Jak radzę sobie z babskimi sprawami w podróży, czyli jestem gotowa

autor Posted on

Dokładnie takiej frazy używacie pytając mnie o moje wyjazdy – babskie sprawy. Ja ujęłabym to inaczej, ale niech wam będzie!
W chwili pisania tego tekstu jestem w Tanzanii. Skończył mi się szampon do włosów i wyzwaniem jest go kupić. Mam wrażliwą skórę głowy i jakaś losowa saszetka okazała się porażką. Wszystko mnie swędzi! A ja wyszłam z założenia, że jak czegoś zapomnę albo się skończy, to zawsze można dokupić.

Mam za to trzy różne odżywki do włosów a i tak nie doszacowałam, że moje włosy bez wieloetapowej pielęgnacji z olejowaniem włosów i emulgowaniem go będą wyglądać jak suche strąki. Zresztą, gdybym nawet zmieściła włosowe rzeczy do plecaka, to strasznie głupio byłoby mi używać tyle wody! Na pewno nie tutaj, gdzie każdego dnia widzę kobiety dźwigające wiadra wody na głowie.

Stawiam raczej na sprawdzone rozwiązania, podróż to nie jest dla mnie moment na zabranie losowych miniaturek i próbek kosmetyków. Może oszczędzają miejsce w bagażu, ale w podróży jest tyle różnych zagrożeń, że nie chce dokładać ryzyka uczulenia. Dlatego zabrałam ze sobą kubeczek menstruacyjny, ale też na wszelki wypadek kilka podpasek i tamponów, które dobrze znam. I dobrze zrobiłam, bo kubeczek daje radę, ale musiałam ogarnąć sobie wrzątek do wyparzenia go w taki sposób, aby nie wprawić nikogo z obsługi domków w których spałam w zakłopotanie. Podpaska na czas ogarniania tematu się przydała.

Zawsze też wnikliwie czytam jak mają się sprawy z wodą pitną, dlatego zęby myję w butelkowanej. A i tak się czymś zatrułam! Różnie bywa, nie zawsze jest kolorowo. Raz też chciałam poczytać książkę na tarasie i przysnęłam… a to oznacza, że nie reaplikowałam kremu z filtrem na nos i się zjarał. Poza tym wpadek brak.

W podróży stawiam na rozwiązania sprawdzone i dobrze mi znane. Lubię mieć zrobione rzęsy i paznokcie, więc to robię tuż przed wyjazdem. Staram się mocniej przyłożyć do pielęgnacji, dobrze przygotować skórę i… umówić się z wyprzedzeniem do fryzjera, aby mieć termin zaraz po powrocie. Słońce niemiłosiernie pali mi włosy.

Karaiby 2018

Miya to jedna z marek, która zaufała mi na samiutkim początku a ja bardzo ich kosmetyki nadal lubię. Pamiętam jak prawie 5 lat temu zabrałam ich kosmetyki na Cypr (długo Hello Yellow był moim ulubionym codziennym kremem!) a potem nawet spotkałam się z założycielkami marki na śniadanie w warszawskim Charlotte. Ja blogowo się dopiero rozkręcałam, a obie Anie miały w ofercie tylko 4 kremy w kolorowych tubkach. Mam ogromny sentyment i sympatię do tej marki. Może dlatego, że dała mi szansę na samiutkim początku, może dlatego, że wiem jakie cele przyświecają założycielkom. A może dlatego, że wszystkie Anie to fajne babki.

Jak wpiszcie “miya” w wyszukiwarkę bloga zobaczycie, że ich kosmetyki często lądowały u mnie w cyklu “ulubieńcy” i od tego 2016 przewijają się przez mojego bloga cały czas.

Stosunek ceny do jakości i dostępność tych kosmetyków sprawiają, że często po nie sięgam. I często latają ze mną po świecie, moje wspomnienia z Gwadelupy pachną kokosową mgiełką a Tajlandia kremem o zapachu mango.

Ten wpis nie jest o moich dwóch najulubieńszych kosmetykach, czyli kremie secret glow i olejku do demakijażu (chociaż zabrałam oba w podróż, olejek przelany do mniejszej butelki), a o nowościach marki.

`myMICLERARwater – nawilżająca esencja micelarna do demakijażu

Używam codziennie (po kilka razy) kremu z filtrem, więc nawet jeśli się nie maluje mocno, mam z czego oczyszczać buzię. Nie jestem fanką miceli, bardzo lubię olejki do demakijażu, ale w podróży przykładam się do dwóch etapów. Moja buzia dotyka dawno nieczyszczonych foteli w autobusach i tak jak ja pilnuję się zazwyczaj aby nie macać jej paluchami, tak teraz robię to aby odgarniać włosy, komary i ocierać pot z czoła. Nie zasnę bez trzech rzeczy- zrobienia siusiu, umycia zębów i demakijażu/umycia buzi. Stosuję cały czas wielorazowe waciki, łatwo je wyprać, szybko schną i nie ma potrzeby sięgać po te jednokrotnego użytku. Przyznam, że początkowo byłam wobec tego płynu sceptyczna, ale zgubiłam ładowarkę od szczoteczki sonicznej do twarzy i musiałam trochę zmienić swoje rytuały. W duecie z olejkiem jest miłość!

BEAUTY.lab serum nawilżające z potrójnym kwasem hialuronowym

Serum nawilżające BEAUTY.lab z potrójnym kwasem hialuronowym sprawdza się w ekstremalnych warunkach. Miałam problemy żołądkowe i w podróży spotkała mnie biegunka. Mimo brania elektrolitów byłam odwodniona, a skóra bezlitośnie to pokazuje. Serum łatwo się aplikuje, błyskawicznie się wchłania i szybko widać efekty! Mam porównanie z poprzednich podróży i wiem jak moja skóra reaguje zazwyczaj na takie warunki. Tym razem jest naprawdę okej! Podejrzewam, że to zasługa połączenia trzech różnych wielkości cząsteczek – kwas hialuronowy w serum jest ultranisko, średnio i wysokocząsteczkowy. Najbardziej docenia to mój nos, który spaliłam słońcem na samym początku podróży. Jak wrócę, dokupię sobie mySKINbooster z peptydami, bo kosmetyki MIYA są bardzo przyjazne dla mojej wrażliwej skóry. No i szybciutko się wchłaniają, rach ciach i po sprawie! Ja mam bardzo suche czoło i nos.

Urywki z moich stories:

Krem pod oczy myEYEhero – jak wiecie, lubię go trzymać w lodówce. Odgrzebałam właśnie stare nagrania, gdy gadałam coś na stories wykonując jakieś podstawowe czynności. Wychodzi na to, że stosuję go sumiennie już całkiem długo, a dna nie widać! Mam bardzo wrażliwe oczy, regularnie stosuję krople, szczególnie gdy długo ślęczę przed komputerem. Dlatego wiele kremów pod oczy po prostu się dla mnie nie nadaje. Zaraz mam jakieś podrażnienia i zaczerwieniena. Dlatego potrzebuję czegoś sprawdzonego! Za moment stuknie mi trzydziestka i nie mogę dłużej ignorować istnienia kosmetyków pod oczy. Muszę przyznać, że to dopiero druga rzecz tego typu, po której widzę fajne efekty. Wcześniej stosowałam żel na opuchnięte powieki ze świetlikiem a wygładzenie zmarszczek i lepsze napięcie skóry widziałam tylko po oleju z opuncji figowej. Wyciąg z kwiatów jeżówki elektrycznej działa bardzo podobnie. Kawy nie pijam, ale kofeina zawarta w myEYEhero niweluje oznaki zmęczenia widoczne wokół moich oczu. A jestem potwornie zmęczona! Krem bardzo przyjemnie koi.

No i wiem, że tekst nie o tym i nie mam tego w umowie, ale mam ochotę o tym wspomnieć – bardzo lubię my secret glow, kupiłam kiedyś zapas na promocji i zamierzam wykończyć tubkę. Jak widzicie na zgrzewie, jest ważny do kwietnia, więc ja markę znam i lubię bardzo długo. To mój numer 1 jeśli chodzi o kremy do twarzy takie w stylu “wszystko w jednym”. Jak serio nie mam czasu ani chęci na żadną pielęgnację, to nakładam ten i czuję, że moja skóra jest zaopiekowana.

W podróży nie mam czasu ani możliwości na 10 różnych kroków. Stawiam też na produkty z naturalnym składem. Na tej planecie jestem tylko gościem i staram się nie obciążać środowiska. Tak jak kompensuję emisję CO2 ze swoich lotów, tak jeśli nie mam do wyboru dwa dobre kosmetyki o zbliżonym działaniu, postawię na ten o jak najbardziej naturalnym składzie. Dopisuję te słowa siedząc już na wyspie, ale muszę, bo się uduszę. To niepopularna opinia, ale jeśli lecisz na wyspę, zabierz ze sobą puste opakowania do domu. Wyspy rzadko radzą sobie ze śmieciami! To lekcja, którą wyniosłam z Korfu. W tamtej podróży pachniałam serum myPOWERelixir i używałam kremu BB. Teraz nie chce mi się malować, kolorowe kosmetyki wyciągnęłam dwa razy. Mam za to naturalną szminkę pielęgnującą all-in-one też z MIYA, ale ma tak zmęczone życiem opakowanie, że nie wiem czy nie wstyd pokazać.

Kończąc ten przydługi wywód o “babskich sprawach”. Podróżowanie dla mnie wiąże się z tzw. pewniakami. Zależy mi na rozwiązaniach które znam i mi się sprawdziły. To nie jest moment na nowiutkie, nierozchodzone buty ani pierwsze testy kubeczka menstruacyjnego. Twoje ciało otrzyma mnóstwo nowych wrażeń i bodźców. Inna woda, inne bakterie, inne rośliny (poparzenia, wysypki) inny kąt padania promieni słonecznych… i tak czeka cię sporo wrażeń, nie ma co dokładać ciału niepotrzebnego stresu.

Zdjęcia pod wodospadem oczywiście trochę dla żartu i dla podtrzymania konwencji poprzednich postów dla marki 😉



Post we współpracy z marką Miya

Uściski, Ania
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Weronika
Weronika
1 miesiąc temu

Ja też jako pierwszy kupiłam żółty krem, zresztą z Twojego polecenia dawno dawno. Do tej pory zawiódł mnie tylko różowy booster, a przetestowałam całkiem sporo. Zawsze w szafce mam olejek do demakijażu (hit!), często żel do twarzy i któreś serum. Za tydzień do Meksyku zabieram krem z kokosem, olejek i krem BB. W każdej podróży mam coś z MIYA. ♥️

meneris89
meneris89
1 miesiąc temu

Ja z Miya używam tylko olejku do demakijażu. Kremów probowalam 3, wszystkie mi zaszkodziły, z a każdym razem było gorzej więc na ten kokosowy już nie miałam ochoty. Tak mi zmasakrowały twarz zaskórniki że długo nie mogłam sobie z nimi poradzić. Teraz używam Nacomi i jestem zadowolona praktycznie że wszystkiego i nic nie robi mi krzywdy.

Koci Punkt Widzenia
1 miesiąc temu

Ja tak tylko na temat okresu w podróży. Podziwiam cię i troszkę zazdroszczę, bo całe życie ustalałam wyjazdy tak, by nie mieć okresu. U mnie to niestety wymienianie podpasek co pół godziny i ból taki, że nic nie pomaga…

Paulina
1 miesiąc temu

Fajny wpis! Ja zawsze w podróży mam problem, bo zawsze zapomnę jakiś kosmetyków 🙂 Dobrze, że lato wysusza mi cerę, więc nie ma takiej tragedii :p

Aneta Boritzka
1 miesiąc temu

Często przechodzę obok tych kosmetyków w sklepie i jeszcze się nie skusiłam, ale teraz widzę, że warto je wypróbować. Mam swoje ulubione i ciężko jest mi zmienić, ale też wiem, że kosmetyki trzeba zmieniać, żeby skóra się nie przyzwyczaiła

Kornelia
1 miesiąc temu

Czyli w taką podróż jednak stawiasz na klasyczne produkty w normalnej wielkości, a nie miniaturki do testów – w sumie mądrze – masz pewność, ze są sprawdzone, przetestowane, a Tobie nie powinno ich zabraknąć 🙂

Majka
30 dni temu

Ja właśnie jestem na zakupie rzeczy z tej marki, ale najpierw chcę wykończyć swoje 😀 Przyda mi się krem po oczy, bo mam takie cienie, ze masakra :O

Previous
Czy można być w raju i narzekać?
Jak radzę sobie z babskimi sprawami w podróży, czyli jestem gotowa

7
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x