Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Padłaś? Poleż! Nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.

Spotkałam się wczoraj z Ewą, super babką. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, między innymi o tym, że czasami bardziej feministyczne jest po prostu poprawianie koron innym kobietom, niż nazywanie się głośno feministką i nie pomaganie nikomu. I o wielu innych rzeczach. Np. o tym, że czasami dużo pracy i wiele innych spotkań sprawiają, że potrzebny jest reset i dwa dni zabunkrowania się w mieszkaniu, bez interakcji z innymi ludźmi.

Ewa była świeżo po meetupie dla kobiet, ja wróciłam właśnie z warsztatów, które prowadziłam, więc obie byłyśmy aż nabuzowane, ale jednocześnie – zmęczone.
I tu nawet nie chodzi o zmęczenie fizyczne, ale też takie emocjonalne. Ewa wspiera kobiety zakładające swoje biznesy a nawet uruchomiła program wsparcia merytorycznego i finansowego dla nich – wszystko pod szyldem girlboss.
No i tak sobie rozmawiamy o tym, że obie nie odpisujemy na maile w weekendy i staramy się dbać o work-life balance, a Ewa opowiada o tym, jak kiedyś wysoko postawiony pracownik pewnej firmy chwalił się tym, że dopieszczał projekt w sylwestra. Jeszcze bym zrozumiała, gdyby to była jego własna firma, do której podchodzi osobiście, jakby była jego dzieckiem. Ale nie była.
Pamiętam jeden z moich ostatnich dni na uczelni, zanim stwierdziłam, że wcale nie chcę być doktorantką. Prowadząca zajęcia przeprosiła za swój spadek formy, bo spała cztery godziny z powodu konferencji czy innej ważnej rzeczy. Kolega się odezwał, że rozumie, bo sam spał trzy. I tak w sumie okazało się, że każdy z nas tyle akurat spał, bo było sporo spraw do ogarnięcia i nawet jeśli ktoś nie łączył studiów doktoranckich z pracą, to musiał dojeżdżać z daleka.
Miałam wielką ochotę powiedzieć, że ja spałam osiem godzin, ale to nie była prawda. Też spałam trzy.
Może i każdy z nas ma tyle samo godzin w dobie co Beyonce, ale jednak nie pokonujemy długich dystansów prywatnymi samolotami a w “normalnych” czynnościach nie wyręczają nas dziesiątki różnych osób.
Tamtego dnia zaczęłam się mocno zastanawiać, czy naprawdę chcę być wiecznie zmęczona i spać po trzy godziny na dobę. Nie chciałam.
ja rzucająca swoje obowiązki, koloryzowane

Przeraża mnie, że o spaniu trzy godziny mówi się z dumą. I że jest to poświęcenie godne poklasku i zdjęcia w gablotce z wizerunkiem pracownika miesiąca. Takie wiecie… kładzenie się na ołtarzu ojczyzny i poświęcanie siebie dla wyższego celu.
Tylko czy on naprawdę jest wyższy?

A jeszcze bardziej przeraza mnie to, że z  dumą mówimy o tym, by zasuwać bardziej i bardziej.
I to jest przerażenie równe temu, którego doświadczam gdy słyszę jak jedynym powodem do dumy i niemal sensem istnienia jest dla kogoś fakt, że mąż ma dwa dania podstawione pod nos, obowiązkowo ciasto co niedzielę, ubrania zawsze świeżo poprane, wyprasowane i wykrochmalone, podłogi codziennie pomyte a okna pucowane raz w miesiącu, bo inaczej to wstyd.
Nie wiem, gdybym była facetem byłabym szczęśliwa mając radosną żonę która uważa, że dwa razy w roku to optymalna częstotliwość mycia okien i mającą czas wyjść na rower, pilates czy siłownię.
Jeśli ktoś lubi i w tym pucowaniu się odnajduje, to oczywiście spoko i nic mi w zasadzie do tego, o ile to uwielbienie dla błysku i świeżości nie idzie w parze z pogardą dla ludzi, ceniących sobie wolny czas i uważających, że w sumie spoko kupić robota odkurzającego albo raz na dwa tygodnie zapłacić sympatycznej pani Krysi za posprzątanie mieszkania i iść sobie w tym czasie na spacer.
Przepraszam w tym miejscu za szalenie długie zdania, ale trochę w głowie wciąż siedzi mi specyficzny komentarz, który dostałam na youtube

Dwa, a może trzy tygodnie temu (tyle się ostatnio dzieje) umówiłam się na lunch z Anwen no i zasłabłam, więc na lunch nie dotarłam, tylko później na herbatę. Szczęśliwie Ania wciąż miała ochotę się spotkać.

