Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii

Traumatyczny masaż stóp w Tajandii

Masaż stóp w Tajlandii 

– najgorsza przygoda ever

Nie cierpię gdy ktoś obcy dotyka mojego ciała. Gdy jesteś kobietą, ludzie chcą cię dotykać z byle powodu. A to paproszek, a to rzęsa ci spadła, “przypadkiem” ktoś cię złapie za tyłek przeciskając się do kasy albo przechodząc pogłaszcze cię po plecach. Nie znoszę tego.

 W zasadzie to mam tak od zawsze – nie przytulę się do byle kogo, zawsze unikałam tych wszystkich ceregieli na powitanie od dalekich wujków i cioć i bardzo bym chciała, by zaniechać tej idiotycznej tradycji zmuszania dzieci do siadania wujkowi na kolana (zobacz: czy jesteśmy współwinni seksualnemu wykorzystywaniu dzieci), bo będzie mu przykro albo obdarowania ciotki trzema mokrymi całusami.

Spokojnie, nikt mnie nigdy nie skrzywdził. Chciałam to tylko opatrzyć jakiś wstępem, abyście zrozumieli o co mi chodzi. 

Miałam dwóch dziadków, do jednego tuliłam się ciągle, do drugiego – nigdy. Potrzebuję komuś zaufać aby przełamać tę barierę. 
Kurczę, serio nie wiem jak to napisać. Bo jednocześnie chodziłam 10 lat na karate, gdzie ciągle wszyscy się dotykaliśmy od zwykłej asekuracji przez klepanie się po udach i pośladkach niezależnie od płci, ale tam miało to zupełnie inny… kontekst. Nie było w tym żadnego podtekstu.

KONTEKST.

To jest chyba słowo, którego w całej tej historii mi brakowało.
Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii
Zakładam, że nie podnieca cię badanie u ginekologa ani zimny stetoskop na piersi, nawet jeśli w innej sytuacji kostka lodu w tym samym miejscu by podniecała.
Dlatego też mimo, że jestem – jak mówi babcia – niedotykalska, nie miałam problemu z dziećmi, które chciały się do mnie ciągle tulić gdy z nimi pracowałam. Ani z serdecznym uściśnięciem każdej z uczestniczek warsztatów dla moich czytelniczek w lutym , ale już np. męża jednej z klientek (nie moich) podczas imprezy integracyjnej zostawiłam ze smutną minką, że “pożegnalnego misia” nie będzie.
Nie jestem przytulanką, a to, że przez chwilę łączy nas czas i miejsce nie robi z nas znajomych. Sorry.
Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii

Mam czułe stopy

Nie przeczę, masaż stóp może być przyjemny. Często chodzę boso, a że lubię chodzić na obcasach to dbam o dobre napięcie mięśni i zdarza mi się kulać stopą butelkę albo coś chwytać (jak np. balustradę :D). Wiecznie chodzę na bosaka, znajomi nie proponują mi już kapci, bo wiedzą, że nie lubię. Mam dość wrażliwe i czułe stopy, może właśnie przez karate (trenuje się boso) albo dlatego, że za dzieciaka uwielbiałam chodzić boso po trawie.
Ale uważam, że wizualnie mam całkiem normalne stopy, ani jakieś na plus ani na minus. Może nie umiem na to patrzeć w ten sposób, ale mężczyźni piszący do mnie wiadomości z deklaracją kupna używanych rajstop do tej pory wydawali mi się najdziwniejszym, co może mnie w kontekście stóp spotkać. 
Nigdy nie upubliczniam ich danych, każdy ma prawo do swoich fetyszy, ja na pewno nie będę fantazji obcych osób spełniać. I tyle. Nawet jeśli to wysokie kwoty a mnie to żaden sposób nie krzywdzi, bo to znoszone rajstopy.

Ogólnie nie lubię masażu.

Dałam się przełamać raz, właśnie w Tajlandii. Znalezienie tam sensownego salonu masażu nie jest takie proste jak się wydaje, ponieważ wiele salonów po godzinach (albo w trakcie) oferuje dodatkowe usługi seksualne. Dysproporcja zarobków między zachodem a wschodem sprzyja temu biznesowi. Zresztą nie czarujmy się – mnóstwo mężczyzn lecących do Tajlandii na wakacje, jedzie tam korzystać z tanich i uśmiechniętych prostytutek.
Większość masażystów to kobiety. Więc raz jeden, dałam się namówić. Po łącznie 13 godzinach spędzonych w samolocie na trasie Warszawa-Doha-Bangkok-Phuket. 
Zostałam ubrana w specjalny strój a wykwalifikowana starsza Tajka niemal skakała mi po plecach naciągając je na każdy możliwy sposób. Czułam się jak nowo narodzona i to za jakieś 30 zł. Pomyślałam wtedy, że może niepotrzebnie jestem uprzedzona i można to traktować jak wizytę u lekarza. Moje plecy były jak nowe. Cudowne, lekkie uczucie.

Jednak kilka dni później przydarzyło mi się coś obrzydliwego.

Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii
Hmmm, obrzydliwa była np. wizyta w China Town i wielkie karaluchy oraz szczury wielkości kociąt. Gdy prawie cała ulica pełza, masz ochotę nosić kalosze albo glany. Tyle, że jest jakieś 35 stopni Celsjusza.
Obrzydliwe też były pająki w jaskini w Khao Sok, do której wejście wciąż uważam za najgłupszą decyzję w swoim życiu
Obrzydliwy był też moment, gdy sadząc ryż w Malezji (po łydki w ciepłym błocie), po mojej stopie przepełzło coś dużego (zapewne mały waran).
Ale chyba wolałabym znowu stać w tym ciepłym błocie niż przeżyć to, co w Bangkoku.

Wigilia w Bangkoku

Po całym dniu zwiedzania mieliśmy jechać na Wigilię podróżnika, ale Bangkok był zakorkowany więc zrobiliśmy sobie baaaaaardzo długi spacer w poszukiwaniu 12 dań. Zresztą pisałam o tym w tekście “Wigilia w Tajlandii“. Zrobiliśmy kilkanaście  ładnych kilometrów, a wcześniej też byliśmy cały dzień na nogach. 
Ponad 30 stopni Celsjusza. Cały dzień na nogach. Przejedzeni i zmęczeni chcieliśmy wracać do mieszkania, ale Łukasz wpadł na genialny pomysł – chodźmy na masaż stóp!

Masaż stóp

Jeden z tych “salonów”, które są po prostu przy ulicy. Rząd foteli, mnóstwo wykwalifikowanych masażystek. Miejsce czyste, ciągły ruch świadczył dobrze, więc postanowiliśmy skorzystać.
Wchodzimy, wskazują nam fotele.  Za masaż stóp zapłaciliśmy z góry po ok. 25 zł. Pan z obsługi coś szepnął na ucho innemu i po chwili pojawił się wysoki chudy mężczyzna oraz dwie krępe kobiety w firmowym uniformie.  Łukaszowi trafił się facet, mi i Oli po tych troszkę większych paniach. Tak mi się wydawało, zanim nie zorientowałam się, że to nie jest niezbyt urodziwa kobieta, tylko grubszy facet z męskimi cyckami. Ale w Tajlandii nigdy nic nie wiadomo, więc żadne zaskoczenie.
Cóż, nie przyszłam tam dla estetycznej przyjemności, tylko na masaż stóp. Pamiętacie przykład z zimnym stetoskopem?
No właśnie.
I tak czułam się skrępowana, bo na pewno byłam spocona no i po całym dniu łażenia i byciu deptaną przez tłum moje stopy pragnęły prysznica i snu. 
Po chwili o tym zapomniałam, bo masaż stóp był naprawdę ok. Tajowie się na tym dobrze znają, wiedzą co i jak ugniatać, tajskie olejki też są bardzo dobre a i personel wydawał się zadowolony ze swojej pracy. Rób to co kochasz – mówili, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu – mówili.
 Wysmarowana olejkami poczułam jak zmęczenie ze mnie odpływa a wszystkie napięte mięśnie się rozluźniają.

I właśnie wtedy masażysta zaczął dyszeć.

Spojrzałam na Łukasza – zaczął się śmiać. Na Olę – zapytała tylko – czy ty to słyszysz?
Trochę się spięłam, ale kurczę – nie czarujmy się – zmęczone śmierdzące stopy? No way. Od razu wytłumaczyłam sobie, że na pewno ma chore zatoki i ciężko mu się oddycha. 
– No słyszę. Ma biedak chore zatoki, współczuję.
Ola jak prawdziwa przyjaciółka mi przytaknęła i też coś powiedziała o tym, jakie to przejebane mieć zatkane zatoki i kiepsko oddychać.
Śmiech Łukasza zignorowałam, chociaż problemy z zatokami jakby zaczęły się nasilać.
Po masażu mieliśmy stopy jak nowe, więc plus.
Ale Ola powiedziała – stara… nie chcę ci nic mówić, ale zatkane zatoki w Tajlandii? Z tą wilgotnością powietrza?
A na to Łukasz – Nie chcę ci nic mówić, ale on zaraz pójdzie do toalety.
Poszedł.
A Ola do tej pory naśladuje jego minę, gdy chce mnie wkurzyć.
Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii
czuję się lekko wyruchana.
W historii wystąpili: Ola z bloga Aleksandranajda i jej narzeczony, Łukasz  z instagrama instapysio 

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Masaż stóp – moja trauma z Tajlandii, czyli fetysz, którego nie rozumiem.

