Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?

Ten wpis chodzi za mną od grudnia, ale z moim pisaniem jest jak z ochotą na śledzie. Pojawia się równie szybko co znika. Zrobiłam zdjęcia, coś tam sobie zaplanowałam i sprawę olałam.

Z jednej strony trochę mi przykro, że dyskusji o prezentach książkowych nie pociągnęłam dalej. Z drugiej – przecież o to mi chodzi – by nikt nie wszedł mi na głowę. Bym pisała co chcę, kiedy chcę i jak chcę. Bez presji. Za to pokochałam blogowanie jako nastolatka. Za to chcę kochać je nadal. Cenię sobie komentarze, opinie i sugestie, ale “ostatnie słowo należy do mnie”.
Tak się składa, że od jakiegoś czasu trochę inaczej przyglądam się książkom. Ciągle dostaję jakieś przesyłki od wydawnictw. W grudniu nawet planowałam poradnik prezentowy ale… wycofałam się. 
Spotkałam się ze zdaniem, że książka to słaby prezent. Że jak ktoś nie wie co kupić, to kupuje właśnie książkę. Że ciężko jest trafić w gust danej osoby. 
Cóż, ja uważam, że książka to rewelacyjny pomysł na prezent. Ale nie każda i nie dla każdego.
Ile z tych książek reklamowałam na swoim blogu?
Zgadza się. Żadnej.
Kilka lat temu pomyślałabym – wow, dostawać tyle książek to cudowna sprawa. Dzisiaj nie czuję wielkiej ekscytacji. To jak kolejny, niepotrzebny kubek.
Z powyższej listy mogę polecić książkę Kasi Ogórek – jest ślicznie wydana, ucieszy wszystkie osoby lubiące DIY. Jasne, DIY można znaleźć też na Kasiu blogu czy na Pinterest, ale kupno książki jest pewną formą podziękowania autorowi.
Twoje DIY ucieszy nauczycielki przedszkola, edukacji wczesnoszkolnej, wychowawców. Mamy i tak zwane (pieszczotliwie!) Grażyny.
Mówię to, chociaż wydawnictwo (lub ktoś inny odpowiedzialny za wysyłkę) spieprzyło wszystko koncertowo. Dostałam książkę, pędzel, farbki i szklaną witrynkę z której miałam zrobić DIY z książką Kasi. Szybka była zbita, ja sobie pokaleczyłam dłonie wyciągając zawartość przesyłki. Ale to mnie nie zniechęciło. Książka jest fajnym prezentem dla wielbicieli DIY. I moja osobista sympatia dla Kasi nie ma tu znaczenia, bo bardzo lubię też inną Kasię – z bloga Simplicite  a “Chcieć mniej” nie przekonało mnie do minimalizmy ani trochę. Ponownie – nie znaczy to, że książka jest zła. Jest lekko i przyjemnie napisana i z pewnością pomoże wielu osobom. Po prostu nie jest dla mnie. Podobnie jak poradniki o wędkarstwie. Za to bardzo lubię zaglądać na blog Piękno i minimalizm, który śledzę od czasów gdy był bardziej o urodzie. Bogusia wykonuje najpiękniejsze (moim zdaniem) makijaże w całej blogosferze. 
Resztę książek przekartkowałam. Naczelnych z park Avenue nie dałam rady skończyć, opisywane tam życie jest dla mnie próżne i nudne. Damy ze skazą czytam powoli. Książka o silnych kobietach z naszej historii. Zastanawiam się czemu tych mądrych babek wcześniej nie znałam. Wielki ukłon dla autora za pokazanie bardziej kobiecej strony historii.
Cała reszta przekartkowana lub przeczytana w 20%. A nie, przepraszam – Młoda bez skalpela to bardzo ciekawa książka.
Doskonale zatem wiem, że książka może być cudownym prezentem, ale też czymś co tylko będzie zagracać półki. 
Zatem nie odkrywając koła na nowo – książka to rewelacyjny prezent. O ile dobrze dopasujemy ją do obdarowywanego. 
Jest też praktyczna o tyle, że można ją sprzedać za 70% wartości :)).
W przeciwieństwie do tych z adnotacją “egzemplarz próbny” “egzemplarz testowy” “przed ostateczną korektą” 😜. Nie no, trochę żartuję. Obdaruję tymi książkami innych.
Stoję przed dylematem kogo obdarować dwoma ostatnimi egzemplarzami mojej książki w ramach akcji #zpoleceniaaniamaluje
Moim zdaniem – ta książka nie jest dla każdego.  I w chwili obecnej wybór jest dla mnie niewyobrażalnie ciężki. 
 Jak widzicie – pisałam książkę dla bardzo początkujących. Najprościej jak się dało. A najwięcej czasu zajęło mi usuwanie zbędnej i niepotrzebnej treści…
I tutaj płynnie chciałam dojść do wyzwań czytelniczych.
Co o nich sądzę?
Przede wszystkim – książki są zbyt gloryfikowane. Książka książce nierówna. Znam osoby, które nie czytają książek prawie wcale. Uczą się z rozmów z innymi, z filmów, ze sztuki. Z obserwacji. Może nie zawsze potrafią ubrać to w tak piękne słowa jak czytający, ale nie zgodzę się z tym, że są jacyś gorsi i mniej wartościowi od osób czytających. 
Dzisiaj wystarczy stworzyć ładną okładkę, która będzie pięknie wyglądać na instagramie. Złote literki, ładny font, cokolwiek. Opakować coś oczywistego jakimś hasłem. Była moda na Paryżanki, na slow life, na wege, teraz jest moda na Hygge, za rok będzie na coś innego. A ludzie konsumują i konsumują te książki i wciąż niewiele zmieniają w swoim życiu.
Tworząc swoją książkę myślałam o znanych mi badaniach. O tym, że książki są drogie (z czego autor ma najmniej, ale to nie są sprawy, które muszą obchodzić czytelnika). Że nie ma nowych tytułów w bibliotekach. Że ludzie nie mają czasu.
I nie chcę ich tu obwiniać. Ludzie ciężko i długo pracują, mało z tego mają. Osobiście gdy słyszę, że gender i ekologia są ważniejsze od bezrobocia, to mam ochotę zdzielić autorów takich wypowiedzi jakimiś książkami przez łeb. Jeśli ktoś zarabia 1500 zł, żyje z drugą połówką zarabiającą dajmy na to 2500 i mają kredyt hipoteczny oraz dwójkę dzieci, to ich problemem nie jest żaden gender ani los orangutanów w jakimś odległym kraju, tylko jak ugotować obiad i spłacać kredyt na czas. Dla nich problemem jest co zrobić gdy w małżeństwie się nie układa, bo kredyt łączy silniej niż dzieci.  I to, że nikt sobie nie poradzi z rozwodem ekonomicznie. I nikt też nie będzie się zastanawiał nad etyczną hodowlą kurczaków, bo ten szczęśliwy kurczak kosztuje dużo więcej od tego nieszczęśliwego.
Dlatego w lipcu 2013 po napisaniu własnej książki, zrobiłam sobie w legimi wyzwanie ile książek dam radę przeczytać. Przeczytałam bardzo dużo. Ile z nich pamiętam dzisiaj, po 3 latach? Bardzo niewiele. Nie zmieniły mojego życia. Ale pomogły mi zrobić coś ważniejszego.
Zrozumieć co wkurza mnie w książkach tego typu. 
W efekcie moja książka bardzo, bardzo schudła. Chciałam by finalnym produktem było coś, co szanuje czas grupy docelowej. Coś, co da się przeczytać w dwie godziny. W autobusie, w krótkiej przerwie. Chciałam pisać prosto, z przykładami z życia. I nie pouczać, a zainspirować i zasiać kilka małych myśli, które będą uwierały jak kamyczek w bucie tak długo, aż zostaną przepracowane. I tyle.
Gdy moja książka znalazła się w empiku i innych sieciach i szybko została bestsellerem, czegoś mi brakowało. Poszukałam kontaktu do Legimi. Nie będąc wydawcą, a osobą prywatną chciałam za wszelką cenę znaleźć się w tej usłudze i dać możliwość przeczytania innym. Mając cichą nadzieję, że ktoś skorzysta z darmowego okresu próbnego, albo w cenie mojej książki z rozpędu przeczyta jeszcze ze dwie. I się udało.
(patrzcie jakie miałam w grudniu napuchnięte paluszki, zatrzymywanie wody level master)
W książkach nie liczy się ilość, ale jakość. Czytanie to nie wyścigi. Te wyzwania są durne…
Usłyszałam takie zdania setki razy. Tylko co Ci przeszkadza, że ktoś przeczyta te 52 książki i będzie publicznie aktualizował listę?
Zabrał ci coś? Ukradł? 
Czym Cię tak wkurzył? 
Widziałam takie wyzwania u różnych osób. Czytane przez nich książki wiele mi powiedziały. Co lubią, co ich relaksuje, jacy są.
A że nie wszystkie książki są głębokie?
Oj, nie muszą!
Pisałam o tym tekst – szukanie głębi na siłę.
Powiem Wam więcej – w gimnazjum przeczytałam 47 (a może 49?) tomów Sagi o Ludziach lodu. Czytadełka z wyglądzie harlequinów. Trochę seksu, zagadek kryminalnych, demonów, trochę o losach kobiet. Ale to jeden z tych tomów skłonił mnie do zastanowienia się nad etymologią słowa Lucyfer (z łac. – niosący światło). A to zainspirowało mnie do przeczytania “Jutrzenki”. I tak w moim życiu zagościł Nietzsche. A potem Jung. I Hesse. I tak kroczek po kroczku stanęło na Kabale.
Gdy ktoś pisze, że moja książka nie wniosła nic odkrywczego do jego życia – cieszę się. To znaczy, że jej nie potrzebował bo jest szczęśliwy i pozbawiony wielu negatywnych zachowań. Za to jestem zasmucona gdy ktoś mi pisze, że książka super, zmieniła jego życie… a potem angażuje się w plotki, obgadywanie, konsumuje pełne krytykanctwa treści i dokłada drwa do ognia nienawiści…
Dlatego tak – uważam, że książki są super. I że warto czytać. I że książki to świetne prezenty. O ile wszystko dobrze dobieramy – do siebie, do innych. Nie liczy się ile czytasz, ani nawet co czytasz, tylko co z tego wynosisz. 
I tak chcę właśnie myśleć o książkach. Jeśli z książki wyciągniesz jedną, jedyną informację która okaże się cenna – czas spędzony na lekturze nie był stracony. Z filmami to samo. Bardzo polecam notować te myśli i inspiracje-perełki. A potem wcielać je w życie.
Uprzedzając pytania:
grey midi dress with pockets
Ta szara sukienka midi z kieszeniami od dawna jest wyprzedana (klik). Można jednak śledzić, być może uzupełnią stan magazynowy. Na Wasze prośby i po głosowaniu na snapie, zamieszczam też podobne sukienki z linkami do sklepów w Polsce, do których towar można bez żadnego problemu zwrócić.
Szara midi (bardzo podobna!)
Aktualnie czytam świetną książkę bardzo w klimacie tego bloga. W odróżnieniu od komercyjnego shitu, bardzo fajna, podparta badaniami, związana z moją ukochaną grywalizacją. Pokazywałam na snapie, ale możecie też znaleźć ją tutaj. Dostałam w prezencie od agencji więc nie mam kontaktu z wydawnictwem czarna owca.  Pewnie nie uda się zrobić z tego żadnego konkursu, ale wstępnie – bardzo polecam! Mam nadzieję, że po lekturze nie zmienię zdania, ale już wiem komu ją pożyczę zaraz jak skończę 😀
Jestem ciekawa Twojej perspektywy. Czy książka to dobry prezent? A wyzwania książkowe?
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?
Czy książka to dobry prezent? Co sądzę o wyzwaniach typu 52 książki w 2017 roku?