Technicznie więc rzecz ujmując – padłam.
A według modnego sloganu powinnam powstać, poprawić koronę i zasuwać dalej.

Well, postrzegam to trochę inaczej.
Po pierwsze jest mi strasznie przykro, że wciąż żyjemy w rzeczywistości, w której tak wiele osób MUSI zasuwać ponad miarę i jestem ciekawa jak wiele osób by to robiło, gdyby jednak miało finansowo możliwość pozwolenia sobie na pracę w mniejszym wymiarze godzin albo zatrudnienia kogoś, kto wyręczy w “przyziemnych” obowiązkach.

Po drugie… z tą koroną to taki przykry zabieg stylistyczny, o którym czytałam już gdzieś w pracach o starożytnej Grecji. Wystarczy, że kobieta nie będzie czuła się kurą domową, a będzie “zarządzać majątkiem” i pozmieniamy trochę dekoracje, a będzie to odbierać zupełnie inaczej. Szalenie żałuję, że nie pamiętam tytułu tekstu, który czytałam na “Historię wychowania”, ale zwróćcie czasami uwagę na dobór słów.

nie mam pojęcia co tu się naywczyniało

A ja bym chciała Cię zachęcić do tego, by traktować się nieco… delikatniej.

Padłaś?
Połóż się i odpocznij. Śpij ile wlezie!
 A potem zrób komplet badań.
Sprawdź tarczycę i w ogóle wyniki krwi.
Zastanów się, dlaczego padłaś i co się stanie, jeśli będziesz padać nadal.
Serio.

Padłaś? Poleż sobie. Świat się nie zawali, nikt nie umrze jak raz kiedyś na obiad będzie pizza na dowóz.

Padłaś? Wyluzuj. Widocznie wzięłaś na siebie za dużo i warto trochę ciężaru z siebie zdjąć.

Kiedy to się stało, że daliśmy sobie wmówić jako prawdę objawioną ten mit, że ciężka praca popłaca? Zarobki i sukcesy życiowe nie są uzależnione od tego, jak ciężko pracujesz. Gdyby tak było, to panie sprzątające toalety na stacjach benzynowych i ludzie roznoszący ulotki na mrozie byliby milionerami. A jakoś nie są.
No chyba, że znasz jakiegoś milionera, który hobbystycznie odkleja zakrwawione podpaski z drzwi publicznej toalety.

Co więcej, czytałam o wielu eksperymentach (np. tym!) gdzie skrócenie czasu pracy z ośmiu do sześciu godzin nie zmniejszyło wydajności pracowników. To samo z czterodniowym tygodniem pracy.

Podobno w Japonii istnieje coś takiego jak “karoshi“, czyli śmierć z przepracowania. I podobno to powód do dumy. Nie wiem, bo opieram się jedynie na wikipedii, ale czytałam kiedyś o tym, jak wdrukowano poczucie dumy kamikadze, więc uznaję to za prawdopodobne.

Kiedy wprowadziłam niedziele tylko dla siebie , postanowiłam sobie, że to dzień w którym śpię do oporu. Ze zdziwieniem odkryłam, że potrafię spać aż do piętnastej.

Zanim kłopoty zdrowotne zakpiły sobie z moich planów, miałam bardzo udany romans ze wczesnym wstawaniem (ale też kładłam się spać wcześniej) i poznałam pojęcie “długu snu”. No więc to nie jest tak, że możesz siebie samego bezkarnie z cennych godzin snu okradać, bo komornik to nie jest miły gość i kiedyś po swoje przyjdzie. Z odsetkami i mogę cię zapewnić, że to nie będzie miła wizyta z ciasteczkami i plotkami przy kawce.
Teraz staram się pamiętać o tym, by nie przeginać z pracą i za każdym razem jestem zła, gdy się nie uda, bo jakieś zlecenie nad którym siedziałam po nocach było finansowo kuszące. Staram się odbijać to sobie wyjazdami, ale wciąż jestem na siebie za to zła.

Padasz często?
Usiądź z notesem i winem, albo świeczkami, muzyką relaksacyjną czy zimnym piwkiem i pomyśl na chłodno –

Dlaczego padam?
Jak mogę to zmienić?
Co się stanie, jeśli nic nie zmienię?
Co zyskuję?
Czy to jest warte tego, co stracę?

Bywamy dumni z tego, że mamy ileś tam fakultetów, znamy tyle i tyle języków, mamy własne działalności albo sukcesy w pracy, a ja ostatnio jestem dumna za każdym razem, gdy prześpię osiem godzin.
Jestem dumna, gdy robię sobie niedzielę zupełnie dla siebie.
I gdy nie kusi mnie, aby zaglądać na maila w weekend.
Jestem dumna, gdy zmęczona odpuszczę pucowanie łazienki, ogarnę z wierzchu i wybiorę sen.

I będę szalenie dumna, gdy te osiem godzin stanie się znowu normą, a nie powodem do dumy.

Uściski, Ania

23
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
AniamalujeGosiaaniamalujeMartynabognyprogram Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna
Gość
Martyna

Ja właśnie padłam i leżę, tylko, że w szpitalu… jak ktoś jest przemęczony to niech zbada tez próby wątrobowe, bo ja właśnie leżę z uszkodzona wątroba…myślałam, ze to nadmiar obowiązkow, a tak naprawdę mój organizm upominał sie, ze coś nie tak jest. Dwie pracy, studia w weekend, nowe mieszkanie do ogarnięcia i ślub za kilka miesięcy. I za co to wszystko za 2200 na miesiąc… kiepsko.

o3
Gość
o3

Bardzo polecam książkę “Taka praca nie ma sensu”, autor tam świetnie przedstawia, jak ważny jest odpoczynek. Od razu się chce wziąć parę dni wolnego 😀

aniamaluje
Gość

Wow, nie wiedziałam, ze są o tym książki ;(

aniamaluje
Gość

Nie ta emotka 😉

kathyleonia
Gość

ja pracuję w branży artystycznej, gdzie tel może być 24 godziny na dobę, a plan pracy ustalony kilka dni wcześniej na tip top i tak w każdym momencie może się zmienić. Na samym początku jeszcze się tym przejmowałam. Wchodziłam po godzinach pracy i w weekendy na maila, odbierałam telefony od ludzi o różnych porach dnia i nocy – bo a nuż coś ważnego. Ale potem przyszedł czas na zastanowienie się. Nie mam extra gaży za to. Nikt mi nie zapłaci podwójnie czy potrójnie jeśli nawet cały dzień będę odbierała telefony od spragnionych sławy ludzi co mają miliony pytań i tyleż… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Podoba mi się jak jasno wytyczyłas granice. Ja się czuje taka wolna od kiedy nie gaszę pożarów w weekendy! Jeszcze jakos nic nie spłonęło, a jak spłonie – nie ja nabroiłam

bognyprogram
Gość

Ja zawszę należałam do tej grupy, która odkłada koronę na nocny stolik i przewraca na drugi bok żeby dospać:D Mogę więc tylko zapewnić osoby, którym nie przychodzi to naturalnie, że świat się nie zawala, nie wyrzucają za to z pracy, a mąż sam sobie robi rano śniadanie do pracy. I życie toczy się dalej!

Dorota
Gość

I tak trzymać. Też wybieram sen jeśli czuję się zmęczona. Tylko pożar i wojna mogłyby mi wtedy przeszkodzić 😉

Katarzyna Żmuda
Gość

Szczerze cię uwielbiam za takie tematy! U mnie chroniczne przemęczenie również się pojawia, chociaż przecież jestem “tylko maturzystką”, a mało kto widzi i rozumie, że mam na głowie nie tyle maturę, co przed nią jeszcze 3 ważne olimpiady (w roku przewinęło się już ich chyba 5), a do tego od prawie sześciu lat prowadzę bloga książkowego, co też zabiera mi troszkę czasu i oczywiście mam chorą tarczycę, przez którą potrzebuję snu, odpoczynku i nie zawsze mi się chce zmuszać się do czegokolwiek, chociaż wiem że powinno. Mimo tego postanowiłam się w grudniu zresetować i od tamtej pory staram się spać… Czytaj więcej »

