Instagram has returned invalid data.

Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?

Ten wpis chodzi za mną od grudnia, ale z moim pisaniem jest jak z ochotą na śledzie. Pojawia się równie szybko co znika. Zrobiłam zdjęcia, coś tam sobie zaplanowałam i sprawę olałam.

Z jednej strony trochę mi przykro, że dyskusji o prezentach książkowych nie pociągnęłam dalej. Z drugiej – przecież o to mi chodzi – by nikt nie wszedł mi na głowę. Bym pisała co chcę, kiedy chcę i jak chcę. Bez presji. Za to pokochałam blogowanie jako nastolatka. Za to chcę kochać je nadal. Cenię sobie komentarze, opinie i sugestie, ale “ostatnie słowo należy do mnie”.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu trochę inaczej przyglądam się książkom. Ciągle dostaję jakieś przesyłki od wydawnictw. W grudniu nawet planowałam poradnik prezentowy ale… wycofałam się. 
Spotkałam się ze zdaniem, że książka to słaby prezent. Że jak ktoś nie wie co kupić, to kupuje właśnie książkę. Że ciężko jest trafić w gust danej osoby. 
Cóż, ja uważam, że książka to rewelacyjny pomysł na prezent. Ale nie każda i nie dla każdego.
Ile z tych książek reklamowałam na swoim blogu?
Zgadza się. Żadnej.
Kilka lat temu pomyślałabym – wow, dostawać tyle książek to cudowna sprawa. Dzisiaj nie czuję wielkiej ekscytacji. To jak kolejny, niepotrzebny kubek.
Z powyższej listy mogę polecić książkę Kasi Ogórek – jest ślicznie wydana, ucieszy wszystkie osoby lubiące DIY. Jasne, DIY można znaleźć też na Kasiu blogu czy na Pinterest, ale kupno książki jest pewną formą podziękowania autorowi.
Twoje DIY ucieszy nauczycielki przedszkola, edukacji wczesnoszkolnej, wychowawców. Mamy i tak zwane (pieszczotliwie!) Grażyny.
Mówię to, chociaż wydawnictwo (lub ktoś inny odpowiedzialny za wysyłkę) spieprzyło wszystko koncertowo. Dostałam książkę, pędzel, farbki i szklaną witrynkę z której miałam zrobić DIY z książką Kasi. Szybka była zbita, ja sobie pokaleczyłam dłonie wyciągając zawartość przesyłki. Ale to mnie nie zniechęciło. Książka jest fajnym prezentem dla wielbicieli DIY. I moja osobista sympatia dla Kasi nie ma tu znaczenia, bo bardzo lubię też inną Kasię – z bloga Simplicite  a “Chcieć mniej” nie przekonało mnie do minimalizmy ani trochę. Ponownie – nie znaczy to, że książka jest zła. Jest lekko i przyjemnie napisana i z pewnością pomoże wielu osobom. Po prostu nie jest dla mnie. Podobnie jak poradniki o wędkarstwie. Za to bardzo lubię zaglądać na blog Piękno i minimalizm, który śledzę od czasów gdy był bardziej o urodzie. Bogusia wykonuje najpiękniejsze (moim zdaniem) makijaże w całej blogosferze. 
Resztę książek przekartkowałam. Naczelnych z park Avenue nie dałam rady skończyć, opisywane tam życie jest dla mnie próżne i nudne. Damy ze skazą czytam powoli. Książka o silnych kobietach z naszej historii. Zastanawiam się czemu tych mądrych babek wcześniej nie znałam. Wielki ukłon dla autora za pokazanie bardziej kobiecej strony historii.
Cała reszta przekartkowana lub przeczytana w 20%. A nie, przepraszam – Młoda bez skalpela to bardzo ciekawa książka.
Doskonale zatem wiem, że książka może być cudownym prezentem, ale też czymś co tylko będzie zagracać półki. 
Zatem nie odkrywając koła na nowo – książka to rewelacyjny prezent. O ile dobrze dopasujemy ją do obdarowywanego. 
Jest też praktyczna o tyle, że można ją sprzedać za 70% wartości :)).
W przeciwieństwie do tych z adnotacją “egzemplarz próbny” “egzemplarz testowy” “przed ostateczną korektą” 😜. Nie no, trochę żartuję. Obdaruję tymi książkami innych.
Stoję przed dylematem kogo obdarować dwoma ostatnimi egzemplarzami mojej książki w ramach akcji #zpoleceniaaniamaluje
Moim zdaniem – ta książka nie jest dla każdego.  I w chwili obecnej wybór jest dla mnie niewyobrażalnie ciężki. 
 Jak widzicie – pisałam książkę dla bardzo początkujących. Najprościej jak się dało. A najwięcej czasu zajęło mi usuwanie zbędnej i niepotrzebnej treści…
I tutaj płynnie chciałam dojść do wyzwań czytelniczych.
Co o nich sądzę?
Przede wszystkim – książki są zbyt gloryfikowane. Książka książce nierówna. Znam osoby, które nie czytają książek prawie wcale. Uczą się z rozmów z innymi, z filmów, ze sztuki. Z obserwacji. Może nie zawsze potrafią ubrać to w tak piękne słowa jak czytający, ale nie zgodzę się z tym, że są jacyś gorsi i mniej wartościowi od osób czytających. 
Dzisiaj wystarczy stworzyć ładną okładkę, która będzie pięknie wyglądać na instagramie. Złote literki, ładny font, cokolwiek. Opakować coś oczywistego jakimś hasłem. Była moda na Paryżanki, na slow life, na wege, teraz jest moda na Hygge, za rok będzie na coś innego. A ludzie konsumują i konsumują te książki i wciąż niewiele zmieniają w swoim życiu.
Tworząc swoją książkę myślałam o znanych mi badaniach. O tym, że książki są drogie (z czego autor ma najmniej, ale to nie są sprawy, które muszą obchodzić czytelnika). Że nie ma nowych tytułów w bibliotekach. Że ludzie nie mają czasu.
I nie chcę ich tu obwiniać. Ludzie ciężko i długo pracują, mało z tego mają. Osobiście gdy słyszę, że gender i ekologia są ważniejsze od bezrobocia, to mam ochotę zdzielić autorów takich wypowiedzi jakimiś książkami przez łeb. Jeśli ktoś zarabia 1500 zł, żyje z drugą połówką zarabiającą dajmy na to 2500 i mają kredyt hipoteczny oraz dwójkę dzieci, to ich problemem nie jest żaden gender ani los orangutanów w jakimś odległym kraju, tylko jak ugotować obiad i spłacać kredyt na czas. Dla nich problemem jest co zrobić gdy w małżeństwie się nie układa, bo kredyt łączy silniej niż dzieci.  I to, że nikt sobie nie poradzi z rozwodem ekonomicznie. I nikt też nie będzie się zastanawiał nad etyczną hodowlą kurczaków, bo ten szczęśliwy kurczak kosztuje dużo więcej od tego nieszczęśliwego.
Dlatego w lipcu 2013 po napisaniu własnej książki, zrobiłam sobie w legimi wyzwanie ile książek dam radę przeczytać. Przeczytałam bardzo dużo. Ile z nich pamiętam dzisiaj, po 3 latach? Bardzo niewiele. Nie zmieniły mojego życia. Ale pomogły mi zrobić coś ważniejszego.
Zrozumieć co wkurza mnie w książkach tego typu. 
W efekcie moja książka bardzo, bardzo schudła. Chciałam by finalnym produktem było coś, co szanuje czas grupy docelowej. Coś, co da się przeczytać w dwie godziny. W autobusie, w krótkiej przerwie. Chciałam pisać prosto, z przykładami z życia. I nie pouczać, a zainspirować i zasiać kilka małych myśli, które będą uwierały jak kamyczek w bucie tak długo, aż zostaną przepracowane. I tyle.
Gdy moja książka znalazła się w empiku i innych sieciach i szybko została bestsellerem, czegoś mi brakowało. Poszukałam kontaktu do Legimi. Nie będąc wydawcą, a osobą prywatną chciałam za wszelką cenę znaleźć się w tej usłudze i dać możliwość przeczytania innym. Mając cichą nadzieję, że ktoś skorzysta z darmowego okresu próbnego, albo w cenie mojej książki z rozpędu przeczyta jeszcze ze dwie. I się udało.
(patrzcie jakie miałam w grudniu napuchnięte paluszki, zatrzymywanie wody level master)
W książkach nie liczy się ilość, ale jakość. Czytanie to nie wyścigi. Te wyzwania są durne…
Usłyszałam takie zdania setki razy. Tylko co Ci przeszkadza, że ktoś przeczyta te 52 książki i będzie publicznie aktualizował listę?
Zabrał ci coś? Ukradł? 
Czym Cię tak wkurzył? 
Widziałam takie wyzwania u różnych osób. Czytane przez nich książki wiele mi powiedziały. Co lubią, co ich relaksuje, jacy są.
A że nie wszystkie książki są głębokie?
Oj, nie muszą!
Pisałam o tym tekst – szukanie głębi na siłę.
Powiem Wam więcej – w gimnazjum przeczytałam 47 (a może 49?) tomów Sagi o Ludziach lodu. Czytadełka z wyglądzie harlequinów. Trochę seksu, zagadek kryminalnych, demonów, trochę o losach kobiet. Ale to jeden z tych tomów skłonił mnie do zastanowienia się nad etymologią słowa Lucyfer (z łac. – niosący światło). A to zainspirowało mnie do przeczytania “Jutrzenki”. I tak w moim życiu zagościł Nietzsche. A potem Jung. I Hesse. I tak kroczek po kroczku stanęło na Kabale.
Gdy ktoś pisze, że moja książka nie wniosła nic odkrywczego do jego życia – cieszę się. To znaczy, że jej nie potrzebował bo jest szczęśliwy i pozbawiony wielu negatywnych zachowań. Za to jestem zasmucona gdy ktoś mi pisze, że książka super, zmieniła jego życie… a potem angażuje się w plotki, obgadywanie, konsumuje pełne krytykanctwa treści i dokłada drwa do ognia nienawiści…
Dlatego tak – uważam, że książki są super. I że warto czytać. I że książki to świetne prezenty. O ile wszystko dobrze dobieramy – do siebie, do innych. Nie liczy się ile czytasz, ani nawet co czytasz, tylko co z tego wynosisz. 
I tak chcę właśnie myśleć o książkach. Jeśli z książki wyciągniesz jedną, jedyną informację która okaże się cenna – czas spędzony na lekturze nie był stracony. Z filmami to samo. Bardzo polecam notować te myśli i inspiracje-perełki. A potem wcielać je w życie.
Uprzedzając pytania:
grey midi dress with pockets
Ta szara sukienka midi z kieszeniami od dawna jest wyprzedana (klik). Można jednak śledzić, być może uzupełnią stan magazynowy. Na Wasze prośby i po głosowaniu na snapie, zamieszczam też podobne sukienki z linkami do sklepów w Polsce, do których towar można bez żadnego problemu zwrócić.
Szara midi (bardzo podobna!)
Aktualnie czytam świetną książkę bardzo w klimacie tego bloga. W odróżnieniu od komercyjnego shitu, bardzo fajna, podparta badaniami, związana z moją ukochaną grywalizacją. Pokazywałam na snapie, ale możecie też znaleźć ją tutaj. Dostałam w prezencie od agencji więc nie mam kontaktu z wydawnictwem czarna owca.  Pewnie nie uda się zrobić z tego żadnego konkursu, ale wstępnie – bardzo polecam! Mam nadzieję, że po lekturze nie zmienię zdania, ale już wiem komu ją pożyczę zaraz jak skończę 😀
Jestem ciekawa Twojej perspektywy. Czy książka to dobry prezent? A wyzwania książkowe?
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?
Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?