Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś?

Byłam kiedyś patologiczną Zosią Samosią, ale taką naprawdę na maksa. Np. zupełnie sama wydałam swoją książkę. Sama ją napisałam, sama złożyłam, sama dokonałam redakcji i korekty, sama uzyskałam numer ISBN i stanęłam na rzęsach, by znalazła się w empiku. Ah, jeszcze okładkę zrobiłam sama. Wszystko to z opłakanym skutkiem, bo książka wyglądała koszmarnie (!). No ale – sama. W 2013, gdy nie było o tym za dużo darmowej wiedzy w internecie, bo rynek e-booków raczkował.

Ah, sama zadbałam jeszcze o promocję i kontakt z mediami i wersję mobi oraz epub też. Żadnej z tych rzeczy nie zrobiłam w wielkim stylu i myślę o tym bardziej z poczuciem lekkiej żenady, którą usprawiedliwiam wiekiem (miałam 21 lat). Za to byłam skuteczna. Zawsze taka byłam – działałam bardziej skutecznie niż hmm… z klasą.

Mówiąc skutecznie mam na myśli to, że jakaś tam sobie Ania z piętnastotysięcznej mieściny, bez żadnych znajomości, wykształcenia kierunkowego, wiedzy o rynku wydawniczym, tak sobie po prostu postanowiła i pyknęła bestseller.

To była wczesna jesień 2013 a okładka zrobiona w paincie (no dobra, w photoscape) prześladuje mnie w koszmarach sennych do dzisiaj. Chwilę później pojawiła się możliwość druku i na szczęście tutaj MUSIAŁAM już skorzystać z profesjonalnej pomocy, bo wygrałam konkurs na ebooka roku a ta pomoc była elementem nagrody.

Nie miałam społeczności w internecie (w 2013 na bloga zaglądało może 15-20 tysięcy osób miesięcznie, tyle wyświetla dzisiaj jedno moje zdjęcie na instagramie). Miałam za to wielką wiarę w to co robię i zawziętość. Więc poszłam za ciosem i wprowadziłam ebooka do mojej ukochanej usługi – legimi (netflix dla książek, kocham ich niezmiennie od lat!), sprzedawałam druk i wykręciłam takie efekty, że pisano o mnie w czasopismach branżowych. Równolegle miałam rewolucję w życiu osobistym, stypendium i prawie same piątki na studiach i działałam bardzo aktywnie w wolontariatach. Bo przecież nie w jednym, jak można w kilku, prawda?

Nie mówię tego z dumą. Jestem cholernie uparta i jak coś sobie wymyślę – nie ma zmiłuj, zrobię to. Ten upór bywa dobry i przydawał się w pracy z dziećmi, bo ja się nie poddawałam i walczyłam o nie do samego końca, czyli momentu znalezienia skutecznego rozwiązania “trudnej sytuacji”. Ten upór przydawał się też wtedy, gdy walczyłam o swoje własne zdrowie. Ale ma wiele mrocznych stron.


Obawiam się, że to u mnie rodzinne – babcia w latach 60. bez żadnych wskazań medycznych postanowiła urodzić mojego ojca przez cesarskie cięcie i to zrobiła. Nie mam zielonego pojęcia jakim cudem wymusiła to na lekarzach. Pewnie miała taką samą nieznoszącą sprzeciwu pewność w swoim głosie, jak Vladimir Putin gdy był jeszcze premierem i wydał rozkaz walk w Czeczenii. Nie miał do tego żadnych uprawnień (zwierzchnikiem sił zbrojnych jest prezydent) ale nikt tego nie zakwestionował.

Fascynuje mnie ta cecha u ludzi, bo u mnie nie jest automatyczna. Tryb uporu maniaka działa u mnie tylko wtedy, gdy wierzę w coś całym sercem i całą sobą.
Dziś chce mi się śmiać z mojego “dzieła” (można je wciąż przeczytać na legimi, ale raczej jako ciekawostkę! ;)). Miałam wtedy dość… poznawczo-behawioralne podejście do życia i nie mam pojęcia skąd wziął się u mnie ten tupet, by to wszystko zrobić.

No dobrze, wiem. Z niczego. Znaczy Nietzschego. Miałam obsesję na punkcie jego koncepcji człowieka, który jest mostem, a nie celem. Chciałam, by ta książka była takim podaniem ręki komuś, kto musi się kawałek wspiąć. Albo przęsłem takiego mostu, które pozwoli wykonać kolejny krok. Wierzyłam w to wszystko całą sobą. Dzisiaj uważam nieco inaczej, moje poglądy się trochę pozmieniały, dojrzały, ale w ogóle nie w tym sęk.

