Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Jak pokochałam matematykę (RCZ)

Oraz o tym, dlaczego czasami dokupując drugą parę butów, zapłacisz mniej niż za jedną 😉

Dzisiaj w ramach Rozwojowego czwartku chciałabym zaprosić Cię do poszerzenia horyzontów. Nie chcę, żeby któryś z moich czytelników był jedną z tych osób, które siedzą na tyłku i patrzą jak ich życie przelatuje im między palcami. Nie chcę, bo też taka byłam! Miałam czas, kiedy nie mogłam pogodzić się słowem nieuleczalne (dzisiaj w ogóle w nie nie wierzę, ale wtedy to był stygmat) i tak desperacko chciałam zrobić coś, aby wyrzucić człon “nie” z tego brzydkiego wyrazu, że moje życie stało się podporządkowane chorobie.

Bardzo niefajnie! Dlatego smuci mnie wypaczanie idei rozwoju osobistego i takie “przeginanie”. Pisałam o tym w krótkim i pełnym emocji tekście nie zapomnij żyć.

Jeśli jesteś osobą, która chwyta się miliona projektów jak tonący brzytwy, nie wykonuj tego ćwiczenia. Postaraj się poprzydzielać swoim zajętościom priorytety i zastanowić się, na czym najbardziej Ci zależy. Jestem właśnie na tym etapie, bo ostatnio dzieje się u mnie trochę za dużo. Wiem, że muszę dobrze rozważyć to, co jest dla mnie ważne i mniej ważne. Brak wystarczającej asertywności był jedną z moich największych porażek 2013 roku. Staram się wyciągać z tego wnioski.

 Wiem jednak, że są obszary, nad którymi zawsze chciałam popracować, ale z różnych powodów się za nie nie brałam. Może też tak masz np. z projektami DIY? :)) U mnie takim obszarem była…matematyka. O czym wspomniałam w tekście tygodniowe love#1

Nigdy nie byłam z niej dobra. O ile w podstawówce bez problemu jechałam na piątkach, to w gimnazjum było coraz więcej czwórek i trójek a i jedynki się zdarzały. Pamiętam, że gimnazjum skończyłam i tak z mocną czwórką, która w liceum znaczyła tyle, co nic.

Bo pierwszy raz  w życiu trafiłam na dobrą, wymagającą nauczycielkę matematyki. Na początek dostaliśmy test sprawdzający nasze umiejętności z gimnazjum. Wyszło mi 50%. Poczułam się jak skończona idiotka i głąb.

Matematyka  w liceum wymagała wiele wysiłku (tym bardziej, że powinnam uzupełnić braki wyniesione z gimnazjum). Oczywiście, jak większość stając przed dylematem : reakcja walki czy reakcja ucieczki , zdecydowałam się na drugi wariant. Szło mi słabo, ale to nie ja byłam winna, tylko nauczycielka, nauczyciele z gimnazjum, dziwny program i ta głupia matura z matematyki, bo po co ona komu.

Oczywiście teraz tak nie myślę  ;-)))

Jednak im głębiej w liceum, tym bardziej docierała do mnie nieuchronność matury z  matematyki i z czasem próbowałam się ogarnąć. Nastąpiło to późno, bo w klasie maturalnej.

Z dwójek i trójek przeskoczyłam na czwórki i nawet…sporadyczne piątki. Szło mi dobrze i maturę bez problemu zdałam ale…

robiłam to źle.
Bo gdyby nauczycielka nie była wymagającą osobą, pewnie byłoby dużo gorzej.

_____________________

Już tłumaczę co było złe. Matematyka w szkole jest tak realizowana, że uczniowie uczą się schematu postępowania, bez zrozumienia z czego on wynika. Dlatego awansowałam na te czwórki i piątki – nauczyłam się jak postępować przy rozwiązywaniu niektórych zadań itp. Poznałam schematy, ale nie rozumiałam ich działania.

Np. obliczanie “delty” – schemat działania prosty jak konstrukcja cepa. Z tym, że wielu, nawet piątkowych uczniów tak naprawdę nie wie, co oblicza ;-))

Drugi raz z doskonały pedagogiem spotkałam się na studiach – myślałam, że edukacja matematyczna na pedagogice wczesnoszkolnej to będzie pryszcz ;)) Tymczasem od pierwszych zajęć nie było złudzeń – nauczyciel klas 1-3 musi matematykę ROZUMIEĆ, aby jej nauczać. 

Pewnie złośliwsi z pośród Was pomyślą ,”a co tu jest do rozumienia?”. Wiem wiem, też myślałam o tym w takich kategoriach.

Ale nawet takie totalne podstawy okazały się trudniejsze niż sądziłam. Np. nigdy nie zwracałam uwagi na to, że siedem to liczba, nie cyfra (liczba jednocyfrowa). Oczywiście poza znakiem graficznym. Potem przyglądałam się takim “usterkom” obserwując różnych nauczycieli na praktykach i mylenie jest tu nagminne. Pewnie nie czujecie, co w tym takiego “be”, ale jednak wprowadzenie tylu niepotrzebnych pojęć jest dla dzieci szkodliwe i utrwala negatywne schematy.

Nigdy nie zapomnę jak na kolokwium padło pytanie :

Czy zbiór krokodyli w Wiśle jest zbiorem prawdziwym?

Teoretycznie w Wiśle krokodyli nie ma prawa być, ale po kole okazało się, że równie dobrze mogło chodzić o miasto Wisła…a tam już ktoś krokodyla mógłby mieć.

Nie ważne, że ten przykład wydaje się głupi, zrozumiałam dzięki niemu, że zadanie dla ucznia musi być jasne i bez widełek interpretacyjnych. Szczególnie w klasach 1-3. Mało to razy rozwiązywaliście zadanie w którym nikt nie wiedział o co chodzi? 🙂 No właśnie. Nie mówiąc już o podwójnych zaprzeczeniach typu : czy tata Oli nie jest malarzem?


Kolejnym przełomem który sprawił, że chcę się podciągnąć z matematyki były moje przeboje ze zdrowiem. Kiedy wściekłam się na to, że lekarze tak naprawdę mają mnie w dupie (oraz miliony innych pacjentów) i zawsze będą zasłaniać się tym, że medycyna nic na to nie poradzi, zaczęłam sama czytać książki medyczne i badania naukowe. Było to dużo trudniejsze niż sądziłam, bo poza słowami które były dla mnie w dużej mierze całkiem obce, musiałam trochę podszkolić się z chemii. I w którymś momencie doszłam do wniosku, że matematyka jest wszędzie. Wspaniale porządkuje świat, jest w każdej czynności i w każdym procesie. Pobaw się spirografem, zauważysz, że te wszystkie piękne kwiaty mają takie same wzory. Idealne proporcje… rytm w muzyce… wszystko to jest absolutnie doskonałe! Wszystko co robisz, myślisz i czujesz ma wiele wspólnego z matematyką. Chcę się zaprzyjaźnić z tak piękną nauką.

Np. buty. Banalne obliczenia.

Ostatnio w jednym ze sklepów obuwniczych była promocja “wybierz sobie rabat”. Na pierwszą parę dostawało się 30%, na drugą 50% a na trzecią 70% z tym, że klient sam decydował na które buty jaki rabat sobie przyzna.

Mogłabym kupić same kozaki :

Przed promocją o której piszę (bo cena jest i tak promocyjna), kosztowały 100 zł. Gdybym wzięła na nie 30% rabatu, zapłaciłabym 70 zł i tak byłabym zadowolona (weszłam do tego sklepu tylko dlatego, że inne, droższe buty, które miałam od dawna upatrzone okazały się mniej wygodne niż sądziłam:)). 

Ale powodziłam jeszcze trochę wzrokiem po półkach i stwierdziłam, że jedna para się nie opłaca! Bo dobierając jeszcze balerinki za 20 zł mogłabym zapłacić mniej 🙂

Na balerinki wzięłabym 30% rabatu (czyli  zapłaciłabym za nie 14 zł) , a na kozaki 50% (50 zł) czyli razem dwie pary wyniosłyby mnie 64 zł 😉 czyli mniej niż za same kozaki ;))
Ostatecznie stwierdziłam, że balerinki mijają się z moim postanowieniem o częstszym wybieraniu obcasów 

i zdecydowałam się na takie “cichobiegi”

Oraz na botki

I na te buty, które pokazywałam Wam ostatnio:

Razem za cztery pary zapłaciłam 149.97
Czyli i tak dużo mniej niż za jedną parę upatrzonych wcześniej kozaków 🙂

Uprzedzając pytania o jakość – buty są bardzo dobrej jakości, szczerze mówiąc, przerabiałam już buty droższe i tańsze i u mnie dużo bardziej istotną kwestią jest dobre dopasowanie do sklepienia mojej stopy, czego większość obuwniczych mi nie zapewnia 🙁
Wszystkie buty mają ok 12 cm…i tutaj znowu matematyka (i fizyka!), bo aby obcas był wygodny, trzeba go dobrze wyważyć.
O co chodzi z tym rozwojowym czwartkiem? Chcę, abyś wybrał sobie dziedzinę w której chcesz się doskonalić. To może być coś związanego z Twoim zawodem, pasja, albo Twoja pięta Achillesowa 😉
Przygotowałam arkusz do wydrukowania :

Zastanów się, w czym chcesz się doskonalić, a następnie określ, dlaczego jest to dla Ciebie ważne. To ma być Twój cel 🙂 Zastanów się i wypisz wszystkie narzędzia potrzebne do realizacji tego celu, oraz ustal czas który mu poświęcisz. Ja zdecydowałam, że w każdym tygodniu poznam jedno nowego zagadnienie z matematyki, ciekawostkę matematyczną lub inną rzecz, przy czym nie będzie problemem, jeśli w kolejnym tygodniu nadal będę zajmować się tym samym, bo uznam to za bardzo interesujące 🙂
Możesz też ustalić że w każdy piątek wykonasz jeden projekt DIY, albo, że raz w miesiącu przeczytasz czasopismo branżowe z tematyki którą się interesujesz. Ile obszarów i osób, tyle pomysłów.

Na końcu warto ustawić sobie motywator w postaci nagrody (oczywiście, lepsza jest motywacja wewnętrzna, ale nie ma nic złego w tym, że jedna posiłkuje się drugą ;)).

Dla mnie dodatkową motywacją jest wspominania o tym, czego nauczyłam się w danym tygodniu w postach “tygodniowe love” 🙂

Zachęcam do ustalania własnych obszarów i uczenia się przez całe życie.

PS. Matematyka obala takie mity jak ten, że przez głowę ucieka 50% ciepła

Sama częściej wybieram czapkę niż makijaż, ale spróbuj wyjść na dwór  nago w samej czapce, wrócić do domu i wyjść drugi raz w kompletnym ubraniu bez czapki. Serio, 50 % ? :))

Albo ubierz czapeczkę, szalik, rękawiczki, kurtkę i cały arsenał, ale wyjdź na boso. Weź ze sobą kogoś kto będzie miał buty i całą resztę jak Ty, ale nie założy czapki. Ciekawe kto pierwszy sobie coś odmrozi albo wyląduje w szpitalu ;))

Jaki cel sobie wybierasz? 🙂

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

65
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
37 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowyFobmroweczkapink.grinczNatalia Slawek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mila
Gość

Bardzo motywujący tekst, zresztą jak większość. Ja z wyborem celu nie mam problemów – zawsze mi brakuje dnia i muszę znaleźć więcej czasu. To moja wielka bolączka. Teraz jest 5 rano, obudzę się pewnie po 12 (z przerwą o 8, żeby nakarmić psa, dwa koty i wypuścić kury z kurnika – taki ze mnie gospodarz :D), potem zjem śniadanie przy komputerze, zrobię coś przez godzinę czy dwie, zrobię obiad, wyjadę z psem na spacer, wrócę, posprzątam, nakarmię psa, koty, królika i kury… i tyle… Z resztą czasu sama nie wiem co robię, nie wiem gdzie on ucieka, nie potrafię być… Czytaj więcej »

Mila
Gość

No to na pewno. Z tym, że teraz wcześniej niż o 1. nie zasnę, chociaż jak chodziłam do liceum to szłam spać około 3-4, wstawałam przed 6 i tak przez ponad pół roku… Ale zakochana byłam mocno, to miałam dodatkową moc 😀

illonky
Gość

Bardzo dobry tekst. Faktycznie z matematyką jest problem, gdy nauczyciel jest mało wymagjący. A. Einstein powiedział, że jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić w prosty sposób, to tego nie rozumiesz 😉 A buty są wyjątkowo ładne, najbardziej podobają mi się botki!

Mimi K.
Gość

Dobry tekst. Początek roku i ja wymyśliłam sobie 1500 postanowień i zdałam sobie sprawę że nie wyrabiam. Muszę również zorientować się, jaki jest mój cel 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzieki Aniu za ten tekst. Wejscie na Twojego bloga to mial byc krotki przerywnik mojej wczesnorannej nauki, jednak tak sie zaangazowalem w ten cudowny schemat, ze powstalo az 5 celow. Przy czym w tych 5 pytaniach ktore postawilas idealnie daje sie zamknac ogolna idee swojego 'samodoskonalenia' – moje cele opieraly sie glownie na doskonaleniu charakteru, przez co troche zmodyfikowalem ogolny zamysl tego projektu.
Pozdrawiam.

Madame Dark
Gość

Dziękuje CI z calego serducha za ten tekst. Ostatnio bardzo brak mi motywacji do czegokolwiek a przeciez matematyka (Krolowa Moja!) i Informatyka to większa część mnie. Lubie sie czegos nowego z tych tematow dowiadywać, ale z drugiej strony zawsze sobie tlumacze "nie mam czasu praca, uczelnia" i tak stoje w miejscu choc chcialabym wszystko umiec. Dalas mi wiare i powrot milosci do tych dwoch przedmiotow 🙂 Wracam do baz danych z usmiechem na ustach a nie bo sesja. Buziak 🙂

Panda
Gość

apropos butów to ja też kiedyś zrobiłam taki myk, tylko ze w sklepie sportowym. była taka sama przecena, 1 rzecz, 30%, 2 rzeczy 50%, 3 rzeczy 70%. musiałam kupić namiot, ale nie mogłam się zdecydować między dwoma modelami. były dość drogie, a oba z nich potrzebne były mi na inne okazje. okazało się, że kupując je obydwa płacę niemal jak za jeden, a jak kupiłam jeszcze torbę to jeden namiot i torbę miałam praktycznie za darmo. NIESAMOWITEP.S. Matematyki najbardziej nienawidze na wykładzie, kiedy wykladowca z wielkim brzuchem mruczy pod nosem czytając z kartki a my, biedni studenci, dosłownie przerysowujemy przykłady… Czytaj więcej »

happiness
Gość

Niezły interes z butami :).Ja mam z matematyką inny "problem" Podstawówka, gimnazjum bardzo wymagający nauczyciele, dużo się namęczyłam, ale i dużo nauczyłam, zawsze wychodziliśmy przed program, przy okazji matematykę polubiłam, w końcu jest taka banalna i oczywista, wszystko można logicznie wytłumaczyć, a to dla mnie najważniejsze, jeśli czegoś sobie logicznie nie wytłumaczę to nie zrozumiem. Potem studia, duuużo matematyki, bardzo trudnej matematyki, całki, macierze to banał, nieraz przychodził moment, że jedyne materiały były dostępne w języku angielskim, a i żeby to zrozumieć trzeba było wielu godzin. Ale zawsze na końcu się okazywało, że nie jest to takie trudne. Wszystko fajnie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeśli happines chce się nauczyć wykonywać obliczenia w pamięci wystaryczy takie ćwiczenie, ale robione systematycznie.Co potrzebujesz do tego ćwiczenia?Kostki do gry, sześcienne- takie same, na początek wystarczy 5-6 sztuk.Jak to się robi?bierzesz wszystkie kostki do dłoni i rzucasz na stół, zaczynamy od 3-4. spoglądasz na nie wszystkie i musisz zobaczyć SUMĘ oczek, masz na to chwilę. Dzięki temu trenujesz i powiększasz obaszar mózgu który jest odpowiedzialny za pamięć krótkoterminową. Co przekłada się na to że jesteś w stanie zapamiętać na raz więcej informacji i je od razu wykorzystać oraz przetworzyć. Między innymi liczenie w pamięci tego wymaga. Inną sprawą jest… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mimo studiów również technicznych szybkiego dodawania i odejmowania w pamięci nauczyłam się dopiero w wakacje, kiedy pracowałam za kasą (ale nie taką jak w supermarketach, gdzie wbijasz ile klient Ci dał i masz wyświetlone ile musisz wydać, tylko gdzie sama musiałam to szybko obliczyć), więc nie jesteś sama. A odnośnie notki- moim postanowieniem do sesji jest codziennie przez minimum pół godziny powtarzać materiał na mechanikę budowli (wiadomo, że przed samym egzaminem poświęcę na to więcej czasu, ale to mój ostatni egzamin, po drodze są jeszcze zaliczenia- a nie mogę zostawić nauki na ostatnią chwilę. Poza tym jest to jedyny… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Matematyka Wedyjska
http://www.youtube.com/watch?v=G3iRXOSzO30
http://www.youtube.com/watch?v=q1ocOnZgdws
http://en.wikipedia.org/wiki/Vedic_square
inne
http://en.wikipedia.org/wiki/Multiplication_table#Patterns_in_the_tables
http://math.wonderhowto.com/how-to/calculate-faster-than-calculator-78396/
http://www.cut-the-knot.org/arithmetic/rapid/rapid.shtml

Oczko fajne 🙂 Mnie wujek uczył w ten sposób liczenia, tylko że mnie to przyszło jeszcze szybciej bo w gre wchodziły male kwoty pieniędzy:D. wiem że Ania nie mogłaby takich metod uzyć bo od razu byłoby że narusza ustawę jakąstam;)

Ja pracowałam współnie z moim TŻ nad moim bratem w zakresie liczenia i powiedzmy "myślenia". Opisywać metod nie będę bo podejzewam, że zostałabym zlinczowana. Wszystko obijało sie na bazowych instynktach bólu i nagdrody.

Jedyne co wspólnie stwierdziliśmy że książka do matematyki nie nadaje sie do innego korzystaia niż okładanie nią przy okazji podawania nieprawdziwych wyniów.

happiness
Gość

Fajny pomysł z tymi kostkami, muszę wypróbować, bo aż głupio nie umieć dodawać :D.

Lena Poleska
Gość

Matematykę w liceum lubiłam i nawet drażniło mnie to, że mianowałam się "humanistą" i zrezygnowałam ze zdawania matematyki na maturze. Jest tak wiele umiejętności, w których chciałabym się doskonalić… ale zdaję sobie sprawę, że trzeba je zapisać, zaplanować, bo jeśli tego nie zrobię, cel się jakoś rozmyje. Matematyka jest piękna 🙂 Tak samo jak fizyka. Dużo tańczę, a taniec, to niewiele ponad to, czego dostarcza nam fizyka 🙂 Pozornie nie ma nic wspólnego, a jednak – rytm, dźwięk, przeciwwaga… Myślę, że najbardziej chciałabym ogarnąć historię (o zgrozo!), która dla mnie jest piętą Achillesa. Bo niby "cośtam wiem", a jak przychodzi… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

chciałabym tak wyglądać bez makijażu 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja dorzucę cos matematycznego od siebie. Podstawówka gimnazjum, same 5-6 na świadectwie, kangury i inne bzdury z osiągnięciami na skale ogólnopolską. Do tego uwielbiałam fizykę i byłam ostatnim roczkiem który miał ja jeszcze w podstawówce. W podstawówce i gimnazjum zawsze miałam fantastycznych nauczylieli od tych przedmiotów. Nie byli bardzo wymagający, ale byli ludzccy i świetnie pryzygotowani pod kątem psychologiczym. To jest 90% sukcesu bo nie trzeba nie wiadomo ile wymagać a wystarczy robić to w taki sposób by uczeń zrozumiał podstawy i sam chciał zgłębić resztę. Gdy poszłam do liceum matematyka na maturze nie była obowiązkowa, ale ja byłam na… Czytaj więcej »

Potworek
Gość

A propos tych ocen za starania, to może we wczesnej podstawówce jestem za tym, ale później to katastrofa. Nie wyobrażam sobie konstruktora, albo architekta, który dostaje wynagrodzenie adekwatne do tego, jak się starał, a nie do tego, jaki projekt oddał ; )
Ja bym osobiście się wściekła, że ktoś, kto nie ma bladego pojęcia o czymś, a zrobił postępy, dostał ocenę taką, jak ja. Automatycznie wywołałoby to we mnie sposób: ten sprawdzian napiszę źle, następny średnio, ostatni dobrze. W końcu postęp jest, powinna być szóstka 😀 Dzieci też potrafią kombinować. Wtedy "ci lepsi" przestaliby się starać.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Potworku, ale masz wdzięczny nick:) Tu nie chodzi o to żeby stosować takie wynagradzanie w pracy bo to mija się z podstawowymi prawidłami ekonomii. Jesli jesteś architektem i coś "spierdolisz" mimo iż bardzo się starałaś to i tak Cie z pracy wyrzucą, a szczególnie gdy w grę wchodzą duże pieniądze i jeszcze istnieje dodatkowe ryzyko, że do końca zycia sie nie wypłacisz. Do złej kategori zastosowałaś taką regułe. Inna sprawą jest że dla jednego naciągana 4 może zdziałać cuda, a dla drugiego będzie największą karą i upokorzeniem jakiego dziecko mogło doświadczyć:)To są delikatne niuanse. Jeśli się umie można je wykorzystywać… Czytaj więcej »

Potworek
Gość

A dziekuje bardzo 😉
Zle zrozumialam po prostu Anonima, wybaczcie. Z tym indywidualnym podejsciem w zakresie wiekszosci przedmiotow to racja. Gdyby nie to ze w gimnazjum sprawdziany polegaly na poprawianiu swojego wyniku z poprzedniego roku, mialabym same troje. Smieszne jest to ze ja w podstawowce z plastyki mialam same czworki, a chodzilam na dodatkowe lekcje i w wieku 12 lat malowalam calkiem zgrabne martwe natury 😀 pani stawiala oceny wzgledem sympatii do ucznia, co moim zdaniem jest juz przegieciem

Potworek
Gość

Chodzilo mi o sprawdziany z wfu

Grimme aelling
Gość

Cel mam i kulawo, ale dążę do jego realizacji. Dlaczego to dla mnie ważne? Lepie było by aby studia nie szły na marne, a dyplom nie wylądował w kącie wiec znalazłam pasje w dziedzinie, która do niedawna uznawałam za moją znienawidzoną. 🙂 Musze wypełnić na pewno ten podpunkt jak to osiągnąć. Nie mam weny jak, choć cały czas staram się coś robić wiec dobre i to… nie siedzę biernie. Jako, ze nie mam wyznaczonej nagrody to pewnie cel będzie osiągany aż do śmierci. Niektóre dziedziny życia wymagają ciągłego dokształcania się, ale mniej mnie to martwi. Ważne mieć pasje i ją… Czytaj więcej »

Grimme aelling
Gość

Wydaje mi się, że same statystyki będą w pewnym momencie nagrodą. 🙂

Szczypta Magii
Gość

Genialny post… Trafiłam do Ciebie jakimś cudnym przypadkiem i uwielbiam czytać Twoje posty. To co masz do przekazania i powiedzenia to najprostsze z mozliwych ale tak naprawdę wiekszość z nas nie zdaje sobie w ogóle z tego sprawy 🙂 A co do realizacji to ja może zabrałabym się za angielski 😀

Potworek
Gość

Z tą deltą to troszeczkę przesadziłaś ; ), jakoś nie wyobrażam sobie osób w liceum, szczególnie w klasach humanistycznych, którzy wiedzą chociażby czym jest wyznacznik macierzy (czym jest macierz?! czym jest wyznacznik? kiedy można obliczyć wyznacznik macierzy?). Przecież to wynika z algebry liniowej, której nie ma w liceum. Ważne jest wiedzieć, z czego co wynika (np funkcje cyklometryczne, które są odwrotnymi funkcjami do trygonometrycznych – najpierw trzeba zrozumieć pojęcie funkcji odwrotnej). Tego co z czego i tak dalej dowiadują się przeważnie ludzie na profilach z rozszerzoną matmą i fizyką: dowody, wyprowadzanie skomplikowanych wzorów. A co jest najważniejsze? znajomość teorii i… Czytaj więcej »

Potworek
Gość

Fakt. Moja nauczycielka od matmy powtarzala w kolko "wy nie zdacie tej matury!" A przy wielomianach, ktorych nie ma na podstawie powiedziala "co tam matura…" jakbym nie poszla na korki, nigdy nie trafilabym na dobrego nauczyciela. Moim zdaniem problem tkwi w… przepisywaniu z tablicy. Zawsze wolno pisalam i nie nadazalam za zadaniem, nie moglam sie skupic na tym, co mowi nauczyciel, wiec automatycznie nie mialam pojecia co sie dzieje…

Jeju, myslalam ze chodzilo Ci o jakies tlumaczenie na zajeciach czym jest ten wyroznik, wyprowadzanie wzoru i tego typu mecyje 😀 zwracam honor w takim razie

tonia
Gość

Kozaki i botki <3 <3 <3 Gdzie je kupilas???
Z matematyką nigdy nie miałam problemow (liczyc umialam zanim sie nauczylac czytac :D), wręcz mam hopla na jej punkcie (wszytsko robie wg wlasnie wymyslonych wzorów :D). Żaluję ze nie miałam możliwości iść w tym kierunku, ale ostatno dużo myśle by to naprawić 😉
Ale naprzyklad kiedys w szkole myslalam ze historia jest totalnie bez sensu: i tak ludzie popełniają nadal te same blędy, sieje złowrogość (np znam ludzi ktorzy nienawidzą niemców, a sami nie znają ani jednego, ani nigdy nie byli w Niemczech). Ale z wiekiem widze sens nawet w niej 😀

Usia
Gość

śliczne buty:) w szczególności te 1 wsze:)

ona
Gość

Faktycznie opłaca się kupić tam te 3 pary, byłam, ale nie mają klasycznych czarnych szpilek, gdyby mieli, z pewnością znalazłabym jeszcze 2 inne pary, fajnie, że mają połówki rozmiarów, a średnia cena to 99 zł.
Podziwiam cię, że potrafisz chodzić na takich obcasach, ale to fakt, że dobrze dopasowany i wyprofilowany but i biegasz jak w kapciach.
A matematykę polubiłam w gizmnazjum, po niemiłych wspomnieniach z podstawówki i z dwójami i płaczem. W gimnazjum zupełnie inne podejście i bardzo miła pani po 50. Dzięki temu prawie zawsze 4 ze sprawdzianów, a z geometrii nawet 5.

Optymistyczna
Gość

Cieszy mnie, że napisałaś o doskonaleniu, wspominając o matematyce. Uwielbiam ta dziedzinę, chyba od zawsze, jakoś nigdy nie miałam z nią większych trudności (no chyba że mowa tu o studiach ;p ale to temat na inny komentarz ;)) I lubię przekazywać ją innym. I właśnie w tym chcę się doskonalić. Prowadzę korepetycje i mam nadzieję, że będę coraz lepsza w tym co robię, i chyba nawet wydrukuję sobie Twój arkusz albo stworzę swój własny 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Panna-Kokosowa
Gość

Najlepsze jest to, że za każdym razem wiem co chcę podszkolić, ale gorzej z realizacją… Jakiś kopniak w tyłek?

Magdalena
Gość

Z moją matematyką było podobnie. Z bardzo słabej 3 pod koniec liceum wyciągnęłam 5 i oczywiście niezle zdana matura z matematyki. Ale nauczyłam się na małpę 🙂 stale schematy i sposoby. Teraz matematyka przydaje mi się w śladowych ilościach – ale nadal jej nie rozumiem 😉
a buty ostatnie piękne 🙂

Artinowy Świat
Gość

Świetny tekst, a co do tekstu o butach to powiedziałabym, że w tym sklepie nie wszystkie buty są dobrej jakości chociaż można trafić na perełki i też liczyłam tylko że ja z kartką co mi się bardziej opłaca i wyszłam z 3 parami butów ;D
+ uwielbiam Twoje rozwojowe czwartki.

Agata Ucińska
Gość

Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że dziedziny, które przez szkolny system uważałam za beznadziejne są tak naprawdę fascynujące. Mam plan systematycznie ogarniać coś z chemii, fizyki czy matematyki, W końcu mam na to całe życie! A ostatnio odkryłam cudowną stronę: coursera.org, kursy z uniwersytetów z całego świata, głównie Stanów, za darmo, online. Kocham takie przedsięwzięcia.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

chwalisz się, ze pracujesz z dziećmi lub też, że tak świetnie piszesz(nie widac…), a tu nagle 'Ubierz czapke". Doucz się trochę: http://www.przelom.pl/porady/2424/Dlaczego-nie-mozna-ubiera-butlw/

Natalia Slawek
Gość

Ania, my jesteśmy ten sam rocznik, nie? Pierwszy, który musiał zdawać obowiązkową z matmy..Zawsze się dobrze uczyłam i jeszcze w czasach gimnazjum miałam przeświadczenie, że jestem wszechstronnie uzdolniona. Ach, żebyś wiedziała, jak liceum zweryfikowało moje podejście.. Matma stała się kulą u nogi, kułam jak najęta, brałam korki, wydawało mi się, że rozumiem, a z ocen, czasem 2, 3, bywały 4 przy dobrych wiatrach. Generalnie byłam na trói, straszyli, że matura, że zdać trzeba i tak dalej.Kilka ostatnich miesięcy przed maturą, poświęciłam na nauczenie się rozwiązywania poszczególnych typów zadań. Nieważne, że nie rozumiałam, o co biega, nieważne.. Taki system, ja się… Czytaj więcej »

pink.grincz
Gość

Ja nigdy z matematyką się nie lubiłam. W podstawówce jeszcze jakoś sobie radziłam. W gimnazjum miałam wymagajacą matematyczkę i chcąc nie chcąc musiałam w mniejszym lub większym stopniu nauczyć się materiału z danego działu. Technikum…To zupełnie inna bajka. Pierwsza matematyczka która mnie uczyła mówiła do uczniów jak do dzieci. Niczego mnie nie nauczyła. Druga matematyczka która mnie uczyła.Nauczyła nas jedynie jak obliczyć deltę.Niestety. W technikum miałam ledwo dwa lub trzy na koniec. W technikum ,w którym się uczyłam moim zdaniem bardziej nas cisneli od samego poczatku z przedmiotów zawodowych .Dopiero w ostatniej klasie przypomnieli sobie co niektórzy nauczyciele że w… Czytaj więcej »

Fobmroweczka
Gość

Oj Aniu, od jakiegoś już czasu "słyszę" o twoim blogu i niezwykle podłechtało moją próżność to, że pojawiłaś się u mnie! 😉 Muszę napisać ci ten komentarz, ponieważ masz bardzo podobny pogląd na rozwój osobisty do mojego profesora z Zarządzania samym sobą (prof. Bieniok, dosyć … znana i barwna persona ;)). Matematykę lubię i nigdy większych problemów mi nie sprawiała, o ile, uwaga, poświęcałam jej odrobinę uwagi. Niestety, nie robiąc zadań, nie próbując, jak to określiłaś, zrozumieć metod (nie nauczyć się metody, ale właśnie ZROZUMIEĆ skąd się wzięła), nie zrozumiemy natury rzeczy i nic nie posunie się na przód 😉Czytając… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jak dobrze, że o gustach się nie dyskutuje 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

mogłabyś podrzucić nazwę i adres tego super-sklepu?

Previous
Aktualizacja włosów 15.01.2014
Jak pokochałam matematykę (RCZ)