Wykorzystujesz swoje talenty?

Szczególnie w debatach związanych z ekonomią i gospodarką spotykam się z takim stwierdzeniem, że “zwykły, prosty człowiek wykonujący pracę mechaniczną powinien też żyć godnie i na dobrej stopie”. I ok, ja się z tym zgadzam, ale chciałabym spojrzeć na problem z innej strony i trochę namieszać. Lubię mieszać.

Ćwiczeniem, które zmieniło moje życie jest wdzięczność. I ona tak niewyobrażalnie procentuje, że czuję się dzięki niej tak szczęśliwa, że jest to nie do ogarnięcia umysłem. Pisałam o niej kiedyś całkiem obszernie tutaj. To ćwiczenie ma taką moc, że biedny poczuje się bogaty, a chory zdrowy. 
Bo wcześniej to ja czułam się jak Genezyp Kapen. Wiecznie czułam się nienasycona [1]. Aż zrozumiałam, że nasycić się nie da, jeśli chcę to zrobić za pomocą wartości zastępczych, substytutów, nędznych protez i inwestując w iluzję, jaką były wszystkie moje wcześniejsze dążenia. I ta wdzięczność sprawiła, że zaczęłam doceniać.

Wierzę, że każdy urodził się w jakimś czasie i miejscu dokładnie po coś. I w trakcie życia warto to coś odkryć a potem realizować.

Gdyby te słowa wypowiedział jakiś wybitny filozof, nie wiem, Assholoteles dajmy na to, to uchodziłyby za mądre. A tak to jest to tylko moja głupia wiara. 
Najgorsze co może mnie w życiu spotkać, to życie rodem z Mieszkańców Tuwima. Tych mieszkańców, tych zwykłych, prostych chcących żyć godnie, dla których zbrodnią jest rozpoczęcie maila od witam, leginsy zamiast spodni albo inny  problem pierwszego świata. 
Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,

Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.

Trochę pochodzą, trochę posiedzą,


I wszystko widmo. I wszystko fantom.[2]

Nie chcę tak… mieszkać. Bo przecież nie żyć. Nie chcę być tylko lokatorem wynajmującym na chwilę miejsce na tej planecie, który nic w nią nie wniósł poza statystycznie przypadającymi na niego ośmioma tonami wyprodukowanych śmieci.
To byłoby zmarnowanie życia. 
A zgodnie z moją wiarą, urodziłam się w danym miejscu i czasie z jakiegoś powodu i moją misją jest ten powód znaleźć, a potem wyprowadzić z niego to coś, co chcę wnieść do świata i to robić. 
Nie wiem co jest tym moim czymś. Na tę chwilę pisanie słów, pod wpływem których ktoś kończy toksyczny związek, zapisuje się na terapię, zmienia pracę albo rzuca palenie papierosów, czy robi wiele innych pięknych rzeczy o których potem pisze mi w mailu. 
Sprawianie, że dzieciak czujący się bezwartościowy, bo nie rozumie nic w szkole, zmienia optykę i nie czuje się już głupi, bo chwyta. 
 Może za jakiś czas znajdę jeszcze lepsze coś, ale na tę chwilę jest ok. 
Może twoim czymś jest to, że pięknie śpiewasz. I gdybyś wykorzystał ten talent, to na jakiejś imprezie twoja piosenka popchnie do tańca dwie osoby, które się w sobie zakochają. 
Może tym czymś jest perfekcyjne władanie nożyczkami i grzebieniem. I gdybyś wykorzystał ten talent, to kobiety wychodzące z twojego salonu przeglądałyby się w każdej szybie wystawowej i kałuży.
Może tym czymś jest bycie tak dobrym sprzedawcą, że osoba kupująca u ciebie spodnie poczuje się najpiękniejsza na świecie.
A może robienie tak dobrych zdjęć, że każdy chce je mieć w swoim albumie. 
Napisanie aplikacji, która ułatwi tysiącom ludzi trafianie do właściwych miejsc na czas.
Robienie wyśmienitych obiadów. Tak dobrych, że gdybyś wykorzystał ten talent dzieląc się nim ze światem, to ktoś ugotowałby z twojego przepisu zupę tak dobrą, że przy wspólnym stole zjednoczyłaby pokłóconą rodzinę.
Nie wiem co jest twoim czymś, ale wiem że możesz to znaleźć, np. rozwiązując to zadanie.
Bo wiesz, może to że pracujesz jako “zwykły, prosty człowiek wykonujący pracę mechaniczną, który powinien też żyć godnie i na dobrej stopie”, i jesteś niezadowolony że tak nie jest, to jest w jakiś sposób cena jaką ponosisz za to, że nie wykorzystujesz swoich talentów i nie wnosisz na tą planetę nic, poza tymi ośmioma tonami śmieci?
Uwielbiam pewną przypowieść:

Podobnie też [jest z królestwem niebieskim] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa [otrzymał]; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: “Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”. Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: “Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: “Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana”. Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: “Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!”. Odrzekł mu pan jego: “Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. 
Mt, 25, 14-30
Lubię te słowa. Przypominają mi jak wiele mam. Wodę pitną, jedzenie, dach nad głową, dwie nogi, umiejętność czytania, sprawny wzrok. Mam wiele talentów do wykorzystania – o niektórych z nich marzą, co którzy ich nie dostali. Gdybym je marnowała, byłoby mi wobec nich tak jakoś… wstyd. Wiecie, wstyd że mam sprawny wzrok a oglądam wciąż te same ściany i miejsca, nie próbując się nawet niczym zachwycić. Albo że mogę czytać, a czytam dupelka, podczas gdy w muzułmańskim Jemenie 70% kobiet czytać nie umie, a może o tym marzy.
Ale słuchaj sobie dalej i narzekaj na swój “ciężki los” który jest – być może – twoją karą za strach i asekuracyjne decyzje w życiu, a który to “ciężki los” chętnie wzięłyby sobie na barki miliony ludzi.  Zdjąłby im z nich jakieś 8 ton ciężaru.
[1] Genezypa Kapena to ja sobie wzięłam z powieści Nienasycenie, mojego ukochanego Witkacego, którego polecam, choć nie ma lekko.
[2] Mieszkańcy 
[3] Wiem czym są talenty i miny
[4] to post numer tysiąc na tym blogu <3
Nigdy przedtem nie czułam się tak szczęśliwa, że mam np. dwie nogi. No bo kto docenia to, mu się rzekomo należy? Przyjmujemy to jako coś oczywistego. A gdy zrozumiałam, że sam fakt urodzenia nie sprawia o tym, że coś mi się należy, to momentalnie poczułam się wszechogarniająco wdzięczna za wszystko.
  Bo nic mi się nie należy, a  jednak tyle mam.


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o