Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

To ja decyduję, kto jest moją rodziną, czyli nie wisisz nikomu szklanki wody

Moja czytelniczka miała beznadziejnych rodziców. Ojciec ciężko pracował i zawsze trochę pił, ale tyle co wszyscy w bloku raczej. Matka “zajmowała się domem” i “zrezygnowała z pracy dla rodziny”, czyli w praktyce oglądała całymi dniami telewizję a obowiązki scedowała dzieciom.

Magda miała 12 lat gdy przy obieraniu ziemniaków dowiedziała się, że będzie mieć czwartą siostrę.
I jako najstarsza z rodzeństwa to ona musiała zająć się opieką. Nie, nie raz kiedyś, nie pomóc. Ledwo wracała ze szkoły, spadało na nią pranie śpioszków, usypianie, przygotowywanie mleka oraz karmienie. 
Siostra nie była nic winna, ale jej nienawidziłam. 
Opieka nad maluchem odcięła ją od spotkań z koleżankami, randek, budowania nastoletnich przyjaźni, zabawy.
Ojciec może i nie był agresywny ani bardzo pijący (chociaż się zdarzało), ale po prostu go nie było. Albo był w pracy, albo spał.
Każda próba protestu kończyła się pogadanką o tym, jak matka z ojcem wypruwają sobie flaki, żeby Magda miała “to wszystko”. Czyli co? Ustawowo zapewnione ubranie stosowne do pory roku i ciepły posiłek, który i tak musiała sama przygotować, zamiast skupić się na nauce?
No właśnie. Nauce. Oczywiste było to, że nie pójdzie do liceum (co tu mówić o studiach) bo trzeba rodzinie pomóc. Udało się jej przekonać ich do technikum, bo wtedy ten lichy hajsik za praktyki zasili domowy budżet.
O tym, że w jej rodzinie jest coś nie tak, dowiedziała się gdy miała 18 lat od mamy chłopaka, którego poznała niewiele wcześniej. Pewnego dnia  będąc u niego, rzuciła się jego matce na  pomóc przy obiedzie. Ta zapytała żartując, czy w domu też tak pomaga.
Słysząc odpowiedź zamarła.
Magda spędzała z rodziną chłopaka coraz więcej czasu. Mama chłopaka, a obecnie teściowa 😉 uświadomiła ją, jakie pranie mózgu zrobili jej w domu. I że dziecko ma być dzieckiem, a nie rodzicem.
Dziewczyna wyprowadziła się do  rodziny chłopaka(!). Kiedy to zrobiła, usłyszała, że jest niewdzięczną szmatą, wyrodną córką i paskudnie odpłaca się za lata prania pieluch. I że jak ona może teraz, kiedy mała Zosia idzie do szkoły! 
Ale dziewczyna była już w trakcie terapii i pierwsze co kazała jej zrobić terapeutka, to odciąć się.
Kryzys nastąpił, gdy u matki zdiagnozowano cukrzycę, a ojca zdegradowali w pracy, bo zdarzyło mu się przyjść nietrzeźwym.
Wcale nie miała takiej ochoty, ale czuła, że powinna ich ratować.
Terapeutka kazała się jej skupić na maturze i nie martwić się problemami dorosłych.
Dzisiaj Magda ma swoje życie, dobry kontakt z rodzeństwem, ale mamo łatwiej jej powiedzieć do teściowej. I często słyszy, że “powinna zainteresować się matką, bo to w końcu matka”.
No nie wiem.

Ja Magdę rozumiem.

Ostatnio niezamierzenie rozpętałam dość gruby temat na stories.
Na instagramie opisałam swoją wpadkę z wagarami. Nazwałam tam kogoś, kto teoretycznie powinien być moją babcią, po prostu “matką mojej matki”. A potem podkreśliłam, że celowo, bo sama wybieram kto jest moją rodziną.

