Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Dlaczego nie chciałam być księżniczką?


Oraz o tym, dlaczego księżniczka, to prawie prostytutka. 

Dostałam ostatnio bardzo ciekawy e-mail. Jedna z czytelniczek bloga jest mamą 4-letniej Julki. Przeczytała mój tekst 50 faktów o mnie i zaintrygował ją fragment:

  • Nie lubię bajek disneya z księżniczkami które całe życie czekają aż ktoś (książę, wróżka) odmieni ich los.
  • Moją ulubioną książką w dzieciństwie była “Mała księżniczka” bo uzmysłowiła mi czym jest godność.
Te dwa podpunkty skłoniły Olgę do napisania mi wiadomości z wątpliwościami dot. kwestii “księżniczkowych zabaw” jej córeczki. Gdzie stawiać granice? I kilka innych wychowawczych kwestii.Pomyślałam, że to dobry temat na tekst. No i ZAWSZE jest mi bardzo miło, kiedy ktoś obdarza mnie zaufaniem i pyta o moją opinię w temacie.

Kto wcielił w życie chociaż jeden z jedenastu nawyków, które uczynią ten rok wyjątkowym ten wie, że nie oglądam wiadomości. Jakimś cudem ominął mnie medialny cyrk wobec gender. Dzisiaj (w ramach researchu do niniejszego tekstu :)) zrobiłam wyjątek i widzę, że wszyscy “gender” komentują, a prawie nikt nie wie o co chodzi… tzn. ups, może wiedzą, ale sposób przekazu treści przez dziennikarzy jest obecnie dla mnie niezrozumiały. Ups, stażystów i praktykantów, dziennikarzy już prawie nikt nie zatrudnia :))

Nie uważam, że zabawy w księżniczki są złe. Są jak najbardziej ok. Rozwijają wyobraźnię, wyrabiają nawyk marzenia (który w przyszłości można zamienić w obieranie celów), pozwalają poczuć się wyjątkowym. To jedna z tych fabularnych zabaw, gdzie dziecko może niejako wytworzyć swoje wymarzone “ja”.  I aż chciałoby się rzec – Don’t be yourself, be dream yourself! Fantazja odgrywa ogromną rolę w poznawaniu przez dzieci świata.
Poza tym, kiedy taki maluch na potrzeby zabawy przeistacza się w księżniczkę, może zakomunikować swoje potrzeby, smutki i frustracje o których jako “zwykłe” dziecko nie zawsze ma odwagę głośno mówić. Np. taka księżniczka ma często większą odwagę powiedzieć chłodnej/bardzo zajętej matce rozkazuję Ci poukładać ze mną puzzle!, czy księżniczka nie przyjmuje teraz gości! , kiedy ma ochotę pobyć sama.
Te zabawy naprawdę są ok i nie ma w nich nic złego, o ile rodzic rozmawia z dzieckiem i nie zaciera granic między rzeczywistością a fantazją. Bo historię o chłopcu, który wyskoczył z okna, bo myślał, że jest batmanem każdy chyba zna?
PS. Może mi ktoś powiedzieć, czy to prawda, czy miejska legenda? Bo jak chciałam to wygooglować, to pokazują mi się raczej katolickie strony negujące seriale animowane w ogóle i próbujące w ten sposób udowodnić, że telewizja jest całkiem be 😉 


Dlaczego zatem nie lubiłam disneyowskich księżniczek?
To raczej sprawa osobista. I jest to duże uogólnienie i uproszczenie. Oczywiście, do tego, dajmy na to, czwartego, piątego roku życia, chciałam być księżniczką. Potem mi się odwidziało i raczej widziałam siebie gdzieś u boku Robin-Hooda, do którego zresztą przez całą zerówkę wzdychałam 🙂

Dlaczego sprawa jest osobista?


Księżniczki w disneyowkich animacjach prawie cały czas …. czekały. Albo wypatrywały wybawcy, albo o nim marzyły… nie wybawiały się same. (Tak, generalizuję, nie zawrę całego spektrum zachowań w jednym tekście, wiem o Mulan, wiem o Fantagiro, ale nie o tym jest tekst ;)).
No i wszędzie miały służbę. Koszmar.
Dobrze pamiętam te dni, kiedy miałam ochotę pobiegać, a leżałam pod trzeba kołdrami z termometrem pod pachą i arsenałem tabletek, zawiesin i syropków przy łóżku. Nie cierpiałam tego całego może coś Ci podać? Chcesz poduszkę wyżej? Lepiej się czujesz? Nie cierpiałam tego, że nie mogłam robić tego, co chciałam. I że cały czas nade mną ktoś skakał.
Dlatego ciężko zrozumieć mi osoby, które symulują różne choroby (albo je sobie wkręcają i rzeczywiście występują u nich z tego powodu objawy) tylko po to, aby się od czegoś wymigać czy usprawiedliwić swoją niekompetencję. Och, zrobiłabym ten projekt, ale od trzech dni pęka mi głowa, brałam już tabletki, nic mi nie pomaga, och jak cierpię… (ok, boli Cię głowa od trzech dni, na projekt miałaś miesiąc!). 
Założę się, że każdy z Was zna chociaż jedną taką symulantkę lub symulanta, czy inną osobę która próbuje jechać na współczuciu.

Nie lubiłam trzech rzeczy : współczucia, skakania nade mną i litości.
Z tego powodu zawsze wybierałam sobie na ulubionych takich bohaterów bajek, którzy brali życie w swoje ręce.

Generalnie nic jednak do bajkowych księżniczek nie mam. Dziewczynki kiedy bawią się w księżniczki, projektują po prostu fajne życie, w którym wszystko mogą, są piękne, noszą bajkowe kreacje i mają u boku przystojnego księcia.

Ale ale… znalazłam w Internecie coś takiego :


Ten (i każdy kolejny obrazek który pokażę) jest trochę przesadzony, ale nie da się ukryć, że jest w nim sporo prawdy.
Bajki stawiają na pierwszym planie piękno księżniczek. Dobry bohater jest zawsze ładny, zły jest brzydki. Jednak to uroda jest osią na której zbudowany jest portret takiej królewny. Znacie jakiś przykład brzydkiej bajkowej księżniczki? Nie mówię o Bestii z baśni Piękna i Bestia, ani o Dzwonniku z Notre Dame… pytam o brzydką księżniczkę. Znacie? Chętnie poznam!
Jest to pewien schemat myślowy, który może być przykry dla dzieci które urodziły się z jakimiś wadami, np. z Zespołem Aperta. Bo w końcu zdeformowane w bajkach są raczej czarownice.

Z drugiej strony, nie widzę nic złego w tym, że dziewczynki marzą o tym, aby były piękne, ładne, zdrowe i podziwiane. To samo w sobie nie jest złe . Nawet martwiłabym się, jakby któraś marzyła o tym, aby była brzydka, chora i wzgardzana.

Trzeba jednak podkreślać, że piękno to nie wszystko. Mądry rodzic wykorzysta te księżniczkowe zabawy aby nauczyć dziewczynki sprzątania swoich zabawek (księżniczki były przecież bardzo eleganckie, a damie nie przystoi żyć w syfie). Można też pokazać, że pięknie się wysławiały i zachęcać do poznawania nowych słów a nawet języków obcych (w końcu, jakoś z księciem z innego królestwa musiała się taka księżniczka dogadać)*, czy wreszcie zachęcać do czytania czy ruchu fizycznego. 
*Tak wiem, w rzeczywistości księżniczki często widywały swoich mężów jedynie w sypialni, kiedy pan zechciał mieć potomka z prawego łoża.


W zasadzie, to nie znam żadnego dziecka które bawi się TYLKO w księżniczkę. Znam dziewczynki które lubią czasami chodzić po domu w tiarach, ale także puszczać latawce czy skakać po kałużach. Nie widzę też nic złego w zabawę w dom, w gotowanie i inne takie. Nie ma co demonizować tych zabaw, że niby  od razu pokazuje się kobiecie gdzie jej miejsce. Wyjeżdżanie z podobnymi tekstami jest słabe. No bo skąd pomysł, że gotowanie jest be? 🙂 


Marzenie o byciu księżniczką można łatwo przemianować w bycie kobietą niezależną finansowo. Można wykorzystać taką zabawę aby przekazać dziecku, że teraz nie ma już czasów księżniczek, ale kobieta która potrafi o siebie zadbać może wieść bajkowe życie i kupować sobie te wszystkie bajkowe suknie jeśli będzie mieć ochotę. Warto uzmysłowić dziewczynce, że dobrze być kobietą, która ma wiedzę i umiejętności pozwalające jej samej zadbać o siebie. Pozwalającej jej na wybór, czy chce być utrzymywana przez faceta. Wiem, że takie kobiety też są. Nie mam nic przeciwko, ale uważam, że jest naprawdę ogromna różnica pomiędzy życiem na łasce Pana z konieczności, a byciem na utrzymaniu faceta z wyboru (kiedy jest się w stanie samemu utrzymać).
To, że nauczyłeś się biegać, nie oznacza, że automatycznie tracisz umiejętność chodzenia.

To, że księżniczki żyły zdane na łaskę faceta, to trochę wynik czasów na jakich wzorowane są te wszystkie opowieści. Chociaż wiem, że historia zna wiele przypadków kobiet, które odegrały ogromną rolę, mimo, że oficjalnie rządy sprawował ich małżonek.
Nie zgodzę się jednak z tym, że posiadanie ładnych sukienek i służby zapewnia kobiecie szczęście. Oglądaliście film Duchess z Keirą Knightley? Polecam. Albo czytaliście “Wojnę i pokój?”…zastanawialiście się, w jakim wieku “księżniczki” wychodziły za mąż? Losy tych wszystkich pięknych dziewczyn często były bardzo smutne i tragiczne.

Dlaczego uważam, że księżniczka ma w sobie coś z prostytutki? Czy może jak to ładniej brzmi – utrzymanki? Bo jest zdana na łaskę Pana (sponsora). Od niego zależy jej być albo nie być. Czasami zajmuje się dobroczynnością (za kasę Pana), co dodatkowo uzależnia ją ekonomicznie, bo wyobraźcie sobie jaki koszt społeczny poniosłaby, gdyby nagle musiała tej dobroczynności zaprzestać.

Jak wspomniałam, uważam, że nie ma nic złego w byciu na utrzymaniu faceta jeśli obie strony tego chcą. Kiedy jedna ze stron musi, to nie jest to fajne.

Nie uważam, że świat jest czarno-biały, nawet znam jeden ciekawy przykład prostytutki z literatury która jest wyjątkowo ciekawą postacią. Mówię o Nefernefernefer z bardzo dobrej powieści Egipcjanin Sinuhe, którą gorącą każdemu polecam 🙂

Myślę, że temat zabaw w księżniczki jest bardzo złożony i interesujący. Jednak nie sądzę, aby taka zabawa była zła. To tylko narzędzie, plastelina z której można ulepić co się chce. Zabawa w księżniczkę może służyć do pokazania dobrych wzorców, jak i tych złych.

Jestem pewna, że gdybym nie chorowała, to pewnie też bawiłabym się pół dzieciństwa w królewny 😉 W końcu, naprawdę nie ma nic złego w byciu pięknym, zdrowym i bogatym. Dodałabym do tego jeszcze jedną ważną cechę, jaką jest GODNOŚĆ.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z takimi zabawami. Co najbardziej podobało się Wam w byciu księżniczką? A może ich nie lubiliście? 🙂

PS. dziękuję komuś, kto chce pozostać anonimowy za pomoc w dostosowaniu szablonu 🙂 Naprawdę miło jest zobaczyć wszystko gotowe, kiedy siada się w końcu przed laptopem po innych męczących zajęciach.
Mam nadzieję, że szybko się do tego nowego szablonu przyzwyczaicie! Początkowo może być trochę niewygodny (lepsze znane piekło niż nieznany raj :)), ale daje mi większe możliwości.


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

105
Dodaj komentarz

avatar
56 Comment threads
49 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Szufi-chanoxfordkaAnonimowygorzkakokoszkakaaiki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aggie S
Gość

Czytam cię od niedawna i bardzo podoba mi się to co piszesz. Widać jak inteligentną i rozsądną osobą jesteś. Z chęcią czytam każdy twój post. W całości podpisuję się pod tym co napisałaś tym razem i pozdrawiam 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bardzo podoba mi się nowy szablon, taki…poukładany 😉

Marta
Gość

Podoba mi się ten tekst, na początku myślałam, że będzie zalatywał feminizmem, ale znajduję w nim dużo prawdy.Zwłaszcza przypadła mi do gustu myśl, że bajki deformują pogląd dzieci na dobro i zło, mam na myśl fakt, że jak ktoś jest brzydki, wygląda inaczej niż reszta, to znaczy, że jest zły. Kiedyś czytałam historię dziewczynki, która urodziła się z pewnymi wadami i wyglądała niezbyt dobrze delikatnie mówiąc i dopóki nie poszła do przedszkola wszystko było z nią dobrze, a nagle dzieci zaczęły krzyczeć na jej widok i wtedy zorientowała się, że coś jest nie tak. To była bardzo przykra historia i… Czytaj więcej »

tlusta_papuzka
Gość

Polecam parafraze rzeczonej basni u Sapkpwskiego 🙂

Muminki bardzo lubie, sa psychologicznie wiarygodne (w wersji ksiazkowej).

Daisy K
Gość

Widzę, widzę nowy szablon. Fajna zmiana, choć wcześniej też nie było źle. 🙂 Uwielbiałam czytać Małą księżniczkę, czytałam ją kilka razy, oglądałam film i nigdy mi się nie znudziła. 🙂 Chyba wszystkie dziewczynki bawią się w księżniczki, ale jak pamiętam, nie za długo, bo się nudzą. 🙂

PSYCHODIETKA
Gość

Nie wiedzieć czemu, uśmiałam się czytając księżniczkowe wywody. W dużej mierze się z tym wszystkim zgadzam, może dlatego, że ja zawsze chciałam być wróżką (lub jak twierdzi babcia pielęgniarką…). Moje dziecięce plany na życie ulegały licznym zmianom, ale nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z byciem księżniczką. 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i żałuję, że nie zaczęłam czytać Cię wcześniej, co by móc poznać na Blogowigilii.

Mona Te
Gość

Pamiętam, że moją ulubioną księżniczką była Arielka, bo była wolna, otaczał ją piękny, kolorowy ocean, nie bała się poświęcić czegoś cennego dla miłości. Potem była Pocahontaz (może nie stereotypowa księżniczka, ale zawsze baśń Disney'a), równie wolna, mające własne zdanie i umiejąca go bronić. Nie cierpiałam, tak jak Ty całego tego litowania się nade mną, wpychania jedzenia, gdy się nie miało apetytu itp. podczas choroby, ale i nie tylko (moja babcia nadal potrafi to czynić). Może właśnie dlatego wybrałam sobie za idolki lat dziecinnych te postacie, bo były silne i w jakiś sposób doceniały otaczającą ich naturę, co dla mnie po… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Uwielbiam czytać Twoje artykuły! Ja lubiłam jak to nazwałaś – projektować takie idealne życie.Podoba mi się zdanie o tym, że nie ma nic złego w byciu pięknym, młodym i bogatym. Dobrze jest przeczytać gdzieś tekst bez ideologii 🙂 Czytam Cię od niedawna a juz wiem, że zostane stalym gosciem, podoba mi sie nowy wyglad bloga, pomaga w szukaniu nowych tresci 🙂

Aleksandra ness
Gość

Dopiero co odkrylam Twojego bloga 🙂 Szkoda, ze tak pozno, czeka mnie kilka dobrych lektor do poczytania 🙂

http://www.letsgetfittonight.blogspot.com

akwarelaplus
Gość

Zgadzam się z Twoi tekstem, chociaż bardzo lubiłam oglądać filmy animowane i czytać o księżniczkach. Myślę,że to m.in. dlatego, że księżniczki były zauważane ;],chciałam mieć tak samo, i zawsze zwyciężało dobro. Obecnie jak szukam typowo rozrywkowej produkcji to wolę z nieksiężniczkowatą bohaterką. W ubiegłym roku kupiłam książki, które miały opowiadać o silnej, samodzielnie myślącej, odważnej, walczącej z potworami kobiecej. I co? Oczywiście zmieniła swoje życie dla mężczyzny, im dłużej ze sobą byli tym bardziej była posłuszna. Przez to prawie zabiła przyjaciela. Ukochany się jej tak nie podporządkował (a jakżeby inaczej). Dlaczego w lekki książkach na które trafiam, gdy kobieta znajduje… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Słowa: "gdy znajduje swój ideał to traci rozum" , strasznie życiowe 🙂 kobietki, bądźmy mądrzejsze!

Laura
Gość
Laura

Fajny tekst, podoba mi się zdrowe podejście do zabaw w księżniczki i w dom, przy dostrzeganiu dyskusyjnego z punktu widzenia gender 😉 przesłania księżniczkowych produkcji… Tylko tak się zastanawiam, czy one rzeczywiście, te księżniczki, tak tylko czekały i czekały… Owszem, Śnieżka i Kopciuszek (choć ta druga to chyba raczej na cud niż na mężczyznę ;), Śpiąca Królewna też, zresztą doprawdy trudno wziąć życie we własne ręce, będąc zaklętą w sen wieczny… Ale tak chętnie umieszczane na tych prześmiewczych obrazkach Ariel i Bella? Ariel właśnie bierze sprawy we wlasne ręce, nie boi się podążać za marzeniami, nawet jeśli musi drogo za… Czytaj więcej »

Szufi-chan
Gość

A ja pamiętam inną bajkę – o dwóch księżniczkach i księciu z innego królestwa. Przy narodzinach dziewczynek Wróżka mogła obdarować im tylko po jednym darze. Młodsza dostała madrość, a starsza piękno. Jednocześnie, w sąsiednim królestwie urodził się wyjątkowo brzydki chłopiec ze szpotawą nogą, skurczony i zbujną, czerwoną czupryną. Oczywiście, mężczyźni interesowali się bardziej brzydszą a mądrzejsza księżniczką, kiedy tylko zorientowali się, że z tą piękniejszą nie da sie logicznie porozmawiać. W końcu piękna księżniczka i brzydki książę spotkali się, a książę zdradził jej, że mogą podzielić się wzajemnie swoimi atutami – ona może uczynić go piękniejszym, a on ją mądrzejszą.… Czytaj więcej »

Balbina Ogryzek
Gość

Ciekawy temat poruszyłaś 🙂 Z mojego dzieciństwa pamiętam, że chętnie oglądałam te wszystkie baje o księżniczkach, ale nie przypominam sobie, by odgrywały jakąś rolę w moich zabawach. Ja miałam klocki, budowałam, przekładałam 😀 Z lalek pamiętam jedną, która była dla mnie ważna, ciemnoskóra Pocahontas ze zginającymi się rękami i nogami, to był szpan 😀

Ruda Rudość
Gość

Ja sobie myślę gdzie ten pasek boczny…. mam za mały ekran by to wszystko się pomieściło i trzeba zmniejszyć, ale jest w porządku, podoba mi się 🙂

Aleksandrowa
Gość

w stwierdzeniu, że ładny=dobry a brzydki=zły i podstępny, jest wiele prawdyw podstawówce w mojej klasie przeważały dziewczyny o różnym typie urody, zarówno dziewczynki jak i chłopcy o ostrych rysach (nie jestem pewna czy zrozumiesz o co mi chodzi, po prostu większość dzieci nie ma widocznych rys twarzy a jeśli ma to są one właśnie takie ostre) były traktowane przez inne dzieciaki jako te gorsze i bardziej podstępne, a dlaczego? tylko dlatego, że nie byli dzieckiem klasycznej urody 🙁 jeśli coś zostało stłuczone, ktos pobity to podejrzenie padało od razu na nich! jako dzieciak byłam święcie przekonana że tak faktycznie jest… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie chciałam być księżniczką ,chciałam być wróżką.
Shrek to bodaj jedyna bajka, o tym, że nie trzeba by pięknym, żeby zasłużyć sobie na miłość;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się, Shrek jest świetną bajką. Wciąż do niej powracam od czasu do czasu.
Moją ulubioną bajką były Pokemony 😛 postacią, do której zawsze chciałam się upodobnić to był Ash (pomijam fakt, że był chłopcem), ze względu na jego upór i bycie śweitnym trenerem, i wykorzystywanie swoich pokemonów w sumie zazwyczaj w dobrym celu, i dbanie o nie. Och i ach.
Jeśli chodzi o moje poglądy na temat miłości, to najbardziej mogłabym właśnie to porównać do tej shrekowej. W moim związku jest podobnie, ale nie będę się rozwodzić, nawet jako anonim 😛

rose vanilla
Gość

Myślałam, że tym wpisem popadniesz w przesadę, ale nie 🙂 Bardzo sensowne podejście do tematu, bez demonizowania biednej księżniczki 🙂 Ja w dzieciństwie lubiłam bajki Disney'a. Bardzo dobrze to pamiętam, były u nas trudno dostępne, a oglądanie takiej bajki było dla mnie dużym przeżyciem – i szczególnie lubiłam te o księżniczkach, ale raczej ze względu na pięknie narysowane postaci i tła. A jak już dostałam kolorowankę Disneya (od wujka ze stanów) to traktowałam ją jak relikwię 🙂 Mimo to, zgadzam się z Twoim wpisem, szczególnie podobają mi się ilustracje, które wybrałaś 🙂 Nigdy za to nie bawiłam się w księżniczki… Czytaj więcej »

lacquer-maniacs
Gość

Dla mnie filmy czy książki Disney'a też były relikwiami! Przez pierwsze 6-7 lat życia miałam tylko trzy kasety Disneya i męczyłam je potwornie. W dodatku były pirackie, więc szybko jedna się zniszczyła. Nadrabiałam książkami z biblioteki.

rose vanilla
Gość

dziękuję 🙂

padusia
Gość

Ale mnie natchnęłaś do przemyśleń 😉 Bajki o księżniczkach lubiłam oglądać i to nawet bardzo. Może przełożyło się to na oglądanie komedii romantycznych? Bo do dziś lubię się tak czasem zrelaksować 😉 To i to jest przewidywalne, no i zawsze jest dobre zakończenie. Za to zabawy w książniczkę? Nie przypominam sobie takich. Nie wiem czy to czasem nie zasługa posiadania dwóch braci. Najlepszej zabawy dostarczało zawsze lego. Budowanie osiedla z lego to była zabawa! I możliwe, że wiążę się to faktem, że do niedawna zajmowałam się urbanistyką 😀 A co do zabawy w książniczkę… każda zabawa czegoś uczy. Moim zdaniem… Czytaj więcej »

lacquer-maniacs
Gość

W dzieciństwie bawiłam się chyba raczej w dom czy Harry'ego Pottera już w starszym wieku niż w księżniczki. Aczkolwiek filmy Disney'a uwielbiałam i mogę powiedzieć tylko jedno: że filmy Disneya spaczają wyobrażenie o mężczyznach. Oczekujemy przystojnych i szarmanckich książąt, a rzeczywistość jest inna.

Płomyk
Gość

Aniu, uwielbiam czytac Twojego bloga, niestety ten nowy look bloga do mnie nie przemawia, tesknie za starym! Byl dla mnie o wiele bardziej uporzadkowany w tym sie na razie gubie –"

encia.
Gość

od jakiś 3 miesięcy śledzę Twoje posty. wcześniej omijałam tego bloga bo jakoś niczym szczególnym mi nie zawrócił w głowie. a teraz nie mogę doczekać się kolejnego wpisu..jesteś fantastyczną dziewczyną, czy jak wolisz kobietą, która wielu osobom pomaga obrać życiową ścieżkę i otworzyć oczy na wiele aspektów codziennego życia. jesteś cudowna, dziękuję.

Thori
Gość

Ja też nigdy nie chciałam być księżniczką, nie interesowali mnie też ci wszyscy 'panowie'. Też wolałam wojownicze babki… fajne przemyślenia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja lubię bajki Disneya, nawet te o księżniczkach, ponieważ są bardzo dobrze zrobione. Ogólny przekaz (walka dobra ze zlem, podążanie za marzeniami itd) jest dobry, nie mówiąc o oprawie artystycznej (muzyka, piosenki). Poza tym chyba naprawdę nie ogladałaś żadnej z nich, bo naprawdę nie mówiłabyś ten sposób… Mała Syrenka sprzeciwila się ojcu, by zyc zyciem jakiego chce. Kopciuszek tak marzyl o balu ze wysprzatal caly dom, uszyl sam sukienkę itd (nie czekajac na wrożkę). Aurora siłą rzeczy musiała czekać no bo w końcu była zaczarowana :p No i moja ulubiona Bella zatopiona w książkach, Bella która zakochała się w… Czytaj więcej »

Kasia
Gość

Nie oglądałąm księżniczek. Czytałam baśnie Andersena i braci Grimm, a potem – Pottera. I na tym się wychowałam 😀 Latałam z czarodziejską różdżką jako wiedźma. 😀

Magdalena B.
Gość

Ciekawy punkt widzenia. W pełni się z nim zgadzam, mimo iż dzieci nie mam. Sama w dzieciństwie lubiłam bawić się samochodami 🙂 Co do wyglądu bloga… Nie przychodzę tu dla wyglądu, tylko dla wartościowych treści, które przedstawiasz.
Do współczucia wyrobiłam swoją teorię "Zamiast współczuć, zrób coś by pomóc- Choćby psychicznie."

Mimi K.
Gość

Z tymi księżniczkami to tak nie do końca. Najbardziej te, pasujące do roli "utrzymanki" są tymi z najstarszych produkcji Disneya – kopciuszek, królewna śnieżka. Potem typ bohaterki zmienia się wraz z czasami – mamy Ariel, która sama postanowiła coś zrobić (kwestia jak bardzo to było głupie to już co innego), Mulan walczącą za ojczyznę, czy Jane z Tarzana, która z własnej woli postanowiła żyć z biednym odmieńcem w środku dżungli. Te najnowsze zupełnie produkcje to jeszcze większy przeskok: Miranda waleczna, która wywalcza swój los i nie wychodzi za nikogo, bo jest niezależna, czy w Krainie Lodu (gdzie co prawda jest… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Gdyby nie spis blogów włosomaniaczek, chyba nigdy bym się o Tobie nie dowiedziała! Fajnie, że mało piszesz o włosach a poruszasz dziesiątki ciekawszych tematów. Szczerze mówiąc, przejęcie każdym kosmykiem, każdą końcówką już mi się trochę przyjadło. Bo niestety niektóre blogi mają tylko to do zaoferowania. Ty jesteś niesamowicie inteligentna! Uwielbiam czytać Twojego bloga i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejny wpis, który wiem, że mnie zaskoczy 🙂

Anne Mademoiselle
Gość

Ja w dzieciństwie bawiłam się w Power Rangers, więc raczej daleko mi było do księżniczek Disney'a. Później zajęłam się tworzeniem fan fiction o moich ulubionych postaciach z Harry'ego Pottera (Snape, Malfoyowie) i też nie starczyło mi czasu na takie zabawy 🙂

Aleksandra Niemiecka Sofa
Gość

Też lubiłam się bawić w księżniczkę, ale szybko przekonałam się, że ich życie jest mało realistyczne. Nie da się siedzieć, pachnieć, nic nie robić i nagle dostać super pięknego i bogatego księcia. W życiu trzeba podjąć jakąś akcję, trzeba się postarać. Dlatego później w dzieciństwie nie chciałam już być księżniczką, wolałam być facetami typu Robin Hood. On walczył, zdobywał, starał się. Pokazywał, że życie to nie tylko bale i same przyjemności. Nie znaczyło to, że w życiu realnych chciałam być facetem. Co to, to nie 🙂 Tylko zachowanie facetów z bajek czy filmów bardziej mi odpowiadało. Stąpali oni twardo po… Czytaj więcej »

Seira
Gość

Jak byłam mała to pamiętam jak mnie rozczarował Dzwonnik z Notre Dame, właśnie dlatego że Esmeralda wybrała tego ładniejszego (który mnie denerwował niesamowicie). Ponoć w książce ("Katedra Marii Panny w Paryżu "V.Hugo) jest calkiem inne zakończenie, babcia mi opowiadała, nigdy tego nie przeczytałam bo wolę fantastykę, ale może kiedyś po to sięgnę, mam w domu stare rozlatujące się wydanie z antykwariatu 🙂

Seira
Gość

A co do Mulan, to akurat wczoraj oglądałam film i podobałał mi się jeszcze bardziej niż bajka 🙂

Szusza
Gość

ja uwielbiam księżniczki Disneya, chociażby dlatego, że są słodkie! no ale mam zupełnie inną osobowość niż Ty i w ogóle nie irytuje mnie, że one czekają na wybawiciela, wydaje mi się to po prostu naturalne dla tej konwencji 🙂
nie widzę też nic złego w księżniczkowych zabawach, sama jestem nianią i wiem jak wizja księżniczki nieraz dziecku pomaga. np. kiedy rodzice długo nie wracają i dziewczynka potrzebuje otuchy, to powołanie się na autorytet księżniczki zawsze skutkuje 🙂

hurija
Gość

Później każda czeka na tego księcia z bajki/filmu, a w rzeczywistości tacy faceci nie istnieją. Potem jest jedno wielkie rozczarowanie, że nasze życie nie wygląda jak w bajce czy romantycznym filmie. Dla mnie jest dziwne to,że matki nie uczą swoich pociech jak szukać partnera, że powinnyśmy wiedzieć czego chcemy, jakie powinien mieć cechy. Niestety nadal skupiają się na tym,żeby córka tylko nie została starą panną. 😉

Szara Wiewiórka
Gość

Bardzo podoba mi się ten artykuł, jest bardzo prawdziwy.Przez księżniczki każda dziewczynka chyba musi przejść. Ale ja nigdy nie traktowałam ich jako wzoru. Ot, lubiłam o nich czytać, obejrzałam filmy, ale zawsze były dla mnie tylko bajkowymi postaciami, które nie istnieją. Czytałam i oglądałam bardziej dla rozrywki niż dla morału. Jak podrosłam, zaczęłam się zastanawiać dlaczego to jest tak, że te dobre są zawsze piękne, a te złe brzydkie, ale nigdy nie był to dla mnie wzorzec, nigdy nie byłam podatna na narzucane schematy, wiedziałam swoje. Wydaje mi się, że dużo bardziej szkodliwy od dinseyowskich księżniczek może być 'Zmierzch', przyznam,… Czytaj więcej »

Asia
Gość

Bardzo dobry post. Podoba mi się, że nie popadasz w skrajności. Jedyną księżniczką, w jaką ja się bawiłam, była Xena wojownicza księżniczka 🙂 I myślę, że masz racje, dziewczynki równie chętnie bawią się w księżniczki, jak i w inne zabawy (u mnie w podstawówce największą popularnością cieszyła się zabawa w Apollo 13). Najlepiej, żeby dziewczynki miały okazję poznać księżniczki z każdej strony – nie tylko te w pięknych sukniach, które są najładniejsze na całym świecie, ale również te w tarapatach, które mimo różnych problemów potrafią nadal zachowywać się jak przystało na księżniczkę – jak we wspomnianej przez Ciebie Małej Księżniczce.

Alicja
Gość
Alicja

Obejrzyj Frozen 🙂 Doskonale widać tam, że Disney zdaje sobie sprawę z problemu, ostatnie 10 minut to fantastyczna dekonstrukcja schematu księżniczki czekającej – niezbyt ładna (choć bardzo urocza) księżniczka w praktycznych ubrankach, po chwili chaotycznego miotania się pomiędzy dwoma mężczyznami ratuje się sama. Do tego krytyka bajkowej miłości od pierwszego wejrzenia. Świetna!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem w trakcie przeprowadzki i wczoraj przeczesywałam książki rodziców, by zobaczyć co zostawić, co wydać. Znalazł się także Egipcjanin Sinuhe :). Dobrze, że zostawiłam. A co do samego artykułu, również obawiałam się, że zaleci feminizmem i ideologią gender, a tu jak zawsze ciekawy i mądry artykuł. Tylko nie zgodzę się, że syrenka Arielka też była z tych co czekały i nic, ona raczej razem z Pocahontas, czy Kiarą z króla lwa były tymi, co działały, a nie czekały na księcia :). Tak w ogóle to super blog, nie lubię blogów, zwłaszcza takich w stylu ''lifestyle'' itp., ale Twój naprawdę mi… Czytaj więcej »

K.
Gość

Gender to nie ideologia, a gałąź nauki. Tak jak pedagogika. Ania napisała z punktu widzenia pedagogiki, bo na tym pewnie się zna najlepiej (wybacz Aniu za orzekanie z góry). Skąd, nawet tu, ten strach przed gender ?

Magda
Gość
Magda

Miło, że odpisałaś :). Faktycznie na Twoim blogu można znaleźć mnóstwo różnych informacji. W ciągu miesiąca przeczytałam sporo zaległych dla mnie artykułów :). Trafiłam na Twojego bloga z Wizażu. Zmotywowałaś mnie do założenia konta na Textmarket, chociaż i tak nic mi się nie sprzedało ;). Natchnęłaś mnie do wzięcia się za korę brzozy :P. Tak po prostu, dla zdrowia. Czytając Twój blog poprawia mi się humor i często się z Tobą zgadza. Co do obrazków, to oczywiście domyślam się, że nie Ty je stworzyłaś, tylko wybrałaś to, co najbardziej Ci pasowało. Mi osobiście bardzo podoba się film animowany Pocahontas. Spośród… Czytaj więcej »

ważki
Gość

Gender oddziela pojęcie płci seksualnej od biologicznej i rozumie je zupełnie inaczej, nie przeczy biologi. Oczywiście o tym, że jestem kobietą i nią się czuję decyduje biologia i g. tego nie neguje, po prostu mówi o zupełnie innych rzeczach. Nie promuje też męskich stereotypów dla kobiet i odwrotnie. To co się teraz mówi o gender jest wielkim nieporozumieniem. To są po prostu nieporozumienia, wynikające z łatwego wydawania sądów bez zrozumienia tematu, obecne zamieszanie tylko to utwierdza i jest zbudowane na stereotypach. "Sprawdzałam program studiów gender i wg mnie to była kpina, przynajmniej oceniając po nazwach przedmiotów. Owszem badanie kulturowości płci… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Ważki, ale widziałam wypowiedzi samych doktorów od gender i oni właśnie takie rzeczy mówili. Że płeć społeczna zależy głównie, czy tylko od kulturowości i wychowania. A to nieprawda. Druga sprawa, która chyba nie jest przekłamaniem medialnym, to programy gender w przedszkolach. Moim zdaniem w obecnym momencie głównym problemem są nierówne płace za tą samą pracę, a gender zajmuje się obszarem, gdzie wszystko (oczywiście nie dosłownie wszystko, ale generalnie) jest w porządku, burząc naturalną postać rzeczy. To podkreślanie, że kobieta nie musi siedzieć w kuchni, a facet może opiekować się dziećmi itp. itd. Przecież każdy o tym wie i jak ktoś… Czytaj więcej »

ważki
Gość

" (…) płeć społeczna zależy głównie, czy tylko od kulturowości i wychowania. A to nieprawda(…)" Jest to nieprawdą przy błędnym rozumieniu tego,co gender określa płcią kulturową i równaniu jej z biologiczną. Gender mówi, jaką rolę na nasze zachowania ma nasze wychowanie itd. W naszym kręgu kulturowym kobiety są raczej miłe, grzeczny, bierne, potulne, bo taki wzorzec im się wpaja (ot, choćby Disney),a nie jest to jedyna możliwa dla kobiet opcja. Są plemiona pierwotne,w których to kobiety się wychowuje na agresywne,a mężczyźni są bierni. I również nie podobają mi się mocno zniewieścieli faceci,ale to chyba także poniekąd kwestia kultury. Oczywiście, biologia… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Tylko że sama płeć kulturowa wynika z biologii, jedynie kulturowość płci może wynikać z wychowania. Dlatego ideologia gender ma w podstawach błędne założenia. Tak, kultura również wynika z ewolucji, stąd mamy takie ''wzorce'' męskie i żeńskie jakie mamy w przeważającej większości miejsc na Ziemi, bo tak wygląda ewolucja i biologia płci i gatunku. Nawet u roślin osobniki męskie przejawiają ''typowe'' zachowania dla osobników męskich naszego gatunku. A ideologia gender próbuje na siłę zrobić coś, co jest niezgodne z faktycznym stanem rzeczy. Na siłę, bo wprowadzanie ideologii gender w różnych miejscach jest zwyczajnie na siłę. Cechą kulturową płci jest np. ''kobiety… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Na Twój blog wpadłam pod koniec tamtego roku i muszę przyznać, że to pierwszy (i póki co ostatni) blog, który mam ochotę przeczytać 'od deski do deski'. I bardzo cenię to, że przedstawiając swój punkt widzenia, swoje poglądy nie narzucasz ich czytelnikowi. Co do powyższego tekstu… Uświadomił mi, że moimi ulubionymi bohaterkami disneyowskich bajek nigdy nie były te księżniczki w pięknych sukniach itd. Moją ulubioną bohaterką disneya zawsze była Esmeralda (z Dzwonnika z Notre Dame) a zaraz za nią Megarę (z Herkulesa) i Pocahontas . Postrzegałam je jako silne babki, które wcale nie potrzebują księcia, żeby dać sobie radę w… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja tam zawsze wolałam być smokiem 😉

Potworek
Gość

Tak funkcjonowaly wszystkie basnie, a te o ksiezniczkach, jak sama pisalas, sa bardzo, bardzo stare. Tyle, ze bajki koncza sie i zyli dlugo i szczesliwie ; ) mialam bardzo podobny poglad i po obejrzeniu enchanted troche mi sie zmienil. Poza tym, ze bajki te byly bardzo stare, to do tego dawno nakrecone. Obecne disnejowskie ksiezniczkowe pozycje raczej przedstawiaja inny obraz kobiety, widzialas tangled? ; ) megara z Herculesa tez byla spoko, ale to w koncu nie byla ksoezniczka. A co do wygladu, to prawda jest taka, ze nikt nie chcialby ogladac brzydkich ksiezniczek. Kiedys moj chlopak wymyslil, ze w kolorowych… Czytaj więcej »

Kasia Gdańsk
Gość

ja też wolę stary szablon:P w tym muszę się nauczyć przemieszczać.. Ja w dzieciństwie nie oglądałam zbyt wielu bajek/księżniczek, ale jak tak sobie o tym pomyślę to ja właśnie jestem taką księżniczką, wiem to smutne, bo pora się obudzić ze snu do rzeczywistości.
Pozdrawiam Aniu;*

Kasia G.
Gość

Aniu, genialny wpis!:)) Pozdrawiam serdecznie:))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja chciałam być księżniczką, ale i policjantką, na zmianę 😉

Ania
Gość
Ania

Aniu! Czytam Twojego bloga od kilku tygodni i jestem nim zachwycona:) Ba Twoje posty poprawiają mi humor. Oby było ich jak najwięcej. A jako Twoja imienniczka,jestem dumna z tego,że tworzysz takiego bloga- inteligentne,interesujące posty dotyczące życia-genialne.
A co do zabaw w księżniczki-ja bardzo lubilam bawić się w Xenę-wojowniczą księżniczkę:) Ale bajki disneya również lubiłam

Ania
Gość
Ania

A ja cieszę się,że przekonałam się do blogów,zaczęłam je przeglądać i znalazłam Twój:)

Karola S.
Gość

Akurat dzisiaj na jakimś kanale leciała Pocahontas – moja ulubiona bajka z dzieciństwa i chyba trochę zaprzeczenie tej tezy o głupiutkich księżniczkach, bo w końcu nie widziałam Indianki na żadnym złośliwym memie. W końcu ona biega po lesie, sprzeciwia się ojcu, zakochuje się w facecie którego powinna nienawidzić, a olewa tego narzuconego jej z góry. Dodatkowo na końcu porzuca faceta, twierdząc że jej miejsce jest przy jej plemieniu. Nie wiem, jak zbudowali jej postać w drugiej części, bo jej nie widziałam. Ale w pierwszej była świetną, niezależną babką. Za to Dzwonnik z Notre Dame był straszny. Przesłanie: jak jesteś brzydki,… Czytaj więcej »

Seira
Gość

W drugiej części Pocahontas zakochuje się w takim rudym gościu a blondyna olewa, bo okazał się babiarzem, i żyją sobie potem z rudym szczęśliwie, koniec. Nie lubię drugich części znanych bajek, jakoś psują odbiór pierwszej. Pozdrawiam 🙂

Lena Poleska
Gość

Myślę, że kojarzenie dobra z pięknem jest od dawna w naszej kulturze – na tym się opierały różne baśnie (bohaterowie byli piękni, czarownice brzydkie, były księżniczki czekające na rycerzy itp.) i że to jest uproszczenie świata mające na celu bardziej spolaryzować bohaterów i uczynić dla dzieci czytelne dwie strony konfliktu. Wyraźne dobro i wyraźne zło. Powiem Ci, że jako małe dziecko oglądałam bardzo mało bajek Disneya… (co za strata! Widziałam tylko Małą Syrenkę i Króla Lwa) Dopiero teraz nadrabiam zaległości… 🙂 I księżniczki we współczesnych bajkach Disneya nie są wcale takie księżniczkowate – np. Merida Waleczna ucieka od zamążpójścia i… Czytaj więcej »

Lena Poleska
Gość

Zaczęłam oglądać Piękną i Bestię (nie skończyłam jeszcze, zaraz to zrobię) i Bella też mi się wydaje jakaś wyzwolona, czytająca dużo książek i nie chcąca wyjść za buraka, który może i piękny, poważany i bogaty… ale buraczany 😉

Mila
Gość

Doskonale rozumiem co masz na myśli, kiedy piszesz, że nie chcesz współczucia. Co prawda nie choruję na nic, ale kiedy zmarł na raka mój tata to, jak możesz sobie wyobrazić, wszyscy współczuli mi, mojej siostrze, mojej mamie. To był chyba najgorszy okres w życiu właśnie przez wszechobecne współczucie – o jak mi przykro, czegoś potrzebujecie? I tak cały czas w kółko. To była dla mnie wielka tragedia i rozpacz, ale chciałam przeżyć to po mojemu, a nie chciałam czuć litości w stosunku do mnie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

szablon ładny, ale blog nie chce się otwierać na telefonach..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jak byłam mała, wszystkie księżniczki i lalki barbie były dla mnie cholernie brzydkie! Nie mogłam patrzeć na kopciuszka, a jej ,,mężczyzna'' był według mnie obrzydliwy. Bardzo się ucieszyłam gdy zobaczyłam roszpunkę(animowaną) bo chociaż odrobinę odbiegała od tego schematu gdyż była zabawna i nie zważała na to co mówi ( w sensie denerwowały mnie te wszystkie damy które pamiętały nieustannie o etykiecie… per Pan i inne takie) nie miała idealnej figury(była patyczakowata, a nie z idealnymi krągłościami jak reszta) miała odbiegająco wyłupiaste oczy etc. I zainteresowania! Malowanie, śpiewanie czytanie… Jej mężczyzna w końcu wyglądał jak na nośnika chromosomu Y przystało! I… Czytaj więcej »

luckywoman
Gość

Moja młodsza siostra oglądała kilka bajek z księżniczkami i po jakimś czasie zaczęła pokazywać, że jej się wszystko należy, a teraz gdy już nieco podrosła czeka na księcia z bajki. Trochę to przykre, bo takie bajki pokazują idealne życie, no ale w końcu to bajki 🙂

Tomasz Sławek
Gość

Świetny artykuł, a porównanie księżniczki do prostytutki bardzo przypadło mi do gustu. Koleżanka ma córkę (4 lata) która non stop lata w tych wszystkich kieckach, usilnie próbuje małą przekonać, że księżniczki to nuda. Osobiście lubię silne, niezależne, samowystarczalne i myślące kobiety, takie których to podobno mężczyźni się boją. I z taką też się ożeniłem.

Previous
Jak ratuję się w dzień paszteta
Dlaczego nie chciałam być księżniczką?