Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Padłaś? Poleż! Nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.

Spotkałam się wczoraj z Ewą, super babką. Rozmawiałyśmy o różnych rzeczach, między innymi o tym, że czasami bardziej feministyczne jest po prostu poprawianie koron innym kobietom, niż nazywanie się głośno feministką i nie pomaganie nikomu. I o wielu innych rzeczach. Np. o tym, że czasami dużo pracy i wiele innych spotkań sprawiają, że potrzebny jest reset i dwa dni zabunkrowania się w mieszkaniu, bez interakcji z innymi ludźmi.

Ewa była świeżo po meetupie dla kobiet, ja wróciłam właśnie z warsztatów, które prowadziłam, więc obie byłyśmy aż nabuzowane, ale jednocześnie – zmęczone.
I tu nawet nie chodzi o zmęczenie fizyczne, ale też takie emocjonalne. Ewa wspiera kobiety zakładające swoje biznesy a nawet uruchomiła program wsparcia merytorycznego i finansowego dla nich – wszystko pod szyldem girlboss.
No i tak sobie rozmawiamy o tym, że obie nie odpisujemy na maile w weekendy i staramy się dbać o work-life balance, a Ewa opowiada o tym, jak kiedyś wysoko postawiony pracownik pewnej firmy chwalił się tym, że dopieszczał projekt w sylwestra. Jeszcze bym zrozumiała, gdyby to była jego własna firma, do której podchodzi osobiście, jakby była jego dzieckiem. Ale nie była.
Pamiętam jeden z moich ostatnich dni na uczelni, zanim stwierdziłam, że wcale nie chcę być doktorantką. Prowadząca zajęcia przeprosiła za swój spadek formy, bo spała cztery godziny z powodu konferencji czy innej ważnej rzeczy. Kolega się odezwał, że rozumie, bo sam spał trzy. I tak w sumie okazało się, że każdy z nas tyle akurat spał, bo było sporo spraw do ogarnięcia i nawet jeśli ktoś nie łączył studiów doktoranckich z pracą, to musiał dojeżdżać z daleka.
Miałam wielką ochotę powiedzieć, że ja spałam osiem godzin, ale to nie była prawda. Też spałam trzy.
Może i każdy z nas ma tyle samo godzin w dobie co Beyonce, ale jednak nie pokonujemy długich dystansów prywatnymi samolotami a w “normalnych” czynnościach nie wyręczają nas dziesiątki różnych osób.
Tamtego dnia zaczęłam się mocno zastanawiać, czy naprawdę chcę być wiecznie zmęczona i spać po trzy godziny na dobę. Nie chciałam.
ja rzucająca swoje obowiązki, koloryzowane

Przeraża mnie, że o spaniu trzy godziny mówi się z dumą. I że jest to poświęcenie godne poklasku i zdjęcia w gablotce z wizerunkiem pracownika miesiąca. Takie wiecie… kładzenie się na ołtarzu ojczyzny i poświęcanie siebie dla wyższego celu.
Tylko czy on naprawdę jest wyższy?

A jeszcze bardziej przeraza mnie to, że z  dumą mówimy o tym, by zasuwać bardziej i bardziej.
I to jest przerażenie równe temu, którego doświadczam gdy słyszę jak jedynym powodem do dumy i niemal sensem istnienia jest dla kogoś fakt, że mąż ma dwa dania podstawione pod nos, obowiązkowo ciasto co niedzielę, ubrania zawsze świeżo poprane, wyprasowane i wykrochmalone, podłogi codziennie pomyte a okna pucowane raz w miesiącu, bo inaczej to wstyd.
Nie wiem, gdybym była facetem byłabym szczęśliwa mając radosną żonę która uważa, że dwa razy w roku to optymalna częstotliwość mycia okien i mającą czas wyjść na rower, pilates czy siłownię.
Jeśli ktoś lubi i w tym pucowaniu się odnajduje, to oczywiście spoko i nic mi w zasadzie do tego, o ile to uwielbienie dla błysku i świeżości nie idzie w parze z pogardą dla ludzi, ceniących sobie wolny czas i uważających, że w sumie spoko kupić robota odkurzającego albo raz na dwa tygodnie zapłacić sympatycznej pani Krysi za posprzątanie mieszkania i iść sobie w tym czasie na spacer.
Przepraszam w tym miejscu za szalenie długie zdania, ale trochę w głowie wciąż siedzi mi specyficzny komentarz, który dostałam na youtube

Dwa, a może trzy tygodnie temu (tyle się ostatnio dzieje) umówiłam się na lunch z Anwen no i zasłabłam, więc na lunch nie dotarłam, tylko później na herbatę. Szczęśliwie Ania wciąż miała ochotę się spotkać.

Technicznie więc rzecz ujmując – padłam.
A według modnego sloganu powinnam powstać, poprawić koronę i zasuwać dalej.

Well, postrzegam to trochę inaczej.
Po pierwsze jest mi strasznie przykro, że wciąż żyjemy w rzeczywistości, w której tak wiele osób MUSI zasuwać ponad miarę i jestem ciekawa jak wiele osób by to robiło, gdyby jednak miało finansowo możliwość pozwolenia sobie na pracę w mniejszym wymiarze godzin albo zatrudnienia kogoś, kto wyręczy w “przyziemnych” obowiązkach.

Po drugie… z tą koroną to taki przykry zabieg stylistyczny, o którym czytałam już gdzieś w pracach o starożytnej Grecji. Wystarczy, że kobieta nie będzie czuła się kurą domową, a będzie “zarządzać majątkiem” i pozmieniamy trochę dekoracje, a będzie to odbierać zupełnie inaczej. Szalenie żałuję, że nie pamiętam tytułu tekstu, który czytałam na “Historię wychowania”, ale zwróćcie czasami uwagę na dobór słów.

nie mam pojęcia co tu się naywczyniało

A ja bym chciała Cię zachęcić do tego, by traktować się nieco… delikatniej.

Padłaś?
Połóż się i odpocznij. Śpij ile wlezie!
 A potem zrób komplet badań.
Sprawdź tarczycę i w ogóle wyniki krwi.
Zastanów się, dlaczego padłaś i co się stanie, jeśli będziesz padać nadal.
Serio.

Padłaś? Poleż sobie. Świat się nie zawali, nikt nie umrze jak raz kiedyś na obiad będzie pizza na dowóz.

Padłaś? Wyluzuj. Widocznie wzięłaś na siebie za dużo i warto trochę ciężaru z siebie zdjąć.

Kiedy to się stało, że daliśmy sobie wmówić jako prawdę objawioną ten mit, że ciężka praca popłaca? Zarobki i sukcesy życiowe nie są uzależnione od tego, jak ciężko pracujesz. Gdyby tak było, to panie sprzątające toalety na stacjach benzynowych i ludzie roznoszący ulotki na mrozie byliby milionerami. A jakoś nie są.
No chyba, że znasz jakiegoś milionera, który hobbystycznie odkleja zakrwawione podpaski z drzwi publicznej toalety.

Co więcej, czytałam o wielu eksperymentach (np. tym!) gdzie skrócenie czasu pracy z ośmiu do sześciu godzin nie zmniejszyło wydajności pracowników. To samo z czterodniowym tygodniem pracy.

Podobno w Japonii istnieje coś takiego jak “karoshi“, czyli śmierć z przepracowania. I podobno to powód do dumy. Nie wiem, bo opieram się jedynie na wikipedii, ale czytałam kiedyś o tym, jak wdrukowano poczucie dumy kamikadze, więc uznaję to za prawdopodobne.

Kiedy wprowadziłam niedziele tylko dla siebie , postanowiłam sobie, że to dzień w którym śpię do oporu. Ze zdziwieniem odkryłam, że potrafię spać aż do piętnastej.

Zanim kłopoty zdrowotne zakpiły sobie z moich planów, miałam bardzo udany romans ze wczesnym wstawaniem (ale też kładłam się spać wcześniej) i poznałam pojęcie “długu snu”. No więc to nie jest tak, że możesz siebie samego bezkarnie z cennych godzin snu okradać, bo komornik to nie jest miły gość i kiedyś po swoje przyjdzie. Z odsetkami i mogę cię zapewnić, że to nie będzie miła wizyta z ciasteczkami i plotkami przy kawce.
Teraz staram się pamiętać o tym, by nie przeginać z pracą i za każdym razem jestem zła, gdy się nie uda, bo jakieś zlecenie nad którym siedziałam po nocach było finansowo kuszące. Staram się odbijać to sobie wyjazdami, ale wciąż jestem na siebie za to zła.

Padasz często?
Usiądź z notesem i winem, albo świeczkami, muzyką relaksacyjną czy zimnym piwkiem i pomyśl na chłodno –

Dlaczego padam?
Jak mogę to zmienić?
Co się stanie, jeśli nic nie zmienię?
Co zyskuję?
Czy to jest warte tego, co stracę?

Bywamy dumni z tego, że mamy ileś tam fakultetów, znamy tyle i tyle języków, mamy własne działalności albo sukcesy w pracy, a ja ostatnio jestem dumna za każdym razem, gdy prześpię osiem godzin.
Jestem dumna, gdy robię sobie niedzielę zupełnie dla siebie.
I gdy nie kusi mnie, aby zaglądać na maila w weekend.
Jestem dumna, gdy zmęczona odpuszczę pucowanie łazienki, ogarnę z wierzchu i wybiorę sen.

I będę szalenie dumna, gdy te osiem godzin stanie się znowu normą, a nie powodem do dumy.

Uściski, Ania

23
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
AniamalujeGosiaaniamalujeMartynabognyprogram Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna
Gość
Martyna

Ja właśnie padłam i leżę, tylko, że w szpitalu… jak ktoś jest przemęczony to niech zbada tez próby wątrobowe, bo ja właśnie leżę z uszkodzona wątroba…myślałam, ze to nadmiar obowiązkow, a tak naprawdę mój organizm upominał sie, ze coś nie tak jest. Dwie pracy, studia w weekend, nowe mieszkanie do ogarnięcia i ślub za kilka miesięcy. I za co to wszystko za 2200 na miesiąc… kiepsko.

o3
Gość
o3

Bardzo polecam książkę “Taka praca nie ma sensu”, autor tam świetnie przedstawia, jak ważny jest odpoczynek. Od razu się chce wziąć parę dni wolnego 😀

aniamaluje
Gość

Wow, nie wiedziałam, ze są o tym książki ;(

aniamaluje
Gość

Nie ta emotka 😉

kathyleonia
Gość

ja pracuję w branży artystycznej, gdzie tel może być 24 godziny na dobę, a plan pracy ustalony kilka dni wcześniej na tip top i tak w każdym momencie może się zmienić. Na samym początku jeszcze się tym przejmowałam. Wchodziłam po godzinach pracy i w weekendy na maila, odbierałam telefony od ludzi o różnych porach dnia i nocy – bo a nuż coś ważnego. Ale potem przyszedł czas na zastanowienie się. Nie mam extra gaży za to. Nikt mi nie zapłaci podwójnie czy potrójnie jeśli nawet cały dzień będę odbierała telefony od spragnionych sławy ludzi co mają miliony pytań i tyleż… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Podoba mi się jak jasno wytyczyłas granice. Ja się czuje taka wolna od kiedy nie gaszę pożarów w weekendy! Jeszcze jakos nic nie spłonęło, a jak spłonie – nie ja nabroiłam

bognyprogram
Gość

Ja zawszę należałam do tej grupy, która odkłada koronę na nocny stolik i przewraca na drugi bok żeby dospać:D Mogę więc tylko zapewnić osoby, którym nie przychodzi to naturalnie, że świat się nie zawala, nie wyrzucają za to z pracy, a mąż sam sobie robi rano śniadanie do pracy. I życie toczy się dalej!

Dorota
Gość

I tak trzymać. Też wybieram sen jeśli czuję się zmęczona. Tylko pożar i wojna mogłyby mi wtedy przeszkodzić 😉

Katarzyna Żmuda
Gość

Szczerze cię uwielbiam za takie tematy! U mnie chroniczne przemęczenie również się pojawia, chociaż przecież jestem “tylko maturzystką”, a mało kto widzi i rozumie, że mam na głowie nie tyle maturę, co przed nią jeszcze 3 ważne olimpiady (w roku przewinęło się już ich chyba 5), a do tego od prawie sześciu lat prowadzę bloga książkowego, co też zabiera mi troszkę czasu i oczywiście mam chorą tarczycę, przez którą potrzebuję snu, odpoczynku i nie zawsze mi się chce zmuszać się do czegokolwiek, chociaż wiem że powinno. Mimo tego postanowiłam się w grudniu zresetować i od tamtej pory staram się spać… Czytaj więcej »

Aleksandra Kurpik
Gość
Aleksandra Kurpik

Kurczę… Zanim to przeczytałam zdałam sobie sprawę, że orzez głupie zmiany w pracy nie mam nawet czasu na to, żeby spokojnie walnąć się na kanapę z chłopakiem i zwyczajnie pogadac czy się trochę powygłupiac. Często się mijamy, oboje pracujemy i studiujemy. On ma stałe godziny pracy od 7 do 15 a ja codziennie jestem w pracy inaczej. Wkurza mnie już to, że nawet nie mogę zjeść czegoś co te 3-4 godziny ani wypić odpowiednią ilość wody w ciągu dnia :/ Także chyba też muszę usiąść i pomyśleć nad tym wszystkim + może te niedzielę bez handlu też wykorzystam jak ty… Czytaj więcej »

Natalia Bielawska
Gość
Natalia Bielawska

Cudowny post, jakbyś mi czytała w myślach! W prawniczej branży jest takie podejście – że praca wieczorami i w weekendy to powód do dumy, a fakt, iż masz zainteresowania (niezwiązane z prawem) jest czymś dziwnym. Gdy wychodzę po 8 godzinach pracy, ludzie patrzą się na mnie dziwnie, bo jak to tak wychodzić punktualnie. Ja uważam, że stawianie pracy na pierwszym miejscu szczególnie, gdy – tak jak wspomniałaś – to nawet nie jest twoja firma, nie jest zdrowe. Ja stawiam jasne granice, cenię swój czas wolny i potrafię oddzielić życie zawodowe od prywatnego (i co najważniejsze – mam takie prywatne życie).

Aśka Rzeźnik
Gość

Dobrze Cię rozumiem, bo sama jestem pracoholiczką… Kocham swoją pracę, uwielbiam to, co robię, ale jak się przepracowuję, to strasznie się to odbija na moim zdrowiu. Kiedyś ignorowałam sygnały z ciała zwalając winę za ból brzucha na stres, omal przez to nie umarłam, w ostatniej chwili trafiłam do szpitala… Dziś każdy sygnał z ciała jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym, który sprawia, że nie tylko zwalniam i bardziej się sobą opiekuję, ale też idę do lekarza, by sprawdzić, czy znów nie dzieje się coś poważnego.

Jagodowa^^
Gość

Chodząc jeszcze do szkoły średniej miałam taką “fazę” żeby wyciskać z doby jak najwięcej się da. Z rozmysłem ograniczyłam godziny snu do 5 – no bo co w tym może być złego? Pierwszy tydzień spoko, czułam się jak nowo narodzona (czasem tak mam po mniejszej ilości snu, że czuję się bardziej wyspana niż po dłuższym czasie) – ale ciekawie zaczęło robić się później. W pewnym momencie gdzie usiadłam, tam potrafiłam zasnąć. Zaczęłam mieć okropne stany lękowe i mocne wahania nastroju. Wytrzymałam tak może ze dwa miesiące i koniec, nie dałam rady więcej. Teraz staram się snu sobie nie odmawiać –… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Temat nowego podejścia do snu został ciekawie omówiony w książce “24/7. Późny kapitalizm i koniec snu” Jonathana Crary’ego. Szczerze zachęcam, książka jest dostępna nawet na Legimi 🙂

blackness
Gość
blackness

Ja też padłam, ale psychicznie, bo uwierzyłam w to, że to, co robię nie ma sensu, bo nie zapewni mi dobrej przyszłości (studia polonistyczne), a dodatkowo przychodziło mi to łatwo i z zachowaniem odpowiedniej równowagi między nauką a życiem, a to przecież działa na niekorzyść “prestiżu”, no i nie mogę pochwalić się martyrologicznym bohaterstwem. A że było to zdanie ważnych dla mnie ludzi, to tak pogrążyło mnie psychicznie, że przez półtora roku nie mogłam znaleźc w sobie chęci do działania, bo wszystko wydawało mi się beznadziejne. Znienawidziłam to, co dawało mi radość i co wybrałam z pełną świadomością. Przez ten… Czytaj więcej »

