Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Trujące mieszkania i najfajniejsza szafa świata [TYGODNIK]

Chciałam zacząć ten tygodnik od tego, że to nie były najlepsze tygodnie. Niby byłam w Madrycie (za co jestem super wdzięczna, bo to piękne miasto), ale generalnie było mocno średnio. Straszny dołek zdrowotny zaprowadził mnie w najczarniejsze odmęty mojego umysłu. Bardzo dawno tak nie miałam, ale ból który mi towarzyszy i fizyczne wyczerpanie z tym związane sprawiły, że zdarzył mi się koszmarny dzień w którym spałam od czternastej do jedenastej następnego ranka, z przerwami na płacz z bólu i nie mogłam wyrzucić z głowy fragmentu z Bohemian Rhapsody I Sometimes wish I’d never been born at all.

To jest okropnie dobijające, gdy trzymasz się zaleceń lekarzy, masz wysokokaloryczną dietę, wykonujesz ćwiczenia oddechowe i wszystkie inhalacje, dbasz o regularny drenaż płuc i wszystko na nic. 
W dodatku nie mam energii, więc mniej ćwiczę (co nie znaczy, że wcale!) i się roztyłam. Moje ciało sflaczało, energii nie mam wcale, włosy wypadają garściami. Gdy chciałam zrelaksować się biorąc kąpiel w wannie, okazało się, że korek się rozszczelnił. Nie dość, że zmarnowałam wodę, to jeszcze się strasznie wkurzyłam :). Kosztująca mnie 120 zł wizyta u lekarza nic nie wniosła, dowiedziałam się tylko, że mam odpocząć. No raczej oczywiste, że jeśli mdleję dwa razy jednego dnia, to nie będę porywać się na wspinaczkę wysokogórską.
Na dodatek jestem też mistrzynią wygrywania na życiowej loterii, ale na odwrót. Trafił mi się błąd aplikacji, który zbanował mój telefon na instagramie. Nie konto, urządzenie. Objawia się to komunikatem “Przepraszamy, wystąpił problem z Twoim zgłoszeniem” Nie chciałam stosować nielegalnych metod, więc kupiłam nowy telefon na OLX, a ten sprzedam. Odpuściłabym sobie taką zabawę, gdybym prowadziła zwykłe, prywatne konto, ale przypomniałam sobie, ile dobrego dzięki niemu się zadziało.
Bo właśnie tego dnia, gdy chciałam rzucić telefonem o ścianę i powiedzieć sobie głośno to, co od dawna myślę (czyli to, że poświęcanie kilku godzin dziennie na działalność wokół bloga i kanałów SM jest idiotyczne przyszłościowo), odpaliłam na starym tablecie stories Julki. Tej dziewczyny, której tuż po przeżyciu śmierci bliskiej osoby i ataku odmy skończonej poważną hospitalizacją spalił się dom. Zbieraliśmy wspólnie na jego remont i na szczęście się udało, a Julka opisała teraz całą historię we wpisie wszystko ma jakiś ukryty sens.














W ciągu pięciu minut dałam sobie solidnego, metaforycznego plaska w twarz i zapytałam samą siebie, które myśli chcę pielęgnować i którym poświęcać energię. Tym, że zwijam się z bólu i jest mi źle, czy tym dobrym?
W tkwiącym mi w głowie Bohemian Rhapsody  jest taki moment, gdy bohater wyrywa  się z pod wpływu  demonów, które nie chcą go puścić. Gdy biegałam (zobacz wpis: co mi dało bieganie), zawsze próbowałam tak ustawić sobie playlistę, by ten utwór trafił we mnie ze zdwojoną siłą w momencie kryzysu. Działało.
Widząc stories Julki (z którą się trochę identyfikuję, bo jej choroby też nie widać) przewinęłam w głowię kawałek Queen, zamiast się irytować wpisałam na OLX interesujący mnie model telefonu, opatuliłam się jak bałwan i wypłaciłam pieniądze z bankomatu.
I w sumie, to cudowne, że miałam po co to zrobić, bo instagram służy mi do mówienia o ważnych rzeczach (zresztą zobaczcie sami na @aniamaluje) i to ma sens, bo dzielicie się swoimi spostrzeżeniami, czasami uzbieramy pieniądze na ważny cel, a czasami polecę coś przydatnego.
W drodze po zakup telefonu ogarnęłam, że noszenie przy sobie tak dużej gotówki to jednak niezbyt bezpieczna sprawa i miałam kogo poprosić o asekurację towarzystwo :).
Nadal bez energii i jak bałwan w dresie i swetrze, ale jednak bałwan, który wygrzebał się spod koca. Zjadłam chrupiące frytki z batatów a potem dobre hinduskie jedzenie. Ale ryż lepiej było ugotować, bo 6 zł za mikro porcję ryżu na dowóz to burżujstwo 😀
Słuchajcie, to było pierwsze co zjadłam od kilku dni poza bananami i bułką.
Cudowne jest to, że pracuję zdalnie i mogę sobie pozwolić na dzień pod kocem bez konsekwencji. Że nie muszę z tego powodu biec do lekarza po L4. Że mam oszczędności, które pozwolą mi troszkę pożyć w ogóle bez pracy. I w sumie tak zaczęłam sobie o tym myśleć i chociaż obiektywnie mam wiele powodów by nienawidzić położenia w którym jestem, to w sumie nie jest napraawdę jakoś bardzo źle.
A teraz piszę ten tygodnik po kolejnym fajnym spotkaniu! I właśnie zjadłam śledzie, zaraz po połowie czekolady i dwóch bananach. Czyli wrócił mi w końcu apetyt. 
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie mamy prawa trochę się nad sobą poużalać i popłakać, gdy jest bardzo okropnie, ale warto się zastanowić, które myśli chcemy pielęgnować. Czy te, że jest źle i niedobrze, czy trochę o siebie powalczyć?
I gdy o tym myślałam, znalazłam zdjęcia zrobione w 2015 roku.
Pamiętam jak dziś, próbowałam zrobić selfie na którym nie widać podkrążonych oczu. Początek mojej przygody z Sound Garden (gdzie spać w Warszawie). Kurdę, w 2015 też przeżyłam poważny zdrowotny sztorm i co? I żyję. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale walczyć trzeba!
O zdjęcia z Madrytu jeszcze też powalczę, więc na razie ominę ten etap (a Madryt jest super piękny i niedoceniany!), ale zanim podrzucę kilka dobrych linków tygodnia…
na blogu napisałam coś o dawaniu plam, ale jest tam też ważna informacja:


Kwestie związane ze środowiskiem wyjątkowo mnie bolą, także dosłownie. Mam chore oskrzela i bardzo mocno odczuwam spadek jakości powietrza. I chociaż myślałam, że znam dobrze temat, to jest sporo rzeczy których nie wiedziałam.

Np. tego, że nie tylko zanieczyszczenie smogiem jest wielkim problemem. Często zamykamy okna aby uchronić się przed złym jakościowo powietrzem a nie zauważamy wroga, który jest w środku. Przyznam, że przygotowując ten wpis pierwszy raz zetknęłam się z określeniem syndrom chorego budynku (SBS). Kiepskiej jakości farby, impregnaty, materiały budowlane, niektóre meble, panele, wykładziny – tam czai się formaldehyd, który chociaż niewidoczny dla oka, jest rakotwórczy. Powoduje łzawienie, drapanie w gardle, suchość skóry i kilka innych brzydszych rzeczy.

Napisałam o tym, jak się przed tym uchronić w tekście – Co zrobić, gdy dasz plamę?
To też jest jakiś element walki o siebie. Kto przeczytał tekst ten pewnie wie, co będę robić jutro 😀 To będzie jeden z niewielu dni, gdy nazwa “Ania maluje” będzie mieć jakiś sens 😀
Bardzo gorąco polecam ten wpis. Szczególnie jeśli masz dzieci, albo zależy ci na twoim własnym zdrowiu.
red bodysuit
Bardzo wiele pytań padło o bluzkę ze zdjęcia. To body! Uwielbiam takie rzeczy, bo jest ciepło w nerki i nic nie podwiewa. To jest mój absolutny niezbędnik zimą. Jutro wybieram się na małe buszowanie po lumpeksach, więc liczę na zakup fajnych swetrów, ale generalnie pod tym kątem mam tegoroczną zimę opanowaną ;). 
Jeśli jutro nie upoluję żadnego swetra, to pobuszują po Limango ( za 120 zł można kupić sweter mający 40% kaszmiru!, a za 136 golf o składzie 45% kaszmir, 20% jedwab, 20% wiskoza 15% elastan!) albo po answear, ale tam nie umiem szukać :). Życzcie mi udanego polowania, bo jeśli trafię coś fajnego w lumpie, to zostanie mi hajs na roślinki. 
płaszcz marie zelie
Płaszcz na szczęście mam ciepły (to płaszcz z Marie Zelie), rękawiczki też. Pozostaje znaleźć w odmętach szafy beret ;). Na zimę jestem przygotowana!
Piszę o tym, bo mam niższą temperaturę ciała niż domyślne dla zdrowych ludzi 36 i 6, więc zimową pogodę znoszę koszmarnie. W zeszłym roku napisałam tekst o moim podejściu do tematu jakim jest ciepłe ubranie zimą 🙂 Odsyłam was do niego, bo ogarnęłam to. Chociaż coś :).
 Miejsce ze zdjęcia to Prochownia. Latem kocham ją za kino plenerowe, zimą za zielone wnętrze i napar imbirowy (oraz sernik oreo). Przyznam, że mieszkam na Żoliborzu od lata, a urok Prochowni w środku odkryłam dopiero niedawno dzięki rozmowie jaką nagrała ze mną pomysłodawczyni projektu mojacecha. No i teraz bywam tam często, muszę w końcu stworzyć wpis w którym zbiorę ukochane miejsca na mapie Warszawy.
Na blogu ostatnio:
Zdrowe shoty – coś, co pomogło mi szybciej ogarnąć straszny zdrowotny dołek. Gdy nie masz siły wciskać w siebie koktajlu ze spiruliną albo zdrowego posiłku, strzel chociaż zdrowego shota. We wpisie moje ukochane, super proste przepisy.
Jets też osobiście ważny dla mnie tekst:

Dlaczego już nie wstydzę się, że czegoś nie wiem

Myślę, że warto go przeczytać. Miałam dzisiaj taką myśl mówiąc, że podoba mi się jakaś roślina. Nie wiedziałam jak się nazywa i gdybym udawała że wiem o co chodzi, to bym się od rozmówcy nie dowiedziała. Udawanie że znasz się na czymś o czym nic nie wiesz jest bez sensu. Wciąż się czegoś uczyć, to żaden wstyd!
Zastanawiam się co dalej z włosami 🙂 Chyba chcę iść bardziej w kierunku rudego niż czerwonego, aktualnie to jedyny kolor jaki mam przy twarzy, bo jestem strasznie blada, więc nie wrócę przez jakiś czas do naturalnych włosów.
Jak widzicie na zdjęciu, strasznie się puszą! jak to w życiu bywa – olejki które podostawałam w darach losu się nie sprawdziły i wracam pokornie do ulubieńca marki Mila. No właśnie – są osoby które mi piszą, że ten czerwony to bleh i w ogóle powinnam wrócić do poprzedniego koloru. Podsyłam wam tekst – Moje włosy, moja sprawa.
Hahah, no właśnie. Moja sprawa, a są ludzie, którzy mają z takimi rzeczami problem. Wywiad z profesorem Nalaskowskim dał mi raka. Ciesze się, że rzuciłam doktorat i nie muszę mądrze przytakiwać na konferencjach pełnych takich osób, którym arogancja i buta przesłoniła szacunek do drugiego człowieka.
Nie potrafię zrozumieć, że można wytatuować sobie coś na skórze z własnej woli. Podobnie rażą mnie współczesne fryzury. Chcąc być politpoprawny, muszę też tolerować „metroseksualnych” studentów w spodniach rurkach i różowych koszulach. Wyglądają i poruszają się jak kobiety, a dziewczęta nie traktują ich tak, jak mężczyzn – mówi pedagog prof. Aleksander Nalaskowski.

Pan Nalaskowski ubolewa też nad tym, że nauczyciel nie może spoliczkować ucznia, uważa chrześcijan za najbardziej represjonowaną grupę w Polsce (kek) i nazywa depresję modą. Pedagogika nigdy nie będzie szanowaną nauką, jeśli takie osoby będą głosić swoje herezje :<. 
A jeśli wywiad z panem Nalaskowskim nie podniósł wam ciśnienia, to może podniesie wam artykuł Sylwii Kubryńskiej
drugi wydawca był początkowo miły. Nawet nie ukrywał, że książka (Kobieta dość doskonała) sprzedaje się dobrze. Ale gdy doszły kolejne tytuły, kiedy zaczęłam wnikać, jak to jest, że dostaję zestawienia sprzedaży, w których np. Furia mać!, książka wypromowana, nominowana do nagrody Gryfia, obecna we wszystkich 260 empikach 
w całym kraju – sprzedała się w liczbie… 44 sztuki przez pół roku? – wtedy rozmowy przybrały zupełnie inny charakter, aż całkiem ustały.

Grunt, że odpowiedź (niezbyt miła) zawierała cenną informację. Że mogę sobie przeprowadzić audyt, jak mi się coś tu nie podoba. I że nie jestem dla nich kluczowa. Nie jestem kluczowa, mimo że we wszystkich empikach moje książki są w ciągłej sprzedaży od lat, a tyle razy słyszałam (od nich samych!), że półka w empiku to jakaś potwornie oblegana miejscówka i gdy się książka słabo sprzedaje, nie ma na nią miejsca.

To co moje książki tam robią od lat? Co tam robi tytuł, który sprzedaje się w liczbie 44 sztuk przez pół roku? Jakim cudem ją wciąż trzymają na tej cennej półce, jeśli – łatwo obliczyć – w jednym sklepie przez pół roku poszło średnio 0,1 książki?

A sprzedaż internetowa? Inne księgarnie? Matras, Azymut? Serio?!!


Głęboko wierzę w inny model sprzedaży książek. Pani Kubryńska nie dość, że z każdej książki ma 2 zł, to jeszcze jest z wysokim prawdopodobieństwem oszukiwana. Mówię z wysokim prawdopodobieństwem, bo moje własne wypociny z 2013 roku, bez żadnej promocji trafiły w zeszłym miesiącu na półki czytelników 76 razy. Co prawda jedynie kilka razy w detalu, miażdżąca większość to wypożyczenia, ale hej – coś tu jest nie tak. Bardzo mi się marzy, by odejść od kultu półki w empiku i zmienić wiele w czytelnictwie w Polsce. Dlatego jestem fanką uczciwego modelu w legimi. Koniecznie sprawdźcie jak czytać książki legalnie i za darmo (z poszanowaniem praw autora).
O właśnie, jeśli przy filmikach – wracam do nagrywania lada moment, gdy czuję się paskudnie – łatwiej mi pisać niż mówić 🙂
Jeśli widzieliście jak radzę sobie w górą boczku w gastrofazie
Może zainteresują was też wycięte historie 🙂
To był bardzo smaczny materiał ;D
Z innych linków tygodnia:
Pie***yć minimalizm
Już? Oburzyliście się na tytuł? Że tak nie wolno, gdyż należy mieć wysublimowany gust, przestrzeń, czystość i „less is better”? Acha, dobrze. Bo ja, jeśli jeszcze raz wejdę do białej kawiarni z czarną tablicą, na której wypisuje się menu lub wezmę udział w „evencie odbywającym się w wysmakowanych wnętrzach” (czytaj: pustych i nudnych), to zacznę krzyczeć. https://papaya.rocks/pl/opinions/sylwia-chutnik-pieprzyc-minimalizm


Przymierzając w paryskim H&Mie różową koronkową sukienkę, pomyślałam, po raz kolejny zresztą, że nie jestem ani trochę seksowna. Jak już wspomniałam nie jest to żadna nowość, pierwszy raz przyszło mi to na myśl, kiedy w wieku szesnastu lat biegałam po korytarzy mojego liceum w stroju do aikido i z repliką samurajskiego miecza, a kolega robił mi zdjęcia. Odkryłam wtedy, że nie wyglądam wcale jak Uma Thurman w „Kill Billu”, ale jak mała wariatka, która biega po korytarzu w stroju do aikido i z repliką samurajskiego miecza. It is what it is.



najfajniejsza szafa świata (droższa niż metr mieszkania, ale co tam)
No i mój najpopularniejszy ostatnio tekst:
Dobrej nocy! 🙂

XOXO
Previous
Co zrobić, gdy dasz plamę?
Trujące mieszkania i najfajniejsza szafa świata [TYGODNIK]