Mata Pranamat po roku – czy nadal polecam?

Mam najbardziej spięte plecy na świecie. Serio. Zaskoczyło to nawet tajską masażystkę na Phuket, która skacząc po mnie wciskała mi palce między mięśnie, a w pewnym momencie westchnęła wyraźnie zrezygnowana.

Mam siedzący tryb pracy i często na niemal siedząco śpię. Wiem, wiem, powinno się dbać o właściwe ułożenie kręgosłupa także podczas snu, ale ja często kaszlę i zawsze mam poduszki wysoko. Lepiej dla kwestii związanej z kaszleniem, gorzej dla pleców. Częste podróżowanie i niewygodne pozycje, które przybieram w samolotach i busach też nie są dla mnie zbyt korzystne, ale jak tu żyć bez podróżowania?

Od roku ukojenie przynosi mi moja ukochana mata do akupresury – Pranamat. Chociaż uczciwie przyznam, że jeszcze większą miłością darzę kolczastą poduszkę.

Long story short – dla tych, co śledzą mnie od niedawna – chodzę do fizjoterapeuty i o ile nie mam napadu weny, przez który po pięciu godzinach pisania przypominam sobie, że nie jadłam obiadu – odchodzę od komputera trochę się porozciągać. Kiedyś fizjoterapeuta polecił mi kupić matę do akupresury i taką kolczastą, twardą piłeczkę.

Matę szybko rzuciłam w kąt, bo ulgę przyniosła mi dwa razy w życiu a potem już miałam takie… MEH, to bez sensu. Piłeczki wymieniałam na coraz twardsze i wciąż uwielbiam masować sobie w ten sposób stopy, gdy siedzę przed komputerem.

Zatem, gdy słynna firma produkująca maty do akupresury zaproponowała mi ponad rok temu współpracę… mój entuzjam był mocno umiarkowany.

Do przetestowania przekonały mnie dwie rzeczy – rekomendacje kilku blogerek, którym ufam, bo znam osobiście, oraz nieco bezczelna pewność siebie pana Błażeja z marketingu Pranamat, (którego serdecznie pozdrawiam;) który był przekonany, że po testach na bank nie będę chciała jej odesłać. Jestem przekorna, więc pomyślałam tylko “zobaczymy 😈”

I miał rację! Mata jest cudowna. Pokochałam ją od pierwszego użycia. Chociaż nie. Samo położenie się na niej było bolesne, ale uczucie ulgi po zejściu – cudownie kojące. I uzależniające. Nie umiem tego opisać. Może po prostu pokażę:

Zdjęcia robił mi samowyzwalacz ustawiony z apki sterujące aparatem w moim telefonie (zamocowany na drzwiach szafy po lewej) i tylko dzięki temu mogłam sama zobaczyć jak to diabelnie dobrze działa. Bo nie zdawałam sobie sprawy, że próba stania na macie na jednej nodze to dla mnie zbyt wiele.

Bo z tą matą jest taki problem, że ją trzeba poczuć, by zrozumieć jej magię. Teoretycznie to mata jakich wiele – plastikowe kolce nabite na matę. Kładziesz się, one wbijają się delikatnie w ciało (nie uszkadzając skóry) i uwalniają napięcie. Teoretycznie! Jak wspomniałam, podejście: “kupiłam tańszą wersję z allegro i nie widzę powodu aby przepłacać” to nie jest dobre wyjście. To jak wypicie taniego “soku” pomarańczowego, który jest tak naprawdę napojem z koncentratu 25% i zachwycenie się nim w dzieciństwie, a potem spróbowanie świeżutkiego soku wyciskanego bezpośrednio z pomarańczy tuż przed podaniem. Takiego wyśmienitego, z cząstkami miąższu. No jak spróbujesz tego drugiego, to już nigdy nie zadowoli cię kartonikowy “napój”.

Pokusiłam się zresztą o zakup takiej matki z allegro i zrobienie porównania:

Różnicę widać już na pierwszy rzut oka, ale jeszcze większą czuć. Jeśli ktoś uważa, że tania mata przynosi mu ulgę, tym bardziej powinien spróbować jaką ulgę daje Pranamat! To jest coś, co pokochałam całym Aniowym serduszkiem. Od roku gdy myślę o relaksie i ukojeniu mięśni, oprócz wanny (dla której zdecydowałam się wynająć konkretne mieszkanie!) myślę o tym, że położę się na macie i poczytam na niej książkę, albo połknę odcinek serialu.

I tak, matę (jakąkolwiek) za pierwszym razem kazał mi kupić fizjoterapeuta. Od kiedy mieszkam w Warszawie, chodzę do innego. Przeszłam się do niego z Pranamat zapytać, czy to jest coś, co z czystym sumieniem mogę polecić na blogu. Obejrzał, sprawdził, powiedział, że tak.

Szczerze, to po spróbowaniu porządnie wykonanej maty Pranamat nie mieści mi się w głowie jak fizjoterapeuci mogą polecać nieatestowane, randomowe maty do akupresury z allegro. Wydaje mi się, że co jak co, ale takie sprawy wymagają bezpieczeństwa, a ja nie chciałabym zrobić sobie krzywdy albo wylądować z odłamkiem kiepskiego plastiku w stopie. Jak wygląda różnica między kolcami – zobaczycie w filmie niżej:

Dobra, wdech, wydech… strasznie topornie pisze mi się ten tekst! To jest produkt, który kocham i w który wierzę, ale dosłownie trzeba go poczuć, aby zrozumieć na czym polega cała magia. Komuś, kto nigdy się nie całował, ciężko wytłumaczyć jak przyjemne to uczucie. Tak samo jest z matą. Ja zrozumiałam jak ją kocham, gdy w trakcie testów wyjechałam na weekend i już pierwszego dnia marzyłam o tym, by się na niej położyć. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego ;).

Nie dziwcie się zatem, że zabrałam matę do Gruzji. Pranamat odezwało się do mnie kolejny raz, tym razem z pytaniem, czy nie wrzuciłabym stories z rabatem a ja miałam ochotę skleić coś bardziej trwałego. Więc wymyśliłam sobie, że zrobię śliczne zdjęcia z widokiem na Kazbeg.

materiały prasowe urzędu turystyki Gruzji

Miała być piękna pogoda a ja sobie wymarzyłam, by pokazać jeden ze swoich najulubieńszych produktów w jakiś ciekawy sposób.

Stąd decyzja o tym, by zabrać Pranamat do Gruzji. Specjalnie dla tej maty wykupiłam większy bagaż! Tymczasem w górach pogoda się załamała i wszystko zasypało. Utkwiliśmy na dwa dni w pełnym babcinego ciepła pensjonacie. Gdybyśmy chcieli wracać (nie chcieliśmy, było pysznie i miło), to nie byłoby szans – zasypało drogi!

I tyle wyszło ze zdjęć. Ale! Zabranie maty do Gruzji było cudowną decyzją, ponieważ ja na tym wyjeździe trochę pracowałam i wiele czasu spędzałam w marszrutkach. Tych małych, ciasnych busikach, po których człowiek jest wygnieciony jak pranie po wirowaniu na wysokich obrotach. Nie było nic milszego, niż położenie się na niej na chwilę i sprowadzenie na siebie wielkie ulgi.

Może i zdjęcia nie wyszły jakbym chciała, może po moim brzuchu na każdym zdjęciu widać, że to był festiwal nieprzyzwoitego obżarstwa, ale mata sprawdziła się przecudownie w warunkach, w których moje plecy dostały 2x bardziej w kość.

Jakie plusy stosowania Pranamat dostrzegam po roku?

  • 15 minut leżenia przynosi mi odczuwalną ulgę i rozluźnienie pleców
  • Rzadziej mam ból głowy
  • Dużo jędrniejszy tyłek i uda, chociaż z różnych powodów ćwiczę mnie niż kiedyś
  • Jestem mniej zestresowana, ten rodzaj ulgi to też frajda!
  • Dużo lepiej mi się śpi. Podobny efekt zaobserwowało 95% uczestników badań klinicznych
  • Potrafię w kilka minut rozluźnić na niej stopy po całym dniu chodzenia na szpilkach
  • Budzi lepiej niż kawa. Nie piję kawy, więc potrzebuję maty Pranamat

Nie jest to produkt tani, ale warto pamiętać, że na cenę składają się też godne wynagrodzenia dla pracowników w UE, ekologiczne materiały (Pranamat zamiast taniej gąbki ma przyjazne alergikom włókno kokosowe, poduszka wypełniona jest gryką), atesty, badania kliniczne, bezpieczny plastik medyczny, z którego wykonane są kolce. Nie mam obaw, że coś przebije mi skórę. Tu macie link do strony (klik)

Każdemu, kto ma spięte plecy i kark, bóle pleców czy migreny abo problemy ze snem – polecam po prostu przetestować. Jest 30 dni na zwrot a pranamat oddaje pieniądze. Dowiedziałam się też, że od niedawna pranamat ma możliwość zakupu na raty z pomocą DotPay i usługi PayPo ale tu lepiej się z nimi kontaktować o szczegóły. Ja bez tego zestawu nie potrafię już żyć!  

Uściski, Ania

Podziel się

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
KlaudiaDorisZaczytanaMona Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Doris
Gość

Do kiedy zniżka?

Mona
Gość
Mona

I od kiedy? Bo obecnie jak wpisuje kod to wyskakuje komunikat “Niewłaściwy kupon”.

Doris
Gość

A weszlas przez podany link? Tam promka wyskakuje od razu, bez dodawania do koszyka (30% na zestawy i 20% na pojedyncze produkty).

Zaczytana
Gość

Rewelacja. Bóle pleców to mój odwieczny towarzysz. Czasami odcinek lędźwiowy tak mi doskwiera, że wstać z łóżka mi ciężko. Uroki wieloletniej pracy siedzącej…

Klaudia
Gość

Myślę, że mata przydałaby się mojej mamie. Ale zmuszenie jej, żeby się na niej położyła graniczy z cudem 😀