Skąd biorę pieniądze na podróże?

Karaiby, Sycylia, Lwów, Praga, Kijów – ja nie chcę być wścibska, ale SKĄD TY MASZ NA TO PIENIĄDZE?!
– Z prostytucji – odpowiedziałam poważnie
Niestety moja rozmówczyni nie załapała żartu. 
Sytuacja jest prawdziwa, chociaż zestaw odwiedzonych miejsc był trochę inny. Nie pamiętam jaki, bo nie umiem umiejscowić tego na osi czasu.
Takie pytania retoryczne słyszałam wiele razy, ale wyłącznie od osób, dla których jestem raczej jedynym przykładem kogoś, kto tyle podróżuje.
***
Doktorat. Sytuacja finansowa doktorantów nie jest wesoła. Jest takie powiedzenie, że doktorant zazwyczaj jest na utrzymaniu rodziców albo partnera i jest w nim trochę prawdy. Pewnego dnia jedna pani profesor użyła tego powiedzenia i tak budowała narrację wypowiedzi, abym w końcu przyznała, która sytuacja jest moją. Rodzice, czy partner?
Zdziwienie gdy powiedziałam,  że utrzymuję się sama a rodzicom to ja pomagam finansowo było bezcenne. Tacy ludzie jak ja są trochę niewygodni. Zagłuszają ten frazes, że się nie da.
Już abstrahuje od sytuacji, gdy jakiś pracownik naukowy żali się, że zarabia tyle co “byle kierowca autobusu”. Więcej szacunku! Ten kierowca jest  światu  potrzebny, a obok wartościowych ludzi nauki jest też sporo wykładowców, bez których świat by sobie świetnie poradził. Wykładowców, którzy na wykładach dyktują swoje książki (cóż za brak szacunku do czasu studentów!) i zajmują się chodzeniem na konferencje na których od lat wałkują to samo wystąpienie z lekko zmienionym tytułem, a pieprząc o neoliberalizmie i wyzysku sami zlecają mnóstwo swoich obowiązków doktorantom i asystentom. Za darmo i bez wymienienia z nazwiska pod skończonym dziełem.
No ale wróćmy do tematu. Chciałam tylko zaznaczyć, że wkurza mnie potwornie to nadąsane “zarabiam tyle co byle sprzątaczka w Niemczech” bo to nie jest byle kto, tylko człowiek, a takie głoszenie supremacji nad kimś jest turbo słabe. Z tego się wyrasta w gimnazjum, no może maksymalnie na pierwszym roku studiów, gdzie jeszcze czasami ktoś z kierunku ścisłego pogardza sobie lekko humanem, ale nie wszyscy dorastamy w tym samym czasie 😉
Zresztą – był już tekst o problemie pogardzania innymi, a dzisiaj szczerze o tym, skąd brać pieniądze na podróże.

Widzę dwa rozwiązania:
1. Zarabiać więcej
2. Wydawać mniej
No i u mnie oba są systematycznie wcielane w życie.
Moje aktualne przychody pochodzą z:
– pisania tekstów dla klientów na strony firmowe,  prowadzenie firmowych blogów, ogólne tworzenie copy – w linku tekst o tym, jak zaczęłam zarabiać na pisaniu
– akcji specjalnych na blogu – tutaj jestem wybredna, bardzo selekcjonuję to co robię i dbam o spójność. Mogę reklamować książki czy słodycze, ale raczej bliższy będzie mi płyn do mycia naczyń którym umyję przypaloną patelnię niż elegancka biżuteria czy wegański boczek. Przykład aktualnej akcji z kosmetykami do włosów – można wygrać kosmetyki 🙂
moje podejście do reklam na blogu jest w tekście bo blogerki to takie słupy reklamowe. Bardzo dbam o właściwe proporcje i chociaż w porównaniu z innymi moimi źródłami dochodu to są relatywnie najłatwiejsze pieniądze, to wciąż mam z tyłu głowy przypadek Pauliny z bloga http://www.bycidealna.pl/ – mając bardzo popularnego bloga (200 tys czytelników, 400 tys na fanpage) po prostu uznała, że nie chce tego więcej robić.  Tak jak uważam, że kobieta powinna mieć własne pieniądze chociażby po to, by móc z dnia na dzień odejść od partnera który ją zdradził, uderzył czy zrobił inną krzywdę, tak samo uważam, że muszę mieć “coś innego” poza blogiem, żeby nie nadszedł moment w którym mi się to znudzi albo przestanie cieszyć, a ja będę musiała kontynuować aby mieć pieniądze, bo nie będę miała doświadczenia w niczym innym 🙂
– konsultingu – tak, mnie też to dziwi, ale okazało się, że dorastając z blogiem w tle i mając wykształcenie oraz doświadczenie związane z młodzieżą, mam sporo cennej i dość unikatowej wiedzy i konsultuję różne projekty z tej dziedziny. Za przyzwoite pieniądze. Ostatnio zaczynają do tego dochodzić wystąpienia i szkolenia, a w maju dwie osoby (niezależnie od siebie) poprosiły mnie o mentoring :O.
– przychód pasywny – np. w 2013 wydałam książkę i chociaż można ją przeczytać za darmo, to  jej wersja elektroniczna sprzedaje się do dzisiaj dając mi dodatkowe pieniądze.
A wydawać mniej?
Karaiby- tanie loty, gotowanie na miejscu (makaron i sos ze słoika…) zniżki na noclegi przez booking i airbnb  (pod tym linkiem jest też dużo innych zniżek). Raczej w charakterze pamiątek kupuję jedzenie, więc nie gromadzę magnesów po 2 euro, kubków, koszulek, breloczków.
Sycylia – bardzo tanie loty, nocleg w całości opłacony przez środki zgromadzone w programie partnerskim airbnb. Obok info o tym jak szukać tanich lotów
Lwów – to miasto jest bardzo tanie (zobacz: jak tanio zorganizować wypad do Lwowa), weekend we Lwowie jest tańszy niż weekend w Ciechocinku.
Praga – cała noc w polskim busie, jechałam na zaproszenie Julii, która prowadzi bloga o szyciu i ulepszaniu życia – Joulenka.pl
Kijów – bardzo tanie loty, akurat hotel wyszedł drogo, ale życie na miejscu jest bardzo tanie. 
Znajomi lubiący podróże- skąd takich brać? 
Pojedź na erasmusa, nawiąż fajne znajomości, odwiedzaj znajomych w ich krajach, zapraszaj do Polski. Simple as that.
Inna opcja: wybierasz się gdzieś daleko, np.Tajlandia, śpisz w hostelu, wieczorem idziesz do tej jego części, w której wszyscy się spotykają i voila! Mnóstwo ludzi, których łączy miłość do podróży i pochodzą z różnych zakątków świata.
Mnie dość często ktoś gdzieś zaprasza – Marta z urodaiwlosy pomieszkuje w Barcelonie, czytelniczka Maja z bloga prawdziwa Italia we Włoszech, a takie przykłady mogłabym mnożyć, jednak bardzo rzadko korzystam z takich ofert. Raczej odwiedzam znajomych i oczywiście działa to w dwie strony, bo często ktoś u mnie nocuje.
Bardzo cenię sobie te możliwości, bo mając przesiadkę w stolicy Kataru skorzystałam z gościnności Malwiny, która tam pracowała i zamiast spać na lotnisku, spałam u niej. Dzięki temu zobaczyłam więcej niż miałabym szansę w innych warunkach. Z Malwiną spędziłam też później fajny czas w Warszawie. Bo tu nie chodzi o to, aby robić sobie kontakty, tylko nawiązywać wartościowe znajomości, które będzie się chciało utrzymywać.
 [Aktualnie przez kumulację podróży zaniedbuję znajomych, za co przepraszam!]
Sztuka rezygnowania
– Przy ograniczonym wyborze rezygnuję z wakacji w “wysokim sezonie” to znaczy Włochy raczej w październiku niż w lipcu
– Chciałabym na Dominikanę, ale na Karaibach dużo tańsza była sąsiednia Gwadelupa, więc mając do wyboru 
a) tylko Dominikana i brak budżetu na inne podróże
b) Gwadelupa i kilka mniejszych tripów
wybieram to drugie
Wolę więcej zobaczyć i spróbować lokalnej kuchni, niż mieć fajny hotel, więc w Izraelu mogłam przeboleć fatalne warunki, ale za to doświadczyć kąpieli w Morzu Martwym itp.
Inne wydatki:
Nie mam skarbonki bez dna w postaci auta, poruszam się głownie komunikacją miejską. Nie mam psa ani dzieci. Nie noszę biżuterii, dlatego nie mam drogich kolczyków, wisiorków, bransoletek z zawieszką. Ubrania kupuję głownie na internetowych promocjach lub w lumpeksach.  Przeczytane książki do których nie wrócę sprzedaję. Abonement na netflixa dzielę z “rodzinką”, której  nie znam (jedna rozmowa w życiu, ale fajna dziewczyna ;)). dzięki czemu płacę za to 13 zł. Kosmetyki głównie dostaję. Poza zdrowiem i jedzeniem mam mało wydatków.
Wszystko jest moim zdaniem kwestią priorytetów. Był czas (chyba się kończy) gdy podróże były wysoko na mojej liście i korzystałam sporo z możliwości pracy zdalnej (tak, w podróży często pracuję). Gdybym miała inne priorytety, pewnie byłoby mi trudniej, ale pewnie nie byłoby mi z tym tak źle.
Zachęcam Cię do poszukania dodatkowego źródła przychodu (nie, nie prostytucji) – od tego roku można prowadzić działalność bez  zakładania działalności, o ile w miesiącu nie dorobisz sobie tak więcej niż 50% minimalnego wynagrodzenia (1050 zł). Nie ma też wtedy ZUSu. Umiesz robić hybrydy, zaproszenia ślubne, dziergać szaliki, tworzyć biżuterię albo proste grafiki?
Spróbuj to spieniężyć :).
Buziak!
ja uciekam pakować się na upolowane w promocyjnej cenie Korfu na last minute. Kiepski hotel, ale za to można było upolować tę ofertę za 600 zł :O 
Żebym nie była gołosłowna – 5 sekund zajęło mi znalezienie all inclusive w Bułgarii za… 500 zł.
Jestem królową cebuli. 
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

No Comments Yet.