Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem towarzystwa do podróżowania - ja pracuję skąd chcę, innych ogranicza urlop. Szybciutko się to zmieniło i teraz nie mam najmniejszego problemu z ogarnięciem towarzystwa. I co zabawne - gdy jest w zasięgu ręki, mam ogromną potrzebę podróży solo. To zupełnie inny vibe, inne przygody, inny rodzaj doświadczenia!
Kiedyś bardzo chciałam wydać książkę z wydawnictwem. Dzisiaj co miesiąc jakieś  mi to proponuje. Wolę sama. I bardzo często gdy podobał mi się jakiś chłopak i okazało się, że z wzajemnością - automatycznie traciłam nim zainteresowanie🙈. To okropny sposób życia, wiecznie chcę tego, czego nie mam, a gdy mam, to już nie chcę😏. Staram się z tym walczyć, ale tez obserwować bacznie z czego wynikają te moje pragnienia.
Wow, dzisiaj zaczyna się moja podróż. Spędzę w niej 35 dni, planuję odwiedzić 3 kraje, w których jeszcze nie byłam i do jednego wrócić. Jak wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne - ja zawsze sobie poradzę i zawsze znajdę sposób by mieć to, czego chcę. Tutaj np. chciałam zjeść śniadanie z widokiem na morze, ale nie było sensownej knajpy więc... przytargałam z @aleksandranajda stół i krzesła z mieszkania. 
Najbliższe 24h spędzę pewnie offline, bo mam cholernie długą przesiadkę, którą zamierzam przeznaczyć na zwiedzanie... sami zgadnijcie jakiego miasta 😉 mam czas aby wykombinować w jaki sposób chcę zamieszczać relacje i jednocześnie zachować bezpieczeństwo nie oznaczając się w czasie rzeczywistym😊 
Trzymajcie za mnie kciuki! #podróże #girlswhotravel #solotravel #solofemaletraveler #aniamaluje #karaiby #podróżemałeiduże

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem...

Piszecie, że:
👉 N-ele z km widzą pomalowane rzęsy lub paznokcie, ale śladów po samookaleczeniach już nie. Lub pada "zakryj to".
👉 Uczniom ze szkół plastycznych jakoś dziwnie strój nie odbiera inteligencji. Czymś się różnią?
👉 Zasady utrwalają kulturę gwałtu. To dziewczynki mają "nie rozpraszać chłopców". A może oni powinni się skupiać? Ślinią się też na widok n-elek, co to zmienia?
👉 Wzmacniamy przekaz ALBO mądra, ALBO pomalowana. To złe!
👉 Obrywacie za naturalną oprawę oczu. Bo n-elka "nie wierzy". Nie pada PRZEPRASZAM.
👉"to kwestia szacunku". Dla mnie szacunek, to bycie przygotowanym do lekcji, mówienie "dzień dobry" i "przepraszam". Nauka to 46h tygodniowo, dorośli pracują 40h. Kiedy wyrażać się ubiorem? Rudym powiecie, że mogą być rudzi po pracy?
👉 Jeśli obrażają cię  różowe włosy, to przemyśl swoje wartości.
👉 Przypięłam w relacjach opinię prawną. Zasady są niezgodne z prawem.
👉 i seksistowskie wobec każdej płci. 👉 Są głosy o bardzo przesadnym stroju w szkole. Rozumiem. ale zakaz ani groźba nic nie zmienią. Może warto porozmawiać?

Bolą wiadomości o samookaleczeniach. Popłakałam się. Te same n-elki siłą zmywają komuś makijaż płynem do naczyń, ale siniaków bitego ucznia nie widzą. Dręczonym radzą: "spróbuj się więcej uśmiechać".
👉 Strój dodaje  pewności siebie. Bez względu, czy to kolczyk w nosie, czy t-shirt z napisem "I'm lesbian". Dostajecie uwagi za odzież i akcesoria z tęczą.  Psychologia i socjologia mówią o potrzebie ekspresji, przynależności, manifestowania swoich przekonań, ale te spory wciąż wygrywa "KIEDYŚ TO BYŁO, KRÓTKO SIĘ TRZYMAŁO" i "JA SWOJE WIEM". Co wiesz? Że oceniasz ludzi po wyglądzie? Gratulacje!

Na szczęście mamy wielu cudownych n-eli. Dla nich ważne jest przygotowanie do lekcji i nie oceniają za wygląd. Dziękuję za Wasz za otwarty umysł.Jesteście wspaniali!

PS. Mam AZS, stres nasila objawy. Z emocji znowu mam czerwony skalp, skóra się sypie. Represje i karność ze strony nauczycieli zaostrzają objawy np. łuszczycy i trądziku, o czym piszecie. Dobro uczniów to atmosfera szacunku, zaufania i życzliwości. Nie ciągłego stresu i strachu. #aniamaluje #protest #szkoła #szacunek

Piszecie, że: 👉 N-ele z...

„opowiada takie rzeczy, to niech nie dziwi się, że traktują ją przedmiotowo” Nie wiem po co szykuję się do podróży do Azji - przeżyłam podróż w czasie😱Jestem w szoku, że moje stories wywołały takie reakcje i część z Was uważa, że skoro autorka nagrała film z poradami jak zrobić partnerowi dobrze, to daje innym prawo by ją obrażać. Jakie prawo?! Czy kobieta nie może lubić seksu i swojej seksualności? Poczytałam z rana kilka wiadomości w duchu „no sorry taka prawda!” „Opowiada to się nie dziwi!”, że przecieram oczy. Obejrzałam ten filmik i wiecie co? Można go streścić do „rób to z radochą, a nie jak za karę”. To wywołuje takie oburzenie?! Laski! Gdyby facet nagrał film w którym radzi pieścić partnerki z radością a nie tylko by w dwie minuty „odbębnić grę wstępną”, to byście pisały „wreszcie ktoś to powiedział” „taka prawda” „rację ma”.
Zachowanie typowe dla studenta I roku filozofii, który rozstrzyga dawno rozstrzygnięte spory. Nie wiem czy wiecie- doszliśmy już dawno do wniosku, że: 1) sukienka nie gwałci - krótka, obcisła, strój nie ma nic do rzeczy. 2)Nawet jeśli dziewczyna jest striptizerką, to nie można dotykać jej bez jej zgody 3) Prostytutkę też można zgwałcić
Tymczasem u nas wszystkie spory wciąż wygrywa „ja swoje wiem”😱.
Pamiętam jak w 2016 wrzuciłam post z zachętą do posiadania „masażera osobistego”. To był mały, dyskretny, ładny gadżet. Post miał jakieś chore zasięgi, bo mnóstwo osób go sobie wysłało z komentarzem, że ta Aniamaluje to wstydu nie ma, całkiem odpłynęła, takie rzeczy publicznie. Kilka osób się pomyliło i zamiast obgadać mnie do koleżanki, wysłało to do mnie.
Pomyślałam wtedy - wow, czuję się jak podróżnik w czasie, jakbym przybyła z przyszłości, może kiedyś to nie będzie tabu. 
Mamy 2020 a ja liczę, że na takie komentarze będziemy kiedyś patrzeć jak na wystawianie kobietom mandatów za bycie na plaży w bikini, bo to nieobyczajne. 
#aniamaluje #szczerze_pisząc 
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

„opowiada takie rzeczy, to niech...

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać się z ogłaszaniem tego światu, poprzednio napaliłam się na lot przez Chiny, znalazłam w Google zdjęcie każdego jednego przystanku (na Mur Chiński potrzebowałam chyba 3 przesiadek!) i chciałam zrobić to na dziko, ale pojawił się wirus i tyle z moich planów. 
Lecę do Bangkoku, z Bangkoku na Bali, dalej nie mam żadnych lotów, ale będzie grany Wietnam.
Ciągle pytacie, czy się nie boję sama. Boję, ale nie w tym sensie o który zazwyczaj pytacie. Boję się, że wszystko zepsuła komercha.
O siebie się nie boję, opalałam się topless na plaży dilerów, nic głupszego już nie mogę zrobić, serio😁. Poza tym w takiej podróży nie będę sama, mam łatwość poznawania ludzi, przyciągania przygód i wielkich przypałów!

#podróże #podróżemałeiduże #plaża #girlswhotravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #solofemaletraveler #solofemaletravel #beachlife #azja #wakacje

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać...

#Luty to najkrótszy miesiąc w roku. Aż się prosi o jakieś #wyzwanie!😁
Uważam, że bycie dobrym nauczycielem, trenerem czy instruktorem jest dużo trudniejsze od bycia w jakiejś dziedzinie świetnym. Zrozumieć coś samemu - spoko, ale potrafić się zniżyć do poziomu początkującego i mu to wytłumaczyć, bez irytowania się, że „nie rozumie oczywistych rzeczy” jest mega trudne! Ja sama za oczywiste uznałam, że wszyscy wiedzą o moich „motywach przewodnich” każdego miesiąca. Zupełnie jakby każdy na tym insta śledził mojego bloga z lat 2012-2013😁. Jeju, przecież część z Was nawet nigdy nie była na blogu (żałujcie, jest super!).
Od dawna wybieram sobie temat przewodni danego miesiąca. Czasami nie jem mięsa, czasami uczę się rozsądniej planować posiłki, innym razem skupiam się na relacjach - zawsze wypływa to naturalnie, w zależności od potrzeb albo zdiagnozowanego deficytu😉.
W lutym chciałabym spróbować oswoić się z obiektywem. Przestać reagować na niego jak na lufę karabinu😏. Częściej się wygłupiać i brać to mniej na serio!
Zanim odwołałam loty ustawiłam się nawet na małą sesję w Bangkoku, ale czy ta cała moja podróż wypali - czas pokaże. Jestem dobrej myśli!
Nie chcę by życie mi upłynęło na „kiedyś się nauczę, kiedyś zrobię”. Lubię działać od razu, nawet jeśli jestem w stanie postawić tylko mały koślawy krok - to jest krok do przodu!
No, to dawaj znać nad czym Ty będziesz pracować w lutym! 👊🏻
#aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja #monstera #crazyplantlady #plants #jungle #urbanjungle #onthebed #kubek #herbata #łóżko #blogerka #discoverunder50k

#Luty to najkrótszy miesiąc w...

Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D

Dopytywaliście o recenzję “Magii sprzątania” od kiedy wspomniałam, że przeczytałam ją w ramach książkowego abonamentu z czytnikiem za złotówkę 🙂 Ociągam się z tym niemiłosiernie bo… jeszcze sprzątam 😀 Nie dlatego, że mam jakoś wybitnie dużo do posprzątania – 85% już za mną. Po prostu jest ciepło i ładnie, a szkoda mi tych ostatnich dni. Planowałam więc opisać swoje wrażenia po zrobieniu całkowitych porządków, ale pewnie do tego momentu zdążą rozmyć mi się szczegóły i detale dotyczące lektury ;-).

Nie jestem bałaganiarą, ale nie jestem też pedantką. Poza przechowywaniem butów i książek nie miałam zbyt wielkich problemów z utrzymaniem porządku. Za to cierpię na tak zwany ciężki gust :). Podobają mi się rzeczy, które zdecydowanie nie są zgodne z obowiązującymi trendami, ale jednocześnie nie są na tyle stare, by zasłużyć na miano vintage czy perełki z targu staroci. Krótko mówiąc – uwielbiam swoje drewnopodobne panele ścienne, znane też jako boazeria i nigdy nie przestałam nosić dzwonów :)). W kwestii porządku – mam/miałam problem z nadmiarem rzeczy i tak zwanymi “przydasiami”. Archiwizowałam i przechowywałam stare notatki, książki i kalendarze z taką pieczołowitością, jak arcybiskup Wesołowski pliki z pornografią dziecięcą. Może uznałam je za tak fajne i inspirujące, że chciałam kiedyś do nich wrócić? 
Oprócz tego miałam stanowczo zbyt wiele pudełek, których nie otwierałam od momentu wrzucenia do nich rzeczy. Spinacze, agrafki, zapasowe guziki od płaszczy, których nie mam już od pięciu lat, instrukcje i płyty ze sterownikami od sprzętów, które zepsuły się całe wieki temu. Owoc ośmiu lat gromadzenia.
O dziwo całkiem dobrze się w tym odnajdywałam. Fakt faktem – na każdej szafie było jakieś pudło a buty i książki były wszędzie, ale generalnie wiedziałam gdzie co mam. Poza tymi wyjątkowymi sytuacjami, gdy oknem wleciał szerszeń w którego miotałam wszystkimi ruchomościami jakie były w zasięgu wzroku, albo poszukiwałam umowy, którą przecież położyłam na biurku. (Tydzień temu, bo już ją odesłałam z podpisem, tylko o tym zapomniałam). 
Od dawna nosiłam się z zamiarem liftingu mojego pokoju. 12 metrów kwadratowych to całkiem przyzwoita powierzchnia. Nie chciałam jednak za bardzo inwestować w remont miejsca z którego niebawem zamierzam odfrunąć. To dokładnie ten sam dylemat co remontowanie wynajmowanego mieszkania – niby wiele nam nie odpowiada, ale remontować cudze? Słaba opcja. 
 Stwierdziłam, że w ramach kompromisu przemaluję na biało krótkie ściany (jest na nich tapeta), wymienię rolety na takie dzień/noc, które montuje się na haczyki bez wiercenia, zainwestuję w nową szafę i regał i rozwiążę sprawę z butami. Ponieważ wymiana mebli wiązała się z nieuchronnym opróżnieniem półek z książkami i całą resztą…  odkładałam to na wieczne nigdy. Znaczy – jutro.
Mając nadzieję, że istnieje jakiś skrót, sięgnęłam po sławną książkę Magia sprzątania, Marie Kondo. Liczyłam na jakiś potężny zastrzyk motywacji i niesamowite sposoby na to, by uporządkować swój dobytek. 
Marie Kondo powiedziała prosto – jedyny sposób na to, by bałagan nie wracał to sprzątnięcie wszystkiego i wyrzucenie tego, co zbędne. A potem pilnowanie, by rzeczy wracały na miejsca im wyznaczone. Żadnych trików, sztuczek i magicznych organizerów – po prostu sprzątnij wszystko. 
Poszłam więc lekko zawiedziona do sklepu i kupiłam potrzebny arsenał do walki z bałaganem :
To nie są artykuły pierwszej potrzeby – haczyki i wieszak miały pomóc uporządkować mi biżuterię, zapachowe chusteczki umilić całą pracę , a odświeżacz to fanaberia. Jedynie rękawice z mankietem to absolutna konieczność. No i worki na śmieci.
Generalnie akurat idealnie w czasie pozbiegały się promocje i to co widać na zdjęciu można kupić na promocji (tutaj) lub (tutaj) . Poza wieszakiem na biżuterię (pepco) i haczykami (netto).
Wyniki moich zmagań :
– karton książek na sprzedaż
– karton książek, które trafią do piwnicy
– 5 wyrzuconych worków “papierów” (zeszyty, kartki, umowy, dokumenty,instrukcje)
– 4 worki odzieży wrzucone do kontenera
– 2 małe kartony odzieży na sprzedaż (płaszcze zajmują sporo miejsca :))
– 2 wyrzucone worki różności (guziki, płyty, pudełka, figurki, stare lakiery do paznokci i inne kosmetyki)
– jedno przemeblowanie
Jak na osiem lat gromadzenia – wcale nie wyrzuciłam tak dużo rzeczy. Jak na emocjonalne podejście do wyrzucania – wyrzuciłam bardzo dużo rzeczy. Pod tym względem muszę powiedzieć, że książka działa. Zrozumiałam, że pewnie nie przytyję już do spodni z liceum a kalendarz z trzeciej klasy gimnazjum nie jest mi już do niczego potrzebny. Tak samo jak ta sterta instrukcji, z których nigdy nie skorzystałam (i tak zawsze szukałam w internecie).
Zdziwiło mnie też, że wcale nie mam tak dużo ubrań. Gdy zajmowały przypadkowe miejsca – trochę na wieszaku, trochę w szafie, trochę na krześle – były przytłaczające. Obecnie zajmują dwie półki i jeden drążek w szafie. Plus półka na torebki, no i buty… w porównaniu z moimi koleżankami – wcale nie tak dużo. 
Jasne, mam dwa kartony na sprzedaż – wypełnione głównie sukienkami na różne okazje i płaszczami, plus trochę rzeczy, które jednak nie są w moim stylu. Z sukienkami – całkowicie zamierzone – zazwyczaj na wesele czy inną okazję zakładam sukienkę raz, potem sprzedaję za 70% ceny i na kolejne idę w innej. Płaszcze to głównie efekt – nic mi się nie podoba, a zima atakuje – kupuję co jest i nie wybrzydzam. A rzeczy nie w moim stylu to naturalny element procesu poszukiwań. Wbrew pozorom – bardzo często powtarzam ubrania w których chodzę! Po prostu rzadko robię zdjęcia na bloga ;-). Np. dzisiaj :
Sukienka była na blogu wiele razy, np. (tutaj). Nie mogę wrzucić bezpośredniego linku do modelu, bo jest jakiś uparty błąd, ale podobne sukienki są tutaj lub tutaj 🙂 Podobnie okulary, które jak zawsze przy błyskawicznych zdjęciach w 30 sekund załapały się na “poczekaj, tylko zdejmę okulary”. Ulubiony i wałkowany na okrągło model z C&A. Klasyka. Koturny (klik) to jedne z moich ulubionych butów tego lata. Torebka (klik) chyba nie pojawiła się na blogu, ale również nosiłam ją bardzo często – zazwyczaj gdy nie pasowała mi czarna a brązowy kuferek był za mały. To taka pułapka związana z blogowaniem – staram się zawsze spowiadać ze swoich grzesznych przyjemności w postaci słodyczy czy chipsów na instagramie – mimo, że przez pozostały czas jem “czysto”, wytwarza się obraz, że jem niezdrowo (bo to widać na zdjęciach).  Gdy ubrania rzadko powtarzają się na zdjęciach, łatwo o skojarzenie że nic nie noszę po dwa razy. I tak dalej :)). 
Miałam spory problem z zastanowieniem się, co powinno wylądować w kontenerze, a co na sprzedaż. Najpierw chciałam wynieść wszystko do kontenera, ale przypomniałam sobie moją wizytę w domu dziecka. Te dzieci są dosłownie zalewane “szmatami”, a brak im raczej spędzanego z nimi czasu. Potem przypomniałam sobie wspomnienia koleżanki, która sortowała odzież dla powodzian – masa buraków wykorzystała to jako okazję do wyrzucenia starych brudnych gaci i podartych skarpet z ominięciem opłaty za dodatkowy wywóz śmieci.
Myślałam i myślałam i wymyśliłam.
Doszłam do wniosku, że ubogim bardziej przyda się porządny gruby sweter niż krótka sukienka na weselę.
Tym sposobem do kontenera wrzuciłam wyłącznie niezniszczone rzeczy – 2 pary porządnych butów, których nigdy nie założyłam, tak zwany “kostium” w postaci spódnicy i żakietu, solidne jeansy z prostą nogawką, szary kaszmirowy sweter Pringle of Scotland itp.
Z tym ostatnim było sporo zachodu, bo musiałam ogolić go z kulek. Krótko mówiąc – kontenery zasiliły same dobre rzeczy, które nie pasują do moje stylu życia – ciągle o coś się zahaczam, siadam na trawie, przechodzę przez płoty ;-).
Zrobiłam jeden wyjątek i wrzuciłam do kontenera jedną zniszczoną rzecz – ulubioną niegdyś, skórzaną spódnicę midi. Problem z nią był taki, że rozdarłam kawałek skóry. Przez rok nie znalazłam czasu ani fachowca, by to naprawić, chociaż naprawa zajęłaby pewnie 10 minut. Spódnica składała się ze sporych trójkątów i wystarczyło jeden wymienić na inny. Za każdym razem gdy trafiałam na nią w szafie, czułam się poirytowana swoim lenistwem. Ostatecznie doszłam do wniosku, że spódnica jest bardzo porządna i pewnie komuś będzie dobrze służyć – wrzuciłam ją do reklamówki razem ze skórzanymi spodniami, które też kiedyś rozdarłam. Miały identyczny rodzaj skóry, więc przecięłam je na szwach, upewniłam się, że jeden kawałek ma wystarczający wymiar by naprawić nim spódnicę. 
Ubrania, które do mnie jednak nie pasują, wystawię niebawem na blogu. Podobnie, jak książki. To dla mnie trudny krok, bo zawsze je chomikowałam. Muszę tylko dostać ostateczną odpowiedź jak sprzedać rzeczy by nie mieć problemów podatkowych, skoro nie mam firmy ;-). Doszłam do wniosku, że bardziej realnie potrafię pomóc innym przy użyciu odzyskanych ze sprzedaży ubrań pieniędzy, niż imprezowymi sukienkami.
No właśnie – jest jedna kategoria rzeczy, które wciąż muszę chomikować – umowy, formularze PIT i inne papierzyska, które trzeba trzymać aż 10 lat w razie kontroli skarbówki. Ble 😀
No ale miało być o książce. Więc książka jest… dziwna.
Marie Kondo to freak. Ma świra na punkcie sprzątania. Ja raczej wychodzę z założenia, że mieszkanie jest dla mnie, a nie ja dla mieszkania – wolę spędzać w nim czas na relaksie, niż na ciągłym bieganiu ze szmatą. Tymczasem autorka chwali się tym, że nie mogła się doczekać aż coś wyrzuci jeszcze wtedy, gdy mieszkała z rodzicami i rodzeństwem. Gdy powyrzucała i posprzątała wszystko u siebie, brała się za wyrzucanie rzeczy innych domowników…bez ich zgody. Np. wyrzucając kurtkę ojca, która była stara.
Jakby taka Marie była moją siostrą i wyrzuciłaby moje rzeczy bez pytania – kolejne co musiałaby uporządkować to swoje uzębienie u dobrego stomatologa.
Trochę mnie też przerażało obsesyjne dążenie do tego, by mieć mało. Jestem bardzo ciekawa jak będzie funkcjonować jeśli zdecyduje się kiedyś na dzieci ;-)).
Poza dziwnymi momentami, gdy autorka zachęca do klękania na podłodze i wysypywania całej zawartości torebki, by podziękować przedmiotom za to, że pięknie jej służyły i odłożeniu ich na miejsce, książka jest nawet spoko. Tylko trochę przegadana.
Czego się nauczyłam – trzeba zrobić jedne bardzo gruntowne porządki. Zostały mi kosmetyczne zmiany, ale zdecydowanie się z autorką zgadzam
Pionowe przechowywanie! Wreszcie mam porządek w t-shirtach, które po prostu stoją. Jak tutaj :

Powiesiłam też wisiorki i inne elementy biżuterii, które są w ten sposób dużo bardziej uporządkowane niż wtedy, gdy spoczywały w pudełku.

Nie potrzebujesz organizera – potrzebujesz wyrzucić sporo rzeczy. Po namyśle doszłam do wniosku, że za każdym razem gdy mam ochotę kupić specjalne pudełku czy wymyślny wieszak, mam tak naprawdę inny problem – nadmiar przedmiotów.

Kończąc temat książki – jej zakup wydaje mi się trochę niepotrzebny. Podobne rady są w internecie, a na youtube można obejrzeć kilka filmików o składaniu ubrań metodą “Konmari” i będziemy w posiadaniu takiej samej wiedzy ;-). Jeśli dorwiemy tanio używaną, dostaniemy w prezencie czy coś w tym stylu – wtedy można na książkę się skusić. Ja przeczytałam ją w ramach abonamentu na książki (więcej o nim tutaj), co jest idealnym kompromisem.


Ok, ale wspomniałaś, że tylko 85% sprzątania za tobą…

Zgadza się. Kolejne kroki to :
– wyprzedaż książek
– wyprzedaż ubrań
– zakup nowej kołdry, prześcieradła i poduszek (pewnie na tej promocji)
– ubranie nowej kołdry i poduszek w moją przepiękną pościel, które motywowała mnie do porządków :

(Pościel kupiłam na Westwing i jest przecudna!)
– pozbycie się starego, ciężkiego narożnego biurka
– zakup rolet dzień/noc
– zakup jednego wieszaka/stojaka na kółkach* (pewnie ikea lub jysk).
– zakup stojaka na buty

Doszłam do wniosku, że wymiana mebli jest bez sensu. Owszem, mają kilka lat i obecnie bardziej podobają mi się białe… ale z drugiej strony to solidne meble, które dobrze spełniają swoje podstawowe funkcje. Nawet szafa spokojnie mieści ubrania, doszłam jednak do wniosku, że (tu rozwinięcie gwiazdki “*”) przyda mi się wieszak na kółkach, co da kurtkom i płaszczom więcej powietrza, a pozwoli mi na wieszanie koszul i niektórych sukienek.
 Daleko mi od wyrzucania dobrych rzeczy w imię kaprysu.

Jestem zaskoczona, że udało mi się zabrać za wyrzucanie. Uważałam to wcześniej za niewykonalne (wszystko jest potrzebne). Tymczasem najtrudniej było zacząć. Potem nie mogłam się doczekać aż wejdę na stopień by sięgnąć kolejne pudło wypełnione po brzegi “ważnymi rzeczami”. Zazwyczaj były to np. kable od nieistniejących już sprzętów albo niepotrzebne notatki. Najtrudniej było zacząć, potem szło z górki ;-). Teraz muszę jeszcze tylko kupić nową kołdrę i będę szczęśliwa :).

Ocena książki : hmmm…. książka jest dziwna
Ocena wpływu książki na moje życie : hmmm, niby nie była specjalnie motywująca, ale wzięłam się za coś, za co nie mogłam się zabrać osiem lat. W dodatku z własnej woli. A to już “coś” :).
Ogólna ocena : hmmmm 😀

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Metka, które mnie zaskoczyła, oświadczyny Burger Kinga i kilka świetnych linków :)
Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D