Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?

Ten wpis chodzi za mną od grudnia, ale z moim pisaniem jest jak z ochotą na śledzie. Pojawia się równie szybko co znika. Zrobiłam zdjęcia, coś tam sobie zaplanowałam i sprawę olałam.

Z jednej strony trochę mi przykro, że dyskusji o prezentach książkowych nie pociągnęłam dalej. Z drugiej – przecież o to mi chodzi – by nikt nie wszedł mi na głowę. Bym pisała co chcę, kiedy chcę i jak chcę. Bez presji. Za to pokochałam blogowanie jako nastolatka. Za to chcę kochać je nadal. Cenię sobie komentarze, opinie i sugestie, ale “ostatnie słowo należy do mnie”.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu trochę inaczej przyglądam się książkom. Ciągle dostaję jakieś przesyłki od wydawnictw. W grudniu nawet planowałam poradnik prezentowy ale… wycofałam się. 
Spotkałam się ze zdaniem, że książka to słaby prezent. Że jak ktoś nie wie co kupić, to kupuje właśnie książkę. Że ciężko jest trafić w gust danej osoby. 
Cóż, ja uważam, że książka to rewelacyjny pomysł na prezent. Ale nie każda i nie dla każdego.
Ile z tych książek reklamowałam na swoim blogu?
Zgadza się. Żadnej.
Kilka lat temu pomyślałabym – wow, dostawać tyle książek to cudowna sprawa. Dzisiaj nie czuję wielkiej ekscytacji. To jak kolejny, niepotrzebny kubek.
Z powyższej listy mogę polecić książkę Kasi Ogórek – jest ślicznie wydana, ucieszy wszystkie osoby lubiące DIY. Jasne, DIY można znaleźć też na Kasiu blogu czy na Pinterest, ale kupno książki jest pewną formą podziękowania autorowi.
Twoje DIY ucieszy nauczycielki przedszkola, edukacji wczesnoszkolnej, wychowawców. Mamy i tak zwane (pieszczotliwie!) Grażyny.
Mówię to, chociaż wydawnictwo (lub ktoś inny odpowiedzialny za wysyłkę) spieprzyło wszystko koncertowo. Dostałam książkę, pędzel, farbki i szklaną witrynkę z której miałam zrobić DIY z książką Kasi. Szybka była zbita, ja sobie pokaleczyłam dłonie wyciągając zawartość przesyłki. Ale to mnie nie zniechęciło. Książka jest fajnym prezentem dla wielbicieli DIY. I moja osobista sympatia dla Kasi nie ma tu znaczenia, bo bardzo lubię też inną Kasię – z bloga Simplicite  a “Chcieć mniej” nie przekonało mnie do minimalizmy ani trochę. Ponownie – nie znaczy to, że książka jest zła. Jest lekko i przyjemnie napisana i z pewnością pomoże wielu osobom. Po prostu nie jest dla mnie. Podobnie jak poradniki o wędkarstwie. Za to bardzo lubię zaglądać na blog Piękno i minimalizm, który śledzę od czasów gdy był bardziej o urodzie. Bogusia wykonuje najpiękniejsze (moim zdaniem) makijaże w całej blogosferze. 
Resztę książek przekartkowałam. Naczelnych z park Avenue nie dałam rady skończyć, opisywane tam życie jest dla mnie próżne i nudne. Damy ze skazą czytam powoli. Książka o silnych kobietach z naszej historii. Zastanawiam się czemu tych mądrych babek wcześniej nie znałam. Wielki ukłon dla autora za pokazanie bardziej kobiecej strony historii.
Cała reszta przekartkowana lub przeczytana w 20%. A nie, przepraszam – Młoda bez skalpela to bardzo ciekawa książka.
Doskonale zatem wiem, że książka może być cudownym prezentem, ale też czymś co tylko będzie zagracać półki. 
Zatem nie odkrywając koła na nowo – książka to rewelacyjny prezent. O ile dobrze dopasujemy ją do obdarowywanego. 
Jest też praktyczna o tyle, że można ją sprzedać za 70% wartości :)).
W przeciwieństwie do tych z adnotacją “egzemplarz próbny” “egzemplarz testowy” “przed ostateczną korektą” 😜. Nie no, trochę żartuję. Obdaruję tymi książkami innych.
Stoję przed dylematem kogo obdarować dwoma ostatnimi egzemplarzami mojej książki w ramach akcji #zpoleceniaaniamaluje
Moim zdaniem – ta książka nie jest dla każdego.  I w chwili obecnej wybór jest dla mnie niewyobrażalnie ciężki. 
 Jak widzicie – pisałam książkę dla bardzo początkujących. Najprościej jak się dało. A najwięcej czasu zajęło mi usuwanie zbędnej i niepotrzebnej treści…
I tutaj płynnie chciałam dojść do wyzwań czytelniczych.
Co o nich sądzę?
Przede wszystkim – książki są zbyt gloryfikowane. Książka książce nierówna. Znam osoby, które nie czytają książek prawie wcale. Uczą się z rozmów z innymi, z filmów, ze sztuki. Z obserwacji. Może nie zawsze potrafią ubrać to w tak piękne słowa jak czytający, ale nie zgodzę się z tym, że są jacyś gorsi i mniej wartościowi od osób czytających. 
Dzisiaj wystarczy stworzyć ładną okładkę, która będzie pięknie wyglądać na instagramie. Złote literki, ładny font, cokolwiek. Opakować coś oczywistego jakimś hasłem. Była moda na Paryżanki, na slow life, na wege, teraz jest moda na Hygge, za rok będzie na coś innego. A ludzie konsumują i konsumują te książki i wciąż niewiele zmieniają w swoim życiu.
Tworząc swoją książkę myślałam o znanych mi badaniach. O tym, że książki są drogie (z czego autor ma najmniej, ale to nie są sprawy, które muszą obchodzić czytelnika). Że nie ma nowych tytułów w bibliotekach. Że ludzie nie mają czasu.
I nie chcę ich tu obwiniać. Ludzie ciężko i długo pracują, mało z tego mają. Osobiście gdy słyszę, że gender i ekologia są ważniejsze od bezrobocia, to mam ochotę zdzielić autorów takich wypowiedzi jakimiś książkami przez łeb. Jeśli ktoś zarabia 1500 zł, żyje z drugą połówką zarabiającą dajmy na to 2500 i mają kredyt hipoteczny oraz dwójkę dzieci, to ich problemem nie jest żaden gender ani los orangutanów w jakimś odległym kraju, tylko jak ugotować obiad i spłacać kredyt na czas. Dla nich problemem jest co zrobić gdy w małżeństwie się nie układa, bo kredyt łączy silniej niż dzieci.  I to, że nikt sobie nie poradzi z rozwodem ekonomicznie. I nikt też nie będzie się zastanawiał nad etyczną hodowlą kurczaków, bo ten szczęśliwy kurczak kosztuje dużo więcej od tego nieszczęśliwego.
Dlatego w lipcu 2013 po napisaniu własnej książki, zrobiłam sobie w legimi wyzwanie ile książek dam radę przeczytać. Przeczytałam bardzo dużo. Ile z nich pamiętam dzisiaj, po 3 latach? Bardzo niewiele. Nie zmieniły mojego życia. Ale pomogły mi zrobić coś ważniejszego.
Zrozumieć co wkurza mnie w książkach tego typu. 
W efekcie moja książka bardzo, bardzo schudła. Chciałam by finalnym produktem było coś, co szanuje czas grupy docelowej. Coś, co da się przeczytać w dwie godziny. W autobusie, w krótkiej przerwie. Chciałam pisać prosto, z przykładami z życia. I nie pouczać, a zainspirować i zasiać kilka małych myśli, które będą uwierały jak kamyczek w bucie tak długo, aż zostaną przepracowane. I tyle.
Gdy moja książka znalazła się w empiku i innych sieciach i szybko została bestsellerem, czegoś mi brakowało. Poszukałam kontaktu do Legimi. Nie będąc wydawcą, a osobą prywatną chciałam za wszelką cenę znaleźć się w tej usłudze i dać możliwość przeczytania innym. Mając cichą nadzieję, że ktoś skorzysta z darmowego okresu próbnego, albo w cenie mojej książki z rozpędu przeczyta jeszcze ze dwie. I się udało.
(patrzcie jakie miałam w grudniu napuchnięte paluszki, zatrzymywanie wody level master)
W książkach nie liczy się ilość, ale jakość. Czytanie to nie wyścigi. Te wyzwania są durne…
Usłyszałam takie zdania setki razy. Tylko co Ci przeszkadza, że ktoś przeczyta te 52 książki i będzie publicznie aktualizował listę?
Zabrał ci coś? Ukradł? 
Czym Cię tak wkurzył? 
Widziałam takie wyzwania u różnych osób. Czytane przez nich książki wiele mi powiedziały. Co lubią, co ich relaksuje, jacy są.
A że nie wszystkie książki są głębokie?
Oj, nie muszą!
Pisałam o tym tekst – szukanie głębi na siłę.
Powiem Wam więcej – w gimnazjum przeczytałam 47 (a może 49?) tomów Sagi o Ludziach lodu. Czytadełka z wyglądzie harlequinów. Trochę seksu, zagadek kryminalnych, demonów, trochę o losach kobiet. Ale to jeden z tych tomów skłonił mnie do zastanowienia się nad etymologią słowa Lucyfer (z łac. – niosący światło). A to zainspirowało mnie do przeczytania “Jutrzenki”. I tak w moim życiu zagościł Nietzsche. A potem Jung. I Hesse. I tak kroczek po kroczku stanęło na Kabale.
Gdy ktoś pisze, że moja książka nie wniosła nic odkrywczego do jego życia – cieszę się. To znaczy, że jej nie potrzebował bo jest szczęśliwy i pozbawiony wielu negatywnych zachowań. Za to jestem zasmucona gdy ktoś mi pisze, że książka super, zmieniła jego życie… a potem angażuje się w plotki, obgadywanie, konsumuje pełne krytykanctwa treści i dokłada drwa do ognia nienawiści…
Dlatego tak – uważam, że książki są super. I że warto czytać. I że książki to świetne prezenty. O ile wszystko dobrze dobieramy – do siebie, do innych. Nie liczy się ile czytasz, ani nawet co czytasz, tylko co z tego wynosisz. 
I tak chcę właśnie myśleć o książkach. Jeśli z książki wyciągniesz jedną, jedyną informację która okaże się cenna – czas spędzony na lekturze nie był stracony. Z filmami to samo. Bardzo polecam notować te myśli i inspiracje-perełki. A potem wcielać je w życie.
Uprzedzając pytania:
grey midi dress with pockets
Ta szara sukienka midi z kieszeniami od dawna jest wyprzedana (klik). Można jednak śledzić, być może uzupełnią stan magazynowy. Na Wasze prośby i po głosowaniu na snapie, zamieszczam też podobne sukienki z linkami do sklepów w Polsce, do których towar można bez żadnego problemu zwrócić.
Szara midi (bardzo podobna!)
Aktualnie czytam świetną książkę bardzo w klimacie tego bloga. W odróżnieniu od komercyjnego shitu, bardzo fajna, podparta badaniami, związana z moją ukochaną grywalizacją. Pokazywałam na snapie, ale możecie też znaleźć ją tutaj. Dostałam w prezencie od agencji więc nie mam kontaktu z wydawnictwem czarna owca.  Pewnie nie uda się zrobić z tego żadnego konkursu, ale wstępnie – bardzo polecam! Mam nadzieję, że po lekturze nie zmienię zdania, ale już wiem komu ją pożyczę zaraz jak skończę 😀
Jestem ciekawa Twojej perspektywy. Czy książka to dobry prezent? A wyzwania książkowe?
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?
Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?