Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Książka, którą każdy powinien przeczytać

Jestem daleka od formułowania listy książek które każdy musi przeczytać , czy filmów które każdy musi obejrzeć. Ale jest jedna taka książka, dla której robię wyjątek.

 
Nigdy nie lubiłam księżniczek Disneya. Możecie się z tym nie zgadzać, ale dla mnie model dziewczyny czekającej całe życie na księcia który odmieni jej los jest słaby. Promuje taki układ ról, w którym kobieta sama w sobie nie jest pełnowartościowym bytem (wyjątkiem jest chyba tylko Mulan). Z tego też powodu disneyowskie bajki nie były moimi ulubionymi. Jasne, znałam je ale pokazywanie kobiet które większość dnia spędzają na strojeniu się, czesaniu i uważaniu, aby nie skalać sobie czymś tych delikatnych rączek nigdy to mnie nie przemawiało.

Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że bajki Disneya są złe. Niektóre pokazują piękne wartości, są miłe dla oka ale nigdy nie kupiły mojego serca.

Nie bez znaczenia był fakt, że nigdy nie lubiłam, kiedy ktoś podstawia mi coś pod nos i robi rzeczy za mnie. Taki problem ludzi którzy na coś chorują. Pół dzieciństwa przeleżałam, więc stany kiedy ktoś co chwilę poprawiał mi poduszkę i przynosił coś do picia były okropnymi i głęboko znienawidzonymi. Fajnie pokazuje to film Nietykalni, o którym pisałam przy okazji tekstu o wzruszających filmach.

Jaka książka skradła więc moje dziecięce serce? 🙂

Pamiętam, że jak ją dostałam, to nie byłam zachwycona. Byłam chyba w drugiej klasie podstawówki, a słowo “księżniczka” w tytule działało na mnie jak płachta na byka 😉 W dodatku okładka książki nie była zbyt fortunna.
Ale kiedy się do niej dorwałam, to czytałam do samego końca.
I to niejeden raz.

Mała Księżniczka,to wyjątkowa opowieść o godności. Jej główną bohaterką jest Sara Crewe. Gdy ją poznajemy, ma sześć lub siedem lat i przenosi się z Indii do szkoły dla dziewcząt, zarządzanej przez dość surową pannę Minchin. Sara, jako córka bardzo zamożnego oficera, staje się w szkole uczniem honorowym. Ma najpiękniejszy pokój, najładniejsze lalki. Rzecz jasna – są uczennice, którym bardzo się to nie podoba. To ten sam typ osób które odczuwają ból dupy z powodu tego, jak żyje Kasia Tusk ;)).
Sara jest bardzo mądrą dziewczynką, życzliwą, ciepłą pomocną. Jednak pewnego dnia jej świat się zawala, bo do szkoły nadchodzi list z którego wynika, że ojciec Sary nie żyje, a dziewczynka jest bankrutką.
Z dnia na dzień, Sara dostaje najgorsze łachmany i staje się służącą. Dostaje do wykonania najbardziej niewdzięczne obowiązki, jej przyjacielem staje się szczur mieszkający w jej ciasnej klitce na poddaszu.
A mimo to, Sara zachowuje godność i dumę księżniczki. Nie ma nic, a dzieli się z innymi każdym okruszkiem. Nie użala się. Idzie do przodu.

Cokolwiek się zdarzy — powiedziała sobie — jedna rzecz wszakże się nie zmieni. Choćbym była księżniczką w łachmanach, jednakże i wtedy potrafię zachować swą godność książęcą. Łatwo być księżniczką, gdy jest się odzianą w złociste szaty, ale znacznie większy triumf — pozostać nią nawet wtedy, gdy nikt o tym nie wie. Maria Antonina utraciwszy tron i znalazłszy się w więzieniu, odziana była w czarną suknię i włosy miała siwe ze zgryzoty; szydzono z niej i przezywano ją wdową Kapet. Jednakże w tym nieszczęściu bardziej była królową, niż wtedy, gdy żyła na wesołym i wspaniałym dworze. Ona mi się najbardziej podoba w tej właśnie chwili, gdy nie trwożyła się dzikimi wrzaskami rozpętanego tłumu. Okazała się silniejszą od swych wrogów… nawet wtedy, gdy prowadzono ją na ścięcie.

“Mała księżniczka”, moim zdaniem najpiękniejsza książka autorki “Tajemniczego Ogrodu”  za każdym razem wyciskała mi z oczu łzy. Szczególnie na zakończeniu, kiedy to role z powrotem się odwracają i dobro zostaje nagrodzone.
To zdecydowanie najpiękniejsza książka mojego dzieciństwa. Gdybym to ja ustalała kanon lektur, zdecydowanie by się w nim znalazła.
Chociaż…nauczyciel ma prawo ją włączyć. Gdyby oczywiście chciał 😉

A ostatnio przekonałam się, że takie cuda jak pokój całkowicie wyremontowany pod czyjąś nieobecność naprawdę się zdarzają. Ostatnio takich czarów doświadczyła bardzo fajna Maja – Maju, pozdrawiam! ;-)).

Małą księżcznikę można czytać za darmo, bo minęła wystarczająca ilość lat od śmierci autorki. Znajdziecie ją np. na stronie wolne lektury, powinna być też w każdej szanującej się bibliotece.
Polecam każdemu rodzicowi, aby kupił książkę swojemu dziecku. Najpiękniejsza lekcja o ludzkiej godności, niezależnej od okoliczności jaką można dać…

PS. Tak sobie myślę, że bycie księżniczką, tudzież inną księżną strasznie ssie. Zawsze musisz perfekcyjnie wyglądać, ale nie tak, jak podoba się Tobie, tylko jak lud uzna za słusznie i pięknie i jak nakaże Cię etykieta. Jak wybierasz ubrania lokalnych projektantów, to po Tobie jadą, jak sieciówki, że Ci nie przystoi, a jak zagranicznych projektantów, że nie wspierasz swojej gospodarki. Zawsze musisz się uśmiechać, masz rozpisany każdy dzień i wszystkie imprezy charytatywne bardziej obskakujesz niż naprawdę spędzasz na nich czas…bo nie masz czasu. O każdym Twoim najmniejszym potknięciu trąbią media. Ciągle jesteś pod obserwacją i ogromna presją. Jedyny plus jest taki, że nie musisz troszczyć się o środki na swoje utrzymanie. Ale i tak ludzie podliczają Ci każdą wydaną złotówkę. Brrrr, strasznie smutne życie.

Najpiękniejsza książka Twojego dzieciństwa to?
a może czytałeś Małą księżcznikę?


Autor pierwszego zdjęcia : Horia varlan

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

84
Dodaj komentarz

avatar
61 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
meri kotMartaAniamalujeEmilia Baczyńskairishcream Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Basia Aisab
Gość

ja uwielbiam "Dzieci z Bullerbyn" 😉 ta książka ma w sobie jakąś magię 🙂 to dzieciństwo, które każde dziecko powinno mieć 🙂

rocktechnika
Gość

O tak, "Dzieci z Bullerbyn" przeczytałam kilka razy, uwielbiam te opowieści! "Mała księżniczka" mnie również zauroczyła, choć nigdy nie wiedziałam, dlaczego jest księżniczką? 🙂 "Tajemniczy ogród" pamiętam doskonale, choć nie wiem, czy najpierw był film, czy książka. "Ania z Zielonego Wzgórza" i kolejne tomu jej przygód (chociaż każdy kolejny był gorszy…) No i "O psie, który jeździł koleją" – te książki pamiętam z dzieciństwa najlepiej. Potem pojawił się "Harry Potter, którego wciągałam jak odkurzacz i każdy tom przeczytałam kilka razy 🙂

Jolanta Flower
Gość

Zgodzę się w 100 % jak byłam młodsza przeczytałam ją KILKA razy 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szczerze mówiąc, jak przeczytałam tytuł posta, to moją pierwszą myślą były właśnie 'Dzieci z Bullerbyn' (:

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nigdy nie patrzyłam tak na księżczniki (ostatni akapit) ale to ma sens, kate Middleton wyglada na strasznie samotną w tym tłumie. Cieszę się, ze nikt (poza teściową) nie stawiał mi takich wymagań co do zrzucenia brzuszka po ciąży ;).
Książki nie znam, widziałam w dziecinstwie film. Nie wiem, na ile jest wierny oryginałowi, ale bardzo piękny, pouczający, wzruszający.
Pozdrawiam

JuicyBeige
Gość

Jedna z moich ulubionych książek dzieciństwa:) do tego cała saga Ani z zielonego wzgórza:)

Agnieszka
Gość
Agnieszka

To też jest moja ukochana, przeczytana wiele razy książka 🙂

Let's Talk Beauty
Gość

O rany, a ja tego tak strasznie nie lubię :p

ona
Gość

Przygód kilka wróbla Ćwirka, to moja książka dzieciństwa, czytał mi ją tata, później sama, wielokrotnie rysowałam i kopiowałam z niej bociany ;). Dzisiaj już nie mogę się doczekać, kiedy to ja będę czytać baśnie i bajki moim dzieciom.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

kilka dni temu wyciągnęłam tę pozycję z mojej biblioteczki, żeby przeczytac w najbliższym czasie 🙂 Nawet rozmawiałam z koleżanką, że to piękna książka, do której warto wracac 🙂 Czytałam ją mając prawdopodobnie 8 lat (nie jestem pewna, czy nie omawialiśmy fragmentów na polskim w późniejszych latach) i teraz mając dwa razy tyle nadal mnie do niej ciągnie i nadal mam większosc scen przed oczami 🙂 Cudowna książka z pięknym przekazem 🙂

Julia

*Natalia*
Gość

Też bardzo ciepło wspominam tę książkę :-)) Moją ukochaną jest "Karolcia" M. Krüger.

Alieneczka
Gość

nie czytałam jej jeszcze, niestety…

Wiktoria Ardilla
Gość

Oj tak, przepiękna książka! Też lubię do niej wracać. I do 'Małego Lorda' i do 'Tajemniczego Ogrodu', choć to 'Mała księżniczka' jest moją ulubioną pozycją z dzieciństwa. A dla nieco starszych czytelników poleciłabym 'Zabić drozda', czytałaś? Jedna z tych książek, o których nie można przestać rozmyślać.

Brzydkie kaczątko
Gość

Mogę mówić o książce późniejszego dzieciństwa, ze względów zdrowotnych czytanie nie było moją ulubioną czynnością, aż mi wstyd teraz za to. Książka, która jednak dorastała potem ze mną był Harry Potter. 🙂

thinks
Gość

Mała Księżniczka, o tak! Chyba jedna z najpiękniejszych książek jakie czytałam, a czytam sporo 🙂 Lubiłam także baśnie Andersena, mam tomik na półeczce i często czytałam sobie przed snem… 😉

Słonecznik
Gość

Muszę wrócić do tej książki 🙂
Ja uwielbiałam "Dzieci z Bullerbyn" i serię "Ani z Zielonego Wzgórza" 🙂

Paula
Gość

Też uwielbiałam "Małą księżniczkę", a także "Dzieci z Bullerbyn" i "Mikołajka" 🙂

ania notuje
Gość

Zaskoczyłaś mnie, do tej książki wracam bardzo często. Kiedy tylko potrzebuję impulsu do działania sięgam po nią. Należy do tych, które najbardziej cenię.

Mademoiselle J.
Gość

czytałam wiele razy i bardzo ją lubię! 😉

Szusza
Gość

jak tylko zobaczyłam ten obrazek z podpisem , to wiedziałam, że będzie chodzić o Małą Księżniczkę 🙂 uwielbiam ją, podobnie jak Ty i naprawdę trudno się przy niej nie wzruszyć… wyobraźnia Sary trochę mi przypomina Anię z Zielonego Wzgórza 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniała! Ja również często do niej wracam (:

Anne Mademoiselle
Gość

Mała księżniczka, Dzieci z Bullerbyn, cała seria o Ani z Zielonego Wzgórza, Tajemniczy ogród, a trochę później Jeżycjada, Harry Potter i Władca Pierścieni. To są książki mojego dzieciństwa i wczesnych lat nastoletnich (strasznie mi wyszło to sformułowanie, ale wiadomo o co chodzi:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Oto jest Kasia''-czytałam kilka razy. 🙂

Kasia Gdańsk
Gość

muszę przeczytać, bo Tajemniczy ogród bardzo mi się podobał:)

Ola J.
Gość

Pamiętam, że jako dziewczynka czytałam Tajemniczy Ogród i w pełni mnie pochłonął, ale uwierzysz, że Małej Księżniczki nigdy nie miałam w sowich rękach. Chociaż kojarzyłam tytuł, to nigdy po nią nie sięgnęłam. To właśnie ten tytuł, działał na mnie jak płachta na byka,tak jak na Ciebie. Myślałam, że będzie to kolejna disneyowska bajeczka o księżniczce. Potem nigdy do niej nie sięgnęłam, bo jako starsza czytelniczka chwytałam po inne książki. Muszę koniecznie ją przeczytać,. bo Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła.

Ja w dzieciństwie zaczytywałam się we wszystkich częściach Pana Kleksa, Jeżycjadzie Musierowicz, a bez końca pochłonęli mnie Krzyżacy:)

Maliniarka
Gość

oglądałam ten film kilka razy, książka nie wpadła mi w ręce 🙂

Melle Coccinelle
Gość

pamiętam, że za moich czasów była taka bajka w telewizji, bardzo ją lubiłam 🙂 niestety książka mi nigdy w ręce nie wpadła, ale to zawsze można zmienić 🙂

http://pedagog-pomaga-aupair.blogspot.com/
Gość

O tak Mała Księżniczka i Tajemniczy Opiekun 🙂 Przenosiły mnie w inny świat 🙂

Magda Kazimierczyk
Gość

Mam, czytałam z tysiąc razy xD Czego ja nie czytałam zresztą…

Edyta
Gość

Czytałam książkę! Niesamowita.
Lubię też "Małego księcia"

Anonimowy
Gość
Anonimowy

O, przypomniałaś mi o tej książce:) Jak byłam młodsza czytałam ją chyba z milion razy, jest właśnie jedną z moich ulubionych, a teraz z racji wolnego czasu chyba przeczytam ją jeszcze raz! 🙂

Toyad Mordovnick
Gość

Taak, ale ja bym jednak w moim osobistym rankingu przedłożyła "Tajemniczy Ogród" nad "Małą księżniczkę" – od zawsze miałam słabość do elementów estetyki 'dark romantic', oraz grozy osadzonej w klimatycznych wiktoriańskich włościach… :)))

Czarne Espresso
Gość

Czytałam Tajemniczy ogród, ale Małej Księżniczki chyba nie. Ale przeczytam na pewno.

Caroline
Gość

"Dzieci z Bullerbyn", "Pollyanna", "Puc, Bursztyn i Goście", "O psie, który jeździł koleją", "Ten obcy". 🙂 Lubiłam też całą serię Ani z Zielonego Wzgórza, ale sama się zastanawiam co ja w tym widziałam 😛 Choć z sentymentu oglądam czasem film jak na niego w tv trafię.

Monika | RefreshYourDaily
Gość

Oglądałam tylko film na podstawie tej książki, choć chętnie nadrobię jeszcze książkę, bo nie wiedziałam, że jest.

Taran
Gość

Czytam te komentarze, i nikt nie czytał Pana Samochodzika, czy przygód Tomka Wilmowskiego? 😀 Uwielbiam te serie, do tego była Jeżycjada, Harry Potter, Ania z Zielonego Wzgórza.

AINA
Gość

czytałam, piekna, wzruszająca książka..

aGwer
Gość

Zachęciłaś mnie, zapiszę sobie tytuł coby o niej nie zapomnieć 🙂

(coraz-mniej, mam nowy nick)

Klaudia
Gość

mam dużo ukochanych książek z dzieciństwa, większość tu wymienionych. Widzę, że nikt nie wspomniał jeszcze o Jeżycjadzie Musierowicz 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bajka "Sinobrody" – właściwie nie wiem dlaczego. Żadnego większego morału tu nie ma, tyle tylko, że tajemnice są złe (też nie lubię tajemnic).
Poza tym "Porwanie w Tiuturlistanie" Żurkowskiego – trzy zwierzaki są biedne, tułają się po świecie, tyle poświęcają dla niewdzięcznej i rozkapryszonej królewny, w końcu spotyka ich dobry los. Dużo jest tu o męstwie, poświęceniu, docenianiu prawdziwych wartości. Wracam do niej przynajmniej raz w roku od 10 lat.

M.ina
Gość

Najpiękniejsza książka mojego dzieciństwa to "Ania z Zielonego Wzgórza". "Małej księżniczki" nigdy nie przeczytałam, jakoś w ogóle mnie do niej nie ciągnęło.

Seira
Gość

Jest jeszcze z disneya "Księżniczka i żaba", księżniczka tak na prawdę nie była księżniczką, tylko pracoholiczką, , która chciała otworzyć własny biznes. Myślę że to miła odmiana, Rapunzel w tej nowej wersji w sumie też nie 🙂 Disney chyba zmienia model kobiecy, to dobrze 🙂
Co do "Małej księżniczki" , to też ją uwielbiam, tak samo jak "Tajemniczy Ogród" i "Patty" 🙂

Aleksandra Niemiecka Sofa
Gość

Nie jest to jedyna książka, którą miło wspominam z dzieciństwa, ale masz rację. To piękna historia 🙂 Ja bardzo lubiłam "Pollyannę", "Anie z Zielonego Wzgórza", "Dzieci z Bulerbyn" i jeszcze trochę innych by się znalazło 🙂

pidzamowa
Gość

Pamiętam tę książkę z mojego dzieciństwa 😉 Uwielbiałam ją jeszcze za jeden motyw- to że mała księżniczka wymyślała sobie historie i żyła nimi w świecie wyobraźni. Też tak lubiłam i… lubię 😉 Jak to przeczytałam to pomyślałam, że chyba nie jestem aż tak nienormalna 😉

Actually, you can!
Gość

uwielbiałam tę książkę! ;))

bloo.
Gość

Ja także bardzo lubię tę książkę. Dostałam jako nagrodę w szkole podstawowej. Wspomniany tajemniczy ogród też mi się podobał 🙂

alouette
Gość

O matko, a ja właśnie dzisiaj myslałam o tej książce w kontekście powrotu na święta do domu. Koniecznie muszę do niej wrócić w grudniu, bo jest to jedna z moich ukochanych książek dzieciństwa!

Bilib World
Gość

Ja czytałam książki o Pożyczalskich M. Morton: "Kłopoty rodu Pożyczalskich" i "Pożyczalscy idą w świat." Mam to samo wydanie "Małej księżniczki" 🙂

Potworek
Gość

Mała Księżniczka to była pierwsza powieść, którą przeczytałam prawie jednym tchem będąc w trzeciej klasie. Ale strasznie przeżywałam czytanie tej książki, za bardzo wczułam się w historię. Niesamowicie poruszająca opowieść

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jak przeczytałam tytuł posta i klikałam w 'czytaj dalej' to pomyślałam: "o nie, jak będzie mały książę, to wychodzę!". a tu..mała księżniczka 😛 mnie ta książka irytowała. a mały książę jeszcze bardziej 😛 chyba jestem odporna na takie wzruszacze 😛 nie ma akcji – nie ma książki 😛 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mój nr one to Ania z Zielonego Wzgórza, a po niej Zaczarowany Ogród 🙂

LandOfLaces
Gość

"Opowieści z Narni" C.S.Levis
Oraz "Bracia Lwie Serce" -bardzo dziwna książka, niedawno robiłam sobie powtórkę.
Inna sprawa, że to na "Kopciuszku" uczyłam się czytać, tak ją uwielbiałam, że siostra miała już dość czytania mi jej, i musiałam sama 😉
Kiedyś trafiłam na taką odmienną wersję "Kopciuszka", w której Kopciuszek trafia na bal, i takietam, a potem rezygnuje z księcia i wybiera szewczyka, który szył jej buty, bo był kimś kto potrafi coś zrobić dla innych a nie tylko być księciem 😉 Tak zapamiętałam, niestety czytałam ją tylko raz.

Previous
Po co się uczyć?
Książka, którą każdy powinien przeczytać