#dzienwagarowicza jak było z tym u was? Dla mnie w ten dzień było bez sensu, bo lekcje były luźne, a całą klasą nigdy się nie dało, bo zawsze ktoś musiał się wyłamać (i zyskać jednocześnie dezaprobatę zarówno uczniów jak i nauczycieli 🤪). Mój wychowawca z LO jeździł tego dnia po mieście szukać wagarowiczów🤦🏻‍♀️. Uwielbiałam natomiast zrywać się z beznadziejnych lekcji. Geografia w gimnazjum, technika w podstawówce, ale to przez lekcje haftowania i szydełkowania😅. Nie moja bajka! Pamiętam jak raz zerwałam się z lekcji i poszłam do kawiarenki internetowej (nie mieliśmy jeszcze w domu internetu). Drzwi były otwarte, bo powiew wiosny, a ja usiadłam tuż przed nimi, w żółtym jak ta sukienka polarze. Kawiarenka była na samym środku trasy, którą moja mama odwiedzała swoją matkę*. Nie muszę mówić, że mnie zauważyła? Geniusz ucieczek, Ania Maluje, pozdrawiam. A teraz? Elektroniczne dzienniki nie pozwalają na adrenalinę zrywania się z lekcji. #wiosna #wagary #szkoła #aniamaluje #lazyday #relax #plants #urbanjungle *nie piszcie mi, że matka mojej matki to babcia, bo ja nie jestem z tych co uważają, że wystarczy spłodzić by być ojcem i tak dalej. Sama wybieram kto jest moją rodziną👌🏻
Post udostępniony przez Ania (@aniamaluje) Mar 21, 2019 o 9:10 PDT
Długo zajęło mi dojrzenie do tej myśli. Za pierwszym razem uderzyło mnie to, gdy umarł tata mojej mamy.
Napisałam wtedy nawet na blogu:
“Jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń mojego dzieciństwa był moment, kiedy naukowcy chcieli “zbadać” E.T w filmie Spielberga. Być może dlatego, że każde głupie pobieranie krwi kojarzyłam z bólem ściskanej ręki i igłą szukającą żyły. Cóż – jestem jedną z tych osób, którą bardziej w filmie poruszy śmierć psa niż człowieka. Dzisiaj umarł ktoś, kto teoretycznie powinien być mi bliski, a ja nie czuję w związku z tym absolutnie nic. Informacja z gatunku – osiem lat temu o tej porze było -10 stopni Celsjusza. W związku z tym mam pewien rodzaj wyrzutów sumienia. Że nie czuję nic. Że na telefon odpowiedziałam: aha. 
***
Plątałam się dzisiaj po sklepie jak smród po gaciach, czując się nie fair z tą swoją obojętnością. A że o zmarłych nie można mówić źle, a nic pozytywnego znaleźć mi się nie udało… nic jest chyba mocno uzasadnione. Czułam się nie fair, że pogrzeb pewnie wypadnie na mój dawno zaplanowany dzień w Londynie, z tej okazji wypadałoby odwołać. Ale nie odwołam. Wybaczam, puszczam w niepamięć, ale nie będę zmieniać swoich planów dla kogoś, kto nie znalazł przez 24 lata ani jednej chwili by zapytać jak u mnie. I który wywoływał we mnie ukłucie charakterystyczne dla dziecka, które źle czuje się ze swoim kłamstwem, za każdym razem gdy na laurce pisałam kochany dziadku. Czułam się wtedy jakbym w jakiś sposób zdradzała tego dziadka, który rzeczywiście pozwolił się kochać.”
Dzisiaj znam więcej takich osób, dla których babcia była bliższa niż mama, sąsiadka bliższa niż babcia, a trener bliższy niż ojciec.
Nie wystarczy spłodzić, by być ojcem. Nie wystarczy urodzić, by być matką.
Serio uważam, że nieważne jak wygląda drzewo genealogiczne, ale ja decyduję o ty, kto jest moją rodziną, a kto nie.
Gdy potem taki krewny z którym nie czuje się żadnej relacji popada w tarapaty, społeczeństwo oczekuje, że go z nich wyciągniesz.
Bo to brat. Ojciec. Siostra.
