Instagram has returned invalid data.

Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać]

Gdy czasem patrzę wstecz i zastanawiam się jak wyglądało moje życie kiedyś – widzę przeogromną zmianę. I nie chodzi tu tylko o zdrowie, ale takie ogólne podejście do życia. Świat wcale się nie zmienił (przynajmniej nie na lepsze), ale ja bardzo dużo zmieniłam w sobie. Jedną z takich małych rzeczy przynoszących wielkie efekty było zrezygnowanie z pewnych bardzo toksycznych słów.

Jako była pani dobra rada, naczelny narzekacz, krytykant i osoba o nieuzasadnionym poczuciu wyższości nad innymi, nie miałam takiego poziomu zadowolenia z życia jak teraz. Prawdę mówiąc – byłam niezadowolona.
Np. oceniałam ludzi po pozorach, stosując idiotyczne wzory na wartość człowieka – tak, dziewczyna po zawodówce w moich oczach nie miała zbyt wiele “punktów”, a jeszcze nie daj Boże jak miała dziecko przed osiemnastką, to już w ogóle… Tak samo myślałam że wiek jest związany z mądrością i nie nauczę się niczego mądrego od kogoś młodszego, że ktoś kto doczepia sobie włosy, paznokcie i nakłada mocny makijaż “nic sobą nie reprezentuje” i tak dalej.
Aż mi ciężko uwierzyć, że kiedyś patrzyłam w ten sposób na różne sprawy. Dzisiaj patrzę na to wszystko inaczej, zawodówka nie jest żadną hańbą, macierzyństwo zasługuje raczej na medal, a niejednokrotnie więcej nauczyłam się od małych dzieci czy bardzo młodych osób niż od bardzo dorosłych, których siwizna wydawała mi się kiedyś gwarantem doświadczenia i jakiejś mądrości, przynajmniej “życiowej”. No nie zawsze.
Wyzbywając się zazdrości, resentymentu i tego oceniania po pozorach, pozbyłam się jednocześnie tego, co leżało u podstaw problemu – nieuzasadnionego poczucia wyższości nad innymi.
I wtedy zmieniło się wszystko. 
Toksyczne słowa o których mówię brzmią niepozornie.
NIE LEPIEJ.

Podcinasz samemu końcówki? Usłyszysz:
nie lepiej pójść do fryzjera?
Podcinasz u fryzjera?
 nie lepiej obciąć samemu? 

Co w tym złego? Wydaje ci się, że nic? Posłuchaj dalej.
Kupujesz ulubione ciasto, w ulubionej cukierni. Nie lepiej zrobić samemu? – Pyta stwierdzając znajoma. 
Zrobisz w domu? – Pff, nie lepiej kupić gotowe? Rzuci zabiegany znajomy.

