Co zrobić, gdy dasz plamę?

Jakieś dwa lata temu dostałam list z biblioteki z prośbą o zwrot książek oraz uiszczenie opłaty za ich przetrzymanie. Brak ustosunkowania się do listu miał skutkować uruchomieniem  windykacji.

Pobladłam. Nie pamiętałam, że mam jakieś książki z tej biblioteki. Ciągle kupuję jakieś książki, także używane. Chyba wkręciłam sama sobie, że te dwie są moje prywatne.

Czym prędzej ruszyłam do biblioteki w celu uregulowania długu i przeproszenia za moje zaniedbanie. Poprosiłam też o aktualizację adresu e-mail w bazie, bo z tego na który przychodziły podobno jakieś ponaglenia po prostu nie korzystałam.
Pamiętam wyczekujące spojrzenie bibliotekarki, która widząc moje zdezorientowanie powiedziała – zazwyczaj ludzie w tym miejscu zaczynają się tłumaczyć chorobą albo trudną sytuacją rodzinną. Dawno nie było kogoś, kto po prostu przyznał, że zapomniał i przeprasza.
Dowiedziałam się, że dłużnicy zazwyczaj wysyłają babcie albo ciocie, bo się wstydzą, a jeśli przychodzą osobiście – zaczynają długie monologii o swojej trudnej sytuacji życiowej. Zaczęłam się zastanawiać, jaka choroba mogłaby uniemożliwić mi zwrócenie do biblioteki książek przez cały rok, skoro można nawet je odesłać kurierem.

Dałam plamę i tyle, nie ma co się usprawiedliwiać.
Tak jest też moja filozofia życiowa.
W sytuacji gdy dałam plamę, zrobiłam coś źle, coś zepsułam, coś zawaliłam, stosuję następujące kroki
1. Przestań robić źle (jeśli możesz*)

2. Przyznaj się, napraw szkody
* jeśli nie możesz, to zrób coś, co wyrówna rachunek, jakąś rekompensatę.

To jest moje wyzwanie Slow&Care challenge by MAGNAT Care, do którego zaprosił mnie producent farb Magnat. Miałam jakoś zadbać i zatroszczyć się o siebie i wykombinować zadanie, które jednocześnie będzie dla mnie wyzwaniem, ale też pomoże o siebie zadbać i zwolnić.

Dlaczego takie? W życiu nie ma wróżki, która przyjdzie cofnąć nasze błędy, posprząta zrobiony bałagan oraz przyniesie suknię balową, nowe pantofelki a pod dom podstawi karocę. Ale każdy z nas może sam zatroszczyć się o siebie, do czego zawsze na tym blogu gorąco zachęcam.

Dajemy plamy nieustannie. No, przynajmniej ja daję. Nie da się wszystkiego robić dobrze, każdemu zdarzają się mniejsze lub większe wpadki, nie jesteśmy plamoodporni. Mnie osobiście potwornie stresuje poczucie, że kogoś zawiodłam czy rozczarowałam. Czuję się z tym bardzo źle. Gdy nie naprawię wyrządzonych przez siebie szkód czuję się z tym paskudnie i to poczucie winy mnie gniecie, cały czas chodzi po głowie. Efekt Zeigarnik już dobrze zadba o to, aby niezałatwione do końca sprawy cały czas zaprzątały mi głowę, a jak wiecie – istnieje coś takiego jak mental bandwidth mamy ograniczoną przestrzeń na zajmujące nas sprawy. Nie możemy pochylić się nad każdym problemem świata, nie da się myśleć o wszystkim, jest jakiś limit. A ja chciałabym wykorzystywać go na rzeczy piękne i wartościowe, stąd pora na małe porządki w głowie :).

Kilka ostatnich “plam” z życia mojego oraz moich bliskich.
Koleżanka wyjechała na miesiąc. Zobowiązałam się do podlewania jej kwiatków, dostałam rozpiskę jak często trzeba podlewać każdy z nich i… no zdarzyło mi się tak, że sobie jeden dzień odpuściłam, bo mi się potwornie nie chciało. Serio, nie miałam żadnego niepodważalnego powodu, po prostu mi się nie chciało. Przyjechałam wieczorem dnia następnego, czyli w sumie można powiedzieć o dwóch dniach obsuwy. Generalnie wszystkie kwiatki były całe i nic im się nie stało. Poza storczykiem, który okazał się wrażliwy jak ja podczas okresu i trochę podupadł. Mogłabym oczywiście udawać, że to nie moja wina i podlewałam zgodnie z rozkładem, ale nie chciałam okłamywać koleżanki. Po prostu sfotografowałam storczyka, wysłałam jej zdjęcie i zapytałam czy da się go jeszcze uratować, czy woli żebym odkupiła jej nowego. Przeprosiłam za swoją nieodpowiedzialność i byłam gotowa ponieść konsekwencje. 
 Okazało się, że zroszenie go pod prysznicem uratowało sprawę. 
Tak jest ze wszystkim.

Zachlapałaś książkę z biblioteki? Osusz plamę, wytrzyj co się da. Ja wiem, że nikt się nie zorientuje że na 153 stronie jest plama z kawy, ale miej przyzwoitość i zaproponuj zapłatę za szkodę, albo przynieś jakieś książki od siebie, dogadaj się.

Tak samo jak uszkodzisz zamek w spodniach, bo ubzdurałaś sobie że wbijesz się w 36 a jednak nie bardzo. Nie chowaj tych spodni pod stertą innych, tylko może daj znać obsłudze, że coś uszkodziłeś. Potem ktoś kupi w pośpiechu bez mierzenia i się w domu rozczaruje. Narobisz mu kłopotu ze zwracaniem towaru. No i tak się kurczę nie robi!

(Z tymi spodniami to akurat historia z mojego życia. Tak, niedoszacowałam wielkości swojego tyłka.)

Dalej…

Pożyczyłeś sprzęt od znajomego i niechcący go uszkodziłeś? Zobowiąż się do naprawy, nie oddawaj go udając, że jest sprawny. Nie czekaj, aż właściciel się zorientuje i nie idź wtedy w zaparte, że “takie już było”, bo stracisz zaufanie znajomego albo znajomego. To jest bardzo słabe, chociaż niestety powszechne.
Na pewnym forum dziewczyna opisała jak zaprosiła do siebie przyjaciółkę z małym dzieckiem. Dziecko jak to dziecko – intensywnie się bawiło. Gdy wyszła do toalety maluch wyjął z jej torebki paletkę cieni i potłukł. W tej sytuacji naturalnym jest, że rodzic odpowiada za czyny swojego potomstwa i powinien zniszczoną rzecz odkupić i tak też miało się stać. Do czasu gdy matka usłyszała, że paletka kosztowała ponad 200 zł. Wtedy wycofała się z tego i przyjęła dziwną linię obrony polegającą na obwinianiu koleżanki za to, że nosi w torebce tak drogą paletkę i sama jest sobie winna. Wyobraźcie sobie, że wieloletnia przyjaźń rozpadła się z powodu dwóch stówek.

Są jednak plamy, które ciężko naprawić. Przez lata w swojej naiwności myślałam, że segregacja śmieci załatwia sprawę, a gdyby jednorazowe opakowania były aż takie złe, to przecież by ich zakazano. O ja naiwna!
 Co prawda udało mi się zrezygnować z wody w jednorazowych butelkach, nie biorę słomek a jeśli ręcznik papierowy nie jest konieczny – wycieram coś ścierką, ale wciąż mam wiele obszarów wymagających naprawy. Np. moje ulubione smoothie. Nie udało mi się odtworzyć takiego smaku samodzielnie, a pechowo jest pakowane w plastikowe butelki. Idealnie byłoby, gdyby w sklepie był jakiś duży dozownik z którego można sobie napój nalewać do własnej butelki, ale tak nie jest. Dlatego próbuję to jakoś rekompensować środowisku i staram się podnosić pięć śmieci dziennie. Może to niewielki krok, ale zawsze jakiś.

Kwestie związane ze środowiskiem wyjątkowo mnie bolą, także dosłownie. Mam chore oskrzela i bardzo mocno odczuwam spadek jakości powietrza. I chociaż myślałam, że znam dobrze temat, to jest sporo rzeczy których nie wiedziałam.

Np. tego, że nie tylko zanieczyszczenie smogiem jest wielkim problemem. Często zamykamy okna aby uchronić się przed złym jakościowo powietrzem a nie zauważamy wroga, który jest w środku. Przyznam, że przygotowując ten wpis pierwszy raz zetknęłam się z określeniem syndrom chorego budynku (SBS). Kiepskiej jakości farby, impregnaty, materiały budowlane, niektóre meble, panele, wykładziny – tam czai się formaldehyd, który chociaż niewidoczny dla oka, jest rakotwórczy. Powoduje łzawienie, drapanie w gardle, suchość skóry i kilka innych brzydszych rzeczy.

A wiecie, że SBS dotyka nawet 30% nowych budynków? Szaleństwo! Twoja oaza spokoju, zacisze, miejsce relaksu i ucieczki od problemów może wyrządzać ci krzywdę 🙁

A co ma do tego wszystkiego producent MAGNAT Ceramic Care? Oj bardzo dużo!

To moje drugie mieszkanie, które wynajmuję w Warszawie. Poprzednie chociaż miało mityczny standard IKEA, było dość kłopotliwe. Źle krążyło w nim powietrze, pranie schło dwa dni, a ja wiecznie czułam się chora. Nie zastanowiło mnie, czemu sąsiadka ma wiecznie uchylone drzwi na korytarz ani czemu gdy smażę jajecznicę, przez dwa dni w całym mieszkaniu unosi się zapach cebuli, chociaż włączyłam wyciąg. Problemy z suchą skórą wiązałam z twardą wodą. Zresztą narzekałam na cerę tak dużo, że dziwię się oglądającym moje stories, że ich to nie znudziło i nie kliknęli “unfollow”.

Drugie mieszkanie jest w dużo lepszej lokalizacji i w kamienicy odnowionej z głową. Na pewno jest zdecydowanie brzydsze – meble do siebie nie pasują, podłoga jest potwornie ciemna a design łazienki zdecydowanie trąci myszką. Wszystko jest czyste, solidne i zadbane, ale po prostu brzydkie. I chociaż estetytyka tych rzeczy nie do końca mi odpowiada – czuję się tu świetnie. A moja skóra ma się niebo (albo i dwa nieba) lepiej, chociaż po czajniku widzę, że woda jest jeszcze twardsza. Odkamieniam go dwa razy w tygodniu!

Jak teraz o tym świadomie myślę, to miałam tak u koleżanki w Krakowie – zawsze strasznie u niej kaszlałam i kichałam. Śmiałyśmy się, że to krakowskie powietrze, ale niedawno się przeprowadziła a ja w jej  nowym mieszkaniu nie odczuwam aż takich kłopotów zdrowotnych.

Trochę przykre, że to my wycieramy plamy które dało poprzednie pokolenie, ale ono nie do końca wiedziało i nie ma sensu bawić się w obwinianie. Z problemem borykają się więc zarówno osoby mieszkające w mieszkaniach z rynku wtórnego, jak i ci z nowego budownictwa,  w którym często oszczędza się na materiałach ile tylko się da.

Inwestujemy w drogie oczyszczacze powietrza (sprzęt na który się czaję kosztuje dwa tysiące złotych…) a istnieją dwa dobre i zdecydowanie tańsze rozwiązania. Rośliny i dobra farba.

Najpierw rośliny. Szczególnie te bezkwiatowe. Moda na miejskie dżungle w sypialniach i salonach to nie tylko moda, ale też rozsądek. Nigdy nie kręcił mnie temat, przez całe życie miałam tylko małego kaktusa i aloes, ale od jakiegoś czasu bardziej cieszy mnie przeglądanie stron z roślinami niż z obuwiem.  Nasze babcie stawiające wszędzie paprotki wiedziały co robią! Paprotka czy bluszcz to przykładowe rośliny, to które według NASA dobrze oczyszczają powietrze z formaldehydu i innych brzydkich rzeczy. To dlatego ostatnio pytałam Was o polecane niewymagające rośliny wiszące – mam mało miejsca na kwiatki, ale za to wysokie wnętrze, więc chętnie wykorzystam tę jego właściwość i kwiatki sobie powieszę lub poustawiam na półkach pod sufitem.

Drugim niedocenianym rozwiązaniem jest pomalowanie ścian.
Większość życia spędzamy w pomieszczeniach. Czy to w pracy, czy to w domu. Jeśli martwi Cię jakość powietrza oraz chcesz dbać o zdrowie – pomalowanie ścian farbami MAGNAT Ceramic Care będzie idealnym rozwiązaniem. Farba nie dość, że oczyszcza powietrze z formaldehydu, to jeszcze jest bakteriobójcza (odporna na osiem szczepów bakterii) oraz antystatyczna. Rozmawiałam z koleżankami, które używały tej farby i rzeczywiście – nie przywiera kurzu. Do tego w odróżnieniu ode mnie – jest plamoodporna.

A to idealnie wpisuje się w moją filozofię. Przestaję robić coś źle, i naprawiam szkodę.
Niestety ja każdą, nawet najmniejszą zmianę muszę konsultować z właścicielem mieszkania, ale nie sądzę by miał problem z odmalowaniem białych ścian na biało 😉 Tym bardziej, że dałam plamę i mam ścianę zarysowaną walizką, więc wypadałoby to jakoś naprawić.

Często mam wrażenie, że mówiąc o dbaniu o siebie skupiamy się na wyglądzie. Estetycznych włosach, zadbanej skórze, paznokciach. Ja mocno wierzę, że warto zacząć od wnętrza. W przypadku dbania o siebie bardzo ważne jest dbanie o porządek w głowie (spychane na później problemy są jak kanapka zostawiona na całe wakacje w plecaku. I tak będzie trzeba się jej pozbyć, tylko będzie to bardziej przykre), ale też we wnętrzu. Oprócz wizyty u fryzjera warto zadbać o przegląd całego ciała, tak jak robimy to z samochodami. Z mieszkaniem jest podobnie. Warto dokonać rzetelnego przeglądu i zadbać o to, by było po prostu zdrowe. Wiecie na jakiej myśli dzisiaj się złapałam? Że gdybym miała dzieci, to właśnie zasuwałabym z wałkiem i malowała całe mieszkanie. A potem doszło do mnie, że hej – kurczę, ja też przecież jestem ważna i nie tylko z powodu troski o siebie, ale też zwykłej ludzkie odpowiedzialności powinnam zaraz po powrocie zdzwonić się z właścicielem i odmalować ściany. A potem powiesić sobie dużo roślinek.

Bo wiecie co? Troszczymy się o to co robimy i co jemy, bo zależy nam na zdrowiu. Ale nie jemy przecież z brudnych, toksycznych garnków, więc w sumie czemu przebywamy w trujących nas pomieszczeniach, skoro rozwiązanie jest takie proste i praktycznie w zasięgu ręki.

Jeśli możecie zaszaleć bardziej niż ja, to MAGNAT Ceramic Care ma przepiękną, bogatą paletę kolorów. Osobiście zachwycam się metamorfozą sypialni u Joulenki, zobaczcie sami! https://www.joulenka.pl/metamorfoza-sypialni/

Julia malowała ściany właśnie Magnatem ❤
 Chciałabym zachęcić was Cię do podjęcia wyzwania Slow&Care challenge by Magnat Care i zatroszczenia się o siebie samego w ten nieco inny sposób. Unikamy chodzenia w poplamionych ubraniach, więc czemu by nie spróbować usunięcia plam jakich trochę narobiliśmy sobie w życiu? Czemu by nie  zatroszczyć się o swoją przestrzeń myślową ;). A może też i przestrzeń w której mieszkamy? Jeśli wcielisz w życie wyzwanie – daj proszę znać co udało Ci się zrobić.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

14
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Hania z HAART.planiamalujeyogaBasiaKatarzyna Przybylska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hania z HAART.pl
Gość

Kto nie dał plamy niech pierwszy rzuci kamieniem 😉 Dobry tekst Aniu 🙂

Katarzyna Przybylska
Gość
Katarzyna Przybylska

Bardzo podoba mi się sposob w jaki przedstawiłaś usuwanie plam, których jesteśmy sprawcami!
Przecież większym wstydem jest udawanie, że to nie my zawiniliśmy niż przyznanie się do błędu.Chociaż to drugie wcale może nie być takie proste🤔.
Pozdrawiam gorąco!

aniamaluje
Gość

Dziękuję ślicznie! <3 Myślę, że to dość ważny temat

yoga
Gość
yoga

Ja bardzo lubię farby Magnata. Wariant Ceramic to najtańsza farba na polskim rynku z takimi właściwościami.
Próbowałam najpierw zachodnich odpowiedników – są dobre, ale też dużo droższe.
Z ścianami pomalowanymi Magnatem jestem już od 5 lat i na razie nie mam zamiaru niczego zmieniać.

Ewelina P
Gość
Ewelina P

Uświadomiłaś mi bardzo ważna rzecz z tym formaldehydem. Niby wiedziałam, ale nie do końca o tym myślałam… A odnośnie historii o odpowiedzialności za dziecko: odkupienie paletki (moim zdaniem obowiązkowo) to jedno, ale fakt, ze nie powinno się w ogóle pozwolic dziecku grzebać w torebce przyjaciółki to drugie

Basia
Gość

Nie zdawałam sobie sprawy z obecności formaldehydu we wnętrzach! I, cholera, nie mam ani jednego kwiatka 😉 Dobrej farby też nie 😉

aniamaluje
Gość

Ja zdawałam, ale nie wiedziałam, że farba może to naprawić 🙂 z kwiatkami przeprosiłam się rok temu 😀

Ola Ł
Gość
Ola Ł

Ostatnio na studiach na wykładzie poruszono ten temat, o dziwo na biologii sanitarnej. No i nie zawsze mocno szczelne budynki są dobre. Bo właśnie brak tej wymiany powietrza i suche powietrze, które źle działa na naszą skórę. Ja miałam dość zabawną sytuację z przetrzymaniem książki. Bo owa książka nazywała się “Złodziejka książek” ;). No i tutaj akurat opłatę miałam tylko za 3 dni, ale gdzieś o tym zapomniałam, potem był weekend, a w kolejny dzień były chyba moje urodziny. A w tamten tydzień pracowałam akurat w dni otwarcia biblioteki, więc koleżanka za mnie oddała książkę, oczywiscie dałam na moją karę.… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Dzięki mojej mamie przez długi czas jak dałam plame to miałam tendencję do dwóch zachowań: naprawiania i udawania, że nic sie nie stało bądź ukrywania i też udawania, że nic się nie stało. Niesamowicie odbiło się to na mnie, bo zamiast przyjąć na klatę odpowiedzialność, to ja ciągle uciekałam… Na szczęście walczę z tym i ostatnio, jak przez gapiostwo popsułam robota laboratoryjnego (wartość ok. 2 milionów euro…) to poinformowałam kogo tylko się dało. Szczęśliwie obyło się bez konsekwencji 🙂

Zuzanna Marcinkowska
Gość
Zuzanna Marcinkowska

Tak sobie myślę, że pomysł z dystrybutorami produktów w sklepach, gdzie przychodzę i nalewam do własnego pojemnika, to nie jest dobre rozwiązanie. Bo produkt, którego jest dużo i to w otwartym, bądź co bądź, pojemniku, musiałby mieć milion konserwantów, żeby się nie popsuć. Sama używam na przykład kremów pewnej marki, które są sprzedawane w małych opakowaniach, albo wręcz w jednorazówkach, dzięki czemu producent nie musi pchać w nie środków konserwujących (jestem uczuleniowcem i mocno reaguję na większość syfu).
Kurczę, zawsze coś. Coś co jest dobre z jednego względu, jest złe z innego. Jak z lekarstwami 😉
Ale butelkę z filtro-smoczkiem mam 🙂

Michał Nowacki
Gość
Michał Nowacki

A jest jakiś prosty sposób żeby sprawdzić jakość powietrza w mieszkaniu?

Kosmetolog Marta
Gość

My wybraliśmy inną markę farb, która także gwarantuje brak toksycznych środków.

Ważne jest także aby w mieszkaniu czy domu nie było pleśni. Niestety ale sporo chorób właśnie się z nią wiąże.

Kwiatków nie mam, bo ich po prostu nie lubię. Jak uda mi się to przezwyciężyć to może postawię jakiś w sypialni 🙂

Klaudia Jaroszewska
Gość

aż widzę minę bibliotekarki, gdy po prostu się przyznałaś do winy 🙂

paeonia
Gość
paeonia

Też jestem fanką posiadania roślin w domu. Ciągle mam jakieś na oku, a parapety niestety nie są z gumy. Jednak przypisywanie im funkcji oczyszczania powietrza jest stosowane trochę na wyrost, a szkoda. Tutaj można poczytać więcej na temat badań, które przytoczyłaś http://www.bezogrodek.com/2017/01/rosliny-ktore-nie-oczyszczaja-powietrza.html