Jestem z pokolenia, które ma przekichane. Pokolenie moich rodziców nie zawsze dobrze odnalazło się w dobie przemian ustrojowych i gospodarczych.  Wielu moich znajomych czuje się rozdartych między budowaniem własnego życia i własnej rodziny, a pomaganiem rodzicom, którzy sobie nie poradzili i nagle odkryli, że czeka ich nędzna emerytura.
Nie jest fajne żyć w poczuciu winy, że wybierasz między angielskim własnego dziecka a rehabilitacją matki.
Ale pomyślcie co czują dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.
3 lata temu napisałam:
“wciąż dostaję maile od osób, które odcięły się od swoich toksycznych rodziców – bijących, katujących, niekiedy robiących jeszcze gorsze rzeczy. Rodziców, przez których musieli zapisać się na terapię. A potem ci rodzice widząc, że synek lub córka jednak się w życiu ogarnęli, mają stałą pracę, nie piją – wyciągają łapy po alimenty, udając niedołężnych. I o to ktoś, kto po wielu latach terapii ułożył sobie życie, powiedzmy skromne – wynajmowane mieszkanie, ciepły obiad i raz w roku wakacje nad morzem – znowu ma cierpieć i znosić wyrzeczenia, by utrzymywać swoich oprawców. Jeść ciepły obiad może co dwa dni, nie jeździć nad morze, nie powołać na świat własnych dzieci i nigdy nie chodzić do kina, bo nie będzie go stać. Bo to jednak matka. No kurwa nie. Na niektóre słowa trzeba sobie zasłużyć.
Nawet nie wyobrażam sobie tego koktajlu sprzeczności, który dostaje taka osoba. Sprzeczności między tym co dla człowieka dobre, a tym czego oczekuje od niego społeczeństwo. To jakby zgwałcona kobieta miała iść przeprosić gwałciciela, że to nie był jego najlepszy seks w życiu.”
Potwornie wkurza mnie to gadanie “ale to rodzice”.
No właśnie nie zawsze!!!!
Jeśli takim coś się wisi, to  tylko rachunek za lata terapii.
Dzieci nie są nic winne swoim rodzicom. Nikt z nas nie pchał się na świat a dziecko to nie filar emerytury. Miłość rodzica powinna być bezwarunkowa a nie interesowna.
Poruszałam dzisiaj na stories kwestię rodziców, którzy zaniedbywali leczenie swoich dzieci. Nie zabrali do okulisty, mieli na papierosy, ale nie na ortodontę, albo bagatelizowali trądzik czy problemy z kręgosłupem, bo były “ważniejsze wydatki”. Ważniejsze niż zdrowie dziecka…
Właśnie przeczytałam wiadomość dziewczyny, której matka machała ręką na ortodontę, ale kupowała kolejne zestawy garnków i pościel z alpaki.
Strasznie przykro się takie rzeczy czyta.
Tym wpisem chciałabym po prostu głośno sprzeciwić się wobec tego gadania, że “ale to rodzice”. 
NIC nie jesteśmy winni naszym rodzicom. Nie pchaliśmy się na świat. Jeśli zdecydowali się powołać dziecko na świat – to był ich wybór a wychowanie i utrzymanie to żadna wielka łaska i nie dajcie sobie tego wmówić. Jeśli ktoś płodzi dzieci dla szklanki wody na starość, to jest to okrutnie przykre.
Jeśli jesteś taką osobą i czujesz rozdarcie między społecznym oczekiwaniem, że pomożesz komuś, kto np. całe dzieciństwo cię tłukł a poczuciem krzywdy – błagam, idź na terapię. A jeśli nie możesz, przeczytaj chociaż książkę Toksyczni Rodzice.
Masz prawo samodzielne decydować, kogo uważasz za swoją rodzinę, a kogo nie.
I jeśli niania albo wujek byli ci bliżsi niż mama czy ojciec – masz prawo czuć, że to im chcesz kupować prezenty na święta. Nie ma w tym zupełnie nic złego.
I bez wyrzutów sumienia skup się na budowaniu swojej rodziny.
Uściski, Ania

