Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D

Dopytywaliście o recenzję “Magii sprzątania” od kiedy wspomniałam, że przeczytałam ją w ramach książkowego abonamentu z czytnikiem za złotówkę 🙂 Ociągam się z tym niemiłosiernie bo… jeszcze sprzątam 😀 Nie dlatego, że mam jakoś wybitnie dużo do posprzątania – 85% już za mną. Po prostu jest ciepło i ładnie, a szkoda mi tych ostatnich dni. Planowałam więc opisać swoje wrażenia po zrobieniu całkowitych porządków, ale pewnie do tego momentu zdążą rozmyć mi się szczegóły i detale dotyczące lektury ;-).

Nie jestem bałaganiarą, ale nie jestem też pedantką. Poza przechowywaniem butów i książek nie miałam zbyt wielkich problemów z utrzymaniem porządku. Za to cierpię na tak zwany ciężki gust :). Podobają mi się rzeczy, które zdecydowanie nie są zgodne z obowiązującymi trendami, ale jednocześnie nie są na tyle stare, by zasłużyć na miano vintage czy perełki z targu staroci. Krótko mówiąc – uwielbiam swoje drewnopodobne panele ścienne, znane też jako boazeria i nigdy nie przestałam nosić dzwonów :)). W kwestii porządku – mam/miałam problem z nadmiarem rzeczy i tak zwanymi “przydasiami”. Archiwizowałam i przechowywałam stare notatki, książki i kalendarze z taką pieczołowitością, jak arcybiskup Wesołowski pliki z pornografią dziecięcą. Może uznałam je za tak fajne i inspirujące, że chciałam kiedyś do nich wrócić? 
Oprócz tego miałam stanowczo zbyt wiele pudełek, których nie otwierałam od momentu wrzucenia do nich rzeczy. Spinacze, agrafki, zapasowe guziki od płaszczy, których nie mam już od pięciu lat, instrukcje i płyty ze sterownikami od sprzętów, które zepsuły się całe wieki temu. Owoc ośmiu lat gromadzenia.
O dziwo całkiem dobrze się w tym odnajdywałam. Fakt faktem – na każdej szafie było jakieś pudło a buty i książki były wszędzie, ale generalnie wiedziałam gdzie co mam. Poza tymi wyjątkowymi sytuacjami, gdy oknem wleciał szerszeń w którego miotałam wszystkimi ruchomościami jakie były w zasięgu wzroku, albo poszukiwałam umowy, którą przecież położyłam na biurku. (Tydzień temu, bo już ją odesłałam z podpisem, tylko o tym zapomniałam). 
Od dawna nosiłam się z zamiarem liftingu mojego pokoju. 12 metrów kwadratowych to całkiem przyzwoita powierzchnia. Nie chciałam jednak za bardzo inwestować w remont miejsca z którego niebawem zamierzam odfrunąć. To dokładnie ten sam dylemat co remontowanie wynajmowanego mieszkania – niby wiele nam nie odpowiada, ale remontować cudze? Słaba opcja. 
 Stwierdziłam, że w ramach kompromisu przemaluję na biało krótkie ściany (jest na nich tapeta), wymienię rolety na takie dzień/noc, które montuje się na haczyki bez wiercenia, zainwestuję w nową szafę i regał i rozwiążę sprawę z butami. Ponieważ wymiana mebli wiązała się z nieuchronnym opróżnieniem półek z książkami i całą resztą…  odkładałam to na wieczne nigdy. Znaczy – jutro.
Mając nadzieję, że istnieje jakiś skrót, sięgnęłam po sławną książkę Magia sprzątania, Marie Kondo. Liczyłam na jakiś potężny zastrzyk motywacji i niesamowite sposoby na to, by uporządkować swój dobytek. 
Marie Kondo powiedziała prosto – jedyny sposób na to, by bałagan nie wracał to sprzątnięcie wszystkiego i wyrzucenie tego, co zbędne. A potem pilnowanie, by rzeczy wracały na miejsca im wyznaczone. Żadnych trików, sztuczek i magicznych organizerów – po prostu sprzątnij wszystko. 
Poszłam więc lekko zawiedziona do sklepu i kupiłam potrzebny arsenał do walki z bałaganem :
