Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?

Ten wpis chodzi za mną od grudnia, ale z moim pisaniem jest jak z ochotą na śledzie. Pojawia się równie szybko co znika. Zrobiłam zdjęcia, coś tam sobie zaplanowałam i sprawę olałam.

Z jednej strony trochę mi przykro, że dyskusji o prezentach książkowych nie pociągnęłam dalej. Z drugiej – przecież o to mi chodzi – by nikt nie wszedł mi na głowę. Bym pisała co chcę, kiedy chcę i jak chcę. Bez presji. Za to pokochałam blogowanie jako nastolatka. Za to chcę kochać je nadal. Cenię sobie komentarze, opinie i sugestie, ale “ostatnie słowo należy do mnie”.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu trochę inaczej przyglądam się książkom. Ciągle dostaję jakieś przesyłki od wydawnictw. W grudniu nawet planowałam poradnik prezentowy ale… wycofałam się. 
Spotkałam się ze zdaniem, że książka to słaby prezent. Że jak ktoś nie wie co kupić, to kupuje właśnie książkę. Że ciężko jest trafić w gust danej osoby. 
Cóż, ja uważam, że książka to rewelacyjny pomysł na prezent. Ale nie każda i nie dla każdego.
Ile z tych książek reklamowałam na swoim blogu?
Zgadza się. Żadnej.
Kilka lat temu pomyślałabym – wow, dostawać tyle książek to cudowna sprawa. Dzisiaj nie czuję wielkiej ekscytacji. To jak kolejny, niepotrzebny kubek.
Z powyższej listy mogę polecić książkę Kasi Ogórek – jest ślicznie wydana, ucieszy wszystkie osoby lubiące DIY. Jasne, DIY można znaleźć też na Kasiu blogu czy na Pinterest, ale kupno książki jest pewną formą podziękowania autorowi.
Twoje DIY ucieszy nauczycielki przedszkola, edukacji wczesnoszkolnej, wychowawców. Mamy i tak zwane (pieszczotliwie!) Grażyny.
Mówię to, chociaż wydawnictwo (lub ktoś inny odpowiedzialny za wysyłkę) spieprzyło wszystko koncertowo. Dostałam książkę, pędzel, farbki i szklaną witrynkę z której miałam zrobić DIY z książką Kasi. Szybka była zbita, ja sobie pokaleczyłam dłonie wyciągając zawartość przesyłki. Ale to mnie nie zniechęciło. Książka jest fajnym prezentem dla wielbicieli DIY. I moja osobista sympatia dla Kasi nie ma tu znaczenia, bo bardzo lubię też inną Kasię – z bloga Simplicite  a “Chcieć mniej” nie przekonało mnie do minimalizmy ani trochę. Ponownie – nie znaczy to, że książka jest zła. Jest lekko i przyjemnie napisana i z pewnością pomoże wielu osobom. Po prostu nie jest dla mnie. Podobnie jak poradniki o wędkarstwie. Za to bardzo lubię zaglądać na blog Piękno i minimalizm, który śledzę od czasów gdy był bardziej o urodzie. Bogusia wykonuje najpiękniejsze (moim zdaniem) makijaże w całej blogosferze. 
Resztę książek przekartkowałam. Naczelnych z park Avenue nie dałam rady skończyć, opisywane tam życie jest dla mnie próżne i nudne. Damy ze skazą czytam powoli. Książka o silnych kobietach z naszej historii. Zastanawiam się czemu tych mądrych babek wcześniej nie znałam. Wielki ukłon dla autora za pokazanie bardziej kobiecej strony historii.
Cała reszta przekartkowana lub przeczytana w 20%. A nie, przepraszam – Młoda bez skalpela to bardzo ciekawa książka.
Doskonale zatem wiem, że książka może być cudownym prezentem, ale też czymś co tylko będzie zagracać półki. 
Zatem nie odkrywając koła na nowo – książka to rewelacyjny prezent. O ile dobrze dopasujemy ją do obdarowywanego. 
Jest też praktyczna o tyle, że można ją sprzedać za 70% wartości :)).
W przeciwieństwie do tych z adnotacją “egzemplarz próbny” “egzemplarz testowy” “przed ostateczną korektą” 😜. Nie no, trochę żartuję. Obdaruję tymi książkami innych.
Stoję przed dylematem kogo obdarować dwoma ostatnimi egzemplarzami mojej książki w ramach akcji #zpoleceniaaniamaluje
Moim zdaniem – ta książka nie jest dla każdego.  I w chwili obecnej wybór jest dla mnie niewyobrażalnie ciężki. 
 Jak widzicie – pisałam książkę dla bardzo początkujących. Najprościej jak się dało. A najwięcej czasu zajęło mi usuwanie zbędnej i niepotrzebnej treści…
I tutaj płynnie chciałam dojść do wyzwań czytelniczych.
Co o nich sądzę?
Przede wszystkim – książki są zbyt gloryfikowane. Książka książce nierówna. Znam osoby, które nie czytają książek prawie wcale. Uczą się z rozmów z innymi, z filmów, ze sztuki. Z obserwacji. Może nie zawsze potrafią ubrać to w tak piękne słowa jak czytający, ale nie zgodzę się z tym, że są jacyś gorsi i mniej wartościowi od osób czytających. 
Dzisiaj wystarczy stworzyć ładną okładkę, która będzie pięknie wyglądać na instagramie. Złote literki, ładny font, cokolwiek. Opakować coś oczywistego jakimś hasłem. Była moda na Paryżanki, na slow life, na wege, teraz jest moda na Hygge, za rok będzie na coś innego. A ludzie konsumują i konsumują te książki i wciąż niewiele zmieniają w swoim życiu.
Tworząc swoją książkę myślałam o znanych mi badaniach. O tym, że książki są drogie (z czego autor ma najmniej, ale to nie są sprawy, które muszą obchodzić czytelnika). Że nie ma nowych tytułów w bibliotekach. Że ludzie nie mają czasu.
I nie chcę ich tu obwiniać. Ludzie ciężko i długo pracują, mało z tego mają. Osobiście gdy słyszę, że gender i ekologia są ważniejsze od bezrobocia, to mam ochotę zdzielić autorów takich wypowiedzi jakimiś książkami przez łeb. Jeśli ktoś zarabia 1500 zł, żyje z drugą połówką zarabiającą dajmy na to 2500 i mają kredyt hipoteczny oraz dwójkę dzieci, to ich problemem nie jest żaden gender ani los orangutanów w jakimś odległym kraju, tylko jak ugotować obiad i spłacać kredyt na czas. Dla nich problemem jest co zrobić gdy w małżeństwie się nie układa, bo kredyt łączy silniej niż dzieci.  I to, że nikt sobie nie poradzi z rozwodem ekonomicznie. I nikt też nie będzie się zastanawiał nad etyczną hodowlą kurczaków, bo ten szczęśliwy kurczak kosztuje dużo więcej od tego nieszczęśliwego.
Dlatego w lipcu 2013 po napisaniu własnej książki, zrobiłam sobie w legimi wyzwanie ile książek dam radę przeczytać. Przeczytałam bardzo dużo. Ile z nich pamiętam dzisiaj, po 3 latach? Bardzo niewiele. Nie zmieniły mojego życia. Ale pomogły mi zrobić coś ważniejszego.
Zrozumieć co wkurza mnie w książkach tego typu. 
W efekcie moja książka bardzo, bardzo schudła. Chciałam by finalnym produktem było coś, co szanuje czas grupy docelowej. Coś, co da się przeczytać w dwie godziny. W autobusie, w krótkiej przerwie. Chciałam pisać prosto, z przykładami z życia. I nie pouczać, a zainspirować i zasiać kilka małych myśli, które będą uwierały jak kamyczek w bucie tak długo, aż zostaną przepracowane. I tyle.