53
Dodaj komentarz

avatar
44 Comment threads
9 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
41 Comment authors
AniamalujeIzaZiemniakAbyssMagdalena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malwinka4
Gość
Malwinka4

Czytam ten tekst i po prostu rycze. Tak bardzo Cię kocham za każdy tekst. Ten dał mi wiele do zrozumienia. Byłam na terapii, czytałam wiele książek o relacjach (W tym Toksyczni Rodzice). Wiem, że nic nie muszę. Sama nie chce dzieci, a teściowie właśnie pytają coraz częściej “Kto ci na starość pomoże?”. Serio? Dziecko jest tylko od tego? Wkurzam się jak teściowie traktują mojego męża. Właśnie na zasadzie tej szklanki wody. To jest straszne. Nie chciałabym, żeby moje dziecko dowiedziało się, że żyje tylko dlatego, żebym nie była samotna na starość.
🙁

Ewelina J.
Gość

Bardzo dziękuję Ci za ten tekst.

aniamaluje
Gość

To ja dziękuje za przeczytanie!

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Ja tak mam z rodzina mojego ojca a szczególnie z jedna ciotka (moja chrzestna) i „babcia” czyli matka mojego „ojca” (ojciec pił i udawał ze chodzi do pracy, kiedyś moja mama odkryła, ze on po prostu zabiera pieniądze z konta i udaje, ze coś zarobił, na szczęście wyjechał jak miałam 5 lat do USA i tam został, mama się z nim rozwiodła i mamy święty spokój, kontaktu nie mam z nim od 20 lat i czuje ulgę). Po tym jak „ojciec” wyjechał potrzebowałam zmienić paszport, a zgoda na zmianę musi być wyrażona przez obojga rodziców. W związku z tym musiał… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Nie dziwię się, też bym nie chciała! Moim zdaniem słuszna decyzja

Lena
Gość
Lena

Cieszę się, że o tym piszesz. Pochodzę z patologicznej rodziny gdzie ojciec był alkoholikiem a dla matki byłam przeszkadzajką. Byłam takim odpadem na którym można się wyżyć. Przez wiele lat czułam się jak śmieć. Od dziecka byłam znerwicowana, miałam przez to problemy z nauką. W gimnazjum stwierdzono u mnie głęboką depresję, natomiast w liceum dostałam paradontozy z niedożywienia, niedoczynności tarczycy z powodu stresu, guza prolaktynowego z tego samego powodu i zapalenia błony śluzowej żołądka. Moja matka powiedziała, że sobie to wszystko wymyśliłam. Gdyby nie mój chłopak dzisiaj leżałabym na cmentarzu. Na szczęście po kilku latach bardzo ciężkiej walki jestem dzisiaj… Czytaj więcej »

aniamaluje
Gość

Ja również tak uważam! Cieszę się, że spotkałaś takiego chłopka na swojej drodze 💪🏻

CzekoAda
Gość

Baaardzo ważny tekst! <3 Akurat ja rodziców mam naprawdę cudownych, ale znam wiele historii, przez które zaczęłam doceniać ich jeszcze bardziej! Strasznie to przykre, jaki ten problem jest złożony i powszechny! :<

Agnieszka
Gość

Ten tekst mi uświadomił, jakich wspaniałych mam rodziców. Niby to wiem, niby nie jestem “wyrodnym dzieckiem ‘, ale czasem jednak trzeba przeczytać o kimś, kto miał gorzej, żeby zobaczyć, jak samemu miało i, pomimo czwartego krzyżyka na karku, wciąż ma się dobrze.

Kasia
Gość
Kasia

Niestety prawo przewiduje obowiązek alimentacyjny wobec rodziców, więc poglądy poglądami, terapia terapią, a potem i tak możesz płacić rodzicom z własnych pieniędzy…

aniamaluje
Gość

Można uzasadnić różne krzywdy i się z tego wyplątać, aczkolwiek jestem świadoma. Na szczęście dla sądu wciąż ważniejsze są dzieci i „Nowa” rodzina, ale to są skomplikowane sprawy.

