Instagram has returned invalid data.

7 rzeczy, których nauczyłam się od prostych ludzi

Długo myślałam nad tytułem tego wpisu. Jak to ująć, by nikogo nie urazić? Chyba się nie da. Kto będzie chciał doszukać się pogardy (której nie ma!) i tak się jej doszuka. Tacy są ludzie. Tymczasem ja mam najgłębszy szacunek do tych, o których chcę napisać. A nazwałam ich “prostymi”, bo cytuje mi się w głowie ukochany Tuwim.
Mój dziadek ukończył tylko podstawówkę. Na starość trochę pokręciło mu się w głowie i tak narodziło się jego hobby – zbieractwo. Skonstruował sobie wózek i chodził po śmietnikach. Zbierał złom, zwoził różne śmieci (misia bez trocin, starą zużytą perukę, zniszczony taboret), a jak nie miał co zwozić to jechał z wielką kraciastą torbą rowerem do lasu i zbierał gałęzie. 
Będąc w pierwszej klasie podstawówki, zauważyłam dziadka przy śmietniku pod szkołą. Oczywiście podbiegłam się przywitać. A potem koleżanka zapytała, czy się dziadka nie wstydzę. Takim tonem, jakbym miała obowiązek się wstydzić.
Nie rozumiałam.
Mój dziadek nikogo nie okradł, nikogo nie oszukał, nikomu nie robił krzywdy. Wstydziłam się tylko za koleżankę.
Przypomniał mi się też pewien chłopak, trochę młodszy ode mnie. Bardzo wstydził się matki, która była sprzątaczką. Do tego stopnia, że jej “nie widział”. Też tego nie rozumiałam.
Jak rozumiem bycie “prostym człowiekiem”? Dla mnie prosty człowiek, to taki poczciwy ktoś, kto może i nie ma najlepszego wykształcenia formalnego, może i nie robi wielkiej kariery, ale jest sobie takim szarym, zwykłym człowieczkiem i nie wadzi nikomu. Nie czyni zła,  a jeśli już, to raczej nieświadomie.
Pochodzę z małego miasteczka. Na razie świadomie w nim zostałam. Mój kot urządza sobie wycieczki pod sklep za którym piją całkiem sympatyczni panowie. Jeśli niszczą czyjeś życie, to swoje. Ale zawsze kulturka – dzień dobry, miłego dnia, piękna dziś pogoda. Że mój kot tam chadza, dowiedziałam się po zapachu. Śmierdział winem i węglem. Dostawał od nich plasterek szynki.
Panowie odbiegają od stereotypów. Siadają grzecznie na odwróconych wiaderkach, nie awanturują się. A że piją – ich święte prawo. Jestem za wolnością, całkowicie. Im jest tak dobrze. Nie każdy musi chcieć “coś osiągnąć”. 
Myślę też o kolegach, np. z gimnazjum. Np. tych, którzy ledwo co szli z klasy do klasy. Już dawno pozakładali rodziny, mają całkiem duże dzieci. Dla niektórych pewnie są “patologią 500+”, ale te chłopaki się poogarniały w życiu. Pracują fizycznie, ale mają fach w ręku, chyba całkiem nieźle im idzie. Dzieci wyglądają na czyste i zadbane, oni są wciąż z matkami tych dzieci.
Ci koledzy zawsze powiedzą “cześć”. Nie odczytują nieistniejącego smsa.
Mam trochę dość przeintelektualizowanych ludzi z ich powierzchowną erudycją. Z tym poprawianiem błędów ortograficznych u innych i publicznym zwracaniem uwagi, co jest strasznym brakiem klasy. Z tym poczuciem wyższości. Z tym –  “a mogłam zostać celebrytką, a tak to człowiek miał ambicje, zrobił doktorat i żyje marnie. A taka idiotka stanie na ściance i  zarabia mnóstwo pieniędzy”.
No to trzeba było.
Co po tytule, jak pusto w szkatule!
Miałam taką nauczycielkę, która zawsze straszyła chłopaków, że “nadają się tylko do kopania rowów”. No i prawda – pracują fizycznie. Za więcej niż ona. Porobili jakieś kursy, opanowali jakąś umiejętność. Nie widzę w tym nic niesprawiedliwego. Robią coś przydatnego dla świata, ktoś im za to płaci. 
Ten tekst będzie zawierał wulgaryzmy, ale to dosłowne cytaty z kilku prostych ludzi, od których wiele się nauczyłam.
Kryterium: wykształcenie podstawowe lub zawodowe
1. Jebło to jebło. Na chuj drążyć temat.
Tak, ładniej by było: zaakceptujmy to, czego nie możemy zmienić i zmieńmy to, co co zmienić można. 
Ale to nie miałoby takiej siły rażenia. Dzięki temu prostemu powiedzeniu nauczyłam się nie użalać nad tym, co kiedyś się stało. Wyciągnąć wnioski na przyszłość, ale nie rozgrzebywać w nieskończoność. Dzięki temu wprowadziłam u siebie, w swoim życiu, zasadę czystej karty. I działa rewelacyjnie.
2. Chcieć to móc
