Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Mata Pranamat po roku – czy nadal polecam?

Mam najbardziej spięte plecy na świecie. Serio. Zaskoczyło to nawet tajską masażystkę na Phuket, która skacząc po mnie wciskała mi palce między mięśnie, a w pewnym momencie westchnęła wyraźnie zrezygnowana.

Mam siedzący tryb pracy i często na niemal siedząco śpię. Wiem, wiem, powinno się dbać o właściwe ułożenie kręgosłupa także podczas snu, ale ja często kaszlę i zawsze mam poduszki wysoko. Lepiej dla kwestii związanej z kaszleniem, gorzej dla pleców. Częste podróżowanie i niewygodne pozycje, które przybieram w samolotach i busach też nie są dla mnie zbyt korzystne, ale jak tu żyć bez podróżowania?

Od roku ukojenie przynosi mi moja ukochana mata do akupresury – Pranamat. Chociaż uczciwie przyznam, że jeszcze większą miłością darzę kolczastą poduszkę.

Long story short – dla tych, co śledzą mnie od niedawna – chodzę do fizjoterapeuty i o ile nie mam napadu weny, przez który po pięciu godzinach pisania przypominam sobie, że nie jadłam obiadu – odchodzę od komputera trochę się porozciągać. Kiedyś fizjoterapeuta polecił mi kupić matę do akupresury i taką kolczastą, twardą piłeczkę.

Matę szybko rzuciłam w kąt, bo ulgę przyniosła mi dwa razy w życiu a potem już miałam takie… MEH, to bez sensu. Piłeczki wymieniałam na coraz twardsze i wciąż uwielbiam masować sobie w ten sposób stopy, gdy siedzę przed komputerem.

Zatem, gdy słynna firma produkująca maty do akupresury zaproponowała mi ponad rok temu współpracę… mój entuzjam był mocno umiarkowany.

Do przetestowania przekonały mnie dwie rzeczy – rekomendacje kilku blogerek, którym ufam, bo znam osobiście, oraz nieco bezczelna pewność siebie pana Błażeja z marketingu Pranamat, (którego serdecznie pozdrawiam;) który był przekonany, że po testach na bank nie będę chciała jej odesłać. Jestem przekorna, więc pomyślałam tylko “zobaczymy 😈”

I miał rację! Mata jest cudowna. Pokochałam ją od pierwszego użycia. Chociaż nie. Samo położenie się na niej było bolesne, ale uczucie ulgi po zejściu – cudownie kojące. I uzależniające. Nie umiem tego opisać. Może po prostu pokażę:

Zdjęcia robił mi samowyzwalacz ustawiony z apki sterujące aparatem w moim telefonie (zamocowany na drzwiach szafy po lewej) i tylko dzięki temu mogłam sama zobaczyć jak to diabelnie dobrze działa. Bo nie zdawałam sobie sprawy, że próba stania na macie na jednej nodze to dla mnie zbyt wiele.

Bo z tą matą jest taki problem, że ją trzeba poczuć, by zrozumieć jej magię. Teoretycznie to mata jakich wiele – plastikowe kolce nabite na matę. Kładziesz się, one wbijają się delikatnie w ciało (nie uszkadzając skóry) i uwalniają napięcie. Teoretycznie! Jak wspomniałam, podejście: “kupiłam tańszą wersję z allegro i nie widzę powodu aby przepłacać” to nie jest dobre wyjście. To jak wypicie taniego “soku” pomarańczowego, który jest tak naprawdę napojem z koncentratu 25% i zachwycenie się nim w dzieciństwie, a potem spróbowanie świeżutkiego soku wyciskanego bezpośrednio z pomarańczy tuż przed podaniem. Takiego wyśmienitego, z cząstkami miąższu. No jak spróbujesz tego drugiego, to już nigdy nie zadowoli cię kartonikowy “napój”.

Pokusiłam się zresztą o zakup takiej matki z allegro i zrobienie porównania:

Różnicę widać już na pierwszy rzut oka, ale jeszcze większą czuć. Jeśli ktoś uważa, że tania mata przynosi mu ulgę, tym bardziej powinien spróbować jaką ulgę daje Pranamat! To jest coś, co pokochałam całym Aniowym serduszkiem. Od roku gdy myślę o relaksie i ukojeniu mięśni, oprócz wanny (dla której zdecydowałam się wynająć konkretne mieszkanie!) myślę o tym, że położę się na macie i poczytam na niej książkę, albo połknę odcinek serialu.

I tak, matę (jakąkolwiek) za pierwszym razem kazał mi kupić fizjoterapeuta. Od kiedy mieszkam w Warszawie, chodzę do innego. Przeszłam się do niego z Pranamat zapytać, czy to jest coś, co z czystym sumieniem mogę polecić na blogu. Obejrzał, sprawdził, powiedział, że tak.

