Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie, przełamać przeestetyzowany świat.  Dziś jest ten dzień ;)
Lubię sobie też narzucić jakiś motyw przewodni podróży. W Tunezji chciałam odpocząć, żadnych innych oczekiwań. Gruzję odwiedzam naiwna jak dziecko. Chcę interpretować wszystko jako fajne, piękne i ciekawe, nie szukać złych rzeczy. Poczytać dopiero jak z podróży wrócę. Wtedy skonfrontować z tym, co widziałam.
Chociaż mamy inny sposób patrzenia na świat, szalenie spodobało mi się jak @cam_myy przygotowując się porodu wybrała sobie zasadę, że nie słucha opowieści koleżanek o ich traumach porodowych, że nie czyta złych rzeczy, same dobre relacje. 
Ileż to razy ja się naczytałam o tym jakie coś jest złe i niedobre a potem się okazało, niepotrzebnie się stresowałam i spinałam, bo to było totalnie lajtowe.
Tym razem mam ochotę widzieć wszystko przez różowe okulary. Zdejmę je w Polsce. Uszanujcie proszę mój eksperyment myślowy! „You know, it's funny... when you look at someone through rose-colored glasses, all the red flags just look like flags.”
Kto wie skąd to cytat?! ;) #gruzja #georgia #kutaisi #wakacje #worktion #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie,...

Czy na podstawie jednego miasta albo regionu mam prawo wypowiadać się na temat tego, jak odbieram dany kraj?
#Tunezja okazała się zupełnie inna na północy niż południu. Zupełnie. Ale też przecież co innego czuje turysta w Warszawie i Krakowie, nie mówiąc nawet o Tatrach czy polskiej wsi. Takiej pięknej jak Zalipie, albo tej innej - pełnej uwiązanych na łańcuchach psów o zaropiałych oczach i klientów ustawiających się rano pod sklepem by przed pracą walnąć małpkę.

Gdziekolwiek jestem w turystycznym miejscu, Freddie śpiewa w mej głowie „Is this the real life? Is this just fantasy?”. W Tunezji akurat widziałam i jedno i drugie (na zdjęciu np. „Wioska Star wars” autentyczny plan zdjęciowy, który tu został). A co widzę w innych podróżach?
Czasami więcej niż bym chciała, jak wtedy gdy przypadkiem trafiam na plażę dilerów na Karaibach.

To jeszcze przy okazji - w myśl filozofii „zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz” zrobiłam najbardziej low budget amatorski cosplay ever. 
Umiem też ugotować coś dla niespodziewanych gości gdy mam „światło w lodówce”. A w liceum  nie chciało mi się prowadzić zeszytu do polskiego, więc gdy musiałam przeczytać swoją wypowiedź, to tworzyłam ją na bieżąco, udając, że czytam. Nie zapomnę wzroku mojej polonistki, gdy chciała mi wpisać do zeszytu ocenę, a tam nie było nic.😂 Nigdy nikt tak płynnie nie przeszedł od chęci wstawienia piątki do jedynki. Nie pamietam to jak się skończyło :D
Nie wiem dokąd zmierza ten wpis, traktujcie to jak myślodsiewnię.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #throwbackthursday #podróżemałeiduże #podróże #wakacje #travelblogger #cosplay #lowbudgetcosplay #budgettravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #blogerka #travelgirl #matmata #starwars #rey #pustynia #sahara #tatooine #gwiezdnewojny

Czy na podstawie jednego miasta...

Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D

Dopytywaliście o recenzję “Magii sprzątania” od kiedy wspomniałam, że przeczytałam ją w ramach książkowego abonamentu z czytnikiem za złotówkę 🙂 Ociągam się z tym niemiłosiernie bo… jeszcze sprzątam 😀 Nie dlatego, że mam jakoś wybitnie dużo do posprzątania – 85% już za mną. Po prostu jest ciepło i ładnie, a szkoda mi tych ostatnich dni. Planowałam więc opisać swoje wrażenia po zrobieniu całkowitych porządków, ale pewnie do tego momentu zdążą rozmyć mi się szczegóły i detale dotyczące lektury ;-).

Nie jestem bałaganiarą, ale nie jestem też pedantką. Poza przechowywaniem butów i książek nie miałam zbyt wielkich problemów z utrzymaniem porządku. Za to cierpię na tak zwany ciężki gust :). Podobają mi się rzeczy, które zdecydowanie nie są zgodne z obowiązującymi trendami, ale jednocześnie nie są na tyle stare, by zasłużyć na miano vintage czy perełki z targu staroci. Krótko mówiąc – uwielbiam swoje drewnopodobne panele ścienne, znane też jako boazeria i nigdy nie przestałam nosić dzwonów :)). W kwestii porządku – mam/miałam problem z nadmiarem rzeczy i tak zwanymi “przydasiami”. Archiwizowałam i przechowywałam stare notatki, książki i kalendarze z taką pieczołowitością, jak arcybiskup Wesołowski pliki z pornografią dziecięcą. Może uznałam je za tak fajne i inspirujące, że chciałam kiedyś do nich wrócić? 
Oprócz tego miałam stanowczo zbyt wiele pudełek, których nie otwierałam od momentu wrzucenia do nich rzeczy. Spinacze, agrafki, zapasowe guziki od płaszczy, których nie mam już od pięciu lat, instrukcje i płyty ze sterownikami od sprzętów, które zepsuły się całe wieki temu. Owoc ośmiu lat gromadzenia.
O dziwo całkiem dobrze się w tym odnajdywałam. Fakt faktem – na każdej szafie było jakieś pudło a buty i książki były wszędzie, ale generalnie wiedziałam gdzie co mam. Poza tymi wyjątkowymi sytuacjami, gdy oknem wleciał szerszeń w którego miotałam wszystkimi ruchomościami jakie były w zasięgu wzroku, albo poszukiwałam umowy, którą przecież położyłam na biurku. (Tydzień temu, bo już ją odesłałam z podpisem, tylko o tym zapomniałam). 
Od dawna nosiłam się z zamiarem liftingu mojego pokoju. 12 metrów kwadratowych to całkiem przyzwoita powierzchnia. Nie chciałam jednak za bardzo inwestować w remont miejsca z którego niebawem zamierzam odfrunąć. To dokładnie ten sam dylemat co remontowanie wynajmowanego mieszkania – niby wiele nam nie odpowiada, ale remontować cudze? Słaba opcja. 
 Stwierdziłam, że w ramach kompromisu przemaluję na biało krótkie ściany (jest na nich tapeta), wymienię rolety na takie dzień/noc, które montuje się na haczyki bez wiercenia, zainwestuję w nową szafę i regał i rozwiążę sprawę z butami. Ponieważ wymiana mebli wiązała się z nieuchronnym opróżnieniem półek z książkami i całą resztą…  odkładałam to na wieczne nigdy. Znaczy – jutro.
Mając nadzieję, że istnieje jakiś skrót, sięgnęłam po sławną książkę Magia sprzątania, Marie Kondo. Liczyłam na jakiś potężny zastrzyk motywacji i niesamowite sposoby na to, by uporządkować swój dobytek. 
Marie Kondo powiedziała prosto – jedyny sposób na to, by bałagan nie wracał to sprzątnięcie wszystkiego i wyrzucenie tego, co zbędne. A potem pilnowanie, by rzeczy wracały na miejsca im wyznaczone. Żadnych trików, sztuczek i magicznych organizerów – po prostu sprzątnij wszystko. 
Poszłam więc lekko zawiedziona do sklepu i kupiłam potrzebny arsenał do walki z bałaganem :
To nie są artykuły pierwszej potrzeby – haczyki i wieszak miały pomóc uporządkować mi biżuterię, zapachowe chusteczki umilić całą pracę , a odświeżacz to fanaberia. Jedynie rękawice z mankietem to absolutna konieczność. No i worki na śmieci.
Generalnie akurat idealnie w czasie pozbiegały się promocje i to co widać na zdjęciu można kupić na promocji (tutaj) lub (tutaj) . Poza wieszakiem na biżuterię (pepco) i haczykami (netto).
Wyniki moich zmagań :
– karton książek na sprzedaż
– karton książek, które trafią do piwnicy
– 5 wyrzuconych worków “papierów” (zeszyty, kartki, umowy, dokumenty,instrukcje)
– 4 worki odzieży wrzucone do kontenera
– 2 małe kartony odzieży na sprzedaż (płaszcze zajmują sporo miejsca :))
– 2 wyrzucone worki różności (guziki, płyty, pudełka, figurki, stare lakiery do paznokci i inne kosmetyki)
– jedno przemeblowanie
Jak na osiem lat gromadzenia – wcale nie wyrzuciłam tak dużo rzeczy. Jak na emocjonalne podejście do wyrzucania – wyrzuciłam bardzo dużo rzeczy. Pod tym względem muszę powiedzieć, że książka działa. Zrozumiałam, że pewnie nie przytyję już do spodni z liceum a kalendarz z trzeciej klasy gimnazjum nie jest mi już do niczego potrzebny. Tak samo jak ta sterta instrukcji, z których nigdy nie skorzystałam (i tak zawsze szukałam w internecie).
Zdziwiło mnie też, że wcale nie mam tak dużo ubrań. Gdy zajmowały przypadkowe miejsca – trochę na wieszaku, trochę w szafie, trochę na krześle – były przytłaczające. Obecnie zajmują dwie półki i jeden drążek w szafie. Plus półka na torebki, no i buty… w porównaniu z moimi koleżankami – wcale nie tak dużo. 
Jasne, mam dwa kartony na sprzedaż – wypełnione głównie sukienkami na różne okazje i płaszczami, plus trochę rzeczy, które jednak nie są w moim stylu. Z sukienkami – całkowicie zamierzone – zazwyczaj na wesele czy inną okazję zakładam sukienkę raz, potem sprzedaję za 70% ceny i na kolejne idę w innej. Płaszcze to głównie efekt – nic mi się nie podoba, a zima atakuje – kupuję co jest i nie wybrzydzam. A rzeczy nie w moim stylu to naturalny element procesu poszukiwań. Wbrew pozorom – bardzo często powtarzam ubrania w których chodzę! Po prostu rzadko robię zdjęcia na bloga ;-). Np. dzisiaj :
Sukienka była na blogu wiele razy, np. (tutaj). Nie mogę wrzucić bezpośredniego linku do modelu, bo jest jakiś uparty błąd, ale podobne sukienki są tutaj lub tutaj 🙂 Podobnie okulary, które jak zawsze przy błyskawicznych zdjęciach w 30 sekund załapały się na “poczekaj, tylko zdejmę okulary”. Ulubiony i wałkowany na okrągło model z C&A. Klasyka. Koturny (klik) to jedne z moich ulubionych butów tego lata. Torebka (klik) chyba nie pojawiła się na blogu, ale również nosiłam ją bardzo często – zazwyczaj gdy nie pasowała mi czarna a brązowy kuferek był za mały. To taka pułapka związana z blogowaniem – staram się zawsze spowiadać ze swoich grzesznych przyjemności w postaci słodyczy czy chipsów na instagramie – mimo, że przez pozostały czas jem “czysto”, wytwarza się obraz, że jem niezdrowo (bo to widać na zdjęciach).  Gdy ubrania rzadko powtarzają się na zdjęciach, łatwo o skojarzenie że nic nie noszę po dwa razy. I tak dalej :)). 
Miałam spory problem z zastanowieniem się, co powinno wylądować w kontenerze, a co na sprzedaż. Najpierw chciałam wynieść wszystko do kontenera, ale przypomniałam sobie moją wizytę w domu dziecka. Te dzieci są dosłownie zalewane “szmatami”, a brak im raczej spędzanego z nimi czasu. Potem przypomniałam sobie wspomnienia koleżanki, która sortowała odzież dla powodzian – masa buraków wykorzystała to jako okazję do wyrzucenia starych brudnych gaci i podartych skarpet z ominięciem opłaty za dodatkowy wywóz śmieci.
Myślałam i myślałam i wymyśliłam.
Doszłam do wniosku, że ubogim bardziej przyda się porządny gruby sweter niż krótka sukienka na weselę.
Tym sposobem do kontenera wrzuciłam wyłącznie niezniszczone rzeczy – 2 pary porządnych butów, których nigdy nie założyłam, tak zwany “kostium” w postaci spódnicy i żakietu, solidne jeansy z prostą nogawką, szary kaszmirowy sweter Pringle of Scotland itp.
Z tym ostatnim było sporo zachodu, bo musiałam ogolić go z kulek. Krótko mówiąc – kontenery zasiliły same dobre rzeczy, które nie pasują do moje stylu życia – ciągle o coś się zahaczam, siadam na trawie, przechodzę przez płoty ;-).
Zrobiłam jeden wyjątek i wrzuciłam do kontenera jedną zniszczoną rzecz – ulubioną niegdyś, skórzaną spódnicę midi. Problem z nią był taki, że rozdarłam kawałek skóry. Przez rok nie znalazłam czasu ani fachowca, by to naprawić, chociaż naprawa zajęłaby pewnie 10 minut. Spódnica składała się ze sporych trójkątów i wystarczyło jeden wymienić na inny. Za każdym razem gdy trafiałam na nią w szafie, czułam się poirytowana swoim lenistwem. Ostatecznie doszłam do wniosku, że spódnica jest bardzo porządna i pewnie komuś będzie dobrze służyć – wrzuciłam ją do reklamówki razem ze skórzanymi spodniami, które też kiedyś rozdarłam. Miały identyczny rodzaj skóry, więc przecięłam je na szwach, upewniłam się, że jeden kawałek ma wystarczający wymiar by naprawić nim spódnicę. 
Ubrania, które do mnie jednak nie pasują, wystawię niebawem na blogu. Podobnie, jak książki. To dla mnie trudny krok, bo zawsze je chomikowałam. Muszę tylko dostać ostateczną odpowiedź jak sprzedać rzeczy by nie mieć problemów podatkowych, skoro nie mam firmy ;-). Doszłam do wniosku, że bardziej realnie potrafię pomóc innym przy użyciu odzyskanych ze sprzedaży ubrań pieniędzy, niż imprezowymi sukienkami.
No właśnie – jest jedna kategoria rzeczy, które wciąż muszę chomikować – umowy, formularze PIT i inne papierzyska, które trzeba trzymać aż 10 lat w razie kontroli skarbówki. Ble 😀
No ale miało być o książce. Więc książka jest… dziwna.
Marie Kondo to freak. Ma świra na punkcie sprzątania. Ja raczej wychodzę z założenia, że mieszkanie jest dla mnie, a nie ja dla mieszkania – wolę spędzać w nim czas na relaksie, niż na ciągłym bieganiu ze szmatą. Tymczasem autorka chwali się tym, że nie mogła się doczekać aż coś wyrzuci jeszcze wtedy, gdy mieszkała z rodzicami i rodzeństwem. Gdy powyrzucała i posprzątała wszystko u siebie, brała się za wyrzucanie rzeczy innych domowników…bez ich zgody. Np. wyrzucając kurtkę ojca, która była stara.
Jakby taka Marie była moją siostrą i wyrzuciłaby moje rzeczy bez pytania – kolejne co musiałaby uporządkować to swoje uzębienie u dobrego stomatologa.
Trochę mnie też przerażało obsesyjne dążenie do tego, by mieć mało. Jestem bardzo ciekawa jak będzie funkcjonować jeśli zdecyduje się kiedyś na dzieci ;-)).
Poza dziwnymi momentami, gdy autorka zachęca do klękania na podłodze i wysypywania całej zawartości torebki, by podziękować przedmiotom za to, że pięknie jej służyły i odłożeniu ich na miejsce, książka jest nawet spoko. Tylko trochę przegadana.
Czego się nauczyłam – trzeba zrobić jedne bardzo gruntowne porządki. Zostały mi kosmetyczne zmiany, ale zdecydowanie się z autorką zgadzam
Pionowe przechowywanie! Wreszcie mam porządek w t-shirtach, które po prostu stoją. Jak tutaj :

Powiesiłam też wisiorki i inne elementy biżuterii, które są w ten sposób dużo bardziej uporządkowane niż wtedy, gdy spoczywały w pudełku.

Nie potrzebujesz organizera – potrzebujesz wyrzucić sporo rzeczy. Po namyśle doszłam do wniosku, że za każdym razem gdy mam ochotę kupić specjalne pudełku czy wymyślny wieszak, mam tak naprawdę inny problem – nadmiar przedmiotów.

Kończąc temat książki – jej zakup wydaje mi się trochę niepotrzebny. Podobne rady są w internecie, a na youtube można obejrzeć kilka filmików o składaniu ubrań metodą “Konmari” i będziemy w posiadaniu takiej samej wiedzy ;-). Jeśli dorwiemy tanio używaną, dostaniemy w prezencie czy coś w tym stylu – wtedy można na książkę się skusić. Ja przeczytałam ją w ramach abonamentu na książki (więcej o nim tutaj), co jest idealnym kompromisem.


Ok, ale wspomniałaś, że tylko 85% sprzątania za tobą…

Zgadza się. Kolejne kroki to :
– wyprzedaż książek
– wyprzedaż ubrań
– zakup nowej kołdry, prześcieradła i poduszek (pewnie na tej promocji)
– ubranie nowej kołdry i poduszek w moją przepiękną pościel, które motywowała mnie do porządków :

(Pościel kupiłam na Westwing i jest przecudna!)
– pozbycie się starego, ciężkiego narożnego biurka
– zakup rolet dzień/noc
– zakup jednego wieszaka/stojaka na kółkach* (pewnie ikea lub jysk).
– zakup stojaka na buty

Doszłam do wniosku, że wymiana mebli jest bez sensu. Owszem, mają kilka lat i obecnie bardziej podobają mi się białe… ale z drugiej strony to solidne meble, które dobrze spełniają swoje podstawowe funkcje. Nawet szafa spokojnie mieści ubrania, doszłam jednak do wniosku, że (tu rozwinięcie gwiazdki “*”) przyda mi się wieszak na kółkach, co da kurtkom i płaszczom więcej powietrza, a pozwoli mi na wieszanie koszul i niektórych sukienek.
 Daleko mi od wyrzucania dobrych rzeczy w imię kaprysu.

Jestem zaskoczona, że udało mi się zabrać za wyrzucanie. Uważałam to wcześniej za niewykonalne (wszystko jest potrzebne). Tymczasem najtrudniej było zacząć. Potem nie mogłam się doczekać aż wejdę na stopień by sięgnąć kolejne pudło wypełnione po brzegi “ważnymi rzeczami”. Zazwyczaj były to np. kable od nieistniejących już sprzętów albo niepotrzebne notatki. Najtrudniej było zacząć, potem szło z górki ;-). Teraz muszę jeszcze tylko kupić nową kołdrę i będę szczęśliwa :).

Ocena książki : hmmm…. książka jest dziwna
Ocena wpływu książki na moje życie : hmmm, niby nie była specjalnie motywująca, ale wzięłam się za coś, za co nie mogłam się zabrać osiem lat. W dodatku z własnej woli. A to już “coś” :).
Ogólna ocena : hmmmm 😀

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Metka, które mnie zaskoczyła, oświadczyny Burger Kinga i kilka świetnych linków :)
Czy warto przeczytać książkę “Magia sprzątania”? Czy posprzątałam? :D