Ja byłam patologiczna!

Tak, to blade stworzenie po lewej to ja. Niewiele wcześniej wyszłam sobie ze szpitala (był na tej samej ulicy) na uczelnię napisać kolokwium z matmy. W dniu odbierania tej nagrody, po srogich rewolucjach zdrowotnych nie zostałam w Katowicach, tylko władowałam się do nocnego busa by wrócić do Bydgoszczy, bo miałam prezentację na studiach.

Nie zakoleżankowałabym się z taką laską jaką byłam

Nie napisałam tego wszystkiego by się chwalić, bo jak myślę o swojej zawziętości, to przechodzą mnie dzisiaj ciary żenady. Spokojnie mogłam nieco zluzować, trochę odpuścić, zrobić to wolniej, mądrzej, podelegować niektóre zadania. A już na pewno nie robić tylu rzeczy kosztem zarwanych nocek i zdrowia. Może i moja bladość nie wynikała wtedy z tego niedospania, tylko poważnych problemów zdrowotnych (szczęśliwie to już za mną!) ale na pewno nie ułatwiałam sobie w ten sposób zdrowienia!

Każdy ma coś takiego, z czego ciężko mu zrezygnować, chociaż nie jest to niezbędne

U mojej koleżanki to było przepisywanie notatek na czysto. No nie mogła znieść myśli, że ma je takie surowe i brzydkie. Musiała usiąść, przepisać ładnie. Traciła na to mnóstwo czasu i przestało go starczać na właściwą naukę. Ciągle sobie tłumaczyła, że “tak się najlepiej uczy”, ale w głębi wiedziała, że to nieprawda. Gdy wyluzowała i odpuściła, zaczęła uzyskiwać lepsze oceny poświęcając mniej czasu na naukę.

U mnie to były oceny

Zawsze miałam piątki (z perspektywy czasu uważam to za głupotę), coś tam zmieniło się we mnie dopiero na początku liceum. Zaczęłam jak zawsze z wysokiego C – z samymi piątkami. A potem skupiłam się na innych rzeczach i stwierdziłam, że wysiłek wkładany w oceny jest bez sensu (zobacz też: dlaczego uważam, że nie ma sensu spinać się o czerwony pasek) i zaczęłam odpuszczać. Pamiętam, że miałam do przeczytania Chłopów, na co zupełnie nie miałam ochoty i dostałam z klasówki pierwszą jedynkę z polskiego ever. Na przerwie nauczycielka do mnie podeszła i zapytała co się stało i że pewnie miałam jakiś ważny powód by nie przeczytać, więc pozwoli mi poprawić.
Nigdy nie zapomnę jej szoku gdy powiedziałam, że nie chce mi się tego teraz czytać i poprawiać. I że mam luz z tą jedynką.

Że to był mój wybór i wybieram jedynkę.

Ale tak serio, kto ci każe?

To jeszcze jedna historia, o koleżance, która wiecznie narzekała ile to ma sprzątania w domu. Wytresowana przez matkę nieustannie myła podłogi, raz w tygodniu okna (kto do cholery myje tak często okna?!) i dosłownie cały czas biegała ze szmatą w ręku. Miała wielkie pretensje o to, że jej chłopak (dzisiaj już mąż) ma nieco luźniejsze podejście do porządków. Nie, to nie jest jeden z tych typków, którzy przewracają majtki 5 x na czystszą stronę i znaczą teren skarpetkami. Naczynia pozmywane, klucze na właściwym miejscu, typ uporządkowany. Więc mimo, że jej mieszkanie było sterylnie czyste, wciąż widziała coś, co musiała poprawić. To było obsesyjne! Tym bardziej, że zaczęło to rzutować na jej relację, bo była wiecznie zmęczona i wiecznie miała pretensje. W końcu chłopak stracił cierpliwość i namówił ją na terapię.

Dzisiaj świat jej się nie zawala, gdy naczynia poczekają w zlewie do rana, bo miło było po kolacji obejrzeć film.

Są rzeczy, których lepiej nie zawalać. Ja np. dotrzymuję terminów, bo lubię traktować innych tak, jak sama lubię być traktowana.