Informacje praktyczne – koszt: ok 20-30 zł

Gdzie: Bangkok i cała Tajlandia

Uściski, Ania

18
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
tomaszAniamalujeErivoAva RussoMarta Wilk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ANIA
Gość
ANIA

Dyszeć?!!!!! O matulko uciekłabym!!!! 😨😨😨😨 trauma na całe życie! Facet z cyckami ja pitole Ty to masz fart! 😉

Produkt Natury
Gość

Myślałam, że tylko ja jestem taka niedotykalska. Ja mam na tym punkcie pierdolca, że nie znoszę, gdy ktoś za blisko do mnie podchodzi, co najczęściej czynią klienci, nie lubię, gdy ktoś patrzy mi za długo i za blisko prosto w oczy, a co gorsza jak się ociera – dostaję białej gorączki wtedy. Podobnie jak Ty nie lubię kontaktu z obcymi a nawet swoimi ( wyłączając faceta czy prawdziwych przyjaciół), ale na zabiegi do kosmetyczki o dziwo chętnie chodzę, czy nawet do podologa.

Dorota
Gość
Dorota

Aneczko jesteś osobą niezależną i masz potrzebę kontroli swego życia – dlatego doskonale rozumiem kaca dyskomfort i niesmak po tym co Ci się przytrafiło i pisze żeby Ciebie trochę pocieszyć i “rozgrzeszyć” – wszystko działo się szybko w sytuacji zmęczenia (Twojego) – i znalezienia się w obcej kulturze także sorry- jeszcze koledzy najpierw to uspokajali a potem Ci pocisnęli – jesteś tu zupełnie “niewinna” i czysta jak łza. Buziaki:))

Grocrafty.pl
Gość

Też jestem niedotykalska i tak na mnie mówią:) Ogólnie masaże lubię, ale raz w pracy zgłosiłam kolesia, który taki masaż wykonywał (raz na jakiś czas mamy rzucane masaże firmowe, na siedząco, same plecy). Mega napierał na mnie biodrami i wykonywał posuwiste ruchy, czułam się zmolestowana. Znam Twój ból:) Miło mi, że pomimo tego, że obie jesteśmy niedotykalskie, a na spotkaniu się przytuliłysmy:D

Marta Wilk
Gość
Marta Wilk

Haha Aniu wybacz ale popłakałam się że śmiechu tak jak Ola 🙂

Zuzanna Marcinkowska
Gość
Zuzanna Marcinkowska

Tytuł wpisu godny tygodnika. A potem było tylko ciekawiej 😀

Ava Russo
Gość

Nie dziwie się że masz traume. Paskudne przeżycie

Natalia Sz.
Gość
Natalia Sz.

O nie! Co za historia! Rozumiem już Twoją traumę! Obrzydliwe wspomnienie…
Kiedyś wracałam z koleżanką i ok. 8-9-letnią kuzynką z basenu przez tzw. Lasek Miejski (leśna dżungla, ścieżka, mała rzeczka wzdłuż niej). Z daleka widziałyśmy jakiegoś faceta stojącego przodem do murku pod skarpą. Myślałyśmy, że po prostu sika. Odszedł i stanął z boku. Gdy go mijałyśmy zobaczyłyśmy na murku i na ścieżce spermę. Bleeeee! Dobrze, że kuzynka niczego nie świadoma…

Hairventure
Gość
Hairventure

Tego się nie spodziewałam xD

aniamaluje
Gość

ja również xD

Katarzyna Niedźwiedzka
Gość
Katarzyna Niedźwiedzka

No nieźle, ja nie wiem czy bym nie zrezygnowała z masażu jakbym zobaczyła takiego pana który masował Twoje stópki, pomimo iż nie jestem uprzedzoną osobą. Chociaż z chęcią bym poszła na masaż stóp bo nigdy nie byłam. Ale może na początek dałabym stópki do wymasowania kumplowi-miłośnikowi stóp bo by było przynajmniej zabawnie 😉

Ania Kalemba
Gość

:O jejku!

Nihil Novi
Gość

Yyyy, w momencie w którym pani okazała się panem (?), poczułam, że będzie naprawdę dziwnie… Współczuję. A co do zmuszania dzieci do całusów, przytulania itp. – matko, jak ja tego nie lubię. Sama nie mam ochoty nawet podchodzić do wielu osób, mimo, że ogólnie nie mam problemu z dotykaniem. A dziecko jeszcze się straszy karą. Ohyda. I nie znoszę, jak ktoś mi wciska swoje kapcie, szczególnie jeśli nie jesteśmy w szczególnie bliskiej relacji, strasznie mnie to odrzuca.

Klaudia Jaroszewska
Gość

ołł, zakończenie ciekawe ;D

Karolinavv
Gość
Karolinavv

Może miał chore zatoki.Albo płuca. Albo oskrzela. Poza tym nie podejrzewałam Cię o body shaming. Naprawdę najważniejsze w tym mężczyźnie było to, że był otyły i miał piersi?

Erivo
Gość

Hnm interesujący wpis ale czy przed masażem nie dali ci miski wody zeby je umyć?nie było Ci żal tego gościa?

Previous
Wino w Mariocie w Sopocie i smalec na Kaszubach [TYGODNIK]
Traumatyczny masaż stóp w Tajlandii