Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Znajomości w promowaniu bloga i zdobywaniu pracy

Jak często szukasz nowego dentysty?
Pytam poważnie, chociaż to nie jest tekst o stomatologach.

Na siedem przepytanych przeze mnie osób, wszystkie pozostają wierne “swojemu”. I nie jest ważne dla nich to, że gdzieś tam pojawił się nowy stomatolog w mieście i że ma lepszy sprzęt. Gdy coś boli – bez zastanowienia decydują się na tego, co zawsze. Sprawdzonego. Bo wiedzą czego się spodziewać.  Jakich widełek cenowych, czy będzie boleć, czy dentysta ma poczucie humoru czy jest mrukiem i czy będzie robił problemy.
Jeśli coś się sprawdza i jesteśmy zadowoleni – nie rozglądamy się na lewo i prawo za innymi dentystami.
Trochę tak jest z blogowaniem. W ankiecie w ramach cyklu “bądź duży” kilkadziesiąt razy padły zdania i pytania o znajomościach. Okej, kilkadziesiąt na ponad 500 to nie jest jakiś super wielki procent, ale było wiele wypowiedzi w tym tonie :

Bloguje od 2012 roku i byłam serio systematyczna, potrafiłam pisać codziennie. Zmiana szablonu. Zmiana nazwy bloga przejście na własna domenę i co?? Moge pomarzyć o takich statystykach ba nawet o połowie mniejszych… Wydaje mi sie ze to zalezy od szczęścia albo od znajomosci- właśnie. Ktos kogoś poleci jakiś fanpage podlinkuje tak ze gdzie sie wypływa. Łatwo mozna spaść ale wydaje mi sie ze noe tylko same dobre chęci wystarcza.Potrzeba albo szczęścia albo znajomosci albo jedno i drugie.



Im bardziej rozwijał się mój własny blog, tym mniej miałam czasu na czytanie innych blogów. Czas kiedyś poświęcany na ich lekturę dzisiaj spędzam na czytaniu komentarzy na własnym. I zgadnijcie jakie linki często udostępniam w tygodniku… Zgadza się – znajome.
Udostępniam linki z blogów, które znam, teksty udostępnione na fejsie przez moich znajomych i tak dalej. Ufam ich rekomendacjom, rzadko się zawodzę.
Gdybym szukała stomatologa, zapewne najpierw zapytałabym znajomych. Opiniom na portalu “znany lekarz” nie ufam, ale pewnie bym przeczytała. Może zadałabym pytanie na jakiejś grupie albo lokalnym forum. 
Gdybym była stomatologiem, chciałabym aby inni mnie polecali.
Od samego początku starałam się poznawać innych. Blog powstał w lipcu 2011 roku gdy “aniamaluje” był blogiem bardziej urodowym (tak było!) a inne tematy trzymałam na drugim. Spotkania urodowe szybko mnie rozczarowały – obracały się wokół wyniesienia pełnej torby “giftów”… A jednak nie można generalizować, bo w ten sposób poznałam kilka wartościowych osób, np.  Patrycję (gdyby prowadziła bloga o dietetyce, Monika z drlifestyle miałaby poważną konkurencję!) Olę, która pisze pracę dyplomową o hennie czy Agatę, która jest diagnostą laboratoryjnym. Oprócz tego wszystkie są naprawdę fajnymi, ogarniętymi dziewczynami.
W 2013 roku pojechałam na małe kameralne spotkanie do Krakowa. Nie narzekałam, że mam daleko i że to kosztuje. Poszukałam możliwości. W busie byłam o 21 (a musiałam dojechać najpierw do Torunia), o piątej rano byłam w Krakowie. Po spotkaniu był mały, kameralny after u Natalii z bomabycmrucznie a o 23 z groszem byłam w powrotnym nocnym busie. Całość wyniosła mnie jakieś 40 PLN i to była świetna inwestycja. Poznałam wiele cudownych osób, jak wspomnianą Natalię, ale też Agnieszkę czy inne dziewczyny, które wciąż czytam lub podczytuję ;).
Wiele osób ma wywalone w kosmos oczekiwania wobec eventów, a to co z nich wyniesiemy zależy od nas samych. Czy zagadasz, czy podejdziesz, czy dasz się poznać. Czy umiesz powiedzieć o sobie coś ciekawego. 
Na jednym z tych spotkań poznałam Magdę – studentkę filologii polskiej. Stałam się czytelniczką jej (nieistniejącego już) bloga. Nigdy bym nie przypuszczała że kilka lat później będzie pracować w wydawnictwie i zaprosi mnie do współpracy przy promocji książki.
Pytanie brzmi – po znajomości, czy z polecenia?
Od lat zbieram za to baty w komentarzach, ale przyznaję otwarcie i nie zmieniam stanowiska – praca z polecenia jest spoko.

Gdy poleca się dobrych.
Ilekroć mam okazję, polecam inne osoby. Czy to gdy dostaję ofertę współpracy w ramach bloga czy mojej aktywności zawodowej. Dlaczego? Dlatego, że polecanie dobrych osób to nie tylko przysługa dla nich, ale też coś dobrego dla mnie. Gdy kiedyś miałam za zadanie stworzyć teksty na bloga firmowego, poleciłam osobę która go postawiła. Zleceniodawca był zadowolony, bo sam nie musiał szukać. Znajomy był zadowolony, bo miał zlecenie, ja byłam zadowolona, bo pracowałam z kimś, z kim umiałam się dogadać. 
Gdybym poleciła słabą osobę, straciłabym podwójnie. Pracowałoby mi się źle, a do tego zleceniodawca straciłby do mnie zaufanie .
Gdyby Magda poleciła mnie wtedy do promocji książki a ja zrobiłabym to źle lub przyniosła słabe wyniki – sama by na tym straciła.
Polecanie innych jest naprawdę ok. I tak, to że nikt nie wywiesza ogłoszenia o tym, że zatrudnia też jest ok. Nie miej o to żalu do rynku pracy, tylko zbuduj własną siatkę kontaktów. Siatkę osób, które wiedzą że jesteś w czymś dobry i nie nawalasz. Gdybym szukała dzisiaj np. grafika, w pierwszej kolejności rozejrzałabym się wśród znajomych. Jasne, ostatecznie i tak chciałabym zobaczyć prace czy portfolio, ale polecenie wiele ułatwia każdemu. Nie każdy ma czas szukać – postaraj się więc być tą osobą, która sama pierwsza przychodzi na myśl.

Ja osobiście lubię czyste relacje. Większość osób popełnia błąd, narzekając że ciężko jest poznać kogoś, kto jest w życiu/branży/jakiejś dziedzinie dużo wyżej i w ten sposób nie dostrzega tych będących dwa, trzy kroki z przodu.
W 2013 na Blogowigilii poznałam Natalię  z http://www.blondhaircare.com/ – szłyśmy wtedy mniej więcej równo jeśli chodzi o rozwój bloga. Natalię polubiłam z miejsca, bo dyskutowałyśmy o zdrowiu, rozwoju, blogowaniu, dawaniu dzieciom klapsów i na milion innych tematów.  A potem rosłyśmy sobie razem, też ramię w ramię, dzieląc się spostrzeżeniami i wzajemnie się motywując. To jest super. Gdy pasuje mi to do kontekstu, polecam właśnie Natalię. Bo uważam że linki do wartościowych miejsc podnoszą wartość mojego bloga. Czytelnicy widzący linki do interesujących/dopracowanych/zmuszających do refleksji treści, chętniej odwiedzają tygodniki. 
Mnóstwo mniejszych blogerów wyszłoby świetnie na tym, gdyby wzajemnie się polecało (o ile piszą coś wartościowego). 
Niefajne jest natomiast olewanie innych, gdy nie widzisz w nich potencjalnej korzyści dla siebie. Nie raz i nie dwa słyszałam o tym jak ktoś na spotkaniu olał innego blogera a potem gdy tamten nagle się “wybijał”, ci sami ludzie nagle chcieli z nim gadać. Słabe to.
Traktuj innych tak, jak chciałbyś być traktowany. Nigdy nie wiesz kim ten ktoś będzie jutro.
Możesz być najlepiej piszącym blogerem ever, ale siedząc w kącie nigdy nie dasz poznać się innym. Ludzie mają mało czasu i nie szukają każdorazowo młodych, obiecujących blogów. Sorry, czy ty też za każdym razem szukasz nowego stomatologa? Ja jestem skłonna zapłacić więcej, byle tylko pójść w sprawdzone miejsce w którym nic mnie nie zaskoczy.
Zadanie na ten odcinek: 
– Spróbuj przenieść jedną wirtualną znajomość w realną – w sierpniu jest np. WroBlog, ale możesz po prostu umówić się z kimś na kawę czy ciasto. Najprościej wśród osób będących na podobnym levelu co ty 😉
Zadanie drugie:
Ponad sto razy w ankiecie zapytaliście mnie, gdzie znaleźć czytelników. 
No właśnie, gdzie? Zamiast wkładać wysiłek we wrzucanie linków do siebie na grupy “o blogowaniu”,  na których każdy linkuje tylko do siebie, spróbuj zadać sobie pytanie – Gdzie są moi czytelnicy? I po prostu się tam pojaw.
Dla przykładu – gdybym napisała tekst o tym gdzie – grając w Pokemon Go – znaleźć Pikachu, znalazłabym się dokładnie tam, gdzie są osoby szukające tej informacji. Na grupach o tej grze, na lokalnych forach i tak dalej. I nie, nie ze spam-linkiem. Mój link byłby po prostu odpowiedzią na czyjeś pytanie lub sugestią. Gdybym była blogerką modową i przygotowała “stylizację” na rozpoczęcie roku szkolnego, już siedziałabym na “zapytaj” i odpowiadała swoją propozycją całemu gąszczowi zagubionych nastolatek które nie wiedzą czy w gimnazjum już można na obcasach albo jakie buty do spódnicy i czy biała koszula to obciach. Byłabym na lookbook.nu, modnejpolce, dodawałabym swoje zdjęcia na pinterest, stylowi, zszywkę i tak dalej. Bo tam są osoby, które to interesuje. 
Zadanie dla Ciebie w formularzu. Jutro wieczorem pojawi się nowy “tygodnik” więc osoby które wypełnią je teraz, mają szansę na ich link w moim tekście (o ile mają jakiś ciekawy tekst ;-).

A ja chciałam podziękować tylko za wszystkie pytania o moje zdrowie i życzenia powrotu do świata żywych – wczoraj nie było snapów bo rzeczywiście było słabo, ale jestem na dobrej drodze :*

Sukienka jest z Shein i modelka wygląda w niej milion razy lepiej , ale ja mam kod AUG40 obniżający kwotę całego zamówienia o 40%, więc śmiało korzystajcie ;-).

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
“Obnosisz” się ze swoim ciałem? Wpędzasz innych w kompleksy!
Znajomości w promowaniu bloga i zdobywaniu pracy