- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Tygodnik z podtekstem – robienie laski, łaski i… oklaski

Pisząc ten tygodnik zerkam w kalendarz robiąc klasyczny rzut okiem wstecz i myślę sobie szczerze – z czym do ludzi? Cóż, dzisiaj będzie tak trochę niemrawo, a trochę szokująco. Nawet jedno zmartwychwstanie się załapie.

Niby lato, a już jesień. Od razu trzeba coś na siebie zarzucić, na sukienki robi się za chłodno, a moim domowym strojem nie jest już zwykły top w duecie z krótkimi spodenkami, a  grube spodnie do biegania i jeszcze grubszy golf. Czuję typowy dla siebie chłód przeszywający mnie aż do kości, brr 😀 Poważnie rozważam takie pokierowanie swoim życiem, by chłodniejszą część roku spędzać gdzieś pod uroczą palmą. Przynajmniej dopóki nie mam dzieci. Cóż, łudzę się, że ostatni tydzień września naprawdę będzie sporo cieplejszy, a potem spotka mnie łagodna i cieplutka zima, z temperaturami wyłącznie na plusie. 
Przynajmniej słońce ładnie zachodzi wieczorem…
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 4 Wrz, 2015 o 1:59 PDT

No, może jest jeszcze kilka drobnych plusów września. Np. własne maliny z ogródka.

Niestety w ogródku nie da się mieć wszystkiego, np. figi, melony i banany to skomplikowana sprawa, dlatego kupuję je w sklepie 🙂 Mój przykładowy zestaw owoców możecie zobaczyć w tekście :

Co ja w ogóle jem? Czy jem tylko “niezdrowo”?

Ostatni deser wyglądał natomiast tak :

Maliny, jeżyny, melon, bita śmietana i trochę lodów czekoladowych ;-). Uwielbiam jeżyny! Są wspaniałe. Niestety te kupiłam w okolicznym warzywniaku i smakowały jak… no tekturowo. Znam świetne miejsce z jeżynami na wsi za miastem, ale porastają rów i pełno tam pokrzyw… no dobra, chwilowo nie mogę znaleźć czasu by zrobić te śmieszne 12 km rowerem.
A nie mam czasu bo… sprzątam.
To znaczy pracuję, a sprzątam to w wolnych chwilach.
Może po kolei – na blogu trochę cicho (jak na mnie). Zazwyczaj publikuję dużo, bo sprawia mi to frajdę i raczej nie jestem jedną z tych blogerek, które piszą coś tylko wtedy, gdy sponsor sypnie groszem (to pierwsza liga), lub gdy przyjdzie paczka z kremem na zmarszczki(to w lidze podwórkowej). Lubię być z boku. Cenię sobie to, że piszę co chcę i kiedy chcę, ale ostatnio jestem za bardzo pochłonięta innymi sprawami. Przeładowanie informacji, że tak się wyrażę. W dodatku dostałam swój plan na studia doktoranckie i zaczynam się zastanawiać, na co ja się porwałam? Gdzie ja upchnę naukę?
Wrzesień to naprawdę jakaś magiczna graniczna data, bo dostałam jakieś piętnaście (ok, sprawdziłam,równe trzynaście) maili z informacją, że ktoś z kim na jakimś polu pracuję, zmienia firmę, odchodzi czy zakłada coś swojego. W niektórych przypadkach mocno opóźniło to moją własną pracę, bo przecież ktoś musi zapoznać się z poprzednią korespondencją, a ma takich rzeczy do ogarnięcia całą masę, nie tylko sprawy związane ze mną ;-). A może jestem lekko sfrustrowana, bo wszystkie te maile, które są najmniej angażującą częścią mojej pracy, załatwiałam zawsze z poziomu kanapy albo zamiast przerwy “na papierosa” na balkonie, a teraz musiałam siedzieć przed komputerem?
Krótko i na temat, bo to historia znana – padł mi ulubiony, niezawodny, cienki i wygodny tablet. Tablet, który pozwalał mi na załatwienie maili i innych spraw w kolejce na pobranie krwi, autobusie i w nielicznych kilkunastominutowych blokach czasu. Tablet padł, naprawa okazała się kosztowna i “bez sensu” (co różnymi słowami przekazano mi w siedmiu serwisach gsm), więc  z odłożonej na małą renowację pokoju kasy, kupiłam nowy.

Nowy lepiej działa na baterii i jest trochę szybszy. Ale jest gruby, mniej wygodny i ma beznadziejny aparat. Stary miał gorszą baterię, ale był cienki, wciąż szybki i miał dobry aparat. Gdy zaczęłam się przyzwyczajać… stary tablet na chwilę ożył, jakby robił mi łaskę. Zdążyłam wykasować wszystkie dane i chociaż jest takich trochę ptakiem nielotem, to jednak żyje i… czuję się lekko zła ;-). Najchętniej miałabym wciąż stary tablet, ale sprawny i z dłużej trzymającą baterią, zamiast bezsensownego wydatku.

Wydatku, który zmusza mnie do kombinowania. Bo powiem jeszcze raz – sprzątam 🙂
Kontynuując wywód z tekstu :

Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? 😀

zajmuję się właśnie tym wszystkim, co składa się na 15%. Miała to być kosmetyka, a jest mnie j kolorowo :).

Po pierwsze – skurczył mi się budżet :)). Mogłabym przesunąć środki trzymane na inne cele, ale nie. Po prostu nie. Krótka ściana jest pokryta żółtą tapetą w tandetny wzór, który kiedyś mi się podobał. Mam przed sobą opcję – zerwanie tapety, gładź, grunt, farba (pewnie coś pominęłam). Ta opcja pozwoli mi uzyskać białą równiutką ścianę, która już na dobre zagościła w wizji w mojej głowie. Niestety zajmie to dużo więcej czasu niż na to mam i pieniędzy, których mi szkoda inwestować w to wnętrze. Druga opcja jest prostsza – pomalować tapetę. Szybciej, taniej i… z utrwaleniem tego beznadziejnego wzorka. AAAAAAAAAAAAAAaaa! Should I stay or should I go now?

Inne:

Wieszak na kółkach – kupiony po taniości na allegro, czekam na dostawę.
Rolety – też kupione i też taniej niż zakładałam – czekam na dostawę.
Kołdra antybakteryjna, prześcieradło, poduszki, pościel – kupione
Stare biurko – zdemontowane, znalazło lepszy dom, a ja znalazłam więcej przestrzeni.
Moja nowa pościel sprawdza się cudownie :

Na żywo jest bardziej błękitna, a z drugiej strony ma mniej pstrokaty wzór z nielicznymi kwiatami i kolibrem ;-).
Oprócz ostatecznych poprawek i rozstawania się z rzeczami, spędziłam sporo czasu nad myśleniem o nowym wystroju. Chociaż bardziej może pasuje – planowaniem bardziej funkcjonalnego wykorzystania przestrzeni.
Roleta – jasna sprawa, powinna znacznie umilić mi funkcjonowanie.
 Zanim skurczył mi się budżet, myślałam o:

  • Miękkim kocyku, np. tym (klik) lub tym (klik) – ostatecznie zadowolę się obecnym w panterkę 😉
  • Uroczych lampkach, które nadają wnętrzu przytulności. Po namyśle doszłam do wniosku, że mam podobny kulisty łańcuch. Co prawda w nieco bardziej świątecznych barwach i bez włóczki, ale jeśli zechcę otulić czymś lampki, pokuszę się jakieś małe DIY. Plus całej sytuacji jest taki, że swoją girlandę powiesiłam nad biurkiem i nie kurzy się w pudle. Te ze zdjęcia (są różne warianty kolorystyczne) kosztują 34,99 zł (kliki wydają się całkiem fajną opcją, szczególnie ze względu na zasilanie na baterie. Moje są typowo świąteczne z wielkim zasilaczem, który sporo ogranicza ich mobilność :(. 
  • Kusiła mnie też nowa szafa, ale stanęło na przenośnym wieszaku na kółkach, który idealnie wpasuje się we wnękę między obecną, niezbyt dobrze przemyślaną szafą a ścianą.
    Gdy wspomniałam o tym, że planuję zakup nowej pościeli, kilka osób pytało mnie, jaką polecam. Po przewertowaniu ofert sklepów stacjonarnych i internetowych, kupiłam antybakteryjną kołdrę w Netto (200×220 cm kosztowała chyba 79 zł), poduszki ostatecznie mam ciut większe niż poszewki, ale się dopasowały. Gdybym nie zdążyła kupić tej kołdry, miałabym całkiem spory wybór, bo chyba wszystkie sieciowe sklepy mają teraz takie rzeczy w aktualnej ofercie 😀 U mnie odpada opcja jeżdżenia specjalnie do Bydgoszczy, bo to zajmuje sporo czasu – takie zakupy robię albo blisko, albo przez internet. No ale do rzeczy – całkiem sensowną kołdrę będzie miał Lidl (klik) , jest o tyle fajna, że można ją prać w bardzo wysokiej temperaturze i składa się z dwóch warstw, które mogą funkcjonować jako osobne kołdry. Czyli cieniutka na lato, lub dwie spięte razem na zimę. Fajna sprawa 🙂 W lidlu jest też fajna pościel (klik) i prześcieradła, ale te drugie są tańsze w biedronie (klik) i chyba nawet mają ładniejsze kolory ;-).

    Opisując minusy książki “Magia sprzątania” (nadal podtrzymuję, że jest dziwna) zapomniałam dodać, że kompletnie nie przemawia do mnie wizja wyrzucania przedmiotów. Raczej nie kojarzy mi się to z lansowaną w tych samych książkach i przez tych samych autorów filozofią slow, zrównoważonych, odpowiedzialnych zakupów i tak dalej. Jasne, jako osoba potencjalnie często chorująca, utylizuję szczoteczki do zębów czy kołdry częściej niż inni i nie szukam dla nich opcji recyklingu, ale  generalnie wyrzucanie nie jest rozwiązaniem. Jest zmarnowaniem istniejących już zasobów. Afryka i tak jest już śmietnikiem Europy. Wiele zniszczonych sprzętów można naprawić lub odnowić, to samo z odzieżą. Można ją też przerobić lub oddać komuś, komu się przyda. Część rzeczy można sprzedać. Opcji jest bardzo wiele.

    Budowa domu z plastikowych butelek, Nigeria (fot: Andreas Froese/ECOTEC)

    Ja nie jestem pod tymi względami za bardzo utalentowana, ale szukam zastosowań dla przedmiotów, które zdaniem Marie Condo powinnam wyrzucić. Mam na to trochę mało czasu, ale traktuję to jako ćwiczenie kreatywności.

    Na zdjęciu nożyczki, folia lustrzana (resztki) oraz ozdobny talerz. Na którym ktoś nożem coś za mocno pokroił, zdrapując ozdobną warstwę.
    Powinnam pewnie się talerza oraz skrawków folii pozbyć, ale próbuję przerobić go na ozdobną paterę ;-). Próbuję też uruchomić inne pokłady kreatywności i wykorzystać możliwie jak najwięcej “zbędnych” przedmiotów.

    A już kończąc całkowicie temat wnętrz i dekoracji, to ukazał się nowy katalog IKEA. (klik). Tak, potrafi wciągnąć na długie chwile, dlatego nawet nie zaglądam do wersji elektronicznej. Prawdziwa ikea też wsysa człowieka na godziny – dlatego wyszukałam wieszak na allegro – wiem, że niewinny wypad do ikei skończyłby się na całym dniu zakupów, z wegańskimi klopsikami i tartą migdałową na deser. Spojrzałabym zdumiona na zegarek by zauważyć, że gdzieś mi się rozmyło kilka godzin, a to przecież niemożliwe 😀

    Ok, Ikea wciąga – ustalone. Natomiast książki z serii “Pokolenie ikea” wciągają mniej :

    Narratorem jest Piotr C, “Czarny”, prawnik w korporacji. Książka nie ma za bardzo fabuły, opowiada o wiecznym nienasyceniu, którego nie zaspokoi żadna przygoda na jedną lub kilka nocy. W zasadzie książka brzmi jak gimnazjalne przechwałki zakompleksionego samca. Jeśli zarabiasz 1500 zł i masz kredyt, a myślisz że zarabianie sumy sześć razy większej rozwiązałoby twoje problemy – przeczytaj, zobaczysz jak niewiele to zmienia, gdy mentalnie jest się wciąż dzieciakiem (i też ma się kredyt i meble z Ikei). Smuci mnie pogarda wobec ludzi urodzonych “niżej”, która kilka razy przewinęła się między słowami i ogólny promiskuityzm. Sporo fragmentów jest trafnych, sporo kojarzy mi się z tymi facebookowymi słowami typu “te myśli”, a jeszcze więcej fragmentów się powtarza. Wielokrotnie powtórzony dowcip przestaje śmieszyć. Drażni mnie też portret ludzi wysysanych przez korporacje, którzy tak przedmiotowo traktują własne dzieci. Pokolenie Ikea to nie moje pokolenie. To jakby drugi alternatywny świat, który wiem że istnieje, ale uosabia kierunek, którym nie chcę nigdy w życiu podążać.  Mimo to, jest kilka błyskotliwych myśli, czasem jakaś trafna autorefleksja, a końcówka drugiej części daje jakąś nadzieję.
    Można przeczytać gdy nie ma nic lepszego pod ręką. Ja przeczytałam tylko dlatego, że obie części były w abonamencie z czytnikiem za złotówkę (tutaj cały tekst o tym – klik)

    Na moim blogu ukazało się jeszcze:

    Fryzura dnia : nowoczesny bob Dianny Agron

    to tekst Moniki, podoba mi się sesja z magazynu Nylon i makijaże lat 60′ :). 
    Oraz mój przegląd butów, gdzie znajdziecie podlinkowane wszystkie elementy moje stroju :). Szczególnie pokochałam dopasowaną w talii spódnicę midi, która jest cudowna 🙂
    W sieci :
    • Konferencja Zmiany w życiu, z całkiem fajnymi prelegentami i jak mniemam – solidną dawką motywacji. Czytałam kilka książek Katarzyny Miller, gdybym była z Warszawy, poszłabym na konferencję w ciemno :).
    • Jakie ryzyko niesie za sobą bycie zdolnym uczniem – potrzebny tekst
    • 64% badanych internautów doświadczyło hejtu w internecie, a 68% badanych przyznało się do hejtowania innych wirutalnie – to najnowsze wyniki badania kampanii Recepta na hejt. Słabo to o nas świadczy, prawda? Tym bardziej w podobno chrześcijańskim kraju, gdzie kochamy bliźniego jak siebie samego, nie mówimy o nim fałszywego świadectwa i nie pożądamy żadnej jego rzeczy… Cały raport można przeczytać tutaj (klik)

    moje ukochane, cudownie wygodne buty (klik) – obiektywnie są idiotyczne – niby zabudowane, ale  z odkrytym palcem, niby szpilki, a skracają nogi… ale chyba właśnie za to je uwielbiam. Są niesamowicie stabilne, uwielbiam!

    • Mały throwback – nie mogę uwierzyć, że w 2013 miałam takie włosy. Nie dość, że długie, to jeszcze czarne i kurczę – ja pisałam takie krótkie posty na bloga?! Czuję się, jakby to było w innej galaktyce. Czarne włosy?! 
    Piosenka z klaskaniem lepszym niż u Rubika :

    i stara kampania zachęcająca do wizyt u dentysty. Jak tam twój oral?

    Tandetny podtekst można wybaczyć, bo w słusznym celu.

    Ah, i jeszcze jedna fajna rzecz z sieci :

    Od razu mniej petów na ulicach. Chociaż wolałabym, aby nie było ich wcale, palenie jest raczej głupie :).

    Zapraszam na mój instagram i życzę miłych snów 🙂

    Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

     jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

    Follow on Bloglovin

    Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

    Uściski, Ania

    Dodaj komentarz

    avatar
      Subscribe  
    Powiadom o
    Previous
    Fryzura dnia : nowoczesny bob Dianny Agron
    Tygodnik z podtekstem – robienie laski, łaski i… oklaski