Instagram has returned invalid data.

Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?

Częstym problem z którym zmagają się ludzie jest brak poczucia jakiegokolwiek sensu. Szczególnie widzę tu o osób, które doświadczyły choroby czy czują się “bezużyteczne” bo  np. są długo bezrobotne. Jak radzić sobie z tym bezsensem?

Nie sprzedam gotowej recepty, ale mogę opowiedzieć o doświadczeniach swoich i osób, które dobrze znam. Bo jest pewien sposób, który naprawdę działa.

Mogę go streścić w jednym zdaniu:
Zrób coś dla innych.
Krótko mówiąc – mam na myśli wolontariat.
Jeśli stukasz się teraz po głowie – trudno, pewnie nie mam szans aby cię przekonać.
Bezrobotna Kasia
Kasia pracowała dwa lata w bibliotece szkolnej. Potem przyszedł niż, kogoś trzeba było zwolnić. Do biblioteki przeszła inna nauczycielka, dla której zabrakło uczniów, a Kasia przeszła na bezrobocie. Początkowo była pełna zapału i nowej energii. W końcu się wyśpi, zacznie się lepiej odżywiać, znajdzie jakąś nową pracę i wszystko się dobrze potoczy. Z czasem okazało się, że nowej pracy dla Kasi za bardzo nie ma, a jej motywacja mocno spadła. Przestała się czesać, bo i po co, skoro nigdzie nie wychodzi. Kok-cebula na czubku głowy, wygodne porozciągane dresy i tak mijał dzień za dniem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że czuła się bezwartościowa, bezużyteczna. Gdy usłyszała ode mnie o wolontariacie, trochę się zdenerwowała. Jak to, ma pracować za darmo, jak ona tu przeżywa teraz dramat?!  Nie ma pracy i zaraz skończą się oszczędności, a i zasiłek zaraz dobiegnie końca. Mówię – Kasia, co Ci szkodzi, przecież i tak całymi dniami siedzisz w domu. Fuknęła i tyle z tego było.
Ale okazało się, że rozważyła, przemyślała i zaangażowała się w wolontariat w domu spokojnej starości. Spędzając czas z innymi ludźmi, którzy jej potrzebowali, na nowo poczuła się ważna, zaczęła czuć, że jej życie ma jakiś sens, jakąś wartość. Zaprzyjaźniła się mocno z pewną uroczą babcią (która nie pozwalała mówić o niej “starsza pani”). Wolontariat nie zajmował jej dużo czasu – dwa razy w tygodniu miała wpadać na godzinę. Nagle miała powód by wyjść z domu, a więc i do tego, aby się uczesać i założyć coś innego niż dres. Zaczęła skanować każdy kąt swojego domu w poszukiwaniu przedmiotów, które mogłyby przydać się w domu starości. Zaniosła tam planszę do “Chińczyka” i kilka przypadkowych pionków do gry, stosik książek. Przypadkiem dowiedziała się, że w gminie trwa świąteczna zbiórka książek dla Domu Dziecka. Jako bibliotekarka czuła w sobie wewnętrzny obowiązek włączenia się do działania. Zaczęła dzwonić po okolicznych księgarniach z prośbą o przekazanie zalegających na półkach tytułów, wieszała plakaty…
Gdy wpadła do jednej z księgarń by odebrać kilka skromnych darów, wdała się w pogawędkę z właścicielką księgarni która … z miejsca zatrudniła Kasię.
Powiedziała, że od dawna rozgląda się za pracownikiem ale nie chciała przechodzić przez koszmar rekrutacji i przeglądania CV. Twierdziła, że  ma pecha do osób pełnych oczekiwań, które nie chcą dać nic od siebie i myślą, że praca w księgarni to siedzenie w fotelu i przeglądanie najnowszej prasy.
Podobnych historii wysłuchałam już bardzo dużo. Starczy powiedzieć, że wszystkie moje koleżanki ze studiów, które w trakcie działały jako wolontariuszki, znalazły zatrudnienie w szkole bezpośrednio po magisterce (a podobno po pedagogice nie ma pracy).
Dlaczego uważam, że wolontariat jest lekarstwem na poczucie bezsensu?
  • Dając innym czujesz, że masz. Nie wiem co, ale masz i masz tego tyle, że możesz dać innym. Zaczynasz czuć się bogatszy i doceniasz to, czego normalnie byś nie zauważył. Np. to, że nie masz Zespołu Downa, białaczki, dziurawego dachu albo tylko jednej pary butów
  • Zaczynasz czuć się komuś potrzebny, coś znaczysz. Ktoś na ciebie czeka, ktoś chce się z tobą spotkać, jesteś wartościowy
  • Uczysz się pokory, wobec życia, swoich umiejętności
  • Zdobywasz cenne doświadczenia, które będą atutem przy poszukiwaniu pracy
  • Masz motywację i powód, aby wyjść z domu
  • Zyskujesz mnóstwo powodów do refleksji i namysłem nad sobą
  • Poznajesz innych ludzi, którym się chce, być może wśród nich znajdziesz przyjaciół albo miłość swojego życia
Tak wiem, nie masz czasu, to nie dla ciebie. Być może rzeczywiście tak jest, nie chcę wnikać. Możesz szukać powodów by czegoś nie robić, możesz szukać sposobu, aby obejść wszystkie problemy. Twój wybór. Możesz po prostu wiele stracić nie korzystając, ale nie będę zmuszać ani namawiać.
Pani Janka
Janka to starsza kobieta z fryzurą na “barana”. Krótkie włosy ułożone w misterne… loczki? W każdym razie to typowa starsza pani w samodzielnie wydzierganym berecie (nie, nie moherowym), przyciemnianych okularach i baranie na głowie. Spotkałam ją w kolejce na badania krwi, gdzie jak zawsze narzekała na ciężkie życie, na młodzież, na kolejki i polityków. Typowy dzień, typowa sytuacja. Miała za dużo czasu wolnego i rodzinę za daleko, by wypełnić cały dzień jakimś działaniem. Rano można było iść do lekarza albo dyskontu, ewentualnie na cmentarz. Ale od rana do pasma seriali i paradokumentów jest jeszcze kilka godzin do wypełnienia. No i jeśli obejrzała te trudne sprawy wieczorem, to rano nie miała co robić, bo były powtórki. Zapytałam ją, co sprawia jej największą przyjemność w życiu. Powiedziała, że lubi pobyć w kościele, kiedy jest tak pięknie przystrojony. W sumie to nie jestem za bardzo w temacie, bo w kościele nie bywam, ale okazało się, kościół jest ładnie przystrojony na komunie, na majowe i na śluby. Trafiłam przypadkiem na jakiś jeszcze mało zużyty temat, bo pani Janka się trochę ożywiła i zaczęła gadać, że normalnie to przed kościołem brzydko, bo jakieś chwasty a i w gablotce ciągle to samo wisi, że ten proboszcz to nic a nic nie dba. Delikatnie podsunęłam jej pomysł, że pewnie można coś z tym zrobić, ale potem była moja kolej, jak wyszłam to pani Janka już była chyba w gabinecie swojego lekarza i tyle ją widziałam.
Mało nie podskoczyłam z przerażenia, gdy kilka miesięcy temu w jednym z bydgoskich lumpeksów ktoś szarpnął mnie za rękę. To była pani z kolejki ;-). Zaczęła mi opowiadać, że ksiądz pozwolił jej działać i że…
– Z ambony powiedział, że wzorowa parafianka, wzorowa parafianka powiedział. I wszyscy słyszeli i jeszcze mi teraz Halina pomaga taka sąsiadka, też dobra kobita.
Nie wiem co pani Janka robi dla kościoła, ale chyba znalazła w tym jakieś miejsce dla siebie. Ja muszę przyznać, że nie rozpoznałam kobiety z kolejki i po wyjściu z lumpeksu długo zastanawiałam się kto to był 😀
Gdzie warto działać? 
Zapewne miejsc gdzie warto działać w ramach wolontariatu jest sporo. Ja miałam doświadczenie z przedszkolem – początkowo było fajnie, z czasem okazało się, że miałyśmy wyręczać przedszkolanki w ich pracy. Było to dla mnie o tyle przykre, że namówiłam na ten wolontariat koleżanki, a potem wyszło słabo. To jest przykra sytuacja gdy dyrektorka ma focha, że ktoś odmawia przyjścia we wtorek na rano, bo ma seminarium albo ćwiczenia na studiach. Na takie wolontariaty chciałabym uczulić – jeśli decydujecie się na wolontariat w takim miejscu, podpiszcie umowę o wolontariat, gdzie będzie określony zakres obowiązków i czas trwania. Warto też wybrać takie miejsce, gdzie będzie można się czegoś nauczyć od innych.
Później zaczęłam za darmo prowadzić część zajęć z dziećmi, bo uważam, że warto dać im szansę, że na nią zasługują. Zdobywam w ten sposób wiele cennych doświadczeń, ale najcenniejszy jest uśmiech i taka iskierka w oku, gdy dziecko poczuje że coś umie, że coś znaczy. To jest dla mnie bezcenne.
Na co chciałabym uczulić?
– Wolontariat w takich miejscach jak Dom Dziecka czy szpital, szczególnie onkologia dziecięca… to są często pierwsze myśli przyszłych wolontariuszy, ale nie ma nic gorszego niż się zadeklarować, a potem tego  nie wytrzymać psychicznie i bez słowa odejść z wolontariatu. Tym dzieciom pęka serce. Proponuję osiem raz się zastanowić i przedyskutować wszystko z koordynatorem wolontariatu, nie składać obietnic bez pokrycia. Ja sama się do tego nie nadaję, więc się do takich miejsc nie pcham. Jestem jednak pewna, że każdy znajdzie dla siebie jakieś miejsce.
Jest jeszcze “Projektor”. Za wiele nie powiem, bo jestem beznadziejną wolontariuszką – zdarzyło mi się zrobić dwa projekty wakacyjne i jedynie kilka systematycznych, ale gorąco zachęcam.
Na czym to polega?
“Projekt” to zajęcia edukacyjne dla dzieci. Ich tematykę możesz wybrać samodzielnie, np. to mogą być zajęcia z matematyki, ale też angielskiego czy po prostu zabawy. Jak nie masz pomysłu, to ktoś Ci go podsunie, więc nie ma obaw. Projekt realizują przynajmniej dwie osoby, ale może być więcej. Jedziesz z nim do szkoły (miasta do 20 tys.mieszkańców) która jest zrzeszona w Projektorze.
Fundacja zwraca koszty materiałów i dojazdu.
Istnieją projekty systematyczne – 3 x odwiedzasz szkołę na dwie godziny lekcyjne (w ciągu miesiąca), oraz wakacyjne, gdzie spędzasz na projekcie tydzień, śpiąc w szkole (domu kultury, harcówce itp.), masz zapewnione materiały, dojazd i wyżywienie a w zamian prowadzisz 5×45 minut zajęć każdego dnia. Na tej zasadzie byłam nad morzem i Makowie Podhalańskim (przykładowa relacja tutaj : Gdzie nad morze? Sztutowo!).
Oprócz tego Projektor organizuje mnóstwo szkoleń i kursów, np. z kryminalistyki, skręcania balonów i tak dalej. Bezpłatnie, z certyfikatem, świetna sprawa.
Projektor działa przy wielu uczelniach, w Bydgoszczy obecnie koordynuje go Magda Błażyńska (polecam, wspaniała osoba!).
Fanpage bydgoskiego projektora znajdziecie tutaj (klik), natomiast szóstego i siódmego listopada są bezpłatne szkolenia, może uda się na coś jeszcze załapać (klik). Nie chcę nawet liczyć ile razy wolontariusze dostawali na maila propozycję pracy przy animacjach i innych zadaniach – to są takie oferty, które nie trafiają na normalny rynek ogłoszeń o pracę ;-).
 Bydgoski projektor wcześniej koordynowała Nina Woderska, również przesympatyczna osoba, wiem, ze obecnie działa w Poznaniu w Creo , więc też podrzucam fanpage (klik).
Niedawno odezwała się do mnie Patrycja Zachara, wolontariuszka fundacji z Gdyni, która zajmuje się osobami niewidomymi i niepełnosprawnymi. Nie wiem czy nic nie pokręciłam, ale podrzucam link do wydarzenia (klik).
PS. Zdjęcia są jakie są, bo nie miałam czym zilustrować tekstu. Prawdę mówiąc, fotki cyknęłam na samowyzwalaczu by ocenić z dystansem, czy bluzkę lepiej wpuścić w spodnie, czy puścić luzem 😛
Ponieważ i tak padną pytania : Bluzka (klik) , Spodnie pokazywałam niedawno, a buty kupiłam tutaj (klik). A dylemat bluzki wciąż nierozwiązany :))
Ah i jeszcze jedno – w najnowszej gazetce lidl będzie mikser z funkcją blendera (fajne dwa w jednym), orzechy brazylijskie i mój ulubiony krem kokosowy, po którym zostaje zgrabna szklanka (klik) :).
Wiem, że działacie w wielu różnych wolontariatach, np. Szlachetna Paczka, Akademia Przyszłości – jeśli masz jakieś doświadczenia, komentarze są dobrym miejscem do zachęcania :)).

Uściski!


Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 

❤ FACEBOOK MONIKI 







Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jakie efekty przyniosło mi bycie miłą przez miesiąc? – Relacja z wyzwania
Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?