Anszpi
Gość

Zdarza mi się paść i wyłączyć co jakiś czas, zazwyczaj wtedy kiedy w dzień lub dwa robię to co nieraz w tydzień. Ale na ogół staram się wysypiać o ile to możliwe spiąć z dzieckiem. Nie warto czasem kosztem swojego zdrowia biec za materialnymi rzeczami i po dordze upadac

rubinowaaa
Gość
rubinowaaa

Żal nie skomentować! Na studiach spałam często 4-6h, na 3-cim roku zaczęłam szkołę policealną z finansów, bo “przyda się jak będę miała firmę”, bieganie, fitnessy 4x w tygodniu, mnóstwo stresu w domu, ciężki semestr i właśnie wtedy przyszła miastenia. Chociaż podłoże ta choroba ma różne, to myślę, że przemęczenie organizmu miało swój udział. Lata uczyłam się “odpuszczać” i teraz potrafię. Nie, nie rezygnować, nie poddawać się, ale sen 8h to konieczność, bo inaczej cierpię, jak jestem zmęczona to leżę – dosłownie i nawet codziennie. Tylko, że na siłę nic nie zrobię i już nawet nie jest tak bardzo mi źle… Czytaj więcej »

Olcha Sosnowa
Gość

Dzisiejsza “kariera” to niestety zasuwanie. Chcesz zarabiać więcej? Awansuj i rób nadgodziny. Widzę to i bardzo mnie to dołuje. Rodzice zostają po godzinach, zabierają pracę do domu, pracują w weekendy. Nie wiem, kiedy budują z dziećmi relacje. Nie wiem w imię czego tak się zajeżdżają. Nie widzę siebie w takim systemie, bo bycie wiecznie na tym samym stanowisku też wygląda podejrzanie… W życiu na etacie zrobiłam dosłownie kilka godzin i wiele osób patrzyło na mnie podejrzanie, ale nigdy nikt nic nie powiedział. Przeszłam na inny tryb (wychowawczy + umowa o dzieło). Praca zajmuje mi 30% dotychczasowego etatowego czasu pracy, zarobki… Czytaj więcej »

Kosmetolog Marta
Gość

Mnie przed padaniem i powstawaniem na zmianę ratuje po prostu plan. Raz zasuwam, a raz leżę cały dzień z książką, a mąż donosi jedzenie. Kobiety w dzisiejszych czasach biorą na siebie za dużo bo tego wymaga od nich społeczeństwo. Przecież musisz być fit, musisz być matką, która bawi się z dziećmi tylko drewnianymi zabawkami, bo akurat są modne, musisz być perfekcyjną panią domu, z zasadą 3XP, a do tego bizneswoman, za to wieczorami wskakujesz w sexy body i jest królową seksu. Owszem można być każdą z tych osób, ale nie w jednym czasie. Wystarczy jak jednego dnia będziesz świetną matką,… Czytaj więcej »

Nihil Novi
Gość

Ja właśnie na najbliższy weekend zaplanowałam reset, bo przestaję psychicznie wyrabiać. Łączenie szkoły i pracy staje się powoli ponad moje siły, głównie przez wstawanie bladym świtem i codzienne dojazdy do innego miasta… Mam tylko nadzieję, że w perspektywie okaże się, że było warto…

aniamaluje
Gość

Reset jest absolutnie niezbędny raz na jakiś czas! <3

Gosia
Gość

Korpo mi zrobiło krzywdę w zeszłym roku, za bardzo sobie wmówiłam, że naprawię wszystko co szwankuje, chociaż sypało się tak, że ludzie z dużo wyższą wypłatą się poddawali. Dorobiłam się bezsenności i rok później nadal z nią walczę. Pół roku temu przeniosłam się do spokojnego zespołu,dużo mniej stresu, więcej czasu na odpoczynek, a nadal moje ciało nie umie spać więcej niż 5 godzin. Mam takie dni, że płaczę z bezsilności, bo jestem zmęczona i nie jestem w stanie nic zrobić, ale spać też nie moge. Jestem na terapii CBTI, na razie z mizernym skutkiem – poprawiła się skuteczność zasypiania, ale… Czytaj więcej »

Previous
Sposoby na suchą skórę głowy 💇🏻
Padłaś? Poleż! Nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.