Ale jest cała masa rzeczy, z którymi można naprawdę wyluzować i trochę odpuścić. Jak to sprzątanie bardziej, niż jest konieczne. Jak robienie czegoś, co może być zrobione dobrze (np. raport w pracy) perfekcyjnie, ale kosztem własnego czasu.
O czym ja w ogóle mówię! Koleżanka zrezygnowała z niespodziankowego wyjazdu na weekend do SPA, bo nie była świeżo wydepilowana a w ogóle to musiałaby się umówić na rzęsy. To był wyjazd z koleżanką, nie chłopakiem! (Long story short: znajoma rozstała się z chłopakiem a miała zabookowane walentynki, więc zwolniło się miejsce).

Dziewczyno, nie musisz wszystkiego robić perfekcyjnie. Zajedziesz się, zaczniesz tracić radość życia. Odpuść proszę. Chociaż troszeczkę.

Odpuszczanie jest trudne, ale jest cudowne. Jest jak zdjęcie ciężkiego plecaka po długiej wędrówce. Albo niewygodnych, uwierających butów. Albo – zepsuję nastrój, ale tak jest – pójście siusiu po kilku godzinach wstrzymywania. Cudowna ulga!

Nie jesteś niewolnicą cudzych oczekiwań, nie powinnaś być też niewolnicą własnych. Odpuść, wyluzuj, odpocznij. Masz prawo.

Uściski, Ania

7
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
z-dusza.plKlaudiaRozKorneliaJudyta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość

Z wiekiem przychodzi to coraz łatwiej. Ostatnio odpuściłam sobie dużo rzeczy i dobrze mi z tym 🙂

Natalia
Gość

Życie zaskakuje mnie ciągle. Kiedy już myślę, że przełamałam jakiś głupi, toksyczny schemat i zaczęłam postępować zdrowiej, moje życie wygląda zza rogu i krzyczy do mnie: “zobacz co znowu zrobiłaś?”. Takim właśnie sposobem z kujona stałam się przewodniczącą czego się tylko dało na studiach (miałam depresję, pamięć leżała, więc nie mogłam być kujonem z piątkami). Mogłam za to biegać po katedrach i załatwiać po zajęciach spotkania koła naukowego itp. Po depresji poszłam do pracy, wróciła mi pamięć,zdolność odtwarzania informacji i stałam się specjalistką od bardzo trudnej dziedziny. Jestem zadowolona, że znowu coś mi wychodzi, ale ostatnio dotarło do mnie, że… Czytaj więcej »

Judyta
Gość

Miałam z tym sprzątaniem coś podobnego i tak samo z gotowaniem obiadu. Musiało być wszystko posprzątane wgl łazienka, nie chciało mi się okropnie! Zmuszałam się i sprzątałam. Tak samo z obiadem. Jak miałam dzień wolny to układam tak cały plan dnia żeby zdążyć przed przyjazdem Męża z pracy aby ugotować obiad. Obiad musiał być! Bo Mama zawsze miała posprzątane i ugotowany obiad dla Taty jak przyjdzie z pracy. Mój Mąż w końcu puknął się w czoło i powiedział że mam to olać. Jak raz czy dwa zje na obiad kanapki czy sam sobie pod ugotuje to nic się nie stanie.… Czytaj więcej »

Kornelia
Gość

Oj tam, czasem warto odpuścić. Mniej stresów, więcej luzu i czasu dla siebie 😉

Roz
Gość

Masz całkowitą rację. Sztuka tej zdrowej rezygnacji przydaje się w wielu sytuacjach. U mnie chyba najbardziej przydatna okazala się w kontekście relacji z innymi ludźmi. Nie chodzi o to, że odpuszczając rzeczy zbędne mamy dla nich więcje czasu. Ale o fakt, że odpuszczając gorączkowanie się relacją, ona staje się bardziej dojrzała.

Klaudia
Gość

Przez chorobę nauczyłam się odpuszczać. Mam cele, ale wiem, że zrealizuję je troszkę wolniej. Po prostu przychodzi moment w czasie dnia, gdzie praca nie ma znaczenia, tylko odpoczynek. I nie ważne, co dalej jest w planach – muszę odpocząć. Jeśli ktoś coś może zrobić za mnie – proszę bardzo 🙂

z-dusza.pl
Gość

Wydaje mi się, ze takie słowa są teraz bardzo potrzebne. Teraz, kiedy nieustannie wymaga się od nas, by być perfekcyjnymi w każdej dziedzinie – pracy, związku, domu. Zwłaszcza od kobiet, mam wrażenie. Ja tez ciągle uczę się odpuszczać, chociażby jak z tym sprzątaniem – staram się trzymać się zasady, że dom jest dla mnie, nie ja dla domu 😉

Previous
Mata Pranamat po roku – czy nadal polecam?
Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś?