Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Nasienie koziorożca i peruwiańskie telenowele [tygodnik]

Jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń mojego dzieciństwa był moment, kiedy naukowcy chcieli “zbadać” E.T w filmie Spielberga. Być może dlatego, że każde głupie pobieranie krwi kojarzyłam z bólem ściskanej ręki i igłą szukającą żyły. Cóż – jestem jedną z tych osób, którą bardziej w filmie poruszy śmierć psa niż człowieka. Dzisiaj umarł ktoś, kto teoretycznie powinien być mi bliski, a ja nie czuję w związku z tym absolutnie nic. Informacja z gatunku – osiem lat temu o tej porze było -10 stopni Celsjusza. W związku z tym mam pewien rodzaj wyrzutów sumienia. Że nie czuję nic. Że na telefon odpowiedziałam: aha. 
***
Plątałam się dzisiaj po sklepie jak smród po gaciach, czując się nie fair z tą swoją obojętnością. A że o zmarłych nie można mówić źle, a nic pozytywnego znaleźć mi się nie udało… nic jest chyba mocno uzasadnione. Czułam się nie fair, że pogrzeb pewnie wypadnie na mój dawno zaplanowany dzień w Londynie, z tej okazji wypadałoby odwołać. Ale nie odwołam. Wybaczam, puszczam w niepamięć, ale nie będę zmieniać swoich planów dla kogoś, kto nie znalazł przez 24 lata ani jednej chwili by zapytać jak u mnie. I który wywoływał we mnie ukłucie charakterystyczne dla dziecka, które źle czuje się ze swoim kłamstwem, za każdym razem gdy na laurce pisałam kochany dziadku. Czułam się wtedy jakbym w jakiś sposób zdradzała tego dziadka, który rzeczywiście pozwolił się kochać.
Piszę o tym, bo od tego tekstu wciąż dostaję maile od osób, które odcięły się od swoich toksycznych rodziców – bijących, katujących, niekiedy robiących jeszcze gorsze rzeczy. Rodziców, przez których musieli zapisać się na terapię. A potem ci rodzice widząc, że synek lub córka jednak się w życiu ogarnęli, mają stałą pracę, nie piją – wyciągają łapy po alimenty, udając niedołężnych. I o to ktoś, kto po wielu latach terapii ułożył sobie życie, powiedzmy skromne – wynajmowane mieszkanie, ciepły obiad i raz w roku wakacje nad morzem – znowu ma cierpieć i znosić wyrzeczenia, by utrzymywać swoich oprawców. Jeść ciepły obiad może co dwa dni, nie jeździć nad morze, nie powołać na świat własnych dzieci i nigdy nie chodzić do kina, bo nie będzie go stać. Bo to jednak matka. No kurwa nie. Na niektóre słowa trzeba sobie zasłużyć.
Nawet nie wyobrażam sobie tego koktajlu sprzeczności, który dostaje taka osoba. Sprzeczności między tym co dla człowieka dobre, a tym czego oczekuje od niego społeczeństwo. To jakby zgwałcona kobieta miała iść przeprosić gwałciciela, że to nie był jego najlepszy seks w życiu.
Myślę o tym, jak dziwnie czuję się w związku z głupim “nic”. Jakby świat mi mówił “powinnaś się smucić, uronić chociaż kilka łez”. A przecież ten człowiek mnie nie skrzywdził, jedynie był zimny jak głaz, w tych wszystkich momentach gdy ważniejszy był odcinek kolejnego peruwiańskiego serialu albo rozwiązanie całej książeczki z krzyżówkami “500 panoramicznych”.
Mam nadzieję że tam gdzie jest ma ich pod dostatkiem. Tylko dlaczego to ja czuję się, jakbym robiła coś, co nie jest fair?
Tygodnik w sumie powinien dotyczyć minionego tygodnia – nie wydarzeń z dzisiaj. A był to tydzień wyjątkowo udany – za sprawą soku z pokrzywy, o którym napisałam kiedyś pochwalny tekst Jak naturalnie wyleczyłam się z ostrej anemii,  a który tym razem ostatecznie przywrócił mi okres, zabrany niegdyś przez leki sterydowe. Udało mi się też przytyć, znaleźć idealną czerwoną spódnicę midi, zakończyć zajęcia ze studentami.
Po zakończeniu semestru obiecuję napisać jakie mam refleksje na początku przygody ze studiami doktoranckimi. Jeśli chodzi o sam przedmiot – perspektywa prowadzącego jest całkiem inna. Szczególnie, jeśli przedmiot nie wymaga zapamiętywania i odtwarzania wiedzy, a nastawiony jest na krytyczną analizę tekstów. Obmyślony był tak, żeby tematyka była spójna, wymagała jakiejś wiedzy uprzedniej, skłaniała do przemyśleń. Tyle, że mając korzenie w konstruktywizmie a nie nie behawioryzmie, chodziło o sam proces konstruowania wiedzy. Nie jestem głupia – to naprawdę WIDAĆ, kto przeczytał tekst a kto jest bystry i umie wnioskować na podstawie szczątków, na które rzucił tylko okiem 🙂 Tyle, że to nie ma żadnego znaczenia, bo można zdobyć dobrą ocenę nawet nie czytając. Po każdych zajęciach można było podejść i zgłosić obiekcje do plusów za aktywność. Można było na dyżurze, można było mailem, nawet przez fejsa. A mimo to miałam wrażenie, że niektórzy mają poczucie krzywdy, że ktoś w ich ocenie głupszy lub bardziej leniwy też ma dobrą ocenę… 
Mam jednak mocne poczucie, że powinny istnieć egzaminy wstępne na studia – masowość zabija jakość, poświęcanie czasu na tych, którzy widocznie kiedyś ściągali na psychologii rozwojowej i nie mają podstaw, jest nie fair wobec tych, którym naprawdę zależy. Ciężko jest prowadzić zajęcia mające tłumaczyć teorię w odniesieniu do przedmiotu, gdy studenci nie znają tej teorii ;)) To jakby nauczyciel w gimnazjum musiał poświęcić czas na wprowadzenie tabliczki mnożenia, bo nikt wcześniej tego nie zrobił, a uczniowie sami nie wpadli na pomysł, że to oni są odpowiedzialni za swoje braki, nie głupi nauczyciel z podstawówki.
 Mimo to – całą przygodę wspominam dość sympatycznie, bo mimo pewnych wstępnych braków i problemów wynikających z ogólnego podejścia do studiowania pedagogiki – na każdych zajęciach udało się te właściwe znaczenia wynegocjować :)). A to oznacza dokładnie tyle, że studenci potrafią myśleć i wnioskować. 
Prywatnie zaczytywałam się w Tuwimie – Znów to szuranie…, Mieszkańcy. Dla was przygotowałam książkowy konkurs, którego wyniki pojawią się pod koniec tygodnia, napisałam też tekst : Co ty sobą reprezentujesz pusta kobieto…. Dzięki Waszym genialnym wskazówkom i podpowiedziom kupiłam bilet na transfer z lotniska do Londynu i wybieram się na krótką lecz intensywną jednodniówkę. Póki jeszcze jestem w takim wieku, że już nie muszę tłumaczyć sobie, że spanie na lotnisku albo w hostelu jest lepsze (a tak naprawdę nie mam kasy na nic lepszego ;-)), ale traktuję to jeszcze jako przygodę i mam ochotę się podróżą zmęczyć. Bo prędzej czy później przyjdzie taki czas, że wyrosnę ze spania pod namiotem czy innym przypadkowym miejscu ;).
Mam mało linków do podrzucenia, ale podzielę się tym, co zgromadziłam:
Palisz? Śmierdzisz! – nie przeszkadza mi, że ktoś marnuje swoje życie, albo że lubi fryzurę na borsuka, ma 100 kg nadwagi i nosi leginsy czy preferuje ustawianie ust w dzióbek do selfie na fejsie – to są rzeczy które innych ludzi nie krzywdzą. Nie przeszkadza mi też osobiście fakt, że ktoś pali papierosy – chcesz umrzeć – śmiało, “przecież na coś trzeba”. Aczkolwiek byłabym za opcją osobnego, dodatkowo PŁATNEGO ubezpieczenia dla palaczy, bo wkurza mnie zrzutka społeczna na osoby same nabijające się guzy, podczas gdy chore Martynki czy Agatki muszą żebrać po telwizjach smsy z hasłem POMAGAM, bo dla nich kasy nie styka. Palisz – twoja sprawa. Nie szanujesz swojego zdrowia – twój wybór, nic mi do tego. Nic mi do tego tak długo, jak długo nie zmuszasz mnie do wdychania tego syfu. Teksty Marty mocno w punkt!
Kolejny numer telefonu dla osób z depresją  – mało dyżurów, ale przyjęłam sobie udostępnianie takich rzeczy za punkt honoru. Wiem, że część osób skorzystała już z różnych numerów które wcześniej podawałam, co bardzo mnie cieszy :).
– Fanpage “będąc młodym farmaceutą” – zbiór recept pisanych chyba po aramejsku i śmiesznych rozmów z kupującymi. Idę o zakład, że osoby proszące o  “nasienie koziorożca” albo “kazirodkę” odkryły już blogi włosomaniaczek :)).
– Chciałabym jeszcze trochę przytyć  by wyglądać w prostych sukienkach mniej więcej tak 🙂
Alternatywne budownictwo kopułowe – podoba mi się!
Na dziś to już wszystko, ja zaś nie proszę o żadne współczucie (nic nie czuję ;-)), a o rady, bo pewnie macie bogatsze doświadczenia. Czy jest coś, co KONIECZNIE trzeba kupić lub zjeść w Londynie?
Oczywiście nie mówię o pamiątkach, bo w 90% przypadków sprawdza się starożytne przysłowie – nie ważne dokąd pojedziesz, pamiątkę i tak przywieziesz z Chin.
A tak całkiem na serio – poza korektorem Collection 2000, co jeszcze? 😉
Uściski!
 
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Barbara Konowalska
Gość

Tekst dot. toksycznych rodziców był jedną z najwartościowszych treści, na jakie trafiłam w Internecie, a książkę, którą poleciłaś w tamtym poście, przeczytałam z zapartych tchem (i łzami w oczach) w jeden wieczór. Co do ubezpieczeń – identyczny postulat wysunęłam kiedyś na zajęciach, co nie spodobało się palącej pani prowadzącej 😉 . Na szczęście moda na palenie już mija, nie wywołując już tak pozytywnych konotacji jak kiedyś.

Previous
Co ty sobą reprezentujesz pusta kobieto…
Nasienie koziorożca i peruwiańskie telenowele [tygodnik]