Agata
Gość
Agata

Ja też się durna poryczalam ale znam to z własnego domu. I nie będę powtarzać swojej historii bo jest bardzo podobna, było nas troje i więź między nami jest bardzo silna ale do spazmów doprowadza mnie to gadanie ludzi którzy nie mieli pieniędzy na dzieci ze jakoś to będzie i klepali kolejne. Jakoś było tylko co to za życie… Pozdrawiam ie serdecznie Aniu, dzięki Tobie zmieniłam wiele w swoim życiu, poglądy na niektóre sprawy i jesteś jedynym blogiem który czytam regularnie.

Gosia
Gość
Gosia

Bardzo ważny tekst. Cieszę się że go napisałaś. W Polsce rodzina traktowana jest jako świętość. Ponad wszystkim. Dla rodziny należy zrezygnować z siebie często dla chorych zasad. Moja sąsiadka nie weźmie rozwodu z mężem alkoholikiem, bo u niej w rodzinie nigdy rozwodu nie było i nie będzie ! Ja i mój mąż pochodzimy z rodzin dysfunkcyjnych, mimo tego że nie mieszkamy w rodzicami ponad 10 lat, nie ma dnia żeby nasza przeszłości nam nie ciążyła. Ja zostałam podana przez ojca bezdomnego alkoholika o alimenty, alimenty nie zostały mu przyznane, mimo tego miałam i nadal mam ogromne wyrzuty sumienia. Bo może… Czytaj więcej »

Wrzosowa
Gość
Wrzosowa

Aniu, osobiście odnoszę wrażenie, że postawy parentyfikacji są w naszym społeczeństwie wzmacniane a czasem wręcz gloryfikowane. Chwali się te dzieci, że są takie dobre, zaradne i dojrzałe. I to raczej nie pomaga im poradzić sobie z sytuacją. Niektóre – jak mój były mąż – opierają na tym swoje poczucie wartości. Uczą się bezwarunkowego szacunku do rodziców – często alkoholików i nierobów. To ma zły wpływ na relacje społeczne i postrzeganie świata. Na przykład ja od eksmęża usłyszałam, że „nie znam życia”, bo moi rodzice zawsze mieli pracę i nigdy nie byłam głodna. Tak jakbym była „wewnętrznie uboższa”, bo miałam normalny… Czytaj więcej »

Ola Ł
Gość
Ola Ł

U mnie z rodzicami też nie było, nie jest w porządku. I strasznie denerwuje mnie to, kiedy ktoś, kto zwie się moją matką, mówi mi “czcij ojca swego i matkę swoją”… a ja pytam za co…

Ulotna Chwila
Gość
Ulotna Chwila

Ja przez pierwsze kilkanaście lat życia mieszkałam z ojcem alkoholikiem (kiedy w końcu się wyprowadził, jeszcze przez długi czas śniły mi się koszmary z jego udziałem- chyba to mówi samo za siebie, jakim był ojcem). Matka, może bez nałogów, ale również toksyczna. Zero wsparcia, podcinanie skrzydeł, wyzwiska, udowadnianie mi, że jestem jakaś dziwna i nienormalna, bo patrzę na świat inaczej, niż ona. Na aparat ortodontyczny pieniędzy też nigdy nie było, a poza tym to tylko moja fanaberia. W klasie maturalnej zaczęły mi się problemy ze zdrowiem, na tle nerwowym. Nie wiedziałam, jak mam dalej żyć. Od matki usłyszałam tylko, że… Czytaj więcej »

Gabriela Żuk
Gość
Gabriela Żuk

Jak bardzo potrzebny to jest tekst! Dzięki Aniu! 🙂 U mnie akurat to nie kwestia rodziców, tylko dalszej rodziny. Dziadków, którzy katowali moją mamę i drugich dziadków, którzy znęcali się psychicznie nad moim tatą. Od lat powtarzam, że moi przyjaciele są dla mnie rodziną, że mogę na nich liczyć zawsze. A dziadkowie? No cóż, ludzie z którymi łączy mnie więź krwi. Ludzie, których najlepszym dokonaniem było to, że dzięki nim powstali moi rodzice. Łatwo podjąć taką decyzję o odcięciu się od “rodziny”, kiedy ma się wsparcie. Jakiekolwiek. A żeby mieć wsparcie, trzeba komuś powiedzieć o tym jak się czujemy. Myślę,… Czytaj więcej »

Agnieszka Jabłońska
Gość
Agnieszka Jabłońska

Często możemy również wynieść głębokie rany i problemy z rodzin teoretycznie ok. Ojciec nie musi być alkoholikiem, wystarczy, że będzie faworyzował syna, a olewał córkę, czy zamiast rodziny i dorastającego dziecka wybierze życie zawodowe. Może też okazać się i moim zdaniem tak jest, że nasi rodzice mieli nas, gdy sami byli niedojrzali i mieli wiele nieprzepracowanych problemów z własnej przeszłości. Automatycznie powtórzyli na nas wzorce zachowania, pokazywania uczuć, czy komunikacji. Później mamy teoretycznie dobre rodziny, które wewnątrz są po prostu dysfunkcyjne. Do mnie dopiero teraz dociera, jak bardzo na nasze dorosłe życie rzutują sytuacje, które miały miejsce, gdy mieliśmy 3-6… Czytaj więcej »

Clouse
Gość
Clouse

Aniu, ZAWSZE Cię czytam chociaż bardzo rzadko komentuję. Teraz MUSZĘ – PIĘKNY TEKST i napewno przeczytam jeszcze raz. Jesteś tak mądrą dziewczyną, uwielbiam Cię Aniu – tak szczerze UWIELBIAM CIĘ :*

BUZIAKI 🙂

Tomsonowa
Gość
Tomsonowa

Ja Cię. Aniu, Ty zawsze tak idealnie potrafisz ubrać w słowa to, co mnie zawsze chodziło po głowie. Odkąd pamiętam borykam się z wyrzutami sumienia “bo to ktoś tam” w milionie różnych sytuacji… Walczę z tym jak mogę. Moi rodzice borykali się z masą swoich problemów. Koniec końców się rozwiedli, ale to, co przeszłam ja i moje rodzeństwo zanim się to stało… Dobrze, że mam “talent” do wymazywania niepotrzebnych rzeczy z głowy. Chociaż i tak nie wszystko udało się wymazać. Przez dobrych kilka lat siedziałam w domu opiekując się domem i rodzeństwem zamiast korzystać z wakacji. I do tej pory… Czytaj więcej »

SomeoneElse
Gość
SomeoneElse

Będąc w podstawówce, “przyjaźniłem się” z takim chłopcem, który miał pijącego ojca i matkę, Ojciec bywał kilkukrotnie w więzieniu, w domu wieczne awantury. Bywałem u niego kilka razy, ale zdarzały się sytuacje, w których wymykałem się do siebie, bo nie mogłem tam wytrzymać od wrzasków i ciągłego napięcia. Z obecnej perspektywy podziwiam, że ten ówczesny kolega wyrósł na całkiem rozsądnego człowieka, choć o bardzo konserwatywnych, wręcz skrajnych poglądach. Dla mnie wtedy to było nie do ogarnięcia, jak można tak w ogóle żyć. Ja co prawda nie miałem super ekstra wychowania, wielu rzeczy mi nie uświadomiono, ale jednak miałem w domu… Czytaj więcej »

Susie
Gość

Oj bardzo dobrze rozumiem sytuację Twojej czytelniczki i z racji takiego samego jak Ty Aniu , towarzyszy mi ta myśl, ze jestem z pokolenia “tych rodziców”. 2 lata temu przeszłam terapię grupową, na której ludzie uświadomili mi, ze ten tata alkoholik, to wyrządza mi mniejszą krzywdę, aniżeli mama, która kontrolowała, nakazywała siedzieć w domu, nie cieszyć się życiem i żyć w metodzie tradycyjnej jak najbardziej konserwatywnej, a w wieku 25 lat usłyszeć ” ze na chłopaków to mam jeszcze czas”. To nie fair. To było totalne w głowie what the fuck. Zbuntowałam się, wyprowadziłam z domy, wynajmuję pokój. Cięzkie to… Czytaj więcej »

Joanna M
Gość
Joanna M

Kurcze, aż muszę coś napisać, bo też nie cierpię tych obłudnych, napędzanych dziejową martyrologią oczekiwań społecznych. Gdybym dostawała grosz za każde “w końcu to twój ojciec”, byłabym milionerką. Nie znałam rodziny ojca, bo sam się od nich odciął, chociaż po latach okazało się, że okłamywał nas i jednak się z nimi kontaktował. Jego matka nazywała nas bękartami i zabroniła nazywać babcią, tylko dlatego, że nie akceptowała wyboru syna naszej matki na żonę. Niestety nie daleko pada jabłko od jabłoni, “ojciec” okazał się rasowym psychopatą i zamienił nasze życie w piekło. Nie będę wchodziła w szczegóły – było źle, jak w… Czytaj więcej »

Patrycja Nasiadka
Gość
Patrycja Nasiadka

Aniu, bardzo dziękuję za ten wpis! Widziałam tamten post na insta, ale nie odważyłam się wtedy wziąć udziału w dyskusji, teraz postanowiłam się zrehabilitować☺ U mnie w domu rządziła matka taty, mieszkająca na tym samym podwórku. Nie było dnia bez awantur. W dniu ślubu nazwała moją mamę “dziwka” bo była w ciąży. Ciąży zagrażającej życiu. Czy babkę obchodziło, czy jej wnuczka urodzi się żywa? Oczywiście, że nie. Pamiętam te wieczne afery, wyzwiska, przeszukiwanie rzeczy.. Usiłowała nastawiac mnie przeciwko mamie, a potem mojego brata przeciwko mnie. Jak już sama nie dawała rady mieszać, to napuszczała na nas trzech pozostałych synów. No,… Czytaj więcej »

Jakly
Gość
Jakly

comment image

piecyyk
Gość
piecyyk

Kurde, jak to czytam to stwierdzam że chyba za mało doceniam mojego tatę. Mimo iż nie dogadujemy się jakoś super (zbyt podobne charaktery, zbyt różne poglądy :D), to strasznie dużo mi zapewnił jeśli chodzi o materialne rzeczy. Przez pewien czas wychowywał mnie sam, a mimo wszystko moją rentę odkładał na moją przyszłość, chodziłam zawsze do każdego możliwego lekarza. Nawet jak ostatnio wspomniałam tylko (mam prawie 25 lat), że chyba zacznę odkładać na aparat na zęby, bo zaczęły mi przeszkadzać, to już wypytywał ile to kosztuje. A znowu gdy ja kiedyś zażartowałam, że muszę mieszkać blisko niego, żeby mu pomóc na… Czytaj więcej »

Wrócha
Gość

Popieram. W domu ciągle słyszałam, ze na starośc musze się opiekować ojcem. Nie wazne było, co mogłabym planować, po to sa dzieci, żeby podawać szklankę wody. Podczas gdy mój rodziciel 30 lat chlał i to, co głównie mu zawdzieczam to terapia psychologiczna, nerwica, nerwica żoładka i DDA. Brak wiary w siebie i innych. Zjada mnie do dziś to, ze nie umiem przepracowac emocji, nei umiem ich przeżywać, zżera mnie od środka frustracja, stres i nieumiejętność zaplanowania życia, bo mam poczucie, że nic mnie w nim nie czeka. Zwłaszcza własna rodzina, dziecko i spokój. W 100% zgadzam się, ze spłodzenie dziecka,… Czytaj więcej »

