7 wskazówek jak szybciej podejmować decyzje

Podejmowanie decyzji to bardzo trudna sztuka. Czasami wybór jest trudny i wymaga solidnego zastanowienia, innym razem mamy problem ze strachem przed złą decyzją, którą trudno będzie odkręcić. Opiszę swoje strategie walki z tym problemem :).


Kiedyś podejmowanie decyzji było dla mnie naprawdę kłopotliwe. Stałam 5 minut przed półką z herbatami i zastanawiałam się którą kupić. Godzinami przeglądałam recenzje fioletowych farb do włosów (ech, liceum…), nie mówiąc o takich decyzjach jak wybór studiów czy metody leczenia. No i odwieczny problem – zjadłabym coś….ale nie wiem co.
Zagadnienie jest bardzo złożone i mam świadomość, że tylko je “liznę” tym tekstem. Chciałam co nieco napisać o paraliżu decyzyjnym.

Czytałam gdzieś wyniki badań na temat tego, jak dokonujemy wyborów na zakupach. Okazało się, że gdy na półce stoi tylko 6 słoików z dżemem, więcej osób dokona zakupu, niż gdy do wyboru mamy 24 różne dżemy. Pewnie to powód, dla którego wchodząc do drogerii po czerwony lakier do paznokci, wychodziłam bez żadnego (btw. jest promocja -49% na lakiery). Nadmierny wybór był przytłaczający.

 Jako osoba, która zawsze chciała dokonać najlepszego możliwego wyboru, miałam z tym banałem wielki problem. Więc wchodziłam do osiedlowej drogerii gdzie na moje pytanie o czerwony lakier, ekspedientka wyciągała trzy buteleczki, z których jedna była różowa, a druga bardziej pomidorowa niż czerwona. Wychodziłam z drogerii nie tylko z lakierem, ale jeszcze poczuciem, że dokonałam najlepszego możliwego wyboru.

I myślę, że na tym polegał mój problem, oraz problem wielu innych osób. Chcemy dokonać wyboru najlepszego z możliwych.
Tyle, że taki wybór nie istnieje. W idealnym świecie dokonanie wyboru polega na wybraniu między opcją dobrą i złą. W prawdziwym, bardzo często wybieramy pomiędzy opcją, która w pewnych aspektach jest lepsza od innej, ale pod kątem jakiegoś innego kryterium jest gorsza. 
Moim kluczem do spokojniejszego umysłu było uświadomienie sobie, że nawet łatwe decyzje możemy postrzegać jako trudne…a trudne jako łatwe. Bo to zależy od perspektywy jaką przyjmiemy.
Myśląc racjonalnie – wybór lakieru do paznokci nie jest trudnym wyborem.
Ale jeśli chcemy go skomplikować, może się takim stać.