Zastanawialiście się kiedyś, skąd bezrobotny “pan menel” ma zawsze kasę na fajki i alkohol? Bardzo ich chce i znajduje sobie sposoby. Zawsze. Bo jego chęć jest silniejsza od przeszkód. Na to nie mam żadnego przykładu do zalinkowania, ale przypomina mi się pani Hania. Kiedyś, jakieś dwa lata temu wspomniałam w tekście o kobiecie, która pracowała w sklepie mięsnym. Nie było tam ruchu, więc sobie robiła kwiatki z krepiny, a z tych kwiatów bukieciki. I je sprzedawała. Teraz wymyśliła coś innego (klik).
Ale nie chodzi mi tylko o kasę. Potrzeba jest matką wynalazku. Nie raz i nie dwa chyliłam czoła przed pomysłowymi prowizorkami pana Rysia.
3. Nie dorabiaj piździe uszu (nie dorabiaj ideologii). Żadnego usprawiedliwiania się z łzawymi historyjkami. “Nie zdałem bo się nie uczyłem”, zamiast opowiastki o nauczycielce, która się uwzięła. Prosto, szczerze. 
Kiedyś byłam mistrzynią takich usprawiedliwień przed samą sobą. Miałam całe narracje opisujące, dlaczego czegoś nie zrobiłam. A teraz sama siebie strofuję mało eleganckim cytatem o piździe i przestaję. Po prostu.
4. Nie wpierdalaj się między wódkę a zakąskę
O tym, by nie wpychać się. Tak po prostu. W rozmowę, albo z dobrą radą, o którą nikt nie prosił. Z pomocą, której ktoś może wcale nie chcieć. 
5. Kulturka przede wszystkim
Już trochę o tym wcześniej pisałam, ale to np. Kuba z bardzo prostej rodziny zawsze mówi mi dzień dobry (Okej, teraz bardziej “Cześć”) i mówi też wszystkim sąsiadom a jego koledzy z “lepszych domów” to jakoś nie zawsze. Nie mówię, że to reguła. Opowiadam o przykładach mi najbliższych. Panowie menele zawsze są ultramili dla ekspedientki.  Do siebie zwracają się “proszę ja ciebie”.
Sypną komplementem, życzą miłego dnia. Jak często życzycie komuś miłego dnia? Ania Kania napisała kiedyś o tym fajny tekst. Ja dzięki “Waldusiowi-uszanowanko” też zawsze życzę. To bardzo przyjemny zwyczaj.
6. Frycowe trzeba płacić
Nie sprawdziłam czegoś i muszę to zrobić drugi raz? Nie przeczytałam dobrze regulaminu i jednak jest jakaś opłata? Przyjmuję na klatę swoją winę i płacę swoje frycowe. I tyle. Dopiero zapłacenie frycowego dwa razy za to samo jest frajerstwem.
a
7. A po polskiemu?
Rozmawiasz o czymś, a rozmówca chce byś powiedział to prościej. Łatwo mówi się gładkimi, zgrabnymi formułkami. Używając trudnych słów, powołując się na autorytety. Niektórzy brandzlują się specjalistyczną terminologią, używają jej bez sensu (Lacan). Rozmowy z bardzo prostymi ludźmi uświadomiło mi jedno – jeśli nie potrafię czegoś wyjaśnić/opowiedzieć panu Rysiowi, to tego nie rozumiem. I tyle.
Proste słownictwo zrozumie każdy, także ktoś mocno oczytany i bardzo inteligentny. W drugą stronę to już nie działa. 
Mój codzienny język też jest bardzo prosty. Nie unikam wulgaryzmów i nie czuję się z tym źle.
Alan Sokal napisał kiedyś artykuł do recenzowanego czasopisma naukowego. Nosił tytuł “Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji”. Tekst był między innymi o feminizmie i grawitacji  kwantowej. Środowisko się zachwyciło. A potem Sokal powiedział – panowie, zrobiłem sobie z was jaja. Tekst to jedna wielka bzdura, nie ma żadnego sensu. Polecam do poczytania : Sprawa Sokala, Modne bzdury.
Na konferencjach prasowych spotykam dwa główne typy specjalistów – mówiących “po ludzku”, czyli do dziennikarzy, i mówiących “po naukowemu”. Bardziej jestem pewna wiedzy tych pierwszych. Ufam lekarzowi, który nie używa słowa “idiopatyczne” by zakryć swoją niewiedzę, tylko mówi – nie znamy przyczyny, trzeba zrobić dalsze badania. 
I na koniec – nie zapomnij skąd pochodzisz. Gdy popularna była nasza-klasa, część mich znajomych wpisywała sobie “Bydgoszcz” zamiast “Solec Kujawski”. 
Możesz kształcić się, rozwijać, wyjechać. Ale swoich to ty człowieku szanuj. 
Przy okazji – wiele osób, które wyjątkowo mocno cenię lub “sprzedały” mi ważne życiowe mądrości, ma skromne wykształcenie. Nie znaczy to oczywiście, że nie cenię wykształconych ludzi. Cenię. W większości  ludzie których cenię, kierują się tymi siedmioma punktami. Nawet jeśli nigdy nie słyszeli któregoś z tych wyrażeń.


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
otojaNataliaKrolowa Margo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
otoja
Gość
otoja

Ania jak zwykle mówi to, co myśli. Masz rację. wśród prostych ludzi najwięcej się można nauczyć. Bardzo lubię Twoje ćwiczenia rozwojowe. Dla mnie to bomba. Chciałabym jeszcze więcej motywacji od Ciebie. Póki co szukam jej tutaj http://jaksiezmotywowac.pl/

Natalia
Gość

“Miej wyjebane, a będzie ci dane” takie prawdziwe! Konkurs z geografii: dobra, przeczytam te repetytoria, jak daje to porobię zadania, co będzie to będzie. Najlejszy wynik w szkole, a potem w województwie 😀😀😀 Angielski: no muszę, bo umiem, bo w szkole miałam 100%, i co? I nic 😊😊 Finalista 😕
Także ja już się nie denerwuję niczym 😜

Krolowa Margo
Gość

Często tak jest, że ludzie mniej wykształceni są bardziej w życiu zaradni, niektórzy może bardziej kombinują, a inni potrafią sami zrobić masę rzeczy i mają wiedzę o życiu praktyczną znacznie większą niż ludzie wykształceni, oczywiście nie uogólniam. Jednak już dawno zauważyłam że często tak jest. Mój dziadek na przykład był analfabetą, podpisywał się krzyżykami, a był cieślą potrafił mimo braku szkoły wybudować drewnianą stodołę.
Co do panów zza sklepu tu się zgodzę, większość jest bardzo uprzejma i kulturalna 🙂

Previous
Rower babci, nowy paszport i Warszawa [TYGODNIK]
7 rzeczy, których nauczyłam się od prostych ludzi