Nie cierpię zakupów stacjonarnych. Denerwują mnie. Wchodząc do sklepu atakuje mnie pierdylion bodźców – muzyka, zapach, pani rzucająca “w czymś może pomóc?”, chociaż liczy że odpowiem “dziękuję”, bo ma do wypakowania karton t-shirtów a nie chce siedzieć z tym po godzinach. W stacjonarnym sklepie nie mogę sobie wrzucić w wyszukiwarkę hasła “pencil skirt” a potem zawęzić kryteriów do spódniczek czarnych o określonej długości i materiale. Łatwiej mi zamknąć przeglądarkę nie wrzucając nic do koszyka, niż wyjść po kilku godzinach z galerii handlowej z niczym. Zwykle zadowalałam się czymś “prawie” idealnym, jak jesienią zeszłego roku, gdy po bezskutecznym okrążeniu całego centrum handlowego kupiłam jakąkolwiek czarną spódniczkę ołówkową. Zmarnowanie dwóch godzin na łażeniu po sklepach wydawało mi się tak bezsensowne, że musiałam nadać mu jakiś sens wychodząc ze sklepu z czymś. 
I chociaż wypracowałam sobie model, który chwilowo jest najbardziej optymalny (jak nauczę się swojej sylwetki i tego jakie kroje lubię, pewnie będę szyła na miarę ;-)), to ciągle słyszę coś w rodzaju:
– Nie lepiej kupić stacjonarnie?
– Nie lepiej wybrać polską markę?
– Nie lepiej z porządnego materiału?
– Nie lepiej :
  • krótszą?
  • dłuższą?
  • granatową?
  • z falbanką?
  • taką co tańczy, śpiewa, gra i sama się pierze?
Opcjonalnie zwrot występuje też jako “To już lepiej kupić w sklepie XXX…”
Dlaczego tak się uczepiłam tego zwrotu? Bo on zawiera w sobie takie wartościowanie, poczucie wyższości nad rozmówcą. Że ty wiesz lepiej co jest dla niego lepsze. Nie uwzględniasz faktu, że  twój rozmówca może nie ma czasu na pieczenie tortu szwarcwaldzkiego, albo że wybitnie lubi go z tej konkretnej cukierni. Ty wiesz lepiej, że lepiej zrobić domowy.
Bez sensu. Skąd znasz preferencje, upodobania i kryteria którymi posługuje się twój rozmówca?
Kup sobie sztuczne rzęsy – usłyszysz :
– Nie lepiej zrobić sobie 1:1 u kosmetyczki?
– Nie lepiej zadbać o swoje?
– Nie lepiej kupić dobry tusz?
Nie, nie lepiej. Może przedłużanie 1:1 w ocenie tej osoby rzęsy niszczy, może odżywki nic nie dały (tak, ta która pomogła tobie, więc na pewno pomoże wszystkim, też), może tusz do rzęs nie daje takiego efektu jakiego rozmówca oczekuje, a może po prostu dokonał takiego wyboru BO LUBI. BO MOŻE. BO MA OCHOTĘ.

Kto myśli że przesadzam, niech głęboko przemyśli swoje pobudki przy wypowiadaniu takich słów. Nie chcę moralizować, pouczać – nie lubię tego. Opisuję jedynie swoje doświadczenia w tym temacie.
Byłam królową nie lepiej. I nawet gdy wydawało mi się, że moje intencje są czyste niczym woda z górskich źródeł, to głęboko ukrytym motywem była taka satysfakcja, że wiem lepiej.

A przecież można inaczej. Gdy koleżanka pyta która fryzjerka w tym mieście dobrze podcina końcówki, możesz odpowiedzieć że pani z salonu przy ulicy takiej i siakiej, ale jakby była zainteresowana, to wiesz jak bez wtopy obciąć końcówki samodzielnie. – Jak chcesz, to ci opowiem.
Tylko bądź przygotowany na to, że ten ktoś nie będzie chciał :).

Nie czytam for internetowych (chyba, że wyszukiwarka mnie oszuka i wypluje nieadekwatny wynik), ale zaglądam na różne grupy. W ciągu ostatnich kilku dni zaobserwowałam takie sytuacje.
 Matka pyta o polecane mleko modyfikowane dla dziecka ośmiomiesięcznego.
W odpowiedzi:
– Nie lepiej karmić naturalnie, modyfikowane to sama chemia, syf i w ogóle umrze od tego, będzie chorować, zginie i co tam jeszcze
Dziewczyna pyta o jakieś urządzenie do liczenia kilometrów przejechanych rowerem.
– Nie lepiej ściągnąć aplikację na telefon?
Chłopak opisuje problem techniczny z telefonem i zadaje pytanie jak to naprawić.
– Nie lepiej kupić nowy?
– Nie lepiej oddać do serwisu?
– Nie lepiej wybrać telefon marki X?
Nie, nie lepiej! Kobieta wybrała taką a nie inną metodę, bo miała widocznie powód. Może nie może karmić piersią, może nie chce. Dziewczyna jeżdżąca rowerem może mieć telefon starego typu, a może ma słabą baterię, a może zwyczajnie chce osobne urządzenie, bo ma taki kaprys. Chłopak któremu coś nie zadziałało w androidzie może chcieć po prostu naprawić usterkę, bo lubi swój telefon, bo lubi robić takie rzeczy sam, bo po prostu chce.
Mamy wolny wybór. Respektujmy wybory innych, nawet jeśli nie dokonalibyśmy takich samych.


