Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Jak spowiadać się z seksu i 4 miasta w siedem dni [tygodnik]

To był intensywny tydzień –  7 dni, cztery miasta (w tym jedno za granicą), jeden event, dziesiątki spraw i zadań. Padam! Ale to takie radosne zmęczenie.

W poniedziałek bardzo chciałam zamknąć semestr zajęć prowadzonych ze studentami, ale mimo przełożenia dyżuru by bardziej im pasował, muszę bujnąć się do Bydgoszczy jeszcze we wtorek. Może w ten sposób znalazłam sobie powód, by zaliczyć festiwal pizzy? Uwielbiam pracę zdalną, wstawanie o piątej rano by ogarnąć połowę spraw i wolne kluczowe godziny, kiedy świeci słońce, urzędy są wciąż otwarte a u dentysty są happy hours 😀 Natomiast większość moich znajomych pracuje mimo wszystko 9-17 i czasami ciężko zgrać terminy. Ciężko mi zatem uwierzyć, jak wiele rzeczy upchnęłam w tym krótkim tygodniu!
W poniedziałek w mojej rodzinie przydarzyła się śmierć. Pisałam o swoich odczuciach w tekście: Nasienie koziorożca i peruwiańskie telenowele. Myślę, że dobrze się stało, bo gdy ktoś umarł za życia a potem odczuwa jedynie fizyczne cierpienie, to jaki sens jest w męczeniu się dalej?
Gdy moje ciało było dla mnie samej bardziej ograniczające niż jest dzisiaj, żałowałam że mogę mało się przemieszczać gdzieś daleko – zwyczajnie bałam się o swój oddech. Tajlandię, Filipiny, Indie i Chiny i tak odkładam na moment w którym poczuję, że kontakt z nowymi bakteriami mnie nie zabije, ale generalnie – nie widzę już dużych przeszkód w przemieszczaniu się w przestrzeni.
Tyle, że to nie ma już dla mnie znaczenia. Większość ludzi spędza życie na przemieszczaniu się wyłącznie w czasie i przestrzeni. Zmieniają się dekoracje,narzędzia, otoczenie, dorabiamy sobie coraz to nowsze filozofie dla usprawiedliwiania naszych wyborów, ale generalnie – nie ma to najmniejszego sensu, gdy brakuje wzrastania. Dla mnie to kluczowa kategoria, bez której nic innego nie ma sensu. Lubię wzrastać, tam w środku, czuć że się rozwijam, że coś zmieniam, że nie przesuwam się jedynie w miejscu i czasie, ale też przesuwam się wyżej w jakiś niewypowiedziany sposób. Świadomość, że wszystkie tytuły, pieniądze, nagrody, zobaczone miejsca i przeżyte lata nie mają specjalnego znaczenia w obliczu wzrastania, była dla mnie bardzo oczyszczająca i kojąca. Być może dzięki temu jestem osobą, która nie przejmuje się większością rzeczy, którą według innych – przejmować się powinnam.
Jaki to wszystko miałoby sens, gdybyśmy na nowo w miliardach wariantów odgrywali tę samą sztukę, której pierwszym aktem są narodziny, a ostatnim śmierć?

We wtorek wieczorem obrałam kierunek Londyn. W locie zaliczyłam Gdańsk i wybrałam się na bardzo długi spacer w deszczu. Fajna sprawa, tak na jeden dzień całkowicie zmienić środowisko, spojrzeć na wszystko z innej strony. Tylko tego oczekuję od takich wyjazdów 🙂
Nasyciłam się zielenią, co było mi bardzo potrzebne, bo zima  w Polsce kojarzy mi się głównie ze śmiercią. Mam nadzieję, że tak poprowadzę swoje życie, by zimowe miesiące spędzać w cieplejszym miejscu planety. Opcjonalnie mogą być krótkie wakacje w środku zimy 🙂
O moim ekspresowym wypadzie do Londynu pisałam tutaj: Londyn w jeden dzień – w tekście znajdziecie też zniżki na Airbnb i Ubera, a czy ja odwiedzę Londyn ponownie? Hmm, być może tylko w celach zakupowych – by rozsmakować się w kulinarnej namiastce całego świata zgromadzonej w Camden, odwiedzić knajpkę Jamiego Olivera i pobuszować po sklepach (głównie myślę o przyprawach).
Powrót do rzeczywistości, to nadrabianie zaległości związanych z pracą – nawet jednodniowy wyjazd może powodować nawarstwienie się mnóstwa spraw. Często pytacie, czemu wciąż pracuję, skoro prowadzę dość poczytnego bloga. Cóż… nie ma nic złego w utrzymywaniu się z bloga, to nawet całkiem fajne. Teoretycznie nawet mocno możliwe, ale prawdę mówiąc – oferty współpracy rzadko są na tyle ciekawe, bym mogła to robić czując się ze sobą fair i nie stając się niewolnikiem reklamodawców. Zawsze staram się, by z każdej współpracy płynęły korzyści także dla czytelników, stąd konkursy, zniżki, kupony :). Poza tym – lubię to co robię, chcę poczuć wartość pracy :). Traktuję to jako jedne wielkie zdobywanie doświadczeń i umiejętności, muszę nasycić się światem! :). 
W sobotę uczestniczyłam w przesympatycznym wydarzeniu o nazwie BlogUp, gdzie miałam przyjemność przedstawić swoją prezentację i mini-warsztat o tym, jak znaleźć złoty środek między oczekiwaniami czytelników, a własną niezależnością. Krótko mówiąc – jak słuchać cennych informacji zwrotnych i uczyć się od swoich odbiorców, ale nie pozwolić im wleźć na głowę i nie stać się ich niewolnikiem.
Pamiętam, że gdy otwierałam zakładkę “rozwój”, część czytelników była mocno na nie. Ale serce mówiło mi, że chcę o tym pisać – po czasie to rozwojowe czwartki były czymś, co wyróżniało mój blog. Gdy otwierałam zakładkę “zdrowie”, bo bardzo chciałam podzielić się swoimi sposobami na anemię czy przeziębienie – większość czytelników też krzyczała, że nie, że “nie taki blog subskrybowałam”. A potem przyszły pierwsze maile od osób, którym te teksty bardzo pomogły i wiedziałam, że czasami warto robić swoje, jeśli wiemy że to dobre i tak mówi nam serce. Że jestem gotowa zjeść gorzką pigułkę krytyki i stać się obiektem nienawiści dla zamkniętej grupie lekarzy na fejsie, jeśli dzięki temu ktoś kto przeczytał mój tekst podniósł jakość swojego życia i zdrowia. Ostatecznie mój tekst o gronkowcu uratował np. tego psa, [KLIK: ZDJĘCIE!] bezskutecznie leczonego latami u weterynarzy.  Psa, który był na skraju wyczerpania.
Natura rozwiązała problem w kilka dni. Czy warto? Dla mnie zdecydowanie! Jednocześnie moi czytelnicy są dla mnie bardzo ważni – bez was to miejsce nie miałoby przecież racji bytu! Dlatego warto słuchać uważnie, co mówią, jak reagują na różne treści.
Gdy pisałam nieco ponad rok temu o tym, że nie mam stylu, miałam poczucie wylądowania przed ślepą uliczką. Z jednej strony coraz częściej potrzebowałam formalnego stroju – z drugiej – nie cierpię poczucia sztywności, skrępowania jakimiś zasadami, białych koszul zapiętych na ostatni guzik (nie są kompatybilne z czymkolwiek powyżej miseczki B!), eleganckich pantofli na niskim obcasie i jednego dobrze skrojonego żakietu nienagannej jakości. Czytając takie porady czuję się jakbym miała w ręku książkę z lat 60-tych, dla dobrze ułożonych i potwornie nudnych panienek z dobrych domów. Byłam minimalistką, kiedy ta kategoria jeszcze nie istniała w internecie – mniej więcej od gimnazjum do 20-22 roku życia kupowałam jedynie książki. Resztę po całkowitym zużyciu (bo ciągle chciałam nowych książek) wymieniałam na nową. Przez te lata miałam pewnie na stopach mniej par butów niż dzisiaj przez miesiąc. Większość ludzi ma pewnie odwrotnie, ale dla mnie to minimalizm był ograniczający – ja po prostu lubię przedmioty ;-). Dzięki nim usprawniam swoje życie, oszczędzam czas, żyję wygodniej.
Golden ratio

Powyżej wrzuciłam kolaż przedstawiający elementy, które miałam na sobie podczas wystąpienia na toruńskim spotkaniu. Długo szukałam sukienki,która będzie maksymalnie uniwersalna – ta chyba jest ok :).

Wstawiłam kolaż za pomocą polyvore – nie bawiłam się w tym serwisie od czasów photobloga (a więc dość długo :)), więc mam nadzieję, że elementy są wciąż klikalne. Kiedyś polyvore podpowiadało alternatywne, podobne ubrania, mam nadzieję, że ta opcja nadal działa. Jeśli nie – na wszelki wypadek podrzucam: linki: sukienka, kozaki, wisiorek. Gdy nie linkuję do swoich ubrań, krzyczycie w komentarzach, ale coraz rzadziej takie linkowanie ma sens, bo w ciągu kilku godzin ubrania są wyprzedane 😀 Nigdy nie sądziłam, że ktoś kupi jakieś ubranie z mojego polecenia 😀
Zdjęcie z organizatorami, bez których spotkanie nigdy by się nie odbyło! 🙂 Więcej w albumie na fejsie (klik).
Muszę bardzo pochwalić całą inicjatywę, bo po pierwsze – nie trzeba mieć bloga, by się zjawić, po drugie – to spotkanie naprawdę służy wymianie myśli – poznałam wiele interesujących osób :)).
Po trzecie – nie ma giftów! Uff!
Byłam kiedyś na jednym spotkaniu bydgoskiej blogosfery, zorganizowanym przez kilka dziewczyn, z których połowa miała dobre intencje (Agata, Patrycja – cieszę się, że was poznałam!), a druga część już niekoniecznie… na tym spotkaniu dostałam tyle giftów, że mogłabym otworzyć małą drogerię… rozdawałam to innym przez kilka miesięcy, ponieważ mnie ten świat nie kręci. Ostatnio robiłam też na gwiazdkę prezenty biedniejszym dziewczynom. Nigdy więcej nie wybrałam się na takie spotkanie – gifty sprawiają, że po otrzymaniu magicznej torebki z kremem czy innym smarowidłem, nagle ktoś pędzi na autobus, pociąg i orientujesz się, że na sali było sporo osób, a nie udało się z prawie nikim zamienić słowa, bo motywacją były właśnie prezenty… Unikam takich spotkań jak ognia. Piszę o tym, bo strona do monitorowania mediów wypluła mi kiedyś komentarz z bloga dziewczyny, która wymieniła mnie wśród osób nastawionych “tylko na współpracę”. Popłakałam się ze śmiechu widząc podręcznikowy przykład hipokryzji, gdy post wyżej była relacja z e sporego prezentobrania (spotkania dla blogerek urodowych z giftami), a reszta tekstów to barterowe recenzje :D. I żeby nie było – nie widzę w tym nic złego, ale na Boga – wypadałoby mieć jakąś spójność poglądów.
Także podsumowując – toruński BlogUp jest super, mam całą listę blogów, które po tym spotkaniu będę odwiedzać :)).
A żeby pośmiać się trochę z własnego środowiska, zamieszczam zabawny filmik:
Jakie to prawdziwe 😀
W tematach urodowych… trafiłam przypadkiem na prawdziwą perełkę, dzięki której oszczędzam i podkład, i czas!
To ptak! To samolot! Nie, to super szczoteczka do makijażu z Aliexpress! 🙂
Wklejam skróconą recenzję, którą wrzuciłam na grupę (nie lubię zawalać takimi drobiazgami bloga, ale zostałam poproszona więc… :))
Szczoteczka do podkładu – widziałam na instagramie, zdecydowałam się kliknąć. 
1.30 usd , doszła w 12 dni, ale recenzję wstawiam dopiero teraz, po dokładnych testach na różne sposoby.
Link : 
Szczoteczka jest mała, włosie zbite,gęste, nie zgubiła jeszcze ani jednego włoska. Jest malutka, ale świetnie nadaje się do rozprowadzenia podkładu, korektora, roztarcia produktowow z kremowej palety do konturowania. 
Przelałam sobie do butelki z atomizerem wodę i pryskam na szczoteczkę. Na twarz palcem nanoszę kilka kropli podkładu lub kremu bb (kilka kropli =jedna pompka) i rozprowadzam szczoteczką. U mnie w ten sposób sprawdza się najlepiej. Mam wrażenie, że krycie w porównaniu do gąbeczki jest lepsze, podkład lepiej stapia się ze skórą. Nie maluję się jakoś często, ale czasami po chorobie mam mega since pod oczami i czerwony nos – nigdy w życiu nic tak ładnie nie stopilo mi korektora ze skórą ♡ potrafi pięknie rozprowadzić nawet tępy dermacol ♡ tym samym szczoteczka zdeklasowala u mnie beauty blender i flat top, zużywa tez bardzo mało produktu.
Moje spostrzeżenia o lepszym kryciu potwierdza test pomarańczy z tego filmiku (od 35 s.)

