Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz

Mam wielką alergię na zakazy, rozkazy i nakazy – niesamowicie mnie irytują, bo zazwyczaj wykraczają poza pewne istotne regulacje mające na celu lepsze funkcjonowanie w obrębie społeczeństwa. Widząc ile różnych papierków muszą wypełnić moi znajomi stawiający swój dom, zastanawiam się, czy niebawem w  tym kraju nie będzie trzeba wystąpić o specjalne pozwolenie na puszczenie we własnym domu bąka.

Oczywiście uprzednio konsultując z ministerstwem środowiska, czy nie przekraczamy jakiegoś progu emisji gazów.

Wiem, ten przykład nie jest zbyt smaczny, ale taki sam niesmak czuję na widok piętrzących się przepisów, które bardzo często są niesamowicie bzdurne.
A jeszcze większy niesmak czuję, gdy pojawia się ktoś, kto mówi innym jak mają żyć. Wyjątek stanowią oczywiście rodzice utrzymujący dzieci ;-). 

I dumam tak nad pewną sytuacją, zastanawiając się gdzieś z drugiej strony mózgu “Co się sta-nie – gdy Oreo dam-  wam-pi-ro-wi…”, gdy przychodzi komentarz, który mocno dał mi do myślenia.
Padł on pod wrzuconym przeze mnie linkiem do tejże piosenki z reklamy ciastek. Nic nie mogę poradzić na to, że nuci mi się ciągle i w to w różnych wersjach językowych 🙂 A ja nawet nie jestem fanką markizów.
Na komentarz odpowiedziałam błyskawicznie, bo jest to dla mnie całkowicie i w 100% oczywiste. Ale czy dla innych?
Chyba jednak wymaga to kilku słów dopowiedzenia.
Gdy zakładałam tego bloga (wybaczcie, nie cierpię formy “ten blog”), nie wiedziałam, że tak bardzo się rozrośnie. Gdy zaproponowano mi napisanie książki, miałam ledwie…15 tysięcy czytelników. Uważałam to wtedy za ogromną społeczność (to mnie więcej tyle osób, co mieszkańców mojego miasteczka). Ponieważ tytuł mojej książki brzmi bardzo mylnie, już na samym początku wyraźnie napisałam, że nie sprzedaję żadnych recept, tym bardziej uniwersalnych. To niemożliwe. Jeśli chodzi o blog, też zawsze podkreślałam, że wszystko odnosi się tylko do mnie. Jeśli miałabym określić adresata wszystkich tekstów to taką osobą jestem ja sama, tylko trochę wcześniej. Nawet takie rzeczy jak imbir, który dla mnie jest zbawienny, dla kogoś innego mogą być niedobre (bo ma np. problemy z jelitami). Wszystko co “radzę” (brzydkie słowo), radzę sobie, tylko ciut młodszej. 
I tak sobie myślę,że popełniłam spory błąd, nie powtarzając tego później, bo dzisiaj czyta mnie zdecydowanie więcej osób (miesięcznie blog notuje 400 tysięcy odsłon wykonanych przez 150 tysięcy osób).  Przecież to bardzo, bardzo dużo.
Dawno temu myślałam, że człowiek odpowiada za następstwa swoich słów. Dzisiaj zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Otrzeźwił mnie artykuł o naukowcach, którzy postanowili zbadać jak rozległe są mrowiska. W tym celu wytypowali opuszczone (co podkreślono w artykule wiele razy) mrowisko i jeszcze przez jakiś czas obserwowano, czy na pewno jest opustoszałe. Następnie zalano je betonem, po czym starannie je odkopano. Okazało się być niesamowite!
(coś podobnego zobaczycie tutaj) :

Komentarze pod tamtym artykułem były przerażające – wszyscy wypowiadający się pisali że to okropne takie zabijanie mrówek i tym naukowcom to trzeba zalać mózgi betonem, albo wprowadzić go przez inny otwór. Przez moment zwątpiłam i przewinęłam wyżej – ale nie uroiło mi się – w artykule wiele razy napisano, że mrowisko było opuszczone. Sprawdzano to różnymi metodami, od mikro kamer na długich wężykach po jakieś inne tajemnicze dla mnie pomiary.
Do tej pory nie wiem, czy Ci ludzie nie przeczytali nic poza tytułem i opisami zdjęć, czy przeczytali i udowodnili, że niepokojące wyniki badań o liczbie wtórnych analfabetów w Polsce są prawdziwe… (wtórny analfabeta to ktoś, kto potrafi czytać, ale i tak nie rozumie sensu tego, co przeczytał). 
Od tej pory wyznaję zasadę – odpowiadam za to, co napisałam, nie za to, co ktoś zrozumiał. Czasami to są dwie całkiem różne rzeczy. Niestety 🙁
Zakładam, że znasz kogoś, kto udziela Ci rad, o które nie prosisz. Może teściowa, może matka, może sąsiadka. Mam na myśli rady w stylu “załóż temu dziecku czapeczkę, bo się zaziębi”. Doradzanie Ci co masz jeść, a czego masz nie jeść. Wydaje mi się, że od kiedy mityczna  Ewa zerwała jabłko, mamy wolny wybór, który uwzględnia także głupie wybory, do których każdy z nas ma święte prawo.
Ja już dawno zrozumiałam, że nauczanie innych ma sens tylko wtedy, gdy jesteśmy w tym bardzo kompetentni i ktoś nas o to nauczanie prosi. Pouczanie jest totalnie bez sensu, bo generuje co najwyżej wrogość i niechęć.
Mam na tę okoliczność taki fajny cytat :

“a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz. “


To z listu do Rzymian, wciąż aktualne. Bardzo często odnoszę wrażenie, że najbardziej innych pouczają ci, którzy sami nie radzą sobie ze swoim życiem. To całkiem jak z mordercami, którzy pierwsi zgłaszają się na ochotnika do poszukiwania ciała. Tak sądzę.
Mój blog jest blogiem Ani, która cały czas o swoim życiu sporo się uczy. Także od czytelników, co jest mega, mega super! Podobnie postępuję pracując z dziećmi – przecież ja nad nimi nie góruję, każdego dnia uczę się od nich czegoś nowego, niezwykłego.
Moim zdaniem jedyne co można zrobić, by zainspirować kogoś do działania albo w pewnym sensie – promować ideę, którą uważamy za wartą promowania – jest …
zastosowanie się do zasady – nie mów innym jak żyć, pokaż jak żyjesz.
Mam znajomych wegetarian i są bardzo ok. Wiedzą jak muszę jeść, by zachować zdrowie. Podejrzewam, że nawet gdybym nie musiała jeść w ten sposób, kompletnie nie próbowaliby mnie przeciągać agresywnie na swoją stronę. A mimo to, niesamowicie często podpytuję o przepisy na niektóre dania, bo są wyborne. I nie tylko ja! 
Okazuje się, że zamiast agresywnie atakować innych i siać propagandę (co przynosi jedynie niechęć dla ich pięknej idei) można spokojnie żyć po swojemu i w ten sposób inspirować innych do zmian. Ostatecznie poznałam wiele wspaniałych przepisów wegetariańskich, np. na przepyszne pasztety jaglane, które są zgodne z potrzebami moich oskrzeli. Właśnie w ten niepozorny sposób spada spożycie mięsa ;-).

PS. Bardzo polecam (hahaa, polecam sobie z przeszłości, zanim o tym wiedziałam :PP ) te pyszne smoothie :

Dwie butelki za 4 zł  (klik)to genialna cena, jeśli musicie coś “przekąsić” poza domem 😉 Chociaż i tak wolę domowe smoothie, to te są bardzo spoko. Promocja trwa chyba do niedzieli, więc warto się spieszyć 😉

Analogicznie jest ze wszystkim innym. Zamiast chodzić i krzyczeć, że inni żyją źle, niezdrowo i niemoralnie – pokaż jak żyjesz i jaką radość to Ci sprawia. Jestem pewna, że efekty będą znacznie lepsze :)). To zawsze działa!  W razie wtórnego analfabetyzmu napiszę tylko, że czytanie czyjegoś bloga jest tak jakby poproszeniem go o radę czy wysłuchaniem jego słów z własnej woli, przecież nikogo do tego nie zmuszam, ani nawet specjalnie nie zachęcam ;-))).
Uwaga, na rozluźnienie kilka śmiesznych zdjęć z wakacji :
Nie wiem co autor miał na myśli. Albo człowieka z liściem na głowie, albo aparat zwariował 😉
W ramach rozwojownika mam takie fajne zadanie – postaraj się nałożyć na siebie autocenzora i nie wychodzić ze złotymi  radami przed szereg. Niepotrzebnie się zdenerwujesz, że nikt się do tych super rad nie stosuje ;-)).  Ileż to razy polecałam kiedyś kilka złotych sposobów na odporność albo chociaż odbudowywanie flory bakteryjnej po terapii antybiotykami. Jak grochem o ścianę 😛 Dzisiaj nikomu takich rad nie sprzedaję, a paradoksalnie jestem częściej o niej pytana 😉
 W sekrecie zdradzę, że rozwojownik ma kilku beta-testerów, którzy już się tego zadania podjęli.  Refleksje? Jedna czytelniczka (pozdrawiam Cię Zuza!) opisała mi sytuację, gdy jej koleżanka narzekała na stan swoich paznokci. Zuza ugryzła się w język i nic jej sama z siebie nie doradzała – kiedyś wspominała coś o olejowaniu paznokci i najwidoczniej zostało to puszczone mimo uszu, bo koleżanka nie skorzystała ;-). Następnego dnia Zuza podczas przerwy w pracy wyjęła sobie z torebki olejek i zaczęła smarować paznokcie. Koleżankę to bardzo zaintrygowało i i zaczęła dopytywać oglądając paznokcie Zuzy, które chyba musiały być piękne, bo … poprosiła o pomoc w wyborze olejku 😀 Niby nic,  a cieszy.
A tak elegancko schodzę ze schodów :DDD Jak ostatnia pokraka, zdjęcia seryjne zawsze obnażają prawdę :))
Na sobie miałam : Sukienkę, którą mam od bardzo dawna, torebkę (prezent), wisiorek DIY (tutaj instrukcja) i buty, które kupiłam sobie przed obroną w nagrodę za zdaną obronę 😀 (klik)

Podobne sukienki : Klasyczna, wakacyjna, dziewczęca
Złote sandałki ze skóry na przecenie w Gino Rossi

Druga taka typowa sytuacja spotkała czytelniczkę-włosomaniaczkę. Refleksje również niesamowicie ciekawe – wcześniej spotykała się z totalnym niezrozumieniem jej pasji, a nawet niechęcią, gdy opowiadała o wcieraniu kozieradki czy piciu skrzypokrzywy. Przyjęła wyzwanie i przez miesiąc powstrzymywała się od każdej nieproszonej rady.  Dzisiaj gdy gołym okiem widać efekty na jej włosach, ludzie z otoczenia sami pytają “co ty robisz z włosami, że są takie błyszczące?”. I co najważniejsze – chcą słuchać. Jak to określiła Magda, która napisała mi mniej więcej coś takiego :

 “wcześniej ja byłam zła, że koleżanki kupują fryzjerskie maski i sera sklejające końcówki. One też były niezadowolone, że podważam ich wybory. Obie strony nie były usatysfakcjonowane. Teraz ja się nie denerwuję, że nikt nie chce mnie posłuchać i koleżanki chyba też nie czują, że się narzucam. Najlepiej poczułam się, gdy ostatnio mama zapyta mnie o zdradzenie jej jakiegoś “mojego dziwnego sposobu na wypadanie włosów”. To było piękne uczucie!”
Podobnych sytuacji było całkiem sporo! O wszystkich czytało mi się bardzo miło, ale nie chciałabym zdradzać prywatnych spraw moich wspaniałych testerów 😉
Jestem ciekawa Waszych opinii na temat nieproszonych rad i pouczania innych. Jak na to reagujecie? Ja automatycznym zamknięciem się – nawet jeśli idea byłabym super szczytna i wspaniała, kompletnie nie mam ochoty jej słuchać, gdy o nią nie proszę.

Ta metoda ma też wielką zaletę – zamiast budować niechęć do siebie i swoich idei, budujemy atmosferę wsparcia. A ludzie bardziej lubią tych, którzy respektują ich autonomię ;-)).

Zdjęcia są z Grecji, wiem, że mam trochę opóźniony zapłon 😀 więcej o moich wakacjach pisałam tutaj :
https://www.aniamaluje.com/2015/08/jak-wybrac-oferte-biura-podrozy-i-nie.html

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO
Previous
Gdańsk : gdzie zjeść, jak tanio i dobrze wybrać nocleg, co zobaczyć… [tygodnik]
Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz