Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?

Jak Wam opowiem jak głupi mam powód do napisania tego tekstu, to złapiecie się za głowy. Więc napiszę później 😀

Mam ochotę napisać taki dziewczyński tekst, bo schrzaniłam właśnie popisowo kilka rzeczy. Zgubiłam pendrive z efektami całego semestru pracy na jednym z przedmiotów…. zapowiada się dłuuuuga noc z kawą i laptopem. Lekarz do którego chodzę jest nieobecny i nie mam pojęcia skąd wytrzasnę zwolnienie na cały miesiąc, które powinnam pokazać na uczelni. W końcu lecę do Azji dać odetchnąć swoim płucom w wilgotnym klimacie. Nie mam pojęcia co zrobię i czy zdążę umówić się do innego. 
Nie dotarł do mnie przelew od którego zależy Azja. Jutro mam zaliczenie przedmiotu (tak, dokładnie tego od zgubionego pena z danymi). I nie było karmelowych czekotubek. Tych, co to są dobre na wszystko.
Wyciągnęłam więc awaryjne słodycze, zaparzyłam kubek zielonej herbaty i usiadłam do pracy nad zaliczeniem gdy zobaczyłam coś, co skłoniło mnie do napisania tekstu na bloga.
Blogowanie działa na mnie jak pisanie ekspresywne. Piszę bez spiny, bez przymusu, na luzie i po swojemu. Tak jak mi się podoba. Bez gorsetu poprawności, bez zasad, bez stresu. 
I dzisiaj mam ochotę popisać sobie jak jakaś gimnazjalistka w swoim pamiętniczku.  Jak się nie wypiszę, to pewnie nie uda mi się nic zrobić produktywnego bo nie wywalę tych myśli z głowy.
Pozamawiałam ostatnio różne bikini. W sumie to zaraz po przylocie do Polski. Wiedziałam jak beznadziejnie rozegrałam pakowanie poprzednim razem (zobacz: żałuję że nie spakowałam tych rzeczy do Tajlandii) więc chciałam postawić na kilka rzeczy które wyschną w mgnieniu oka.
yellow crochet bikini
Przedwczoraj je pomierzyłam i się lekko podłamałam. Cóż, moje ciało mogłoby wyglądać lepiej. Stałam się taką troszkę kluseczką, miękką bułą. Flaczkiem. To żółte bikini to jeszcze ujdzie. Troszkę zwężę obwód góry. Ale mierząc kolejne złapałam się na szybkim odliczaniu dni do wylotu. Czy jeśli zacznę trochę bardziej cisnąć z ćwiczeniami, to mam szansę wrócić do formy przed plażą?
Nie żeby obchodziła mnie plaża. Morze nie ocenia, zdanie innych o moim ciele mi lata. Pamiętam jak kiedyś koleżanki wykłócały się o kolor włosów jednej z nich. Część uważała, że jest ciemną blondynką, część że to już jasny brąz. I tak trajkotały i trajkotały a ja wtedy odkryłam koło i to, że woda jest mokra. Olśniło mnie prawdą tak oczywistą, że wstyd przyznawać, ale potrzebowałam na to kilkunastu lat życia. To jak sobie nazwą ten kolor nie zmieni tego, jaki on jest. Czy go nazwą blondem czy brązem, on wciąż będzie tym samym kolorem.
Chyba mniej więcej od tego momentu mam wyjebane. Jak ktoś powie że jestem za chuda, za gruba, za blada, za rumiana, za żylasta czy za jakakolwiek, to nie zmieni tego jaka jestem.
Skąd więc moja irracjonalna myśl i odliczanie dni do wylotu?
Mam wysokie oczekiwania wobec siebie. Na każdym polu. Nie cierpię nawalać, nie realizować swoich planów. Gdy w grudniu postanowiłam kontynuowanie pracy nad rozciągnięciem, plecami i tyłkiem, byłam w 100% przekonana że będzie szło powoli ale do przodu.
Nie przypuszczałam jak pechowo się rozchoruję. Jasne, wciąż ćwiczę z planem treningowym Marty a Monika z drlifestyle  zrobiła mi konsultację odnośnie wzdęć po jedzeniu. I mając tak wszystko usystematyzowane i rozpisane byłam pewna że pójdzie gładko.
Nie poszło.
Zepsułam nawet wyzwanie 30 smoothie. Nie wiem jak mogłam wpaść w pułapkę przyłożenia do siebie miarki statystycznego człowieka, którym zdecydowanie nie jestem. Zapomniałam o tym, że nie mogę za dużo błonnika i tylko sobie odebrałam energii zamiast jej dać.
Ostatecznie stałam się większym flaczkiem niż byłam i mnie to strasznie wkurzyło.
Kocham ten mem. I przecież wiem, że dokładnie tak jest. Zakładam bikini i mam bikini body. Wchodzę na plażę i mam beach body. Nie mam problemu z pokazaniem zdjęcia na którym mam miękki brzuszek, bo zjadłam pad thaia. Nie żałuję tego pad thaia ani żadnej rzeczy która pyszna jest. 
Ale wpadłam we własną durną pułapkę. Gdy cztery miesiące temu (!) jedna z czytelniczek zapytała mnie o to czy polecam dresslily (Lullaby lady, wybacz mój opóźniony zapłon!) nie spodziewałam się że jedno niewinne bikini tak mnie – pardon – wkurwi.
tourquise bikni
Nie zrozumcie mnie źle. To turkusowe bikini jest boskie. Świetnie wykończone. To mój tyłek wygląda w nim strasznie. 
Inaczej sobie to wyobrażałam. Miałam spojrzeć w lustro i poczuć coś w rodzaju nagrody za te wszystkie przysiady. Pomyśleć – wow, Aniu, jesteś w formie swojego życia!
Nie jestem.
Ale coś Wam powiem. Po chwili przyszło otrzeźwienie. Jestem w najlepszej formie w jakiej mogę być. Dałam z siebie wszystko. Ćwiczę tyle, na ile oddech mi pozwala. Jasne, efektów nie widać. 
Ale może gdybym nie ćwiczyła, to byłoby jeszcze gorzej?
Lubię i akceptuję siebie. Tylko nie wiem jakim cudem wpadłam w pułapkę w jaką wpada wiele kobiet – zrobię formę na lato. Na ślub. Na rozwód. 
A na życie?
Sama wpadłam w ten durny tryb. Ciężka praca, wypruwanie sobie flaków i potem ulga, luz, nagroda, radość.
I znowu praca praca praca pracaaaaaaa i  nagroda. I od nowa. W nieskończoność.
Ten rok jest dla mnie całkiem inny. Każdy dzień jest okazją, każdy dzień jest nagrodą. 
Dobra. Zaraz siadam nad projektem na studia. Ale słuchajcie – oto obiecany powód do napisania tego tekstu. Chciałam pokazać jak jakość produktów z tego sklepu który obiecałam przetestować czytelniczce. Uczciwie mówię – różna.
Żółte bikini jest świetnej jakości. Inna inszość że miało podkreślić opaleniznę i wypracowaną formę a podkreśli miękkie rozflaczone ciało. Cóż, handluję z tym.
Natomiast białe bikini jest zrobione fatalnie. Ramiączko przyszło luzem, drugie zaraz odpadnie. W sumie dobrze, że to się stało podczas transportu a nie na plaży.
Plażowy “ręcznik” okazał się cienką szmatką. Zatem zostaję przy sprawdzonych sklepach…
W sumie nie planowałam tego tekstu. Ale zobaczyłam, że najpiękniejsza sukienka jaką mam jest przeceniona o połowę. Zmierzyłam ją chwilę po przymierzeniu bikini. Dzięki sprytnemu przeszyciu na tyłku poprawiła mój humor w trzy sekundy. Tak, dokładnie takiego tyłka chciałam!
maxi dress vertical stripes
Paski poszerzają? :DD Jasne, to wszystko iluzja. Tył jest zrobiony tak, że optycznie zwęża talię. Na tyłku jest gumka, który robi pupę optycznie okrągłą. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam dokładnie to, co chciałam w nim zobaczyć. 
I teraz najlepsze. Ta sukienka kosztuje 45 zł. Na answear w tej cenie można dostać totalnie przeciętną maksi w paski. Na Zalando dużo droższa sukienka robi modelce masakrę z tyłka
I właśnie ta niespodziewana przecena sprawiła, że koniecznie chciałam podzielić się linkiem do sukienki. Pal licho moje dobre stosunki z tym sklepem! Ta sukienka jest za niecałe 12$ na aliexpress w sprawdzonym sklepie, z darmową przesyłką. Gdyby była o kilkadziesiąt centów droższa to można skorzystać z kodu. Trzeba w tym celu kliknąć TUTAJ i wpisać ALIEXPRESSPROMO. Kupon obniża o 3$ koszt zamówienia powyżej 12$. Czyli dobierasz sobie pierścionek czy bransoletkę i potem widzisz w lustrze to co ja.
Zaraz będzie – taka duża, taka świadoma a taka próżna. I kij. Szczerze? Mam to gdzieś. Spojrzałam w lustro i sukienka dała mi to, co chciałam zobaczyć. Nie wystarczy mi, że zobaczę w sobie piękno w oczach kogoś innego. W lajkach na instagramie. One zaraz znikną. Komuś się odwidzi. Ja potrzebowałam poczuć się przez moment zajebiście i zobaczyć to W SWOICH OCZACH. 
I temu który wymyślił przeszycie na tyłku należy się jakaś  nagroda. 
Tak na marginesie – wpadła mi w oko jeszcze jedna śliczna maksi, ale trochę skromniejsza, za to w moim ukochanym kolorze . Czy ktoś zamawiał z tego sklepu? Kojarzy mi się ze śmiesznymi katalogami i cykam się bardziej niż kupując z Chin. 
Robisz formę na lato, by czuć się super w bikini? Golisz nogi tylko na randkę? 
Pomyśl proszę co by się stało, gdyby pojawiły się bilety w bardzo niskiej cenie i miałabyś pół dnia na decyzję czy korzystasz. Albo lepiej – ten chłopak który podoba ci się od kilku miesięcy ni z tego ni z owego zaproponował ci basen. Za 30 minut.
Każdego dnia warto czuć się dobrze w swoim ciele. I starać się być najlepszą możliwą wersją siebie. DLA SIEBIE.
Napisałam co miałam na wątrobie i zabieram się za pracę. Ale jeśli ktoś kupi sobie podobną sukienkę gdziekolwiek i poczuje się przez to tak cudnie jak ja – będę więcej niż zadowolona.
A wierzcie mi – pendrive, przelew, nieobecny lekarz – mam powody do złego humoru.
BUZIAK!

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

0 0 vote
Article Rating
Uściski, Ania
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
mona
3 lat temu

Aniu, a jaki kraj/kraje masz na myśli pisząc o kolejnej wyprawie do Azji?

Aleksandra Sudoł
Aleksandra Sudoł
2 lat temu

Ja też wpadłam w pułapkę robienia formy pod jakąś okazję, w moim przypadku był to ślub. Robiłam sobie straszne ciśnienie, że muszę schudnąć określoną ilość kilogramów. A potem przeczytałam ten tekst i puknęłam się w głowę, przemyślałam sprawę, po czym wrzuciłam sobie trochę na luz. Finalnie do ślubu schudłam połowę z tego, co zamierzałam, i co? No właśnie nic. Dobrałam sobie kieckę, w której wyglądałam i czułam się dobrze i mimo wszystko bardzo dobrze się bawiłam. Teraz dbam o dietę i ćwiczę dla zdrowia i dobrego samopoczucia, oczywiście chudnę przy okazji, ale już nie myślę o tym tak obsesyjnie. Tak… Czytaj więcej »

Previous
Błyskawiczna pewność siebie – jak dodać sobie odwagi w kilka minut? + KONKURS
Forma na lato? Zacznij już dzisiaj!…. czy aby na pewno?