Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Jak spowiadać się z seksu i 4 miasta w siedem dni [tygodnik]

To był intensywny tydzień –  7 dni, cztery miasta (w tym jedno za granicą), jeden event, dziesiątki spraw i zadań. Padam! Ale to takie radosne zmęczenie.

W poniedziałek bardzo chciałam zamknąć semestr zajęć prowadzonych ze studentami, ale mimo przełożenia dyżuru by bardziej im pasował, muszę bujnąć się do Bydgoszczy jeszcze we wtorek. Może w ten sposób znalazłam sobie powód, by zaliczyć festiwal pizzy? Uwielbiam pracę zdalną, wstawanie o piątej rano by ogarnąć połowę spraw i wolne kluczowe godziny, kiedy świeci słońce, urzędy są wciąż otwarte a u dentysty są happy hours 😀 Natomiast większość moich znajomych pracuje mimo wszystko 9-17 i czasami ciężko zgrać terminy. Ciężko mi zatem uwierzyć, jak wiele rzeczy upchnęłam w tym krótkim tygodniu!
W poniedziałek w mojej rodzinie przydarzyła się śmierć. Pisałam o swoich odczuciach w tekście: Nasienie koziorożca i peruwiańskie telenowele. Myślę, że dobrze się stało, bo gdy ktoś umarł za życia a potem odczuwa jedynie fizyczne cierpienie, to jaki sens jest w męczeniu się dalej?
Gdy moje ciało było dla mnie samej bardziej ograniczające niż jest dzisiaj, żałowałam że mogę mało się przemieszczać gdzieś daleko – zwyczajnie bałam się o swój oddech. Tajlandię, Filipiny, Indie i Chiny i tak odkładam na moment w którym poczuję, że kontakt z nowymi bakteriami mnie nie zabije, ale generalnie – nie widzę już dużych przeszkód w przemieszczaniu się w przestrzeni.
Tyle, że to nie ma już dla mnie znaczenia. Większość ludzi spędza życie na przemieszczaniu się wyłącznie w czasie i przestrzeni. Zmieniają się dekoracje,narzędzia, otoczenie, dorabiamy sobie coraz to nowsze filozofie dla usprawiedliwiania naszych wyborów, ale generalnie – nie ma to najmniejszego sensu, gdy brakuje wzrastania. Dla mnie to kluczowa kategoria, bez której nic innego nie ma sensu. Lubię wzrastać, tam w środku, czuć że się rozwijam, że coś zmieniam, że nie przesuwam się jedynie w miejscu i czasie, ale też przesuwam się wyżej w jakiś niewypowiedziany sposób. Świadomość, że wszystkie tytuły, pieniądze, nagrody, zobaczone miejsca i przeżyte lata nie mają specjalnego znaczenia w obliczu wzrastania, była dla mnie bardzo oczyszczająca i kojąca. Być może dzięki temu jestem osobą, która nie przejmuje się większością rzeczy, którą według innych – przejmować się powinnam.
Jaki to wszystko miałoby sens, gdybyśmy na nowo w miliardach wariantów odgrywali tę samą sztukę, której pierwszym aktem są narodziny, a ostatnim śmierć?

