Drugie w kolejności jest mleko świeże. To, co mnie cieszy to fakt, że świeże,  mleko coraz częściej można kupić w sklepie za rogiem. Znaczy lidlu czy innej biedronce – zazwyczaj w butelce z króciutkim terminem przydatności. No i trzecie – mleko bez laktozy. Balon z brzucha obecny, ale przynajmniej nie wyskakuje mi nic na twarzy i nie swędzi mnie skóra.
Po mleku takim normalnym niestety już tak. Jakieś krostki na polikach i całe ciało mnie swędzi, co jest generalnie słabe. Ale nie na tyle, bym rzuciła czekoladę mleczną. Mozzarellę, ser pleśniowy, sos serowy i beszamel, lody o smaku słonego karmelu, pizzę cztery sery  i… no wiecie sami. Nie zawsze wygrywa rozum 😀
Gdyby to była migrena… ale na szczęście nie jest. Od kiedy wsuwam imbir jak szalona, żadna migrena nie ma szans, więc jeden zero dla mnie.
A że ze mleko przychodzi mi czasem zapłacić cenę w postaci kilku godzin z balonem zamiast brzucha? Że wyskoczy mi coś na twarzy? Hmm, pizza cztery sery była tego warta.
Z drugiej strony… no nie podoba mi się to, jak wygląda produkcja mleka. Po prostu nie. Więc staram się (zwrot-klucz), staram się ograniczać. Stąd często gości u mnie mleko kokosowe własnej roboty  albo mleko owsiane. Ryżowe i sojowe mi nie podchodzi, a migdałowe jest rzadko dostępne i taniej mi zrobić kokosowe.
Mleko owsiane jest proste jak… jak nie wiem, jak zrobienie płatków z mlekiem?
Pół szklanki płatków owsianych mielisz w blenderze a potem moczysz na noc. Ja na 100 g płatków daję jakieś 700-750 ml gorącej wody.  Można pominąć, ale moim zdaniem to nie jest wielkie poświęcenie :). 
Rano dodajesz trochę cukru (wedle uznania), i wrzucasz do kielichowego blendera i blendujesz. Jeśli nie moczyłeś na noc – zalewasz wodą teraz i blendujesz :).  Potem przelewasz przez gazę i masz mleko. Taaa-daaam, prostsze być nie może. No, jeszcze dla pewności wyciskasz pulpę przez tą gazę jak gąbkę, bo na pewno jest w niej trochę mleka. Wada? W lodówce to tak pewnie maks 48h może postać. 
Co do wody – kwestia preferencji. Im więcej wody, tym mleko mniej owsiane, im mniej, tym ciemniejsze  i bardziej smakuje jak… mleko owsiane. Jak wspomniałam, u mnie 100 g płatków to jakieś 750 ml wody (jakieś 3 szklanki).
To jest serio bardzo proste.
Podsumowując – mleko średnio mi służy, ale gdybym miała zrezygnować z tych wszystkich pysznych serów, to byłabym bardzo smutna, zła, rozdrażniona, może nawet w afekcie bym kogoś zabiła – nie wiem, nie ręczę za siebie w świecie bez sosu beszamelowego, pieczarek w sosie śmietanowym i lodów o smaku słonego karmelu. 
Ot i cała tajemnica. Wiem, że bez mleka ludzie mogą sobie świetnie radzić, bo jest mnóstwo innych pokarmów a mleko nie jest szczególnie wartościowe. Stąd – ograniczam, a tam gdzie mogę to zastępuję mlekiem roślinnym. Gdy mam wybór, kupuję mleko “od chłopa”, w drugiej kolejności – mleko świeże w trzeciej – mleko bez laktozy. Ogólnie – coraz łatwiej te produkty kupić, np. tutaj ❤ Podobnie z produktami opartymi na mleku – po weekendzie nie omieszkam sprawdzić śmietany bez laktozy (i lodów, i mozzarelli). Wiem, że za miłość do jedzenia płacę cenę w postaci jakiegoś pryszcza czy czasami kataru, gluta w gardle czy też mój brzuch zamienia się w balon, ale płacę tę cenę świadomie. Nie żeby to było mądre, ale pizza cztery sery? No właśnie. Warta pryszcza na poliku.
Jeśli jedna osoba ograniczy spożycie mleka – będzie super! Nie namawiam do masochizmu i całkowitej rezygnacji, bo sama jestem tylko człowiekiem i tego nie robię.  Jednej prawdy nie ma, to jak z posiadaniem potomstwa w starzejącej się polsce vs. w przeludniającym świecie, gdzie działając dobrze na jeden problem, pogłębiamy drugi. Każdy sobie waży co jest dla niego ważniejsze.
Jeśli pojawi się tu fanatyczny wege-terrorysta, wrzucam fakt: biomasa owadów kilka razy przewyższa biomasę człowieka. Wiele owadów jest jadalnych, ponadto to dobre źródło białka, żelaza i tak dalej. Może to jest recepta na głód? 
Consider this.
Mleczny brzuch wzdęty jak balon? Cóż, luźna sukienka załatwia sprawę, pryszcza zlikwiduje olejek z drzewa herbacianego  a co zjadłam sos śmietanowo-pieczarkowy to moje, o!
Polecam zrobić mleko owsiane w ten długi weekend – jest bardzo dobre i duuuużo tańsze niż kupowanie gotowca. 
Z ogłoszeń parafialnych na dziś:
do tekstu o mleku zainspirował mnie … Faust. 

Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie dobro czyni.

Konkretnie takie. Konkretnie – bardzo wciągające. I zadanie jest tak proste, że żal nie brać udziału 😉
I po trzecie – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz. Nie pijesz mleka, jesteś na diecie RAW albo przeciwnie – zdeklarowanym fanem stejków i golonki? Wspaniale, masz wolną wolę i twoje wybory są super, ale nie nawracajmy się nawzajem i nie napuszczajmy się nawzajem na siebie, bo żyjemy w jednym świecie, świeci dla nas to samo słońce i gramy do jednej bramki. Peace!


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Apheo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
supergirl
Gość

Aniu, do dziś gdy wchodzę do kuchni babci i czuje zapach ciepłego mleka – wiem, że juz nie zjem śniadania. Obrzydlistwo.
Ja lubię bardzo mleko sojowe, kokosowe, owsianego nie piłam. A gdy 'muszę' wypic normalne np z owsianką bo akurat mam ochote a nie mam roslinnego, gotuję ją na wodzie a potem niebo dodaję 'normalngo' mleka 😉

Apheo
Gość
Apheo

Pssttt, nawet jeśli mleko sojowe nie podchodzi Ci solo, to still polecam pro-tip z wypróbowaniem go w wypiekach i nawet rzeczach typu Twój własny przepis na tortille ryżowe. Mnie zaskoczyło to, że smak podkręca się nawet na lepsze i w większości pozbyłam się odczucia ciążenia w żołądku czy jakichkolwiek nieprzyjemnych rewelacji związanych z przyjmowaniem laktozy.

Previous
Strączkujące się włosy i szczotka obrotowa – lipiec 2016
Dlaczego (nie) piję mleka? + Przepis na proste mleko owsiane