Instagram has returned invalid data.

Jak z godnością znosić porażki?

Kto z nas lubi porażki?
Nie zliczę, ile rzeczy w życiu całkowicie zawaliłam. Od drobnych wpadek po spektakularne upadki i klęski. Nie nauczę Cię jak zmienić wodę w wino, ale porażkę w krok do sukcesu – jak najbardziej.
Zdarzyło mi się przegapić ważny termin i nie zdążyć aplikować o coś, co miałam niemal w kieszeni. Jako dzieciak startując w matematycznym “Kangurze” naniosłam na arkusz z kratkami do zaznaczania “abcd” dwa razy odpowiedzi z tej samej strony, tracąc masę cennych punktów. Przez całe życie zdążyłam zawalić wiele razy i czasami bywało to bolesne. Na przykład wtedy, gdy firma dla której coś robiłam “zapomniała” odprowadzić za mnie podatku i poinformować mnie, że zmieniła sposób rozliczeń i od tej pory to, co miałam “netto” stało się “brutto”. W czym ja zawaliłam? Zaakceptowałam jakieś wyskakujące okienko wraz z nowym regulaminem i nie sprawdziłam tego na czas.
Bolało też wtedy, gdy w gimnazjum stworzyłam kompleksowy poradnik wbijania leveli w grze “Tibia” i sprzedawałam go po złotówce z hakiem nie wiedząc, że to działanie nielegalne i popadając w tarapaty.
Bolało, gdy w czasach buntu wymyśliłam sobie bycie wege nie wiedząc, że przy moich problemach oskrzelowych to niemal samobójstwo. Drastycznie pogorszyłam wtedy swój stan zdrowia, bo naoglądałam się obrazków o smutnych zwierzątkach z oczami jelonka Bambi.
(Nie boli, gdy ktoś hejtuje mnie za jedzenie margaryny, serka topionego, smalcu i polewanie fasolki bułką tartą smażoną na masełku. Mam to w zaleceniach. Jak mawiał jeden z moich ulubionych filozofów, Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.)
Bolało, gdy w latach 2008-2011 wraz z koleżanką miałam kilka stron internetowych stawianych pod reklamy. Przyzwyczaiłam się wtedy do  stosunkowo łatwego hajsu, a potem zmienił się sposób konsumpcji treści w internecie i nie dostosowałyśmy się do zmieniającej się rzeczywistości na czas. Pewnego dnia  odkryłyśmy, że nasza żyzna dotąd i przynosząca plony ziemia stała się jałowa, a jej rekultywacja na tym etapie to reanimowanie trupa. (O swoich pierwszych pracach pisałam tutaj).
Bolało.
białe body (klik)
Porażki często bywają bolesne. Boli, gdy ktoś Cię wyśmieje, gdy źle zainwestujesz pieniądze albo uczucia, gdy Twoje wybory i decyzje zaprowadzą Cię w miejsce, w którym wcale nie chcesz być.
Gdy jako dzieciak kolejny raz zdarłam sobie kolano i płakałam że boli, dziadek powiedział mi “to dobrze, że boli. Jak boli, to znaczy, że się goi”.
Nie jest to może uniwersalna zasada, ale te słowa głęboko zapadły mi w pamięć.
Przeżywanie porażek to nic przyjemnego, ale są one nieodłączną częścią życia i warto nauczyć się z nimi żyć. A potem zamieniać je w lekcje.
Jestem ogromną zwolenniczką uczenia się na własnych błędach. A słowo porażka zastępuję słowem lekcja.

Nie będę w tym miejscu wrzucać typowo coachingowej gadki o wszystkich tych znanych ludziach, którzy na początku odnieśli porażkę. O tym, że nikt nie chciał wydać książki J.K Rowling, o przegranych wyborach Lincolna, o nietrafionych biznesach Forda. Każda osoba, która odniosła jakiś sukces ma na koncie porażki.
Ważną kwestią jest to, co z nimi robią.
Było, minęło.
Stało się, trudno. Przeszłości nie da się cofnąć, ale warto zrobić wszystko co w naszej mocy aby nie tylko nie popełnić tego samego błędu drugi raz, ale też się na nim nauczyć. 
W tym celu warto wypisać sobie pięć, siedem lub dziesięć lekcji, które da się z danego doświadczenia wyciągnąć. A następnie te lekcje odrobić.
Dlaczego podałam takie liczby? Bo lubimy “pełne” wartości, a siódemka jest dla wielu osób szczęśliwa. Tak naprawdę to mogą być równie dobrze trzy lekcje.
No i nie bawmy się w ten infantylny rodzaj planowania, gdzie w planerze kolorowymi cienkopisami notujemy czas na kawkę. Gdy zostawisz brudny blender i spontanicznie zgodzisz się na wypad na miasto a następnego dnia rano zastaniesz przyschnięte na ostrzu i ściankach owoce leśne – szorując to i klnąc pod nosem zapamiętaj, by zawsze opłukiwać i myć takie sprzęty od razu. Nie ma potrzeby notowania 10 lekcji z tego płynących 😉
Wypisywanie lekcji ma dobry wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Negatywne doświadczenie zamieniamy w ten sposób na pozytywne. 
Pokażę to na przykładzie mojej sytuacji z łatwym zarobkiem z reklam na  stronach internetowych 10 lat temu (jej, ciężko mi w to uwierzyć).
1. Warto wyrobić sobie nawyk monitorowania. Będąc w środku jakiejś sytuacji ciężko jest obiektywnie ją ocenić. Monitorowanie efektów i reagowanie na zmiany jest bardzo ważne.
2. Dywersyfikacja przychodów to złoto. W tamtym czasie szybko pozbawiłam się głównego źródła pieniędzy i od tej pory buduję swoje bezpieczeństwo na kilku filarach. Nie chciałabym przeżyć tego drugi raz, ale cieszę się, że spotkało mnie to w czasach młodości a nie teraz.
3. Stojąc w miejscu cofasz się. Tamto doświadczenie pozwoliło mi na wyrobienie sobie nawyku regularnego dokształcania się i aktualizowania swojej wiedzy oraz poszerzania swoich kompetencji nawet wtedy, gdy wszystko “się kręci”.
4. Nie warto bać się zmian. Przez ten strach zginęłyśmy 🙂
5. Ludzie wolą dobre od doskonałego. W tamtym czasie doskonaliłam swój warsztat i pisałam coraz lepsze teksty myśląc o innej ścieżce kariery. Z wyróżnieniem i nagrodą za komentarz roku skończyłam warsztaty dziennikarskie, zdobywałam nagrody w konkursach na eseje, miałam fioła na punkcie poetyki i to wszystko było super, ale nie w Internecie. Webwriting polega na czymś zupełnie innym, tutaj warto stosować się do reguły KISS (keep it simple, stupid) oraz kilku innych, o których w tamtym czasie nie miałam pojęcia. 
6. Ludzie chcą czegoś innego, niż mówią, że chcą. Zatem nie warto ich bezkrytycznie słuchać, bo może Twój produkt lub Twoja usługa zaspokoją ich potrzeby, o których jeszcze nie mają pojęcia (Henry Ford powiedział kiedyś, że pytając ludzi o ich oczekiwania musiałby dostarczyć im szybszych koni a nie samochodu).
7. Easy come, easy go – może i czasami fart się zdarza, ale złapać lub dostać coś jest łatwiej niż to utrzymać. Nam się wtedy trochę pofarciło, trafiłyśmy w niezagospodarowaną niszę. Sam fart to nie wszystko.
białe body (klik)
Dzięki takiemu rozpracowywaniu swoich problemów i błędów, zaczynam postrzegać je jako doświadczenia pozytywne, które bardzo wiele mnie nauczyły. Nie rozpamiętuję, nie rwę włosów z głowy, nie rozpaczam.  Jaśniej patrzę w przyszłość. 
Daję sobie zawsze czas na otrząśnięcie się po błędzie, ale kolejnym krokiem jest wyciągnięcie z niego nauki. 
Zakończyłeś związek? Wypisz sobie pozytywne rzeczy, których nauczyła cię ta relacja.
Nie dostałeś wymarzonej pracy? Zastanów się, jak w przyszłości uchronić się przed takimi sytuacjami.
Nie ma na co czekać, zacznij teraz 🙂 
Dla kontekstu zobacz też:

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

15
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Madziak kPannaPollyannaamalezaaniamalujeaGwer Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
maleza
Gość
maleza

Oj, Ania, mądra jesteś, jak na tak młodą osobę.,

PannaPollyannaa
Gość
PannaPollyannaa

Chyba sobie zrobię to ćwiczenie. Choć wydaje mi się, że łatwiej wyciągać wnioski ze spraw związanych z pracą itp niż np. nieudanego związku, bo do tego drugiego mam bardziej emocjonalny stosunek i ciężko mi się temu przyglądać “na chłodno”.

archigame.pl
Gość

Wydaje mi się, że w podpunktach dałaś rady dotyczące czegoś innego niż w tytule i się zmyliłem. Albo źle to odczytałem. Ale rady z pewnością pomocne, jeżeli ma się szansę z nich skorzystać. Rozczulił mnie za to fragment z radą dziadka. Mnie wychowywali dziadkowie (w większości) i dziadek był osobą mądrą życiowo (nie wykształceniem). Znał odpowiedzi na każde pytanie jakie zadawałem jako dziecko. Kiedyś bałem się (gdy naczytałem się o tym jak łatwo zabić wszystkich na całej planecie) że też zginiemy wszyscy. Gdy to powiedziałem dziadkowi roześmiał się dobrodusznie i powiedział: “No i co? Że zginiemy. Po drugiej stronie. Gdziekolwiek… Czytaj więcej »

Madziak k
Gość

Fajny ten Twój post, można się nad sobą porządnie zastanowić. Staram się nie rozpamiętywać porażek, ale wyciągać z nich zawsze jakieś wnioski i pamiętać na przyszłość.
PS.To body to chyba dla Ciebie powstało 😀

Agata
Gość
Agata

Do tej pory zastanawiam się, czego nauczyły mnie porażki na studiach. Skończyłam je i jestem szczęśliwa, ale porażki dalej bolą. Co z tego że życiowe lekcje odrobione, skoro nikt nie docenia czystego blendera? Oczywiście metaforycznie 😉

aniamaluje
Gość

Jakie miałaś porażki na studiach? Czego CIę nauczyły? Wyszłaś z nich sielniejsza? 😉

aGwer
Gość

Dobrze napisałaś, że nie warto bać się zmian. Sama często o tym mówię, ale… sama się ich boję. Choć nie, może… źle to ujęłam. Nie boję się samej zmiany, boję się porażki, która może się po niej pojawić i ten strach czasami paraliżuje, uniemożliwia podjęcia decyzji. To coś, co też warto zwalczyć i sama właśnie nad tym pracuje.
Jak zwykle dobrze się czytało 🙂

Marta Stolarczyk
Gość
Marta Stolarczyk

Hej, Aniu. Stwierdziłam, że się dołączę do tematu z moimi porażko-lekcjami – moją historią – może kogoś zainspiruje. 😀 Poszłam na studia językowe, bo nie dostałam się na artystyczne. Męczyłam się niezmiernie przez trzy lata i im dalej zachodziłam, tym mniejszy był mój zapał. Po roku tych studiów stwierdziłam, że nie dam się tak łatwo i będę robiła to, co lubię i koniec. Droga była ciężka i pełna wyrzeczeń. Przez dwa lata w wakacje jeździłam do Anglii zarabiać pieniądze na moje marzenie, a pracowałam w fabryce mięsa (jeszcze byłam wtedy wege). Zarobiłam na zaoczne studium techniczne i skończyłam w zeszłym… Czytaj więcej »

Liv
Gość
Liv

Pytanie do tego prawie-ostatniego zdania na temat pracy. Chodzi o uchronienie się przed sytuacją nieotrzymania wymarzonej pracy czy przed stresem z tym związanym? Chyba nie ma mechanizmu, który nas uchroni przed tego typu “porażką” (jeśli można to w ogóle postrzegać jako porażkę). Są posady, gdzie aplikuje kilkadziesiąt osób na jedno miejsce, nierzadko odbywa się kilkuetapowy konkurs (a czasem jest po prostu ustawiany). Aplikowanie na dane stanowisko to bardzo częste “porażki”, mimo że osoba jest doskonale przygotowana i po prostu trzeba umieć to sobie przetrawić, tak jak piszesz w poście, przyjąć że to normalny stan rzeczy, a nie dramat życiowy. (polecam… Czytaj więcej »

Sandra
Gość
Sandra

Ja jakiś czas temu przestałam “rozstrząsać”, co spowodowało, że inni myślą o mnie, że na niczym mi nie zależy i niczym się nie przejmuję. Nieprawda. Po prostu jeśli mleko się wylało, to nie pozostaje mi nic innego, jak po nim posprzątać i pamiętać o tym, żeby następnym razem zakręcić wieko. Kiedyś okrutnie przeżywałam każde potknięcie (a było ich sporo) co powodowało, że byłam wiecznie sfrustrowana i nieszczęśliwa. Teraz szkoda mi energii. Dzięki za kolejną wskazówkę!

Paulina Buchwald
Gość
Paulina Buchwald

Kurcze, kiedy o tym czytam wszystko wydaje się takie proste, a w rzeczywistości porażki, nawet te przekute w sukces, zostają z nami i mimo wszystko postrzegamy je najczęściej negatywnie. I chociaż rodzice zawsze mi powtarzali żeby uczyć sie na błędach, nie rozpaczać, tylko iść do przodu, bo życie nie zatrzyma się specjalnie dla nas, wymaga to też siły psychicznej 🙂 Na pewno będę wracać do tego tekstu i trenować tą umiejętność! 😉

Kosmetolog Marta
Gość

Osobiście nie wiem jaki mam stosunek do porażek, bo jak coś mi nie wyszło to zazwyczaj to rzucam i nie przywiązuję do tego wagi.
Denerwuje mnie tylko, że niektóre moje porażki są podyktowane wpływem innych osób, a ja nie mogę na to znacząco wpłynąć. Bardzo nie lubię być zależna od czegoś/kogoś.

Nihil Novi
Gość

Jak się nad tym zastanawiam, to chyba mój mózg łączy dwa modele przeżywania porażki – z jednej strony zdarza mi się “babrać brudnym palcem w ranach” i rozpamiętywać klęski, z drugiej – raczej nie zdarza mi się popełniać tych błędów ponownie, czyli się uczę. Teraz tylko muszę popracować nad eliminacją tego pierwszego.

mamuciadieta
Gość

Też lubię uczyć się na własnych błędach i też nazywam to lekcją. Taka lista lekcji to jest genialny sposób na wyciąganie wniosków i rozwijanie się.

drewienko
Gość
drewienko

“No i nie bawmy się w ten infantylny rodzaj planowania, gdzie w planerze kolorowymi cienkopisami notujemy czas na kawkę.”
dlaczego nie?
dlaczego infantylny.
bo kolorowe, bo tylko kawka?
może potrzebny jasny punkt dnia
może tak lepiej niż wcale?
a kolorowe kartki z zapisaną jedną rzeczą do zrobienia
sprawdzają się i jako plan i jako rozjaśniacz

nawet gdyby w kolorowym planerze miało się znaleźć tylko picie kawy
robienie baniek mydlanych wielkości opony
i leżenie plackiem, rogalikiem albo z kołdrą w formie kanapki
to i tak chyba lepiej niż nic.
z kolorów snują się czasem piękne rzeczy

Previous
Nieidealna praca zdalna i szampon co mnie poparzył [TYGODNIK]
Jak z godnością znosić porażki?