Szczerze, to po spróbowaniu porządnie wykonanej maty Pranamat nie mieści mi się w głowie jak fizjoterapeuci mogą polecać nieatestowane, randomowe maty do akupresury z allegro. Wydaje mi się, że co jak co, ale takie sprawy wymagają bezpieczeństwa, a ja nie chciałabym zrobić sobie krzywdy albo wylądować z odłamkiem kiepskiego plastiku w stopie. Jak wygląda różnica między kolcami – zobaczycie w filmie niżej:

Dobra, wdech, wydech… strasznie topornie pisze mi się ten tekst! To jest produkt, który kocham i w który wierzę, ale dosłownie trzeba go poczuć, aby zrozumieć na czym polega cała magia. Komuś, kto nigdy się nie całował, ciężko wytłumaczyć jak przyjemne to uczucie. Tak samo jest z matą. Ja zrozumiałam jak ją kocham, gdy w trakcie testów wyjechałam na weekend i już pierwszego dnia marzyłam o tym, by się na niej położyć. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego ;).

Nie dziwcie się zatem, że zabrałam matę do Gruzji. Pranamat odezwało się do mnie kolejny raz, tym razem z pytaniem, czy nie wrzuciłabym stories z rabatem a ja miałam ochotę skleić coś bardziej trwałego. Więc wymyśliłam sobie, że zrobię śliczne zdjęcia z widokiem na Kazbeg.

materiały prasowe urzędu turystyki Gruzji

Miała być piękna pogoda a ja sobie wymarzyłam, by pokazać jeden ze swoich najulubieńszych produktów w jakiś ciekawy sposób.

Stąd decyzja o tym, by zabrać Pranamat do Gruzji. Specjalnie dla tej maty wykupiłam większy bagaż! Tymczasem w górach pogoda się załamała i wszystko zasypało. Utkwiliśmy na dwa dni w pełnym babcinego ciepła pensjonacie. Gdybyśmy chcieli wracać (nie chcieliśmy, było pysznie i miło), to nie byłoby szans – zasypało drogi!

I tyle wyszło ze zdjęć. Ale! Zabranie maty do Gruzji było cudowną decyzją, ponieważ ja na tym wyjeździe trochę pracowałam i wiele czasu spędzałam w marszrutkach. Tych małych, ciasnych busikach, po których człowiek jest wygnieciony jak pranie po wirowaniu na wysokich obrotach. Nie było nic milszego, niż położenie się na niej na chwilę i sprowadzenie na siebie wielkie ulgi.

Może i zdjęcia nie wyszły jakbym chciała, może po moim brzuchu na każdym zdjęciu widać, że to był festiwal nieprzyzwoitego obżarstwa, ale mata sprawdziła się przecudownie w warunkach, w których moje plecy dostały 2x bardziej w kość.

Jakie plusy stosowania Pranamat dostrzegam po roku?

  • 15 minut leżenia przynosi mi odczuwalną ulgę i rozluźnienie pleców
  • Rzadziej mam ból głowy
  • Dużo jędrniejszy tyłek i uda, chociaż z różnych powodów ćwiczę mnie niż kiedyś
  • Jestem mniej zestresowana, ten rodzaj ulgi to też frajda!
  • Dużo lepiej mi się śpi. Podobny efekt zaobserwowało 95% uczestników badań klinicznych
  • Potrafię w kilka minut rozluźnić na niej stopy po całym dniu chodzenia na szpilkach
  • Budzi lepiej niż kawa. Nie piję kawy, więc potrzebuję maty Pranamat

Nie jest to produkt tani, ale warto pamiętać, że na cenę składają się też godne wynagrodzenia dla pracowników w UE, ekologiczne materiały (Pranamat zamiast taniej gąbki ma przyjazne alergikom włókno kokosowe, poduszka wypełniona jest gryką), atesty, badania kliniczne, bezpieczny plastik medyczny, z którego wykonane są kolce. Nie mam obaw, że coś przebije mi skórę. Tu macie link do strony (klik)

Każdemu, kto ma spięte plecy i kark, bóle pleców czy migreny abo problemy ze snem – polecam po prostu przetestować. Jest 30 dni na zwrot a pranamat oddaje pieniądze. Dowiedziałam się też, że od niedawna pranamat ma możliwość zakupu na raty z pomocą DotPay i usługi PayPo ale tu lepiej się z nimi kontaktować o szczegóły. Ja bez tego zestawu nie potrafię już żyć!  

Uściski, Ania

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
z-dusza.plKlaudiaDorisZaczytanaMona Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Doris
Gość

Do kiedy zniżka?

Mona
Gość
Mona

I od kiedy? Bo obecnie jak wpisuje kod to wyskakuje komunikat “Niewłaściwy kupon”.

Doris
Gość

A weszlas przez podany link? Tam promka wyskakuje od razu, bez dodawania do koszyka (30% na zestawy i 20% na pojedyncze produkty).

Zaczytana
Gość

Rewelacja. Bóle pleców to mój odwieczny towarzysz. Czasami odcinek lędźwiowy tak mi doskwiera, że wstać z łóżka mi ciężko. Uroki wieloletniej pracy siedzącej…

Klaudia
Gość

Myślę, że mata przydałaby się mojej mamie. Ale zmuszenie jej, żeby się na niej położyła graniczy z cudem 😀

z-dusza.pl
Gość

Jej, to brzmi jak coś dla mnie. Również bardzo dużo czasu (niestety) spędzam przed komputerem lub biurkiem i często odczuwam mocny ból pleców, który nie przechodzi po jodze, rozciąganiu czy ćwiczeniach. Czuję, że to mogłoby być rozwiązaniem.

Previous
Odrzuciła faceta, więc odciął jej cycki [TYGODNIK]
Mata Pranamat po roku – czy nadal polecam?