Instagram has returned invalid data.

Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz

Mam wielką alergię na zakazy, rozkazy i nakazy – niesamowicie mnie irytują, bo zazwyczaj wykraczają poza pewne istotne regulacje mające na celu lepsze funkcjonowanie w obrębie społeczeństwa. Widząc ile różnych papierków muszą wypełnić moi znajomi stawiający swój dom, zastanawiam się, czy niebawem w  tym kraju nie będzie trzeba wystąpić o specjalne pozwolenie na puszczenie we własnym domu bąka.

Oczywiście uprzednio konsultując z ministerstwem środowiska, czy nie przekraczamy jakiegoś progu emisji gazów.

Wiem, ten przykład nie jest zbyt smaczny, ale taki sam niesmak czuję na widok piętrzących się przepisów, które bardzo często są niesamowicie bzdurne.
A jeszcze większy niesmak czuję, gdy pojawia się ktoś, kto mówi innym jak mają żyć. Wyjątek stanowią oczywiście rodzice utrzymujący dzieci ;-). 

I dumam tak nad pewną sytuacją, zastanawiając się gdzieś z drugiej strony mózgu “Co się sta-nie – gdy Oreo dam-  wam-pi-ro-wi…”, gdy przychodzi komentarz, który mocno dał mi do myślenia.
Padł on pod wrzuconym przeze mnie linkiem do tejże piosenki z reklamy ciastek. Nic nie mogę poradzić na to, że nuci mi się ciągle i w to w różnych wersjach językowych 🙂 A ja nawet nie jestem fanką markizów.
Na komentarz odpowiedziałam błyskawicznie, bo jest to dla mnie całkowicie i w 100% oczywiste. Ale czy dla innych?
Chyba jednak wymaga to kilku słów dopowiedzenia.
Gdy zakładałam tego bloga (wybaczcie, nie cierpię formy “ten blog”), nie wiedziałam, że tak bardzo się rozrośnie. Gdy zaproponowano mi napisanie książki, miałam ledwie…15 tysięcy czytelników. Uważałam to wtedy za ogromną społeczność (to mnie więcej tyle osób, co mieszkańców mojego miasteczka). Ponieważ tytuł mojej książki brzmi bardzo mylnie, już na samym początku wyraźnie napisałam, że nie sprzedaję żadnych recept, tym bardziej uniwersalnych. To niemożliwe. Jeśli chodzi o blog, też zawsze podkreślałam, że wszystko odnosi się tylko do mnie. Jeśli miałabym określić adresata wszystkich tekstów to taką osobą jestem ja sama, tylko trochę wcześniej. Nawet takie rzeczy jak imbir, który dla mnie jest zbawienny, dla kogoś innego mogą być niedobre (bo ma np. problemy z jelitami). Wszystko co “radzę” (brzydkie słowo), radzę sobie, tylko ciut młodszej. 
I tak sobie myślę,że popełniłam spory błąd, nie powtarzając tego później, bo dzisiaj czyta mnie zdecydowanie więcej osób (miesięcznie blog notuje 400 tysięcy odsłon wykonanych przez 150 tysięcy osób).  Przecież to bardzo, bardzo dużo.
Dawno temu myślałam, że człowiek odpowiada za następstwa swoich słów. Dzisiaj zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Otrzeźwił mnie artykuł o naukowcach, którzy postanowili zbadać jak rozległe są mrowiska. W tym celu wytypowali opuszczone (co podkreślono w artykule wiele razy) mrowisko i jeszcze przez jakiś czas obserwowano, czy na pewno jest opustoszałe. Następnie zalano je betonem, po czym starannie je odkopano. Okazało się być niesamowite!
(coś podobnego zobaczycie tutaj) :

Komentarze pod tamtym artykułem były przerażające – wszyscy wypowiadający się pisali że to okropne takie zabijanie mrówek i tym naukowcom to trzeba zalać mózgi betonem, albo wprowadzić go przez inny otwór. Przez moment zwątpiłam i przewinęłam wyżej – ale nie uroiło mi się – w artykule wiele razy napisano, że mrowisko było opuszczone. Sprawdzano to różnymi metodami, od mikro kamer na długich wężykach po jakieś inne tajemnicze dla mnie pomiary.
Do tej pory nie wiem, czy Ci ludzie nie przeczytali nic poza tytułem i opisami zdjęć, czy przeczytali i udowodnili, że niepokojące wyniki badań o liczbie wtórnych analfabetów w Polsce są prawdziwe… (wtórny analfabeta to ktoś, kto potrafi czytać, ale i tak nie rozumie sensu tego, co przeczytał). 
Od tej pory wyznaję zasadę – odpowiadam za to, co napisałam, nie za to, co ktoś zrozumiał. Czasami to są dwie całkiem różne rzeczy. Niestety 🙁
Zakładam, że znasz kogoś, kto udziela Ci rad, o które nie prosisz. Może teściowa, może matka, może sąsiadka. Mam na myśli rady w stylu “załóż temu dziecku czapeczkę, bo się zaziębi”. Doradzanie Ci co masz jeść, a czego masz nie jeść. Wydaje mi się, że od kiedy mityczna  Ewa zerwała jabłko, mamy wolny wybór, który uwzględnia także głupie wybory, do których każdy z nas ma święte prawo.
Ja już dawno zrozumiałam, że nauczanie innych ma sens tylko wtedy, gdy jesteśmy w tym bardzo kompetentni i ktoś nas o to nauczanie prosi. Pouczanie jest totalnie bez sensu, bo generuje co najwyżej wrogość i niechęć.
Mam na tę okoliczność taki fajny cytat :

“a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz. “


To z listu do Rzymian, wciąż aktualne. Bardzo często odnoszę wrażenie, że najbardziej innych pouczają ci, którzy sami nie radzą sobie ze swoim życiem. To całkiem jak z mordercami, którzy pierwsi zgłaszają się na ochotnika do poszukiwania ciała. Tak sądzę.
Mój blog jest blogiem Ani, która cały czas o swoim życiu sporo się uczy. Także od czytelników, co jest mega, mega super! Podobnie postępuję pracując z dziećmi – przecież ja nad nimi nie góruję, każdego dnia uczę się od nich czegoś nowego, niezwykłego.
Moim zdaniem jedyne co można zrobić, by zainspirować kogoś do działania albo w pewnym sensie – promować ideę, którą uważamy za wartą promowania – jest …
zastosowanie się do zasady – nie mów innym jak żyć, pokaż jak żyjesz.
Mam znajomych wegetarian i są bardzo ok. Wiedzą jak muszę jeść, by zachować zdrowie. Podejrzewam, że nawet gdybym nie musiała jeść w ten sposób, kompletnie nie próbowaliby mnie przeciągać agresywnie na swoją stronę. A mimo to, niesamowicie często podpytuję o przepisy na niektóre dania, bo są wyborne. I nie tylko ja! 
Okazuje się, że zamiast agresywnie atakować innych i siać propagandę (co przynosi jedynie niechęć dla ich pięknej idei) można spokojnie żyć po swojemu i w ten sposób inspirować innych do zmian. Ostatecznie poznałam wiele wspaniałych przepisów wegetariańskich, np. na przepyszne pasztety jaglane, które są zgodne z potrzebami moich oskrzeli. Właśnie w ten niepozorny sposób spada spożycie mięsa ;-).

PS. Bardzo polecam (hahaa, polecam sobie z przeszłości, zanim o tym wiedziałam :PP ) te pyszne smoothie :

Dwie butelki za 4 zł  (klik)to genialna cena, jeśli musicie coś “przekąsić” poza domem 😉 Chociaż i tak wolę domowe smoothie, to te są bardzo spoko. Promocja trwa chyba do niedzieli, więc warto się spieszyć 😉

Analogicznie jest ze wszystkim innym. Zamiast chodzić i krzyczeć, że inni żyją źle, niezdrowo i niemoralnie – pokaż jak żyjesz i jaką radość to Ci sprawia. Jestem pewna, że efekty będą znacznie lepsze :)). To zawsze działa!  W razie wtórnego analfabetyzmu napiszę tylko, że czytanie czyjegoś bloga jest tak jakby poproszeniem go o radę czy wysłuchaniem jego słów z własnej woli, przecież nikogo do tego nie zmuszam, ani nawet specjalnie nie zachęcam ;-))).
Uwaga, na rozluźnienie kilka śmiesznych zdjęć z wakacji :
Nie wiem co autor miał na myśli. Albo człowieka z liściem na głowie, albo aparat zwariował 😉
W ramach rozwojownika mam takie fajne zadanie – postaraj się nałożyć na siebie autocenzora i nie wychodzić ze złotymi  radami przed szereg. Niepotrzebnie się zdenerwujesz, że nikt się do tych super rad nie stosuje ;-)).  Ileż to razy polecałam kiedyś kilka złotych sposobów na odporność albo chociaż odbudowywanie flory bakteryjnej po terapii antybiotykami. Jak grochem o ścianę 😛 Dzisiaj nikomu takich rad nie sprzedaję, a paradoksalnie jestem częściej o niej pytana 😉
 W sekrecie zdradzę, że rozwojownik ma kilku beta-testerów, którzy już się tego zadania podjęli.  Refleksje? Jedna czytelniczka (pozdrawiam Cię Zuza!) opisała mi sytuację, gdy jej koleżanka narzekała na stan swoich paznokci. Zuza ugryzła się w język i nic jej sama z siebie nie doradzała – kiedyś wspominała coś o olejowaniu paznokci i najwidoczniej zostało to puszczone mimo uszu, bo koleżanka nie skorzystała ;-). Następnego dnia Zuza podczas przerwy w pracy wyjęła sobie z torebki olejek i zaczęła smarować paznokcie. Koleżankę to bardzo zaintrygowało i i zaczęła dopytywać oglądając paznokcie Zuzy, które chyba musiały być piękne, bo … poprosiła o pomoc w wyborze olejku 😀 Niby nic,  a cieszy.
A tak elegancko schodzę ze schodów :DDD Jak ostatnia pokraka, zdjęcia seryjne zawsze obnażają prawdę :))
Na sobie miałam : Sukienkę, którą mam od bardzo dawna, torebkę (prezent), wisiorek DIY (tutaj instrukcja) i buty, które kupiłam sobie przed obroną w nagrodę za zdaną obronę 😀 (klik)

Podobne sukienki : Klasyczna, wakacyjna, dziewczęca
Złote sandałki ze skóry na przecenie w Gino Rossi

Druga taka typowa sytuacja spotkała czytelniczkę-włosomaniaczkę. Refleksje również niesamowicie ciekawe – wcześniej spotykała się z totalnym niezrozumieniem jej pasji, a nawet niechęcią, gdy opowiadała o wcieraniu kozieradki czy piciu skrzypokrzywy. Przyjęła wyzwanie i przez miesiąc powstrzymywała się od każdej nieproszonej rady.  Dzisiaj gdy gołym okiem widać efekty na jej włosach, ludzie z otoczenia sami pytają “co ty robisz z włosami, że są takie błyszczące?”. I co najważniejsze – chcą słuchać. Jak to określiła Magda, która napisała mi mniej więcej coś takiego :

 “wcześniej ja byłam zła, że koleżanki kupują fryzjerskie maski i sera sklejające końcówki. One też były niezadowolone, że podważam ich wybory. Obie strony nie były usatysfakcjonowane. Teraz ja się nie denerwuję, że nikt nie chce mnie posłuchać i koleżanki chyba też nie czują, że się narzucam. Najlepiej poczułam się, gdy ostatnio mama zapyta mnie o zdradzenie jej jakiegoś “mojego dziwnego sposobu na wypadanie włosów”. To było piękne uczucie!”
Podobnych sytuacji było całkiem sporo! O wszystkich czytało mi się bardzo miło, ale nie chciałabym zdradzać prywatnych spraw moich wspaniałych testerów 😉
Jestem ciekawa Waszych opinii na temat nieproszonych rad i pouczania innych. Jak na to reagujecie? Ja automatycznym zamknięciem się – nawet jeśli idea byłabym super szczytna i wspaniała, kompletnie nie mam ochoty jej słuchać, gdy o nią nie proszę.

Ta metoda ma też wielką zaletę – zamiast budować niechęć do siebie i swoich idei, budujemy atmosferę wsparcia. A ludzie bardziej lubią tych, którzy respektują ich autonomię ;-)).

Zdjęcia są z Grecji, wiem, że mam trochę opóźniony zapłon 😀 więcej o moich wakacjach pisałam tutaj :
https://www.aniamaluje.com/2015/08/jak-wybrac-oferte-biura-podrozy-i-nie.html

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Gdańsk : gdzie zjeść, jak tanio i dobrze wybrać nocleg, co zobaczyć… [tygodnik]
Sposób na to by mieć więcej przyjaciół – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz