Instagram has returned invalid data.

Jak pozbyć się strachu przed tym, co powiedzą inni?

  Co robić, gdy blokuje Cię strach przed tym, co powiedzą inni? Chcesz założyć własny biznes, zamiast iść na studia, ale boisz się reakcji. Chcesz odezwać się na zajęciach, ale powstrzymuje Cię strach przed spojrzeniem. Masz inne zdanie niż znajomi. Ale milczysz i im przytakujesz.

Typowe. Ale nie nieuleczalne.

Jeśli liczysz, że mój tekst sprawi, że przestaniesz się bać – przeliczysz się. To Ty sam musisz to zrobić. Jeśli naprawdę nie będziesz tego chcieć, to milion tekstów i psychologów Ci nie pomoże.


Wiem tylko tyle, że sama kiedyś taka byłam. Bałam się ocen, więc unikałam dyskomfortu jaki się z nimi wiązał, podejmując stadne decyzje. Spełniając oczekiwania rodziców, nauczycieli, znajomych i mniej znajomych, często obcych, nic nie znaczących dla mnie ludzi.

   Aż zrozumiałam dwie rzeczy – że pozwalając sobie na bycie taką życiową cipą, daję tym ludziom nad sobą władzę. Pozwalam im pociągać za sznureczki mojego życia. Decydować o tym, jak się czuję, jaki mam nastrój.

Druga rzecz jaką zrozumiałam, szybko stała się moją dewizą.

Argumentem zła jest tłum.

Jeśli ktoś chce uzasadnić głupią, złą, niegodną człowieczeństwa decyzję, to powie “bo wszyscy”. “Bo tak jest od zawsze” “Bo tak działa świat”.

Błąd. Mój świat działa na moich zasadach.

W strachu przed tym, co powiedzą inni, mamy dwie strony. Innych i nas samych.

Inni będą oceniać zawsze. Bo im wygodnie, bo to łatwe, bo sami boją się ocen i wiedzą, że najlepszą obroną jest atak. Tego zmienić nie mogę, to jest czynnik niezależny ode mnie.

Ale druga strona to ja i moje emocje, moje zachowanie i moje odczucia mogę zmienić w 100%. Bo to ja decyduję, jak reaguję na to, co inni mówią.

Pierwsza sytuacja, która mnie obudziła – bierzmowanie, trzecia klasa gimnazjum. Nie jestem katoliczką, z religii wypisać się nie można było (byłam naiwna i dałam się oszukać szkole:))… nagle bierzmowanie stało się tematem numer jeden. Jako osoba, która jest wierząca, ale nie religijna,  nie chciałam mieć nic wspólnego z jakimś panem w sukience który odprawi nade mną swoje czary. Rodzina, szczególnie babcia – wszyscy oczekiwali, że pójdę do tego bierzmowania. 

Bo wszyscy. Bo wstyd (babci). Bo ludzie powiedzą. Bo tak się robi. Bo co Ci szkodzi.

Okazało się, że katolików tylko z nazwy jest trochę więcej. Były osoby, dla których bierzmowanie było ostatnim kontaktem z kościołem (“odbębnisz i po sprawie”). Poszły dla świętego spokoju.

Czy ich oceniam? Nie. Ale  gdybym ja zachowała się w ten sposób, nie mogłabym  spojrzeć w lustro. Byłabym w swoich oczach najtańszą z dziwek, zwykłą, tanią kurwą. Myślę samodzielnie, nie jestem katoliczką, satanistką, buddystką, protestantką, muzułmanką. Pójście do bierzmowania w zamian za spokój, prezenty i dobrą ocenę z religii byłoby dla mnie zwykłym kurestwem.

Czy mnie oceniali? Oczywiście.

Czy się tym przejęłam?

Nie. 

Już nie.

Bo w życiu jest tak, że ponosimy konsekwencje swoich czynów. Niepochlebna ocena była naturalną konsekwencją tej decyzji. I ja to akceptuję. Akceptuję to, że komuś może się to nie podobać. Akceptuję to, że inni myślą inaczej.

Drugą rzeczą, która wyzwoliła mnie z tego irracjonalnego strachu była moja choroba. Generuje ona setki niekomfortowych sytuacji. Gdy po wyczerpujących badaniach w szpitalu nie ustąpiłam w autobusie miejsca starszej kobiecie, patrzyli na mnie jak na debilkę.

Niech patrzą – oceniają tylko podstawie czubka góry lodowej, który widzą. Nie wiedzą o tym, że wcześniej zemdlałam i godzinę dochodziłam do siebie. Nie muszą wiedzieć. Oceniają na podstawie szczątkowych danych, ich równanie ma niewłaściwe dane, więc ich wynik jest błędny.

Mam to gdzieś.


Kiedy muszę porządnie sobie kaszlnąć, nie będę czekała na dogodny moment – nie pozwolę sobie na stawianie komfortu grupy wyżej niż moje zdrowie. Oczywiście w większości sytuacji staram się roić to taktownie, wyjść na zewnątrz itp., ale kiedy się nie da – moje zdrowie jest na pierwszym planie.

Kiedyś natknęłam się na bardzo dziwny eksperyment. Wydał mi się totalnie idiotyczny. Ale wiem, że nie ocenia się smaku potrawy, której się nie spróbowało. Postanowiłam więc go sprawdzić, zanim wydam swoją opinię #hehe #ale #bullshit #lol. Okazało się, że ten eksperyment zmienił moje życie. I działał. Nie zastanawiałam się, czy opisać go w książce – wiedziałam, że część osób po przeczytaniu przypisze tagi  #hehe #ale #bullshit #lol mnie i mojej książce, dokonując projekcji swoich emocji. Spoko. Akceptuję to. Ich zdanie nie ma dla mnie znaczenia.

Jeśli jestem czekoladowym plackiem, a mój smak oceniają osoby, które nie miały tego placka w ustach, to ja mam ich opinię totalnie gdzieś. Ocenianie książki, której się nie przeczytało, jest jeszcze głupsze niż ocenianie jej po okładce. Ocenianie filmu, którego się nie zna, osoby o której nie ma się pojęcia, czekolady, której się nie jadło jest pozbawione sensu. A mnie zachowania ludzi, których postępowanie pozbawione jest sensu, totalnie nie interesuje.

Czy ludzie mnie oceniają? Zapewne cały czas to robią. Czy jestem bezkrytyczna? Absolutnie nie! Wiem, że są obszary życia, nad którymi panuję trochę słabiej. Potrzebuję konstruktywnej, szczerej, rzetelnej krytyki. Np. tekstem ratunku nie mam stylu, sama wręcz o nią poprosiłam. Czy przyjęłam krytykę bezkrytycznie? Oczywiście, że nie :). Wiem jednak, że oceny dokonywane przez innych są na potrzebne i chętnie z nich czerpię.

Jest taka prosta zasada : zamień wadę na zaletę.

I ja się jej trzymam. Bo na 100 głupich uwag, może paść jedna, w której będzie ziarno prawdy, albo nawet cała prawda. Jakiś punkt zaczepienia, który stanie się punktem zwrotnym w moim życiu. I się o niego mogę zaczepić. Czasami ktoś “życzliwy” sypnie radą cenniejszą niż złoto. Warto mieć otwarte oczy, słuchać, przyjmować do wiadomości, ale filtrować.



 _______________

Ania! Konkret!


Nie ma konkretu, nie ma recepty. Po prostu zdecyduj, czy chcesz pozwalać innym na to, aby władali Tobą, Twoim życiem, Twoimi wyborami. Czy ich opinie są tym, co jest dla Ciebie istotne. Czy pozwolisz im się blokować. Jeśli chcesz to zmienić – zacznij od maleńkich rzeczy. Załóż ulubione i niemodne spodnie. Idź pobiegać w ruchliwym miejscu.

Prawdopodobnie nawet na Ciebie nie spojrzą. Bo są zbyt zajęci swoim życiem. I strachem przed tym, że to oni są właśnie oceniani.

Być może zachwycasz się tym filmikiem:

Może nawet byś klaskał. Ale jeśli przez resztę dnia siedzisz na pudelku i oceniasz ludzi, których nie znasz, to jesteś hipokrytą ;)) Jest wielka różnica między ocenianiem czyjegoś konkretnego zachowania, a ocenianiem człowieka. Zanim uzyskasz wynik swojego równania, zastanów się, czy masz wystarczającą ilość danych.

PS. nie chciałam powielić informacji z tekstu : Ludzie zawsze będą mieć “ale”. Idź do przodu. Jeśli czujesz niedosyt, to tam zajrzyj.


Pełna wersja grafiki reklamowej z nagłówka : tutaj

reszta : tumblr


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

84
Dodaj komentarz

avatar
52 Comment threads
32 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
SłonecznikWisia02AnonimowyNatalia GozdalskaKrystian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mocne uderzenie, dobre spojrzenie na sprawę. Potrzebowałam tego tekstu dzisiaj.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

" Jest wielka różnica między ocenianiem czyjegoś konkretnego zachowania, a ocenianiem człowieka."
Prawda. Ludzie mają tendencję do generalizowania, upraszczania. Jedno złe zachowanie sprawia, że przypisujemy cechy tego zachowania danej osobie. A przecież to pies merda ogonem, nie ogon psem…
Mądry artykuł na dzis.

Tora
Gość

Akurat dzisiaj tego potrzebowałam… Dziękuję <3

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam wrażenie, że ludzie, którzy sami nie oceniają innych nie mają problemów z tym, że sami są oceniani. Ja przynajmniej tak mam… Ostatnio koleżanka stwierdziła, że podziwia mnie za to, że noszę LUNCHBOXY I TERMOS do szkoły, ona sama wstydziłaby się, że inni uczniowie szkoły ją wyśmieją…

Wisia02
Gość

Tez tak mam, bylam pierwsza w klasie ktora nosila jebitnie wielki litrowy termos do szkoly, zeszlej zimy – jest zimno, jestem chorowita, lubie ciepla herbate to czemu mam ja kupowac w sklepiku jak moge miec swoja za pol darmo? Na poczatku niektorzy sie smiali, niektorzy pozytywnie, niektorzy nie, no i co mnie to? Mi jest dobrze :D. W tym roku kolejne dwie dziewczyny zaczely nosic kubek termiczny, jedna sie za owym oglada, a ja w zaleznosci od wielkosci torby jaka biore, nosze albo kubek albo termos. Tak samo jak jade do chlopaka (godzina busem, 20min autobusem), wieczorami jest zimno i… Czytaj więcej »

Ania Abakercja
Gość

mnie w pozbyciu się nadmiernego strachu przed tym co ludzie powiedzą pomógł… czas. nie było żadnego momentu przełomowego, żadnego oświecenia, żadnej sytuacji. tylko mijający czas. oczywiście w tym czasie nie leżałam na kanapie i nie gapiłam się bezczynnie w sufit. ale nie robiłam też ani nie przeżywałam niczego wyjątkowego. ot normalne życie. studiowałam, poznawałam ludzi, spotykałam się z chłopakami, kłóciłam się z rodzicami, pisałam bloga. żyłam po prostu. i w pewnym momencie dorosłam i dojrzałam do tego, żeby aż tak bardzo się nie przejmować. popełniałam błędy, zdarzały mi się wpadki. jedne były tylko śmieszne i żenujące, inne bolesne. ale nie… Czytaj więcej »

Barbara
Gość

Ja to w ogóle chyba mam nierówno pod sufitem, bo słysząc kąśliwe uwagi, denerwuje mnie nie ich treść (póki ja się z czymś czuję dobrze, jest OK i tylko to się liczy), a sam fakt, że ktoś jest na tyle saaferowany moją osobą, że znajduje czas na plucie jadem. Niedowierzanie temu potrafi mnie męczyć kilka dni.
Tekst świetny, już podesłany TŻtowi i przyjaciółce, cytat H. Forda poleciał na moją motywacyjną tablicę nad laptopem. Jak zawsze – dziękuję 🙂

Barbara
Gość

zaaferowany*

Carrie
Gość

Mądry, prawdziwy tekst! Nie jest idealnie, walczę z tym, ale głośno mówię to, czego inni boją się powiedzieć, robię coś na przekór, inaczej niż ktoś się tego po mnie spodziewa-staram się i są postępy! Szkoda czasu i energii na przejmowanie się tym i rozmyślanie co ktoś o mnie pomyśli macham ręką i to robię!

Pyra Z Bzikiem
Gość

No dobra. Ale łatwo dojść do wniosku, że ocenianie w ogóle nie ma sensu, bo nigdy, przenigdy nie znamy *tak naprawdę* drugiej osoby, nawet żyjąc z nią dziesiątki lat, nie znamy jej najskrytszych motywacji, nie wiemy jak zachowałaby się w sytuacji ekstremalnej, lub np. w warunkach bezkarności [nie tylko wobec braku odpowiedzialności karnej ale także: w warunkach braku odpowiedzialności społecznej [typowy szkolny ostracyzm]]. A z drugiej strony – oceny są konieczne do podejmowania działania, które chcemy uważać za świadome. No więc jak mamy oceniać, wiedząc, że… nic nie wiemy? Niektóre Twoje posty dają odpowiedzi na tacy, na poduszce z frędzelkami,… Czytaj więcej »

bumi bubi
Gość

Szczerze, jesteś moją inspiracją w dążeniu do właściwego i szczęśliwego życia 🙂

Nat
Gość
Nat

Też kiedyś byłam więźniem takiego myślenia. W koncu tak byłam wychowana. Ile razy mama mi mówiła: Jak się zachowujesz lub przestań, co ludzie powiedzą 🙂
Oczywiście nadal czasem słyszę ten głos zwątpienia ale wtedy mówię do siebie: No i co z tego. To moje życie.
Najważniejsze jest to aby sobie zadać bardzo ważne pytanie – wole być szczesliwa i robić to co lubię czy chce być zależna od innych.
Świetny tekst!

Paulina R.
Gość

Ludzie w dzisiejszych czasach po prostu bywają okrutni, dlatego też często boimy się opini innych, po prostu mamy za słabą psychikę. Masz racje – zmian trzeba dokonywać najpierw od siebie 🙂
Świetny tekst, Pozdrawiam!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Powiem tak. Sama nie poszłam do bierzmowania, ale to dlatego, że nie czułam się gotowa a nie chciałam tego traktować jakoś coś co trzeba "odbębnić". Jednak nie jestem na tyle odważna co Ty i nikt z moich znajomych nie ma o tym zielonego pojęcia. A to sprawia, że czuję się jak więzień własnej decyzji. Dlatego rzeczywiście nie warto się aż tak przejmować! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dobry artykuł. Od dawna właśnie czytam różne wpisy na ten temat, gdyż niestety przypadło to też mi. Od wakacji jest trochę lepiej, ale nadal trochę się przejmuje co inni o mnie myślą i mam wrażenie że nie jestem zbyt zabawna, że ciężko mi się dogadać z ludźmi. Sama nie wiem czy to tylko moja wyobraźnia czy po prostu taka jestem.. Może jakaś rada? 🙂 – Pierożek

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja się dopiero otworzyłam na studiach.. wcześniej bałam się wyjść z szeregu, byłam nieśmiała, strachliwa, bałam się odezwać…(nawet gdy znałam odpowiedź na pytanie). Chociaż wciąż jest we mnie jakaś "blokada". . oczywiście mniejsza niż kiedyś,ale jest. Wiem,że każdy jest kowalem swojego losu. Jeżeli sam się o siebie nie zatroszczysz, to nie zrobi tego nikt inny. Cenię ludzi, którzy są odważni, nie boją się porażki, która może ich spotkać, wyjeżdzają za granicę, nawet gdy nie znają języka…nie patrzą za siebie, tylko prą do przodu i mają w nosie, co kto powie. Chciałabym być taka. Wiem,że to ja muszę zrobić krok do… Czytaj więcej »

Szara Wiewiórka
Gość

Przyznam, że nie spodobało mi się określenie pójścia do bierzmowania 'kurestwem'. Rozumiem Twój tok myślenia, wiem, co masz na myśli, ale ja patrzę na to inaczej. Poszłam do bierzmowania, obecnie właściwie nie mam kontaktu z kościołem. Jestem nie do końca określona. Mniejsza z tym. Poszłam do bierzmowania dla świętego spokoju. Przejmuję się tym, co ludzie powiedzą, ale w tym wypadku, narzekanie na 'satanistów' starszych pań w kolejce w warzywniaku naprawdę spływa po mnie jak po kaczce. Ale skoro można uniknąć zamieszania, pytań, nadmiernego zainteresowania moją osobą, uznałam, że tak jest najwygodniej. Czy to znaczy, że sprzedałam się za ocenę z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale Ania napisała,ze nie ocenia innych, tylko sama czulaby sie jak dziwka i ja to rozumiem. Sama tak się czułam w innej sytuacji 🙁

Pyra Z Bzikiem
Gość

Podoba mi się Twoje podejście Wiewiórko 🙂 Niektórzy chcą za wszelką cenę żyć w zgodzie ze sobą i swoimi ideałami i nie potrafią pewnych spraw przemilczeć [które – oddajmy im sprawiedliwość – zasługują na niepopularny, nieprzychylny komentarz], czasami robią sobie więcej szkody niż pożytku, dla własnej satysfakcji, dla zasady [i ja to rozumiem, podziwiam [choć niekoniecznie bezkrytycznie popieram], czasami wciąż sama praktykuję 😉 ]. Inni nie tracą energii na dyskusję z betonową ścianą i paradoksalnie [dopóki nie działają ewidentnie wbrew sobie] – też robią to w zgodzie ze sobą. Święty spokój można znaleźć i w wyrażaniu swoich poglądów i w… Czytaj więcej »

Barbara
Gość

O ile rozumiem Twój punkt widzenia, o tyle wydaje mi się, że sprowadzać gromy na głowę warto. Nie ma znaczenia, ok, idziesz, skoro tak Ci wygodniej i nie szkoda Ci energii. U wielu osób jednak znaczenie ma, bo… znaczenia nie ma 😉 . Sprowadzając to wyłącznie do sprawy bierzmowania, sama nie miałam na to ochoty, nie czułam potrzeby i mimo pytań, i uwag (i to niekoniecznie rodziny!) nie poszłam, bo wolę żyć w zgodzie ze sobą i cieszyć się poczuciem własnej godności.Co do przedostatniego akapitu – nawet bym nie wpadła, żeby tak pomyśleć. To, że ktoś ma inne poglądy, nie… Czytaj więcej »

Nat
Gość
Nat

A ja poszlam do bierzmowania ze wzgledu na babcie 🙂 Nie dlatego, ze mnie do tego namawiala czy balam sie Jej reakcji. Ale… Widok, mojej babci takiej dumnej i szczesliwej, poniewaz prowadzi mnie do bierzmowania zrekompensowal mi wszystko :D. Do dzis usmiecham jak sobie to przypomne hehe

Pyra Z Bzikiem
Gość

Barbaro – w tym akapicie założyłam, że fałszywość/lenistwo/nierzetelność/szeroko pojęta wątpliwa moralność są "gorszymi" postawami/poglądami. Byłoby super gdyby świat był sprawiedliwy, i tacy ludzie nie odnosili spektakularnych sukcesów. Ale często bywa odwrotnie. Hm, będzie przykład, skrajny, bo takie lubię najbardziej 😉 "Pyskujesz" szefowi i masz świętą rację. Twój kolega z pracy się nie odzywa [tzn, że albo ma inne poglądy albo inną strategię wyrażania poglądów]. Ty tracisz pracę/premię, on nie. Albo: wysilasz się na studiach i dostajesz piątkę. Koleżanka z roku dostaje taką samą ocenę za coś, przy czym ledwo palcem kiwnęła [i dzięki temu miała czas na przyjemności, z których… Czytaj więcej »

Jeszcze Lepiej
Gość

oj chyba czeka mnie duużo pracy nad sobą 😉 ale najwazniejsze to zacząć

Sandra
Gość

Gif idealnie oddaje spojrzenia ludzi na rozmowach kwalifikacyjnych, gdy mówię, że zamierzam studiować medycynę. Gash

Farizah (Kobieta z Filiżanką kawy...)
Gość

Mnie ludzie ciągle oceniają. Dawniej przy towarzystwie w którym się obracałam ciągle byłam oceniania i poniżana a tylko na to przytakiwałam.Teraz gdyby nie to że uruchomił mi się pozytywny "mamtowdupizm" dawno by mnie nie było.
Nie obchodzi mnie co myślą inni. Ważne że to co robie jest zgodne z moimi zasadami i daje mi szczęscie

Klaudia / Life Essence
Gość

Z tym mam chyba jeszcze największy problem, niby nie obchodzi mnie co ludzie myślą, niby robię to co chcę, ale kiedy mam komuś o tym powiedzieć mam jakąś blokadę, bo co jeśli wyśmieją? Ostatnio nie powiedziałam nawet kolegom jaką książkę czytam, w obawie, że będę oceniana, bezsensu. Ale chyba najłatwiej z tym skończyć właśnie informując ludzi o różnych rzeczach i przekonując się, że świat się nie skończył. Teraz chcę zrobić coś co wiem, że będzie bardzo źle oceniane przez moich znajomych i znając ich będzie się to za mną ciągnęło latami. Ale tak sobie myślę, że nie obchodzi mnie to,… Czytaj więcej »

BERY
Gość

cenne rady ! dobry tekst

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Temu tekstowi mówię: TAK!
Ale te ciągłe wspomnienia o chorobie… nie masz ciekawszych wątków? Spróbuj nie wspominać o tym choć w jednym tego typu wpisie…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jak ma się odciąć od tego,co ja ukształtowało? Nie rozumiem. Za każdym razem kiedy o tym wspomina, jest to osadzone w kontekście tak, że wzmianka jest zasadna. Mamy taką chorą mentalność w Polsce, że jak ktoś jest chory, to powinien milczeć, siedzieć w domu i o tym nie wspominać… Ja cenie jak ktoś przyznaje,że ukształtowała go bieda, rywalizacja w pracy czy nawet choroba. To chyba normalne,ze każdy podpiera swoje wypowiedzi własnym doswiadczeniem,a jak ktoś jest cale zycie chory to pewnie wiekszosc doświadczeń jest powiązana w jakiś sposób z chorobą.Przepraszam za wylewność, ale mam chorego brata i rozpie*dolilo mnie "nie masz… Czytaj więcej »

::MaGic Lov::
Gość

J to mam gdzieś co myślą i mówią o mnie inni 🙂 WAŻNE ŻE JA WIEM KIM JESTEM I CO ROBIĘ 🙂

eWeLa
Gość

jesteś the best!! 🙂 powiem Ci, że ja mam podobnie. Nie interesuje mnie opinia innych, jeśli mam inne przekonania nie będę szła za tłumem, bezsens… Jestem ateistką, moja rodzina tego nie pojmuje…jak to? jak tak mozna? przeciez bylas ochrzczona! wszyscy chodzą do koscioła! nie czuje tego, wiara jest dla ludzi słabych, takie jest moje zdanie i nie będzie mi nikt narzucał w co mam wierzyc…hardkor. To samo ze ślubem mojej mamy. Nie akceptowałam tego związku, tego faceta itd. Ślub miał odbć się w kosciele (!). Nie chciałam brać udziału w tej kościelnej szopce. Na ceremoni mnie nie było, nie trudnio… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Popieram Twoje podejście – rodzimy się jako indywidualnosci i umieramy jako jednostki, mama kiedyś umrze, zabierze poglądy do swojego grobu, a Ty do swojego. Nie ma się co obrażać na rodzinę, naszs godność nie jest tego warta

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja bym poszła do kościoła, tak po prostu, dla Mamy, żeby jej było miło, w końcu to dla niej ważny moment… 😉 ale to pewnie zależy od tego jakie kto ma stosunki z rodzicami

Anonimowy
Gość
Anonimowy

eWeLa czytając Twój komentarz odniosłam wrażenie, że prawo do samostanowienia, własnych poglądów i wyborów, pomyliłaś ze skrajnym egocentryzmem. Tak, jak co niektórzy mylą asertywność z chamstwem. Nie przejmowanie się nadmiernie opiniami innych to nie to samo co zupełne nieliczenie się z innymi. W przytoczonym przykładzie pokazujesz, że z chęci zamanifestowania swojego stosunku do religii zupełnie zlekceważyłaś swoją matkę. Zastanów się, co powinno być w tym dniu ważniejsze, święto Twojej matki czy Twoje demonstracje. Zauważ, że nikt raczej nie oczekiwał od Ciebie deklaracji wiary, miałaś być tylko świadkiem uroczystości ważnej dla kogoś z Twojej rodziny. A Ty zachowałaś się jak jakaś… Czytaj więcej »

eWeLa
Gość

Anonimowy8 listopada 2014 16:29 spokojnie, nie napisałam, że nie było mnie na uroczysość ze względu na przekonania religijne, one tu nie miały zupełnie znaczenia. Nie akceptowałam tego, że wiąże się z tym człowiekiem w ten sposób. Nie masz pojęcia, że zrobiła to tylko żeby "ludzie nie gadali" , ten facet nawet z nami przez lata po ślubie nie mieszkał! nie znasz dokładnie sytuacji ani nie poznasz w zyciu powodu, dla którego nienawidzę tego człowieka więc po co oceniasz po garstce suchych faktów

Olfaktoria
Gość

"Zanim uzyskasz wynik swojego równania, zastanów się, czy masz wystarczającą ilość danych." Świetna puenta!

Alison DiLaurentis
Gość

Kolejny, genialny post, Akurat dzisiaj czegoś takiego potrzebowałam. Ludzie zawsze będą cię oceniać nawet jeśli nic o tobie nie wiedzą.

desire25
Gość

Bardzo dobry tekst! Dający do myślenia 🙂
O jakim eksperymencie mowa?

Daisy K
Gość

Świetny tekst, wódki Ci polać. ;))) Też nie rozumiem ludzi którzy oceniają innych bo gdzieś tam coś tam usłyszeli, zobaczyli. Kiedyś się przejmowałam, teraz mam to w głębokim poważaniu. Pudelki uznaję tylko te na ulicy czy w parku. 😉

hard-big-hand
Gość

bardzo dobry tekst, a jeśli chodzi o sprawy kościoła i bierzmowania itp to chętnie bym z Tobą porozmawiała, ale to poza m forum publicznym, więc jak będziesz miała przyjechać do Krakowa – daj znać 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Generalnie zgodzę się z myślą przewodnią, jednak trzeba pamiętać, że nie raz argumenty innych mogą pomóc w podejmowaniu decyzji. I to nie na zasadzie kierowania czyimś życiem, a lepszego wyboru.

Nie podobają mi się wulgaryzmy w tekście.

Marta
Gość

Aniu, kolejny bardzo dobry tekst. Po przeczytaniu komentarzy pomyślałam, że bardzo chętnie przeczytałabym na Twoim blogu więcej tekstów związanych z religią (wiem, że jeden już był) na przykład na temat tego, czy katolicy faktycznie znają biblię, na co się tak często powołują. Wiem, że to kontrowersyjny temat, ale trafiasz do ludzi.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Odpowiedź jest prosta – nie znają. Katolicy opierają się o Tradycje z dużej litery, która teoretycznie ma nie stać w sprzeczności z Biblią. W praktyce jest różnie. Wystarczy porównać Biblię Warszawska i katolicką tysiąclatke – słowa poprzekrecane, niby żeby był bardziej współcześny język, a tak naprawdę żeby poprzestawiać słowa w Piśmie pod Tradycje. Najprostszy przykład tego o czym mówię: 1 List do Tymoteusza 3 rozdział, wersety 2-6. Jeśli ktoś twierdzi, że nie wolno na wyrywki, to można cały rozdział. Wniosek będzie ten sam. Oczywiście każdy ksiądz napisze wypracowanie, które podważy ten fragment, że tak robili pierwsi chrześcijanie, a nie współcześni… Czytaj więcej »

Marta
Gość

Jasne, wiem, że nie znają 🙂 ale chętnie poznałabym dłuższe zdanie Ani, dlatego tak zagaiłam bez określania mojego 🙂 Podałaś mój ulubiony fragment czyli esencję hipokryzji KK, aczkolwiek dobitniejsze są po prostu przykazania, czyli teoretycznie fundament wiary. Jakie fundamenty taka religia. 99% katolików nie wie, że nauczyło się przykazań z błędem, bo KK nie pasowało przykazanie o czczeniu obrazów. Przykro mi, że wiem to ja, jako osoba niereligijna, niechodząca do kościoła, a nie zdeklarowani katolicy.

Patrycja Malinowska
Gość

Sporo czasu żyłam tym "co powiedzą inni". Ale nadszedł u mnie taki czas, że chyba dojrzałam do zmian, do wyjścia z cienia innych ludzi i pokazania siebie, prawdziwej siebie. Pierwszym krokiem było założenie mojego bloga. A wczoraj kolejnym milowym artykuł, który napisałam (10 TEKSTÓW, KTÓRE USŁYSZYSZ KIEDY DŁUGO STARASZ SIĘ O DZIECKO). Codziennie walczę, więc ze swoimi słabościami, małymi kroczkami, ale stale.
Pozdrawiam Cię Aniu !

Ringer
Gość

Cóż, z biegiem czasu i wzmocnieniem poczucia o własnej wartości przejmujemy się opinią obcych coraz mniej 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

No i za ten tekst Cię Aniu uwielbiam!:) Bardzoooo dobry! Kurcze… Ile to ja razy w życiu miałam sytuację, że tak się fatalnie czułam czy to po operacji i musiałam po prostu siedzieć twardo w autobusie, bo wiadome- zdrowie najważniejsze, a jakaś babcia wtedy czy ktoś obcy, już ten wzrok zgrozy i swoje wredne teksty… Czasami tak łatwo przychodzi innym ocenianie. Tak samo z tym bieganiem, jakby nie wiem jakie to było, że każdy mówi 'środek miasta, a ona lata w dresie jaka siaraaaaa' haha… Ale Twój tekst Aniu otworzył mi oczy i zamiast pisać dziś anonimowy komentarz, podpisuję się… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

w mieście zawsze ludzie się na mnie gapią jak biegam, mimo zwykłych nie rzucających się dresów biegałam w upalne lato, rano bo rano ale temperatura siegała już pod 30 😉 widziałam na ich twarzach to spojrzenie 'że jej się chce' nawet jeden facecik gdy czekałam na zielone swiatło zapytał 'pani taka chuda ze pani się chce tak jeszcze meczyć?'. nikt nie bierze pod uwage tego ze mozna to lubic, robic to dla przyjemnosci nie dla chudnięcia itd. 😉 drugim aspektem w którym jestem oceniania to mój wygląd na co dzień lubię mocny makijaż, i że (skromnie mówiąc) mam talen do… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowa A. też nie rozumiem ludzi, którzy w tym, że ktoś biega widzą sensację i się po prostu gapią. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z bieganiem to wybierałam zazwyczaj taką porę kiedy było już ciemno, ale kiedy przyszła wiosna i lato późno robiło się ciemno i było już dla mnie za późno na bieganie. Więc się przemogłam! Teraz biegam kiedy chce, gdzie chce i mam w nosie ludzi, którzy się gapią, młodych chłopaków, którzy sypią dziwnymi tekstami, czy dziwne, oceniające spojrzeniami wysztafirowane laski. Chodzi mi o wzrok tych lasek, które są wymalowane i wystrojone i patrzą z pogardą kiedy ja zdyszana… Czytaj więcej »

Bułka
Gość
Bułka

Mnie osobiście odkąd pamiętam podobały się lata 60. Ogromne kloszowe spódnice i kapelusze to coś, co zawsze chciałam nosić, ale nigdy nie miałam odwagi, ponieważ pochodzę z małego miasteczka, gdzie każdy każdego zna i wiedziałam, że ludzie zaczną się przyglądać i gadać, ale pewnego dnia stwierdziłam, że to cholernie absurdalne, bo to ja mam się dobrze czuć w tym co noszę, a nie ludzie na ulicy, z którymi w przyszłości najprawdopodobniej nie będę miała nic wspólnego. Z perspektywy czasu to śmieszne, ale presja społeczeństwa była tak duża, że czekałam rok z zakupem pierwszej dużej, kloszowej spódnicy, aż w końcu poszłam… Czytaj więcej »

Magdalena
Gość

Witaj Aniu, czytam Twojego bloga od dłuższego czasu… I podziwiam Cię, że przestałaś być cipą 🙂 Ja nią jestem nadal, ale z tym walczę, chciałabym kiedyś mówić to co myślę tak odważnie jak Ty to robisz, być po prostu sobą. Twój blog jest jak terapia, której potrzebuję. Wiele mi Twój blog daje. Czekam na kolejne posty. Pozdrawiam, Magdalena wychodząca z opresji 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej Aniu. Dobrze Cię rozumiem, bo sama przyjęłam bierzmowanie tylko dlatego, że wszyscy szli do bierzmowania. Dziś bardzo tego żałuję, ale nic się nie stało, byłam nastolatką, miałam parenaście lat i byłam pogubiona w życiu – każda nastolatka ma do tego prawo i prawo do popełniania błędów. Bierzmowanie nie przeszkadza w tym, że dziś zmieniam moje wyznanie, nie będę miała z KK nic wspólnego i będę mogła czcić Boga zgodnie z własnym sumieniem i własnym rozumem. Ze swojej strony dodam, co mnie wyleczyło ze strachu przed zdaniem innych. Pewnego dnia parę moich znajomych zaczęło opowiadać w liceum parę nieprawdziwych i… Czytaj więcej »

Kasia G.
Gość

Genialny artykuł Aniu*)*)
Pozdrawiam:))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja chyba jestem taką życiową cipą. Generalnie jest mi dobrze z takim stanem rzeczy, ale przykro trochę, że o takich ludziach, jak ja mówi się w ten sposób. Często robię coś, bo inni tego oczekują. Tak było w przypadku bierzmowania na pewno. (Tak naprawdę to tutaj przykłady mi się kończą :P) Ale nie czuję się przez to źle. Nie czuję się jak dziwka, czy coś. Zgadzam się na pewne rzeczy, bo tak jest mi wygodniej. Życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na spory związane z różnymi poglądami. Tym bardziej, jeżeli miałyby one pogorszyć moje relacje z ludźmi, na których… Czytaj więcej »

Polowanie na zdrowie
Gość

Zakończenie mi się spodobało – że jest różnica między ocenianiem kogoś ogólnie jako osoby, a ocenianiem konkretnego zachowania. Mało kto potrafi to jednak zrozumieć, tą różnicę.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tekst jako całość bardzo mi się spodobał, ale przyznam, uraziły mnie twoje słowa przy przykładzie z bierzmowaniem. Jestem właśnie taką gimnazjalistką, która zaczyna przygotowania, a ma swoje poglądy na tę sprawę. Tyle że nie mogę postawić na swoim, bo poza tymi, którzy mnie wspierają, są rodzice, i tu zaczyna się problem.Nie wiem, czy w twoim przypadku sytuacja z bierzmowaniem też tak wyglądała, ale nie każdy może liczyć na wyrozumiałych rozdziców, którzy uszanują to, że dziecko ma już w pewnym wieku jakieś poglądy, godność i uczucia i o pewnym sprawach musi zadecydować samo, by pózniej nie być ofiarą, która boi się… Czytaj więcej »

BEATA REDZIMSKA
Gość

Madry tekst, wszyscy madrzy ludzie, ktorzy do czegos doszli (np Margaret Thatcher czy Kominek) mowia by nie isc za tlumem. Pozdrawiam serdecznie BEata

May
Gość

Kiedyś baardzo przejmowałam się innymi. Jako dziecko rozpaczałam bo nikt mnie nie lubił. Ale teraz mam do tego całkiem inne podejście. Inni niech mówią, ja robię swoje. Mam tatuaż. Uwielbiam go, rodzicom się podoba, siostrze, szwagrowi, siostrzenicy (5 lat!) też. Kiedyś usłyszałam od jakiegoś pana "fajny tatuaż! gdzie pani siedziała?", podobne pytanie usłyszał od swojego taty mój chłopak. Mam to gdzieś, bo jeden lubi trampki a ja wolę tatuaże 🙂 Dzisiaj udostępniłam na fb link do pierwszego wpisu na moim nowym blogu. Kiedyś bym się na to nie zdecydowała. Ale dziś to zrobiłam. "Haters gonna hate", a może komuś się… Czytaj więcej »

good day by M...
Gość

Jestem takim człowiekiem i staram się nad tym zapanować i zmienić zachowanie w taki sposób, który pozwoliłby poczuć mi się ważną tak sama dla siebie bez brania pod uwagę tego co inni uważają jeśli ja uważam, że to co myślę czy robię jest słuszne. Trudno mi się z tego wyzwolić. Może w końcu się to uda. Najtrudniejszy pierwszy krok:)

Aleksandra J.
Gość

"Zamień wadę na zaletę" – serio jest takie powiedzenie? A ja myślałam, że to ja je wymyśliłam 😛

Ludzie zawsze nas będą oceniać, czy to pozytywnie, czy negatywnie – zawsze. Ciężko jest się wydostać z kokonu "co inni pomyślą?", ale uważam, że warto. Jesteśmy bardziej szczęśliwi.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestes bardzo podobna do Josefine Preuß, niemieckiej aktorki. Tak, musialam cie o tym powiadomic 😉

martynika
Gość

Aniu! Ja również traktuję Cię jako moją inspirację! Po przeczytaniu Twojej książki wzięłam się za siebie. A konkretnie za poczucie własnej wartości i radzenie sobie z opinią innych. To spowodowało, że zdecydowałam się zrealizować swoje marzenie od dawna i założyłam bloga. Dodam, że na razie nie wie o nim nikt z moich bliskich;). Mówilam sobie, że nie jestem informatykiem, że nie dam rady technicznie, aż postanowiłam poszukać w internecie, poczytać tutoriale i choć nie mogę nazwać mojego bloga nawet raczkującym, to jestem z siebie ogromnie dumna! Uwierz mi! Miałaś wielki wkład w pchnięcie mnie do działania, odważyłam się nawet na… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wielcy ludzie mówią o problemach.Średni ludzie rozmawiają o wydarzeniach.Mali ludzie mówią o innych ludziach ( najczęściej żle! )
Pokora i uległość rodzą chęć dokuczenia.
Pozdrawam wszystkich bardzo serdecznie

Krystian
Gość

Super wpis. Podoba mi się Twoje podejście do tego tematu. Prawda jest taka, że większość ludzi na świecie najbardziej interesuje czubek własnego nosa. Od momentu jak przestałem analizować co pomyślę inni jestem bardziej szczęśliwy. Zapraszam również do mnie na blog: http://osiagamsukces.pl

Natalia Gozdalska
Gość

jedno słowo – dziękuję 😉

Previous
Jak łatwo poprawić sprawność mózgu i koncentrację.
Jak pozbyć się strachu przed tym, co powiedzą inni?