Bo w sklepie będzie 14 różnych czerwonych lakierów do paznokci. Jeden ma fajny pędzelek, ale słabe krycie. Drugi ma fajne krycie, ale wąski pędzelek, trzeci ma wszystko fajne, ale cenę nie taką a czwarty ma najlepszy kolor, ale lakiery tej firmy szybko odpryskują. I tak dalej.
A co jeśli nawet nie wiemy jaki kolor chcemy?
Na takie banalne wybory wymyśliłam sobie kilka sposobów.
Pierwszym jest zawężenie kryteriów. Ale nie wszystkich naraz! Zaczynam od tego, które jest dla mnie najważniejsze. Odrzucam wszystkie opcje, które z różnych powodów nie wchodzą w grę. W przypadku lakierów, niech to będzie kolor – czerwony wpadający w bordo – odrzucam wszystkie z pomarańczowymi tonami, wpadające w róż i tak dalej – zostało mi pewnie z 5 buteleczek. To zawsze lepiej niż 14. Potem rozważam drugie kryterium – niech to będzie pędzelek. Lubię te szerokie, więc odrzucam dwa lakiery z wąskimi pędzelkami. Zostały mi trzy. 
Na tym etapie mogę zazwyczaj dokonać decyzji na podstawie własnego widzimisię. A jeśli nie mogę, to ustalam trzecie kryterium – np. cenę i podejmuję decyzję.
Gdy mam do podjęcia decyzję, która nie jest zbyt istotna dla mojego życia, ustalam sobie zasadę. Np. zadecydowałam, że jeśli będę wahała się nad smakiem jogurtu a każdy będzie mi pasował, to wybieram czwarty od lewej. Dlaczego czwarty? Bo tak przeczytałam w jakimś tekście i nie dyskutowałam z zasadą. Jeśli przed tą nieszczęsną sklepową półką czujesz niesmak na myśl o czwartym od lewej… to znaczy, że już podjąłeś decyzję o innym smaku i taki wybierz 😀
Bo zasadą numer trzy jest słuchanie intuicji.
Bardzo często w głębi duszy już dokonaliśmy wyboru, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Tutaj moją radą jest opowiedzenie o swoim problemie z decyzją komuś zaufanemu. Zazwyczaj zwróci on uwagę, że “mówisz o tej opcji z większym entuzjazmem”. Często skupieni na racjonalnych przesłankach, ignorujemy własne potrzeby, które pięknie ujawniają takie niuanse jak ton głosu, mimika, gesty.
Jeśli nie mamy się komu wygadać, stosujemy pisanie ekspresywne, o którym szerzej tutaj :
Czwarta wskazówka to… doradzenie sobie.
Gdy doradzamy komuś innemu, zauważamy właściwe rozwiązanie w ciągu kilku minut. Bez stosunku emocjonalnego do problemu, patrzymy na niego dużo jaśniej. Więc warto wyobrazić sobie, że nasz problem dotyczy Kasi, Oli albo Tomka. Jak nasza wyobraźnia słabo działa, to ustawiamy na monitorze zdjęcie tego nieszczęśnika i gadamy do niego. Brzmi idiotycznie, ale naprawdę działa :)). W ten sposób szukamy rozsądnych argumentów i często dajemy sobie odpowiedź.
Piąta rada – czasami samo zadanie pytania, już jest odpowiedzią….
– Czy go kocham?
– Czy powinnam od niego odejść?
– Czy to co robię, na pewno jest dobre?
W niektórych sytuacjach sama konstrukcja pytania zawiera w sobie odpowiedź, a wątpliwości oznaczają, że coś tam nie gra jak ma być. Gdzieś czytałam takie fajne stwierdzenie, że jeśli mówimy sobie – Czy powinnam z nim zostać? albo Czy powinnam od niego odejść? to wystarczy wyrzucić słówko “czy” i znak zapytania od tego, co padło z naszych ust. Nie wiem, czy zawierzyłabym ważną sprawę takiej metodzie, ale pewnie są sytuacje w których się sprawdza.
Gorzej, gdy wybieramy między opcją złą i złą 🙂

Jeśli mam do wyboru dwie złe opcje, staram się doprowadzić do sytuacji, kiedy nie muszę wybrać żadnej (to też wybór!). A jeśli muszę, no to wybieram tzw. mniejsze zło.
Tylko jak je wybrać?

Rada numer sześć – rozrysuj to! 

Dwie porównywalne opcje? Dzielę kartkę na pół i wypisuję zalety jednej oraz drugiej opcji. A potem biorę kolejną kartkę i zapisuję wady obu rozwiązań.  Zazwyczaj działa. Ale nie na podstawie racjonalnych przesłanek ;)). W pewnym momencie zorientujesz się, że trochę oszukujesz. Np. szukasz na siłę wad jednej opcji, albo sztucznie wydłużasz słupek zalet jednej z nich, wpisują pierdoły. To zazwyczaj oznacza, że już podjąłeś decyzję 😀 A jeśli intuicja milczy – spójrz na twarde dane. 
Rada numer siedem – zapytaj siebie!
Na pewno znasz kogoś, kto podejmuje szybko decyzje. Nie wiem, lubisz jak przy zakupach doradza ci chłopak albo coś w tym stylu. Więc wyobraź sobie, że ten ktoś stoi nad tobą. Upatrzyłaś sobie bluzkę w idealnym kroju i wahasz się między turkusową a błękitną. No to teraz wyobraź sobie, że stoi nad tobą ta osoba i pyta : który kolor podoba Ci się bardziej? I pyta to tonem stanowczym, wymagającym szybkiej odpowiedzi 😀
Słowo końcowe – jeśli decyzję można odkręcić, nie marnuj czasu na jej podjęcie i zrób to szybko. Jeśli problem jest złożony… może się pomódl? Napisałam to kursywą, bo opcja sprawdza się także wśród niewierzących. Przed snem mówisz sobie coś w stylu ; Proszę o siłę do podjęcia trafnej decyzji w sprawie …. Ufam, że będzie ona zgodna z moimi pragnieniami i wartościami.  Na początek można dodać Boże, a na koniec Amen.
Ja często zadaję sobie przed snem takie pytania a odpowiedź wypracowuje się w ciągu jednej nocy. No, czasami trzech. Budzisz się i wiesz :).