Gdy moja książka znalazła się w empiku i innych sieciach i szybko została bestsellerem, czegoś mi brakowało. Poszukałam kontaktu do Legimi. Nie będąc wydawcą, a osobą prywatną chciałam za wszelką cenę znaleźć się w tej usłudze i dać możliwość przeczytania innym. Mając cichą nadzieję, że ktoś skorzysta z darmowego okresu próbnego, albo w cenie mojej książki z rozpędu przeczyta jeszcze ze dwie. I się udało.
(patrzcie jakie miałam w grudniu napuchnięte paluszki, zatrzymywanie wody level master)
W książkach nie liczy się ilość, ale jakość. Czytanie to nie wyścigi. Te wyzwania są durne…
Usłyszałam takie zdania setki razy. Tylko co Ci przeszkadza, że ktoś przeczyta te 52 książki i będzie publicznie aktualizował listę?
Zabrał ci coś? Ukradł? 
Czym Cię tak wkurzył? 
Widziałam takie wyzwania u różnych osób. Czytane przez nich książki wiele mi powiedziały. Co lubią, co ich relaksuje, jacy są.
A że nie wszystkie książki są głębokie?
Oj, nie muszą!
Pisałam o tym tekst – szukanie głębi na siłę.
Powiem Wam więcej – w gimnazjum przeczytałam 47 (a może 49?) tomów Sagi o Ludziach lodu. Czytadełka z wyglądzie harlequinów. Trochę seksu, zagadek kryminalnych, demonów, trochę o losach kobiet. Ale to jeden z tych tomów skłonił mnie do zastanowienia się nad etymologią słowa Lucyfer (z łac. – niosący światło). A to zainspirowało mnie do przeczytania “Jutrzenki”. I tak w moim życiu zagościł Nietzsche. A potem Jung. I Hesse. I tak kroczek po kroczku stanęło na Kabale.
Gdy ktoś pisze, że moja książka nie wniosła nic odkrywczego do jego życia – cieszę się. To znaczy, że jej nie potrzebował bo jest szczęśliwy i pozbawiony wielu negatywnych zachowań. Za to jestem zasmucona gdy ktoś mi pisze, że książka super, zmieniła jego życie… a potem angażuje się w plotki, obgadywanie, konsumuje pełne krytykanctwa treści i dokłada drwa do ognia nienawiści…
Dlatego tak – uważam, że książki są super. I że warto czytać. I że książki to świetne prezenty. O ile wszystko dobrze dobieramy – do siebie, do innych. Nie liczy się ile czytasz, ani nawet co czytasz, tylko co z tego wynosisz. 
I tak chcę właśnie myśleć o książkach. Jeśli z książki wyciągniesz jedną, jedyną informację która okaże się cenna – czas spędzony na lekturze nie był stracony. Z filmami to samo. Bardzo polecam notować te myśli i inspiracje-perełki. A potem wcielać je w życie.
Uprzedzając pytania:
grey midi dress with pockets
Ta szara sukienka midi z kieszeniami od dawna jest wyprzedana (klik). Można jednak śledzić, być może uzupełnią stan magazynowy. Na Wasze prośby i po głosowaniu na snapie, zamieszczam też podobne sukienki z linkami do sklepów w Polsce, do których towar można bez żadnego problemu zwrócić.
Szara midi (bardzo podobna!)
Aktualnie czytam świetną książkę bardzo w klimacie tego bloga. W odróżnieniu od komercyjnego shitu, bardzo fajna, podparta badaniami, związana z moją ukochaną grywalizacją. Pokazywałam na snapie, ale możecie też znaleźć ją tutaj. Dostałam w prezencie od agencji więc nie mam kontaktu z wydawnictwem czarna owca.  Pewnie nie uda się zrobić z tego żadnego konkursu, ale wstępnie – bardzo polecam! Mam nadzieję, że po lekturze nie zmienię zdania, ale już wiem komu ją pożyczę zaraz jak skończę 😀
Jestem ciekawa Twojej perspektywy. Czy książka to dobry prezent? A wyzwania książkowe?
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?
Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?