Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Co zrobić, gdy dasz plamę?

Jakieś dwa lata temu dostałam list z biblioteki z prośbą o zwrot książek oraz uiszczenie opłaty za ich przetrzymanie. Brak ustosunkowania się do listu miał skutkować uruchomieniem  windykacji.

Pobladłam. Nie pamiętałam, że mam jakieś książki z tej biblioteki. Ciągle kupuję jakieś książki, także używane. Chyba wkręciłam sama sobie, że te dwie są moje prywatne.

Czym prędzej ruszyłam do biblioteki w celu uregulowania długu i przeproszenia za moje zaniedbanie. Poprosiłam też o aktualizację adresu e-mail w bazie, bo z tego na który przychodziły podobno jakieś ponaglenia po prostu nie korzystałam.
Pamiętam wyczekujące spojrzenie bibliotekarki, która widząc moje zdezorientowanie powiedziała – zazwyczaj ludzie w tym miejscu zaczynają się tłumaczyć chorobą albo trudną sytuacją rodzinną. Dawno nie było kogoś, kto po prostu przyznał, że zapomniał i przeprasza.
Dowiedziałam się, że dłużnicy zazwyczaj wysyłają babcie albo ciocie, bo się wstydzą, a jeśli przychodzą osobiście – zaczynają długie monologii o swojej trudnej sytuacji życiowej. Zaczęłam się zastanawiać, jaka choroba mogłaby uniemożliwić mi zwrócenie do biblioteki książek przez cały rok, skoro można nawet je odesłać kurierem.

Dałam plamę i tyle, nie ma co się usprawiedliwiać.
Tak jest też moja filozofia życiowa.
W sytuacji gdy dałam plamę, zrobiłam coś źle, coś zepsułam, coś zawaliłam, stosuję następujące kroki
1. Przestań robić źle (jeśli możesz*)

2. Przyznaj się, napraw szkody
* jeśli nie możesz, to zrób coś, co wyrówna rachunek, jakąś rekompensatę.

To jest moje wyzwanie Slow&Care challenge by MAGNAT Care, do którego zaprosił mnie producent farb Magnat. Miałam jakoś zadbać i zatroszczyć się o siebie i wykombinować zadanie, które jednocześnie będzie dla mnie wyzwaniem, ale też pomoże o siebie zadbać i zwolnić.

Dlaczego takie? W życiu nie ma wróżki, która przyjdzie cofnąć nasze błędy, posprząta zrobiony bałagan oraz przyniesie suknię balową, nowe pantofelki a pod dom podstawi karocę. Ale każdy z nas może sam zatroszczyć się o siebie, do czego zawsze na tym blogu gorąco zachęcam.

Dajemy plamy nieustannie. No, przynajmniej ja daję. Nie da się wszystkiego robić dobrze, każdemu zdarzają się mniejsze lub większe wpadki, nie jesteśmy plamoodporni. Mnie osobiście potwornie stresuje poczucie, że kogoś zawiodłam czy rozczarowałam. Czuję się z tym bardzo źle. Gdy nie naprawię wyrządzonych przez siebie szkód czuję się z tym paskudnie i to poczucie winy mnie gniecie, cały czas chodzi po głowie. Efekt Zeigarnik już dobrze zadba o to, aby niezałatwione do końca sprawy cały czas zaprzątały mi głowę, a jak wiecie – istnieje coś takiego jak mental bandwidth mamy ograniczoną przestrzeń na zajmujące nas sprawy. Nie możemy pochylić się nad każdym problemem świata, nie da się myśleć o wszystkim, jest jakiś limit. A ja chciałabym wykorzystywać go na rzeczy piękne i wartościowe, stąd pora na małe porządki w głowie :).

Kilka ostatnich “plam” z życia mojego oraz moich bliskich.
Koleżanka wyjechała na miesiąc. Zobowiązałam się do podlewania jej kwiatków, dostałam rozpiskę jak często trzeba podlewać każdy z nich i… no zdarzyło mi się tak, że sobie jeden dzień odpuściłam, bo mi się potwornie nie chciało. Serio, nie miałam żadnego niepodważalnego powodu, po prostu mi się nie chciało. Przyjechałam wieczorem dnia następnego, czyli w sumie można powiedzieć o dwóch dniach obsuwy. Generalnie wszystkie kwiatki były całe i nic im się nie stało. Poza storczykiem, który okazał się wrażliwy jak ja podczas okresu i trochę podupadł. Mogłabym oczywiście udawać, że to nie moja wina i podlewałam zgodnie z rozkładem, ale nie chciałam okłamywać koleżanki. Po prostu sfotografowałam storczyka, wysłałam jej zdjęcie i zapytałam czy da się go jeszcze uratować, czy woli żebym odkupiła jej nowego. Przeprosiłam za swoją nieodpowiedzialność i byłam gotowa ponieść konsekwencje. 
 Okazało się, że zroszenie go pod prysznicem uratowało sprawę. 
Tak jest ze wszystkim.

Zachlapałaś książkę z biblioteki? Osusz plamę, wytrzyj co się da. Ja wiem, że nikt się nie zorientuje że na 153 stronie jest plama z kawy, ale miej przyzwoitość i zaproponuj zapłatę za szkodę, albo przynieś jakieś książki od siebie, dogadaj się.

Tak samo jak uszkodzisz zamek w spodniach, bo ubzdurałaś sobie że wbijesz się w 36 a jednak nie bardzo. Nie chowaj tych spodni pod stertą innych, tylko może daj znać obsłudze, że coś uszkodziłeś. Potem ktoś kupi w pośpiechu bez mierzenia i się w domu rozczaruje. Narobisz mu kłopotu ze zwracaniem towaru. No i tak się kurczę nie robi!

(Z tymi spodniami to akurat historia z mojego życia. Tak, niedoszacowałam wielkości swojego tyłka.)

Dalej…

Pożyczyłeś sprzęt od znajomego i niechcący go uszkodziłeś? Zobowiąż się do naprawy, nie oddawaj go udając, że jest sprawny. Nie czekaj, aż właściciel się zorientuje i nie idź wtedy w zaparte, że “takie już było”, bo stracisz zaufanie znajomego albo znajomego. To jest bardzo słabe, chociaż niestety powszechne.
Na pewnym forum dziewczyna opisała jak zaprosiła do siebie przyjaciółkę z małym dzieckiem. Dziecko jak to dziecko – intensywnie się bawiło. Gdy wyszła do toalety maluch wyjął z jej torebki paletkę cieni i potłukł. W tej sytuacji naturalnym jest, że rodzic odpowiada za czyny swojego potomstwa i powinien zniszczoną rzecz odkupić i tak też miało się stać. Do czasu gdy matka usłyszała, że paletka kosztowała ponad 200 zł. Wtedy wycofała się z tego i przyjęła dziwną linię obrony polegającą na obwinianiu koleżanki za to, że nosi w torebce tak drogą paletkę i sama jest sobie winna. Wyobraźcie sobie, że wieloletnia przyjaźń rozpadła się z powodu dwóch stówek.

Są jednak plamy, które ciężko naprawić. Przez lata w swojej naiwności myślałam, że segregacja śmieci załatwia sprawę, a gdyby jednorazowe opakowania były aż takie złe, to przecież by ich zakazano. O ja naiwna!
 Co prawda udało mi się zrezygnować z wody w jednorazowych butelkach, nie biorę słomek a jeśli ręcznik papierowy nie jest konieczny – wycieram coś ścierką, ale wciąż mam wiele obszarów wymagających naprawy. Np. moje ulubione smoothie. Nie udało mi się odtworzyć takiego smaku samodzielnie, a pechowo jest pakowane w plastikowe butelki. Idealnie byłoby, gdyby w sklepie był jakiś duży dozownik z którego można sobie napój nalewać do własnej butelki, ale tak nie jest. Dlatego próbuję to jakoś rekompensować środowisku i staram się podnosić pięć śmieci dziennie. Może to niewielki krok, ale zawsze jakiś.

Kwestie związane ze środowiskiem wyjątkowo mnie bolą, także dosłownie. Mam chore oskrzela i bardzo mocno odczuwam spadek jakości powietrza. I chociaż myślałam, że znam dobrze temat, to jest sporo rzeczy których nie wiedziałam.

Np. tego, że nie tylko zanieczyszczenie smogiem jest wielkim problemem. Często zamykamy okna aby uchronić się przed złym jakościowo powietrzem a nie zauważamy wroga, który jest w środku. Przyznam, że przygotowując ten wpis pierwszy raz zetknęłam się z określeniem syndrom chorego budynku (SBS). Kiepskiej jakości farby, impregnaty, materiały budowlane, niektóre meble, panele, wykładziny – tam czai się formaldehyd, który chociaż niewidoczny dla oka, jest rakotwórczy. Powoduje łzawienie, drapanie w gardle, suchość skóry i kilka innych brzydszych rzeczy.

A wiecie, że SBS dotyka nawet 30% nowych budynków? Szaleństwo! Twoja oaza spokoju, zacisze, miejsce relaksu i ucieczki od problemów może wyrządzać ci krzywdę 🙁

A co ma do tego wszystkiego producent MAGNAT Ceramic Care? Oj bardzo dużo!

To moje drugie mieszkanie, które wynajmuję w Warszawie. Poprzednie chociaż miało mityczny standard IKEA, było dość kłopotliwe. Źle krążyło w nim powietrze, pranie schło dwa dni, a ja wiecznie czułam się chora. Nie zastanowiło mnie, czemu sąsiadka ma wiecznie uchylone drzwi na korytarz ani czemu gdy smażę jajecznicę, przez dwa dni w całym mieszkaniu unosi się zapach cebuli, chociaż włączyłam wyciąg. Problemy z suchą skórą wiązałam z twardą wodą. Zresztą narzekałam na cerę tak dużo, że dziwię się oglądającym moje stories, że ich to nie znudziło i nie kliknęli “unfollow”.

Drugie mieszkanie jest w dużo lepszej lokalizacji i w kamienicy odnowionej z głową. Na pewno jest zdecydowanie brzydsze – meble do siebie nie pasują, podłoga jest potwornie ciemna a design łazienki zdecydowanie trąci myszką. Wszystko jest czyste, solidne i zadbane, ale po prostu brzydkie. I chociaż estetytyka tych rzeczy nie do końca mi odpowiada – czuję się tu świetnie. A moja skóra ma się niebo (albo i dwa nieba) lepiej, chociaż po czajniku widzę, że woda jest jeszcze twardsza. Odkamieniam go dwa razy w tygodniu!

Jak teraz o tym świadomie myślę, to miałam tak u koleżanki w Krakowie – zawsze strasznie u niej kaszlałam i kichałam. Śmiałyśmy się, że to krakowskie powietrze, ale niedawno się przeprowadziła a ja w jej  nowym mieszkaniu nie odczuwam aż takich kłopotów zdrowotnych.

Trochę przykre, że to my wycieramy plamy które dało poprzednie pokolenie, ale ono nie do końca wiedziało i nie ma sensu bawić się w obwinianie. Z problemem borykają się więc zarówno osoby mieszkające w mieszkaniach z rynku wtórnego, jak i ci z nowego budownictwa,  w którym często oszczędza się na materiałach ile tylko się da.

Inwestujemy w drogie oczyszczacze powietrza (sprzęt na który się czaję kosztuje dwa tysiące złotych…) a istnieją dwa dobre i zdecydowanie tańsze rozwiązania. Rośliny i dobra farba.

Najpierw rośliny. Szczególnie te bezkwiatowe. Moda na miejskie dżungle w sypialniach i salonach to nie tylko moda, ale też rozsądek. Nigdy nie kręcił mnie temat, przez całe życie miałam tylko małego kaktusa i aloes, ale od jakiegoś czasu bardziej cieszy mnie przeglądanie stron z roślinami niż z obuwiem.  Nasze babcie stawiające wszędzie paprotki wiedziały co robią! Paprotka czy bluszcz to przykładowe rośliny, to które według NASA dobrze oczyszczają powietrze z formaldehydu i innych brzydkich rzeczy. To dlatego ostatnio pytałam Was o polecane niewymagające rośliny wiszące – mam mało miejsca na kwiatki, ale za to wysokie wnętrze, więc chętnie wykorzystam tę jego właściwość i kwiatki sobie powieszę lub poustawiam na półkach pod sufitem.

Drugim niedocenianym rozwiązaniem jest pomalowanie ścian.
Większość życia spędzamy w pomieszczeniach. Czy to w pracy, czy to w domu. Jeśli martwi Cię jakość powietrza oraz chcesz dbać o zdrowie – pomalowanie ścian farbami MAGNAT Ceramic Care będzie idealnym rozwiązaniem. Farba nie dość, że oczyszcza powietrze z formaldehydu, to jeszcze jest bakteriobójcza (odporna na osiem szczepów bakterii) oraz antystatyczna. Rozmawiałam z koleżankami, które używały tej farby i rzeczywiście – nie przywiera kurzu. Do tego w odróżnieniu ode mnie – jest plamoodporna.

A to idealnie wpisuje się w moją filozofię. Przestaję robić coś źle, i naprawiam szkodę.
Niestety ja każdą, nawet najmniejszą zmianę muszę konsultować z właścicielem mieszkania, ale nie sądzę by miał problem z odmalowaniem białych ścian na biało 😉 Tym bardziej, że dałam plamę i mam ścianę zarysowaną walizką, więc wypadałoby to jakoś naprawić.

Często mam wrażenie, że mówiąc o dbaniu o siebie skupiamy się na wyglądzie. Estetycznych włosach, zadbanej skórze, paznokciach. Ja mocno wierzę, że warto zacząć od wnętrza. W przypadku dbania o siebie bardzo ważne jest dbanie o porządek w głowie (spychane na później problemy są jak kanapka zostawiona na całe wakacje w plecaku. I tak będzie trzeba się jej pozbyć, tylko będzie to bardziej przykre), ale też we wnętrzu. Oprócz wizyty u fryzjera warto zadbać o przegląd całego ciała, tak jak robimy to z samochodami. Z mieszkaniem jest podobnie. Warto dokonać rzetelnego przeglądu i zadbać o to, by było po prostu zdrowe. Wiecie na jakiej myśli dzisiaj się złapałam? Że gdybym miała dzieci, to właśnie zasuwałabym z wałkiem i malowała całe mieszkanie. A potem doszło do mnie, że hej – kurczę, ja też przecież jestem ważna i nie tylko z powodu troski o siebie, ale też zwykłej ludzkie odpowiedzialności powinnam zaraz po powrocie zdzwonić się z właścicielem i odmalować ściany. A potem powiesić sobie dużo roślinek.

Bo wiecie co? Troszczymy się o to co robimy i co jemy, bo zależy nam na zdrowiu. Ale nie jemy przecież z brudnych, toksycznych garnków, więc w sumie czemu przebywamy w trujących nas pomieszczeniach, skoro rozwiązanie jest takie proste i praktycznie w zasięgu ręki.

Jeśli możecie zaszaleć bardziej niż ja, to MAGNAT Ceramic Care ma przepiękną, bogatą paletę kolorów. Osobiście zachwycam się metamorfozą sypialni u Joulenki, zobaczcie sami! https://www.joulenka.pl/metamorfoza-sypialni/

Julia malowała ściany właśnie Magnatem ❤
 Chciałabym zachęcić was Cię do podjęcia wyzwania Slow&Care challenge by Magnat Care i zatroszczenia się o siebie samego w ten nieco inny sposób. Unikamy chodzenia w poplamionych ubraniach, więc czemu by nie spróbować usunięcia plam jakich trochę narobiliśmy sobie w życiu? Czemu by nie  zatroszczyć się o swoją przestrzeń myślową ;). A może też i przestrzeń w której mieszkamy? Jeśli wcielisz w życie wyzwanie – daj proszę znać co udało Ci się zrobić.



Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

14
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Hania z HAART.planiamalujeyogaBasiaKatarzyna Przybylska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hania z HAART.pl
Gość

Kto nie dał plamy niech pierwszy rzuci kamieniem 😉 Dobry tekst Aniu 🙂

Katarzyna Przybylska
Gość
Katarzyna Przybylska

Bardzo podoba mi się sposob w jaki przedstawiłaś usuwanie plam, których jesteśmy sprawcami!
Przecież większym wstydem jest udawanie, że to nie my zawiniliśmy niż przyznanie się do błędu.Chociaż to drugie wcale może nie być takie proste🤔.
Pozdrawiam gorąco!

aniamaluje
Gość

Dziękuję ślicznie! <3 Myślę, że to dość ważny temat

yoga
Gość
yoga

Ja bardzo lubię farby Magnata. Wariant Ceramic to najtańsza farba na polskim rynku z takimi właściwościami.
Próbowałam najpierw zachodnich odpowiedników – są dobre, ale też dużo droższe.
Z ścianami pomalowanymi Magnatem jestem już od 5 lat i na razie nie mam zamiaru niczego zmieniać.

Ewelina P
Gość
Ewelina P

Uświadomiłaś mi bardzo ważna rzecz z tym formaldehydem. Niby wiedziałam, ale nie do końca o tym myślałam… A odnośnie historii o odpowiedzialności za dziecko: odkupienie paletki (moim zdaniem obowiązkowo) to jedno, ale fakt, ze nie powinno się w ogóle pozwolic dziecku grzebać w torebce przyjaciółki to drugie

Basia
Gość

Nie zdawałam sobie sprawy z obecności formaldehydu we wnętrzach! I, cholera, nie mam ani jednego kwiatka 😉 Dobrej farby też nie 😉

aniamaluje
Gość

Ja zdawałam, ale nie wiedziałam, że farba może to naprawić 🙂 z kwiatkami przeprosiłam się rok temu 😀

Ola Ł
Gość
Ola Ł

Ostatnio na studiach na wykładzie poruszono ten temat, o dziwo na biologii sanitarnej. No i nie zawsze mocno szczelne budynki są dobre. Bo właśnie brak tej wymiany powietrza i suche powietrze, które źle działa na naszą skórę. Ja miałam dość zabawną sytuację z przetrzymaniem książki. Bo owa książka nazywała się “Złodziejka książek” ;). No i tutaj akurat opłatę miałam tylko za 3 dni, ale gdzieś o tym zapomniałam, potem był weekend, a w kolejny dzień były chyba moje urodziny. A w tamten tydzień pracowałam akurat w dni otwarcia biblioteki, więc koleżanka za mnie oddała książkę, oczywiscie dałam na moją karę.… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Dzięki mojej mamie przez długi czas jak dałam plame to miałam tendencję do dwóch zachowań: naprawiania i udawania, że nic sie nie stało bądź ukrywania i też udawania, że nic się nie stało. Niesamowicie odbiło się to na mnie, bo zamiast przyjąć na klatę odpowiedzialność, to ja ciągle uciekałam… Na szczęście walczę z tym i ostatnio, jak przez gapiostwo popsułam robota laboratoryjnego (wartość ok. 2 milionów euro…) to poinformowałam kogo tylko się dało. Szczęśliwie obyło się bez konsekwencji 🙂

Zuzanna Marcinkowska
Gość
Zuzanna Marcinkowska

Tak sobie myślę, że pomysł z dystrybutorami produktów w sklepach, gdzie przychodzę i nalewam do własnego pojemnika, to nie jest dobre rozwiązanie. Bo produkt, którego jest dużo i to w otwartym, bądź co bądź, pojemniku, musiałby mieć milion konserwantów, żeby się nie popsuć. Sama używam na przykład kremów pewnej marki, które są sprzedawane w małych opakowaniach, albo wręcz w jednorazówkach, dzięki czemu producent nie musi pchać w nie środków konserwujących (jestem uczuleniowcem i mocno reaguję na większość syfu).
Kurczę, zawsze coś. Coś co jest dobre z jednego względu, jest złe z innego. Jak z lekarstwami 😉
Ale butelkę z filtro-smoczkiem mam 🙂

Michał Nowacki
Gość
Michał Nowacki

A jest jakiś prosty sposób żeby sprawdzić jakość powietrza w mieszkaniu?

Kosmetolog Marta
Gość

My wybraliśmy inną markę farb, która także gwarantuje brak toksycznych środków.

Ważne jest także aby w mieszkaniu czy domu nie było pleśni. Niestety ale sporo chorób właśnie się z nią wiąże.

Kwiatków nie mam, bo ich po prostu nie lubię. Jak uda mi się to przezwyciężyć to może postawię jakiś w sypialni 🙂

Klaudia Jaroszewska
Gość

aż widzę minę bibliotekarki, gdy po prostu się przyznałaś do winy 🙂

paeonia
Gość
paeonia

Też jestem fanką posiadania roślin w domu. Ciągle mam jakieś na oku, a parapety niestety nie są z gumy. Jednak przypisywanie im funkcji oczyszczania powietrza jest stosowane trochę na wyrost, a szkoda. Tutaj można poczytać więcej na temat badań, które przytoczyłaś http://www.bezogrodek.com/2017/01/rosliny-ktore-nie-oczyszczaja-powietrza.html

Previous
Dlaczego nie używam już szczotki Tangle Teezer
Co zrobić, gdy dasz plamę?