Ta jedna osoba, która zawsze wystroi się bardziej niż wszyscy inni to ja 🙈 ale powód jest prosty! 👗Sukienki zajmują dużo mniej miejsca w walizce i głowie. Dlaczego głowie? Bo redukują liczbę podejmowanych decyzji - nie muszę się zastanawiać jaka góra pasuje do jakieś spódnicy. 
Steve Jobs nosił nieśmiertelne jeansy i golf i w ogóle się nie zastanawiał😅. Ja przyznaję - uwielbiam sukienki a swoje łowcze instynkty zaspokajam w lumpeksach. Od kiedy stać mnie na sukienki, zupełnie nie jarają mnie zwykłe zakupy💁🏻‍♀️.
Za to wciąż jarają mnie podróże! Dzisiaj udało się ogarnąć plan na 10 dni w Gruzji! Kutaisi, Tibilisi, Batumi i Kazbegi. Góry, morze, jedzenie, może opera, może te szalone dziwne łaźnie siarkowe, w których ktoś myje cię mokrą szmatą - will see! 
Znam sporo ciekawostek, ale wyjątkowo nie będę czytać nic o kulturze, żeby się nie uprzedzać. Najpierw zobaczę, potem poczytam, opinię wyrobię sobie po fakcie. Oponę pewnie w trakcie🤣

Luźny wpis o niczym, by wyrzucić myśli z głowy ;) #Budapeszt #Budapest #gellert #gellerthill #monument #reddress #ladyinred #sukienka #100dnibezspodni #podróże #podróżemałeiduże #girlswhotravel #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc 
Fot: @agnieszkazysk

Ta jedna osoba, która zawsze...

Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Dlaczego już nie wstydzę się, że czegoś nie wiem