Minusy: trzonek szczoteczki jest dość cienki,mam wrażenie, że kiedyś pęknie 🙂 rozmiar bardzo wygodny, szczególnie jeśli manewruje się w okolicy nosa ♡ kupię większą wersję jak Chińczycy skończą świętować.
Wiem, że kilka dni temu pojawiły się te szczoteczki w Polsce. Dlaczego nie kupiłam “polskiej”?
1. Gdy kupowałam, nikt nie miał ich jeszcze w ofercie
2. Lubię tutoriale z youtuba, lubię kanał, ale nie mam pewności czy produkty zostały wyprodukowane w Polsce, czy płacę gigantyczną marżę
3. Pędzel w Polsce jest 10x droższy (sic!), a jak twierdzą dziewczyny z grupy – prawdopodobnie też wyprodukowano go w Chinach.
Filmik z instagrama, który mnie przekonał:
i moja grupa na fejsie, na której pojawią się recenzje chińskich wynalazków (klik).

Oraz link do dużej wersji szczoteczki (klik)

Odnośnie instagrama…
Profil “faktoid”, który rozłożył mnie łopatki:
Jak spowiadać się z seksu
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @red_nacz 28 Sty, 2016 o 11:52 PST
Tak bardzo nie rozumiem… boli mnie ile kościół robi złego dla postrzegania kobiet i seksualności przez wierzących, aczkolwiek… jeśli ma być buforem przed islamem, który w tej materii może zrobić więcej złego…
  • JakOnaToRobi i fajny tekst o zazdrości 
  • Najbrzydsze buty świata odcinek 1500100900 : klik (nie mogłam nic znaleźć, podesłała czytelniczka :*)
  • Odnośnie niedawnego tekstu o tym, że żaden zawód nie jest “lepszy” – artykuł o kobiecie, która marzyła o byciu ekspedientką (klik)
  • Czego się o sobie dowiesz, gdy zadasz pytanie w internecie (klik) – bardzo fajny tekst! Również uważam, że grupa “Montessori po polsku” jest trochę hermetyczna i zamknięta, tym bardziej, że literatura naprawdę nie jest wznawiana i ciężko o rzetelną informację. Zabawne – rozmawiałam na ten sam temat z jedną z uczestniczek toruńskiego spotkania, która prowadzi żłobek w duchu Montessori, i chciałaby prowadzić o tym bloga. Miała podobne refleksje odnośnie tej grupy, a ja mocno kibicuję, by stworzyła w sieci miejsce, spinające tematykę w zgrabną, spójną całość 🙂
  • Jaskółczarnia – bardzo kobiecy blog  – jestem niemal pewna, że autorka prowadziła kiedyś innego bloga i że byłam czytelniczką :)).
  • Najpiękniejszy bob (fryzura) świata! – bardzo mi się podoba, ale wiem że nie dogada się z moimi włosami, które da się ogarnąć jedynie gdy sięgają za łopatki 🙂
  • Matka pozwoliła swojemu trzyletniemu synkowi by decydował,  w co ma się ubierać. Niesamowicie pozytywne! (klik)
  • Co mówić dziecku zamiast “brawo!” “wspaniale” (klik)
Na dzisiaj to już wszystko, wyniki konkursu książkowego pojawiły się tutaj (klik).
A teraz idę nasycić się moją ulubioną zieloną herbatą z opuncją figową – przez lata byłam uzależniona od sączenia herbaty earl grey, od miesiąca piję zdrowszą – zieloną. Ta drobnostka to dla mnie osobiście mój największy sukces stycznia. Chociaż jestem przekonana, że moi bliscy wskazaliby na inne osiągnięcia :).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Londyn w jeden dzień – jak tanio zorganizować wycieczkę do Londynu
Jak spowiadać się z seksu i 4 miasta w siedem dni [tygodnik]