- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Padłaś? Poleż! Nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.

Spotkałam się wczoraj z Ewą, super babką. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, między innymi o tym, że czasami bardziej feministyczne jest po prostu poprawianie koron innym kobietom, niż nazywanie się głośno feministką i nie pomaganie nikomu. I o wielu innych rzeczach. Np. o tym, że czasami dużo pracy i wiele innych spotkań sprawiają, że potrzebny jest reset i dwa dni zabunkrowania się w mieszkaniu, bez interakcji z innymi ludźmi.

Ewa była świeżo po meetupie dla kobiet, ja wróciłam właśnie z warsztatów, które prowadziłam, więc obie byłyśmy aż nabuzowane, ale jednocześnie – zmęczone.
I tu nawet nie chodzi o zmęczenie fizyczne, ale też takie emocjonalne. Ewa wspiera kobiety zakładające swoje biznesy a nawet uruchomiła program wsparcia merytorycznego i finansowego dla nich – wszystko pod szyldem girlboss.
No i tak sobie rozmawiamy o tym, że obie nie odpisujemy na maile w weekendy i staramy się dbać o work-life balance, a Ewa opowiada o tym, jak kiedyś wysoko postawiony pracownik pewnej firmy chwalił się tym, że dopieszczał projekt w sylwestra. Jeszcze bym zrozumiała, gdyby to była jego własna firma, do której podchodzi osobiście, jakby była jego dzieckiem. Ale nie była.
Pamiętam jeden z moich ostatnich dni na uczelni, zanim stwierdziłam, że wcale nie chcę być doktorantką. Prowadząca zajęcia przeprosiła za swój spadek formy, bo spała cztery godziny z powodu konferencji czy innej ważnej rzeczy. Kolega się odezwał, że rozumie, bo sam spał trzy. I tak w sumie okazało się, że każdy z nas tyle akurat spał, bo było sporo spraw do ogarnięcia i nawet jeśli ktoś nie łączył studiów doktoranckich z pracą, to musiał dojeżdżać z daleka.
Miałam wielką ochotę powiedzieć, że ja spałam osiem godzin, ale to nie była prawda. Też spałam trzy.
Może i każdy z nas ma tyle samo godzin w dobie co Beyonce, ale jednak nie pokonujemy długich dystansów prywatnymi samolotami a w “normalnych” czynnościach nie wyręczają nas dziesiątki różnych osób.
Tamtego dnia zaczęłam się mocno zastanawiać, czy naprawdę chcę być wiecznie zmęczona i spać po trzy godziny na dobę. Nie chciałam.
ja rzucająca swoje obowiązki, koloryzowane

Przeraża mnie, że o spaniu trzy godziny mówi się z dumą. I że jest to poświęcenie godne poklasku i zdjęcia w gablotce z wizerunkiem pracownika miesiąca. Takie wiecie… kładzenie się na ołtarzu ojczyzny i poświęcanie siebie dla wyższego celu.
Tylko czy on naprawdę jest wyższy?

A jeszcze bardziej przeraza mnie to, że z  dumą mówimy o tym, by zasuwać bardziej i bardziej.
I to jest przerażenie równe temu, którego doświadczam gdy słyszę jak jedynym powodem do dumy i niemal sensem istnienia jest dla kogoś fakt, że mąż ma dwa dania podstawione pod nos, obowiązkowo ciasto co niedzielę, ubrania zawsze świeżo poprane, wyprasowane i wykrochmalone, podłogi codziennie pomyte a okna pucowane raz w miesiącu, bo inaczej to wstyd.
Nie wiem, gdybym była facetem byłabym szczęśliwa mając radosną żonę która uważa, że dwa razy w roku to optymalna częstotliwość mycia okien i mającą czas wyjść na rower, pilates czy siłownię.
Jeśli ktoś lubi i w tym pucowaniu się odnajduje, to oczywiście spoko i nic mi w zasadzie do tego, o ile to uwielbienie dla błysku i świeżości nie idzie w parze z pogardą dla ludzi, ceniących sobie wolny czas i uważających, że w sumie spoko kupić robota odkurzającego albo raz na dwa tygodnie zapłacić sympatycznej pani Krysi za posprzątanie mieszkania i iść sobie w tym czasie na spacer.
Przepraszam w tym miejscu za szalenie długie zdania, ale trochę w głowie wciąż siedzi mi specyficzny komentarz, który dostałam na youtube

Dwa, a może trzy tygodnie temu (tyle się ostatnio dzieje) umówiłam się na lunch z Anwen no i zasłabłam, więc na lunch nie dotarłam, tylko później na herbatę. Szczęśliwie Ania wciąż miała ochotę się spotkać.

Technicznie więc rzecz ujmując – padłam.
A według modnego sloganu powinnam powstać, poprawić koronę i zasuwać dalej.

Well, postrzegam to trochę inaczej.
Po pierwsze jest mi strasznie przykro, że wciąż żyjemy w rzeczywistości, w której tak wiele osób MUSI zasuwać ponad miarę i jestem ciekawa jak wiele osób by to robiło, gdyby jednak miało finansowo możliwość pozwolenia sobie na pracę w mniejszym wymiarze godzin albo zatrudnienia kogoś, kto wyręczy w “przyziemnych” obowiązkach.

Po drugie… z tą koroną to taki przykry zabieg stylistyczny, o którym czytałam już gdzieś w pracach o starożytnej Grecji. Wystarczy, że kobieta nie będzie czuła się kurą domową, a będzie “zarządzać majątkiem” i pozmieniamy trochę dekoracje, a będzie to odbierać zupełnie inaczej. Szalenie żałuję, że nie pamiętam tytułu tekstu, który czytałam na “Historię wychowania”, ale zwróćcie czasami uwagę na dobór słów.

nie mam pojęcia co tu się naywczyniało

A ja bym chciała Cię zachęcić do tego, by traktować się nieco… delikatniej.

Padłaś?
Połóż się i odpocznij. Śpij ile wlezie!
 A potem zrób komplet badań.
Sprawdź tarczycę i w ogóle wyniki krwi.
Zastanów się, dlaczego padłaś i co się stanie, jeśli będziesz padać nadal.
Serio.

Padłaś? Poleż sobie. Świat się nie zawali, nikt nie umrze jak raz kiedyś na obiad będzie pizza na dowóz.

Padłaś? Wyluzuj. Widocznie wzięłaś na siebie za dużo i warto trochę ciężaru z siebie zdjąć.

Kiedy to się stało, że daliśmy sobie wmówić jako prawdę objawioną ten mit, że ciężka praca popłaca? Zarobki i sukcesy życiowe nie są uzależnione od tego, jak ciężko pracujesz. Gdyby tak było, to panie sprzątające toalety na stacjach benzynowych i ludzie roznoszący ulotki na mrozie byliby milionerami. A jakoś nie są.
No chyba, że znasz jakiegoś milionera, który hobbystycznie odkleja zakrwawione podpaski z drzwi publicznej toalety.

Co więcej, czytałam o wielu eksperymentach (np. tym!) gdzie skrócenie czasu pracy z ośmiu do sześciu godzin nie zmniejszyło wydajności pracowników. To samo z czterodniowym tygodniem pracy.

Podobno w Japonii istnieje coś takiego jak “karoshi“, czyli śmierć z przepracowania. I podobno to powód do dumy. Nie wiem, bo opieram się jedynie na wikipedii, ale czytałam kiedyś o tym, jak wdrukowano poczucie dumy kamikadze, więc uznaję to za prawdopodobne.

Kiedy wprowadziłam niedziele tylko dla siebie , postanowiłam sobie, że to dzień w którym śpię do oporu. Ze zdziwieniem odkryłam, że potrafię spać aż do piętnastej.

Zanim kłopoty zdrowotne zakpiły sobie z moich planów, miałam bardzo udany romans ze wczesnym wstawaniem (ale też kładłam się spać wcześniej) i poznałam pojęcie “długu snu”. No więc to nie jest tak, że możesz siebie samego bezkarnie z cennych godzin snu okradać, bo komornik to nie jest miły gość i kiedyś po swoje przyjdzie. Z odsetkami i mogę cię zapewnić, że to nie będzie miła wizyta z ciasteczkami i plotkami przy kawce.
Teraz staram się pamiętać o tym, by nie przeginać z pracą i za każdym razem jestem zła, gdy się nie uda, bo jakieś zlecenie nad którym siedziałam po nocach było finansowo kuszące. Staram się odbijać to sobie wyjazdami, ale wciąż jestem na siebie za to zła.

Padasz często?
Usiądź z notesem i winem, albo świeczkami, muzyką relaksacyjną czy zimnym piwkiem i pomyśl na chłodno –

Dlaczego padam?
Jak mogę to zmienić?
Co się stanie, jeśli nic nie zmienię?
Co zyskuję?
Czy to jest warte tego, co stracę?

Bywamy dumni z tego, że mamy ileś tam fakultetów, znamy tyle i tyle języków, mamy własne działalności albo sukcesy w pracy, a ja ostatnio jestem dumna za każdym razem, gdy prześpię osiem godzin.
Jestem dumna, gdy robię sobie niedzielę zupełnie dla siebie.
I gdy nie kusi mnie, aby zaglądać na maila w weekend.
Jestem dumna, gdy zmęczona odpuszczę pucowanie łazienki, ogarnę z wierzchu i wybiorę sen.

I będę szalenie dumna, gdy te osiem godzin stanie się znowu normą, a nie powodem do dumy.

Uściski, Ania

Podziel się

23
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
AniamalujeGosiaaniamalujeMartynabognyprogram Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna
Gość
Martyna

Ja właśnie padłam i leżę, tylko, że w szpitalu… jak ktoś jest przemęczony to niech zbada tez próby wątrobowe, bo ja właśnie leżę z uszkodzona wątroba…myślałam, ze to nadmiar obowiązkow, a tak naprawdę mój organizm upominał sie, ze coś nie tak jest. Dwie pracy, studia w weekend, nowe mieszkanie do ogarnięcia i ślub za kilka miesięcy. I za co to wszystko za 2200 na miesiąc… kiepsko.

o3
Gość
o3

Bardzo polecam książkę “Taka praca nie ma sensu”, autor tam świetnie przedstawia, jak ważny jest odpoczynek. Od razu się chce wziąć parę dni wolnego 😀

aniamaluje
Gość

Wow, nie wiedziałam, ze są o tym książki ;(

aniamaluje
Gość

Nie ta emotka 😉

kathyleonia
Gość

ja pracuję w branży artystycznej, gdzie tel może być 24 godziny na dobę, a plan pracy ustalony kilka dni wcześniej na tip top i tak w każdym momencie może się zmienić. Na samym początku jeszcze się tym przejmowałam. Wchodziłam po godzinach pracy i w weekendy na maila, odbierałam telefony od ludzi o różnych porach dnia i nocy – bo a nuż coś ważnego. Ale potem przyszedł czas na zastanowienie się. Nie mam extra gaży za to. Nikt mi nie zapłaci podwójnie czy potrójnie jeśli nawet cały dzień będę odbierała telefony od spragnionych sławy ludzi co mają miliony pytań i tyleż… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Podoba mi się jak jasno wytyczyłas granice. Ja się czuje taka wolna od kiedy nie gaszę pożarów w weekendy! Jeszcze jakos nic nie spłonęło, a jak spłonie – nie ja nabroiłam

bognyprogram
Gość

Ja zawszę należałam do tej grupy, która odkłada koronę na nocny stolik i przewraca na drugi bok żeby dospać:D Mogę więc tylko zapewnić osoby, którym nie przychodzi to naturalnie, że świat się nie zawala, nie wyrzucają za to z pracy, a mąż sam sobie robi rano śniadanie do pracy. I życie toczy się dalej!

Dorota
Gość

I tak trzymać. Też wybieram sen jeśli czuję się zmęczona. Tylko pożar i wojna mogłyby mi wtedy przeszkodzić 😉

Katarzyna Żmuda
Gość

Szczerze cię uwielbiam za takie tematy! U mnie chroniczne przemęczenie również się pojawia, chociaż przecież jestem “tylko maturzystką”, a mało kto widzi i rozumie, że mam na głowie nie tyle maturę, co przed nią jeszcze 3 ważne olimpiady (w roku przewinęło się już ich chyba 5), a do tego od prawie sześciu lat prowadzę bloga książkowego, co też zabiera mi troszkę czasu i oczywiście mam chorą tarczycę, przez którą potrzebuję snu, odpoczynku i nie zawsze mi się chce zmuszać się do czegokolwiek, chociaż wiem że powinno. Mimo tego postanowiłam się w grudniu zresetować i od tamtej pory staram się spać… Czytaj więcej »

Aleksandra Kurpik
Gość
Aleksandra Kurpik

Kurczę… Zanim to przeczytałam zdałam sobie sprawę, że orzez głupie zmiany w pracy nie mam nawet czasu na to, żeby spokojnie walnąć się na kanapę z chłopakiem i zwyczajnie pogadac czy się trochę powygłupiac. Często się mijamy, oboje pracujemy i studiujemy. On ma stałe godziny pracy od 7 do 15 a ja codziennie jestem w pracy inaczej. Wkurza mnie już to, że nawet nie mogę zjeść czegoś co te 3-4 godziny ani wypić odpowiednią ilość wody w ciągu dnia :/ Także chyba też muszę usiąść i pomyśleć nad tym wszystkim + może te niedzielę bez handlu też wykorzystam jak ty… Czytaj więcej »

Natalia Bielawska
Gość
Natalia Bielawska

Cudowny post, jakbyś mi czytała w myślach! W prawniczej branży jest takie podejście – że praca wieczorami i w weekendy to powód do dumy, a fakt, iż masz zainteresowania (niezwiązane z prawem) jest czymś dziwnym. Gdy wychodzę po 8 godzinach pracy, ludzie patrzą się na mnie dziwnie, bo jak to tak wychodzić punktualnie. Ja uważam, że stawianie pracy na pierwszym miejscu szczególnie, gdy – tak jak wspomniałaś – to nawet nie jest twoja firma, nie jest zdrowe. Ja stawiam jasne granice, cenię swój czas wolny i potrafię oddzielić życie zawodowe od prywatnego (i co najważniejsze – mam takie prywatne życie).

Aśka Rzeźnik
Gość

Dobrze Cię rozumiem, bo sama jestem pracoholiczką… Kocham swoją pracę, uwielbiam to, co robię, ale jak się przepracowuję, to strasznie się to odbija na moim zdrowiu. Kiedyś ignorowałam sygnały z ciała zwalając winę za ból brzucha na stres, omal przez to nie umarłam, w ostatniej chwili trafiłam do szpitala… Dziś każdy sygnał z ciała jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym, który sprawia, że nie tylko zwalniam i bardziej się sobą opiekuję, ale też idę do lekarza, by sprawdzić, czy znów nie dzieje się coś poważnego.

Jagodowa^^
Gość

Chodząc jeszcze do szkoły średniej miałam taką “fazę” żeby wyciskać z doby jak najwięcej się da. Z rozmysłem ograniczyłam godziny snu do 5 – no bo co w tym może być złego? Pierwszy tydzień spoko, czułam się jak nowo narodzona (czasem tak mam po mniejszej ilości snu, że czuję się bardziej wyspana niż po dłuższym czasie) – ale ciekawie zaczęło robić się później. W pewnym momencie gdzie usiadłam, tam potrafiłam zasnąć. Zaczęłam mieć okropne stany lękowe i mocne wahania nastroju. Wytrzymałam tak może ze dwa miesiące i koniec, nie dałam rady więcej. Teraz staram się snu sobie nie odmawiać –… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Temat nowego podejścia do snu został ciekawie omówiony w książce “24/7. Późny kapitalizm i koniec snu” Jonathana Crary’ego. Szczerze zachęcam, książka jest dostępna nawet na Legimi 🙂

blackness
Gość
blackness

Ja też padłam, ale psychicznie, bo uwierzyłam w to, że to, co robię nie ma sensu, bo nie zapewni mi dobrej przyszłości (studia polonistyczne), a dodatkowo przychodziło mi to łatwo i z zachowaniem odpowiedniej równowagi między nauką a życiem, a to przecież działa na niekorzyść “prestiżu”, no i nie mogę pochwalić się martyrologicznym bohaterstwem. A że było to zdanie ważnych dla mnie ludzi, to tak pogrążyło mnie psychicznie, że przez półtora roku nie mogłam znaleźc w sobie chęci do działania, bo wszystko wydawało mi się beznadziejne. Znienawidziłam to, co dawało mi radość i co wybrałam z pełną świadomością. Przez ten… Czytaj więcej »

Anszpi
Gość

Zdarza mi się paść i wyłączyć co jakiś czas, zazwyczaj wtedy kiedy w dzień lub dwa robię to co nieraz w tydzień. Ale na ogół staram się wysypiać o ile to możliwe spiąć z dzieckiem. Nie warto czasem kosztem swojego zdrowia biec za materialnymi rzeczami i po dordze upadac

rubinowaaa
Gość
rubinowaaa

Żal nie skomentować! Na studiach spałam często 4-6h, na 3-cim roku zaczęłam szkołę policealną z finansów, bo “przyda się jak będę miała firmę”, bieganie, fitnessy 4x w tygodniu, mnóstwo stresu w domu, ciężki semestr i właśnie wtedy przyszła miastenia. Chociaż podłoże ta choroba ma różne, to myślę, że przemęczenie organizmu miało swój udział. Lata uczyłam się “odpuszczać” i teraz potrafię. Nie, nie rezygnować, nie poddawać się, ale sen 8h to konieczność, bo inaczej cierpię, jak jestem zmęczona to leżę – dosłownie i nawet codziennie. Tylko, że na siłę nic nie zrobię i już nawet nie jest tak bardzo mi źle… Czytaj więcej »

Olcha Sosnowa
Gość

Dzisiejsza “kariera” to niestety zasuwanie. Chcesz zarabiać więcej? Awansuj i rób nadgodziny. Widzę to i bardzo mnie to dołuje. Rodzice zostają po godzinach, zabierają pracę do domu, pracują w weekendy. Nie wiem, kiedy budują z dziećmi relacje. Nie wiem w imię czego tak się zajeżdżają. Nie widzę siebie w takim systemie, bo bycie wiecznie na tym samym stanowisku też wygląda podejrzanie… W życiu na etacie zrobiłam dosłownie kilka godzin i wiele osób patrzyło na mnie podejrzanie, ale nigdy nikt nic nie powiedział. Przeszłam na inny tryb (wychowawczy + umowa o dzieło). Praca zajmuje mi 30% dotychczasowego etatowego czasu pracy, zarobki… Czytaj więcej »

Kosmetolog Marta
Gość

Mnie przed padaniem i powstawaniem na zmianę ratuje po prostu plan. Raz zasuwam, a raz leżę cały dzień z książką, a mąż donosi jedzenie. Kobiety w dzisiejszych czasach biorą na siebie za dużo bo tego wymaga od nich społeczeństwo. Przecież musisz być fit, musisz być matką, która bawi się z dziećmi tylko drewnianymi zabawkami, bo akurat są modne, musisz być perfekcyjną panią domu, z zasadą 3XP, a do tego bizneswoman, za to wieczorami wskakujesz w sexy body i jest królową seksu. Owszem można być każdą z tych osób, ale nie w jednym czasie. Wystarczy jak jednego dnia będziesz świetną matką,… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Ja właśnie na najbliższy weekend zaplanowałam reset, bo przestaję psychicznie wyrabiać. Łączenie szkoły i pracy staje się powoli ponad moje siły, głównie przez wstawanie bladym świtem i codzienne dojazdy do innego miasta… Mam tylko nadzieję, że w perspektywie okaże się, że było warto…

aniamaluje
Gość

Reset jest absolutnie niezbędny raz na jakiś czas! <3

Gosia
Gość

Korpo mi zrobiło krzywdę w zeszłym roku, za bardzo sobie wmówiłam, że naprawię wszystko co szwankuje, chociaż sypało się tak, że ludzie z dużo wyższą wypłatą się poddawali. Dorobiłam się bezsenności i rok później nadal z nią walczę. Pół roku temu przeniosłam się do spokojnego zespołu,dużo mniej stresu, więcej czasu na odpoczynek, a nadal moje ciało nie umie spać więcej niż 5 godzin. Mam takie dni, że płaczę z bezsilności, bo jestem zmęczona i nie jestem w stanie nic zrobić, ale spać też nie moge. Jestem na terapii CBTI, na razie z mizernym skutkiem – poprawiła się skuteczność zasypiania, ale… Czytaj więcej »