Aleksandra Kurpik
Gość
Aleksandra Kurpik

Kurczę… Zanim to przeczytałam zdałam sobie sprawę, że orzez głupie zmiany w pracy nie mam nawet czasu na to, żeby spokojnie walnąć się na kanapę z chłopakiem i zwyczajnie pogadac czy się trochę powygłupiac. Często się mijamy, oboje pracujemy i studiujemy. On ma stałe godziny pracy od 7 do 15 a ja codziennie jestem w pracy inaczej. Wkurza mnie już to, że nawet nie mogę zjeść czegoś co te 3-4 godziny ani wypić odpowiednią ilość wody w ciągu dnia :/ Także chyba też muszę usiąść i pomyśleć nad tym wszystkim + może te niedzielę bez handlu też wykorzystam jak ty… Czytaj więcej »

Natalia Bielawska
Gość
Natalia Bielawska

Cudowny post, jakbyś mi czytała w myślach! W prawniczej branży jest takie podejście – że praca wieczorami i w weekendy to powód do dumy, a fakt, iż masz zainteresowania (niezwiązane z prawem) jest czymś dziwnym. Gdy wychodzę po 8 godzinach pracy, ludzie patrzą się na mnie dziwnie, bo jak to tak wychodzić punktualnie. Ja uważam, że stawianie pracy na pierwszym miejscu szczególnie, gdy – tak jak wspomniałaś – to nawet nie jest twoja firma, nie jest zdrowe. Ja stawiam jasne granice, cenię swój czas wolny i potrafię oddzielić życie zawodowe od prywatnego (i co najważniejsze – mam takie prywatne życie).

Aśka Rzeźnik
Gość

Dobrze Cię rozumiem, bo sama jestem pracoholiczką… Kocham swoją pracę, uwielbiam to, co robię, ale jak się przepracowuję, to strasznie się to odbija na moim zdrowiu. Kiedyś ignorowałam sygnały z ciała zwalając winę za ból brzucha na stres, omal przez to nie umarłam, w ostatniej chwili trafiłam do szpitala… Dziś każdy sygnał z ciała jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym, który sprawia, że nie tylko zwalniam i bardziej się sobą opiekuję, ale też idę do lekarza, by sprawdzić, czy znów nie dzieje się coś poważnego.

Jagodowa^^
Gość

Chodząc jeszcze do szkoły średniej miałam taką “fazę” żeby wyciskać z doby jak najwięcej się da. Z rozmysłem ograniczyłam godziny snu do 5 – no bo co w tym może być złego? Pierwszy tydzień spoko, czułam się jak nowo narodzona (czasem tak mam po mniejszej ilości snu, że czuję się bardziej wyspana niż po dłuższym czasie) – ale ciekawie zaczęło robić się później. W pewnym momencie gdzie usiadłam, tam potrafiłam zasnąć. Zaczęłam mieć okropne stany lękowe i mocne wahania nastroju. Wytrzymałam tak może ze dwa miesiące i koniec, nie dałam rady więcej. Teraz staram się snu sobie nie odmawiać –… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Temat nowego podejścia do snu został ciekawie omówiony w książce “24/7. Późny kapitalizm i koniec snu” Jonathana Crary’ego. Szczerze zachęcam, książka jest dostępna nawet na Legimi 🙂

blackness
Gość
blackness

Ja też padłam, ale psychicznie, bo uwierzyłam w to, że to, co robię nie ma sensu, bo nie zapewni mi dobrej przyszłości (studia polonistyczne), a dodatkowo przychodziło mi to łatwo i z zachowaniem odpowiedniej równowagi między nauką a życiem, a to przecież działa na niekorzyść “prestiżu”, no i nie mogę pochwalić się martyrologicznym bohaterstwem. A że było to zdanie ważnych dla mnie ludzi, to tak pogrążyło mnie psychicznie, że przez półtora roku nie mogłam znaleźc w sobie chęci do działania, bo wszystko wydawało mi się beznadziejne. Znienawidziłam to, co dawało mi radość i co wybrałam z pełną świadomością. Przez ten… Czytaj więcej »

Anszpi
Gość

Zdarza mi się paść i wyłączyć co jakiś czas, zazwyczaj wtedy kiedy w dzień lub dwa robię to co nieraz w tydzień. Ale na ogół staram się wysypiać o ile to możliwe spiąć z dzieckiem. Nie warto czasem kosztem swojego zdrowia biec za materialnymi rzeczami i po dordze upadac

rubinowaaa
Gość
rubinowaaa

Żal nie skomentować! Na studiach spałam często 4-6h, na 3-cim roku zaczęłam szkołę policealną z finansów, bo “przyda się jak będę miała firmę”, bieganie, fitnessy 4x w tygodniu, mnóstwo stresu w domu, ciężki semestr i właśnie wtedy przyszła miastenia. Chociaż podłoże ta choroba ma różne, to myślę, że przemęczenie organizmu miało swój udział. Lata uczyłam się “odpuszczać” i teraz potrafię. Nie, nie rezygnować, nie poddawać się, ale sen 8h to konieczność, bo inaczej cierpię, jak jestem zmęczona to leżę – dosłownie i nawet codziennie. Tylko, że na siłę nic nie zrobię i już nawet nie jest tak bardzo mi źle… Czytaj więcej »

Olcha Sosnowa
Gość

Dzisiejsza “kariera” to niestety zasuwanie. Chcesz zarabiać więcej? Awansuj i rób nadgodziny. Widzę to i bardzo mnie to dołuje. Rodzice zostają po godzinach, zabierają pracę do domu, pracują w weekendy. Nie wiem, kiedy budują z dziećmi relacje. Nie wiem w imię czego tak się zajeżdżają. Nie widzę siebie w takim systemie, bo bycie wiecznie na tym samym stanowisku też wygląda podejrzanie… W życiu na etacie zrobiłam dosłownie kilka godzin i wiele osób patrzyło na mnie podejrzanie, ale nigdy nikt nic nie powiedział. Przeszłam na inny tryb (wychowawczy + umowa o dzieło). Praca zajmuje mi 30% dotychczasowego etatowego czasu pracy, zarobki… Czytaj więcej »

Kosmetolog Marta
Gość

Mnie przed padaniem i powstawaniem na zmianę ratuje po prostu plan. Raz zasuwam, a raz leżę cały dzień z książką, a mąż donosi jedzenie. Kobiety w dzisiejszych czasach biorą na siebie za dużo bo tego wymaga od nich społeczeństwo. Przecież musisz być fit, musisz być matką, która bawi się z dziećmi tylko drewnianymi zabawkami, bo akurat są modne, musisz być perfekcyjną panią domu, z zasadą 3XP, a do tego bizneswoman, za to wieczorami wskakujesz w sexy body i jest królową seksu. Owszem można być każdą z tych osób, ale nie w jednym czasie. Wystarczy jak jednego dnia będziesz świetną matką,… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Ja właśnie na najbliższy weekend zaplanowałam reset, bo przestaję psychicznie wyrabiać. Łączenie szkoły i pracy staje się powoli ponad moje siły, głównie przez wstawanie bladym świtem i codzienne dojazdy do innego miasta… Mam tylko nadzieję, że w perspektywie okaże się, że było warto…

aniamaluje
Gość

Reset jest absolutnie niezbędny raz na jakiś czas! <3

Gosia
Gość

Korpo mi zrobiło krzywdę w zeszłym roku, za bardzo sobie wmówiłam, że naprawię wszystko co szwankuje, chociaż sypało się tak, że ludzie z dużo wyższą wypłatą się poddawali. Dorobiłam się bezsenności i rok później nadal z nią walczę. Pół roku temu przeniosłam się do spokojnego zespołu,dużo mniej stresu, więcej czasu na odpoczynek, a nadal moje ciało nie umie spać więcej niż 5 godzin. Mam takie dni, że płaczę z bezsilności, bo jestem zmęczona i nie jestem w stanie nic zrobić, ale spać też nie moge. Jestem na terapii CBTI, na razie z mizernym skutkiem – poprawiła się skuteczność zasypiania, ale… Czytaj więcej »

Previous
Sposoby na suchą skórę głowy 💇🏻
Padłaś? Poleż! Nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.