Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie, przełamać przeestetyzowany świat.  Dziś jest ten dzień ;)
Lubię sobie też narzucić jakiś motyw przewodni podróży. W Tunezji chciałam odpocząć, żadnych innych oczekiwań. Gruzję odwiedzam naiwna jak dziecko. Chcę interpretować wszystko jako fajne, piękne i ciekawe, nie szukać złych rzeczy. Poczytać dopiero jak z podróży wrócę. Wtedy skonfrontować z tym, co widziałam.
Chociaż mamy inny sposób patrzenia na świat, szalenie spodobało mi się jak @cam_myy przygotowując się porodu wybrała sobie zasadę, że nie słucha opowieści koleżanek o ich traumach porodowych, że nie czyta złych rzeczy, same dobre relacje. 
Ileż to razy ja się naczytałam o tym jakie coś jest złe i niedobre a potem się okazało, niepotrzebnie się stresowałam i spinałam, bo to było totalnie lajtowe.
Tym razem mam ochotę widzieć wszystko przez różowe okulary. Zdejmę je w Polsce. Uszanujcie proszę mój eksperyment myślowy! „You know, it's funny... when you look at someone through rose-colored glasses, all the red flags just look like flags.”
Kto wie skąd to cytat?! ;) #gruzja #georgia #kutaisi #wakacje #worktion #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie,...

Czy na podstawie jednego miasta albo regionu mam prawo wypowiadać się na temat tego, jak odbieram dany kraj?
#Tunezja okazała się zupełnie inna na północy niż południu. Zupełnie. Ale też przecież co innego czuje turysta w Warszawie i Krakowie, nie mówiąc nawet o Tatrach czy polskiej wsi. Takiej pięknej jak Zalipie, albo tej innej - pełnej uwiązanych na łańcuchach psów o zaropiałych oczach i klientów ustawiających się rano pod sklepem by przed pracą walnąć małpkę.

Gdziekolwiek jestem w turystycznym miejscu, Freddie śpiewa w mej głowie „Is this the real life? Is this just fantasy?”. W Tunezji akurat widziałam i jedno i drugie (na zdjęciu np. „Wioska Star wars” autentyczny plan zdjęciowy, który tu został). A co widzę w innych podróżach?
Czasami więcej niż bym chciała, jak wtedy gdy przypadkiem trafiam na plażę dilerów na Karaibach.

To jeszcze przy okazji - w myśl filozofii „zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz” zrobiłam najbardziej low budget amatorski cosplay ever. 
Umiem też ugotować coś dla niespodziewanych gości gdy mam „światło w lodówce”. A w liceum  nie chciało mi się prowadzić zeszytu do polskiego, więc gdy musiałam przeczytać swoją wypowiedź, to tworzyłam ją na bieżąco, udając, że czytam. Nie zapomnę wzroku mojej polonistki, gdy chciała mi wpisać do zeszytu ocenę, a tam nie było nic.😂 Nigdy nikt tak płynnie nie przeszedł od chęci wstawienia piątki do jedynki. Nie pamietam to jak się skończyło :D
Nie wiem dokąd zmierza ten wpis, traktujcie to jak myślodsiewnię.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #throwbackthursday #podróżemałeiduże #podróże #wakacje #travelblogger #cosplay #lowbudgetcosplay #budgettravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #blogerka #travelgirl #matmata #starwars #rey #pustynia #sahara #tatooine #gwiezdnewojny

Czy na podstawie jednego miasta...

Jak wygląda mój zwykły dzień?

Macie czasami potrzebę przeżycia takiego zwykłego, prostego dnia bez żadnej filozofii, wielkich rzeczy i planów?  Ja coraz częściej!

Czasami odnoszę wrażenie, że kobiety częściej mają poczucie winy. Wtedy, gdy zrobią coś dla siebie, a nie dla innych, gdy coś sobie kupują i gotują swoją ulubioną zupę, której nikt inny z domowników nie lubi. Pozytywna dawka egoizmu obecna jest rzadko, a jeśli już to jest bardzo malutka. Piszę to głównie na bazie obserwacji moich koleżanek.

 U mnie poczucie winy związane jest z tym, że nie robię tego, co swoim zdaniem robić powinnam.
Kończy mi się semestr, mam przed sobą naukę na egzamin, śmieszne obiegówki (nie wiem po co są systemy elektroniczne, skoro i tak wszędzie biega się ze świstkiem), analizę badań do magisterki,  zajęcia ze swoimi uczniami, pierdyliard maili i jeszcze zylion wiadomości prywatnych do odpisania 😀 Jeszcze co chwilę dzwoni telefon i cały czas ktoś ode mnie coś chce.
Postanowiłam, że chętnie spędzę totalnie zwyczajny, nudny jak flaki z olejem dzień. Bo chcę, bo mogę, bo potrzbeuję :).
Co to znaczy zwyczajny dzień? Taki, w którym nic nie muszę. Gdzie nie mam celów do realizacji, gdzie chcę wyłączyć myślenie i nic sobie nie narzucać.
Nadarzył się wolny (prawie) piątek. Miałam w planie pospać nieco dłużej – nie wypaliło – o nieprzyzwoicie wczesnej porze zadzwonił kurier, że za 20 minut będzie.
Cóż. Już wiedziałam, że potem wyciszę telefon, co też zrobiłam.
Jestem przeszczęśliwa, że tego dnia po prostu nic nie robiłam. Cudowne dla higieny mózgu :)). Tzn. hmmm. Po śniadaniu odpaliłam laptop i zabrałam się za odpowiadanie na maile i wiadomości. I tak odpowiadałam i odpowiadałam, aż nastała trzynasta, a skrzynka wciąż była nieprzyzwoicie pełna. Syzyfowa praca, co odpowiem na wiadomość, to przychodzą dwie kolejne. Świata nie zbawię 😀
Zeżarłam (ładniejsze słowo nie odda sensu) paczkę ulubionych kabanosów z chilli i udałam się na zakupy spożywcze i po żarówkę. Matko, jakie to cudowne móc iść wolno! Powąchać bez, zauważyć, że posadzono ładne tulipany na skwerku, pogłaskać obcego kota i zdmuchnąć dmuchawca. Zauważyć, że się żyje, przyjrzeć się światu. 
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 8 Maj, 2015 o 6:11 PDT

A potem (mimo miłości do obcasów) przeskoczyć w sportowe buty i dalej nie robić nic.
Mam jakąś ogromną potrzebę zachwycania się wszystkim. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Mijam bez i muszę się zatrzymać. Powąchać, obejrzeć, nawet pocałować płatki, bo jest piękny że dech zapiera. Uwielbiam też próbować nowych smaków. Przy moim schorzeniu muszę dostarczać sobie bardzo dużo energii. Z tego powodu jedzenie jest dla mnie ważne i po prostu spełniam 95% swoich zachcianek, nie ważne jakie one są. Nie mogę wybrzydzać, bo nie dostarczę tylu kalorii ile trzeba i będzie lipa. Dzisiaj bez spiny zrobiłam sobie prosty i pyszny obiad (jeden z wielu, zupa zawsze w garnku :D)

Zwyczajny makaron z sosem z roztopionego sera pleśniowego i odrobiny śmietany. Uwielbiam tego śmierdziela, nic tak nie syci jak sery z pleśnią. Mi do sosu najbardziej pasuje ten konkretny (klik) z zieloną pleśnią. Linkuję, bo jest w promocji 😀

Takie śmierdziele to mogę jeść tylko w luźne dni, bo kuchnię trzeba wietrzyć i te sprawy 😀

A jaka to frajda mieć czas dla siebie, usiąść spokojnie, zmiękczyć skórki, odsunąć skórki, zrobić peeling dłoni i jeszcze pomalować paznokcie odżywką? Cudowne!

Nawet powoli wracam do kresek. W sensie – do eyelinera. Malowałam tak oczy przez całe liceum i pewnie gdzieś do drugiego roku studiów. A potem już nie było sensu się malować, bo wiecznie zapuchnięte oczy i inne chorobowe sensacje.  Pomyśleć, że kiedyś malowałam kreski bez problemu, a dzisiaj to istna medytacja 😀
Ponieważ jedzenie jest dla mnie bardzo ważne, zrobiłam mały maraton po sklepach. Zawsze obiad lub kolację wymyślam w prosty sposób – wracam z uczelni albo z zajęć z jakimś uczniem i trafiam na jeden kraniec trójkąta bermudzkiego. Dokładniej to czworokąta, bo mam biedronkę, lidla, polo i netto w promieniu 100 metrów. Wchodzę gdzie mi pasuje, patrzę co wpada w oko i oto mam pomysł na szamę. To jest bardzo wygodne! Pamiętam czasy, gdy nie było żadnego marketu, a potem był jeden. A jeszcze nie tak dawno w sklepach była tylko mąka pszenna, ewentualnie żytnia, kukurydziana i ziemniaczana.

A dzisiaj miałam czas zachwycić się tym, że mam pod ręką wszystko co chcę. Wszystko. Mąka z ciecierzycy, ryżowa, żytnia, orkiszowa, amarantusowa, jęczmienna. Każda. To jest wow i taka świadomość, że dzisiaj na pytanie o to, czy jest na stanie kasza jaglana, nikt nie odpowiada
– ma pani na myśli jęczmienną?

Jeśli czegoś mi dzisiaj brakuje, to tylko lodów Zapp. To jest super. Taka świadomość, że wszystko jest. Lubię zachwycić się czymś tak oczywistym.

W ramach nowych rzeczy, spróbowałam też lidlowych smoothies. Gorąco polecam wersję z kokosem *.* Została mi jeszcze jedna do wypróbowania, dam znać czy coś deklasuje kokosa, ale nie sądzę 😀 Jest boski!

Wiem, że to banał…ale jaka to frajda usiąść na hamaku i wypić mrożoną kawę w spokoju. Bez jednoczesnego czytania maili, przeglądania książki i innego robienia 2 w 1.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 8 Maj, 2015 o 11:32 PDT

A nawet mieć czas ją udekorować. (btw. przepis na kawę mrożoną tutaj).
Boskie uczucie. Tak siedzieć dla samego siedzenia. Naprawdę ekstra! ;-). Nie z książką, gazetą, notatkami, kwestionariuszami które podliczam i analizuję. Posiedzieć. Po prostu. Zauważyć, że zaraz będą konwalie. Że szkoda kosić trawy, bo stokrotki są takie piękne. Że wiatr zdmuchnął już płatki kwiatów ze śliwki, ale kwitnie jabłoń. Że kawa jest pyszna i idealna w taki dzień.

A potem wyciągnąć skakankę i poskakać jak dziecko. A jaki to świetny drenaż dla moich płuc! I pokręcić hula hoop. Żadnej spiny, żadnych treningów, żadnego ustalonego celu. Skakanie dla przyjemności skakania. Bomba!

Trochę pisałam już o tym w tekście : Dlaczego nie warto przestawać być dzieckiem?   Wiadomo, nie tak całkiem, ale nie tracić tej dziecięcej frajdy i radochy ze wszystkiego.

Och, a ja jak kocham design!
Widzieliście kiedyś temperówkę do marchewki?

A ja widziałam, za 8 zł tutaj . I jeszcze takie fajne cudo do gotowania na parze – nakładkę na garnek (klik) . Kupiłabym, tak jak foremkę do robienia pierogów w kształcie serduszka, ale dałam sobie bana na zakup patelni, garnków i akcesoriów do gotowania, dopóki nie przyślą mojego blondera i cuda do smażenia naleśniorów 😀

Miałam też czas pobawić się z kotem. Chyba z nim zwariuję – ma towarzystwo, ma gdzie biegać, ma zabawki i kocimiętkę. A ciągle przynosi mi z lasu szczury i myszy, oraz te nieszczęsne wróbelki. Jasne, instynkt, tak działa kot, akceptuję prawa natury. Wiem nawet, że dla całej populacji wróbli to lepiej, że zabije te słabe, bo rozmnożą się tylko silne/szybkie/sprytne wróble, ewolucja i tak dalej.
Nie zamierzam serwować kotu wegańskiej diety, jak Ci ludzie którzy w ten sposób swojego prawie zabili. (link do artykułu). Ale kurczę…trzy wróble jednego dnia to trochę dużo, więc kupiłam nową zabawkę. W biedrze są po 5 zeta, jakość oceniam na zadowolającą – gumowa linka, fajne pałączki, kot się cieszy (wzięłam wędkę z czerwonym piórkiem na elastycznej wstążce (klik)). I zastanawiam się tak trochę – może ja dając mu te wszystkie zabawki, po prostu nakręcam jego łowcze zapędy? Trzy wróble jednego dnia to trochę dużo…

Potem znowu skakanka, hamak. Chill.

Dzisiaj miałam na sobie :

biały żakiet klik, czarny top : h&m , spodnie : romwe, botki : centro, torebka : klik 

Torebkę w sumie warto kliknąć, bo jej nie widać za dobrze, a jest bardzo fajna. Bo mała! Zawsze dźwigam wielkie ciężary, a w tej mieście się mały laptop, książka, rzeczy na studia, portfel i wszystko co konieczne. Niekonieczne rzeczy już nie 😀  I dobrze, bo nie kusi mnie wrzucenie parasola (bo może będzie padać) książki (bo może wykład będzie nudny) i tak dalej… Żakiet w sumie też fajny, akurat jestem beznadziejną blogerką, bo przykryłam rękoma detale, które nadają mu charakteru 😀 Także jak ktoś ciekawy, trzeba obejrzeć zdjęcie produktowe (klik)

Ach, spróbowałam dzisiaj po raz pierwszy cydru. Zawsze jakoś go omijałam, a to całkiem dobre :)).

Komuś mój dzień może się wydać głupi, nudny, zmarnowany. Ale ja świadomie zrezygnowałam z wielu ciekawych i rozwijających zajęć, jakie mogłam wybrać w ten piątek. Mega interesujący warsztat w Toruniu.  Albo zaproszenie na jakieś wydarzenie dla blogerek. Praca.  Mogłam też wypełniać swoje obowiązki, odpisywać na wiadomości, wypełniać sprawozdania alko kończyć magisterkę.
Ale z całą świadomością wybrałam zdmuchiwanie dmuchawców, leżenie na hamaku i wąchanie bzu. Bo raz na jakiś czas po prostu muszę. Bez poczucia winy. Co to za życie, kiedy człowiek nie ma się kiedy nim zachwycić? Na pewno nie moje!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
7 wskazówek jak szybciej podejmować decyzje
Jak wygląda mój zwykły dzień?