Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Wypchałbyś własne zwierzę?

Po reportażu o kobietach, które decydowały się na lalki reborn zamiast dzieci, sądziłam, że nic mnie już nie zdziwi. Przeliczyłam się. Do takich zjawisk należy specjalne obchodzenie się z ciałem zmarłego zwierzaka.

Celowo nie piszę zdechłego. Odnoszę wrażenie, że ludzie dla których powstały produkty i usługi które przedstawię, traktują swoje zwierzęta nieco inaczej.

Pierwszym projektem są trumienki oraz urny na prochy pupila. Fundusze pozyskano na kickstarterze, między innymi dzięki temu filmowi:



Szczerze mówiąc, jestem w stanie zrozumieć ten projekt. Jako mały szkrab też bardzo chciałam pochować królika, zapaliłam mu nawet świeczki do tortu.
Problem godnego “pozbycia się” zwłok zwierzęcia jest w Polsce dość duży i większość ludzi decyduje się na rozwiązania które nie są u nas legalne.
Rozstanie się z ukochanym zwierzakiem jest trudne i każdy przeżywa je indywidualnie. Przenoszenie sztywnych zwłok mojego pierwszego kota było bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem – zesztywniałe ciało tak ruchliwego zwierzaka było namacalnym zaprzeczeniem życia i energii kocura.
Dlatego bardzo ciężko jest mi wczuć się w myśli ludzi, którzy decydują się na taksydermię :



Widziałam o tym dłuższy reportaż i wprawił mnie w osłupienie. Zrozpaczeni właściciele decydowali się na specjalne preparowanie zwłok swoich ukochanych psów i kotów. Na zamówienie “wykonywano” zwłoki w wymyślonej przez właściciela pozie, zazwyczaj takiej,  w jakiej pupil najczęściej siadał lub leżał.
Przypomina to myśliwskie trofea, ale ma zupełnie inną funkcję – pozwala zatrzymać zwierzę przy sobie, nawet po jego śmierci. Właściciele nadal te martwe zwierzaki głaszczą, biorą na kolana…
Nie zamierzam oceniać, każdy sam decyduje o tym, co jest dla niego właściwe. Dopóki nikogo to nie krzywdzi, nie mnie wyrokować o słuszności takiego postępowania. Zastanawiam się tylko, czy nie utrudnia to naturalnego etapu żałoby i rozstania się ze zwierzakiem, którego już nie ma…

A tak wyglądają lalki reborn:

oczywiście nie każdy, kto decyduje się na taką lalkę zamierza ją “wychowywać” i kupować jej designerskie ubranka w których wozi maleństwo prawdziwym wózkiem. Analogicznie jest z ludźmi, którzy decydują się na taksydermię ukochanego zwierzaka. Nie każdy je głaszcze i tuli.
Jestem ciekawa co tym sądzisz 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉


Uściski, Ania

61
Dodaj komentarz

avatar
35 Comment threads
26 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

bardzo trudny temat, ja osobiscie bym tak nie mogla z tym wypchaniem zwierzęcia. Pogrzeb, jak najbardziej, mój pies jest zakopany w ogrodzie, potrzebna była zgoda której uzyskanie trwało aż 5 dni, co było dużym problemem, szczególnie latem 🙁 na spalenie nie chcieliśmy się decydować.

rocktechnika
Gość

No i się popłakałam, gdy włączyłam ten filmik. Nie było mnie w domu, gdy moja sunia odeszła. Rodzice bali się powiedzieć mi o tym, choć miałam wtedy… 24 lata. Do dziś każde wspomnienie o Tusi wywołuje łzy, bo strasznie za nią tęsknię, ale staram się wtedy myśleć o wszystkich fajnych chwilach razem. Była moją przyjaciółką. Uważam, że te trumienki są wspaniałym pomysłem, by pomóc dziecku (choć niekoniecznie – sama bym chętnie taką wykorzystała) pożegnać się z ukochanym pupilem. Żyjemy w kraju, w którym nie ma zbyt wiele szacunku dla zwierząt, dla większości kochanie pupila jest dziwactwem, pies ma być przy… Czytaj więcej »

Nath Madeline
Gość

Ciężki temat. Z jednej strony rozumiem ludzi, którzy się na to decydują, z drugiej zaś, sama myśl o posiadaniu wypchanego zwierzaka w domu mnie przeraża.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czemu ta lalka ma taki dziwny brzuch ;o

Polka w UK
Gość

Loooo Jezu, ja myslalam, ze po prawej to dziecko! =O

Polka w UK
Gość

omg, rzeczywiscie! 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

o matko,ja też myslalam że to dziecko "żywe" 😮

Obsession
Gość

jej! właśnie wczoraj pomyślałam o mojej dawnej, podstawówkowej koleżance która trzymała w pokoju kota…wypchanego po tym jak wcześniej wyskoczył biedak z czwartego piętra. Niestety nie był to skok na cztery łapy. Te 20 lat temu przyglądałam się być może z zaciekawieniem i osłupieniem, dziś ten fakt do mnie wraca i mnie przeraża. Jak widac trauma pozostała po dziś dzień

Agata Szymczak
Gość

Te lalki są przerażające… A na wypchanie też bym się nie zdecydowała – gdy moja Majka umarła (też nie lubię słowa 'zdechła', ma nacechowanie negatywne, słowo umiera jest neutralne i nie zarezerwowane tylko dla ludzi) nie mogłam nawet patrzeć na jej zabawki nie płacząc. Nie wyobrażam sobie, że musiałabym patrzeć na jej wypchane zwłoki i myśleć cały czas, że jej już nie ma.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dokładnie ,mam tak samo. jeszcze bardziej by mnie to bolało i bym rozpamietywała,ze juz nie ma zwierzaka ze mna 🙁

margaritum
Gość

Rozumiem ideę tych trumienek. Kiedy byłam mała musieliśmy rozwiązać sprawę zdechłego chomika. Teraz sobie myślę że taki "pochówek" to dobry sposób na rozsądne pożegnanie się zwierzakiem, zwłaszcza dla dziecka.
Natomiast całkiem niedawno mój kot przegrał walkę z cukrzycą. Bardzo byłam do niego przywiązana, ale do głowy by mi nie przyszło żeby coś robić z jego ciałem. Pogodziłam się z tym że go nie ma i ciężko byłoby znieść jego "obecność" w domu. To w jakimś sensie utrudnianie sobie życia.

MeSzka
Gość

Mieliśmy niedawno na wykładzie z emocji o żałobie.Takie na siłę zatrzymywanie ukochanej osoby/zwierzęcia jest jednym z objawów nierozwikłanej (patologicznej) żałoby. Oczywiście samo to nie wystarczy do diagnozy, ale jest ważnym elementem. Nie chodzi mi o to, że każda z osób posiadających wypchanego pupila czy taką lalkę ma problemy ze sobą, ludzie są różni, a taka lalka może być zwykłym, modnym gadżetem 🙂Osobiście jednak na wypchanie zwierzaka nigdy bym się raczej nie zdecydowała. Nie mogłabym patrzeć na ukochanego pupila który jest MARTWY. Nie chcę zbytnio generalizować, każdy przypadek to inna sprawa, ale chyba wiele z osób, które "bawią" się dalej ze… Czytaj więcej »

MeSzka
Gość

Jasne że mogą być różne powody. I nie wszystkie muszą być patologiczne. Tak samo jak nie dla każdego pies czy kot będzie pełnoprawnym członkiem rodziny. Wszystko zależy od człowieka 🙂
Z krzywdzeniem siebie jest w ogóle duży problem. Niby wolność Tomku w swoim domku, każdy jest kowalem swojego losu i tak dalej, ale z drugiej strony prawie każdy ma jakąś rodzinę czy inne bliskie osoby, w które to krzywdzenie i tak uderza, wcześniej czy później, w mniejszym lub większym stopniu, ale zawsze. Praktycznie nie da się bycie całkowicie niezależną, niezwiązaną z innymi osobą.

Toyad Mordovnick
Gość

Znajoma kiedyś zajmowała się wypychaniem zwierząt i nawet mignęło mi raz w myślach, żeby ukochanego kota w-razie-WU wypchać… ale chyba jedyne, co by mnie w takiej sytuacji drażniło (poza tym, że nie lubię zbierających kurz durnostojek), to ten koszmarny, pusty wzrok… Wszystkie wypchane zwierzęta jakie widziałam mają taki sam, tępy i zimny wyraz ślipiów. Toteż kiedy mój najukochańszy kocur dokonał żywota, został pochowany z należnymi mu honorami. Jego mogiłkę do dziś porastają dzikie powoje.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziecko po prawej stronie jest prawdziwe ? 🙂
Nigdy nie zdecydowałabym się na wypchanie zwierzaka 🙁

Niemoralna
Gość

Nie zdecydowałabym się na wypchanie mojej Mruzi. To przerażające.
Zresztą uważam, że zwierzęta mają duszę, nie są po prostu machinami stworzonymi do zdobywania pożywienia i rozmnażania się. Przecież przywiązują się, kochają, potrzebują czułości. Wyczuwają nasze nastroje.
To pytanie z tytułu posta to jak pytanie mnie, czy wypchałabym człowieka.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się. Też tak uważam, jeżeli chodzi o zwierzęcą duszę. A takie wypchanie zwierzęcia mogłabym porównać do wypchania na przykład babci, z którą też się człowiek nie chce rozstać. To po prostu okropne i nie wiem, jak ktoś może się na to decydować. Wydaje mi się, że ci ludzie deklarujący wielką miłość do zwierząt, traktują je wbrew pozorom jak zabaweczki, nie członków rodziny. Członków rodziny się nie wypycha,

Lalki z kolei nie budzą we mnie takich emocji. To nie zwłoki, tylko plastik, więc to raczej nieszkodliwe hobby – tak jak my little pony 😀

Magda
Gość
Magda

Pamiętam program o babce, która po śmierci kota, zdecydowała się na jego sklonowanie.

Seldirima
Gość

Aniu – czytałaś "Smętarz dla zwierzaków" Kinga? 😉

Ale
Gość

Kurcze, mój ukochany pies ma już 11 lat, a podobno labradory nie dożywają sędziwego psiego wieku… Jak czasem myślę, że TEN dzień powolutku się zbliża to momentalnie mam łzy w oczach i nie potrafię sobie wyobrazić jak to przeżyję. Wiem jednak, że w życiu nie zdecydowałabym się na zabieg "wypchania". Posiadałabym jego martwe ciało i codziennie widząc je takie sztywne i zimne jeszcze mocniej odczuwałabym smutek. Całe piękno zwierzaka zawiera się właśnie w tych błyszczących oczach :). To by było takie odwlekanie w czasie momentu, w którym należałoby się z jego śmiercią pogodzić i iść dalej. Boże mam taką gulę… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

"Problem godnego "pozbycia się" zwłok zwierzęcia jest w Polsce dość duży

Read more: https://www.aniamaluje.com/2014/05/wypchabys-wasne-zwierze.html#ixzz30xmmhj6u
" jakto? co to niby za problem zanieść do weterynarza na kremację? nawet mój osiedlowy gabinet ma spalarnię zwłok

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dla wielu osób nie jest to godne, np. dla mnie. Ja musiałam wystąpić o pozwolenie na pochowanie psa w ogrodzie, musiałam też zastosować wapno…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dla mnie "spalarnia zwłok" brzmi przerażająco i bardzo smutno.

Ania Abakercja
Gość

kurcze, do dzisiaj jak przypomnę sobie śmierć mojego Kubusia to łzy cisną mi się do oczu. a ja jakoś miłośniczką zwierząt nie jestem i nigdy nie byłam. nie pamiętam nawet dokładnej daty ani roku, w którym odszedł. pamiętam tylko, że to był wielki piątek. Kubusia pochowaliśmy na wsi u babci. zakopaliśmy go w kocyku. i nasypaliśmy mu ziarenek, chociaż on już i tak ich nigdy nie zje. czy wypchałabym mojego Kubusia? gdybym wiedziała wtedy, że jest w ogóle taka możliwość – może. myślę, że wypchanie zwłok zwierzątka nie różni się jakoś specjalnie od posiadania jego zdjęć, filmików z nim, jego… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dla wielu osób nie jest to godne, np. dla mnie. Ja musiałam wystąpić o pozwolenie na pochowanie psa w ogrodzie, musiałam też zastosować wapno…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

to miala byc odpowiedz na inny koment

Fitterka
Gość

Mnie się pomysł ani tych lalek, ani tym bardziej wypchanych zwierząt nie podoba. W głębi duszy czuje sprzeciw. Kocham swoje psy, ale nie wyobrażam głaskać ich wypchanego futra po śmierci.

gorzkakokoszka
Gość

Miałam kota, który był ze mną przez prawie całe życie. Żył 18 lat, a dostałam go jak miałam 3 lata. Nie ma go już ze mną dwa lata, ale wiem, że musiał umrzeć i tak zył bardzo długo jak na kota, zaczął chorować i miał fajne życie. Strata zwierzaka jest bardzo przykra, ale nie wyobrażam sobie go wypychac, osobiście uważam, że to trochę chore i wynika z jakiś zaburzeń emocjonalnych… Miałam też kotkę, która udusuiła się w oknie jak nie było nikogo w domu 🙁 Straszny widok, wolę ją pamiętać jako mądrą, kochaną kotkę, która była super mamą dla kociąt… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, czyli Ty nie odnosisz wrażenia że słowo "zdychać" jest dla zwierząt krzywdzące? Nie widzisz nic nie fair w tym, że człowiek poniża tym słowem zwierzęta, podkreśla ich niższość. Dlaczego w języku polskim wciąż używamy tego słowa? Dlaczego nie możemy zacząć traktować zwierzaków z szacunkiem? Dlaczego nie możemy mówić tak jak w innych krajach: zwierzę umarło. Dla mnie to jest całkowicie logiczne. Ale widzę, że dla wielu osób niestety nie. Powiedzcie tak szczerze – w czym zwierzaki są gorsze od nas? Może Wy to rozumiecie, bo ja nie mogę tego pojąć. One na to z całą pewnością nie zasługują.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu piszesz "rozstania ze zwierzakiem, którego już nie ma". Z tego wnioskuję, że nie wierzysz w dusze zwierząt, prawda? Ale mimo to (a może także z tego względu) gorąco polecam Ci książkę pt.: "Dusza zwierząt" Jeana Prieura. Dzięki niej lepiej jeszcze lepiej poznasz zwierzaki – tak uważam. Miłej lektury 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Napisałam tu historię pożegnania ze swoim psem i po chwili ją skasowałam. Minęło już tyle czasu, a ja nadal nie potrafię się nią z nikim podzielić. Nie przeżyłam żałoby prawidłowo. Coś poszło nie tak skoro nawet anonimowo nie jestem w stanie opisać swoich uczuć towarzyszących pożegnaniu mojego psa.Nie można oceniać rozmiaru czyjegoś cierpienia. Nie można oceniać sposobów poradzenia sobie z bólem. Taksydermia wydaje mi się tak samo w porządku jak postawienie zdjęcia nieobecnego już członka rodziny (człowieka czy zwierzaka) na honorowym miejscu w pokoju. Patrząc na ludzi, którzy zdecydowali się na taksydermię pozostaje mi tylko cieszyć się, że są na… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

czuję tak samo jak Ty i cieszę się, że nie zostałam zhejtowana w tekście. Podłączam się pod pytanie

MeSzka
Gość

Przekonanie, że się coś przeoczyło, że moze gdyby zrobić inaczej, postarać się bardziej to nie doszłoby do śmierci i towarzyszące temu wyrzuty sumienia są naturalnym elementem przeżywania żałoby i powrotu "do normalności". Jeśli jednak trwają zbyt długo i towarzyszą temu jeszcze inne niepokojące "objawy" to może być to patologiczna żałoba, negatywnie wpływająca na życie człowieka, jak praktycznie każde zaburzenie zresztą. Psychologowie i psychoterapeuci nie gryzą – są po to, żeby pomagać między innymi w takich właśnie sytuacjach. Warto więc zwrócić się o pomoc, szczególnie że sama zauważasz swój problem. Jak dla mnie jest różnica pomiędzy wystawianiem zdjęć a taksydermią (chociaż… Czytaj więcej »

bognyprogram
Gość

Według mnie to jest spore odchylenie. Jestem 'świeżo' po pogrzebie dziadka. Na podlaskich wsiach czuwanie odbywa się w domu. Trumna z dziadkiem stała w salonie zamiast kanapy. Było okropnie, tłumy ludzi i 'dziadek' jak jakiś mebel. Zupełnie inny niż zawsze, biały jak woskowa świeca, która paliła się obok. Czytając ten post i komentarze pomyślałam sobie 'co by było gdyby on musiał tam zostać'? Moim zdaniem to nienormalne. Zarówno zwłok dziadka, babci, kota i kanarka nie powinno się trzymać w domu. Niczego, co kiedyś kochaliśmy, a teraz straszy zimnym, sztywnym korpusem. Możecie powiedzieć, że zbyt ostro się wypowiadam, że emocje, ból,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

zgadzam się, też mam taki stosunek do śmierci – ciało to tylko ciało, tego co kochaliśmy już w tym ciele nie ma, można wierzyć, że spotkamy się po śmierci. czułabym się serio dziwnie gdyby obserwowały mnie puste oczy, mojego wypchanego, zmarłego zwierzaka. ale też nie potrafiłabym ciałka zostawić np. w lecznicy, do tej pory przeżyłam odejście tylko jednego psa i kota, oba w domu i przyznam, że na nielegalu zakopałam je w ogródku.co do śmierci zwierzaków – to jasne boli. ale biorąc zwierzaka trzeba liczyć się z tym, że on będzie żył krócej od nas, szanować ten czas, który mamy… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

chciałabym jeszcze dodać przepiękny tekst, który ze mnie zawsze wyciska łzy i uważam, że to najlepsza odpowiedź na żałobę po straconym zwierzaku" Ludzie, nim odejdą zapisują w testamencie swój dom i wszystko co mają, tym którzy zostają . Gdybym mógł swoimi łapkami zrobić tak samo,moja Ostatnia Wola wyglądałaby tak :– mój szczęśliwy dom– moją miseczkę i posłanie– kolana, na których kładę głowę– ręce, które głaszczą– głos, który mnie woła– serce, które mnie kochazapisuję w Ostatniej Woli głodnemu, chudemu, smutnemu przerażonemu Psu w Potrzebie .Kochany Człowieku ! Twoja miłość to wszystko co mam, więc gdy odejdę nie mów " już nigdy… Czytaj więcej »

akwarelaplus
Gość

Jeszcze nie do końca minęła moja żałoba po śmierci psa, ale jestem pewna, że nie chciałbym mieć jego zwłok stojących w rogu pokoju. Nie wypchałbym ani go, ani kota, chomika czy wujka. Chociaż taki dziwny sposób mógłby pomóc niektórym w poradzeniu sobie ze smutkiem, skoro są osoby normalnie funkcjonujące w społeczeństwie, a żyjące w domu, który jest dosłownie wypełniony wypchanymi ssakami i ptakami.
Szkoda, że w Polsce nie są bardziej dostępne i w przystępnej cenie krematoria (indywidualne spalanie) dla zwierząt. Powszechna utylizacja to coś okrutnego. Traktowanie ich jak rzecz.

Seldirima
Gość

Polecam historię z bloga "Na wsi w Japonii" o tym, jak autorka żegnała swojego kota – głównie dlatego, że tak bardzo różni się to od polskiego podejścia.
Ja też mam swoją historię, ale wolałabym opisać ją na privie… Skrótowo – wypchanie absolutnie nie, specjalne trumny – całkowicie na tak.

Seldirima
Gość

Aha, niedaleko mojej miejscowości znajduje się cmentarz dla zwierząt.
http://www.cmentarz-dla-zwierzat.pl/

Daisy K
Gość

Trudno mi ocenić kogokolwiek, tak samo można by spreparować bliską zmarłą osobę, ale po co. Żeby jeszcze bardziej cierpieć patrząc na nią, czy na zmarłe zwierzątko? Myślę że każdy, nawet zwierzak zasługuje na godziwy pochówek, nie preparowanie. Lalki może sprawiają jakąś namiastkę, choć dla mnie to trochę przerażające.

Remedy
Gość

Kurcze takie lalki to nieco mnie przerażają.. Tak więc nie będę może zagłębiać się bardziej w ich temat 😀 Co do zwierzaków to nie zdecydowałabym się na 'wypchanie' mojego pupila. Według mnie umieranie jest naturalną koleją rzeczy i trzeba umieć przejść okres żałoby i rozstać się ze zwierzakiem który odszedł. Aczkolwiek może tym osobom, które wypychają zwierzaki jest po prostu łatwiej ten okres przejść i nie odczuwają aż tak wielkiego szoku po ich odejściu. Jeśli chodzi o trumienki to można rzec, że stosuję taki zamiennik, bo zawsze chowałam zwierzaczki w pudełkach, bo jest mi po prostu wtedy łatwiej się z… Czytaj więcej »

Karolina W
Gość

Na pewno nie zdecydowałabym się na taką formę zachowania pupila przy sobie. Przecież są zdjęcia i wspomnienia, które mogą przypominać nam o ukochanym zwierzaku. Dla mnie "wypchany" pies czy kot, który przecież kiedyś biegał, wydawał dźwięki i bawił się tylko pogłębiałby okres żałoby i niemożliwe było by pójście dalej i otrząśnięcie się ze straty.

ważki
Gość

Dla mnie to wszystko jest… nie chcę pisać nienormalne, ale na pewno wysoce niepokojące. Potrafię to sobie wytłumaczyć z antropologicznego punktu widzenia, ale osobiście nie zdecydowałabym się ani na wypchanie zwierzęcia, ani lalkę reborn. Rozumiem doskonale tęsknotę za zwierzakiem, którego już nie ma, ale wypchanie absolutnie do nie nie przemawia, nie wiem jak mogłoby pomóc, raczej działałoby na mnie przeciwnie, dodatkowo wydaje mi się strasznym uprzedmiotowieniem zwierzęcia – dosłownie robimy z niego przedmiot. Pudelka do chowania zwierzaków… Byłabym na tak, ale odrzuca mnie sposób podania tego produktu. Kojarzy mi się z reklama lalki i te rysunki tak wesoło- animowane niczym… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

niby co kto lubi, ale z drugiej strony nie chciałabym wpaść na kawę do kogoś, kto będzie podkładał mi pod rękę do pogłaskania swojego zdechłego zwierzaczka.

LotsOfSources
Gość

Natura i zycie mają swoje 'zasady', których nie należy na siłę zmieniać, bo obracają się przeciwko zmieniającym. Wiadomo, że to, co żyje- nie będzie żyć wiecznie a to co martwe nie zastapi żywego (zarówno jeśli chodzi o wypchane zwierzę jak i o lalkę). To jest forma samooszukiwania się, co z definicji na dłuższą metę jest po prostu zgubne i wypacza sens. Mimo różnych tragedii trzeba jak najszybciej starać się wrócić do 'rozsądku' i umieć zaakceptować rzeczywistość.

Marianna Greenleaf
Gość

Trochę straszne ale ludzie są różni i jeśli komuś to jakoś pomaga – nie mam nic przeciwko. Zmarłym zwierzakom jest już i tak wszystko jedno. Swoją drogą cholernie trudno jest legalnie pozbyć się zwłok – cmentarzy dla zwierząt mało, a nie każdy ma jakąś działkę czy inny kawałek ziemi żeby sobie zakopać. Znam z dość bliskiego otoczenia przypadek, gdy pewna rodzina chciała zakopać zdechłego owczarka (kawał psa) na zaniedbanym, pustym terenie znajdującym się zaraz za ich osiedlem (nic tam nie ma, tylko rury wodociągowe idą). Nieśli go w dywanie bodajże, ale któryś z sąsiadów zobaczył to przez okno i wezwał… Czytaj więcej »

Ruda_Henna
Gość

Zgadzam się z przedmówcami – takie sztywne, tępo patrzące wypchane zwierzę powodowałoby mój większy smutek i nie ułatwiłoby mi tematu. Ja chcę pamiętać ukochane zwierzę żywe, wesołe i patrzące na mnie myślącym wzrokiem. Wypchane zwierzę kojarzy mi się z horrorami a nie pamiątką po zwierzaku. Jak moja kotka odchodziła, sporo schudła, ciężko oddychała – była taka inna. teraz jak sobie przypominam ją bawiącą sie, myjącą czy śpiącą w naturalnej pozycji to uśmiecham się, doceniam jaka była wspaniała. Ale jak przypomnę sobie ją osłabioną chorobą niedługo przed śmiercią to czuję ten sam smutek jak wtedy. Staram się zapomnieć ten obraz.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ciekawy artykuł

może zrób post o tym jak zaczełasz blogować i co zrobiłasz że masz tak popularnego bloga

zapraszam http://iamemilia.blogspot.com/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Temat rzeczywiście drażliwy i nieprzyjemny. Osobiście nigdy bym się na coś takiego nie zdecydowała. Po śmierci mojego ukochanego psa urządziliśmy mu "pogrzeb" na działce, co pewnie nie było legalne. Ale do dziś stoi tam wielki kamień jako pamiątka, a zawsze, jak tam przychodzę, idę w to miejsce, żeby porozmawiać z moim Fosiem. Ze śmiercią trzeba się pogodzić, zamiast na siłę zatrzymywać marne namiastki czyjegoś istnienia.

lithiumowa
Gość

https://www.youtube.com/watch?v=CtyOC6ayKoU – nie wiem czy widziałaś, ale od razu skojarzyło mi się z Tobą 🙂

Previous
Motywacyjny poniedziałek – być turystą u siebie
Wypchałbyś własne zwierzę?