Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

Śmiałam się gdy umarł mój dziadek

O tym, jak śmiałam się gdy mój dziadek wydał ostatnie tchnienie i dlaczego to nie było złe. A także o teledysku, który Cię zrzuci z krzesła – znajdź coś, co go przebije!

Jeśli oburzył Cię tytuł, wyluzuj! Złość nie tylko piękności, ale też i zdrowi szkodzi. 

Miałam wyjątkową więź z dziadkiem. Jak chodziłam z nim na sanki, to wywoławyliśmy wilka z lasu. Tzn. ja wywoływałam krzycząc “Wiiiii-lczuś oć!”. Miałam trochę problemów ze słuchem przez kijowego lekarza który zapisał mi bardzo kijowy lek co mi słuch uszkodził, na szczęście prawie całkiem odwracalnie, stąd gubiłam części wyrazów, “szczółka Aja” zamiast “pszczółka Maja” była przez jakiś czas normą.

Dziadek był super.  Grałam z dziadkiem w karty na pieniądze, albo na gumy kulki i tylko z dziadkiem mogłam huśtać się “do podbitki” na niebezpiecznych huśtawkach. Dziadek na poczekaniu wymyślał bajki, które były beznadziejnie. Serio były do bani po całości. Ale opowiadał je dziadek, więc słuchałam tej jedynej bajki z jego repertuaru z niewyobrażalnym zaciekawieniem, chociaż za każdym razem kończyła się inaczej. Dziadek miał też raka i brał dużo morfiny. Jeśli masz umysł Macierewicza, to możesz wysnuć wniosek, że spędzałam czas z ćpunem-hazardzistą. W końcu wiecie, brał morfinę i grał ze mną  w oczko na żółciaki.

 Gdybym miała 2 lata, byłabym super towarem do odebrania rodzicom, w końcu małe dzieci najlepiej “schodzą”. Poprzyglądajcie się aferkom w mediach – jak jest patologia w rodzinie, to zabiera się GŁÓWNIE małe dzieci. Takie powyżej 4 lat to już dużo rzadziej. Jak w supermarkecie, najbardziej chodliwy towar. Denerwuje mnie to okrutnie.

_____________________

Pod koniec dziadek robił kupę do pampersów Seni. Cierpiał bardzo, ale zawsze opowiadał mi tę cholerną bajkę która nie miała sensu. Po prostu był takim człowiekiem.

 Wiedziałam, że umrze. Nie chciał być pod koniec w szpitalu, więc był cały czas u nas. Trochę to było dziwne dla mnie ośmioletniej, że nagle to wnuki i dzieci zajmują się dziadkiem i ojcem, a nie odwrotnie. Zapisałam sobie wtedy w “pamiętniczku” – Nie chcę robić kupy do pampersów Seni jak będę stara!

Takie rozumowanie dziecka. To był mój arcy-mądry wniosek z tego całego raka i z oswajania się ze śmiercią. Jednak czułam też powagę sytuacji i mnie to bardzo przerażało.

W dzień, w który dziadek umarł, wszyscy wiedzieliśmy, że to ten dzień, bo to wisiało w powietrzu. I dziadek też wiedział. Byłam przygotowana. Nawet…pogodzona z tym, bo dziadek często mi mówił, że chce opowiedzieć mi tę bajkę jak najwięcej razy, póki może. 

A mimo wszystko, kiedy dziadek już umarł… zaczęłam się bardzo głośno i gwałtownie śmiać. Wiedziałam, że to niewłaściwe. Nie mogłam przestać. Śmiał się mój brzuch, bardzo intensywnie, tak, że bolało. Mama zaprowadziła mnie do mojego pokoju, próbowała uspokoić, pocieszyć. Ale ja się śmiałam, bardzo, bardzo intensywnie.

Ten śmiech miał przerwy. 3h bez śmiechu, a potem od nowa. I znowu i znowu i znowu, prawie trzy dni bardzo intensywnego śmiechu. Im bardziej chciałam przestać się śmiać, tym bardziej się śmiałam. Nie udało mi się także czuć żadnego smutku, żalu, złości na to, że dziadek umarł.

Spotkała mnie paragelia:

Paragelia (gr. para – niewłaściwy, gelia – śmiech) – zjawisko spontanicznego, bardzo silnego i niepohamowanego (nawet pomimo silnych starań) śmiechu w nieadekwatnej sytuacji, np. na mszy, w kościele, na pogrzebie, podczas mówienia o czyjejś tragedii.

To za Wikipedią.
Przez długie lata miałam poczucie winy związane z tym śmiechem. Faza złości i smutku przyszła później. Kto czytał mojego bloga długo, ten wie, że ogromną wagę przywiązuję obecnie do emocjonalnych aspektów chorowania. Koktajl lęku i nie-wybaczenia jest ogromnie szkodliwy.
Tydzień temu udało mi się przepracować ze sobą jedną z ostatnich takich emocji do przepracowania. Ten śmiech po śmierci dziadka i ten strach przed robieniem kupy do pampersów dla dorosłych. Paraliżujący strach przed byciem od kogoś zależną. 
Nie mam już poczucia winy. Kiedy chcę przepracować emocje, medytuję. Zasypiam z pytaniem na ustach, budzę się z odpowiedzią. Czasami bezpośrednią, czasami z zaufaniem, że krok po kroku zostanie mi wyjaśnione. I staje się, bo nagle trafiam na artykuły, w których jest coś wyjaśnione. Jadę autobusem i słyszę coś, co jest częścią odpowiedzi w jakiejś audycji, widzę szczerbatego żula z uśmiech od ucha do ucha i to też jest fragment odpowiedzi. A potem składam te klocki i mam wyjaśnienie, emocje przepracowane.
 Każdy tak ma, jeśli UFA. Trąbi o tym każda wielka religia, chociaż żadna nie jest do tego potrzebna. Koła nie wymyśla się na nowo. Z koła trzeba skorzystać.
Dzisiaj wiem, że ten śmiech, lub jak kto woli – ta paragelia, to dziwne coś co zdarzyło mi się raz w życiu, było ogromnym mechanizmem obronnym mojego organizmu. Nasze ciała same wiedzą, czego najbardziej potrzebują.
Kochałam dziadka bardzo mocno. Był dla mnie niezmiernie ważny i każdego dnia spędzałam z nim kilka godzin. Strata kogoś tak bliskiego byłaby dla mnie w tamtym momencie zbyt wielkim bólem. Bólem i koktajlem emocji, z którym nie mogłabym sobie poradzić. Więc zostałam przed nim ochroniona. Ciało wybrało najlepszą dla siebie opcję.
Dzisiaj jestem wdzięczna za ten śmiech wtedy. Przestałam mieć to poczucie winy, które czasami wracało do mnie jak bumerang. Bo wiecie, społeczeństwo oczekuje łez, faraonowie wynajmowali płaczki, a dzieci facebooka ścigają się w ilości wstawionych na fejsa świeczek. Czułam, że powinnam wtedy płakać, ryczeć, krzyczeć, wyć i wyrywać sobie włosy z głowy.
Co do tego strachu, którego ikoną stały się te nieszczęsne pampersy, to też się cieszę, że szłam przez życie ramię w ramię z nim. Że zawsze jakoś wpływał na moje decyzje. Że miałam swoją dumę i unikałam sytuacji w których mój los czy coś innego co jest moje, zależało od kogoś innego. Dzisiaj nie jest strachem. Dzisiaj jest siłą napędową która pozwoliła mi przetrwać. I nie pozwolić na to, aby lekarze nadal bawili się moim zdrowiem, co chwilę wybierając sobie nowe zabawki (leki), jak 3-letnie dzieci które co 5-minut chcą nowe klocki.
___________________
Ostatnio bardzo interesuje mnie wpływ śmiechu na zdrowie. Każdy chyba zna historię kobiety, która wyleczyła się z raka, oglądając komedie. 
Znalazłam badania które potwierdzają, że śmiech wzmacnia odporność. Dwie osoby o śmiesznych nazwiskach – uśmiechnięty pan Yoshinori Sakai i ogromnie uśmiechnięta pani Kazue Takayanagi, wybitni lekarze z Japonii, przeprowadzili bardzo ciekawą, eskperymentalną terapię mającą na celu poprawienie odporności osób po chemioterapii za pomocą śmiechu.
Na pubmedzie jest abstract z tego artykułu (A trial of improvement of immunity in cancer patients by laughter therapy)

Patients with advanced cancer have lower immunity which is further decreased with surgery or chemotherapy. Chemotherapy patients who undertook the Laughter Therapy using the Smile-Sun Methodology during treatment in the hospital showed significantly higher immunity levels. The results of this study indicate that patients with gastrointestinal cancer, who undergo laparoscopic surgery or chemotherapy for stomach or colorectal cancer, benefit from a formal program of psychotherapeutic support during the in-patient hospital stay in terms of immunological improvement

Jak wiecie, praktykuję też wdzięczność. Wdzięczność jest super. Mam zwyczaj pisania maili do każdego autora artykułu, który wiele zmienił w moim życiu. Nigdy nie oczekuję odpowiedzi. Po prostu lubię mówić “dziękuję” i nigdy nie udaję, że doszłam do czegoś sama, jeśli tak nie było. Tym razem wysłałam maila żeby podziękować, i zapytać o to, gdzie przeczytam cały artykuł.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby naukowiec z Azji nie udzielił mi odpowiedzi. Co ciekawe – najważniejsze dla mnie badania robią właśnie naukowcy z Azji, lub o azjatyckich korzeniach, opcjonalnie – badający azjatyckie sposoby leczenia.
Jak mówią, szukajcie, a znajdziecie. W odpowiedzi dostałam link do udostępnionego publicznie i za darmo czasopisma  Japan Hospitals No. 32 / July 2013 . Jak klikniecie w link, to otworzy Wam się magazyn w ładnym pedeefie, rzeczony artykuł jest na stronie 53, angielski bardzo prosty w odbiorze. Do pani Takayanagi można napisać maila, ale jeszcze tego nie zrobiłam ;-)) 
Cytacik :

Laughter has five principles: safety, relaxation,
effectiveness, vividness, and happiness

Dlatego dzisiaj, w ramach rozwojowego czwartku który ukazuje się z poślizgiem, zachęcam Cię do znalezienia czegoś, co tak Cię rozśmieszy, że nie będziesz mógł przestać się śmiać.

Odkrycie mojej koleżanki –

Niniejszym ogłaszam, że zdeklasowała silikonowe majtki dla mężczyzn, które imitowały owłosioną waginę (wspomniałam o nich tu).

Twoje zadanie na dzisiaj, to znalezienie czegoś bardzo śmiesznego, pośmianie się z tego i podzielenie się tym z kimkolwiek.

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

prawa do zdjęcia tutaj

Uściski, Ania

112
Dodaj komentarz

avatar
48 Comment threads
64 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyTomasz Sławekaneta - bo pięknie jest :)MagdaSeldirima Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Twoje teksty są takie…obrazoburcze. Zawsze jak coś napiszesz, to potem tydzień o tym myślę. Po pierwszy zdaniu wiedziałam, że tekst mi się nie spodoba. Zanim doszłam do ostatniego, już go kochałam.
A w międzyczasie zapomniałam treść komentarza ułożonego w głowie, bo zobaczyłam kaligulę w cielistych majtkach 🙂 Nie wiedziałam, że można się śmiać w ten sposób. Artykuł zasysam na tablet, przeczytam w drodze do pracy 🙂

Corner passion
Gość

kiedy mój pradziadek zmarł w domu były ostatnie dni wakacji, pamiętam jak dziś, że ojciec z mamą wiedzieli już o tym, że dziadek zmarł, a ja chciałam iśc na bajkę do niego dzień jak codzień… Mama zabrała mnie do pokoju i powiedziała, że zmarł też zaczęłam się śmiać, tak gwałtownie i strasznie, że do dnia pogrzebu bolał mnie brzuch, ale wszystko minęło po pogrzebie… Myślę, że to chyba był ruch obronny małego dziecka na to, że ktoś bardzo bliski właśnie odszedł..

Paulina
Gość

Rewelacyjny tekst! Przeczytałam jednym tchem, co chwilę unosząc brwi. Ej serio, będę do niego wracać, Dziękuję CI za niego :*

Anonimowy
Gość
Anonimowy
poczujsielepiej
Gość

Piękny wpis! Jako dorośli mamy prawo do różnych dziwnych emocji w starciu z chorobą czy śmiercią bliskich. Pamiętam wielkie oburzenie ludzi po filmie "33 sceny z życia" Szumowskiej, bo bohaterka po śmierci rodzica poszła na imprezę. "Bo tak się nie robi, co za brak uczuć". Każdy ma inne reakcje i ma prawo robić z nimi co mu się spodoba. A co do śmiechu – jest coś takiego jak laughter yoga. Ludzie spotykają się regularnie na sesje śmiechu. Najpierw się zmuszają, a potem ryczą do rozpuku całkiem serio. Mega!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Jeśli masz umysł Macierewicza, to możesz wysnuć wniosek, że spędzałam czas z ćpunem-hazardzistą. W końcu wiecie, brał morfinę i grał ze mną w oczko na żółciaki. Gdybym miała 2 lata, byłabym super towarem do odebrania rodzicom, w końcu małe dzieci najlepiej "schodzą". Poprzyglądajcie się aferkom w mediach – jak jest patologia w rodzinie, to zabiera się GŁÓWNIE małe dzieci. Takie powyżej 4 lat to już dużo rzadziej. Jak w supermarkecie, najbardziej chodliwy towar. Denerwuje mnie to okrutnie." smutne i niestety bardzo prawdziwe. Jeśli chodzi o pomoc ciemnym matkom, to nigdy nikogo nie ma, ale jak jest małe dziecko, to od… Czytaj więcej »

Kalyani
Gość

Zazdroszczę Ci takiej reakcji na śmierć dziadka. I tego, że pogodziłaś się z jego śmiercią. Ja z dnia, w którym umarła moja ukochana babcia pamiętam niewiele. Jej charczący oddech tego ranka, tatę mówiącego "idź, babcia umiera", gdy przejął opiekę nad kilkumiesięcznym siostrzeńcem, którym zajmowałam się tego dnia. I jeszcze wujka trzymającego w dłoniach babci gromnicę. Czas do pogrzebu wyparłam z pamięci. Miałam 10 lat. Minęło niecałe 11 lat, a ja nie pogodziłam się z jej odejściem.

Śmierć jej do dupy. Nie boję się jej. Ona po prostu ssie.

Kalyani
Gość

Wiem, Aniu. Śmierć to taka meta na wyścigu życia. Osiągamy ją w różnym czasie. Nic nowego, dziwnego. Zazwyczaj bez zawahania potrafię stwierdzić, że taka jest kolej życia. Teraz zadziałało chyba prawo przyciągania, bo napisałaś ten post kilkanaście godzin po tym, gdy otrząsnęłam się z pierwszego szoku na wieść o śmierci kolegi. A śmierć kogoś mniej lub bardziej mi bliskiego przywołuje wspomnienia o mojej babci.. Tu faktycznie przejawiam egoizm. Stąd taki był mój pierwszy komentarz.

Vea ✖
Gość

Mi mój dziadek opowiadał, ze tej nocy, której moja babcia zmarła przyszła do niego jakaś czarna "plama" poszła do pokoju babci i zniknęła. Mówił, że się bardzo wystraszył tej nocy. Rano zadzwonił telefon, że w nocy babcia zmarła. Czy to była prawda czy nie to nie wiem, może rzeczywiście duchy istnieją. Mojej koleżance zmarł dziadek i po kilku dniach przyszedł do niej w śnie i powiedział,że za telewizorem jest testament. Ona oczywiście niedowiarka i zapomniała o tym snie. Jak robili porządki to za telewizorem znaleźli…testament. Mało zawału dziewczyna nie dostała, na pogotowiu musieli jej podać leki uspokajające. Ten sen zburzył… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Kurcze. Jest mi teraz bardzo wstyd. Bo na pogrzebie mojej babci bardzo smial sie moj maly kuzyn, tez wnuczek. I to bylo irytujace, wszyscy bylismy na niego wsciekli, no rozwydrzony, glupi bachor. W zyciu by mi nie przyszlo do glowy ze… uf, ide zrobic sobie kawe przed praca. Interesujacy tekst.

:)
Gość

Ostatnio widziałam nową wersję tego teledysku haha 🙂 I stwierdzam, że im facet starszy tym przystojniejszy. Co do Parageli to chyba często tak mam. Pamiętam jak kumpel spadł z roweru, tak, że wstać nie mógł. A my z kumpelą prawie sikałyśmy ze śmiechu. Najlepsze, ze musiałyśmy iść po kogoś dorosłego żeby mu pomógł, a nie mogłyśmy wydukać co się stało. Jak chcesz się pośmiać to polecam ;https://www.youtube.com/watch?v=bcVhXPwJ7MQ, śmieszne filmiki o kotach na YT.

epithumia
Gość

O nie, sieciaki! Od środy nie działa mój własny internet (i dzięki wspaniałej inei jeszcze przynajmniej do poniedziałku nie będzie) i w wi-fi szkoły obok wszystkie strony w stylu fb, youtube, czy LEXa przekierowują na sieciaki 🙂 W ramach z czystej ciekawości – porno już nie 😀

BERY
Gość

bylamm w szoku po przeczytaniu tematru ale wiedzialamm ze jak przeczytam to zrozumie, i zrozumialam !!uwielbiam Twoj blog.

Lady Lukrecja
Gość

Aniu, ja miałam kiedyś podobną sytuację ja byłam dzieckiem. Na egzaminie do pierwszej Komunii, kiedy musieliśmy powiedzieć cały pacierz i odpowiedzieć na kilka pytań ja wybuchłam właśnie takim niepohamowanym śmiechem. Jeszcze kilka razy zdarzyło mi się śmiać w nieadekwatnych sytuacjach, a najgorsze jest to, że naprawdę, im bardziej chcę przestać się śmiać, tym bardziej nie mogę się od tego powstrzymać. O, na przykład ostatnio siostra robiła mi kreski na powiekach i mówi- tylko się nie ruszaj! A ja oczywiście w śmiech i tak może z pięć minut… 😛

an
Gość

Kaligula trochę przypomina mi Gracjana Roztockiego i jego wesołą twórczość ;P

Śmiech, wdzięczność i wybaczanie to właśnie te rzeczy, które wcielam w swoje życie, bo jakby nie patrzeć było ich stanowczo za mało. Senkju 😉

supergirl
Gość

mam wrazenie, że miałysmy tego samego dziadka. moj opowiadał beznadziejne bajki o 'wilku i lisie' lisie-chytrusie jak by ktos nie wiedzial i upierał sie ze to prawda. A gdy brał morfine, dawały o sobie znac jego historyczne zainteresowania. Kiedyś wrociłam ze sql, zawołał mnie do siebie i spytał i czy jestem w jakiej grupie (nie pamietam skrótu) ja mowie, że nie a kto to jest? a dziadek 'no pytam czy chodzisz i na ludzi kapujesz' zawsze to wspominam… i w sumie to tesknie za tymi bajkami o wilku i lisie…

supergirl
Gość

moj dziadek urodzony we Włodzimierzu Wołyńskim, przezył ucieczke z Ukrainy gdy probowala zabic ich banda UPA, czesto o wojnie opowiadał, czytał, kolekcjonował książki które jezdził kupowac gdzies tam, nawet na zdjeciu w jednej był jako mały chłopiec, i do końca 'żył tym' w sumie, to sie chwali 😉

Oludzie
Gość

Ja śmierć dziadków mam dopiero przed sobą, bo wszyscy żyją. Ale przeraża mnie trochę, że może to być dla mnie dosyć traumatyczne doświadczenie. Mając 24 lata za sobą byłam na dwóch pogrzebach i to jednego wujka, którego ledwo znałam i ciotki, której na oczy chyba nie widziałam (a przynajmniej jej w ogóle nie pamiętam). Więc tak naprawdę, żadna bliska mi osoba nie odeszła jeszcze. Można się jakoś na to przygotować?

A tak wracając do tego śmiechu jako reakcji obronnej, zauważyłam, że przed egzaminami, czy innymi stresującymi wydarzeniami, mam bardzo dobry humor i głupawki dostaję 😛

ważki
Gość

Nie można… niedawno zmarł mój chrzestny, wszyscy wiedzieli, że to nastąpi, bo walczył z rakiem, ale i tak cios był ogromny. Żałobą trzeba po prostu przeżyć. Jedyne co możesz zrobić ,to korzystać z tego, że jeszcze ich masz.
Kaligulę znam od dośc dawna i chętnie do niego wracam, jest tak tragiczny, że aż na swój sposób genialny 😉
Wierzę w śmiech i we wdzięczność. Świat byłby lepszy, gdyby ludzie częściej się śmiali zapomnieli czasem o roszczeniach na rzecz wdzięczności właśnie 🙂

Olga Cecylia
Gość

Oludzie – powiem tak: Ania ma rację. Nie jesteś w stanie przygotować się w 100%. Możesz być przygotowana na wiadomość, ale nigdy na emocje, które ona w Tobie wywoła. Jednym wtedy pomaga modlitwa, innym płacz, niektórym śmiech. Tego nie jesteś w stanie przewidzieć. Jako weteranka przeżywania żałoby (mam za sobą 12 pogrzebów osób, które znałam) mogę powiedzieć, że jest łatwiej, kiedy masz własne życie. Kiedy możesz po prostu przeżyć w spokoju tę żałobę, nie musząc się na każdym kroku konfrontować ze wspomnieniami o tej osobie. Trudno jest iść dalej, przepracować ten smutek (w dowolny sposób – bo możesz gapić się… Czytaj więcej »

lapetitesoleil
Gość

http://www.eduksiegarnia.pl/doktor-klaun-terapia-smiechem-wolontariat-edukacja-miedzykulturowa-plyta-p-7091.html

Książkę o terapii śmiechem napisał adiutant z Katedry Pedagogiki Ogólnej UKW – pan Przemysław Grzybowski. Przeprowadzono również badania, z których wynika, że odkąd wolontariusze przychodzą do szpitala spędzać z chorymi dzieciakami czas, bawiąc się wspólnie grając itp. te szybciej powracają do zdrowia i do domów 🙂

Magdalena B.
Gość

Powiem Ci Aniu, że takie "ataki" śmiechu też czasami miewałam. Jednak nie w takich poważnych sytuacjach. Głównie śmiałam się wtedy gdy ktoś się przewrócił: akcja (szok), reakcja (śmiech).
Ogólnie kocham się śmiać 🙂 Najczęściej w rezultacie bolą mnie mięśnie brzucha 🙂

Justyna K
Gość

Ja zawsze śmiechem reaguję na stres. Przez jakiś czas mnie to okropnie dziwiło, teraz wiem, że to normalnie i właśnie tą opcję wybiera moje ciało 🙂 ono wie lepiej.

Berciuch
Gość

Jeśli chodzi o niepohamowany śmiech, to mój Marcin często dostaje takich ataków i śmiejąc się tłumaczy, że tak reaguje na stres 😀 Kiedyś dzięki temu rozładował atmosferę w grupie przed jakąś ważną prezentacją 😀

Na zdrowie, Aniu! 🙂 http://www.youtube.com/watch?v=wrqNKzNrwLU

Azjaci to zawsze dobry "sposób" na kupę śmiechu (polecam też zapoznać się z japońskimi teleturniejami) 😀

Berciuch
Gość

Nie tylko Ty 🙂 Jeszcze jest: "aaaaaaaaaaaaaaale masakra!" 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Drodzy komentujący, Wasz śmiech z upadku, przed egzaminem to chyba jednak coś innegi niz to, i cztm napisala Ania. Nie ta skala. U Was to sposob na rozlladowanie napiecia, w tak,

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W tak sjrajnych przypadkach jak śmierć bliskiej osoby mozemy mowic o paragelii. Totaki stan, ze nie dasz rady odczuwac smitku, bo reakcja ciala nie jest zgodna ze swuadoma wola, ale z podswiasomoscia.

Ola
Gość

Mój dziadek też zmarł gdy miałam 8 lat. Ciężkie przeżycie dla takiego dziecka. Tego dnia akurat przyjechałam z rodzicami do dziadków i było czuć w powietrzu, że coś jest nie tak. Dziadek pogłaskał mnie po głowie, a potem mama zaprowadziła mnie do sąsiadki. Siedziałam tam kilka godzin znudzona i zła na mamę, że na tyle godzin mnie tam zostawiła. Gdy mi powiedziała o śmierci dziadka byłam w ciężkim szoku. Do dzisiejszego dnia mam w głowie obraz dziadka leżącego w trumnie i wciąż pamiętam sen, w którym mi się się przyśnił po swoim pogrzebie, a od tego czasu minęło już 11… Czytaj więcej »

studentka zarządzania
Gość

Witam, ja nie na temat, ale chciałam Ci polecić niesamowity krótki filmik pt. "CYRK MOTYLI". Niezwykle motywujący filmik, o którym powiedziała mi przyjaciółka kiedy miałam gorszy dzień. Zachęcam go do obejrzenia wszystkim, którzy uważają, że ich życie to pasmo niepowodzeń. Inni mają gorzej, a "im trudniejsza walka, tym większe zwycięstwo" 🙂 Pomyślałam o Tobie – Ty zwyciężyłaś. Udało Ci się pokonać chorobę, mimo że lekarze z góry zakładali, że walka jest przegrana. Podziwiam Cię i kibicuję, że za kilka lat będziesz zupełnie zdrowa, taka jaka chcesz. Uda się! trzeba tylko wierzyć, a Ty masz mnóstwo wiary, którą zarażasz wszystkich czytelników… Czytaj więcej »

MamaMiśka
Gość

Bardzo często reaguję śmiechem – widocznie dla rozładowania emocji – najpierw widzę śmieszność sytuacji i muszę się wyśmiać a dopiero potem zaczynam funkcjonować normalniej.Po cesarskim cięciu (dziecko na 1 pkt Apgar w ciężkim stanie) na sali poporodowej leżało nas 5 i przyszła salowa z karteczką szukając pani o nazwisku Król (to było 23 lata temu i nie było telefonów ). Zapytała "czy tu leży Królowa?" a ja odpowiedziałam " nie, same cesarzowe"- i wszystkie tak się śmiałyśmy i płakałyśmy z bólu, że mało nam szwy nie popękały .Innym razem będąc z niepełnosprawnym dzieckiem w przychodni poszłam "wysadzić go". Ponieważ nie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Haha dziękuję za ten komentarz 🙂
Chyba w tym tygodniu wogóle się nie śmiałam. A jak już to mało.. :/
Przez ten komentarz boli mnie brzuch ;D śmiałam się jak oszalała. "Nie, same cesarzowe" hahhhaaa
Pozdrawiam 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję, popłakałam się ze śmiechu
Asiula

vivamaja
Gość

całkowicie rozumiem Twoją sytuację i reakcję na stres. słyszałam wcześniej o śmiechu w niestosownych okolicznościach, jako reakcji na silne emocje.

sama mam taki system obronny, że uśmiecham się, nawet gdy mówię o czym baaardzo dla mnie ciężkim.
obecnie będę pracować, żeby tego się "oduczyć", bo mam dość tego, że ktoś odbiera mój nerwowy uśmiech
jako kpinę, lekceważenie itd. nawet na co dzień. a ja już nic nie poradzę na to, że "śmieję się przez łzy".
czasem człowiek się tak blokuje, w jego świadomości jest gdzieś to głęboko zakorzenione, ale warto nad tym pracować..

uwielbiam Twój styl pisania! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dlaczego w każdej nowej notce musisz wspominać o swojej chorobie, albo podawać link do postu w którym ją opisywałaś?. Nie uważasz, że to się robi nudne i śmieszne tak bez przerwy czytać o jednym i tym samym? Nie wiem czy chcesz się ciągle chwalić chorobą czy oczekujesz współczucia, ale czy gdy spotykasz swoich znajomych, chociażby na ulicy, pierwsze co mówisz brzmi "Część, jestem choroba na nieuleczalną chorobą, ale zrobiłam z niej uleczalną"? No proszę Cię Anka. Lubię Cię i lubię Twojego bloga, serio oraz współczuję Ci bardzo chorobą, ale nie musisz Ciągle o tym pisać, bo mnie zaczynają Twoje wpisy… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bo to jej blog? Mi takie teksty bardzo pomagaja i nigdy nie pomyslabym, ze ania szuka wspolczucia, odnosze raszej wrazenie, ze ciagle pietnuje postawe osob ktore tak robia. To tylko odnosnik budujacy kontekst dla tych, ktorzy go nie znaja, wyluzuj 🙂 czytam tenn blog od niedawna i lubie klikac w linki, bo tutaj kliknepam w ten sposb w ten link wdziecznowc, potem w sloik dobrych sukcesow i jeszcze w cos, dzisiaj mam juz w sloiku dwie karteczki 🙂 sama jestem chora i mam przez to slaba samoocene, kazdy artykul jaki tu widze ja podnosi.mnie tam bardziej denerwuja teksty o torebkach… Czytaj więcej »

Lucyna M
Gość

Dla mnie akurat ten teledysk nie jest śmieszny tylko głupi:-) Pozdrawiam

mamahelenki
Gość

Aniu, bardzo lubię czytać Twojego bloga, bywasz dla mnie inspirująca, ale zaczynasz trochę przesadzać z powtarzaniem o swojej chorobie. Niemal w każdym wpisie o tym wspominasz. Masz stałych czytelników (np. mnie), którzy dokładnie wiedza o Twoich perypetiach z lekarzami. To taka mała uwaga, bo blog jest naprawdę świetny,

Magdalena

Anonimowy
Gość
Anonimowy

to tak jakbys napisała blogerce urodowej, aby przestala pisac o kosmetykach, ten blog to zdrowie, uroda, rozwoj osobistyy rozkinki design, tak wynika z tych napisow pod naglowkiem 🙂 Mnie to ciekawi bo zawsze dowiaduje sie czego nowego 🙂

Ania
Gość
Ania

Z moim dziadków na razie straciłam tylko dziadka od strony mamy. Płakałam. Dużo. Ale pogodziłam się z Jego śmiercią. Żałuję tylko,że nie doczekał tego jak mam studniowke,zdaję maturę,idę na studia. Nie będzie Go też na moim ślubie:( A najbardziej jest mi żal tego,że już z nim nie zagram w szachy.Bo to właśnie Dziadek nauczył mnie tej gry za co jestem mu wdzięczna:)
Twój tekst czytałam z zapartym tchem,był świetny! Na pewno nie raz do niego wrócę

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, pytanie z innej beczki jaki polecasz szampon do włosów, który nie szkodzi skórze głowy, jak i włosom? chodzi mi o taki bez silikonów itp.? istnieje w ogóle? bo w drogerii nie mam już siły oglądać każdej etykiety szamponu..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

niebieski babydream z rossmanna- szampon dla dzieci bądź też facelle ten z różowym w tle- płyn do higieny intymnej. smacznego 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wiem Aniu, ze dostajesz wiele maili, ale sama dzisiaj do Ciebie napisałam 😉 chciałam Ci tylko podziękować za ten blog i za to, że dzięki Tobie wyleczyłam się z anemi! Nie słuchaj innych, nadal pisz o zdrowiu, bo gdyby nie ten blog, to przez myśl by mi nie przyszło, że lekarze wcale sie nie staraja. dopiero jak sama sie postaralam to sie udalo 😉

bartsimpson
Gość

Intensywnie o czyms myslisz i to sie wydarza. Musze Ci napisac, ze tez cos podobnego zauwazylem. Odpowiednie artykuly, czy odpowiednie akapity w ksiazce pojawiaja sie akurat we wlasciwym momencie. Wtedy kiedy szukasz odpowiedzi na nurtujace Cie pytanie

Madeleine
Gość

Zawsze jak widzę to: http://24.media.tumblr.com/dfcdc134d97207de961d26546be86e13/tumblr_mht9i845RJ1ql32vgo1_500.png to poprawia mi się humor 😀 Co do tekstu… świetnie napisany jak zawsze! I poznałam nowe słówko, czasem mojej mamie się zdarzy tak zaśmiać,choć jest powaga sytuacji (a jest osobą bardzo się przejmującą różnymi sprawami, ma z tego powodu nawet wrzody) i nieraz się mamy automatycznie pytam,gdy tak się jej zdarzy zrobić. To był dla mnie jakiś dysonans,bo jak wspomniałam mama nie jest lekkoduchem i zastanawiało mnie to. Teraz to rozumiem. Dziękuję!

Gabrysia
Gość

Wiesz jaki jest główny powod tego, że się nie śmieję? Bo nie ma z czego. Bo mam CHAD i brak samej siebie wymagajacy przyjmowania serotoniny w kapsułkach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Gabrysia, nie chce być niemiła, ale Ania ma rację. Trzymaj się i zrób coś ze swoim życiem.

Aleksandra Niemiecka Sofa
Gość

Nie wiedziałam, że coś takiego ma specjalną nazwę. Ale wiem, że każdy na swój sposób odreagowuje stres, smutne wydarzenia z życia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zawsze tak reaguję. Gdy ktoś umrze ja zwyczajnie się uśmiecham, nie potrafię tego kontrolować, po prostu mam uśmiech na twarzy, też mnie bierze na śmiech i wcale, że nie robię tego ze złośliwości ani mnie nie cieszy kiedy ktoś umiera, po prostu mój organizm tak reaguje. Półtora roku temu mojej przyjaciółki mama popełniła samobójstwo. Ona płakała, a ja… ja chodziłam uśmiechnięta. Nie muszę chyba wspominać, że moja przyjaciółka tego nie rozumiała i pewnie nawet jej było przykro z tego powodu. Ale ja nie umiałam jej tego wytłumaczyć dlatego tak się dzieje, dlaczego tak zareagowałam, sama się czułam winna. Wszyscy płakali,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale ja nie biorę żadnych leków. Nic właśnie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To jest akurat możliwe. Nie mam zbyt bardzo zbilansowanej diety i na pewno mi brakuje czegoś.

Nina
Gość

Ja natomiast kiedy dowiedziałam się o śmierci mojej babci, nie potrafiłam płakać, przyjęłam tę informację jak coś błahego, jeju jaka ja byłam na siebie zła! Nie potrafiłam uronić ani jednej łzy i bardzo źle mi z tym było. Normalnie nie mam z tym problemu, kiedy coś źle się dzieje czy coś. Jedyne co, to chodziłam po prostu zamyślona. Wszystko pękło dzień przed pogrzebem, kiedy byłam w kościele. Przepłakałam calusieńką mszę, nie mogłam się uspokoić. Jak widać, każdy reaguje na swój sposób na pewne zdarzenia w życiu.Co do teledysku to fakt, jest baardzo specyficzny:D Przyznam szczerze, że nie spotkałam się chyba… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Polecam również wywoływać taki uśmiech u innych. Kiedyś idąc przez miasto zobaczyłam siedzącą w witrynie okna salonu telefonii komórkowej na parapecie małą dziewczynkę może 4-latkę, widać znudzoną i smutną. Pomachałam jej… kiedy to zauważyła rozweseliła się i odmachała, a ja cały dzień jakoś dzięki temu miałam lepszy humor, a jak sobie dzisiaj przypomnę tą sytuacje to od razu się uśmiecham. Mały gest a tak wiele uczynił.

Nina
Gość

Dokładnie:D w dzisiejszych czasach to bardzo prawdopodobne;)

A Krokodyl
Gość

Kurczę… teraz długo będę o tym myślała. Niejednokrotnie zdarzało mi się uśmiechnąć w nieodpowiednich sytuacjach. Też bardzo się o to obwiniałam, ale było to niezależne ode mnie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

http://www.youtube.com/watch?v=tS3AXnMo0bg

to tak apropo leczących śmiechem Japończyków 😉

aGwer
Gość

Dobrze, że Twój organizm tak się zachował i obronił Cię przed wielkim bólem, z którym nie do końca byłabyś w stanie sobie poradzić.
Jak mój dziadek zmarł miałam 6 lat i pogrzeb był w moje urodziny… Ale pamiętam wciąż ten ból. Mimo iż nie byłam może tak blisko z dziadkiem i mimo wszystko byłam bardzo młoda to może jakbym wpadła w taki śmiech byłoby mi łatwiej?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ta paragelia to może rzeczywiście dowód tego, że mimowolnie organizm chciał się obronić przed czymś gorszym. Lepsze to niż rozpacz, depresja… Wtedy utrudnienia w normalnym funkcjonowaniu mogą trwać dłużej. Ja bym się o coś takiego nie obraził. Śmierć kogoś bardzo bliskiego może być bardzo szokującym przeżyciem i może wywołać mimowolne reakcje wyglądające jak choroba psychiczna.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Padłam, jak obejrzałam ten teledysk….
Ja nawet nie wiem czy masz się śmiać czy płakać. Zatkało mnie po prostu….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Aniu. Moja wiadomość może nie do tematu postu, aczkolwiek chciałam się Ciebie spytać, czy interesowałaś się kiedyś OOBE? Jestem bardzo ciekawa twojej opinii/wiedzy/ewentualnie doświadczenia. Jest to bardzo intrygujący i tajemniczy temat, stąd jestem ciekawa 🙂 Z miłą chęcią przeczytałabym nawet cały post o tym! 😀 Pozdrawiam ciepło 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

oo, no proszę 🙂 zachęcam do wgłębienia się w temat z rzetelnych źródeł 🙂 jest to temat warty uwagi. Jednak dla niektórych tak absurdalny, że niestety wykluczają jego istnienie (dla mnie niegdyś tak samo, odkad sama się nie przekonałam).

Seldirima
Gość

Ciekawe, ja nie słyszałam o OOBE, ale LD całkiem często mi się zdarzało i nawet nie wiedziałam, że to takie dziwne 😉

Co do śmiechu, to czasem reaguję tak w nerwowej sytuacji i nawet terapeutka była tym zniesmaczona, a przynajmniej odniosłam takie wrażenie :/ (tzn. że dorosły człowiek powinien umieć panować nad swoimi emocjami, bla bla :/)

Seldirima
Gość

Już prawie skończyłam terapię, szczerze powiem, że mnie akurat to zirytowało. Na pewno mam problem z emocjami, ale bez przesady. Nie mam zamiaru dostosowywać się do ogółu społeczeństwa, które jest uładzone i trzyma gębę na kłódkę :/ Z tego co pamiętam, to chodziło o to, że te emocje są NIEADEKWATNE.

Magda
Gość
Magda

Ja tak często mam, ze się smieje w momencie gdy w rzeczywistości czuje gniew, smutek, albo zlosc. Może to od nerwicy. Nie pierwszy raz slysze o czyms takim.
Pozdrawiam.

aneta - bo pięknie jest :)
Gość

w sumie wykonałam to zadanie zanim przeczytałam posta 🙂 obejrzałam Jasia Fasolę 🙂 On zawsze rozśmiesza mnie do łez :))) dobrze jest stworzyć sobie taki zestaw rozśmieszaczy, bo w chwili gdy są najbardziej potrzebne – zdarza się tak, że w głowie mamy pustkę…

Tomasz Sławek
Gość

Dążę do szeroko pojętej świadomości i przepracowywanie emocji jest w tym procesie niezbędne. Wymaga to dużo odwagi, bo kto chciałby się przyznać,że kiedykolwiek zawinił i musi coś naprawić. Sam mam kilka rzeczy które ciągną się za mną latami, a na załatwienie których "jeszcze przyjdzie czas". Miło się robi gdy trafi się na człowieka który ceni życie i nie ma do niego pretensji. Tak jak Ty. W przyszłości jeszcze przyłożę się do promowania Twoich treści.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeśli chodzi o te reakcje obronne organizmu, to chyba miewam coś podobnego 😉 bardzo często, gdy doznam jakiegoś bólu fizycznego (na przykład przypadkowe oberwanie pełną butelką wody prosto w nos), to zaczynam się potwornie śmiać, mimo, że z oczu płyną mi łzy… I trochę jakby mniej boli…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ten atak śmiechu to coś niedobrowolnego i pojawiającego się nieświadomie. Taka reakcja, obiektywnie sądząc, nie jest czymś typowym. Podobnego rodzaju zjawiska mogą być objawem poważnych zaburzeń psychicznych.

Previous
Ładne torebki – moje typy, Wasze opinie
Śmiałam się gdy umarł mój dziadek