Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Jak wpadłam we własną pułapkę…

Mam dzisiaj znowu taki dzień, że wyjadam majonez łyżką wprost ze słoika. Pełnia. Ostatnia przed moimi urodzinami, mam więc egzystencjalne kombo.

Miałam ostatnio lekki “dołek”. Poczucie niemocy, którego nie cierpię. Czasami muszę się przeczołgać przez paskudne emocje by coś zrozumieć.
Znacie tych ludzi, których czasami wszystko denerwuje? Przeszkadzają im nieistotne detale i są jak człowiek na ostrym kacu którego wkurza że kot głośno tupie. Tyle, że to nie kot i nie otoczenie jest winne a jemu się obrywa.
 Ostatnio i mnie wszystko wkurzało, a tak naprawdę to ja wkurzałam siebie.
Na szczęście przeszło. Dzisiaj wybrałam się do biblioteki po książkę. Chciałam napisać tekst, a swój egzemplarz komuś dawno pożyczyłam i nie pamiętam komu. Myślę sobie – wypożyczę, przeczytam to czego nie jestem na 100% pewna i będzie cacy. W ten sposób skończę jeden tekst i będę mogła na dodatek napisać kolejny odcinek cyklu o książkach które polecam.
A tu ZONK. Książka jest w katalogu, ale w bibliotece nie potrafią tego egzemplarza odnaleźć. Jeśli po zmarnowaniu przedpołudnia na ten bezsensowny spacer nie wybuchłam, to znaczy że wszystko jest już  w normie. Bo ten jeden klocek domina może i spadł na rządek stojący za im, ale go nie przewrócił.
Więc od początku. Siedząc we Lwowie dostałam wiadomość w której czytelniczka napisała że esencja na porost włosów o której kiedyś pisałam  jest pierwszym co pomogło jej zahamować wypadanie kosmyków i bardzo mi za informację o niej dziękuje. Spontanicznie sprawdziłam więc sobie ile osób z moim ciasteczkiem (plik cookie) w przeglądarce kupiło w tym miesiącu esencję Andrea.
I zobaczyłam osiem konwersji na telefony Xiaomi z Aliexpress. To nie był nawet tydzień od publikacji mojej recenzji. W pierwszej chwili się ucieszyłam, że wow i kurczę – takie zaufanie wśród czytelników to skarb, bo wydać z czyjegoś polecenia od pięciuset do tysiąca złotych nie namyślając się nad tym długo to wyjątkowa sprawa. Z drugiej strony – poczułam przeogromny ciężar odpowiedzialności na swoich barkach.
I ten ciężar wgniótł mnie w ziemię.
Codziennie dostaję od Was mnóstwo wiadomości. W większości niesamowicie inspirujących i takich po których wytrzeszczam oczy z podziwu do Was. Staram się też w miarę możliwości spotykać z Wami na jakiejś kawie czy czymś w tym rodzaju gdy jestem w nieznanych sobie miastach. Miło wspominam na przykład spotkanie z Agnieszką, która między innymi pod wpływem lektury mojego tekstu zmieniłaś się, nie jesteś taka jak kiedyś! podwyższyła swoje stawki za korki z matmy których udziela. A ich wcale nie zrobiło się mniej. Takie poczucie że swoim tekstem pośrednio lub bezpośrednio motywuję kogoś do podjęcia decyzji wpływającej na jakość jego życia jest czymś nie do opisania. Gdy o czymś takim czytasz – czujesz się niesamowicie. Gdy słyszysz to od tej osoby na żywo… Nie znam słów oddających to uczucie.
Piszę bloga dla jasno określonego czytelnika. Do siebie, tylko trochę wcześniej. Adresatem każdego z tekstów jestem ja kilka leveli niżej. Jeśli piszę o tym jak pokonałam anemię – piszę to do Ani która jeszcze anemię ma. Tak samo z tekstem o czymkolwiek innym – adresatem jest Ania jakiś czas wcześniej.
 Ta Ania nie kupi ściemy, nie uwierzy w byle co. Nie przeszkadza jej ostre słowo i czasami potrzebuje by ktoś nią potrząsnął. Wyczuwa fałsz na kilometr i szuka autentyczności. Macha ręką na mało profesjonalne zdjęcia i nawet nie zauważa plamy po sosie do pizzy na sukience, bo sama pewnie jakąś podobną właśnie sobie sprawiła. 
Więc piszę patrząc jej w oczy i tak naprawdę tylko jej zdanie się dla mnie liczy. Ona może się nawet na mnie obrazić i pieprznąć klapą laptopa, ale wiem że zasiałam w niej jakieś takie małe ziarenko i wróci.
I widzę, że to procentuje. Osiągnęłam coś, z czego jestem niesamowicie duma. Nie mam na myśli tych piętnastu milionów odsłon na liczniku, które dzisiaj mi stuknęły. Myślę o czymś cenniejszym, czego nie da się kupić.
Nie ma dnia by ktoś mi nie pisał wiadomości  o tym, że coś zmienił w swoim życiu pod wpływem mojego bloga. Czasami zmienia bawełniane gacie na ładną bieliznę, innym razem całe swoje życie. I gdy piszę całe, to nie ma w tym krzty przesady.
Uwielbiam te wiadomości. Sprowadzają mnie na ziemię, bo skala problemów z którymi się mierzycie jest ogromna. Trzeba mieć w sobie niewyobrażalną siłę by odejść od chłopaka który trochę za dużo pije. Ba! Uświadomić sobie że ten książę z bajki jest ropuchą to trudna sprawa. Trzeba mieć  jaja, by wyprowadzić się do Holandii z toksycznego domu i zacząć tam pracować w młodym wieku. Trzeba mieć ogromną wolę walki by każdego dnia walczyć z miastenią i wciąż się nie poddawać. By wyjść z anoreksji, depresji, znaleźć lepszą pracę w zupełnie innym zawodzie po dziesięciu latach w poprzednim, albo otworzyć firmę wrzucając w nią wszystkie oszczędności.
I gdy pomyślę że za inspirowanie do tych wszystkich rzeczy dziękujecie mi, czuję się maleńką pchełką. Jestem niesamowicie szczęśliwa że byłam katalizatorem zmian, ale też pełna szacunku do Was. Jesteście myślącymi, refleksyjnymi ludźmi i to Wam należą się podziękowania. 
Sama korzystam z Waszych rekomendacji. Większość z Was gdy się z czymś nie zgadzamy, we wzorcowy sposób przedstawia swoje argumenty. Ostatnio pod wpływem takiej dyskusji przeczytałam książkę “Wanna z kolumnadą” by zrozumieć punkt widzenia drugiej strony. Czuję, że jesteśmy równorzędnymi partnerami do rozmów i jestem za to wdzięczna ale…
szczerze mówiąc – widząc te konwersje na telefony poczułam presję. Niewyobrażalną.
Spójrzcie na mnie. Nie jestem dziewczyną, która pozwala decydować za siebie społeczeństwu. Nie chce mi się golić włosków na udach bo są jasne i delikatne to moja decyzja. Nigdy nie poprawiam z tego powodu sukienki bo mam to w dupie.  Nie mam potrzeby ogłaszania psuedofeministycznych manifestów pod tytułem “nie dla depilacji włosów na udach” i udowadniania wszystkim że społeczeństwo mi na te włosy nie pozwala. Brzydko mówiąc – wali mnie zdanie tego społeczeństwa a presja istnieje tylko wtedy, gdy pozwala się jej na nas działać. Ja nie pozwalam, więc nie ma presji.
A że nie czuję żadnej presji, to publikuję zdjęcie na którym odbija się cień kogoś kto je robił i mam gdzieś że nie chce mi się pomalować a gdy stoję bokiem widać mi połowę stanika. Who cares? I don’t. 
Gdy ktoś próbuje wywrzeć na mnie jakiś nacisk to kucam, robię unik i wymykam się pod spodem.
A teraz… teraz czuję się jakby ktoś złożył na moje barki kilka ton ciężaru i to chyba pierwszy raz w życiu tak mocno.
Gdyby nie te pliki cookies, myślałabym że pod wpływem lektury mojego bloga telefon kupiła tylko Zuza . A Zuza używając hashtagu #zpoleceniaaniamaluje pisze, że kupiła też kiedyś tablet, lampę do hybryd, korektor i olejek z drzewa herbacianego… Zuza ma tylko 19 lat w dodatku sama na siebie pracuje. To wystarczy bym poczuła ogromną odpowiedzialność za każde moje słowo.
Nawet nie chcę sprawdzać czy doszły kolejne konwersje na te telefony, więc przyjmijmy, że było ich tylko osiem. A wiedziałam o jednym.
W jednej minucie zrozumiałam, że moja odpowiedzialność jest jeszcze większa niż myślałam.

Wiecie za co kocham utwory Queen? Freddie tak konstruował piosenki, że najpierw podmiot cierpi albo z czymś walczy, a potem przestaje cierpieć albo wygrywa. Ze swoimi demonami, jak w Bohemian Rhapsody albo ogólnie – z samym sobą jak w Innuendo. Teledysk który wkleiłam wyżej jest arcydziełem jeśli chodzi o emocje.

Miałam ostatnio taką przełomową sytuację, że na snapie napisała do mnie dziewczyna która nie mogła sobie poradzić z dokończeniem pracy magisterskiej i w sumie była gotowa się poddać. Ciężko przeszła początek ciąży i miała nieciekawą sytuację oraz poczucie bezsensu. Naprawdę nie pamiętam co jej wtedy odpisałam, ale odpisałam od serca.
A teraz na początku września wysłała mi zdjęcie jak trzyma oprawioną pracę przed uniwerkiem. Obroniła się na pięć, a zdjęcie podpisała krótkim “tylko ty we mnie wierzyłaś, dziękuję!”.

Popłakałam się. Trochę dlatego, że się wzruszyłam. Trochę dlatego, że chyba potrzebowałam popłakać. A najbardziej dlatego, że moja skrzynka odbiorcza ma w tej chwili cztery tysiące trzydzieści siedem wiadomości których nie odczytałam bo nie wyrabiam i raczej nie ma szans na to, że się wyrobię. A za tymi liczbami na pewno stoją też wiadomości od innych osób w które nikt nie wierzy i potrzebowały jednego ciepłego słowa którego nie jestem w stanie im napisać…

Kocham blogować, ale trochę mnie to przytłoczyło. Myśl, że nie jestem w stanie pomóc każdemu. Albo takie poczucie, że oczekujecie ode mnie głębokich treści a ja czasami mam ochotę opisać na blogu po prostu krem do rąk nie przemycając w tym żadnej motywacyjnej gadki, bo po prostu ten krem jest super.

Ta nieznośna presja której pozwoliłam na siebie działać nauczyła mnie kilku rzeczy, w tym dwóch naprawdę ważnych.

Pierwsza jest taka, że niesamowicie głęboko Was szanuję, bo już tak mam że interesuje mnie opinia tylko osób które cenię. Dla przykładu gdy dostałam tróję z WOS-u w liceum to kompletnie wisiała mi opinia nauczycielki że rozszerzona matura to kiepski pomysł. Zdałam ją lepiej niż podstawę ci, którzy mieli u niej piątki.
A skoro tak przeżywam te maile i wiadomości to znaczy, że przeogromnie Was szanuję. Ktoś kto nie jest dla mnie w żaden sposób ważny nie jest w stanie wywrzeć na mnie najmniejszej presji.

Druga lekcja jest taka, że nie jestem w stanie wszystkim pomóc i nie mogę mieć o to do siebie pretensji, tak samo jak nie ponoszę personalnej odpowiedzialności za Wasze decyzje. Moja koleżanka zrezygnowała z prowadzenia bloga po tym, jak opisała maseczkę z żelatyny na rozszerzone pory. Jakaś idiotka użyła zamiast żelatyny żelfixu i poparzyła sobie twarz. A Monika czuła się winna. Wtedy powiedziałam jej, że może brać odpowiedzialność tylko za to co napisała, a to co ktoś z tą wiedzą zrobi to tylko jego decyzja i jego konsekwencje. Szkoda, że sama o tym ostatnio zapomniałam!
 Jasne, fajnie jest przyjąć na siebie trochę chwały gdy te decyzje są super, ale przecież to nie ja odeszłam od chłopaka alkoholika i to nie mi należą się fanfary :).

Te ubrania przewinęły się przez bloga nie raz i nie dwa, więc podpiszę tylko te nowe – sweterek kupiłam tutaj a botki są z deichmanna (link do modelu)

Tym samym chciałam wytłumaczyć dlaczego mniej nagrywam na snapie i co się ze mną – a raczej we mnie – działo.
Ten tekst nie wnosi nic nowego, ale po prostu potrzebowałam go napisać. I przy okazji wypowiedzieć jedno wielkie DZIĘKUJĘ.

Bo dziękuję – każdej jednej osobie, która zamiast nie wiem – pograć na ukulele siada przed ekranem i przeznacza swój cenny czas na czytanie mojego bloga. Jeśli takie coś miało miejsce piętnaście milionów razy to musicie sobie wyobrazić jak wielkie jest w tym momencie moje dziękuję.

Dziękuję, że tu jesteś!



Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Łukasz
Gość

Nie pierwsza to taka pułapka.

Previous
Jak tanio zobaczyć Lwów i nie przekroczyć dwóch stów – krok po kroku!
Jak wpadłam we własną pułapkę…