Dla kogoś być może kolejna instagramerka z dupą na wierzchu, dla mnie zdjęcie na pamiątkę zachwytu nad cudownym wodospadem💧Z ekscytacji drżała mi cały czas łydka! Natura potrafi być majestatyczna!🌱
Sama wyspa ma różne oblicza. Na razie doświadczyłam #Bali dla lekko aroganckich młodych ludzi z lepszego (finansowo) świata, bujających się po instagramowych knajpkach. Bali komercyjnego i turystycznego, Bali pełnego przepięknej, dzikiej przyrody, Bali cudownych miejscowych ludzi i Bali mistycznego. Z pewnością perspektyw jest dużo więcej! Staram się patrzeć na świat pod różnymi kątami i zadawać wiele (czasami może ciut zbyt wścibskich) pytań. Ile ja się podczas takich podróży uczę, to o jeju!

A odnośnie pupy w bikini, to nie wrzucając takiego zdjęcia sama bym przyznała, że kobieta w bikini popełnia jakiś grzech, w odróżnieniu od mężczyzn z gołymi klatami. Nie postrzegam tak świata!😉 Pięknego piątku🌸
Fot: @czula.kaminska (mały spoiler tego, co jutro na stories)
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #wodospad #waterfall #bali #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #szczerze_pisząc

Dla kogoś być może kolejna...

Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem towarzystwa do podróżowania - ja pracuję skąd chcę, innych ogranicza urlop. Szybciutko się to zmieniło i teraz nie mam najmniejszego problemu z ogarnięciem towarzystwa. I co zabawne - gdy jest w zasięgu ręki, mam ogromną potrzebę podróży solo. To zupełnie inny vibe, inne przygody, inny rodzaj doświadczenia!
Kiedyś bardzo chciałam wydać książkę z wydawnictwem. Dzisiaj co miesiąc jakieś  mi to proponuje. Wolę sama. I bardzo często gdy podobał mi się jakiś chłopak i okazało się, że z wzajemnością - automatycznie traciłam nim zainteresowanie🙈. To okropny sposób życia, wiecznie chcę tego, czego nie mam, a gdy mam, to już nie chcę😏. Staram się z tym walczyć, ale tez obserwować bacznie z czego wynikają te moje pragnienia.
Wow, dzisiaj zaczyna się moja podróż. Spędzę w niej 35 dni, planuję odwiedzić 3 kraje, w których jeszcze nie byłam i do jednego wrócić. Jak wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne - ja zawsze sobie poradzę i zawsze znajdę sposób by mieć to, czego chcę. Tutaj np. chciałam zjeść śniadanie z widokiem na morze, ale nie było sensownej knajpy więc... przytargałam z @aleksandranajda stół i krzesła z mieszkania. 
Najbliższe 24h spędzę pewnie offline, bo mam cholernie długą przesiadkę, którą zamierzam przeznaczyć na zwiedzanie... sami zgadnijcie jakiego miasta 😉 mam czas aby wykombinować w jaki sposób chcę zamieszczać relacje i jednocześnie zachować bezpieczeństwo nie oznaczając się w czasie rzeczywistym😊 
Trzymajcie za mnie kciuki! #podróże #girlswhotravel #solotravel #solofemaletraveler #aniamaluje #karaiby #podróżemałeiduże

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem...

Piszecie, że:
👉 N-ele z km widzą pomalowane rzęsy lub paznokcie, ale śladów po samookaleczeniach już nie. Lub pada "zakryj to".
👉 Uczniom ze szkół plastycznych jakoś dziwnie strój nie odbiera inteligencji. Czymś się różnią?
👉 Zasady utrwalają kulturę gwałtu. To dziewczynki mają "nie rozpraszać chłopców". A może oni powinni się skupiać? Ślinią się też na widok n-elek, co to zmienia?
👉 Wzmacniamy przekaz ALBO mądra, ALBO pomalowana. To złe!
👉 Obrywacie za naturalną oprawę oczu. Bo n-elka "nie wierzy". Nie pada PRZEPRASZAM.
👉"to kwestia szacunku". Dla mnie szacunek, to bycie przygotowanym do lekcji, mówienie "dzień dobry" i "przepraszam". Nauka to 46h tygodniowo, dorośli pracują 40h. Kiedy wyrażać się ubiorem? Rudym powiecie, że mogą być rudzi po pracy?
👉 Jeśli obrażają cię  różowe włosy, to przemyśl swoje wartości.
👉 Przypięłam w relacjach opinię prawną. Zasady są niezgodne z prawem.
👉 i seksistowskie wobec każdej płci. 👉 Są głosy o bardzo przesadnym stroju w szkole. Rozumiem. ale zakaz ani groźba nic nie zmienią. Może warto porozmawiać?

Bolą wiadomości o samookaleczeniach. Popłakałam się. Te same n-elki siłą zmywają komuś makijaż płynem do naczyń, ale siniaków bitego ucznia nie widzą. Dręczonym radzą: "spróbuj się więcej uśmiechać".
👉 Strój dodaje  pewności siebie. Bez względu, czy to kolczyk w nosie, czy t-shirt z napisem "I'm lesbian". Dostajecie uwagi za odzież i akcesoria z tęczą.  Psychologia i socjologia mówią o potrzebie ekspresji, przynależności, manifestowania swoich przekonań, ale te spory wciąż wygrywa "KIEDYŚ TO BYŁO, KRÓTKO SIĘ TRZYMAŁO" i "JA SWOJE WIEM". Co wiesz? Że oceniasz ludzi po wyglądzie? Gratulacje!

Na szczęście mamy wielu cudownych n-eli. Dla nich ważne jest przygotowanie do lekcji i nie oceniają za wygląd. Dziękuję za Wasz za otwarty umysł.Jesteście wspaniali!

PS. Mam AZS, stres nasila objawy. Z emocji znowu mam czerwony skalp, skóra się sypie. Represje i karność ze strony nauczycieli zaostrzają objawy np. łuszczycy i trądziku, o czym piszecie. Dobro uczniów to atmosfera szacunku, zaufania i życzliwości. Nie ciągłego stresu i strachu. #aniamaluje #protest #szkoła #szacunek

Piszecie, że: 👉 N-ele z...

„opowiada takie rzeczy, to niech nie dziwi się, że traktują ją przedmiotowo” Nie wiem po co szykuję się do podróży do Azji - przeżyłam podróż w czasie😱Jestem w szoku, że moje stories wywołały takie reakcje i część z Was uważa, że skoro autorka nagrała film z poradami jak zrobić partnerowi dobrze, to daje innym prawo by ją obrażać. Jakie prawo?! Czy kobieta nie może lubić seksu i swojej seksualności? Poczytałam z rana kilka wiadomości w duchu „no sorry taka prawda!” „Opowiada to się nie dziwi!”, że przecieram oczy. Obejrzałam ten filmik i wiecie co? Można go streścić do „rób to z radochą, a nie jak za karę”. To wywołuje takie oburzenie?! Laski! Gdyby facet nagrał film w którym radzi pieścić partnerki z radością a nie tylko by w dwie minuty „odbębnić grę wstępną”, to byście pisały „wreszcie ktoś to powiedział” „taka prawda” „rację ma”.
Zachowanie typowe dla studenta I roku filozofii, który rozstrzyga dawno rozstrzygnięte spory. Nie wiem czy wiecie- doszliśmy już dawno do wniosku, że: 1) sukienka nie gwałci - krótka, obcisła, strój nie ma nic do rzeczy. 2)Nawet jeśli dziewczyna jest striptizerką, to nie można dotykać jej bez jej zgody 3) Prostytutkę też można zgwałcić
Tymczasem u nas wszystkie spory wciąż wygrywa „ja swoje wiem”😱.
Pamiętam jak w 2016 wrzuciłam post z zachętą do posiadania „masażera osobistego”. To był mały, dyskretny, ładny gadżet. Post miał jakieś chore zasięgi, bo mnóstwo osób go sobie wysłało z komentarzem, że ta Aniamaluje to wstydu nie ma, całkiem odpłynęła, takie rzeczy publicznie. Kilka osób się pomyliło i zamiast obgadać mnie do koleżanki, wysłało to do mnie.
Pomyślałam wtedy - wow, czuję się jak podróżnik w czasie, jakbym przybyła z przyszłości, może kiedyś to nie będzie tabu. 
Mamy 2020 a ja liczę, że na takie komentarze będziemy kiedyś patrzeć jak na wystawianie kobietom mandatów za bycie na plaży w bikini, bo to nieobyczajne. 
#aniamaluje #szczerze_pisząc 
#lavieparisienne #frenchfashion #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #lookdujour #parisianlifestyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

„opowiada takie rzeczy, to niech...

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać się z ogłaszaniem tego światu, poprzednio napaliłam się na lot przez Chiny, znalazłam w Google zdjęcie każdego jednego przystanku (na Mur Chiński potrzebowałam chyba 3 przesiadek!) i chciałam zrobić to na dziko, ale pojawił się wirus i tyle z moich planów. 
Lecę do Bangkoku, z Bangkoku na Bali, dalej nie mam żadnych lotów, ale będzie grany Wietnam.
Ciągle pytacie, czy się nie boję sama. Boję, ale nie w tym sensie o który zazwyczaj pytacie. Boję się, że wszystko zepsuła komercha.
O siebie się nie boję, opalałam się topless na plaży dilerów, nic głupszego już nie mogę zrobić, serio😁. Poza tym w takiej podróży nie będę sama, mam łatwość poznawania ludzi, przyciągania przygód i wielkich przypałów!

#podróże #podróżemałeiduże #plaża #girlswhotravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #solofemaletraveler #solofemaletravel #beachlife #azja #wakacje

Kupiłam loty! Może powinnam wstrzymać...

Jak wpadłam we własną pułapkę…

Mam dzisiaj znowu taki dzień, że wyjadam majonez łyżką wprost ze słoika. Pełnia. Ostatnia przed moimi urodzinami, mam więc egzystencjalne kombo.

Miałam ostatnio lekki “dołek”. Poczucie niemocy, którego nie cierpię. Czasami muszę się przeczołgać przez paskudne emocje by coś zrozumieć.
Znacie tych ludzi, których czasami wszystko denerwuje? Przeszkadzają im nieistotne detale i są jak człowiek na ostrym kacu którego wkurza że kot głośno tupie. Tyle, że to nie kot i nie otoczenie jest winne a jemu się obrywa.
 Ostatnio i mnie wszystko wkurzało, a tak naprawdę to ja wkurzałam siebie.
Na szczęście przeszło. Dzisiaj wybrałam się do biblioteki po książkę. Chciałam napisać tekst, a swój egzemplarz komuś dawno pożyczyłam i nie pamiętam komu. Myślę sobie – wypożyczę, przeczytam to czego nie jestem na 100% pewna i będzie cacy. W ten sposób skończę jeden tekst i będę mogła na dodatek napisać kolejny odcinek cyklu o książkach które polecam.
A tu ZONK. Książka jest w katalogu, ale w bibliotece nie potrafią tego egzemplarza odnaleźć. Jeśli po zmarnowaniu przedpołudnia na ten bezsensowny spacer nie wybuchłam, to znaczy że wszystko jest już  w normie. Bo ten jeden klocek domina może i spadł na rządek stojący za im, ale go nie przewrócił.
Więc od początku. Siedząc we Lwowie dostałam wiadomość w której czytelniczka napisała że esencja na porost włosów o której kiedyś pisałam  jest pierwszym co pomogło jej zahamować wypadanie kosmyków i bardzo mi za informację o niej dziękuje. Spontanicznie sprawdziłam więc sobie ile osób z moim ciasteczkiem (plik cookie) w przeglądarce kupiło w tym miesiącu esencję Andrea.
I zobaczyłam osiem konwersji na telefony Xiaomi z Aliexpress. To nie był nawet tydzień od publikacji mojej recenzji. W pierwszej chwili się ucieszyłam, że wow i kurczę – takie zaufanie wśród czytelników to skarb, bo wydać z czyjegoś polecenia od pięciuset do tysiąca złotych nie namyślając się nad tym długo to wyjątkowa sprawa. Z drugiej strony – poczułam przeogromny ciężar odpowiedzialności na swoich barkach.
I ten ciężar wgniótł mnie w ziemię.
Codziennie dostaję od Was mnóstwo wiadomości. W większości niesamowicie inspirujących i takich po których wytrzeszczam oczy z podziwu do Was. Staram się też w miarę możliwości spotykać z Wami na jakiejś kawie czy czymś w tym rodzaju gdy jestem w nieznanych sobie miastach. Miło wspominam na przykład spotkanie z Agnieszką, która między innymi pod wpływem lektury mojego tekstu zmieniłaś się, nie jesteś taka jak kiedyś! podwyższyła swoje stawki za korki z matmy których udziela. A ich wcale nie zrobiło się mniej. Takie poczucie że swoim tekstem pośrednio lub bezpośrednio motywuję kogoś do podjęcia decyzji wpływającej na jakość jego życia jest czymś nie do opisania. Gdy o czymś takim czytasz – czujesz się niesamowicie. Gdy słyszysz to od tej osoby na żywo… Nie znam słów oddających to uczucie.
Piszę bloga dla jasno określonego czytelnika. Do siebie, tylko trochę wcześniej. Adresatem każdego z tekstów jestem ja kilka leveli niżej. Jeśli piszę o tym jak pokonałam anemię – piszę to do Ani która jeszcze anemię ma. Tak samo z tekstem o czymkolwiek innym – adresatem jest Ania jakiś czas wcześniej.
 Ta Ania nie kupi ściemy, nie uwierzy w byle co. Nie przeszkadza jej ostre słowo i czasami potrzebuje by ktoś nią potrząsnął. Wyczuwa fałsz na kilometr i szuka autentyczności. Macha ręką na mało profesjonalne zdjęcia i nawet nie zauważa plamy po sosie do pizzy na sukience, bo sama pewnie jakąś podobną właśnie sobie sprawiła. 
Więc piszę patrząc jej w oczy i tak naprawdę tylko jej zdanie się dla mnie liczy. Ona może się nawet na mnie obrazić i pieprznąć klapą laptopa, ale wiem że zasiałam w niej jakieś takie małe ziarenko i wróci.
I widzę, że to procentuje. Osiągnęłam coś, z czego jestem niesamowicie duma. Nie mam na myśli tych piętnastu milionów odsłon na liczniku, które dzisiaj mi stuknęły. Myślę o czymś cenniejszym, czego nie da się kupić.
Nie ma dnia by ktoś mi nie pisał wiadomości  o tym, że coś zmienił w swoim życiu pod wpływem mojego bloga. Czasami zmienia bawełniane gacie na ładną bieliznę, innym razem całe swoje życie. I gdy piszę całe, to nie ma w tym krzty przesady.
Uwielbiam te wiadomości. Sprowadzają mnie na ziemię, bo skala problemów z którymi się mierzycie jest ogromna. Trzeba mieć w sobie niewyobrażalną siłę by odejść od chłopaka który trochę za dużo pije. Ba! Uświadomić sobie że ten książę z bajki jest ropuchą to trudna sprawa. Trzeba mieć  jaja, by wyprowadzić się do Holandii z toksycznego domu i zacząć tam pracować w młodym wieku. Trzeba mieć ogromną wolę walki by każdego dnia walczyć z miastenią i wciąż się nie poddawać. By wyjść z anoreksji, depresji, znaleźć lepszą pracę w zupełnie innym zawodzie po dziesięciu latach w poprzednim, albo otworzyć firmę wrzucając w nią wszystkie oszczędności.
I gdy pomyślę że za inspirowanie do tych wszystkich rzeczy dziękujecie mi, czuję się maleńką pchełką. Jestem niesamowicie szczęśliwa że byłam katalizatorem zmian, ale też pełna szacunku do Was. Jesteście myślącymi, refleksyjnymi ludźmi i to Wam należą się podziękowania. 
Sama korzystam z Waszych rekomendacji. Większość z Was gdy się z czymś nie zgadzamy, we wzorcowy sposób przedstawia swoje argumenty. Ostatnio pod wpływem takiej dyskusji przeczytałam książkę “Wanna z kolumnadą” by zrozumieć punkt widzenia drugiej strony. Czuję, że jesteśmy równorzędnymi partnerami do rozmów i jestem za to wdzięczna ale…
szczerze mówiąc – widząc te konwersje na telefony poczułam presję. Niewyobrażalną.
Spójrzcie na mnie. Nie jestem dziewczyną, która pozwala decydować za siebie społeczeństwu. Nie chce mi się golić włosków na udach bo są jasne i delikatne to moja decyzja. Nigdy nie poprawiam z tego powodu sukienki bo mam to w dupie.  Nie mam potrzeby ogłaszania psuedofeministycznych manifestów pod tytułem “nie dla depilacji włosów na udach” i udowadniania wszystkim że społeczeństwo mi na te włosy nie pozwala. Brzydko mówiąc – wali mnie zdanie tego społeczeństwa a presja istnieje tylko wtedy, gdy pozwala się jej na nas działać. Ja nie pozwalam, więc nie ma presji.
A że nie czuję żadnej presji, to publikuję zdjęcie na którym odbija się cień kogoś kto je robił i mam gdzieś że nie chce mi się pomalować a gdy stoję bokiem widać mi połowę stanika. Who cares? I don’t. 
Gdy ktoś próbuje wywrzeć na mnie jakiś nacisk to kucam, robię unik i wymykam się pod spodem.
A teraz… teraz czuję się jakby ktoś złożył na moje barki kilka ton ciężaru i to chyba pierwszy raz w życiu tak mocno.
Gdyby nie te pliki cookies, myślałabym że pod wpływem lektury mojego bloga telefon kupiła tylko Zuza . A Zuza używając hashtagu #zpoleceniaaniamaluje pisze, że kupiła też kiedyś tablet, lampę do hybryd, korektor i olejek z drzewa herbacianego… Zuza ma tylko 19 lat w dodatku sama na siebie pracuje. To wystarczy bym poczuła ogromną odpowiedzialność za każde moje słowo.
Nawet nie chcę sprawdzać czy doszły kolejne konwersje na te telefony, więc przyjmijmy, że było ich tylko osiem. A wiedziałam o jednym.
W jednej minucie zrozumiałam, że moja odpowiedzialność jest jeszcze większa niż myślałam.

Wiecie za co kocham utwory Queen? Freddie tak konstruował piosenki, że najpierw podmiot cierpi albo z czymś walczy, a potem przestaje cierpieć albo wygrywa. Ze swoimi demonami, jak w Bohemian Rhapsody albo ogólnie – z samym sobą jak w Innuendo. Teledysk który wkleiłam wyżej jest arcydziełem jeśli chodzi o emocje.

Miałam ostatnio taką przełomową sytuację, że na snapie napisała do mnie dziewczyna która nie mogła sobie poradzić z dokończeniem pracy magisterskiej i w sumie była gotowa się poddać. Ciężko przeszła początek ciąży i miała nieciekawą sytuację oraz poczucie bezsensu. Naprawdę nie pamiętam co jej wtedy odpisałam, ale odpisałam od serca.
A teraz na początku września wysłała mi zdjęcie jak trzyma oprawioną pracę przed uniwerkiem. Obroniła się na pięć, a zdjęcie podpisała krótkim “tylko ty we mnie wierzyłaś, dziękuję!”.

Popłakałam się. Trochę dlatego, że się wzruszyłam. Trochę dlatego, że chyba potrzebowałam popłakać. A najbardziej dlatego, że moja skrzynka odbiorcza ma w tej chwili cztery tysiące trzydzieści siedem wiadomości których nie odczytałam bo nie wyrabiam i raczej nie ma szans na to, że się wyrobię. A za tymi liczbami na pewno stoją też wiadomości od innych osób w które nikt nie wierzy i potrzebowały jednego ciepłego słowa którego nie jestem w stanie im napisać…

Kocham blogować, ale trochę mnie to przytłoczyło. Myśl, że nie jestem w stanie pomóc każdemu. Albo takie poczucie, że oczekujecie ode mnie głębokich treści a ja czasami mam ochotę opisać na blogu po prostu krem do rąk nie przemycając w tym żadnej motywacyjnej gadki, bo po prostu ten krem jest super.

Ta nieznośna presja której pozwoliłam na siebie działać nauczyła mnie kilku rzeczy, w tym dwóch naprawdę ważnych.

Pierwsza jest taka, że niesamowicie głęboko Was szanuję, bo już tak mam że interesuje mnie opinia tylko osób które cenię. Dla przykładu gdy dostałam tróję z WOS-u w liceum to kompletnie wisiała mi opinia nauczycielki że rozszerzona matura to kiepski pomysł. Zdałam ją lepiej niż podstawę ci, którzy mieli u niej piątki.
A skoro tak przeżywam te maile i wiadomości to znaczy, że przeogromnie Was szanuję. Ktoś kto nie jest dla mnie w żaden sposób ważny nie jest w stanie wywrzeć na mnie najmniejszej presji.

Druga lekcja jest taka, że nie jestem w stanie wszystkim pomóc i nie mogę mieć o to do siebie pretensji, tak samo jak nie ponoszę personalnej odpowiedzialności za Wasze decyzje. Moja koleżanka zrezygnowała z prowadzenia bloga po tym, jak opisała maseczkę z żelatyny na rozszerzone pory. Jakaś idiotka użyła zamiast żelatyny żelfixu i poparzyła sobie twarz. A Monika czuła się winna. Wtedy powiedziałam jej, że może brać odpowiedzialność tylko za to co napisała, a to co ktoś z tą wiedzą zrobi to tylko jego decyzja i jego konsekwencje. Szkoda, że sama o tym ostatnio zapomniałam!
 Jasne, fajnie jest przyjąć na siebie trochę chwały gdy te decyzje są super, ale przecież to nie ja odeszłam od chłopaka alkoholika i to nie mi należą się fanfary :).

Te ubrania przewinęły się przez bloga nie raz i nie dwa, więc podpiszę tylko te nowe – sweterek kupiłam tutaj a botki są z deichmanna (link do modelu)

Tym samym chciałam wytłumaczyć dlaczego mniej nagrywam na snapie i co się ze mną – a raczej we mnie – działo.
Ten tekst nie wnosi nic nowego, ale po prostu potrzebowałam go napisać. I przy okazji wypowiedzieć jedno wielkie DZIĘKUJĘ.

Bo dziękuję – każdej jednej osobie, która zamiast nie wiem – pograć na ukulele siada przed ekranem i przeznacza swój cenny czas na czytanie mojego bloga. Jeśli takie coś miało miejsce piętnaście milionów razy to musicie sobie wyobrazić jak wielkie jest w tym momencie moje dziękuję.

Dziękuję, że tu jesteś!



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Łukasz
Gość

Nie pierwsza to taka pułapka.

Previous
Jak tanio zobaczyć Lwów i nie przekroczyć dwóch stów – krok po kroku!
Jak wpadłam we własną pułapkę…