Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Dlaczego już nie wstydzę się, że czegoś nie wiem

Jestem na imprezie, fantastycznie się rozmawia i czuję się świetnie w tym towarzystwie. Nagle rozmowa schodzi na film, którego nie oglądałam. Totalny klasyk, ale go nie znam. Nie włączam się do dyskusji bo nie wiem o co chodzi. Nagle ktoś mnie zapytał co sądzę o filmie. Odpowiedziałam szczerze, że w sumie to nic, bo choć jestem zaintrygowana tematem to filmu nie wiedziałam. Nic złego mi się nie stało.
W drodze do toalety dołączyła do mnie koleżanka,  chwilę wcześniej żywo zaangażowana  w dyskusję o filmie. Powiedziała, że w sumie to mnie za to podziwia.
 Moja twarz musiała wyglądać jak twarz zdziwionego Nicka Younga, bo patrząc na mnie szybko wyjaśniła, że “to”, to umiejętność przyznania się, że czegoś nie wiem. Bo ona w sumie to też nie oglądała tego filmu, ale było jej wstyd że ktoś się zdziwi, że nie zna klasyka i uzna ją przez to za głupią.
Są w życiu takie momenty, że muszę się zatrzymać, spojrzeć na kogoś pytająco i przetrawić to, co do mnie powiedział, bo nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że można w ten sposób myśleć.
Wiem wiele różnych rzeczy, ale wielu nie wiem. Nie da się znać na wszystkim! 
Ostatnio podobna dyskusja rozpętała się na moim instagramie. Napisałam, że  zachwycam się Madrytem, ale choć jest dla mnie fascynujący architektonicznie, to nie umiem o tej architekturze nic mądrego powiedzieć, bo to dla mnie zaanwasowana magia.
Od razu pojawił się ktoś kto zapytał po co chwalić się niewiedzą, zamiast poczytać wikipedię.
Oh God, to jest właśnie podejście, którego tak nie lubię w życiu! Taka niby erudycja, próba błyszczenia przez posługiwanie się powierzchowną, naskórkową wiedzą i paroma mądrymi ogólnikami. Cudowne gdy masz egzamin ustny z czegoś, o czym nie masz bladego pojęcia, ale nie generalnie w życiu.
Nie przeczę, gdy ciągnęłam dwa kierunki studiów nie zdążyłam przeczytać wszystkich lektur, zdarzyło się że dostałam piątkę z egzaminu ustnego dotyczącego książki, o której NIC nie wiedziałam, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że to była jedyna której nie zdążyłam ogarnąć (i nadrobiłam ją później). Życie to jednak nie egzamin z pytaniami dotyczącymi wiedzy deklarytywnej (wiem co, kto, kiedy…).
Ojciec mojej mamy całe życie spędził na kanapie krytykując uczestników biorących udział w programach typu Jeden z dziesięciu czy Milionerzy. Rozwiązywał całymi dniami krzyżówki i rzeczywiście pewnie wiedział ile węgla wydobywa się rocznie w Kazachstanie, ale co z tego, skoro nigdy nie wiedział ile mam lat ani w ogóle nic o mnie. I to nie dlatego, że mnie nie widywał, bo potrafiłam spędzić u niego trzy godziny i nie wymienić ani jednego znaczącego zdania. Ilekroć słyszę kogoś z “nie rozumiem jak można nie wiedzieć…” widzę przed oczyma Ryszarda i jego głupkowaty uśmieszek pogardy. Wiedza encyklopedyczna nie czyni nikogo bardziej wartościowym człowiekiem :).
Jest taka książka o tytule Jak rozmawiać o książkach, kórych się nie czytałoOd razu uprzedzam – nie przeczytałam całej, tylko interesujące mnie części😉. Porusza wiele zagadnień, między innymi to, czy powinniśmy wykluczać się z rozmów o czymś, o czym coś tam słyszeliśmy, gdzieś trochę poczytaliśmy ale wiemy niewiele. Albo czy można rozmawiać o książce przeczytanej lata temu, ale takiej, z której niewiele pamiętamy. 
Książka Bayarda trochę zdejmuje ten ciężar obowiązku znania się na wszystkim. Jasne, jest jakaś wiedza ogólna, którą wypada mieć, ale to żaden wstyd czegoś nie rozumieć i coś pytać. Bo w moim o przykładzie z architekturą Madrytu kluczowe jest to, że w opisie zawarłam info o tym, że się o niej uczę.
Nie wiem czy po prostu chcemy brzmieć mądrze i lubimy strugać znawców po lekturze jednego artykułu na wikipedii, czy się wstydzimy ale kompletnie nie rozumiem dlaczego i po co.
Jakbyśmy naprawdę musieli wiedzieć wszystko o wszystkim. Szczególnie ukochany mi Freddie był wiecznie poirytowany pytaniami o znaczenie jego utworów. Czy sztuka nie może być dla nas wartościowa przez to jak ją odbieramy i jakie emocje nam temu odbiorowi towarzyszą?

Nie wstydzę się, że pytam za granicą jak wymówić nazwę potrawy której nie znam. Ba! Nie wstydzę się zapytać czym ona jest. Są nazwy, które brzmią bardziej jak dziwna choroba weneryczna niż jak jedzenie. Na przykład bouillabaisse. Serio, nie wiedziałam co to jest.
I powiem szczerze, że od kiedy wyrosłam z tego poczucia, że wstyd czegoś nie wiedzieć, to żyje mi się dużo przyjemniej i milej. O ile wiem gdzie poszukać odpowiedzi albo kogo zapytać – wszystko jest okej. Na pewno wolę przyznać, że czegoś (jeszcze!) nie wiem, niż strugać znawcę po lekturze randomowego artykułu na wiki. Właśnie wtedy byłoby mi wstyd.
Jestem ciekawa, jak jest u Was. Wstydzicie się? Udajecie, że wiecie o co chodzi, czy jesteście szczerzy? Moim zdaniem często jest tak, że  znający się na rzeczy rozmówca i tak zazwyczaj widzi, że pod płaszczykiem tej niby erudycji skrywacie brak wiedzy😉


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

25
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
AniamalujeAGNIESZKALusiWeronikamoja codziennosc Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nela
Gość

Oj taak, mój temat 😂 W którymś momencie zorientowałam się, że w 99% przypadków, kiedy przyznasz się że czegoś nie wiesz to ktoś będzie przeszczęśliwy, że może ci to opowiedzieć. A jeśli mowa o “jak można nie znać klasyka” to zawsze biorę pod uwagę, że istnieje już tyle filmów, i każdy dla innego środowiska będzie bardziej lub mnie “klasyczny” (np. w jednej grupie powiedzenie, że nie widziało się Psów, ale Wesele tak to przypał, a w drugiej największy atut), a filmy mają tylko 100 lat! Więc temat książek pominę 😂 Dla mnie wielkim problemem zawsze była niewiedza w szkole /… Czytaj więcej »

Lana Winters
Gość
Lana Winters

Wstyd minął z wiekiem 🙂 Nauczam dzieci i jeżeli czegoś nie wiem, to po prostu mówię, że nie wiem. Ale dowiem się. Tak też wygląda to w życiu – nie muszę wiedzieć wszystkiego, ale dowiaduję się tego, na czym mi zależy. Pozdrawiam!

Kris
Gość
Kris

Aniu – mimo że dzieli nas spora różnica wieku to mam wrażenie że jesteś moją przyrodnią siostrą 🙂 Sposób w jaki piszesz i Twoje spojrzenie na świat sprawiają że wszystko staje się takie łatwe. Ja zawsze staram się mówić prawdę więc i w przypadku takiej sytuacji nie mogłoby być inaczej – jeśli czegoś nie wiem to o tym jasno otwarcie mówię 🙂 pozdrawiam

Olga Siemoniak
Gość

Tak bardzo się zgadzam, że ja Ci tylko serduszko zostawię <3

Milena
Gość
Milena

Dla mnie niewiedza ma akurat znaczenie pozytywne, mówię komuś że nie wiem, ale chętnie się dowiem i nauczę się czegoś nowego 🙂 Ale miałam już przypadek, że ktoś chciał mnie “pogrążyć”, że nie znam znaczenia jakiegoś słowa w slangu po angielsku, a ja wprost powiedziałam, że nie spotkałam jeszcze tego słowa ale zaraz znajdziemy o co chodzi i się dowiemy 🙂

Angelina
Gość
Angelina

Też mam ostatnio podobne podejście. Jednak jest mi trudno z tym na uczelni. Szczególnie jak prowadzący przy pytaniu patrzy jak na debila i karze doczytać w literaturze. Ale hej mam prawo nie wiedziec przecież na uczelni powinno się uczyć i tłumaczyć po to tam jestem. To samo mam wrażenie jest w szkołach za miast uczyć i upewnić się, że klasa zrozumiała nauczyciel często gani i każe przy tablicy jak ktoś nie potrafi.

Tesia
Gość
Tesia

Ha, przeżywam to właśnie z językiem x) tak się porobiło że spędzam ten miesiąc we Francji, ale nie na zwiedzaniu turystycznych miejsc, tylko wśród lokalsów, ale tak totalnie – obecnie w wiosce w górach, 60 mieszkańców. Znam ledwie postawy podstaw francuskiego i bariera językowa daje o sobie znać. Ciągle. Francuzi naprawdę unikają mówienia po angielsku jak tylko mogą. Z przyjemnością wykorzystuję tą przygodę na naukę żywego języka, ale wymagało to ode mnie wypracowania właśnie tej postawy o której piszesz – zamiast siedzieć cicho w kącie i wstydzić się że nic nie rozumiem (bo kto nie umi tutaj mówić w fr,… Czytaj więcej »

Paulina Kukurka
Gość
Paulina Kukurka

Bardzo mądry artykuł. Ja niestety miałam taką już na szczęście byłą koleżankę, który krytykowała mnie jak czegoś nie wiedziałam, co ona wiedziała, a ja po prostu interesowałam się innymi tematami. Tak samo jak mnie kiedyś pytała o skałę na zajęciach terenowych z geologii, co było naszymi studiami i usłyszałam “Po co będę Cię pytała. I tak gówno wiesz”. Pomyślałam takie, biegnij, bo będą ofiary w ludziach. I tak koniec końców rzuciłam te studia, ale nie mówi się tak komuś (chamstwo wszędzie). Nie wstydzę się mówić, że czegoś nie wiem, nawet jeśli ta rzecz jest oczywista, bo po co udawać? Człowiek… Czytaj więcej »

Jagodowa^^
Gość

Bardzo dobre i zdrowe podejście do życia 🙂 To dość podobne do umiejętności przyznania się do błędu – z tym wielu ludzi też ma problem.

Natalia Sowińska
Gość
Natalia Sowińska

Mam wrażenie, że takie zachowanie często bierze się z poczucia, że nie jesteśmy wystarczająco mądrzy, oczytani, itp. i jednocześnie chcemy ukryć to przed innymi bo co ‘jak się wyda’. Tak przynajmniej było w moim przypadku przez lata 😉 pamiętam, jak po przyjeździe do innego kraju kilka LAT (!) bałam się swobodnie odezwać ze strachu, że powiem coś w niepoprawny sposób i ‘wyda się’ jaka to ja jestem głupiutka. Mimo, że język znałam na wysokim poziomie… Dopiero po długim czasie szeroko pojętego samorozwoju pozwoliłam sobie na więcej luzu i akceptacji siebie. Razem z tym pozwoliłam sobie nie wiedzieć pewnych rzeczy –… Czytaj więcej »

Olek
Gość
Olek

I co to jest bouillabaisse?

Agifra
Gość
Agifra

Mi osobiście podoba się takie podejście i sama nie nam problemu z tym żeby przyznać się do niewiedzy. To zabrzmiało jakbym miała się przyznać do jakiejś zbrodni 😉 Gdy rozmawiam na temat, o którym nie wiem nic albo wiem niewiele to używam sformułowań “słyszałam, że”, “wydaje mi się”, “nie jestem pewna”. Nic mi to nie ujmuje a rozmówca zazwyczaj wyjaśnia temat lub naprowadza na dobry trop 😊 Poza tym jak słusznie zauważyłaś jeśli ktoś dobrze ogarnia temat i rozmawia z osobą, która się na nim nie zna ale gra “fachowca” w danej dziedzinie to i tak to zauważy i prawdopodobnie… Czytaj więcej »

Monika Mo
Gość

Od kiedy mam dziecko – nie wstydzę się nic a nic, że czegoś nie wiem, bo zasypywana codziennie pytaniami od czapy, z kosmosu albo z choinki urwanymi – orientuję się, że nie wiem więcej niż wiem.

daria-porcelain.pl
Gość

dosłownie takie samo wrażenie miałam w pracy, gdy wszyscy zaczynali opowiadać o jakiś filmach fantasy, a takie branże mnie nie kręcą 😀

Blog o gotowaniu

bbika
Gość
bbika

Mój chłopak miał kiedyś kumpla, obaj niby mechanicy samochodowi. Pomagali sobie, rozmawiali o autach, częściach i takich tam (z czego ja rozumiałam zazwyczaj tylko marki samochodów ;)). Irytujące (dla chłopaka) zaczęło być, gdy kumpel wymądrzał się, że taka a taka część to powinna być tej a tej firmy, a zamontowana to już w ogóle w jakiś zupełnie inny sposób, a tak poza tym, to on wie wszystko na ten temat. W rzeczywistości – gadał zwykłe durnoty, pojęcia nie miał jak coś powinno funkcjonować (a była to wiedza podręcznikowa raczej). Szybko stał się byłym kolegą, bo nikt nie chciał z nim… Czytaj więcej »

Klaudia Jaroszewska
Gość

ja jak czegoś nie wiem, to przeważnie też to mówię, albo proszę kogoś, by mi przybliżył temat 😉

archigame.pl
Gość

Ooooo! Dobre. Mam 30 lat, a jeszcze do niedawna miałem takie uczucie, że jestem głupszy jak czegoś nie wiem. Znaczy, w zasadzie nadal uważam się za nieoczytaną osobę, ale przynajmniej nie zgrywam znawcy jak czegoś nie wiem. Zazwyczaj w takich momentach sugeruję rozmówcy by mi o czymś opowiedział, a wtedy być może i ja się czegoś nauczę. Zwłaszcza w nowych miejscach miałem ten problem. Teraz staram się dużo uśmiechać i mówić prosto z mostu, że czegoś nie wiem. Trzeba odbić piłeczkę. Załóżmy, że zaczynamy rozmowę nt. książki, którą lubimy a po kilku minutach okazuje się, że nasz rozmówca nie ma… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Lepiej powiedzieć “nie jestem pewna” niż udawać znawcę przed kimś, kto może nas bardzo łatwo zagiąć. Niewiedza nie jest grzechem, dopiero brak chęci walki z nią.

moja codziennosc
Gość

Pamiętam, że kiedyś w 3 klasie, gdy byłam w bibliotece szkolnej, moja koleżanka powiedziała coś o FBI, a ja powiedziałam, że nie wiem co to jest. Wtedy ona mnie wyśmiała: ,,Serio?! Nie wiesz co to jest?!” i zaczęła potem chodzić po bibliotece i mówić wszystkim z mojej klasy: ,,Ej! (Moje imię) nie wie co to FBI!”. I to nie była jedyna taka sytuacja. Za każdym razem, gdy czegoś nie wiedziałam, robiła z tego wielką sensację. Przez to zaczęłam się wsydzić tego, że czegoś nie wiem. Ja sama rozumiem, że ktoś może nie znać tego o czym mówię.

Weronika
Gość

Przyznaję się, że czegoś nie wiem i pytam się o co chodzi. Tłumaczę sobie to w ten sposób “no przecież mnie nie zjedzą jak się o to zapytam ” i pomaga, bo wtedy nie boję się pytać.

Lusi
Gość

Doskonale pamiętam pewna lekcje w szkole policealej. Babeczka kazała po kolei wymieniać przykłady na jakiś tam temat. Ja siedziałam na samym końcu i wszystkie odpowiedzi, które miałam w głowie zostaly już wypowiedziane. No i zonk. Przyszła moja kolej i powiedziałam nie wiem i że nie mam pomysłu a ona nie…. Dalej wlepia we mnie swoje gały. Na dodatek powiedziała że jak czegoś nie powiem to cała klasa nie wyjdzie na przerwę. No więc trochę sobie posiedzielismy a potem ktoś krzyknął że chyba wszystko zostało już powiedziane. Odpuscila. Chore w Ch…..

AGNIESZKA
Gość

Ja rowniez kiedys wstydzilam sie, ze czegos nie wiem. Wynikalo to z poczucia nizszosci i zaklopotania, bo z malej wsi przeprowadzilam sie do Warszawy. Wydawalo mi sie, ze wszyscy tam wszystko wiedza, wszedzie byli a ja bylam nieobyta i troszke “dzika”. Odnosze tez wrazenie, ze umiejetnosc przyznania sie do niewiedzy przychodzi wraz z pewnoscia siebie, kiedy juz wie sie, ze duzo sie wie 😉 , duzo umie, wiele widzialo i ma tzw. doswiadczenie zyciowe. Ta pewnosc siebie pozwala rowniez na bycie autentycznym, nieudawanie, przyznanie sobie prawa do bycia niedoskonalym. Pozwala tez na ciagle uczenie sie, na ciekawosc swiata i zywy… Czytaj więcej »

Previous
Zdrowe shoty – przepisy na moje ulubione
Dlaczego już nie wstydzę się, że czegoś nie wiem