Po co się uczyć?

    Pod poprzednim (dla wielu kontrowersyjnym tekstem) wywiązała się krótka dyskusja na temat tego, czy uczenie się ma sens.

Oto mój punkt widzenia na ten temat.

Zanim przejdę do właściwej części, chciałabym napisać coś ważnego.

To, co myślisz o innych, myślisz tak naprawdę o sobie.

Nie oczekuję, że więcej niż jedna, może dwie osoby załapią o co chodzi. Jeśli jednak kogoś te słowa ukłują, zaniepokoją, zdziwią, to dobrze. Zasiało się ziarenko, jest szansa na plon.

______________

Przyczynkiem do tego tekstu jest komentarz młodej, fajnej, utalentowanej dziewczyny. Napisała tak:

Ludzie…

Dobrze rozumiem te obawy.

Gimnazjum skończyłam ze średnią 5,29… i się nie uczyłam. 

Myśl co chcesz. Jeśli myślisz, że to nie fair… przemyśl to. Nie akceptując tego, że ktoś się uczy z łatwością, nie pozwalasz sobie na to samo. Wysyłasz sobie komunikat “nauka musi być trudna”. Więc jest.

Do rzeczy.

W pierwszej i drugiej klasie się uczyłam. I miałam jakieś 4,75, może 4,80. Wkładałam w to dużo więcej wysiłku niż to było warte. I 100 x więcej wysiłku niż w 5,29 w trzeciej klasie.

Różnica między pracą wydajną, a ciężką, jest zasadnicza. Możesz malować cały pokój małym, szkolnym pędzelkiem, albo dużym wałkiem malarskim. W tym pierwszym przypadku ostro się namachasz, w tym drugim – będzie zdecydowanie lżej i szybciej. Skutek prawdopodobnie będzie ten sam – pomalowany pokój. Jeśli malowałeś go dla siebie, pól biedy, ale jeśli ktoś Ci za to płacił, to nie zdziw się, jak nie doceni Twojego wysiłku i zapłaci Ci tylko za efekt.

Dla mnie nie sztuką jest namachać się jak dziki osioł. Sztuką jest zrobić tak, aby osiągnąć zadowalający rezultat przy minimalnym nakładzie pracy.

źródło: http://www.theamazingpics.com

Prawdą jest, że oceny nie są gwarantem niczego. Nawet tego, że nauczyciele będą Cię lubić 😉

U mnie kluczem do lepszych ocen było postawienie sobie pytania :

PO CO CHCĘ SIĘ TEGO NAUCZYĆ?

Odpowiedzi które dla mnie były powodem niewystarczającym : dla oceny, dla rodziców, dla świętego spokoju, nie chcę się tego uczyć.

Odpowiedzi, które dla mnie były poprawne : bo to mnie ciekawi, bo to przydatne, interesujące

Odpowiedzi wynikające z mojego kompromisu z rzeczywistością : bo jeśli się tego nie nauczę, nie zdam matury.

Niestety….szkoła nie oferowała mi wiedzy ciekawej, przydatnej, interesującej. Nacisk kładziony był na wiedzę faktograficzną. Ja uważam, że fajnie jest czasem coś wiedzieć, ale jeśli chciałabym zdobyć wiedzę KTO, CO, KIEDY, otworzę encyklopedię (wpiszę w google). Natomiast zawsze interesowała mnie wiedza proceduralna, oraz JAK, PO CO, DLACZEGO, KTO NA TYM ZYSKAŁ, KTO STRACIŁ, JAKIE MA TO ZNACZENIE TERAZ DLA MNIE, DLA LUDZI XXI WIEKU.

Nie zgadzasz się z tym? Uważasz, że wiedza w którym roku była Bitwa pod Grunwaldem jest ważna? Ok, nic mi do tego, bo to są Twoje przekonania i Twoje życie. Ale…wiesz chociaż O CO ta bitwa była? :> 

Żartuję. W ogóle nie ma dla mnie znaczenia to, czy to wiesz.

Jak to się stało, że w trzeciej gimnazjum przy minimalnym nakładzie pracy miałam lepsze oceny jak w klasie 1 i 2 ?

Po pierwsze – zmieniłam optykę. Uczyłam się, aby zrozumieć. Czasami coś wydawało mi się pozornie bezsensu, ale zdobycie danej (niby niepotrzebnej) wiedzy dawało mi kontekst w którym mogłam osadzić inne dane.

Skoro uczyłam się aby zrozumieć… przestałam cykać się nauczyciela i mogłam mu bez strachu/wstydu zadać pytanie, powiedzieć, że nie rozumiem. Tutaj w ogóle jest zabawna sytuacja, bo kiedy nauczyciel widzi , że Ty wiesz czego nie rozumiesz, zacznie traktować Cię serio. Mam na myśli to, że większość uczniów umie powiedzieć “nie rozumiem”, ale na pytanie “czego nie rozumiesz?” odpowiadają “wszystkiego” lub “niczego” (podwójne zaprzeczenia w języku polskim ssą ;)).

Przykład z życia. Ni cholery nie mogłam załapać jakiegoś bilansu cieplnego na fizyce. Niby znałam wzory, ale z jakiegoś powodu tego nie kumałam. Nie mogłam obliczyć dobrze żadnego zadania. Poszłam z tym do nauczycielki…kazała mi przyjść na konsultacje. Nie powiem, nie byłam zadowolona  z tego faktu. Byłam tak zła, że nie wytłumaczyła mi tego na miejscu, że pamiętam to do dziś, bo te całe konsultacje były w jakiejś beznadziejnej godzinie. Strasznie się zdziwiłam kiedy okazało się, że mój problem wynikał ze źle przepisanego z tablicy wzoru (sic!). Za to nauczycielka nie dość, że mi wytłumaczyła, to jeszcze zaproponowała udział w konkursie fizycznym (który rzecz jasna położyłam), ale dostałam za to jakiś fajny stopień.

Podobnie miałam z chemią – nie łapałam czegoś, pokazywałam swój zeszyt ćwiczeń n-elowi i pytałam – gdzie po drodze zrobiłam błąd?
Wiem, że wiele zależy od nauczyciela, ale przypadkiem odkryłam takie prawo – pokaż nauczycielowi, że Ci zależy na zrozumieniu, a spojrzy na Ciebie dużo przychylniej. (By nie powiedzieć – da Ci taryfę ulgową :).

Druga sprawa – mądrzej robione notatki

Notując efektywniej, stosując kolory, rysunki (nie penisów:), skróty, rymowanki, bazgrząc niemiłosiernie po podręcznikach nie musiałam ogarniać notatek w domu.

Tutaj odeślę Cię do tekstu : JAK SIĘ UCZYĆ SZYBKO I SKUTECZNIE, MOJE SPOSOBY

Po trzecie. Nauka na pamięć to nie nauka. No i zabiera tyleeeeeeeeeee czasu.

Robiłam sobie test “tłumaczenia komuś”. Jeśli umiałam wytłumaczyć komuś temat, to go umiałam. Jeśli nie, to nie.
Pamiętam jak nie mogłam zrozumieć, czemu tak mało osób odpowiedziało na stosunkowo łatwe pytanie na kartkówce z biologii “Jak pomóc osobie która zatruła się czadem?”. Jeśli ktoś uczył się na pamięć, to nie wiedział. Jeśli miał odrobinę elementarnej inteligencji to dwa do dwóch i wyszło mu, że skoro tlenek czegoś tam przyczepia się do czegoś tam powodując coś tam, a nie da się go odczepić, to trzeba dokonać transfuzji krwi.

Po czwarte – wystarczy udzielać się w konkursach. A jak coś w nich zajmujesz, to już w ogóle spoko luzik, masz wakacje nie szkołę. Ale…. jeśli wiesz, że może Ci w jakimś konkursie nie bardzo pójść, możesz sobie zaszkodzić, bo co z tego, że idzie Ci super na tle klasy/szkoły, jak globalnie możesz mieć najsłabszy wynik 😉

Nauka do konkursu czasami zajmuje tyle czasu co nauka do zwykłej klasówki, a pozwala na wieleeee korzyści.

Czasami te korzyści są iluzoryczne, np. strzeliłam sobie w stopę idąc na konkurs recytatorski z wierszem “Karta z dziejów ludzkości”. Tuwima. A jakże. (PS. jeśli wyjedziesz tu z tekstem, że Tuwim to żydokomuna, odejdź z tego bloga).

Spotkali się w święto o piątej przed kinem

Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.

Tutejsza idiotko! — rzekł kretyn miejscowy —

Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?…


Cóż, jury wolało słuchać “Świtezianek” :)).

Brzydko rysujesz? Wybierałam ciekawej formy dla słabej treści i ku mojemu zaskoczeniu miałam na koniec z plastyki 6 (a wcześnie ledwo 4).

Z historii dat uczyłam się skojarzeniami , a ponieważ zazwyczaj interesowało mnie, kto co na jakiej wojnie naprawdę ugrał , również wylądowałam z ładną oceną.

LICEUM.

Tutaj strategie wyżej opisane starczały na trójki i czwórki. Ale… była cała masa wiedzy którą miałam baaaaardzo głęboko w pupie.

Sorry, nie interesuje mnie definicja rzeki, że to “naturalny ciek wodny” bla bla bla. Już w pierwszej klasie ogarnęłam jak wyglądają matury zaczęłam rozwiązywać przykładowe testy. Szły słabo, ale generalnie je zdawałam.

Nie traktowałam ocen jako CELU. Nie były nim też matury. Aby osiągnąć swój cel (dostać się na studia) musiałam a)zaliczyć jakoś L.O (bo na oceny przy rekrutacji nikt nie patrzy) b) zdać matury na odpowiednim poziomie. Były więc one dla mnie środkiem do realizacji mojego celu.

A w zasadzie środkiem pozwalającym mi na zdobycie kolejnego środka (studiów) do osiągnięcia celu jakim są stosowne uprawnienia do pracy.

Pokręcone to, ale :

większość wiedzy zdobywanej w L.O nie zazębia się z tą, która jest na maturach.
Dla mnie uczenie się np. fizyki newtonowskiej nie miało sensu, bo nie wiązałam z nią przyszłości. Dwa mi wystarczy (nie twierdzę, że nie jest ona potrzebna do życia). Wymienianie w kolejności części z jakich zbudowane jest oko, też mnie nie interesowało. Ale jeśli są osoby które to interesuje, to wspaniale! (Tutaj znowu wraca pytanie : po co chcę się tego nauczyć?)

Nie przeczytałam nawet większości lektur… a napisałam rozszerzoną maturę lepiej niż Ci, co czytali (mówię o mojej szkole ;-)).

Myślisz, że to nie fair? Jasne, możesz.

Zastanawiam się właśnie, jak porozkładały się oceny i obecna sytuacja zawodowa licealistów z  mojego rocznika. Chłopak który przędł na trójach jest przełożonym mojej koleżanki, która miała fajne oceny. Dziewczyna która czytała wszystkie lektury sprzedaje usługi telekomunikacyjne. Ale są i osoby, które miały fajne stopnie i sobie radzą.

Dygresja: Żadna praca nie hańbi.

Studia.

Cóż, idzie mi całkiem ok, licencjat skończyłam z piątką na dyplomie. Nie sądzę, aby to było jakieś wielkie osiągnięcie (jestem pedagogiem-terapeutą). Po prostu chciałam pracować z dziećmi, to interesowało mnie jak to robić, więc uczyłam się, aby zrozumieć.

Z wyjątkiem sytuacji, uczę się aby zdać.

Tutaj znowu sposoby radzenia sobie na studiach opisałam w tekście:

Z czy na studia, czyli jak i gdzie notować

Muszę go zresztą zaktualizować 😉

Wiele niestety zależy od wykładowcy. Ja nie rozumiem pretensji typu – byłam na każdym wykładzie, a X nie był na żadnym, on zdał, ja nie. Ok, ból dupy, wiadomo, wysiłek poszedł na marne. Ale jeśli ktoś zrozumiał temat, to zrobił bardziej istotną pracę niż ty, siedząc i słuchając (widocznie bez zrozumienia, co wykładowca mówi).

Ja nie chodzę na żaden wykład (o ile nie ma listy), gdzie wykładowca czyta na wykładzie swoją książkę. Wolę ja wypożyczyć lub skserować.

Na pocieszenie dodam, że mam problemy z przedmiotami, gdzie wymagane są notatki recytowane słowo w słowo ;-).

Czy studia są potrzebne do osiągnięcia sukcesu? Wszystko zależy od tego, jak go rozumiesz.

Einstein był słabym uczniem, chodził na niewiele wykładów…ale zadawał na nich nieszablonowe pytania. Edison nie miał wykształcenia. Znany na całym świecie nasz chemik, Jan Czochralski nie miał matury…a dostał doktorat honoris causa (uczelnia musiała zastosować taki trik, aby mógł niej wykładać nie mając matury). Steve Jobs nie ukończył studiów, tak samo jak Bill Gates….aleeee uwaga : CI ludzie mieli pasję, uczyli się SAMI, albo rozkręcali swoje biznesy. Nie sztuką jest powiedzieć “pieprzę szkołę, zostanę Ninja” 😉

Jeśli za sukces uważasz odpowiedni skrót przed nazwiskiem, studia są chyba jedyną drogą 😉

_____________

Kasia.

Z Kasią pracuję indywidualnie (jestem pedagogiem-terapeutą).  To bardzo zdolna dziewczynka (myślenie dywergencyjne na super poziomie!), niestety, ma problemy z “ułatwieniami” jakie serwuje jej szkoła.

Np. Kasia z łatwością obliczy, że 13+8 to 21. Natomiast szkoła wymaga, aby rozpisała to tak:

13+8= 10+(3+7)+1= 10+10+1=20+1=21

Fajnie, że komuś taka rozpiska pomaga, ale Kasia nie widzi w niej sensu. W tym czasie obliczyłaby 10 zadań do przodu i mogłaby dalej na lekcji rysować. Albo przeglądać swoją ulubioną książkę z serii “ciało człowieka”, bo to ją interesuje bardzo. Kasia nie rozumie, po co ma tak liczyć, skoro umie już liczyć pisemnie. Kasia zadania tekstowe rozwiązuje jednym działaniem, bez żadnych danych, szukanych, nawet odpowiedzi nie zapisuje. Czy to znaczy, że Kasia jest głupia?

Wprost przeciwnie!

Odpowiadając na pytania z komentarza dziewczyny, który wcześniej tu zamieściłam

“Bo jakiego pracodawcę będzie obchodziło, że w gimnazjum miałam 6 z geografii?” – Pewnie żadnego. Jeśli natomiast wiesz wiele o geografii, a w danym profilu pracy takie umiejętności będą potrzebne, na pewno pracodawca to doceni.

Gdybym zatrudniała dekoratora wnętrz, nie pytałabym go o szkoły, certyfikaty i ocenę  z biologii w gimnazjum. Chciałabym zobaczyć jego portfolio. Albo chwilę z nim pogadać, aby go poznać 😉

Jak Wy podchodzicie do nauki? Warto wypruwać sobie żyły?

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

Podziel się

106
Dodaj komentarz

avatar
45 Comment threads
61 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyMarta Syczewskaoxfordkablack_treePisaniePrac Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

eh, na pierwszym roku studiów chodziłam na każdy wykład. Również na te, gdzie wykładowcy "czytali z książek". Albo recytowali inne, powszechnie dostępne materiały. Po pierwszej sesji czułam się oszukana. Owszem, zaliczyłam wszystko, ale czułam, że to nie fair, że leniwi ludzie z roku mieli podobne oceny jak ja. Potem spojrzałam na to odwrotnie, że to ja byłam głupia. Dzisiaj wolę postawić komuś piwo za notatki a w uzyskanym czasie normalnie pracuję i zdobywam doświadczenie związane z moim kierunkiem studiów 😉
Magda

Kalyani
Gość

Brawo! 😉 Ja też dopiero po sesji to zrozumiałam. Ale chyba to tak jest, że jak się nie pozna życia przed studiami to człowiek zaczyna to rozumieć po pierwszym semestrze 😉

http://pedagog-pomaga-aupair.blogspot.com/
Gość

Zgadzam się w 100%. Rozumiem, ze znasz tą bajkę o zwierzętach i wchodzeniu na drzewo? Tak durnie działa właśnie nasza system edukacji, więc trzeba dostosować naukę "pod siebie" niestety.

Olga Cecylia
Gość
OjKarola
Gość

Ja od początku studiów chodzę tylko na ciekawe dla mnie przedmioty. I uczę się z nich więcej niż program wymaga. Oczywiście na egzaminie i tak to nie ma znaczenia, bo pytania dotyczą programu. Ale czego się nauczyłam to moje. Co do reszty, robię tylko minimum na 3 i to mi starcza. Nie muszę mieć piątek i stypendium.

Ala
Gość

Powiem tam.. był czas kiedy uczyłam się, ale nie tak żeby zrozumieć ale formułek.. dostałam 5, ale co z tego skoro po pewnym czasie zupełnie nic nie wiedziałam ;/ Teraz do książek zaglądam rzadko, wiem to co pamiętam z lekcji i tyle, żyję tym co będzie… Umysł mam ścisły, więc no proszę was.. nie każcie mi się uczyć jakiś tam historycznych wydarzeń, których i tak nie zapamiętam, bo mnie to nie interesuje ..

kasiaap
Gość

Ja nadal uczę się regułek, i dostaję dobre oceny ale i tak potem tego nie pamiętam… Chodzę do technikum ekonomicznego i jestem w 2klasie, i na koniec drugiej klasy pisze egzamin zawodowy (pierwsza część), i nie wiem jak ja go zdam, jak całą pierwszą klasę przeleciałam ucząc się regułek z któych nic nie pamiętam. Staram się uczyć się rozumiejąc to, ale jakoś mi to nie wychodzi. Nie cierpie historii, bo nie potrafie nauczyć się dat i kto kim jest… Ale za to uwielbiam wszystko co się liczy, nawet polubiłam geografie bo ma dużo liczenia :p

Olga Cecylia
Gość

Akurat historia jest bardzo ścisłą nauką: same związki przyczynowo-skutkowe. Akcja równa się reakcja. Wbrew pozorom 🙂

ania notuje
Gość

Ja potrzebowałam blisko 20 lat aby to zrozumieć. Czasem żałuję, że wcześniej nie rozróżniłam nauki od efektywnej nauki. Ale lepiej późno niż wcale 😉

Kalyani
Gość

Ja miałam podobnie. Aż potem wymiotowałam nauką i totalnie ją olałam, bo gdzieś zagubiłam się w tej nauce na pamięć. Jak spojrzę wstecz to przypominam sobie jak do końca gimnazjum starałam się rozumieć materiał. W LO wymuszano na nas, żeby być the best i umieć każdą pierdołę, bo jak to nasza klasa (każdy rocznik biolchemu) może nie mieć najlepszej średniej w szkole?Zrozumiałam na studiach, gdy uczyłam się tylko tego co lubiłam, wróciłam do nauki polegającej na zrozumieniu i pasji. Żałuję i trudno było mi się pogodzić z tym co się stało, z zawaloną maturą… ale nie poddaję się i poprawiam… Czytaj więcej »

ania notuje
Gość

Ja trafiłam na kierunek, o którym wcześniej nawet nie myślałam. I o dziwo się wkręciłam. Ale cały czas myślę, o wymarzonym 😉

Kalyani
Gość

Chwali się 😉 Dobrze jest się odnaleźć się ;-).
Moj obecny kierunek, od którego mam w tym momencie przerwę, jest najkrótszą i najłatwiejszą dla mnie drogą, do robienia tego co chcę 😉 Chyba za łatwą.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Od zawsze uczyłam się tylko tego co mnie interesowało, a resztę zaliczałam na 4, czasem 3, zależy od szkoły i przedmiotu. Za to bardzo szanuję ludzi, którzy uczą się dokładnie wszystkiego, chciałabym żeby mi się chciało wszystkim interesować (na poziomie szkoły podstawowej, gimnazjum, czy liceum (w końcu) ogólnokształcącego). Maturę zdałam dobrze, szczególnie z polskiego, choć zostałam historykiem. Na studiach chodzę na wszystkie wykłady (już piąty rok), bo po prostu je lubię, nawet te nudniejsze. Na moich studiach żaden wykładowca nie czyta swoich książek, zawsze dowiaduje się czegoś ciekawego. Mam oczywiście dobre oceny z egzaminów, ale niekoniecznie lepsze niż ci, którzy… Czytaj więcej »

bloo.
Gość

czuję trochę podobnie jak autorka komentarza. W maturalnej klasie bardzo dużo się uczyłam, chodziłam na różne kursy, także szkoła od rana do wieczora od poniedziałku do soboty. Dobrze zdałam maturę, ale na kierunek na który jestem dostałabym się spokojnie mając nawet 30% mniej pkt z matury. Niby co się nauczyłam to moje, ale do niczego mi się to nie rpzydaje, matematyka na studiach to zupełnie inna bajka. A przez całą 3. klasę praktycznie nie miałam życia.. no i po co tak.

Kalyani
Gość

Odnośnie malowania pokoju.
Mam dwójkę znajomych. Studiują na tym samym prestiżowym kierunku. Dziewczyna do matury uczyła się całe liceum, chłopak przeczytał kilka książek w 3 klasie LO. Oboje osiągnęli ten sam efekt. Jednak to chłopak uczył się ze zrozumieniem i pasją.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czemu my to wszystko wiemy dopiero po fakcie?… Smutne. Jak przy piątce ze sprawdzianu był minus, była awantura, z czwórką bałam się wracać do domu. Nie spałam, nie miałam przyjaciół, masakra mordownia, "powinnaś się postarać, robisz wszystko, żebym jak najszybciej umarła" i co tam jeszcze^^ W liceum po raz pierwszy i jedyny w zyciu usłyszałam "Jestem z ciebie dumna". Dużo wtedy schudłam (a nad książkami urosłam do 110kg). Jadłam tylko ćwiartkę jabłka albo łyżeczkę jogurtu na tydzień i nawet się specjalnie z tym nie kryłam. Potem wynikło parę stresujących sytuacji i zaczęłam znów jeść (Bozia mnie skarał jedzeniem kompulsywnym. Paskudny,… Czytaj więcej »

Kalyani
Gość

Trzeba się pogodzić z tym co było, a przynajmiej spróbować zostawić to za sobą.
Trzymaj się!
To co napisałaś na początku… Sporo osób tak ma. Ja tak miałam, ale się postawiłam. Ale można mówić co by się zrobiło, czy powinno… Tylko to już było, stało się, każdy jest sobą a nie kimś innym.
Pozdrawiam!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale nie dostanę żadnej pracy za to, że umiem pisać o swoich emocjach,mam IQ w okolicach 140, i dwa głupie fakultety – tu jest cały mój problem.Kiedy chciałam szukać kiedyś zajęcia na wakacje, usłyszałam, że dopóki nie skończę studiów pracować nie będę, a jeżeli mi się tak samodzielność marzy, to mam wypierdalać z domu. Więc przestałam cisnąć, bo wiem, że ojciec nie miałby z tym najmniejszych oporów. Kiedy dostałam dyplom, który przedstawia wartość jedynie papieru na którym go wydrukowano, umywają ręce i non stop powtarzają, jakim jestem pasożytem. To przecież moja wina, że w klasie maturalnej jedyne co byłam w… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. "gdybyś zarabiała, żadali by 3/4 Twojego zarobku w zamian za to, że u nich mieszkasz." Niekoniecznie, jak dla mnie nietyle o kasę tu chodzi, ale o zawiedzione nadzieje. Byli po prostu święcie przekonani, że mają genialne dziecko, a tu nagle ich cudowne dziecko okazuje się leniwą lejbą i zamiast zdobyć "porządny zawód", kończy byle co w byle pipidówce. Nie dochodzi do nich, że w tych czasacgz pracą jest nieciekawie, bo za ich młodości jak ktoś miał studia, był bardzo dobrze ustawiony. To prości ludzie: Nie ma czegoś takiego jak szantaż emocjonalny – to motywacja, nie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, dla mnie jesteś osobą o wielkiej wiedzy. Rozmawiałyśmy kiedyś o przewlekłym kaszlu, zaczepiłam Cię na Jagiellońskiej ;] Niestety ja skupiłam się na takeij szkolnej nauce i nic ztego nie wyciągnęłam. Na studiach nie chodzę tylko na dwa wykłady, które sa bardzo nudne, reszta mnie interesuje, bo to są dla mnie ważne rzeczy 😉 Kiedyś z zazdrością patrzyłam na kolezanki które miały same piątki, ale jak u ciebie – poza dwoma które studiuja na prestiżowych kierunkach, reszta nic wybitnego nie osiągnęła. Nic więcej, niż ich koledzy jadący na trójkach, dwójkach z matmy – sprzedają odzież 😉

Zzielona
Gość

Uważam, że szkoła jest potrzebna, nawet bardzo, ale że niestety przekazywana w niej wiedza w naprawdę dużym stopniu jest zupełnie niepotrzebna, to już inna bajka. Podstawówka i gimnazjum ma nauczyć młodego człowieka funkcjonowania w świecie – a to, że dzieciaki muszą uczyć się całej masy bzdur (tzn. potencjalnie bzdur bo, tak, jak napisałaś, każdy uważa coś innego za przydatne)… Stąd pamięciówy i harowanie jak wół, żeby mieć dobre stopnie w szkole. Moja nauka w gimnazjum wyglądała podobnie jak Twoja – w sumie na studiach taka taktyka też się sprawdziła. Wiadomo, że czasami trzeba było do czegoś porządnie przysiąść (tu już… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja miałam podobnie, jak z tym "laniem wody". Na moich studiach mało się uczę, ale zdaję. (…) Ludziom wydaje się, że studia humanistyczne są łatwiejsze niż ścisłe (mam takich niektórych przyjaciół), a to nie prawda. Oba kierunki mogą być tak samo trudne lub tak samo łatwe. Zwłaszcza ja, gdzie mam typowo umysł ścisły, ale jednak bardziej na lekcjach interesowały mnie przedmioty humanistyczne (to może wydawać się dziwne), choć miałam z nich o wiele gorsze oceny. Z matematyką nigdy nie miałam problemów, ale co z tego jak mnie po prostu nudziła. Mama zawsze mówiła, że powinnam iść na matematykę lub coś… Czytaj więcej »

tonia
Gość

Ha, i znow musze sie z tobą zgodzić!!!- ja miałam podobnie ponad 5 srednią a praktycznie nie uczyłam sie w domu, za to uczylam sie efektywnie. I zgodze sie ze żeby miec dobre oceny to nie oznacza ze trzeba harowac w pocie czoła- wg mnie duzó mlodych osób na sam początek stawi sobie jakąs barierę (bo jestem ścisłowcem, bo mam za słabą pamieć do liczb, bo ten baran (nauczyciel) nie umie wytłumaczyc) zamiast sprobować zrozumieć

Kalyani
Gość

Takie usprawiedliwianie m.in. własnych niepowodzeń czynnikami zewnętrznymi nazywało się chyba atrybucją zewnętrzną ;p Jeśli dobrze pamiętam z wykładów z psychologii.. Chyba dobrze. W każdym razie to był przedmiot, który pomimo specyficznej, nie przez wszystkich i nie zawsze lubianej p. dr był tym, którego uczyłam się z pasji, nie pamięciowo. ;D I jestem z tego dumna 🙂

tonia
Gość

Aniu, dokładnie 😉 Nie wierzyli (do tej pory nawet nie wierzą) moim rodzicom, którzy mówili, że nie spędzili ze mną nawet 5 min nad lekcjami odkąd skończyłam 8 lat (wtedy własnie w 2 klasie nauczyciele i rodzice zauważyli, że łatwo mi idzie nauka).

Kalyani
Gość

Jeśli chodzi o Kasię i "ułatwienia".Płakać mi się chce i śmiać jednocześnie gdy widzę, słyszę czy jestem świadkiem takich rzeczy. ! Mam siostrzeńca, który z matematyki orłem nie jest. Języki, polski i historia – super. Z matmy potrzebuje wsparcia i pomocy. Podstawówka. Ostatnio odrabiałam z nim lekcje, geometria płaska, było ciężko. W szkole wymagają definicji i działania wg niej. Nie tłumaczą przy tym oznaczeń, każą rozpisywać w idiotyczny sposób rzeczy proste. Ale właśnie – proste – tylko wtedy, gdy się dzieciakom to wytłumaczy, a rozpiska służy zgłębieniu tematu. Albo wymyślanie wierszyków czy rymowanek o rombach – jedno z ćwiczeń zadanych… Czytaj więcej »

Krufka
Gość

Haha, pamiętam, jak kiedyś na sprawdzianie z matmy w klasach 1-3 zapisałam tylko wynik, nie opisując, jak do niego doszłam i dostałam jedynkę. Albo jak nie napisałam w "Odp.", np. że "Wynikiem dzielenia 27 przez 3 jest 9." i też dostałam jedynkę 😛

Szusza
Gość

W liceum miałam problem z wyborem matur. Tak naprawdę nie interesował mnie wcale wos, biologia, geografia – przedmioty, z których większość uczniów pisała maturę. Mnie interesował język polski i gdy się dowiedziałam, że on jeden i ładnie zdana ustna z tego przedmiotu wystarczą mi na moją filologię, to byłam super szczęśliwa. Nie uczyłam się normalnie, na pamięć. Czytałam podręcznik, biografie twórców, chodziłam na konsultacje… Jak coś mnie zainteresowało, to spoko, jak nie, to nie męczyłam się dalej. Mimo że uwielbiałam ten przedmiot wielu lektur nie przeczytałam i nigdy nie zrozumiem fenomenu Żeromskiego.Jednak rozszerzenie zdałam nawet lepiej niż podstawę, poszłam na… Czytaj więcej »

Nevea
Gość

Co do nauki i sensu dostawiania dobrych ocen, a co jeśli ktoś po prostu lubi mieć dobre oceny? Zdobyte poprzez efektywne uczenie, nie wkuwanie na pamięć? Ja jeśli czymś się interesuję, lubię dany przedmiot i uczę się go z przyjemnością, zwłaszcza,że dużo zapamiętuję z zajęć więc podczas nauki jest to bardziej utrwalenie i usystematyzowanie. Czy to,że chce mieć to 5 w indeksie czyni mnie głupią i naiwną? To sprawia, że mam więcej motywacji i jestem z siebie zadowolona. Albo czy to,że staram się robić coś na tyle ile mogę,nawet jeśli nie jest to moim hobby (no chyba,że czegoś nie lubię… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem na studiach inżynierskich i wyobraźcie sobie jaką tragedią są/będą specjaliści, którzy studia zupełnie sobie olewali i jechali jedynie na ściągach. Mimo, że często nam się powtarza, że mamy zawód publicznego zaufania;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja zawsze po prostu lubiłam się uczyć:) w podstawówce i gimnazjum nie miałam zbytnio czego, więc chodziłam na wiele konkursów, w liceum zaczęłam zauważać, że nie wszystko mnie interesuje (i całe szczęście, że wybrałam mat-fiza, bo przedmioty ścisłe były czymś, nad czym pierwszy raz w życiu musiałam zacząć pracować).
Teraz, studiując budownictwo, chodzę głównie na to co lubię (i na to co muszę), resztę zaliczam minimalnym kosztem i udało mi się w takim optymalnym dla mnie systemie uzyskać nawet stypendium.

Dlaczego ja się uczę? Najprostsza odpowiedź- bo lubię i zawsze lubiłam. Lubię być najlepsza.
Poza tym jest to też droga do wymarzonej pracy:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja miałam zołzę od polaka w liceum. straszną. Zawsze kochałam polski , nadal uwielbia literaturę, chociaż raczej rosyjską. To, co utkwiło mi w głowie, to jak nawrzeszczała na mnie, że czgoś nie wiem o Kniaźninie. Uznała to za powód, aby nazwać mnie głupią blondyną która będzie zamiatać chodniki, stać w biedronce na kasie.Zdziwiłam się, ak ostatnio zobaczyłam moją zołzę polonistkę na kasie w polo markecie.Przyznam się nawet do satysfakcji jaką odczułam.Ale wiecie co? Teraz mi za to głupio, bo życzę tej pani mimo wszystko dobrze. Sama się przekonała, ile ta jej wąska wiedza naprawdę znaczy w życiu i widzi,… Czytaj więcej »

Agata Tarkowska
Gość

"Nie akceptując tego, że ktoś się uczy z łatwością, nie pozwalasz sobie na to samo. Wysyłasz sobie komunikat "nauka musi być trudna". Więc jest. "

KOCHAM CIĘ ZA TO Właśnie zdałam sobie sprawę, jaką jędzą i hipokrytką jestem.
I leniwcem. Cholernie leniwym człowiekiem.
Muszę to zmienić 🙁

Agata Tarkowska
Gość

najpierw, to ja muszę przestać się uczyć w łóżku, przy ławie, na kolanach, przy stole i siąść przy biurku przy którym mi niewygodnie 🙁 dopiero potem coś tam powieszę…
Kurcze, ale ja nie jestem aż tak zmęczona, żeby 2 dni odpoczywać a 3 dnia ledwo zrobić sobie kanapkę. Bez sens życiowy! Trzeba się zorganizować, chyba tego nie umiem…. :/
Nastawienie to podstawa, racja. Miałam na lustrze w łazience "Uśmiechnij się" na karteczce, do czasu… Aż się odkleiła i przestała działać 😀

Kalyani
Gość

Dziękuję za odzew 😉 W ostatnim czasie znalazłam Twojego bloga. Zaczęło się od czwartków.. Ostatnie dwa tematy, wpisy mi się spodobały. Postanowiłam się uaktywnić 😉 Tą notkę chyba Ci szczególnie zdominowałam ;D

Kalyani
Gość

Zacznij mnie moderować ;p haha 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, piszesz tak, bo jesteś umysłem humanistycznym. Do takich rzeczy nie trzeba wiele się uczyć, bo w końcu zawsze można lać wodę… Szczególnie w wypracowaniach. Zupełnie inaczej wygląda sprawa np. biologii. Uwierz, nie wystarczy zrozumieć. Dla mnie kluczem do sukcesu jest powtarzanie.

Bebe
Gość

Osobiście uważam, że Anonimowy ma trochę racji ;), a Twój przykład pokazuje tylko, że jak jesteśmy ciekawi efektów i wyników uczymy się szybciej, efektywniej i lepiej. W dzieciach trzeba właśnie rozbudzać ciekawość czego nauczyciele w szkołach często nie potrafią. System jest ułomny i tyle.Jesteśmy różni i mamy różne talenty. Każdy jest potrzebny. Techniki uczenia to super sprawa, ale osobiście uważam, że umysły humanistyczne i ścisłe trochę się różnią. (Jestem humanistką po politechnice). Wszyscy jesteśmy potrzebni i osobiście kocham tą różnorodność. Nie można jednak zapominać o tym, ze nie wszyscy jesteśmy tak samo zdolni, i choć nie wiem jakie sposoby nauki… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

głupie usprawidliwianie się. człowiek z ulicy może osiągnąć sukces w dowolnej dziedzinie po 10 tysiącach godzin, wiecnie ma czego takiego jak umysl scisly/humanistyczny
te badania obalily mit geniusza. Po prostu łatwiej jest wymyślać takie bzdury, aby znieśc świadomość, że nie jest się einsteinem, bo nie spędziło się nad daną dziedziną wsytarczającej ilości czasu.

Kalyani
Gość

Dla mnie biologia to jeden wielki ciąg przyczynowo-skutkowy. Do zapamiętania nazwy. Reszta zrozumienie tematu. Powtarzanie dg mnie jest kluczem do sukcesu we wszystkich dziedzinach. Nie tylko chemii, biologii czy humanistycznych pierdułkach 😉 Odnośnie podziału na humanistów i ścisłowców – w taki ścisły podział nie wierzę. Przestałam. Znam kilka osób, które matmę łapią w mig, z fizyką mają problem, za to piszą świetne wypracowania i analizują wiersze jak ta lala. ;-D Bo to nie w człowieku tkwi problem, nie w tym, że ma większe predyspozycje do tego czy tamtego. Każdy ma jakiś potencjał, ale wykorzystuje ten największy. Przez lata myślałam, że… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem autorką posta, na którego odpowiedziałyście. Nie chciałam się wcale skupiać na podziale ludzi na umysły ścisłe i humanistyczne. Chodziło mi tylko o to, że niektórym łatwo jest powiedzieć, że wystarczy zrozumieć. Np. w przypadku matematyki. Nawet nie wyobrażam sobie jak można ją wkuwać…? Zapamiętywać? Albo, tak jak wspomniałam, sprawa z wypracowaniami… Są po prostu rzeczy czy tematy z różnych przedmiotów, które wykucia wymagają i nic się na to nie poradzi. Np. wspomniane już nazwy z biologii czy cały ciąg słówek z języka obcego.
Dlatego łatwo jest matematykowi czy poloniście powiedzieć, że wystarczy się wczuć czy zrozumieć…

Bebe
Gość

Ja w dalszym ciągu uważam, że: 1. nie każdy może być Einsteinem (chociażby ze względu na różny stopień inteligencji), 2. istnieje coś takiego jak umysł ścisły i humanistyczny (tak jak różne są rodzaje inteligencji), 3. szkoła powinna pomagać odkrywać i rozwijać talenty, a nie uczyć dla średniej akademickiej (Finlandia powinna być wzorem do naśladowania).

Publiczna Pralnia
Gość

Jak poszłam na studia strasznie zatęskniłam za szkołą, bo dało się tam właśnie uczyć na rozum i jakoś szło. Co prawda wstrzelenie się w klucz maturalny to mała swoboda, ale jednak całe liceum jakąś tam swobodę dawało.Teraz studiuję prawo – rozrysowuję je, robię mapy myśli, staram się zrozumieć wszystko (co nie jest proste, np. dumna jestem z siebie, że wymyśliłam jak narysować podstawowe wielkości makroekonomiczne w formie skojarzeniowej, ale mimo to – w prawie wiele rzeczy sensu za dużego nie ma). Ale to na nic, nikogo nie interesuje (nikogo-źle, ale niewiele osób już na pewno), że ja coś rozumiem. Nie… Czytaj więcej »

Bebe
Gość

A studiowałaś prawo ?

Seldirima
Gość

Niekoniecznie trzeba studiować prawo 😉 Na wielu kierunkach jest po prostu przedmiot "prawo" i ja miałam nieprzyjemność trafić na beznadziejnego wykładowcę, zwłaszcza, że w założeniu to miało być prawo związane z dziedziną studiów, a nie tylko ogólne :/

Bebe
Gość

Ostatnio mam chyba alergię na generalizowanie 😉 Chodziło mi tylko o to, że różni są księża, kierowcy i wykładowcy prawa 😉

Bebe
Gość

Mam nauczkę, nie komentuj blogów jak masz nerwa, bo skrzywiona jest wtedy optyka 😉 Pozdrawiam 🙂

Karina
Gość

o tak, masz 100% racji, grunt to uczyć się dla siebie i rozumieć, co jest nam potrzebne. wielu ludzi jednak ma z tym problem, tu zaczynają się schody. nauczyciele lubią osoby, które mają ze wszystkiego dobre oceny. tylko co z tego, jeśli nie mają pasji, tylko umiejętność zapamiętywania regułek, które im się nigdy nie przydadzą? ja podziwiam tych, którzy są wybitni w jakiejś dziedzinie, czuć, że mają pasję. myślę, że już w liceum nasze myślenie trochę się zmienia w kierunku, jaki przedstawiłaś. po gimnazjum pisze się testy gimnazjalne, na których wymagają wiedzy ze wszystkiego, matura to już inna bajka, bo… Czytaj więcej »

Peggy Brown
Gość

miałam podobnie- nie musiałam się uczyć w domu, potrafiłam przyjść na lekcję spóźniona, oczywiście zapomniałam o tym, że jest jakiś sprawdzian i kończyłam na 4 albo 5. czar prysł w liceum, kiedy zaczęłam opuszczać lekcje, wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam jakiegoś dziwnego fuksa w życiu, ale tylko w taki sposób lubię się uczyć- jestem wzrokowcem i lubię słuchać innych, tak właśnie zapamiętuję trudny materiał, zapisane wzory, daty itd. każdy musi znaleźć swój sposób, bo nie ma jednego złotego środka na wszystkie przypadki

Marta
Gość

Mam identyczne podejście. W liceum doszłam do finału olimpiady z języka polskiego i literatury, choć nie przeczytałam 90% lektur 🙂 kto wie, może gdybym przeczytała 100% to bym ją wygrała 😀 W finale niestety nie liczyła się inteligencja a wykute na pamięć informacje. Z perspektywy czasu wiem, że samo branie w niej udziału było mocno bez sensu bo tylko straciłam swój cenny czas pisząc długie prace na temat Shakespeare'a i jeżdżąc na kolejne etapy, bo olimpiada sama w sobie nie dała mi NIC a to tylko jeden z wielu przykładów, przy czym teraz z językiem polskim czy literaturą wiele wspólnego… Czytaj więcej »

Marta
Gość

Chciałabym jeszcze dodać, że moja wspaniała wychowawczyni na jednej z wywiadówek powiedziała mojej mamie, że niczego nie osiągnę ponieważ nikt nie przyjmie mnie do pracy ze względu na to, że mówię to co myślę i nie potrafię się podporządkować 🙂 Myślę, że to nawet nie wymaga komentarza 😛

Zośka
Gość

We wrześniu zaczęłam liceum, ledwo udało mi się zaliczyć semestr z chemii czy fizyki. Czy się przejęłam? Nie. Mam zamiar zostać historykiem, nie widzę się w innej roli, staram się wiele zrozumieć, widzę, że do historii potrzebna jest umiejętność analizowania, wyciągania wniosków. Bez większego problemu wyciągnęłam się na 4 (tylko z powodu "głupich" błędów, jak niedokładna data, albo przekręcone nazwisko). Trafiłam na klasę, w której oprócz mnie tylko jedna osoba rozumie historie, reszta – kuje na pamięć. Widzę jak to działa kiedy odpowiadają przy tablicy, wielu z nich jeśli nie nauczyła się czegoś na pamięć nie potrafi znaleźć odpowiedzi (takie… Czytaj więcej »

megirosa
Gość

Ja w lo nie miałam w ogóle motywacji do nauki (na moje studia raczej nie było tłumu chętnych) i uczyłam się tak na "odwal się", zapominając zaraz po sprawdzianie. Teraz trochę żałuję, bo pewnie już nigdy nie będę miała okazji (czy raczej czasu) zdobyć takiej ogólnej wiedzy.Studia to już całkiem inna bajka, tutaj ten kto się nie starał po prostu wylatywał. Jednego roku się mocno zmotywowałam i za oceny wyciągnęłam prawie 1500zł miesięcznie 🙂 Ale to była straszna harówa i później trochę odpuściłam (zresztą musiałam, bo wzięłam sobie jeszcze drugi kierunek.Teraz przymierzając się do obrony inżyniera i powoli zaczynając pracę… Czytaj więcej »

Kasia Gdańsk
Gość

ja wiem o czym mowa, nie uczę się na pamięć…. uczę się aby zrozumieć, umieć o tym opowiedzieć komuś i napisać to własnymi słowami, i co zauważyłam? że zajmuje mi to mniej czasu i mam lepsze oceny ^^ i porównuję się z moimi znajomymi ze studiów, którzy "wykuwają na blachę", tracą dużo czasu, zdają, ale na 3.. ja też nie mogę się uczyć z komputera, muszę mieć SWOJĄ notatkę i wtedy jest git 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako osoba, która raz jeden w ramach buntu nie miała czerwonego paska, też mogę coś na ten temat powiedzieć.Szkoda mi czasu, który mogłam poświęcić na zgłębianie tego, co naprawdę mogło mi się w przyszłości przydać. Może i za sprawą przykładania się do nauki nauczyłam się czegoś przydatnego. Doświadczenie wyniesione z pisania długich wypracowań na historię okazało się pomocne podczas pisania pracy dyplomowej… To jednak jest umiejętność wyniesiona z danej lekcji, nie wiedza sama w sobie.Bunt był zresztą śmiechu wart, najgorsze oceny na tym świadectwie to były bodajże dwie tróje.Myślę, że dużą rolę odgrywali tu moi rodzice, zwłaszcza mama, dla której… Czytaj więcej »

Karolina M.
Gość

Ojjjj pamiętam jak w podstawówce, dostałam 3 z czegoś tam, i bałam się do domu wrócić, jak już wróciłam i powiedziałam o tej swojej porażce rodzicom, to się rozbeczałam. Szczerze mówiąc nie było to dla mnie dobre i do tej pory nie jest.Rzuciłam szkołę, wyprowadziłam się z domu mimo, że w domu miałam szczęśliwą normalną rodzinę, ale moi rodzice mnie tłamsili. Oceny były najważniejsze, a ja psychicznie nie dałam rady, uczyłam się dla nich, dla ocen, nie dla siebie i dla wiedzy, finał był jaki był, kiedy już mój mózg przestawił się na tor myślenia "zrób coś ze sobą do… Czytaj więcej »

Anka W
Gość

W gimnazjum też nie musiałam się uczyć i miałam średnią prawie 5,5. W liceum ryłam jak mały osiołek i było 4,5. Do tej pory nie wiem po co tyle ślęczałam w tych książkach, uczyłam się beznadziejnej historii i geografii. Studia wybrałam sobie idealne i nie spędzałam w ksiązkach tyle czasu. A jeśli nawet to były to przyjemne dla mnie rzeczy. A i oceny były dobre i stypendium było.
Tak więc zgadzam się z Twoim postem. Trzeba wybrać w życiu coś co Cię interesuje i do tego dążyć.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam pytanie do ciebie Aniu: jak sie radziłaś z angielskim? jak się go uczyłaś?

Ola O.
Gość

Jestem całkowicie z tobą. Trzeba myśleć, a nie wkuwać bezensowne regułki których i tak nie rozumiemy. Oczywiście, nauka ma ogromny sens. Nauka to nie tylko przedmioty w szkole to też umiejętności jakie zdobywamy na codzień. Bez nich bylibyśmy nikim. Musimy przyswoić wiedzę i odpowiednio ją wykorzystać, mądrze.

ofetowa
Gość

Po tym poście zaczynam się zastanawiać co dla ciebie znaczy "nie uczyłam się". Cały czas podkreślasz jak to się nie uczyłaś a zaraz potem piszesz w jaki sposób się uczyłaś…?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

nie rozpisuję się, bo w pełni się z Tobą zgadzam! 🙂

Potworek
Gość

Jeżeli chodzi o naukę, to też nie wkładałam w to masy wysiłku. Maturę zdałam sobie od tak, rozszerzony polski pisałam hobbystycznie (idąc na politechnikę), bo nie był mi do niczego potrzebny. Aczkolwiek lubiłam polski i wyszłam z wynikiem 80%. Angielski – to samo, z rozszerzenia prawie 90%. Zależało mi na matmie, więc robiłam zadania, dlatego, że chodziłam do klasy humanistycznej, a zdawałam rozszerzenie (które wymyśliłam sobie tuż przed ostatecznym terminem zmiany deklaracji maturalnej).Na studiach zaliczam bez ogromnego wysiłku, wcześniej obyło się bez systematyczności, teraz jeszcze pracuję, więc inaczej się po prostu nie da.Co do nauki na pamięć – są niestety… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej Aniu mam do Ciebie prośbę czy mogłabyś mi polecić jakieś fajne sposoby na efektywną i szybką naukę języków obcych. W moim przypadku jak zaczynam sie uczyć to jest dzień, kiedy potrafię przyswoić ok 100 słówek, szybko zapamietuję ale niestety nie jestem systematyczna. Z góry dziękuję za odp.
Przede wszystkim od niedawna obserwuję Twojego bloga, jest świetny! Bardzo mi się podoba! Oby tak dalej:) Pozdrawiam Kasia

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jesteś trochę hipokrytka. na początku mówisz, ze się nie uczylas, a później cytuje: ' Uczyłam się, aby zrozumieć'. to zdecyduj się wkoncu co piszesz. jeśli się niby nie uczylas to skad wiedzialas, ze tyle samu czasu zajmuje Ci się przygotowanie do klasówki jak do konkursu.

LandOfLaces
Gość

Pomyślałam sobie, że ci podrzucę ten filmik, bo w temacie i myślę, że ci się spodoba.
http://www.youtube.com/watch?v=1oRVgBu6v6A
Pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam dwie siostry w podobnym wieku. Jedna w pierwszej kasie gim, druga w 5 klasie podstawówki. Gimnazjalistka uczy się super, ma same 5 i 6 dosłownie ze wszystkiego. Spędza w książkach ok. godziny dziennie. Poza tym jeździ na konkursy, bierze udziały w projektach naukowych. Uczy się, bardzo szybko ale widzę że kuje słówka, czyta tematy z historii od dechy do dechy. Z prędkością światła (to jednak tylko godzina dziennie) ale jednak. Natomiast piątoklasistka… hm, oceny bez zarzutu, podobnie jak u pierwszej, ale ona nie uczy się dziennie dłużej niż 15 minut!! W dodatku to tylko zadania domowe, odbębni, książki w… Czytaj więcej »

PisaniePrac
Gość

ja będąc na 1wszym roku studiów chodziłam na każde wykłady , każde ćwiczenia się ciężko przygotowywałam 🙂 potem było coraz lżej do momentu podjęcia decyzji na jaki temat napisać prace licencjacką 🙂 inspiracji szukałam wszędzie nawet na http://www.forum.pisanie-prac.org.pl/ i jakoś udało się skończyć studia z dobrymi wynikami 🙂

black_tree
Gość

To mnie ten cytat dotknął. Jest już późno, to nawet nie czytałam pozostałych komentarzy, ale jestem właśnie po maturze i nie wiem co dalej zrobić ze swoim życiem. Tak właściwie po tych 19 latach nie mam nic, a moją jedyną pasją jest malarstwo. Niestety zawaliłam sprawę i mimo, że mam talent, a moje rysunki są dużo lepsze niż przeciętne, to nie są na tyle dobre, by wiązać z tym jakieś nadzieje. Może gdybym parę lat temu podeszła do tego bardziej poważnie, teraz miałabym jakieś szanse. Nie wiem już co się dzieje z moim życiem. Zdaję sobie sprawę jak mało umiem,… Czytaj więcej »

oxfordka
Gość

Szkołę skończyłam 4 lata temu. podstawówkę ucząc się, gimnazjum na podlizywaniu i tekście "brakuje mi do paska", a technikum na ściągach. nie mówię, że się nie uczyłam bo czasem trzeba było "by zdać", ale chyba doskonale Cię rozumiem – przynajmniej tak mi się wydaje. Kiedy inni narzekali, że idą na angielski – ja skakałam z radości i siadałam sama w pierwszej ławce, by wręcz mieć nauczyciela tylko dla siebie, by coś ogarnąć z angielskiego bo go lubię. (pomijam, że go nie rozumiem, nie umiem, ale go lubie 😀 taki paradoks) Chcę iść na studia w tym kierunku, ale się boje,… Czytaj więcej »

Marta Syczewska
Gość

czytając ten wpis miałam przed oczyma trójkę znanych mi osób: koleżankę z technikum która wszystkiego uczyła się na pamięć. owszem, miała piękne oceny ale matura poszła jej słabo a egzaminu zawodowego nie zdała wcale. żyje na utrzymaniu rodziców i jakoś sobie dorabia, na studia nie poszła bo uczenie się na pamięć tak ją zmęczyło że nie ma ochoty na więcej. kolegę z klasy który miał z 70% nieobecności (jak nie więcej), był leniwy ale piekielnie inteligentny. potrafił wszystko, a maturę zdał najlepiej… niestety w ubiegłym roku się powiesił, strasznie mi go szkoda 🙁 no i mojego Damiana który przez całe… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja myślę, że ,,warto wypruwać sobie żyły", bo przede wszystkim uczymy się dla siebie, żeby się rozwijać, zdać maturę, pójść na studia. Mnóstwo jest przedmiotów, które są nam niepotrzebne. Na przykład ja w liceum miałam rozszerzoną geografię, która mnie nie interesowała (do tej klasy poszłam tylko ze względu na angielski a geo była w pakiecie). Stwierdziłam, że skoro nie zdaję z tego matury, nie będę się spinać i siedzieć nad tym po nocach. Co jakiś czas coś tam się pouczyłam, przeczytałam notatki, koniec. I wyszłam na tym nawet lepiej niż osoba, która siedziała nad książkami dzień i noc, bo była… Czytaj więcej »