To nie są artykuły pierwszej potrzeby – haczyki i wieszak miały pomóc uporządkować mi biżuterię, zapachowe chusteczki umilić całą pracę , a odświeżacz to fanaberia. Jedynie rękawice z mankietem to absolutna konieczność. No i worki na śmieci.
Generalnie akurat idealnie w czasie pozbiegały się promocje i to co widać na zdjęciu można kupić na promocji (tutaj) lub (tutaj) . Poza wieszakiem na biżuterię (pepco) i haczykami (netto).
Wyniki moich zmagań :
– karton książek na sprzedaż
– karton książek, które trafią do piwnicy
– 5 wyrzuconych worków “papierów” (zeszyty, kartki, umowy, dokumenty,instrukcje)
– 4 worki odzieży wrzucone do kontenera
– 2 małe kartony odzieży na sprzedaż (płaszcze zajmują sporo miejsca :))
– 2 wyrzucone worki różności (guziki, płyty, pudełka, figurki, stare lakiery do paznokci i inne kosmetyki)
– jedno przemeblowanie
Jak na osiem lat gromadzenia – wcale nie wyrzuciłam tak dużo rzeczy. Jak na emocjonalne podejście do wyrzucania – wyrzuciłam bardzo dużo rzeczy. Pod tym względem muszę powiedzieć, że książka działa. Zrozumiałam, że pewnie nie przytyję już do spodni z liceum a kalendarz z trzeciej klasy gimnazjum nie jest mi już do niczego potrzebny. Tak samo jak ta sterta instrukcji, z których nigdy nie skorzystałam (i tak zawsze szukałam w internecie).
Zdziwiło mnie też, że wcale nie mam tak dużo ubrań. Gdy zajmowały przypadkowe miejsca – trochę na wieszaku, trochę w szafie, trochę na krześle – były przytłaczające. Obecnie zajmują dwie półki i jeden drążek w szafie. Plus półka na torebki, no i buty… w porównaniu z moimi koleżankami – wcale nie tak dużo. 
Jasne, mam dwa kartony na sprzedaż – wypełnione głównie sukienkami na różne okazje i płaszczami, plus trochę rzeczy, które jednak nie są w moim stylu. Z sukienkami – całkowicie zamierzone – zazwyczaj na wesele czy inną okazję zakładam sukienkę raz, potem sprzedaję za 70% ceny i na kolejne idę w innej. Płaszcze to głównie efekt – nic mi się nie podoba, a zima atakuje – kupuję co jest i nie wybrzydzam. A rzeczy nie w moim stylu to naturalny element procesu poszukiwań. Wbrew pozorom – bardzo często powtarzam ubrania w których chodzę! Po prostu rzadko robię zdjęcia na bloga ;-). Np. dzisiaj :
Sukienka była na blogu wiele razy, np. (tutaj). Nie mogę wrzucić bezpośredniego linku do modelu, bo jest jakiś uparty błąd, ale podobne sukienki są tutaj lub tutaj 🙂 Podobnie okulary, które jak zawsze przy błyskawicznych zdjęciach w 30 sekund załapały się na “poczekaj, tylko zdejmę okulary”. Ulubiony i wałkowany na okrągło model z C&A. Klasyka. Koturny (klik) to jedne z moich ulubionych butów tego lata. Torebka (klik) chyba nie pojawiła się na blogu, ale również nosiłam ją bardzo często – zazwyczaj gdy nie pasowała mi czarna a brązowy kuferek był za mały. To taka pułapka związana z blogowaniem – staram się zawsze spowiadać ze swoich grzesznych przyjemności w postaci słodyczy czy chipsów na instagramie – mimo, że przez pozostały czas jem “czysto”, wytwarza się obraz, że jem niezdrowo (bo to widać na zdjęciach).  Gdy ubrania rzadko powtarzają się na zdjęciach, łatwo o skojarzenie że nic nie noszę po dwa razy. I tak dalej :)). 
Miałam spory problem z zastanowieniem się, co powinno wylądować w kontenerze, a co na sprzedaż. Najpierw chciałam wynieść wszystko do kontenera, ale przypomniałam sobie moją wizytę w domu dziecka. Te dzieci są dosłownie zalewane “szmatami”, a brak im raczej spędzanego z nimi czasu. Potem przypomniałam sobie wspomnienia koleżanki, która sortowała odzież dla powodzian – masa buraków wykorzystała to jako okazję do wyrzucenia starych brudnych gaci i podartych skarpet z ominięciem opłaty za dodatkowy wywóz śmieci.