Wiem, że są ludzie, którzy w sprawach beznadziejnych modlą się do św. Rity. Myślę, że działa to na tej samej zasadzie – podświadomość pracuje we śnie i pomaga nam “wydobyć” odpowiedź, którą gdzieś w głębi serca czujemy. Jeśli komuś pomaga świadomość, że decyzję podejmie za nas Bóg czy św Rita – nie ma w tym nic złego. Nawet jest w tym pewna zaleta, bo unikniemy poczucia dysonansu i niepewności, czy decyzja na pewno jest słuszna (w końcu dokonał jej sam Bóg :)).
Ach i jeszcze bonus – trudne decyzje pozwala podejmować nauka :). Ja nie jestem wybitnie ścisłym umysłem, ale jeśli masz dylematy jak Leszek z tego zadania…zerknij jak je rozwiązać ;).

Student Leszek obudził się 25 minut przed egzaminem. Profesor był formalistą i
nawet minuta spóźnienia wykluczała możliwość pisania egzaminu, Leszkowi groziła więc
sesja poprawkowa. Sprawa była jednak znacznie bardziej skomplikowana, gdyż Leszek
miał zamiar wyjechać do pracy do Stanów Zjednoczonych, zaś wcześniejszy powrót we
wrześniu oznaczałby dla niego utratę 4 tys. zł zarobków. Jeżeli jednak zdążyłby dotrzeć
na czas, to rodzice w nagrodę za dobre oceny kupiliby mu prezent (zazwyczaj wartości
500 zł).
Leszek musiał więc starannie przemyśleć, w jaki sposób dotrzeć do szkoły. Autobus
nie wchodził w grę, jazda nim zajmowała co najmniej 40 minut. Pozostawała jeszcze
inna możliwość – pożyczyć samochód ojca. Samochód ten jednak był w kiepskim stanie
i szanse na dojechanie do szkoły wynosiły 90%, zaś w przypadku awarii Leszek musiałby
pokryć część kosztów naprawy, gdyż ojciec od dawna winił go za za zły stan samochodu
(3 tys. zł). Oprócz tego musiał zdecydować, czy opłaca się jechać przez miasto szybko,
czy wolno. Przy wolnej jeździe dotarłby na czas z prawdopodobieństwem 60 %, natomiast
przy szybkiej zdążyłby na pewno (Leszek potrafił naprawdę szybko jeździć). Mógł
jednak zostać zatrzymany przez patrol policji, co groziło mandatem w wysokości 500 zł
(prawdopodobieństwa trafienia na patrol – 20%).
Druga możliwość to wynajęcie taksówki, za którą trzeba będzie zapłacić 30 zł. Jednak
taksówkę trzeba będzie znaleźć w ciągu kilku minut, co można wykonać z prawdopodobieństwem
sukcesu 80 % (jeżeli nie będzie taksówki w pobliżu, Leszek już nie zdąży). Aby
ponaglić kierowcę Leszek może wręczyć napiwek w wysokości 20 zł, co zwiększy szanse na
dotarcie na czas do 85 % (w przeciwnym wypadku tylko 70 %).
Jaką decyzję powinien podjąć Leszek?

zadanie i rozwiązanie znalazłam tutaj 
Zadanie na ten tydzień polega na podjęciu jednej długo odkładanej decyzji. Albo wypróbowania któregoś ze sposobów w ciągu tego tygodnia. Tak, “czwarte od lewej” też się liczy – im szybciej przetestujesz którąś wskazówkę, tym większa szansa, że będziesz z tych technik korzystał w przyszłości. Szkoda, aby to był kolejny skonsumowany bezmyślnie tekst 😀 


PS. w związku z wieloma pytaniami pod tekstem o smoothie , dla wszystkich, którzy nie mają pewności czy zakup blendera ma sens, czy będzie się kurzył – mała wskazówka.
Ja nie kupiłam drugiej sokowirówki, bo wiem, że korzystałabym sporadycznie i wolę iść na gotowy świeżo wyciskany sok do “sokowirowni’. Teoretycznie jednostkowy koszt soku jest wyższy, ale w praktyce wychodzę na tym lepiej, bo koszt sprzętu nie zwróciłby mi się przez jakieś 7 lat 😀 Nie mówiąc o koszcie owoców, energii elektrycznej itp.
 Być może tobie też bardziej opłaci się kupować raz na jakiś czas gotowe smoothie – od jutra można je kupić za 1.99 tutaj. Tak czy siak, przed zakupem sprzętu warto spróbować napoju 😀

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o