Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Siedem pierwszych prac

Chciałam napisać o tym, jak bardzo podobał mi się Lwów, ale nie mogę. Myślę o biedzie którą widziałam i o tym, że przecież u nas,  na miejscu też jej nie brakuje. Więc usiadłam i chciałam pisać, ale wszędzie widzę znaki i sygnały mówiące mi – pisz o siedmiu pierwszych pracach! No to piszę.

Moje prace będą dość nietypowe, bo pokrywają się czasowo i nie mają wiele wspólnego z etatem. Nie chcę też robić z tego jakiejś historii w stylu od pucybuta do milionera, bo pucybut ze mnie żaden a i do milionera mi wiele brakuje. Wierzę jednak, że moja historia w jakiś sposób kogoś zmotywuje.
Moja rodzina nie jest bogata, ale nigdy nie czułam się biedna. Czasami nie trzeba wiele by wpaść w tarapaty finansowe – wystarczy że matka pożyczy od ciebie pieniądze z  wesela i nigdy ich nie odda. Albo urodzisz dziecko i w szpitalu złapiesz infekcję, przez co nie możesz karmić piersią a ono jest chore i toleruje tylko drogie (na początku lat 90.) mleko Humana. Wystarczy, że ktoś ukradnie gazobeton (suporeks) z twojej działki.
Albo że twój dziadek umiera na raka i potrzebuje opieki a  nikt nie ma złudzeń, że trzeba mu kupić wszystkie leki i porządne pampersy a nie te w których odparza sobie tyłek. Nawet jeśli oznacza to ziemniaki ze skwarkami na obiad przez wiele miesięcy.
 Czasami wystarczy że jakaś firma nie płaci innej (bo np. Urząd Skarbowy niesłusznie zajął jej majątek) i ktoś przez pół roku nie dostaje wypłaty. A panów urzędników gówno obchodzi, że ci ludzie utrzymują swoje rodziny.
 Szybko i brutalnie zrozumiałam, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ i jednego dnia coś masz a innego to tracisz i zostajesz z tym sam.
Jestem więc tym dzieckiem, które przez długi czas miało zawsze najtańszy plecak z gazetki jakiegoś marketu i dwa swetry  po starszej o kilka miesięcy  “kuzynce” Patrycji (jeśli jesteście na Śląsku i coś Wam mówi Chełmek – Patrycja robi świetnie rzęsy 1:1 i innymi metodami).
Nigdy nie czułam się jednak biedna.
Po pierwsze – zawsze miałam ciepły obiad (nawet jeśli były to ziemniaki ze skwarkami) wsparcie rodziny, komplet książek do szkoły i bieżącą wodę. To dużo więcej niż inni ludzie których znam.
Po drugie – rodzice zawsze mi powtarzali bym się uczyła i czytała, bo tego co mam w głowie nikt mi nie zabierze i zostanie na zawsze. 
Po trzecie – biedna to była moja babcia, gdy zimą chodziła grzać stopy w krowich plackach.

I’ve paid my dues 
Time after time 

I’ve done my sentence 
But committed no crime 

And bad mistakes 
I’ve made a few 

I’ve had my share of sand 
Kicked in my face 

But I’ve come through 

Miałam wszystkie niezbędne rzeczy i nie czułam że mam prawo wymagać od rodziców lepszego plecaka czy markowych butów, bo niby co mi daje uprawnienia do takich roszczeń? Naprawdę długo nie miałam pojęcia jak splot niefortunnych wydarzeń odbił się na finansach mojej rodziny – po co martwić tym dziecko? Dowiedziałam się gdy pewnego dnia wyrzygałam rodzicom te dwa swetry po Patrycji i wiem, że nie mam zupełnie nic do zarzucenia mamie i tacie, bo robili WSZYSTKO co w ich mocy, a nawet jeszcze więcej.
Problemy były przejściowe, ale nigdy nie spaliśmy na pieniądzach a ja pamiętałam co to znaczy odczuwać niedobór. Dlatego mniej więcej od gimnazjum zawsze starałam się mieć własne pieniądze.

Własne pieniądze to wolność. Rezerwa pozwala ci odejść z pracy w której jest źle, nie przyjąć zlecenia, które nie jest w zgodne z twoimi wartościami. Trzasnąć drzwiami i odejść od partnera z dnia na dzień. Wydawać na co tylko chcesz. Na przykład na bravo girl, którego nie kupiłabym za pieniądze moich rodziców.
Risin’ up, back on the street 
Did my time, took my chances 
Went the distance, now I’m back on my feet 
Just a man and his will to survive 
Moją pierwszą pracą było zrywanie malin. 50 groszy za pojemnik (2 zł za kg). Przez godzinę potrafiłam na początku zbierać 5 pojemników na godzinę. Łatwo można policzyć że dało mi to 2,50 zł/h Po jakimś czasie wyciskałam z godziny 10 pojemników.  To był 2005 rok, miałam wtedy 14 lat.
Ta praca trwała krótko i wiele mnie nauczyła. Nie uważam aby to był wyzysk. Maliny na hurcie można było sprzedać po maks. 3,50 zł. Oprócz zrywania były koszty oprysków, podlewania, ryzyko zniszczenia malin przez gradobicie, tępienie chwastów i robactwa. Ryzyko, że malin nikt nie kupi i trzeba będzie zrobić z nich wino albo dżem, którego nikomu się nie sprzeda.  Konieczność zrywania ich codziennie. Wożenie ich na sprzedaż, sprzedawanie, koszt opakowań w które te maliny były zbierane. 
Moja kariera skończyła się w momencie w którym złapałam malinę za pszczołę i odkryłam że mam na jad błonkoskrzydłych uczulenie.
Nie zbierałam tych malin sama, a za zarobione pieniądze kupiliśmy karmę dla głodnego kota, który się przypętał i z tego co wiem – żyje szczęśliwy w tej rodzinie do dziś. 
Podobnych (z reguły na 1-3 dni) prac było kilka, ale nauczyłam się z nich tego samego, więc streszczę to następująco:
1. Poznałam wartość pieniądza
2. Nie umiem patrzeć źle na pracę na czarno. Jestem wdzięczna każdemu, kto dał mi wtedy szansę i możliwość zarobienia sobie jakichkolwiek pieniędzy.
3. Szybko zrozumiałam, że nie nadaję się do pracy fizycznej z powodów oddechowych i muszę się uczyć, bo nie mam w życiu innego wyjścia 🙂
Aha, dzisiaj mam w ogrodzie trochę własnych malin – tak w ramach wyciągania wniosków z własnych doświadczeń 🙂
2. Sprzedawanie przedmiotów
Mój pierwszy komputer to był trup skompletowany za flaszkę i wielki monitor CRT kupiony “Od Gruchy”. Grucha to człowiek który przywoził stary sprzęt wyrzucony przez Niemców i go sprzedawał. Od Gruchy można było tanio kupić biurko, lodówkę i rower. Zainspirowało mnie to wtedy do przekopania piwnicy i znalezienia rzeczy potrzebnych mi w tym samym stopniu co tamtym Niemcom monitor z tyłkiem i bez dwóch bolców w kablu. Tak znalazłam kolekcję książek “z tygrysem”, które kiedyś czytał mój dziadek. Posegregowanie i opisanie zajęło mi dwa dni. Zarobiłam na tym mniej niż mogłam, bo aukcja nie miała zdjęcia – nie posiadałam cyfrówki! Na “chemiku” (kiedyś bydgoski odpowiednik stadionu dziesięciolecia)  takie książki w ogóle się nie sprzedawały, więc internet stworzył nowe możliwości. Pierwsze konto w banku i konto na allegro było założone na mamę ;). Graty z piwnicy kiedyś się jednak skończyły… 😉
3. Handlowanie towarem z lumpeksów
Moją przewagą była wiedza. Chodziłam po lumpach i kupowałam rzeczy które przez internet dało się sprzedać drożej. Między innymi maskotkę Diddl, którą kupiłam za 10 zł a sprzedałam za 120 oraz odzież sportową. Było to moim pobocznym źródłem przychodu jeszcze w liceum! Ostatnia zapamiętana transakcja to nowe buty, które bardzo wpadły mi w oko (20 PLN).
Tej marki nie znałam, po prostu wpadły mi w oko. Nosiłam je cały jeden dzień 😀  – nauczyciel od wuefu powiedział, że to dobra marka więc wpisałam w google i czym prędzej wystawiłam je na allegro robiąc tło z prześcieradła – backstage widzicie powyżej 😀 Sprzedałam za dwie stówy a sobie kupiłam za 15 PLN  buty “inspirowane” adidas superstar od Wazgena (lokalny sprzedawca z targowiska). Były tak wygodne, że przez całe liceum nosiłam je zamiennie z glanami! 
4. Pisanie tekstów
Ta “praca” rozwinęła się dużo wcześniej niż myślałam pisząc tekst “jak zarabiać na pisaniu“, a widzę to dopiero patrząc na to zdjęcie. Mam na nim t-shirt będący moim wynagrodzeniem za pisanie tekstów na pewien portal dla nastolatek. Dwa teksty to jedna bluzka! To było moje pierwsze “zlecenie” 😀 Ciekawe czy Nina to pamięta. Ninę z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, tak samo jak Julię która mi to zaproponowała. Zarabianie na pisaniu ciągnęło się za mną bardzo długo, teraz zrobiłam sobie trzymiesięczny urlop od zleceń (już dużo poważniejszych) i od dawna nie zajmuję się pisaniem tekstów zapleczowych za 4 PLN.
5. Granie w gry komputerowe i sprzedawanie kont
W ferie zimowe w gimnazjum się rozchorowałam i musiałam siedzieć w domu. Modna była wtedy Tibia, którą sobie zainstalowałam i pykałam z audycjami Roberta Bernatowicza w tle. Była to dla mnie świetna zabawa. Ponieważ wysiłek potrzebny na wbicie 30 levela był dużo wyższy niż 24 i nie przekładał się proporcjonalnie na cenę postaci, wyspecjalizowałam się w tych ok 22-25 levca. Sprzedawałam je za 25-40 PLN. Nie dość, że dobrze się bawiłam, to jeszcze zabawa mi się zwracała a ja przesłuchałam mnóstwo historii z dreszczykiem 😀
Zawsze byłam Druidem na serwerach non PvP, moim ulubionym serwerem była Celesta – konkurencja sprzedających postacie była mniejsza niż na serwerze Harmonia a ja miałam tam znajomych, którzy zawsze rzucali mi kilka przedmiotów na start. I chociaż początkowo wszystkie zasady tłumaczyli mi koledzy z gimnazjum, po czasie to oni zaczęli zastanawiać się w jaki sposób tak szybko wbijam levele i pytać mnie o tips&tricks. W którejś rozmowie padło “powinnaś to wszystko spisać i sprzedawać”. Tak więc zrobiłam!
 6. Sprzedaż własnego “poradnika”.
Przygotowanie (w programie word pad!) kompleksowego poradnika jak wbijać levele w Tibii zajęło mi dwa tygodnie. Ustawiłam cenę na 1,25 PLN i sprzedałam ok. 100 egzemplarzy, które wysyłałam mailem.  Końcówka miała iść na podatek, ale popadłam w tarapaty. Nie ogarnęłam że mam konkurencję, że ludzie będą sobie ten poradnik wysyłać mailami i że nie mam numeru ISBN a moja działalność podchodziła pod ciągłą i zorganizowaną. To była gorzka pigułka do przełknięcia i uratowała mnie kwota wolna od podatku. Moje konto na allegro zostało zablokowane a ja najadłam się stresu i do dzisiaj 50 razy sprawdzam swoje PIT-y ujmując w nich nawet to, czego nikt nie ujmuje.
7. Portale pod reklamy
Akcja z “poradnikiem” nauczyła mnie ogarniania prawa podatkowego i wyleczyła z beztroski i lekkiego podejścia do życia 🙂 Wtedy też ktoś rzucił hasło, że zamiast poradnika mogłam te treści wrzucić na jakąś stronę oblepioną banerami. Przeszkodzą był fakt, że nie umiałam stawiać stron internetowych. Prowadziłam wtedy popularnego photobloga (co w ogóle nie wiązało się z pieniędzmi). Pierwsza moja komercyjna strona powstała zatem w 2008 roku i traktowałam to wyłącznie zarobkowo. Ja pisałam, ktoś inny pozyskiwał materiały, inna osoba zajmowała się sprawami technicznymi a zarobek był dzielony sprawiedliwie na nas wszystkich. Wyspecjalizowałam się w pisaniu tekstów obiecujących rozwiązanie problemu ale zostawiających niedosyt motywujący do kliknięcia w jakiś baner. Śmieszne czasy! 
Szybko wyczerpałam całą siódemkę, a robiłam jeszcze wiele innych rzeczy – byłam konkursomaniaczką, kompletowałam po targach zestawy starej porcelany które sprzedawałam z zyskiem, poddawałam renowacji lalki barbie z odpowiednimi sygnaturkami, skupowałam i sprzedawałam monety kolekcjonerskie, pracowałam z dziećmi, pomagałam pisać prace zaliczeniowe…  a to wciąż nie jest wszystko, bo było tego trochę 😀
Wszystko jest uwarunkowane moim dzieciństwem – silnie stawiam na dywersyfikację źródeł przychodu, dewizę work smarter not harder i czerpanie przyjemności z tego co robię.
Często czytam w mailach od Was – mam 23 lata, mieszkam z rodzicami i rodzicom nie pasuje, że przyprowadzam chłopaka na noc. Jak przemówić mamie do rozsądku by nie traktowała mnie jak dziecko?
Albo – mój tata nie rozumie, że przeszkadza mi palenie papierosów i nie potrafi się powstrzymać gdy jestem w salonie. Jak mu wytłumaczyć by tak nie robił i chodził na balkon?

Cóż, to jak z bravo girl – rodzice mają prawo mieć problem z tym, że w ten sposób spożytkowałeś swoje kieszonkowe, ale jeśli kupisz gazetę za swoje samodzielnie zarobione pieniądze – twoja sprawa. Zarób własne pieniądze i się wyprowadź, to jedyna recepta. Zgrzyty w domu są do tego świetną motywacją, gdy ich nie będzie – zasiedzisz się tam trochę za długo.
Przypomniała mi się też pewna sytuacja z gimnazjum. Nauczycielka stwierdziła że zaczniemy od innej książki niż było w wykazie. Żyjąc swoimi kategoriami nie pomyślała, że nie każdy może z dnia na dzień wyłożyć pieniądze na zeszyt ćwiczeń i niektórzy muszą poczekać np. do dziesiątego. Kolejnego miesiąca. Kolega dostawał jedynki za brak książki. Odrabiał zadania, a by nie dostawać jedynek przynosił skserowane po 5-10 stron, na które było go stać. Nauczycielka miała to gdzieś i skwitowała że “jakieś świstki” to nie książka. Miałam ochotę wydrapać jej oczy i od tego momentu zawsze byłam wobec niej bardzo zgryźliwa i złośliwa. Pewnego dnia na hospitacji wicedyrektorka zapytała jak podobają nam się jej lekcje. Z dziką przyjemnością się zgłosiłam i powiedziałam (zgodnie z prawdą!) że pani się nie przygotowuje, lekceważy pytania i przytoczyłam kilka jej wypowiedzi. Obserwowanie jak z twarzy znika przyklejony sztuczny uśmiech sprawiło mi wielką przyjemność. Karanie kogoś za biedę jest okropne a szereg jedynek na samym starcie jest praktycznie nie do nadrobienia później.
Dopadła mnie też klątwa “dwóch sweterków”, ponieważ błyskawicznie niszczę ubrania i jestem mistrzem przyciągania niespieralnych plam czy rozdzierania sukienki o płot, ciągle kupuję nowe ubrania i mam ich zdecydowanie za dużo. Nie potrafię oprzeć się szczególnie tym trochę “innym”, np. ten śliczny
top z wcięciem musiał być mój, a spódnica przypominająca niebo krzyczała “kup mnie!”
Trzeba bardzo mocno uważać czego się chce od życia!
Jeszcze na początku studiów mimo tak wielu różnych zajęć (teksty pisałam na nudnych wykładach) i stypendium zostawało mi bardzo mało pieniędzy dla siebie. Pamiętam jak przed kupieniem pudru transparentnego i eyelinera zrobiłam sobie szczegółową cenową rozpiskę czy zmieszczę się w budżecie. Te produkty kupiłam po przeczytaniu wielu recenzji na blogach urodowych. Niedawno usłyszałam, że fajne w moim blogu jest to, że odpisuję na komentarze i nie ma dla mnie znaczenia czy to pytanie o coś ważnego czy rozmiar bluzki.
Jest trochę inaczej – te komentarze są dla mnie bardzo ważne, ale nawet do “miałkich” tematów podchodzę bardzo poważnie. Gdy nastolatka pisze, że kupiła za całe odkładane pieniądze zestaw do hybryd z mojego polecenia, czuję coś w rodzaju presji. Wydanie wszystkich oszczędności to dowód wielkiego zaufania i nie polecę nigdy czegoś, czego sama bym nie kupiła. Dlatego nie ukrywam, że czasami zarabiam na blogu, ale wciąż trzymam się tej dywersyfikacji tak bardzo uparcie i nie stawiam wszystkiego na jedną kartę. Nie mogę mieć poczucia, że jak nie podejmę współpracy z marką która do mnie nie pasuje, to nie będę mieć pieniędzy.
Inna refleksja nasunęła mi się podczas wizyty we Lwowie. Zobaczyłam starszą panią z kwiatkami. Zapłaciłam za kwiatki, kwiatków nie wzięłam. Można więc powiedzieć, że dałam jej pieniądze jak żebrakowi. Różnica polega na tym, że gdyby siedziała z puszką a nie kwiatkami, nie wrzuciłabym do niej złamanego grosza. 
Możliwości jest bardzo dużo, dlatego nie nagradzam ludzi za bezczynność, a chętnie wspieram (w miarę możliwości) próby jakiegoś działania. Muszę podziękować każdej jednej osobie, która dała mi kiedyś niskopłatną pracę – niedobór dobrze motywuje do poszukania w sobie możliwości i umiejętności.  
But it’s been no bed of roses no pleasure cruise 
I consider it a challenge before the whole human race 
And I ain’t gonna lose 
And I need to go on and on and on and on 

Dzisiaj bardzo doceniam wartość pieniędzy i nie wstydzę się tego skąd pochodzę. Bieda nie zawsze jest wyborem, ale tkwienie w biedzie już tak. Renty i zasiłki promują wyuczoną bezradność, co jest długofalowo bardzo niekorzystne. Ja za punkt honoru postawiłam sobie znalezienie takich “siebie” kilka leveli niżej i wyciąganie do nich pomocnej ręki w formie jakiejś wiedzy, podpowiedzi, skontaktowania z kimś czy kupienia ich produktów. Z całego serca to polecam!
I kończę wpis piosenką o Tomku, który pracował w stoczni, dopóki nie wtrąciły się związki i zrobiło się ciężko.
Mam koleżankę, która na pytanie “gdzie pracuje twoja mama”, zawsze zgodnie z prawdą odpowiadała, że w sądzie. Sęk w tym, że była w tym sądzie sprzątaczką. Dzieciaki bywają okrutne, więc rozumiem koleżankę, ale uważam że to żaden powód do wstydu. Ja do tej pory mówię dzień dobry każdej pani która sprzątała w mojej podstawówce, bo to ciężki kawałek chleba a praca zawsze zasługuje na szacunek. Praca nie jest powodem do wstydu :).
Jestem ciekawa Twojej pierwszej pracy zarobkowej. Zauważyłam, że większość osób które bardzo szanuję w życiu podejmowało pracę wcześnie. I to nie z konieczności :).
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
DIY Suchy szampon na awaryjne sytuacje
Siedem pierwszych prac