Jestem na imprezie, fantastycznie się rozmawia i czuję się świetnie w tym towarzystwie. Nagle rozmowa schodzi na film, którego nie oglądałam. Totalny klasyk, ale go nie znam. Nie włączam się do dyskusji bo nie wiem o co chodzi. Nagle ktoś mnie zapytał co sądzę o filmie. Odpowiedziałam szczerze, że w sumie to nic, bo choć jestem zaintrygowana tematem to filmu nie wiedziałam. Nic złego mi się nie stało.
W drodze do toalety dołączyła do mnie koleżanka,  chwilę wcześniej żywo zaangażowana  w dyskusję o filmie. Powiedziała, że w sumie to mnie za to podziwia.
 Moja twarz musiała wyglądać jak twarz zdziwionego Nicka Younga, bo patrząc na mnie szybko wyjaśniła, że “to”, to umiejętność przyznania się, że czegoś nie wiem. Bo ona w sumie to też nie oglądała tego filmu, ale było jej wstyd że ktoś się zdziwi, że nie zna klasyka i uzna ją przez to za głupią.
Są w życiu takie momenty, że muszę się zatrzymać, spojrzeć na kogoś pytająco i przetrawić to, co do mnie powiedział, bo nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że można w ten sposób myśleć.
Wiem wiele różnych rzeczy, ale wielu nie wiem. Nie da się znać na wszystkim! 
Ostatnio podobna dyskusja rozpętała się na moim instagramie. Napisałam, że  zachwycam się Madrytem, ale choć jest dla mnie fascynujący architektonicznie, to nie umiem o tej architekturze nic mądrego powiedzieć, bo to dla mnie zaanwasowana magia.
Od razu pojawił się ktoś kto zapytał po co chwalić się niewiedzą, zamiast poczytać wikipedię.
Oh God, to jest właśnie podejście, którego tak nie lubię w życiu! Taka niby erudycja, próba błyszczenia przez posługiwanie się powierzchowną, naskórkową wiedzą i paroma mądrymi ogólnikami. Cudowne gdy masz egzamin ustny z czegoś, o czym nie masz bladego pojęcia, ale nie generalnie w życiu.
Nie przeczę, gdy ciągnęłam dwa kierunki studiów nie zdążyłam przeczytać wszystkich lektur, zdarzyło się że dostałam piątkę z egzaminu ustnego dotyczącego książki, o której NIC nie wiedziałam, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że to była jedyna której nie zdążyłam ogarnąć (i nadrobiłam ją później). Życie to jednak nie egzamin z pytaniami dotyczącymi wiedzy deklarytywnej (wiem co, kto, kiedy…).
Ojciec mojej mamy całe życie spędził na kanapie krytykując uczestników biorących udział w programach typu Jeden z dziesięciu czy Milionerzy. Rozwiązywał całymi dniami krzyżówki i rzeczywiście pewnie wiedział ile węgla wydobywa się rocznie w Kazachstanie, ale co z tego, skoro nigdy nie wiedział ile mam lat ani w ogóle nic o mnie. I to nie dlatego, że mnie nie widywał, bo potrafiłam spędzić u niego trzy godziny i nie wymienić ani jednego znaczącego zdania. Ilekroć słyszę kogoś z “nie rozumiem jak można nie wiedzieć…” widzę przed oczyma Ryszarda i jego głupkowaty uśmieszek pogardy. Wiedza encyklopedyczna nie czyni nikogo bardziej wartościowym człowiekiem :).
Jest taka książka o tytule Jak rozmawiać o książkach, kórych się nie czytałoOd razu uprzedzam – nie przeczytałam całej, tylko interesujące mnie części😉. Porusza wiele zagadnień, między innymi to, czy powinniśmy wykluczać się z rozmów o czymś, o czym coś tam słyszeliśmy, gdzieś trochę poczytaliśmy ale wiemy niewiele. Albo czy można rozmawiać o książce przeczytanej lata temu, ale takiej, z której niewiele pamiętamy. 
Książka Bayarda trochę zdejmuje ten ciężar obowiązku znania się na wszystkim. Jasne, jest jakaś wiedza ogólna, którą wypada mieć, ale to żaden wstyd czegoś nie rozumieć i coś pytać. Bo w moim o przykładzie z architekturą Madrytu kluczowe jest to, że w opisie zawarłam info o tym, że się o niej uczę.
Nie wiem czy po prostu chcemy brzmieć mądrze i lubimy strugać znawców po lekturze jednego artykułu na wikipedii, czy się wstydzimy ale kompletnie nie rozumiem dlaczego i po co.
Jakbyśmy naprawdę musieli wiedzieć wszystko o wszystkim. Szczególnie ukochany mi Freddie był wiecznie poirytowany pytaniami o znaczenie jego utworów. Czy sztuka nie może być dla nas wartościowa przez to jak ją odbieramy i jakie emocje nam temu odbiorowi towarzyszą?

Nie wstydzę się, że pytam za granicą jak wymówić nazwę potrawy której nie znam. Ba! Nie wstydzę się zapytać czym ona jest. Są nazwy, które brzmią bardziej jak dziwna choroba weneryczna niż jak jedzenie. Na przykład bouillabaisse. Serio, nie wiedziałam co to jest.
I powiem szczerze, że od kiedy wyrosłam z tego poczucia, że wstyd czegoś nie wiedzieć, to żyje mi się dużo przyjemniej i milej. O ile wiem gdzie poszukać odpowiedzi albo kogo zapytać – wszystko jest okej. Na pewno wolę przyznać, że czegoś (jeszcze!) nie wiem, niż strugać znawcę po lekturze randomowego artykułu na wiki. Właśnie wtedy byłoby mi wstyd.
Jestem ciekawa, jak jest u Was. Wstydzicie się? Udajecie, że wiecie o co chodzi, czy jesteście szczerzy? Moim zdaniem często jest tak, że  znający się na rzeczy rozmówca i tak zazwyczaj widzi, że pod płaszczykiem tej niby erudycji skrywacie brak wiedzy😉


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

25
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
AniamalujeAGNIESZKALusiWeronikamoja codziennosc Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nela
Gość

Oj taak, mój temat 😂 W którymś momencie zorientowałam się, że w 99% przypadków, kiedy przyznasz się że czegoś nie wiesz to ktoś będzie przeszczęśliwy, że może ci to opowiedzieć. A jeśli mowa o “jak można nie znać klasyka” to zawsze biorę pod uwagę, że istnieje już tyle filmów, i każdy dla innego środowiska będzie bardziej lub mnie “klasyczny” (np. w jednej grupie powiedzenie, że nie widziało się Psów, ale Wesele tak to przypał, a w drugiej największy atut), a filmy mają tylko 100 lat! Więc temat książek pominę 😂 Dla mnie wielkim problemem zawsze była niewiedza w szkole /… Czytaj więcej »

Lana Winters
Gość
Lana Winters

Wstyd minął z wiekiem 🙂 Nauczam dzieci i jeżeli czegoś nie wiem, to po prostu mówię, że nie wiem. Ale dowiem się. Tak też wygląda to w życiu – nie muszę wiedzieć wszystkiego, ale dowiaduję się tego, na czym mi zależy. Pozdrawiam!

Kris
Gość
Kris

Aniu – mimo że dzieli nas spora różnica wieku to mam wrażenie że jesteś moją przyrodnią siostrą 🙂 Sposób w jaki piszesz i Twoje spojrzenie na świat sprawiają że wszystko staje się takie łatwe. Ja zawsze staram się mówić prawdę więc i w przypadku takiej sytuacji nie mogłoby być inaczej – jeśli czegoś nie wiem to o tym jasno otwarcie mówię 🙂 pozdrawiam

Olga Siemoniak
Gość

Tak bardzo się zgadzam, że ja Ci tylko serduszko zostawię <3

Milena
Gość
Milena

Dla mnie niewiedza ma akurat znaczenie pozytywne, mówię komuś że nie wiem, ale chętnie się dowiem i nauczę się czegoś nowego 🙂 Ale miałam już przypadek, że ktoś chciał mnie “pogrążyć”, że nie znam znaczenia jakiegoś słowa w slangu po angielsku, a ja wprost powiedziałam, że nie spotkałam jeszcze tego słowa ale zaraz znajdziemy o co chodzi i się dowiemy 🙂

Angelina
Gość
Angelina

Też mam ostatnio podobne podejście. Jednak jest mi trudno z tym na uczelni. Szczególnie jak prowadzący przy pytaniu patrzy jak na debila i karze doczytać w literaturze. Ale hej mam prawo nie wiedziec przecież na uczelni powinno się uczyć i tłumaczyć po to tam jestem. To samo mam wrażenie jest w szkołach za miast uczyć i upewnić się, że klasa zrozumiała nauczyciel często gani i każe przy tablicy jak ktoś nie potrafi.

Tesia
Gość
Tesia

Ha, przeżywam to właśnie z językiem x) tak się porobiło że spędzam ten miesiąc we Francji, ale nie na zwiedzaniu turystycznych miejsc, tylko wśród lokalsów, ale tak totalnie – obecnie w wiosce w górach, 60 mieszkańców. Znam ledwie postawy podstaw francuskiego i bariera językowa daje o sobie znać. Ciągle. Francuzi naprawdę unikają mówienia po angielsku jak tylko mogą. Z przyjemnością wykorzystuję tą przygodę na naukę żywego języka, ale wymagało to ode mnie wypracowania właśnie tej postawy o której piszesz – zamiast siedzieć cicho w kącie i wstydzić się że nic nie rozumiem (bo kto nie umi tutaj mówić w fr,… Czytaj więcej »

Paulina Kukurka
Gość
Paulina Kukurka

Bardzo mądry artykuł. Ja niestety miałam taką już na szczęście byłą koleżankę, który krytykowała mnie jak czegoś nie wiedziałam, co ona wiedziała, a ja po prostu interesowałam się innymi tematami. Tak samo jak mnie kiedyś pytała o skałę na zajęciach terenowych z geologii, co było naszymi studiami i usłyszałam “Po co będę Cię pytała. I tak gówno wiesz”. Pomyślałam takie, biegnij, bo będą ofiary w ludziach. I tak koniec końców rzuciłam te studia, ale nie mówi się tak komuś (chamstwo wszędzie). Nie wstydzę się mówić, że czegoś nie wiem, nawet jeśli ta rzecz jest oczywista, bo po co udawać? Człowiek… Czytaj więcej »

Jagodowa^^
Gość

Bardzo dobre i zdrowe podejście do życia 🙂 To dość podobne do umiejętności przyznania się do błędu – z tym wielu ludzi też ma problem.

Natalia Sowińska
Gość
Natalia Sowińska

Mam wrażenie, że takie zachowanie często bierze się z poczucia, że nie jesteśmy wystarczająco mądrzy, oczytani, itp. i jednocześnie chcemy ukryć to przed innymi bo co ‘jak się wyda’. Tak przynajmniej było w moim przypadku przez lata 😉 pamiętam, jak po przyjeździe do innego kraju kilka LAT (!) bałam się swobodnie odezwać ze strachu, że powiem coś w niepoprawny sposób i ‘wyda się’ jaka to ja jestem głupiutka. Mimo, że język znałam na wysokim poziomie… Dopiero po długim czasie szeroko pojętego samorozwoju pozwoliłam sobie na więcej luzu i akceptacji siebie. Razem z tym pozwoliłam sobie nie wiedzieć pewnych rzeczy –… Czytaj więcej »

Olek
Gość
Olek

I co to jest bouillabaisse?

Agifra
Gość
Agifra

Mi osobiście podoba się takie podejście i sama nie nam problemu z tym żeby przyznać się do niewiedzy. To zabrzmiało jakbym miała się przyznać do jakiejś zbrodni 😉 Gdy rozmawiam na temat, o którym nie wiem nic albo wiem niewiele to używam sformułowań “słyszałam, że”, “wydaje mi się”, “nie jestem pewna”. Nic mi to nie ujmuje a rozmówca zazwyczaj wyjaśnia temat lub naprowadza na dobry trop 😊 Poza tym jak słusznie zauważyłaś jeśli ktoś dobrze ogarnia temat i rozmawia z osobą, która się na nim nie zna ale gra “fachowca” w danej dziedzinie to i tak to zauważy i prawdopodobnie… Czytaj więcej »

Monika Mo
Gość

Od kiedy mam dziecko – nie wstydzę się nic a nic, że czegoś nie wiem, bo zasypywana codziennie pytaniami od czapy, z kosmosu albo z choinki urwanymi – orientuję się, że nie wiem więcej niż wiem.

daria-porcelain.pl
Gość

dosłownie takie samo wrażenie miałam w pracy, gdy wszyscy zaczynali opowiadać o jakiś filmach fantasy, a takie branże mnie nie kręcą 😀

Blog o gotowaniu

bbika
Gość
bbika

Mój chłopak miał kiedyś kumpla, obaj niby mechanicy samochodowi. Pomagali sobie, rozmawiali o autach, częściach i takich tam (z czego ja rozumiałam zazwyczaj tylko marki samochodów ;)). Irytujące (dla chłopaka) zaczęło być, gdy kumpel wymądrzał się, że taka a taka część to powinna być tej a tej firmy, a zamontowana to już w ogóle w jakiś zupełnie inny sposób, a tak poza tym, to on wie wszystko na ten temat. W rzeczywistości – gadał zwykłe durnoty, pojęcia nie miał jak coś powinno funkcjonować (a była to wiedza podręcznikowa raczej). Szybko stał się byłym kolegą, bo nikt nie chciał z nim… Czytaj więcej »

Klaudia Jaroszewska
Gość

ja jak czegoś nie wiem, to przeważnie też to mówię, albo proszę kogoś, by mi przybliżył temat 😉

archigame.pl
Gość

Ooooo! Dobre. Mam 30 lat, a jeszcze do niedawna miałem takie uczucie, że jestem głupszy jak czegoś nie wiem. Znaczy, w zasadzie nadal uważam się za nieoczytaną osobę, ale przynajmniej nie zgrywam znawcy jak czegoś nie wiem. Zazwyczaj w takich momentach sugeruję rozmówcy by mi o czymś opowiedział, a wtedy być może i ja się czegoś nauczę. Zwłaszcza w nowych miejscach miałem ten problem. Teraz staram się dużo uśmiechać i mówić prosto z mostu, że czegoś nie wiem. Trzeba odbić piłeczkę. Załóżmy, że zaczynamy rozmowę nt. książki, którą lubimy a po kilku minutach okazuje się, że nasz rozmówca nie ma… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Lepiej powiedzieć “nie jestem pewna” niż udawać znawcę przed kimś, kto może nas bardzo łatwo zagiąć. Niewiedza nie jest grzechem, dopiero brak chęci walki z nią.

moja codziennosc
Gość

Pamiętam, że kiedyś w 3 klasie, gdy byłam w bibliotece szkolnej, moja koleżanka powiedziała coś o FBI, a ja powiedziałam, że nie wiem co to jest. Wtedy ona mnie wyśmiała: ,,Serio?! Nie wiesz co to jest?!” i zaczęła potem chodzić po bibliotece i mówić wszystkim z mojej klasy: ,,Ej! (Moje imię) nie wie co to FBI!”. I to nie była jedyna taka sytuacja. Za każdym razem, gdy czegoś nie wiedziałam, robiła z tego wielką sensację. Przez to zaczęłam się wsydzić tego, że czegoś nie wiem. Ja sama rozumiem, że ktoś może nie znać tego o czym mówię.

Weronika
Gość

Przyznaję się, że czegoś nie wiem i pytam się o co chodzi. Tłumaczę sobie to w ten sposób “no przecież mnie nie zjedzą jak się o to zapytam ” i pomaga, bo wtedy nie boję się pytać.

Lusi
Gość

Doskonale pamiętam pewna lekcje w szkole policealej. Babeczka kazała po kolei wymieniać przykłady na jakiś tam temat. Ja siedziałam na samym końcu i wszystkie odpowiedzi, które miałam w głowie zostaly już wypowiedziane. No i zonk. Przyszła moja kolej i powiedziałam nie wiem i że nie mam pomysłu a ona nie…. Dalej wlepia we mnie swoje gały. Na dodatek powiedziała że jak czegoś nie powiem to cała klasa nie wyjdzie na przerwę. No więc trochę sobie posiedzielismy a potem ktoś krzyknął że chyba wszystko zostało już powiedziane. Odpuscila. Chore w Ch…..

AGNIESZKA
Gość

Ja rowniez kiedys wstydzilam sie, ze czegos nie wiem. Wynikalo to z poczucia nizszosci i zaklopotania, bo z malej wsi przeprowadzilam sie do Warszawy. Wydawalo mi sie, ze wszyscy tam wszystko wiedza, wszedzie byli a ja bylam nieobyta i troszke “dzika”. Odnosze tez wrazenie, ze umiejetnosc przyznania sie do niewiedzy przychodzi wraz z pewnoscia siebie, kiedy juz wie sie, ze duzo sie wie 😉 , duzo umie, wiele widzialo i ma tzw. doswiadczenie zyciowe. Ta pewnosc siebie pozwala rowniez na bycie autentycznym, nieudawanie, przyznanie sobie prawa do bycia niedoskonalym. Pozwala tez na ciagle uczenie sie, na ciekawosc swiata i zywy… Czytaj więcej »

Previous
Zdrowe shoty – przepisy na moje ulubione
Dlaczego już nie wstydzę się, że czegoś nie wiem