We wtorek wieczorem obrałam kierunek Londyn. W locie zaliczyłam Gdańsk i wybrałam się na bardzo długi spacer w deszczu. Fajna sprawa, tak na jeden dzień całkowicie zmienić środowisko, spojrzeć na wszystko z innej strony. Tylko tego oczekuję od takich wyjazdów 🙂
Nasyciłam się zielenią, co było mi bardzo potrzebne, bo zima  w Polsce kojarzy mi się głównie ze śmiercią. Mam nadzieję, że tak poprowadzę swoje życie, by zimowe miesiące spędzać w cieplejszym miejscu planety. Opcjonalnie mogą być krótkie wakacje w środku zimy 🙂
O moim ekspresowym wypadzie do Londynu pisałam tutaj: Londyn w jeden dzień – w tekście znajdziecie też zniżki na Airbnb i Ubera, a czy ja odwiedzę Londyn ponownie? Hmm, być może tylko w celach zakupowych – by rozsmakować się w kulinarnej namiastce całego świata zgromadzonej w Camden, odwiedzić knajpkę Jamiego Olivera i pobuszować po sklepach (głównie myślę o przyprawach).
Powrót do rzeczywistości, to nadrabianie zaległości związanych z pracą – nawet jednodniowy wyjazd może powodować nawarstwienie się mnóstwa spraw. Często pytacie, czemu wciąż pracuję, skoro prowadzę dość poczytnego bloga. Cóż… nie ma nic złego w utrzymywaniu się z bloga, to nawet całkiem fajne. Teoretycznie nawet mocno możliwe, ale prawdę mówiąc – oferty współpracy rzadko są na tyle ciekawe, bym mogła to robić czując się ze sobą fair i nie stając się niewolnikiem reklamodawców. Zawsze staram się, by z każdej współpracy płynęły korzyści także dla czytelników, stąd konkursy, zniżki, kupony :). Poza tym – lubię to co robię, chcę poczuć wartość pracy :). Traktuję to jako jedne wielkie zdobywanie doświadczeń i umiejętności, muszę nasycić się światem! :). 
W sobotę uczestniczyłam w przesympatycznym wydarzeniu o nazwie BlogUp, gdzie miałam przyjemność przedstawić swoją prezentację i mini-warsztat o tym, jak znaleźć złoty środek między oczekiwaniami czytelników, a własną niezależnością. Krótko mówiąc – jak słuchać cennych informacji zwrotnych i uczyć się od swoich odbiorców, ale nie pozwolić im wleźć na głowę i nie stać się ich niewolnikiem.
Pamiętam, że gdy otwierałam zakładkę “rozwój”, część czytelników była mocno na nie. Ale serce mówiło mi, że chcę o tym pisać – po czasie to rozwojowe czwartki były czymś, co wyróżniało mój blog. Gdy otwierałam zakładkę “zdrowie”, bo bardzo chciałam podzielić się swoimi sposobami na anemię czy przeziębienie – większość czytelników też krzyczała, że nie, że “nie taki blog subskrybowałam”. A potem przyszły pierwsze maile od osób, którym te teksty bardzo pomogły i wiedziałam, że czasami warto robić swoje, jeśli wiemy że to dobre i tak mówi nam serce. Że jestem gotowa zjeść gorzką pigułkę krytyki i stać się obiektem nienawiści dla zamkniętej grupie lekarzy na fejsie, jeśli dzięki temu ktoś kto przeczytał mój tekst podniósł jakość swojego życia i zdrowia. Ostatecznie mój tekst o gronkowcu uratował np. tego psa, [KLIK: ZDJĘCIE!] bezskutecznie leczonego latami u weterynarzy.  Psa, który był na skraju wyczerpania.
Natura rozwiązała problem w kilka dni. Czy warto? Dla mnie zdecydowanie! Jednocześnie moi czytelnicy są dla mnie bardzo ważni – bez was to miejsce nie miałoby przecież racji bytu! Dlatego warto słuchać uważnie, co mówią, jak reagują na różne treści.
Gdy pisałam nieco ponad rok temu o tym, że nie mam stylu, miałam poczucie wylądowania przed ślepą uliczką. Z jednej strony coraz częściej potrzebowałam formalnego stroju – z drugiej – nie cierpię poczucia sztywności, skrępowania jakimiś zasadami, białych koszul zapiętych na ostatni guzik (nie są kompatybilne z czymkolwiek powyżej miseczki B!), eleganckich pantofli na niskim obcasie i jednego dobrze skrojonego żakietu nienagannej jakości. Czytając takie porady czuję się jakbym miała w ręku książkę z lat 60-tych, dla dobrze ułożonych i potwornie nudnych panienek z dobrych domów. Byłam minimalistką, kiedy ta kategoria jeszcze nie istniała w internecie – mniej więcej od gimnazjum do 20-22 roku życia kupowałam jedynie książki. Resztę po całkowitym zużyciu (bo ciągle chciałam nowych książek) wymieniałam na nową. Przez te lata miałam pewnie na stopach mniej par butów niż dzisiaj przez miesiąc. Większość ludzi ma pewnie odwrotnie, ale dla mnie to minimalizm był ograniczający – ja po prostu lubię przedmioty ;-). Dzięki nim usprawniam swoje życie, oszczędzam czas, żyję wygodniej.
Golden ratio

Powyżej wrzuciłam kolaż przedstawiający elementy, które miałam na sobie podczas wystąpienia na toruńskim spotkaniu. Długo szukałam sukienki,która będzie maksymalnie uniwersalna – ta chyba jest ok :).

Wstawiłam kolaż za pomocą polyvore – nie bawiłam się w tym serwisie od czasów photobloga (a więc dość długo :)), więc mam nadzieję, że elementy są wciąż klikalne. Kiedyś polyvore podpowiadało alternatywne, podobne ubrania, mam nadzieję, że ta opcja nadal działa. Jeśli nie – na wszelki wypadek podrzucam: linki: sukienka, kozaki, wisiorek. Gdy nie linkuję do swoich ubrań, krzyczycie w komentarzach, ale coraz rzadziej takie linkowanie ma sens, bo w ciągu kilku godzin ubrania są wyprzedane 😀 Nigdy nie sądziłam, że ktoś kupi jakieś ubranie z mojego polecenia 😀
Zdjęcie z organizatorami, bez których spotkanie nigdy by się nie odbyło! 🙂 Więcej w albumie na fejsie (klik).
Muszę bardzo pochwalić całą inicjatywę, bo po pierwsze – nie trzeba mieć bloga, by się zjawić, po drugie – to spotkanie naprawdę służy wymianie myśli – poznałam wiele interesujących osób :)).
Po trzecie – nie ma giftów! Uff!
Byłam kiedyś na jednym spotkaniu bydgoskiej blogosfery, zorganizowanym przez kilka dziewczyn, z których połowa miała dobre intencje (Agata, Patrycja – cieszę się, że was poznałam!), a druga część już niekoniecznie… na tym spotkaniu dostałam tyle giftów, że mogłabym otworzyć małą drogerię… rozdawałam to innym przez kilka miesięcy, ponieważ mnie ten świat nie kręci. Ostatnio robiłam też na gwiazdkę prezenty biedniejszym dziewczynom. Nigdy więcej nie wybrałam się na takie spotkanie – gifty sprawiają, że po otrzymaniu magicznej torebki z kremem czy innym smarowidłem, nagle ktoś pędzi na autobus, pociąg i orientujesz się, że na sali było sporo osób, a nie udało się z prawie nikim zamienić słowa, bo motywacją były właśnie prezenty… Unikam takich spotkań jak ognia. Piszę o tym, bo strona do monitorowania mediów wypluła mi kiedyś komentarz z bloga dziewczyny, która wymieniła mnie wśród osób nastawionych “tylko na współpracę”. Popłakałam się ze śmiechu widząc podręcznikowy przykład hipokryzji, gdy post wyżej była relacja z e sporego prezentobrania (spotkania dla blogerek urodowych z giftami), a reszta tekstów to barterowe recenzje :D. I żeby nie było – nie widzę w tym nic złego, ale na Boga – wypadałoby mieć jakąś spójność poglądów.
Także podsumowując – toruński BlogUp jest super, mam całą listę blogów, które po tym spotkaniu będę odwiedzać :)).
A żeby pośmiać się trochę z własnego środowiska, zamieszczam zabawny filmik:
Jakie to prawdziwe 😀
W tematach urodowych… trafiłam przypadkiem na prawdziwą perełkę, dzięki której oszczędzam i podkład, i czas!
To ptak! To samolot! Nie, to super szczoteczka do makijażu z Aliexpress! 🙂
Wklejam skróconą recenzję, którą wrzuciłam na grupę (nie lubię zawalać takimi drobiazgami bloga, ale zostałam poproszona więc… :))
Szczoteczka do podkładu – widziałam na instagramie, zdecydowałam się kliknąć. 
1.30 usd , doszła w 12 dni, ale recenzję wstawiam dopiero teraz, po dokładnych testach na różne sposoby.
Link : 
Szczoteczka jest mała, włosie zbite,gęste, nie zgubiła jeszcze ani jednego włoska. Jest malutka, ale świetnie nadaje się do rozprowadzenia podkładu, korektora, roztarcia produktowow z kremowej palety do konturowania. 
Przelałam sobie do butelki z atomizerem wodę i pryskam na szczoteczkę. Na twarz palcem nanoszę kilka kropli podkładu lub kremu bb (kilka kropli =jedna pompka) i rozprowadzam szczoteczką. U mnie w ten sposób sprawdza się najlepiej. Mam wrażenie, że krycie w porównaniu do gąbeczki jest lepsze, podkład lepiej stapia się ze skórą. Nie maluję się jakoś często, ale czasami po chorobie mam mega since pod oczami i czerwony nos – nigdy w życiu nic tak ładnie nie stopilo mi korektora ze skórą ♡ potrafi pięknie rozprowadzić nawet tępy dermacol ♡ tym samym szczoteczka zdeklasowala u mnie beauty blender i flat top, zużywa tez bardzo mało produktu.
Moje spostrzeżenia o lepszym kryciu potwierdza test pomarańczy z tego filmiku (od 35 s.)

Minusy: trzonek szczoteczki jest dość cienki,mam wrażenie, że kiedyś pęknie 🙂 rozmiar bardzo wygodny, szczególnie jeśli manewruje się w okolicy nosa ♡ kupię większą wersję jak Chińczycy skończą świętować.
Wiem, że kilka dni temu pojawiły się te szczoteczki w Polsce. Dlaczego nie kupiłam “polskiej”?
1. Gdy kupowałam, nikt nie miał ich jeszcze w ofercie
2. Lubię tutoriale z youtuba, lubię kanał, ale nie mam pewności czy produkty zostały wyprodukowane w Polsce, czy płacę gigantyczną marżę
3. Pędzel w Polsce jest 10x droższy (sic!), a jak twierdzą dziewczyny z grupy – prawdopodobnie też wyprodukowano go w Chinach.
Filmik z instagrama, który mnie przekonał:
i moja grupa na fejsie, na której pojawią się recenzje chińskich wynalazków (klik).

Oraz link do dużej wersji szczoteczki (klik)

Odnośnie instagrama…
Profil “faktoid”, który rozłożył mnie łopatki:
Jak spowiadać się z seksu
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @red_nacz 28 Sty, 2016 o 11:52 PST
Tak bardzo nie rozumiem… boli mnie ile kościół robi złego dla postrzegania kobiet i seksualności przez wierzących, aczkolwiek… jeśli ma być buforem przed islamem, który w tej materii może zrobić więcej złego…
  • JakOnaToRobi i fajny tekst o zazdrości 
  • Najbrzydsze buty świata odcinek 1500100900 : klik (nie mogłam nic znaleźć, podesłała czytelniczka :*)
  • Odnośnie niedawnego tekstu o tym, że żaden zawód nie jest “lepszy” – artykuł o kobiecie, która marzyła o byciu ekspedientką (klik)
  • Czego się o sobie dowiesz, gdy zadasz pytanie w internecie (klik) – bardzo fajny tekst! Również uważam, że grupa “Montessori po polsku” jest trochę hermetyczna i zamknięta, tym bardziej, że literatura naprawdę nie jest wznawiana i ciężko o rzetelną informację. Zabawne – rozmawiałam na ten sam temat z jedną z uczestniczek toruńskiego spotkania, która prowadzi żłobek w duchu Montessori, i chciałaby prowadzić o tym bloga. Miała podobne refleksje odnośnie tej grupy, a ja mocno kibicuję, by stworzyła w sieci miejsce, spinające tematykę w zgrabną, spójną całość 🙂
  • Jaskółczarnia – bardzo kobiecy blog  – jestem niemal pewna, że autorka prowadziła kiedyś innego bloga i że byłam czytelniczką :)).
  • Najpiękniejszy bob (fryzura) świata! – bardzo mi się podoba, ale wiem że nie dogada się z moimi włosami, które da się ogarnąć jedynie gdy sięgają za łopatki 🙂
  • Matka pozwoliła swojemu trzyletniemu synkowi by decydował,  w co ma się ubierać. Niesamowicie pozytywne! (klik)
  • Co mówić dziecku zamiast “brawo!” “wspaniale” (klik)
Na dzisiaj to już wszystko, wyniki konkursu książkowego pojawiły się tutaj (klik).
A teraz idę nasycić się moją ulubioną zieloną herbatą z opuncją figową – przez lata byłam uzależniona od sączenia herbaty earl grey, od miesiąca piję zdrowszą – zieloną. Ta drobnostka to dla mnie osobiście mój największy sukces stycznia. Chociaż jestem przekonana, że moi bliscy wskazaliby na inne osiągnięcia :).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Londyn w jeden dzień – jak tanio zorganizować wycieczkę do Londynu
Jak spowiadać się z seksu i 4 miasta w siedem dni [tygodnik]