Czasami “nie lepiej” samo ciśnie się na usta. Ja np. nie bardzo umiem się ubrać i wręcz oczekuję wskazówek. Ale nawet jak masz czyste intencje i serio nie czujesz wyższości, to “nie lepiej” nie zadziała. Bo jest w jakiś sposób agresywne i pełne wyższości. A na takie wypowiedzi człowiek się automatycznie zamyka.
Puściłam wśród znajomych krótką ankietę. 
85% stwierdziło, że odpowiedź :
Nie myślałaś może o pogodzeniu studiów z pracą?
jest dużo lepsza niż:
Nie lepiej jest iść na zaoczne i do pracy?
Drugie pytanie tej błyskawicznej prowizorycznej ankiety to prośba o dodanie pierwszego lepszego krytycznego “nie lepiej”, komentującego mój wypad do Londynu na jeden dzień. Oto “nie lepiej” z 5 najbardziej skrajnych perspektyw.
  1. Nie lepiej jechać gdzieś pod namiot?
  2. Nie lepiej polecieć do Londynu na 3-4 dni?
  3. Nie lepiej spędzić ten dzień na londyńskich wyprzedażach?
  4. Nie lepiej już  do Paryża?
  5. Nie lepiej odłożyć na Tajlandię? 
Każdy ma inną perspektywę, “nie lepiej” narzuca twoją własną jaką najlepszą. A przecież każdy jest inny. Ja przestałam narzucać w ten sposób swoje zdanie innym i jakoś tak… zrobiło się przyjemniej.
Kurtka ❤ Torebka ❤  Buty 
Szanujmy wybory innych, będzie nam wszystkim na świecie przyjemniej. Mam koleżankę wegetariankę – nie prawi mi swoich “nie lepiej”, ale czasami podpowie jakiś zamiennik w przyjazny sposób. Zagląda na kilka grup i stron dla wegetarian, by wyhaczać fajne przepisy i promocje (podobno działa to całkiem prężnie). Z jej opowieści słyszałam, że istnieje jakieś silne lobby zastępowania mąki i wszystkiego innego fasolą. Najgorsze słowa jakie może sobie wyobrazić to :
Nie lepiej z fasoli?


Jaki płynie z tego wszystkiego wniosek? Taki jaki wyciągniesz, może dla ciebie rzeczywiście lepiej jest mówić to paskudne “nie lepiej”, bo sprawia ci przyjemność dowalanie innym pod przykrywką troski, dobrej rady i szczerych chęci :)), ale zachęcam do małego eksperymentu – spróbuj zamienić “nie lepiej” i “to już lepiej” na coś milszego. I proszę – gdy ktoś zapyta który odcień beżu lakier do paznokci firmy X nie wpada w róż, nie pisz : to już lepiej wybrać firmy Y,
 nie lepiej założyć hybrydy, 
nie lepiej kupić droższy, 
nie lepiej wybrać czerwony, 
nie lepiej nie malować paznokci wcale bo natura najlepsza
Jak nie znasz odpowiedzi, ugryź się w język :)).
Opcjonalnie: Niestety nie wiem jak z X, ale wiem że Y ma podobne w swojej ofercie.
Milej, bez poczucia, że ty jesteś najmądrzejszy na świecie i wiesz lepiej.
Bo nie wiesz :). Nie siedzisz w mózgu tej osoby, by znać motywy takiej a nie innej decyzji. Możesz o nie zapytać :). 
Fajnie jest mieć wybór, jeszcze fajniej – gdy wybory innych respektujemy. 
Polecam, Żanet Kaleta.
Bonus: gdy nie mam nikogo pod ręką, ustawiam aparat an samowyzwalacz i serię 10 zdjęć. Prawie zawsze aparat uchwyci jakąś śmieszną pozę. Oto dzisiejsza, złapana gdy chciałam przejść przez płotek (klik).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Pozytywne ćwiczenie rozwojowe :)
Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać]