Instagram has returned invalid data.

Zawsze będą mieć “ale”. Idź do przodu.

Gdy piszecie do mnie maile, jednym z częstszych problemów z jakim się zwracacie, jest brak odwagi do bycia sobą. “A co jeśli mnie wyśmieją?” Pyta w mailu dziewczyna. Dzień wcześniej słyszę od koleżanki, że chciałaby rzucić obecną pracę. Była na rozmowie, chcą ją w wymarzonej… boi się, co na to rodzice. I znajomi. I sąsiadka, ta co myśli o niej, że pracowita i mądra dziewczyna, taką ważną pracę ma.  Całe życie uwielbiałam kapelusze. Czuję się w nich cudownie, nawet wtedy, gdy jak magnes przyciągają wszystkie paprochy. Letnie osłaniają od słońca, jesienne od deszczu i wiatru w twarz. Mieszkam w małym miasteczku i oprócz przyciągania pyłków, kapelusze przyciągają też spojrzenia. Zdziwione, oceniające, wyrażające dezaprobatę. 

Miałam tych kapeluszy kilka, wszystkie lubiłam. Niestety leżały spokojnie w wielkim pudle na szafie, bo nigdy ich nie wyciągałam.

 Gdy zaczęłam zmieniać swoją samoocenę i sposób patrzenia na świat, przy jakiś większych porządkach pudło zmieniło miejsce. Nawet nie wiem kiedy kapelusz znalazł się na mojej głowie. To było naturalne. Nawet nie wiem, czy ktoś mnie spojrzeniem oceniał i co sobie myślał, bo w kapeluszu czułam się fantastycznie.

__________

Moja babcia ma w zwyczaju wyszukiwanie sobie problemów. Kiedy nie ma, to go wymyśli. Cokolwiek robię, robię to niewłaściwie, albo w ogóle powinnam robić coś innego 🙂 Gdy jako dziecko siedziałam na hamaku, słyszałam “co tak na tym dworze siedzisz, byś trochę do domu poszła”. gdy szłam do domu “co tak w tym domu siedzisz, na dworze tak pięknie”. To był niekończący się młyn “byś ten hamak przewiesiła, tu lepiej”. “o tu tu”. “na hamaku tak niezdrowo, weź go schowaj i choć na trawie posiedzisz”. “trawa taka zimna, zaziębisz się, chodź na krzesło” “co tak siedzisz, byś poszła polatać albo no rowerze pojeździć” “bieganie takie niezdrowe, krzywe nogi będziesz miała jak ta Asia co za piłką biega”…

Babcia nie zmieniła się ani trochę. Neguje wszystko i zawsze, nawet swoje zdanie, wypowiedziane minutę wcześniej (“ja tak powiedziałam? w życiu, jak Boga kocham!”). Zmieniłam się za to ja i poza przyjęciem babci zdania do informacji, puszczam je mimo uszu.

Kiedyś nie podejmowałam się różnych działań, bo obawiałam odbioru. Oceny… to było paraliżujące. Blokowało mnie w wielu sferach. Potem zaczęłam nad tym pracować i całkowicie to przezwyciężyłam. Ostatnim przystankiem było…napisanie książki. Gdy dostałam propozycję, najpierw się ucieszyłam, a potem miałam 15 minut solidnego zwątpienia. Co pomyślą o tym inni? Że taka młoda, a książkę napisała? Jeszcze o szczęściu? Co ona niby może wiedzieć?

A potem puknęłam się w czoło i pomyślałam tylko “dziewczyno, ogarnij się, jeśli uważasz, że masz coś wartościowego do napisania, to to napisz”. Nawet gdy ktoś bez czytania wydaje ocenę, nie żałuję swojej decyzji, zerkam wtedy na opinie i zapominam o sprawie.

Słuchanie ocen jest w porządku. Nie fair wobec siebie jest słuchanie bardziej innych, niż siebie. 

Jak przestać się tym przejmować?
1. Zacząć od małych rzeczy.
2. Podziękować grzecznie za opinię.

3. Ćwiczyć na coraz większych rzeczach.

Kiedyś na wolontariacie w przedszkolu miałam taką sytuację, że jedna z dziewczynek przyszła po raz pierwszy w okularach. Od razu się zaczęło całe to to “hihihi-hahaha”. Chłopiec powiedział “ale masz brzydkie okulary!”. Kolejni nie zdążyli, bo Amelka stanowczo i z uśmiechem powiedziała “ja je lubię. Są śliczne i dobrze w nich widzę”. Temat nie został więcej poruszony. Amelka miała w sobie szczerą energię i przemawiała przez nią ogromna pewność siebie.

To lepiej niż mój kolega, który miał na zimę puchatą czapę, ale zaraz za rogiem, gdy mama już z okna nie widziała, chował do plecaka i wystawiał na mróz uszy, cierpiąc strasznie.

Ostatnio będąc nad wodą zobaczyłam taki samotny, rzucony gdzieś na piach wianek. Był bardzo starannie zapleciony. Zastanowiłam się przez chwilę, dlaczego ktoś go porzucił. Może inna osoba powiedziała, że wianki są głupie? Albo dziecinne? Może ktoś ten wianek wyśmiał?

Gdybym uzależniała swoje działania od aprobaty innych (lub jej braku), nigdy nie zakładałabym dzwonów, a mam jedne, które bardzo lubię. Zawsze nosiłabym kucyk, lub spięte włosy, chociaż tego nie cierpię.. A przecież moje spalone, rozpuszczone siano krzywdy nikomu nie robi. Nie napisałabym książki, nie pisałabym bloga, nie studiowałabym pedagogiki, która daje mi masę radości i nie huśtałabym się na huśtawkach. Nigdy. Nie wychodziłabym z domu bez makijażu. Chowałabym dłonie do kieszeni, gdyby na mieście starł się gdzieś lakier. Nie zakładałabym latem sandałów, bo mam krzywe palce. Ba, nie zakładałabym nic krótkiego, bo mam szpotawe kolana. 

Na dobrą sprawę – ludzie będą czepiać się wszystkiego. Wystarczy odpalić portal plotkarski albo inne miejsce zrzeszające komentatorów “kozak w necie, dupa w świecie”.
Ktoś wrzuca na instagram porządne śniadanie – jest za drogie, wrzuciłby coś tańszego. Wrzuci tanie, będzie za tanie. Albo za mało białka. Za dużo węgli. Za dużo kalorii. Zawsze coś.

Kiełbasa z grilla – za swojsko. Wyszukane danie – za bardzo “ą-ę”. Makaron z sosem? A kto to tak nazywa, przecież to “penne pomodoro e basilico”. A jak kurczę nazwiesz “penne” to powiedzą, że to kluski.


Idąc za tą logiką, osoby otyłe nie mogłyby wychodzić z domu “o matko, jak można wyjść w takim stanie” a chude to tym bardziej bo “czy ona nie widzi, że ktoś może wziąć z niej przykład”. Moja dobra znajoma nie mogłaby wyjść niedawno za mąż za starszego faceta, chociaż są super parą (bo jak to tak? ja się nie czepiam, ja się tylko martwię jak to  będzie za 10 lat).


Za każdym razem, gdy kładziesz kapelusz do pudła na szafie, za każdym razem gdy zdejmujesz wianek, albo zakładasz latem jeansy (bo nie wypada krzywych nóg wystawiać), pokazujesz im, że mają nad Tobą władzę. I rzeczywiście ją wtedy mają.


Nigdy nie uszczęśliwisz wszystkich, więc spróbuj uszczęśliwić siebie. Zacznij od małych kroczków. 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

130
Dodaj komentarz

avatar
65 Comment threads
65 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
placzekAnonimowyAniamalujeKrasnalSłonecznik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Za każdym razem, gdy kładziesz kapelusz do pudła na szafie, za każdym razem gdy zdejmujesz wianek, albo zakładasz latem jeansy (bo nie wypada krzywych nóg wystawiać), pokazujesz im, że mają nad Tobą władzę. I rzeczywiście ją wtedy mają.

Nigdy nie uszczęśliwisz wszystkich, więc spróbuj uszczęśliwić siebie. Zacznij od małych kroczków. "

Drukuję i wieszam koło lustra.

Maalinova
Gość

O zrobieniu tego samego pomyślałam!!

Isabel
Gość

a również muszę sobie przepisać ten cytat i powiesić obok mapy marzeń na którą zerkam 😉
przeczytałam jednym tchem – S U P E R tekst.

Karolina
Gość

Robię to samo! Od dzisiaj to będzie moje motto życiowe 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

U mnie na tablicy wisi inny tekst ani ""Nie kupuję koncepcji z drugą połówką jabłka – jestem całym soczystym jabłkiem i nikt nie musi mnie uzupełniać, ale jak spotkam jakiegoś fajnego banana, melona czy kokosa chętnie zrobię z nim sałatkę i to będzie całkiem nowa jakość. Nie mam ochoty tworzyć natomiast sałatki z resztek, odpadków i nadpsutych owoców z przeceny. U mnie model "a może zaiskrzy" się nie sprawdza, albo lecą iskry, albo nie. Nie mam ochoty na bylejakość i związki na przeczekanie które widzę u niektórych osób. " chyba założę na fejsie profil z najlepszymi cytatami z tego bloga… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anno, wiem ze nie masz na to parcia, bo juz Ci kiedyś sugerowalam i odpisalas,ze to nie Twój priorytet, ale na bogów, dodaj pod tekstami przycisk do share'owania i lajkowania, bo aż by się chciało udostępnic na fejsie !

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zawsze możesz zacytować, podpisać źródło i wrzucić po prostu na tablicę 😛 … no i zalajkować sobie

Algadia
Gość

Świetny tekst! Skłania do refleksji nad sobą i uwolnieniu się z więzów tworzonych przez lęk przed tym co pomyślą o nas ludzie. Często wpadam na jakiś pomysł, lub mam na coś ochotę ale zamiast podążać za swoimi pragnieniami siedzę w miejscu sparaliżowana automatycznie nasuwającą się myślą o potencjalnym oburzeniu tym innych. Uświadomiłam to sobie w pełni dzięki Tobie i zaczynam pracę nad sobą. Pierwsza rzecz – udostępniłam na fb poznaną dziś cudowną piosenkę nie martwiąc się tym że dostanę mało lajków lub w ogóle żadnego z racji jej alternatywności. Liczy się dla mnie że zamanifestowałam swoją miłość do muzyki i… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Serio ludzie az tak sie boja o lajki w dzisiejszych czasach???
Hmm. Wspolczuje tak ciezkich problemow.
Co za los.
Polecam usuniecie fejsunia w takim razie…
Serio ten komentarz mnie dobil…….to musi byc
okropne!
Generalnie ten post mnie niedotyczy, bo nigdy nie mialam takich problemow, zyje sie tylko raz ludzie! Zyjcie dla siebie a nie dla innych!

Kategorie jakimi ludzie sie kieruja…..lajki wtf wtf!
Od 4lat problemy i "prawdziwe zycie" na fejsuniu mnie nie dotyczy

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Więcej empatii i czytania ze zrozumieniem! Algadii chodziło o symbol "odrzucenia" słuchanej przez nią muzyki, przez symboliczny brak akceptacji (lajka). Tak sądzę 🙂
Ciężko mi uwierzyć, że nigdy nie miałaś takich problemów, brak ich w czasach choćby nastoletnich, oznaczałby niedostosowanie społeczne. Mam taką teoryjkę, że osoby które opowiadają teksty "nie wiem jak można mieć takie problemy' próbują sobie wyrównać tak jakieś deficyty 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie wiem jak mozna miec takie problemy, bo mam zgola inne problemy, inne podejscie do zycia i ludzii oraz inny charakter, drogi doktorze anonimus psychologus 😉 a to ze slucham muzyki ktora nie jest na topie i ze inny jej nie lubia interesuje mnie tyle co cztery litery 😉
tak samo jak i to czy moje outfity sa trendi.
I tak drogi doktorze zmartwie cie, mam przyjaciol ale nie na fejsbuku!
Chodzi o ten deficyt, ze mam 8 znajomych a ty masz ich 1456, i codziennie 74 lajki?
Sorry nigdy nie bede taka #swag #cool #inneslowanatopiektorychnieznam

#wiecejempatidlaludzibezfejsa

megirosa
Gość

Każdy ma prawo do takiego przeżywania problemów, ja mu się podoba, dopóki nie szkodzi tym innym. Takie malutkie sprawy też składają się na nasze życie, nie widzę powodu, żeby je ignorować i udawać, że nie istnieją. Anonim oczywiście niczym się nie przejmuje, ale nie wszyscy tacy są i to do nich kierowany jest ten wpis. Jednak chcą się zmienić zaczynając nawet od najmniejszych rzeczy to tylko należy pochwalić.

A że ktoś nie ma większych problemów niż lajki, no to chyba tylko się cieszyć, po co nam więcej zła na świecie?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowy 06:39. ile masz lat? Ja mam 18 i czuje się jak odmieniec bo nie mam fejsa , instagrama i innych tych zbędnych stron. Nie jest mi z tym źle ,wręcz przeciwnie tylko malo jest osób które maja podobny stosunek do tego. Nie umiem zrozumieć jak ludzie pozbawiają sie prywatności pokazując co jedzą, ze się rozstali, ida na trening itd. Wiem zaraz posypie się masa komentarzy, zapewne złośliwych ale ciężko mi znaleźć ludzi którzy wola rozmawiać niż zawieszać się na telefonie siedząc na fejsie. Tekst zapewne nieskladny wiec przepraszam za błędy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jak nie masz fejsa to skad wiesz co inni dodaja? moze podgladasz z nieprawdziwego konta? Mnostwo ludzi zarzeka sie, ze nie ma fejsa, a na co mi! itp, a jednak jakies tam konta maja..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowy 15:23 znajomi przeglądając pokazują co po niektórzy wypisuja.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję za: "Za każdym razem, gdy kładziesz kapelusz do pudła na szafie, za każdym razem gdy zdejmujesz wianek, albo zakładasz latem jeansy (bo nie wypada krzywych nóg wystawiać), pokazujesz im, że mają nad Tobą władzę. I rzeczywiście ją wtedy mają." Moje kapelusze leżą na dnie szafy. Mam wrażenie, że to dlatego, że zawsze czułam się od wszystkich gorsza. Bo mam starszych rodziców, bo nie mam samochodu, bo nie mam dużego mieszkania, bo mam odstające ucho i brzydki nos itd. Chociaż już teraz się nie wstydzę, to jednak pozostała we mnie blokada i zawsze, gdy poznaję nową osobę czuję się gorsza… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

fake it till U make it 🙂

IVONA
Gość

Aniu…ten tekst jest według mnie jednym z najlepszych, które tu czytałam:)

napiszę tylko DZIĘKUJĘ:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Kiełbasa z grilla – za swojsko. Wyszukane danie – za bardzo "ą-ę". Makaron z sosem? A kto to tak nazywa, przecież to "penne pomodoro e basilico". A jak kurczę nazwiesz "penne" to powiedzą, że to kluski. "
Samo sedno.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dopowiem jeszcze, że gdy pierwszy raz po ciąży założyłam inną bluzkę niż namiot, a był to dla mnie wielki krok, nikt obcy nie zwrócił uwagi i nie patrzył krzywo na mój wielki, rozciągnięty brzuch. Nikt nawet na to nie spojrzał.
A ja dwa miesiące zbierałam się na odwagę i psułam sobie samopoczucie namiotami xxl 🙂

Mari
Gość

Wydaje mi się, że przesadzacie ze znaczeniem tego – a co ludzie powiedzą. Zobacz, że dwa miesiące męczyłaś siebie przypuszczeniami jak to będzie. Podobnie jest z dostosowywaniem się chociażby w tych daniach – jeśli coś dla mnie jest penne, to jest to penne, a nie makaron. I odwrotnie.
A kapelusze mam. I noszę. Plus 10 do zauważalności.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem u Ciebie od notki o gronkowcu i bardzo dziękuję za ten blog. Doczytałam dzisiaj wszystkie teksty z archiwum i jestem Ci wdzięczna za pisanie. Rób to nadal 🙂 Bardzo mądry tekst.
To mój pierwszy komentarz tutaj, a powinnam wcześniej podziękowac za brak gronkowca 🙂

pejdu1
Gość
pejdu1

Sądzę, że Ci pozytywni ludzie nie przejmują się takimi głupotami jak to, że ktoś inny śmiga w kapeluszu/okularach/plecie wianki/nie pierze w Perwollu 😀 A opinią reszty szkoda się martwić!

MeSzka
Gość

Jeszcze niedawno nie wychodziłam z domu bez makijażu, może tylko do sklepu pod domem, ale to tylko w nagłej sytuacji, bo do marketu kawałek dalej już obowiązkowo musiałam się umalować. I wyjść gdzieś w domowych dresach? Nigdy w życiu! Ale mieszkam w niedużym mieście, dodatkowo na moim osiedlu 'wszyscy wszystkich znają'. A potem poszłam na studia, przeprowadziłam sięi to się zmieniło. Powoli, ale się zmieniło. Idąc na zajęcia ciągle zawsze się maluję, ale nie mam już tej presji co kiedyś – nie mam ochoty na robienie makijażu to go nie robię, zrobię tylko kreskę i wytuszuję rzęsy i tyle [akurat… Czytaj więcej »

MeSzka
Gość

Z przyjemnością 🙂 jednak do Bydgoszczy przyjadę dopiero pod koniec września, trzeba trochę posiedzieć w domu 🙂

Kic Kicek
Gość

Moja babcia ma podobny styl życia. Nie masz nic do gadania, nie znasz życia, ona wszystko wie najlepiej: jak masz się ubierać, co jeść, ostatnio słyszałam jak "doradzała" montażystom jak mają drzwi wstawić. Oczywiście jak ktoś ma inne zdanie to jest "nerwusem"! Dopiero w liceum zdałam sobie sprawę z "patologicznej" sytuacji panującej w domu rodzinnym. Kiedy tylko mogłam wyrywałam się z domu i robiłam swoje. Odżyłam na studiach: zmieniając otoczenie, dodatkowo mogłam liczyć na wsparcie ze strony chłopaka, przyjaciół, rodziców.Babcia wiele przeszła w życiu, ale nie może dyrygować życiem innych!Obecnie utrzymuję stały kontakt z babcią, szkoda psuć relacji, szkoda życia… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wow, świetny tekst. Zawsze podziwiałam osoby, które w ogóle nie przejmują się opinią innych. Robię dokładnie tak, jak chcę, jednak w mojej głowie ciągle istnieje obawa przez czyjąś oceną. Nie piję alkoholu w ogóle, nigdy nie paliłam papierosów, moja szafa stoi na samym środku pokoju, lubię jeść takie potrawy "ą-ę" i nie chcę brać ślubu kościelnego ani chrzcić dzieci. To już chyba wystarczająco dużo tematów do obgadywania i osądzania. A ostatnio dowiedziałam się, że ktoś zaufany słyszał słowa mojej babci, właśnie takiej, co zawsze wie lepiej. Żebym sobie poszukała innego chłopaka. No śmieszne. MAM PYTANIE: Dlaczego poniżej, w prostych zasadach… Czytaj więcej »

hard-big-hand
Gość

Bardzo mądry tekst Aniu. Po prostu zawsze obok nas będą osoby mające jakieś "ale" te osoby nazywam ludźmi typu: "zawsze coś". wiecznie będą mieli zastrzeżenia do innych, nie widząc własnych narzekań i wad.

ona
Gość

Aniu uwielbiam cię :*, moją obecną przeszkodą do pełni szczęścia, są rodzice, którzy boją się zmian i babcia, która tak jak u ciebie wcale w mnie nie wierzy, i co bym nie robiła będzie źle, to przykre i smutne, ale będę próbować ich zmieniać. Skoro sama poradziłam sobie z moimi kompleksami, wyleczyłam trądzik i wiele innych, piszę czytam i mam się dobrze. Skończyłam studia, teraz odpoczywam, bo są wakacje, a co słyszę, tylko żebyś pracę znalazła, a kiedy odpowiadam, że praca jest i się nie martwię, to patrzą na mnie jak na głupią :), a ja się szczerzę uśmiecham.

Dzika Wózkowa
Gość

Genialny tekst.
Co prawda problem nie dotyczy mnie aż tak, bo raczej robię to co chce, ale niestety zawsze z tyłu głowy jest gdzieś myśl że inni patrzą na mnie dziwnie. Zdaję się jednak sprawę, że problem nie leży we mnie – to moje miasto pełne ludzi, którzy z pogardą patrzą na kogoś, kto chociaż odrobinę się wyróżnia.

MatMaja
Gość

A może zazdroszczą, bo też chcieli by się wyróżnić, ale nie mają w sobie odwagi, by nie dbać, co pomyśli sąsiad/ta pani w spożywczym?
Olej to!
Włóż kapelusz!
Popatrz na nich dziwnie, to oni powinni się wstydzić tego, że kogoś oceniają.

Anita Daniel
Gość

Dobrze wiedzieć, że nie tylko moja babcia taka jest… chociaż i tak pewnie macie lepiej, bo moja nawet nie pozwala mi mieć chłopaka, bo ona się kiedyś mocno zawiodła… i od 2 lat jestem w związku, nawet mieszkam z chłopakiem i wszystko trzeba przed babcią ukrywać. Do tego moja babcia lubi komentować mój wzrost (175cm – jak ja mogę być taka wielka?), swego czasu lubiła też zwracać uwagę na moją brzydką cerę, a o ubiorze nie wspomnę. Wyprowadziłam się na studia – i wszystko się zmieniło, teraz nie lubię wracać do domu rodzinnego. Staram się nie przejmować uwagami, na prawdę… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

skoro ukrywasz przed babcią swoje szczęście, to właśnie dajesz jej sobą rządzić.
na miejscu chłopaka byłoby mi bardzo przykro, że nie masz w sobie odwagi by się przyznać, że z nim mieszkasz. Rudzia

tlusta_papuzka
Gość

'są naszymi bliskimi więc przecież jak mamy się od nich wyprowadzić?'

Tak po prostu. Odkąd wyjechałam z Polski, moje relacje z rodziną niezmiernie się poprawiły. Polecam. ;]

Anita Daniel
Gość

Ja też polecam i też się nie bałam 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu…<3 Wszystkim się nie dogodzi. Świetnie obrazuje to też historia z ojcem, synem i mułem. Pewnie ją zresztą świetnie znasz. Ja już staram się nie reagowac na takie odzywki, ale gdy zdarza mi się, że ktoś powie "ojeej, nie wypada w takiej sukience wychodzić – jest za jasna" zawsze odpowiadam "ee tam, sukienka nie wie, że jest za jasna" i to kończy temat 😛 Swoją droga, to chyba jest dobra metoda, bo stosuję ją przy wielu sytuacjach. Bardzo lubię odkurzać i robię to rzeczywiście często, mama się zawsze wkurza, gdy odkurzam w niedzielę i mówię jej wtedy 'przecie odkurzacz nie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja sądzę, że tak na prawdę nie boimy się co ludzie powiedzą, ale raczej nie chcemy na siebie wziąć pełnej odpowiedzialności. Np. jeśli wszyscy dordzają żebym zmieniła pracę, ja ja zmienię i okaże się ten pomysł porażką to nic, przecież wszyscy mówili żeby zmienić. Za to jak wszyscy będą mi to odradzać, a ja sama zmienie to cała odpowiedzialność wyląduje na moich barkach. "Przecież mowiłam że to zły pomysł!". Tak to chyba działa w moim przypadku.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Coś w tym może być. Dlatego warto przyzwyczajać się do brania odpowiedzialności za własne życie 🙂 Jeśli popełnimy błąd bo 'ktoś' nam doradził, to on też może się czuć winny i potem nam pomóc poradzić sobie z konsekwencjami. A tak to z nastepstwami decyzji meirzymy się sami.. Co, oczywiście, jest na dłuższa metę jest dla ans najlpsze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Och, dziękuję! Do szczęścia brakowało mi wlaśnie twojej opinii o mnie, nawet nie wiesz jak jest dla mnie ważna. (opcj.) I co zaraz z nią zrobię." Wyraz twarzy oceniającego – bezcenny. Czasami właśnie tak ironicznie zareaguję. Po czym spokojnym tonem zagajam dla równowagi, czy ta osoba przejmuje się opiniami o sobie i dlaczego, oraz co z tego wynika dla niej, czy przypadkiem się nie zamyka w sobie, nie powściąga emocji, uczuć tam gdzie chciałaby być naturalną, swobodną, lekką, dlaczego tak często wydaje sobie zakaz "nie pozwalam" i ludziom też. Najczęściej to rezultat pokoleniowego, środowiskowego bezmyślnego naśladownictwa, żeby nie odstawać od… Czytaj więcej »

Alison DiLaurentis
Gość

Świetny tekst. Czasem ciężko jest zacząć nie przejmować się zdaniem innych i robić to co sprawia nam przyjemność. Ja się staram ale nie zawsze wychodzi. Mimo to mam nadzieje że kiedyś dojdę do takiego momentu w którym zrobię coś co chcę i kompletnie nie przejmę się zdaniem innych. 🙂
anotherlifeofvictoria.blogspot.com zapraszam 🙂

Yovi
Gość

Aniu pięknie to napisałaś! Mieszkam w małym mieście i ocenianie o którym piszesz jest mi znane aż za dobrze!! Też kocham kapelusze ale nosze je zbyt rzadko bo ludzie się śmieją…. nawet do ślubu nie ubrałam sukienki , takiej o której marzyłam ( krótkiej ) bo teściowa powiedziała, że jak można takie chude nogi w kościele wystawiać ….
Dzięki Twoim postom zaczynam inaczej patrzeć na siebie i na świat! Zaczynam walczyć o swoje i zmieniać swoje życie na lepsze…i pomimo , że jeszcze długa droga przede mną , idę naprzód i jest coraz lepiej!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

UWIELBIAM! Po prostu uwielbiam Twojego bloga! Zawsze trafisz z tematem 🙂 Ja niestety przez moją niską ocenę, czasami traciłam okazję do robienia czegoś, co lubię. A później bardzo żałowałam i to było takie błędne koło, bo żyłam przeszłością. Dzięki Twoim tekstom można się zastanowić nad sobą i w końcu wyjść na prostą. Myślę, że w końcu mi się uda 🙂 A co do kapeluszy. Sama je bardzo lubię, ale nie mam ani jednego, bo mieszkając na wsi też pomyślałam "co ludzie powiedzą?" A strasznie mi się podobają i do twarzy mi w nich. Także może się skuszę? 🙂 Pozdrawiam serdecznie… Czytaj więcej »

Bilib World
Gość

Bardzo mądry tekst, dający do myślenia. Nie warto przejmować się tym co inni powiedzą lub pomyślą o nas. Natomiast warto być wiernym swoim przekonaniom i zasadom. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nam udzielić "dobrych" rad. Nie dogodzimy wszystkim, więc kierujmy się własnym dobrem i szczęściem. Jeśli nikomu nie czynimy tym krzywdy, postępujmy według własnego uznania.

Karolina Apanasewicz
Gość

Konkretnie i prosto w sedno! No a dlaczego ja mam podporządkowywać swoje chęci i marzenia innym ludziom i ich opiniom i tym samym ograbiać się z własnego szczęścia, które mogę osiągnąć. Po prostu mnie "siekło". Jeden z najlepszych tekstów, jakie przeczytałam w ostatnim czasie, trafił prosto w serce. DZIĘKUJĘ 🐱

http://ananasowe-drzewo.blogspot.com/

Natalia Slawek
Gość

Wsiąknęłam cały jednym tchem 🙂
Masz takie lekkie pióro, a ja sobie czytam i kiwam głową, potakuję.

W dzieciństwie byłam bardzo nieśmiała, 'zahukana' i bałam się opinii innych, potem przyszedł wiek buntu, stałam się indywidualistką i miałam głęboko co kto i jak. Trochę mi tak zostało.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja mam z tym problem zwłaszcza ostatnio, nie mówię o innych ale konkretnie o moją rodzinę. Będę wdzięczna Aniu za poradę.Moja rodzina jest bardzo wierząca, najbardziej mama i babcia. Nie moglam miec chlopaka (np w wieku 15 lat, gdy ja sama marzylam tylko żeby z nim np pojsc do kna i inne rzeczy nie byly mi w glowie, moja matka mowila że na pewno się puszczam). Nie mogłam wychodzić na imprezy. oczywiscie i tak robiłam to, co chcialam, tylko ze okłamując mamę (z czego nie jestem dumna, ale wolałam mieć spokoj a nie podporządkowywać życie rodzinie).Teraz mam 20 lat,… Czytaj więcej »

almondcake
Gość

U mnie nastawienie rodziny zmieniło się, jak się zaręczyłam. To był taki sygnał – myślą o sobie poważnie, chyba mogą się widywać tak często jak chcą 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tylko że – chociaż bardzo kocham mojego faceta – to nie wiem czy bedziemy w ogóle, kiedykolwiek mezem i zoną. na zareczyny, o ile bylyby, to o wiele za wczesnie. Ale dziękuję za komentarz, na pewno gdybym byla starsza, mogloby mi to zapewnic spokoj na jakis czas 🙂 K.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Są rodzice, którzy cale swoje zycie poświęcają rodzicielstwa i trzeba porozmawiać o tym wprost,ze wciąż ich kochasz,potrzebujesz i doceniasz,ale chcialabys spróbować żyć po swojemu. Ale mieć to poczucie wsparcia, możliwość powrotu. Oszukiwanie inszyuczki typu mieszkanie z przyjaciółkąnie są rozwiązaniem,rodzice i tak się dowiedzą. Jeśli nie da się z nimi rozmawiać,napisz list,nawet jak mieskacie w tym samym domu. Powodzenia

Anonimowy
Gość
Anonimowy

K, w sumie, to masz 20 lat, jestes pełnoletnia odpowiadasz za swoje wybory, decyzje… nie chciałabyś postawić rodziny przed faktem dokonanym, albo przynajmniej planem w toku? Wyprowadzam się, kocham was, nadal jesteśmy rodziną, ale od teraz żyję swoim życiem, będę wpadać, cześć. Rzeczy za drzwi i mnie nie ma 🙂 a jeśli będą drążyć, wydzwaniać, kombinować jakby tu się dowiedzieć co też ona robi, szponcić to rozmowa już po męsku bez ogródek. No bo jak można komuś tak wchodzić z butami w życie? Nawet jeśli w rodzinie, szacunek trzeba zachować, uznać cudzą potrzebę prywatności i szczęścia. Wieczne gderanie komentowanie poczynań… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dla mnie w takich sytuacjach kluczowe jest zadanie sobie pytania o to czego się obawiam. Gdy przeczytałam u Ciebie (piszę do pierwszego komentarza) "nie przyznaję się do prawdy nie ze strachu przed złością mamy ale z troski o nią" to pierwsze co mi przyszło na myśl to to, że robisz to z troski o siebie. Twoja rodzina poradzi sobie bardzo dobrze gdy powiesz im prawdę. Ale niekoniecznie zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Mogą Cię odrzucić, znieważyć, nie odzywać się, krytykować, nie rozumieć. Ale czyTy sobie z tym poradzisz – takie pytania sobie może zadajesz i de facto troszczysz się o siebie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zwykle nie komentuję wpisów na blogach, ale tym razem muszę zrobić wyjątek 😀
Notka jest NIESAMOWITA! Jest w niej tyle słów, które rzadko komu udaje się wypowiedzieć. Teraz z ludźmi wygrywa strach przed opinią innych. Szczególnie jeśli chodzi o ludzi, którzy należą do osób bardziej zamkniętych w sobie. Bardzo się cieszę że poruszyłaś ten temat i napisałaś to w tak otwarty i lekki (do czytania :)) sposób. Potrzebowałam takich słów. DZIĘKUJĘ! ♥

freckledlittle
Gość
freckledlittle

Mój problem polega na tym, że ja nie wiem JAK to zmienić. Nie przemawia do mnie "po prostu przestań" w kontekście analizowania, przejmowania się, bycia niewolnikiem "co sobie pomyślą". Zgubiłam gdzieś siebie samą, swoją pogodność, rezolutność i uroczego olewatora "co mnie to obchodzi". I wciąż nie mogę tego odnaleźć, wciąż czuję się gorsza, wciąż moje poczucie własnej wartości…cóż, nie istnieje. I nie wiem jak to zmienić. Ciągle szukam i frustruje mnie to coraz bardziej, że nie mogę znaleźć rozwiązania, bo już mnie to strasznie męczy. Chciałabym być znowu – WE WŁASNYM ODCZUCIU, nie bazowanym na opinii innych – sobą, wesołą,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czasami "olewatorstwo" przychodzi samo. U mnie takim przełomem była połowa liceum. Zawsze byłam prymusem, dawałam z siebie wszystko, jeśli chodzi o naukę. Aż przyszło liceum i okazało się, że ile bym z siebie nie dawała, i tak nie będę już w żadnej czołówce. I stwierdziłam, że jeżeli miesiąc nauki skutkuje tróją, a brak nauki dwóją to ja chrzanię taką naukę. To samo z kontaktami międzyludzkimi. Uformowały się różne grupki i ile bym nie próbowała, nie mogłam wyrwać się z kasty "plebsu". Ludzie przestali mnie obchodzić – od razu milej się zrobiło. Od tego czasu (jestem na drugim roku studiów) robię… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowy, zgaduję, że w czasach liceum poczułaś się bardzo zraniona, nie przepracowałaś tego i teraz 'nie ufasz' ludziom. Może wtedy wydawało ci się, że ich nie obchodzisz, więc teraz odpłacasz się tym samym? Może sądzisz, że prędzje czy późneij i tak cię zawiodą? Myślę, że powinnaś myślami i emcojami wrócić do tamtego okresu, zoabczyć, co jest nie tak. Pewnie terapia u dobrego spychloga też by mogła pomoc.

MatMaja
Gość

Aniu, piękny kapelusz, nie powinnam oceniać (hah), ale wyglądasz w nim bardzo ładnie!

Steam Style
Gość

Wszyscy piszą, że świetna notka, porady, mądrze napisana itd. Ja się z tym wszystkim w 100% zgadzam, nie będę się powtarzać. Powiem Ci tylko jedno – moja babcia jest taka sama! 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Drukuję sobie ostatnie zdania i wieszam :*

Karolina
Gość

Świetny tekst. Ostatnio moja mama powiedziała "lubię kapelusze, ale teraz nikt w nich nie chodzi, wyglądałabym jak jakaś wariatka". Przekonywałam ją, że to nie ma znaczenia, że najważniejsze jak sie w tym czuje, ale nie pomogło, mama upiera sie przy swoim 😉 No ale w sumie ja też nie zawsze mam odwage założyć coś/zrobić coś odważnego, czasem się przełamuję, ale jednak w moim małym miasteczku jest to trudne.

Justinee
Gość
Justinee

Za każdym razem, gdy kładziesz kapelusz do pudła na szafie, za każdym razem gdy zdejmujesz wianek, albo zakładasz latem jeansy (bo nie wypada krzywych nóg wystawiać), pokazujesz im, że mają nad Tobą władzę. I rzeczywiście ją wtedy mają.

Nigdy nie uszczęśliwisz wszystkich, więc spróbuj uszczęśliwić siebie. Zacznij od małych kroczków.

Zapisałam sobie te słowa i powiesiłam na tablicy korkowej, znajdującej się nad biurkiem. Dziękuję za ten tak potrzebny mi tekst, bo walczę ze swoim problemem, z tym, że się zazwyczaj strasznie przejmuję z różnymi skutkami.. Jeszcze raz dziękuję!

PolaZas
Gość

Ta akceptacja i samoświadomość przychodzi jednak z czasem – teraz robię co chce i jak chcę nie przejmując się opiniami innych, ale pamiętam, że kilka lat temu niektóre decyzje wstrzymywałam, głównie ze względu na niedojrzałość i obawy przed komentarzami. Teraz dziwię się jak mogłam się tym przejmować! 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Często tu zaglądam bo wiem, że trafię na takie właśnie teksty. Bardzo mądre to co piszesz. Od jakiegoś czasu powolutku, drobnymi kroczkami wprowadzam właśnie takie zmiany. Od noszenia pięknych ubrań, których mam całą szafę, ale nie zakładam, a bo zbyt kolorowe, niecodzienne, podkreśla mi fałdkę, ktoś za długo będzie spoglądać.. po poważne życiowe decyzje. I kupie w końcu ten słomkowy kapelusz, niech gadają ;P

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wiesz to może być tak, że ludzie spoglądają, na te fałdki, nogi, fryzury – a takich spojrzeń wyłapuję masę jak tylko założę coś niecodziennego, niespotykanego, co sama sobie prze/robiłam – nie zawsze osądzająco. Patrzę na nich jak są ubrani, a zwykle tak zwyczajnie bez charakteru, w byle koszulkę i dżinsy jakby im nie zależało, a wzrok świdruje (w ciemnych okularach łatwiej, bezczelniej) zdaje się że lukają i w myślach dopasowują to co mam na sobie do siebie, czy oni mogliby w tym wyjść do ludzi, skąd ona to ma, bo fajne/jutro poszukam w sklepach/chciałabym zapytać skąd ma, ale tak głupio… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

I takiego myslenia właśnie chce się nauczyc! Dzięki za ten komentarz:)

freckledlittle
Gość
freckledlittle

Ja również. Tylko nie wiem jak. Bo "po prostu zacznij" do mnie nie przemawia… 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

''Patrzę na nich jak są ubrani, a zwykle tak zwyczajnie bez charakteru, w byle koszulkę i dżinsy jakby im nie zależało'' ja się tak zwykle ubieram, bo.. zgadłaś, nie zależy mi. (Dlaczego? Proszę poczytać np o Zuckerbergu, jaki ma stosunek do ubrań). Widocznie te teorie, że trochę rzutujemy własne stany na innych mają w sobie sporo prawdy – nie sądziłabym nigdy, że człowiek, który na mnie spogląda, może przeżywać taki ogrom uczuć.. ;PGeneralnie problemy tu opisywane są mi w 80% obce, bo zwykle chodze właśnie bez żadnego makijażu, ubrana w peirwsze lepsze spodnie i bluzkę, i wygłupiam się, jak mam… Czytaj więcej »

Płaszczoobrosła
Gość

Ja ostatni raz taki duży krok zrobiłam parę lat temu gdy przestałam dzień w dzień wychodzić w makijażu, bo inaczej się bałam, że co pomyślą. Oczywiście na to ''bądź sobą'' zawsze trzeba brać jakieś poprawki bo czasem może nam przyjść coś głupiego do głowy. Ale w normalnych sytuacjach jak np. to co opisujesz… powinno się być sobą. Ja często się przyłapuję na tym, że czegoś nie zrobię, bo co pomyślą. Chociaż lubię swoje uczelniane koleżanki to co bym nie zrobiła i tak zawsze skrytykują. ''Ja bym się w życiu nie ubrała jak Ty'' ''Jak można brać tyle suplementów?! LEKOMANKA!'' ''Jak… Czytaj więcej »

Płaszczoobrosła
Gość

To, że łykam spirulinę, chyba nie muszę mówić, że jest dobrym tematem do żartów.

tlusta_papuzka
Gość

Od kiedy to spirulina jest zabawna? O_o

Bijum
Gość

Genialne. Po prostu. 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To co napisałaś jest takie oczywiste! Bycie sobą, bez myśli w głowie : co powiedzą inni. Ja mam problem z rodzicami. Nie umiem ich przekonać do swoich racji. Oni wiedzą najlepiej. Zawsze postawią na swoim. Są rodzicami, boją się o swoją córeczkę,że coś jej się stanie. Mieszkam z nimi a więc muszę się dostosować do ich zasad. Z kolei moja babcia jest wyluzowana, "dzisiejsza". Taka babcia to skarb, chociaż mieszka daleko. Pierwszym krokiem, który zrobię to wyprowadzka od rodziców do swojego małego wynajmowanego mieszkania. Myślę,że jest to najlepszy pomysł aby być sobą. W końcu nikt niczego nie będzie Ci zabraniał… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tak, u mnie też tak samo-rodzice lekko zacofani, zaściankowi, nieotwarci na nowości i na to, że mam swój styl, którego się trzymam i nie zamierzam paradować w byle dżinsach i koszulce jak moje siostry, z kolei babcia to skarb, kochana, zawsze trzyma się mocno mnie, nie mamy, akceptuje mój styl i sposób bycia i w pewnym sensie "broni" mnie przed "atakami" opinii rodziców, jest bardzo nowoczesna i nie przeszkadza jej to, że idąc z nią do Kościoła mam na sobie ćwieki od stóp do głów, ciężkie buty i lekką sukienkę, nie kaja się mnie, wręcz przeciwnie-jest dumna, że ma taką… Czytaj więcej »

bluefairy
Gość

To wspaniałe co piszesz i jeszcze wspanialsze, że ktoś to przeczyta, pomyśli, przetrawi i będzie mu lepiej.Mnie zajęło dobre 20 lat by wyjść z więzienia własnych ograniczeń, któremu inni przez lata dokładali prętów w kraty, to straszne jak można zniewolić bądź co bądź słabą osobę. Uśmiechnęłam się gdy pisałaś o babci, chyba musiała znać moją:) Większość życia unikałam wizyt u niej bo kończyły się myślami samobójczymi, w ciągu godziny potrafiła wmówić komuś, że jest beznadziejny, na nic go nie stać, na nic nie zasługuje i najlepiej od razu umrzeć. Zapytałam jej kiedyś dlaczego tak robi, była zdziwiona, że to wszystko… Czytaj więcej »

Justyna
Gość
Justyna

Też z tym walczę, jednak u mnie to dopiero początki. Jeszcze dużo pracy przede mną, ale jak czytam o tym, że ktoś to przezwyciężył, to też mam ogromną ochotę i motywację. Wszystko jest chyba do wyćwiczenia. U mnie jest o tyle trudniej, że nawet nie potrafię odzywać się w towarzystwie, bo rozmyślam o tym, co oni na podstawie mojej wypowiedzi (czy czegoś innego) o mnie pomyślą. Wiem, głupie… ale tak to się kręci – życie przepełnione zmaganiem się z samą sobą i z opiniami innych. Trudna to walka, ale gromadzę teraz motywatory, żeby porzucić cały ten pesymizm, wyniszczające nastawienie –… Czytaj więcej »

tlusta_papuzka
Gość

Bardzo się cieszę, że napisałaś ten tekst, i dziękuję.

(Na zdjęciu z wiankiem najfajniejsze są te pety 😀 )

Karolina W
Gość

Świetny tekst. Tylko jednego nie rozumiem 😉 Co to są szpotawe kolana?

tlusta_papuzka
Gość
Karola S.
Gość

Bardzo mądrze 🙂 Ja przez ponad 20 lat chowałam się w lecie w jeansach i umierałam z gorąca, ale przecież jestem blada i nie wypada takich bladych nóg pokazywać. Od dwóch lat zlewam to i biegam w szortach i miniówkach, na plaże strój kąpielowy. Jak się komuś nie podoba to niech się nie patrzy. Zresztą dla wielu zawsze będziemy "za-tacy i za-owacy". Szkoda życia na takie pierdoły!

Itysia
Gość

Mam czapkę na zimę. Jest włochata. Poprzednia też była. Wyglądam w niej jak włochaty zwierz. Innym się nie podoba, moje zatoki i ja ją kochamy. Jest duża, czarna, włochata i świetnie robi za poduszkę! To był chyba mój pierwszy krok do zaakceptowania siebie i olewania tego, co myślą inni 🙂

Magda Lena
Gość

Bardzo inspirujący post :)… Chyba szczególnie dziewczyny mają skłonność do przejmowania się nad tym "kto co sobie pomyśli", a może faceci po prostu tak się nie uzewnętrzniają ? Uświadomiłaś mi, że często nie robię czegoś, bo właśnie wydaje mi się, że ktoś mnie wyśmieje albo spojrzy krzywo, a w sumie nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą nam przyklaskiwać prawda ;)?

Kasia Ju
Gość

Zgadzam się. Faktycznie dziewczyny bardziej przeżywają to co ludzie o nich powiedzą. Też taka byłam. Mój chłopak nie mógł tego znieść. Wszystkim się przejmowałam, zastanawiałam jak moje poczynania będą odebrane. Wszystko się zmieniło kiedy założyliśmy rodzinę. To dodało mi pewności siebie. Poza tym nie miałam już czasu nad rozmyślaniem co ludzie powiedzą. Nie mówię, że to lek na całe zło. Zwyczajnie warto znaleźć coś co pochłonie nas bez reszty. Pasję, dzięki której nie będziemy rozmyślały o tym co ludzie powiedzą. Ania ma racje, mamy jedno życie i nikt nie powinien nad nim panować. Rodzina chce dobrze, ale trzeba to przyjmować,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, uwielbiam Cię!

Kasia Gdańsk
Gość

Ja również dziękuję i uśmiecham się pod nosem 🙂

Niemoralna
Gość

Uwielbiam Cię za Twoje wpisy, jesteś szczera, wspaniała, nazywasz rzeczy po imieniu i pomagasz mi w życiu.

Dagmara
Gość

No! I to mi się podoba 🙂
Boimy się oceny innych i właśnie dlatego często porzucamy swoje pomysły albo chęć zrobienia czegoś tam. A tak na dobrą sprawę, zawsze znajdzie się coś, do czego ktoś może się przyczepić, więc nie ma co próbować podobać się wszystkim.

emajla
Gość

Uwielbiam takie posty, serio, zawsze podnoszą na duchu, zawsze!
Trzeba być niesamowicie odważnym, dojrzałym i pewnym swoich wartości, żeby ludzie nie mieli na nas wpływu, tak mi się przynajmniej wydaje. Codziennie warto budować poczucie własnej wartości, robiąc sobie dobrze. Czytanie książek, jedzenie dobrego pożywienia czy po prostu traktowanie siebie niczym królowej (lub króla) to coś co powinien robić każdy (nie lubię słowa każdy, czy wszyscy, ale nie wiem jak to napisać :P)
W sumie dlaczego miałabym nie założyć swojej korony/kapelusza/wianka i nie pójść na huśtawkę? To jest moje życie i należy mi się od niego wszystko co najlepsze, a co!
🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie zastanawia bardzo jedna rzecz – skąd to się w tych wszystkich babciach bierze? o.o

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To wszystko, o czym mówisz Aniu to pozostałość po komunie. Może i kiedyś żyło się lepiej, z tego co słyszę od mojej rodziny, ale kto za bardzo, albo nawet odrobinę odbiegał od tłumu, został wystawiony na pożarcie. Wszędzie się z tym spotykam – szczególnie w domu i w szkole. Czuję się, jakbym był uzależniony od mojej mamy i siostry, od ich zdań. Przygniata mnie to, to jest chore. Chcę się w końcu z tej pułapki, z tej pętli wyrwać…

Patryk

Previous
CZEGO O MNIE NIE WIECIE? PART III
Zawsze będą mieć “ale”. Idź do przodu.