Myślałam i myślałam i wymyśliłam.
Doszłam do wniosku, że ubogim bardziej przyda się porządny gruby sweter niż krótka sukienka na weselę.
Tym sposobem do kontenera wrzuciłam wyłącznie niezniszczone rzeczy – 2 pary porządnych butów, których nigdy nie założyłam, tak zwany “kostium” w postaci spódnicy i żakietu, solidne jeansy z prostą nogawką, szary kaszmirowy sweter Pringle of Scotland itp.
Z tym ostatnim było sporo zachodu, bo musiałam ogolić go z kulek. Krótko mówiąc – kontenery zasiliły same dobre rzeczy, które nie pasują do moje stylu życia – ciągle o coś się zahaczam, siadam na trawie, przechodzę przez płoty ;-).
Zrobiłam jeden wyjątek i wrzuciłam do kontenera jedną zniszczoną rzecz – ulubioną niegdyś, skórzaną spódnicę midi. Problem z nią był taki, że rozdarłam kawałek skóry. Przez rok nie znalazłam czasu ani fachowca, by to naprawić, chociaż naprawa zajęłaby pewnie 10 minut. Spódnica składała się ze sporych trójkątów i wystarczyło jeden wymienić na inny. Za każdym razem gdy trafiałam na nią w szafie, czułam się poirytowana swoim lenistwem. Ostatecznie doszłam do wniosku, że spódnica jest bardzo porządna i pewnie komuś będzie dobrze służyć – wrzuciłam ją do reklamówki razem ze skórzanymi spodniami, które też kiedyś rozdarłam. Miały identyczny rodzaj skóry, więc przecięłam je na szwach, upewniłam się, że jeden kawałek ma wystarczający wymiar by naprawić nim spódnicę. 
Ubrania, które do mnie jednak nie pasują, wystawię niebawem na blogu. Podobnie, jak książki. To dla mnie trudny krok, bo zawsze je chomikowałam. Muszę tylko dostać ostateczną odpowiedź jak sprzedać rzeczy by nie mieć problemów podatkowych, skoro nie mam firmy ;-). Doszłam do wniosku, że bardziej realnie potrafię pomóc innym przy użyciu odzyskanych ze sprzedaży ubrań pieniędzy, niż imprezowymi sukienkami.
No właśnie – jest jedna kategoria rzeczy, które wciąż muszę chomikować – umowy, formularze PIT i inne papierzyska, które trzeba trzymać aż 10 lat w razie kontroli skarbówki. Ble 😀
No ale miało być o książce. Więc książka jest… dziwna.
Marie Kondo to freak. Ma świra na punkcie sprzątania. Ja raczej wychodzę z założenia, że mieszkanie jest dla mnie, a nie ja dla mieszkania – wolę spędzać w nim czas na relaksie, niż na ciągłym bieganiu ze szmatą. Tymczasem autorka chwali się tym, że nie mogła się doczekać aż coś wyrzuci jeszcze wtedy, gdy mieszkała z rodzicami i rodzeństwem. Gdy powyrzucała i posprzątała wszystko u siebie, brała się za wyrzucanie rzeczy innych domowników…bez ich zgody. Np. wyrzucając kurtkę ojca, która była stara.
Jakby taka Marie była moją siostrą i wyrzuciłaby moje rzeczy bez pytania – kolejne co musiałaby uporządkować to swoje uzębienie u dobrego stomatologa.
Trochę mnie też przerażało obsesyjne dążenie do tego, by mieć mało. Jestem bardzo ciekawa jak będzie funkcjonować jeśli zdecyduje się kiedyś na dzieci ;-)).
Poza dziwnymi momentami, gdy autorka zachęca do klękania na podłodze i wysypywania całej zawartości torebki, by podziękować przedmiotom za to, że pięknie jej służyły i odłożeniu ich na miejsce, książka jest nawet spoko. Tylko trochę przegadana.
Czego się nauczyłam – trzeba zrobić jedne bardzo gruntowne porządki. Zostały mi kosmetyczne zmiany, ale zdecydowanie się z autorką zgadzam
Pionowe przechowywanie! Wreszcie mam porządek w t-shirtach, które po prostu stoją. Jak tutaj :

Powiesiłam też wisiorki i inne elementy biżuterii, które są w ten sposób dużo bardziej uporządkowane niż wtedy, gdy spoczywały w pudełku.

Nie potrzebujesz organizera – potrzebujesz wyrzucić sporo rzeczy. Po namyśle doszłam do wniosku, że za każdym razem gdy mam ochotę kupić specjalne pudełku czy wymyślny wieszak, mam tak naprawdę inny problem – nadmiar przedmiotów.

Kończąc temat książki – jej zakup wydaje mi się trochę niepotrzebny. Podobne rady są w internecie, a na youtube można obejrzeć kilka filmików o składaniu ubrań metodą “Konmari” i będziemy w posiadaniu takiej samej wiedzy ;-). Jeśli dorwiemy tanio używaną, dostaniemy w prezencie czy coś w tym stylu – wtedy można na książkę się skusić. Ja przeczytałam ją w ramach abonamentu na książki (więcej o nim tutaj), co jest idealnym kompromisem.


Ok, ale wspomniałaś, że tylko 85% sprzątania za tobą…

Zgadza się. Kolejne kroki to :
– wyprzedaż książek
– wyprzedaż ubrań
– zakup nowej kołdry, prześcieradła i poduszek (pewnie na tej promocji)
– ubranie nowej kołdry i poduszek w moją przepiękną pościel, które motywowała mnie do porządków :

(Pościel kupiłam na Westwing i jest przecudna!)
– pozbycie się starego, ciężkiego narożnego biurka
– zakup rolet dzień/noc
– zakup jednego wieszaka/stojaka na kółkach* (pewnie ikea lub jysk).
– zakup stojaka na buty

Doszłam do wniosku, że wymiana mebli jest bez sensu. Owszem, mają kilka lat i obecnie bardziej podobają mi się białe… ale z drugiej strony to solidne meble, które dobrze spełniają swoje podstawowe funkcje. Nawet szafa spokojnie mieści ubrania, doszłam jednak do wniosku, że (tu rozwinięcie gwiazdki “*”) przyda mi się wieszak na kółkach, co da kurtkom i płaszczom więcej powietrza, a pozwoli mi na wieszanie koszul i niektórych sukienek.
 Daleko mi od wyrzucania dobrych rzeczy w imię kaprysu.

Jestem zaskoczona, że udało mi się zabrać za wyrzucanie. Uważałam to wcześniej za niewykonalne (wszystko jest potrzebne). Tymczasem najtrudniej było zacząć. Potem nie mogłam się doczekać aż wejdę na stopień by sięgnąć kolejne pudło wypełnione po brzegi “ważnymi rzeczami”. Zazwyczaj były to np. kable od nieistniejących już sprzętów albo niepotrzebne notatki. Najtrudniej było zacząć, potem szło z górki ;-). Teraz muszę jeszcze tylko kupić nową kołdrę i będę szczęśliwa :).

Ocena książki : hmmm…. książka jest dziwna
Ocena wpływu książki na moje życie : hmmm, niby nie była specjalnie motywująca, ale wzięłam się za coś, za co nie mogłam się zabrać osiem lat. W dodatku z własnej woli. A to już “coś” :).
Ogólna ocena : hmmmm 😀

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Metka, które mnie zaskoczyła, oświadczyny Burger Kinga i kilka świetnych linków :)
Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D