Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Siedem pierwszych prac

Chciałam napisać o tym, jak bardzo podobał mi się Lwów, ale nie mogę. Myślę o biedzie którą widziałam i o tym, że przecież u nas,  na miejscu też jej nie brakuje. Więc usiadłam i chciałam pisać, ale wszędzie widzę znaki i sygnały mówiące mi – pisz o siedmiu pierwszych pracach! No to piszę.

Moje prace będą dość nietypowe, bo pokrywają się czasowo i nie mają wiele wspólnego z etatem. Nie chcę też robić z tego jakiejś historii w stylu od pucybuta do milionera, bo pucybut ze mnie żaden a i do milionera mi wiele brakuje. Wierzę jednak, że moja historia w jakiś sposób kogoś zmotywuje.
Moja rodzina nie jest bogata, ale nigdy nie czułam się biedna. Czasami nie trzeba wiele by wpaść w tarapaty finansowe – wystarczy że matka pożyczy od ciebie pieniądze z  wesela i nigdy ich nie odda. Albo urodzisz dziecko i w szpitalu złapiesz infekcję, przez co nie możesz karmić piersią a ono jest chore i toleruje tylko drogie (na początku lat 90.) mleko Humana. Wystarczy, że ktoś ukradnie gazobeton (suporeks) z twojej działki.
Albo że twój dziadek umiera na raka i potrzebuje opieki a  nikt nie ma złudzeń, że trzeba mu kupić wszystkie leki i porządne pampersy a nie te w których odparza sobie tyłek. Nawet jeśli oznacza to ziemniaki ze skwarkami na obiad przez wiele miesięcy.
 Czasami wystarczy że jakaś firma nie płaci innej (bo np. Urząd Skarbowy niesłusznie zajął jej majątek) i ktoś przez pół roku nie dostaje wypłaty. A panów urzędników gówno obchodzi, że ci ludzie utrzymują swoje rodziny.
 Szybko i brutalnie zrozumiałam, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ i jednego dnia coś masz a innego to tracisz i zostajesz z tym sam.
Jestem więc tym dzieckiem, które przez długi czas miało zawsze najtańszy plecak z gazetki jakiegoś marketu i dwa swetry  po starszej o kilka miesięcy  “kuzynce” Patrycji (jeśli jesteście na Śląsku i coś Wam mówi Chełmek – Patrycja robi świetnie rzęsy 1:1 i innymi metodami).
Nigdy nie czułam się jednak biedna.
Po pierwsze – zawsze miałam ciepły obiad (nawet jeśli były to ziemniaki ze skwarkami) wsparcie rodziny, komplet książek do szkoły i bieżącą wodę. To dużo więcej niż inni ludzie których znam.
Po drugie – rodzice zawsze mi powtarzali bym się uczyła i czytała, bo tego co mam w głowie nikt mi nie zabierze i zostanie na zawsze. 
Po trzecie – biedna to była moja babcia, gdy zimą chodziła grzać stopy w krowich plackach.

I’ve paid my dues 
Time after time 

I’ve done my sentence 
But committed no crime 

And bad mistakes 
I’ve made a few 

I’ve had my share of sand 
Kicked in my face 

But I’ve come through 

Miałam wszystkie niezbędne rzeczy i nie czułam że mam prawo wymagać od rodziców lepszego plecaka czy markowych butów, bo niby co mi daje uprawnienia do takich roszczeń? Naprawdę długo nie miałam pojęcia jak splot niefortunnych wydarzeń odbił się na finansach mojej rodziny – po co martwić tym dziecko? Dowiedziałam się gdy pewnego dnia wyrzygałam rodzicom te dwa swetry po Patrycji i wiem, że nie mam zupełnie nic do zarzucenia mamie i tacie, bo robili WSZYSTKO co w ich mocy, a nawet jeszcze więcej.
Problemy były przejściowe, ale nigdy nie spaliśmy na pieniądzach a ja pamiętałam co to znaczy odczuwać niedobór. Dlatego mniej więcej od gimnazjum zawsze starałam się mieć własne pieniądze.

Własne pieniądze to wolność. Rezerwa pozwala ci odejść z pracy w której jest źle, nie przyjąć zlecenia, które nie jest w zgodne z twoimi wartościami. Trzasnąć drzwiami i odejść od partnera z dnia na dzień. Wydawać na co tylko chcesz. Na przykład na bravo girl, którego nie kupiłabym za pieniądze moich rodziców.
Risin’ up, back on the street 
Did my time, took my chances 
Went the distance, now I’m back on my feet 
Just a man and his will to survive 
Moją pierwszą pracą było zrywanie malin. 50 groszy za pojemnik (2 zł za kg). Przez godzinę potrafiłam na początku zbierać 5 pojemników na godzinę. Łatwo można policzyć że dało mi to 2,50 zł/h Po jakimś czasie wyciskałam z godziny 10 pojemników.  To był 2005 rok, miałam wtedy 14 lat.
Ta praca trwała krótko i wiele mnie nauczyła. Nie uważam aby to był wyzysk. Maliny na hurcie można było sprzedać po maks. 3,50 zł. Oprócz zrywania były koszty oprysków, podlewania, ryzyko zniszczenia malin przez gradobicie, tępienie chwastów i robactwa. Ryzyko, że malin nikt nie kupi i trzeba będzie zrobić z nich wino albo dżem, którego nikomu się nie sprzeda.  Konieczność zrywania ich codziennie. Wożenie ich na sprzedaż, sprzedawanie, koszt opakowań w które te maliny były zbierane. 
Moja kariera skończyła się w momencie w którym złapałam malinę za pszczołę i odkryłam że mam na jad błonkoskrzydłych uczulenie.
Nie zbierałam tych malin sama, a za zarobione pieniądze kupiliśmy karmę dla głodnego kota, który się przypętał i z tego co wiem – żyje szczęśliwy w tej rodzinie do dziś. 
Podobnych (z reguły na 1-3 dni) prac było kilka, ale nauczyłam się z nich tego samego, więc streszczę to następująco:
1. Poznałam wartość pieniądza
2. Nie umiem patrzeć źle na pracę na czarno. Jestem wdzięczna każdemu, kto dał mi wtedy szansę i możliwość zarobienia sobie jakichkolwiek pieniędzy.
3. Szybko zrozumiałam, że nie nadaję się do pracy fizycznej z powodów oddechowych i muszę się uczyć, bo nie mam w życiu innego wyjścia 🙂
Aha, dzisiaj mam w ogrodzie trochę własnych malin – tak w ramach wyciągania wniosków z własnych doświadczeń 🙂
2. Sprzedawanie przedmiotów
Mój pierwszy komputer to był trup skompletowany za flaszkę i wielki monitor CRT kupiony “Od Gruchy”. Grucha to człowiek który przywoził stary sprzęt wyrzucony przez Niemców i go sprzedawał. Od Gruchy można było tanio kupić biurko, lodówkę i rower. Zainspirowało mnie to wtedy do przekopania piwnicy i znalezienia rzeczy potrzebnych mi w tym samym stopniu co tamtym Niemcom monitor z tyłkiem i bez dwóch bolców w kablu. Tak znalazłam kolekcję książek “z tygrysem”, które kiedyś czytał mój dziadek. Posegregowanie i opisanie zajęło mi dwa dni. Zarobiłam na tym mniej niż mogłam, bo aukcja nie miała zdjęcia – nie posiadałam cyfrówki! Na “chemiku” (kiedyś bydgoski odpowiednik stadionu dziesięciolecia)  takie książki w ogóle się nie sprzedawały, więc internet stworzył nowe możliwości. Pierwsze konto w banku i konto na allegro było założone na mamę ;). Graty z piwnicy kiedyś się jednak skończyły… 😉
3. Handlowanie towarem z lumpeksów
Moją przewagą była wiedza. Chodziłam po lumpach i kupowałam rzeczy które przez internet dało się sprzedać drożej. Między innymi maskotkę Diddl, którą kupiłam za 10 zł a sprzedałam za 120 oraz odzież sportową. Było to moim pobocznym źródłem przychodu jeszcze w liceum! Ostatnia zapamiętana transakcja to nowe buty, które bardzo wpadły mi w oko (20 PLN).
Tej marki nie znałam, po prostu wpadły mi w oko. Nosiłam je cały jeden dzień 😀  – nauczyciel od wuefu powiedział, że to dobra marka więc wpisałam w google i czym prędzej wystawiłam je na allegro robiąc tło z prześcieradła – backstage widzicie powyżej 😀 Sprzedałam za dwie stówy a sobie kupiłam za 15 PLN  buty “inspirowane” adidas superstar od Wazgena (lokalny sprzedawca z targowiska). Były tak wygodne, że przez całe liceum nosiłam je zamiennie z glanami! 
4. Pisanie tekstów
Ta “praca” rozwinęła się dużo wcześniej niż myślałam pisząc tekst “jak zarabiać na pisaniu“, a widzę to dopiero patrząc na to zdjęcie. Mam na nim t-shirt będący moim wynagrodzeniem za pisanie tekstów na pewien portal dla nastolatek. Dwa teksty to jedna bluzka! To było moje pierwsze “zlecenie” 😀 Ciekawe czy Nina to pamięta. Ninę z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, tak samo jak Julię która mi to zaproponowała. Zarabianie na pisaniu ciągnęło się za mną bardzo długo, teraz zrobiłam sobie trzymiesięczny urlop od zleceń (już dużo poważniejszych) i od dawna nie zajmuję się pisaniem tekstów zapleczowych za 4 PLN.
5. Granie w gry komputerowe i sprzedawanie kont
W ferie zimowe w gimnazjum się rozchorowałam i musiałam siedzieć w domu. Modna była wtedy Tibia, którą sobie zainstalowałam i pykałam z audycjami Roberta Bernatowicza w tle. Była to dla mnie świetna zabawa. Ponieważ wysiłek potrzebny na wbicie 30 levela był dużo wyższy niż 24 i nie przekładał się proporcjonalnie na cenę postaci, wyspecjalizowałam się w tych ok 22-25 levca. Sprzedawałam je za 25-40 PLN. Nie dość, że dobrze się bawiłam, to jeszcze zabawa mi się zwracała a ja przesłuchałam mnóstwo historii z dreszczykiem 😀
Zawsze byłam Druidem na serwerach non PvP, moim ulubionym serwerem była Celesta – konkurencja sprzedających postacie była mniejsza niż na serwerze Harmonia a ja miałam tam znajomych, którzy zawsze rzucali mi kilka przedmiotów na start. I chociaż początkowo wszystkie zasady tłumaczyli mi koledzy z gimnazjum, po czasie to oni zaczęli zastanawiać się w jaki sposób tak szybko wbijam levele i pytać mnie o tips&tricks. W którejś rozmowie padło “powinnaś to wszystko spisać i sprzedawać”. Tak więc zrobiłam!
 6. Sprzedaż własnego “poradnika”.
Przygotowanie (w programie word pad!) kompleksowego poradnika jak wbijać levele w Tibii zajęło mi dwa tygodnie. Ustawiłam cenę na 1,25 PLN i sprzedałam ok. 100 egzemplarzy, które wysyłałam mailem.  Końcówka miała iść na podatek, ale popadłam w tarapaty. Nie ogarnęłam że mam konkurencję, że ludzie będą sobie ten poradnik wysyłać mailami i że nie mam numeru ISBN a moja działalność podchodziła pod ciągłą i zorganizowaną. To była gorzka pigułka do przełknięcia i uratowała mnie kwota wolna od podatku. Moje konto na allegro zostało zablokowane a ja najadłam się stresu i do dzisiaj 50 razy sprawdzam swoje PIT-y ujmując w nich nawet to, czego nikt nie ujmuje.
7. Portale pod reklamy
Akcja z “poradnikiem” nauczyła mnie ogarniania prawa podatkowego i wyleczyła z beztroski i lekkiego podejścia do życia 🙂 Wtedy też ktoś rzucił hasło, że zamiast poradnika mogłam te treści wrzucić na jakąś stronę oblepioną banerami. Przeszkodzą był fakt, że nie umiałam stawiać stron internetowych. Prowadziłam wtedy popularnego photobloga (co w ogóle nie wiązało się z pieniędzmi). Pierwsza moja komercyjna strona powstała zatem w 2008 roku i traktowałam to wyłącznie zarobkowo. Ja pisałam, ktoś inny pozyskiwał materiały, inna osoba zajmowała się sprawami technicznymi a zarobek był dzielony sprawiedliwie na nas wszystkich. Wyspecjalizowałam się w pisaniu tekstów obiecujących rozwiązanie problemu ale zostawiających niedosyt motywujący do kliknięcia w jakiś baner. Śmieszne czasy! 
Szybko wyczerpałam całą siódemkę, a robiłam jeszcze wiele innych rzeczy – byłam konkursomaniaczką, kompletowałam po targach zestawy starej porcelany które sprzedawałam z zyskiem, poddawałam renowacji lalki barbie z odpowiednimi sygnaturkami, skupowałam i sprzedawałam monety kolekcjonerskie, pracowałam z dziećmi, pomagałam pisać prace zaliczeniowe…  a to wciąż nie jest wszystko, bo było tego trochę 😀
Wszystko jest uwarunkowane moim dzieciństwem – silnie stawiam na dywersyfikację źródeł przychodu, dewizę work smarter not harder i czerpanie przyjemności z tego co robię.
Często czytam w mailach od Was – mam 23 lata, mieszkam z rodzicami i rodzicom nie pasuje, że przyprowadzam chłopaka na noc. Jak przemówić mamie do rozsądku by nie traktowała mnie jak dziecko?
Albo – mój tata nie rozumie, że przeszkadza mi palenie papierosów i nie potrafi się powstrzymać gdy jestem w salonie. Jak mu wytłumaczyć by tak nie robił i chodził na balkon?

Cóż, to jak z bravo girl – rodzice mają prawo mieć problem z tym, że w ten sposób spożytkowałeś swoje kieszonkowe, ale jeśli kupisz gazetę za swoje samodzielnie zarobione pieniądze – twoja sprawa. Zarób własne pieniądze i się wyprowadź, to jedyna recepta. Zgrzyty w domu są do tego świetną motywacją, gdy ich nie będzie – zasiedzisz się tam trochę za długo.
Przypomniała mi się też pewna sytuacja z gimnazjum. Nauczycielka stwierdziła że zaczniemy od innej książki niż było w wykazie. Żyjąc swoimi kategoriami nie pomyślała, że nie każdy może z dnia na dzień wyłożyć pieniądze na zeszyt ćwiczeń i niektórzy muszą poczekać np. do dziesiątego. Kolejnego miesiąca. Kolega dostawał jedynki za brak książki. Odrabiał zadania, a by nie dostawać jedynek przynosił skserowane po 5-10 stron, na które było go stać. Nauczycielka miała to gdzieś i skwitowała że “jakieś świstki” to nie książka. Miałam ochotę wydrapać jej oczy i od tego momentu zawsze byłam wobec niej bardzo zgryźliwa i złośliwa. Pewnego dnia na hospitacji wicedyrektorka zapytała jak podobają nam się jej lekcje. Z dziką przyjemnością się zgłosiłam i powiedziałam (zgodnie z prawdą!) że pani się nie przygotowuje, lekceważy pytania i przytoczyłam kilka jej wypowiedzi. Obserwowanie jak z twarzy znika przyklejony sztuczny uśmiech sprawiło mi wielką przyjemność. Karanie kogoś za biedę jest okropne a szereg jedynek na samym starcie jest praktycznie nie do nadrobienia później.
Dopadła mnie też klątwa “dwóch sweterków”, ponieważ błyskawicznie niszczę ubrania i jestem mistrzem przyciągania niespieralnych plam czy rozdzierania sukienki o płot, ciągle kupuję nowe ubrania i mam ich zdecydowanie za dużo. Nie potrafię oprzeć się szczególnie tym trochę “innym”, np. ten śliczny
top z wcięciem musiał być mój, a spódnica przypominająca niebo krzyczała “kup mnie!”
Trzeba bardzo mocno uważać czego się chce od życia!
Jeszcze na początku studiów mimo tak wielu różnych zajęć (teksty pisałam na nudnych wykładach) i stypendium zostawało mi bardzo mało pieniędzy dla siebie. Pamiętam jak przed kupieniem pudru transparentnego i eyelinera zrobiłam sobie szczegółową cenową rozpiskę czy zmieszczę się w budżecie. Te produkty kupiłam po przeczytaniu wielu recenzji na blogach urodowych. Niedawno usłyszałam, że fajne w moim blogu jest to, że odpisuję na komentarze i nie ma dla mnie znaczenia czy to pytanie o coś ważnego czy rozmiar bluzki.
Jest trochę inaczej – te komentarze są dla mnie bardzo ważne, ale nawet do “miałkich” tematów podchodzę bardzo poważnie. Gdy nastolatka pisze, że kupiła za całe odkładane pieniądze zestaw do hybryd z mojego polecenia, czuję coś w rodzaju presji. Wydanie wszystkich oszczędności to dowód wielkiego zaufania i nie polecę nigdy czegoś, czego sama bym nie kupiła. Dlatego nie ukrywam, że czasami zarabiam na blogu, ale wciąż trzymam się tej dywersyfikacji tak bardzo uparcie i nie stawiam wszystkiego na jedną kartę. Nie mogę mieć poczucia, że jak nie podejmę współpracy z marką która do mnie nie pasuje, to nie będę mieć pieniędzy.
Inna refleksja nasunęła mi się podczas wizyty we Lwowie. Zobaczyłam starszą panią z kwiatkami. Zapłaciłam za kwiatki, kwiatków nie wzięłam. Można więc powiedzieć, że dałam jej pieniądze jak żebrakowi. Różnica polega na tym, że gdyby siedziała z puszką a nie kwiatkami, nie wrzuciłabym do niej złamanego grosza. 
Możliwości jest bardzo dużo, dlatego nie nagradzam ludzi za bezczynność, a chętnie wspieram (w miarę możliwości) próby jakiegoś działania. Muszę podziękować każdej jednej osobie, która dała mi kiedyś niskopłatną pracę – niedobór dobrze motywuje do poszukania w sobie możliwości i umiejętności.  
But it’s been no bed of roses no pleasure cruise 
I consider it a challenge before the whole human race 
And I ain’t gonna lose 
And I need to go on and on and on and on 

Dzisiaj bardzo doceniam wartość pieniędzy i nie wstydzę się tego skąd pochodzę. Bieda nie zawsze jest wyborem, ale tkwienie w biedzie już tak. Renty i zasiłki promują wyuczoną bezradność, co jest długofalowo bardzo niekorzystne. Ja za punkt honoru postawiłam sobie znalezienie takich “siebie” kilka leveli niżej i wyciąganie do nich pomocnej ręki w formie jakiejś wiedzy, podpowiedzi, skontaktowania z kimś czy kupienia ich produktów. Z całego serca to polecam!
I kończę wpis piosenką o Tomku, który pracował w stoczni, dopóki nie wtrąciły się związki i zrobiło się ciężko.
Mam koleżankę, która na pytanie “gdzie pracuje twoja mama”, zawsze zgodnie z prawdą odpowiadała, że w sądzie. Sęk w tym, że była w tym sądzie sprzątaczką. Dzieciaki bywają okrutne, więc rozumiem koleżankę, ale uważam że to żaden powód do wstydu. Ja do tej pory mówię dzień dobry każdej pani która sprzątała w mojej podstawówce, bo to ciężki kawałek chleba a praca zawsze zasługuje na szacunek. Praca nie jest powodem do wstydu :).
Jestem ciekawa Twojej pierwszej pracy zarobkowej. Zauważyłam, że większość osób które bardzo szanuję w życiu podejmowało pracę wcześnie. I to nie z konieczności :).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Karolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość

Moja pierwszą pracą było sprzedawanie pieczywa w budkach nad morzem. Wstawałam gdzieś koło 5, a wracałam do domu 22-23. 2 dni pracy/1 dzień wolnego. Właśnie skończyłam gimnazjum. Wytrzymałam ponad miesiąc. Później już nie dałam rady. Ale kupiłam sobie książki i zeszyty do szkoły, trochę ubrań i pojechałam na kilka dni do cioci. Na tyle starczyło, ale to, że mogłam odciążyć mamę w wydatkach na szkołę było bezcenne. Później przez kilka lat co sezon malowałam tatuaże henną. Nie powiem, że się napracowałam. Praca była przyjemna chociaż miała swoje wady. A mi z każdym rokiem starczało pieniędzy na dłużej. Potem już studia… Czytaj więcej »

Previous
DIY Suchy szampon na awaryjne sytuacje
Siedem pierwszych prac