Aurelia
Gość
Aurelia

Całkowicie rozumiem twoje stanowisko, ja jednak uważam, że rodziny się nie wybiera. Tzn. takie jest po prostu moje podejście do życia. Rozumiem, jeśli ktoś woli odcinać się od toksycznych ludzi, ja jednak wolę nauczyć się żyć z tym, co mam. Żeby nie było – absolutnie nie oznacza to, że zamierzam się poświęcać czy tolerować patologiczne zachowania. Po prostu mam takich rodziców, jakich mam, i innych mieć nie będę. To oni mnie powołali na świat, to oni mnie wychowali i już zawsze będą częścią mnie. To są moje korzenie, na których mogę budować cokolwiek tylko chcę, ale korzeni wyrywać… nie chcę.… Czytaj więcej »

Trii (@kuunelakk_by_trii)
Gość
Trii (@kuunelakk_by_trii)

Ja na szczęście mam całkiem ogarnięte relacje, ale moja przyjaciółka kilka lat temu dowiedziała się, że: jej ojciec, który zawinął się kiedy była malutka (i nigdy w życiu nie płacił alimentów, nie interesował się, nie przysłał nawet kartki) jest aktualnie w domu opieki, bez dochodów i ona ma płacić dobrowolnie 600 zł albo sąd przysądzi jej tyle, ile będzie uważał. A że zarabiała całkiem dobrze, wolała płacić to 600 zł. Potem jej mama biadoliła czemu nie odebrała jej ojcu praw rodzicielskich, kiedy ich zostawił… Niesamowicie mnie to wkurzyło i mierzi do dzisiaj. Jaki trzeba mieć tupet, żeby olewać dziecko przez… Czytaj więcej »

Natalia Sz.
Gość
Natalia Sz.

Cieszę się, że napisałaś ten tekst! Sprowadzanie na świat dzieci dla własnych korzyści jest jakimś wypaczeniem. W dodatku wypaczeniem bardzo powszechnym – “kto mi poda szklankę wody na starość?”, “kto będzie mi pomagał na starość?” itd. Rozumiem te obawy, ale zabezpieczanie tych potrzeb nie może być powodem do zdecydowania się na dziecko! Będzie świetnie jeśli to dziecko będzie chciało, z własnej woli, opiekować się rodzicami.

Natalia Sz.
Gość
Natalia Sz.

Aa, i jeszcze napiszę – mam taką sytuację z teściową. Odcięłam się od niej (mój mąż zresztą też) i czasem mam wyrzuty sumienia, bo to jednak babcia dla mojego synka, ale wiesz co? Po co mi toksyczna babcia, dwulicowa, która coś powie, a potem się tego wypiera, która zawsze wie lepiej, czego nam trzeba, co powinniśmy (!), która ma zawsze rację, bo “doświadczenie”… Mogę tak jeszcze długo. Mnie się lepiej żyje bez niej, a to już jest jakaś przesłanka do zerwania kontaktu. Toksyna! Niedawno zmarła moja babcia. Przy zamawianiu wieńca prosiłam o napis “Babci Zosi – wnuczka Natalia z rodziną”,… Czytaj więcej »

Kosmetolog Marta
Gość

Wiesz co Aniu, jest to jeden z najwartościowszych i jeden z ważniejszych postów na tym blogu. Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach- stare, dobre powiedzenie sprawdza się w każdej epoce. Ja ze strony rodziny mogę liczyć tylko na nieliczne osoby, cała reszta to dzidzia piernik- pouśmiechamy się, poudajemy jak się cieszymy, że się widzimy, opowiemy o pogodzie i tyle. Czasem bardziej miła i realistyczna jestem dla urzędniczki niż dla rodziny. Oczywiście standardowo, jak wiele osób z mojego rocznika, alkohol w rodzinie, szantaż emocjonalny taka wypisz wymaluj “Moralność Pani Dulskiej”, przed wszystkimi na około udajemy, że jest cacy. Najbardziej… Czytaj więcej »

Kosmetolog Marta
Gość

Dodam jeszcze tylko, że rodzina Twojego męża (partnera) czy żony (partnerki) to nie musi być Twoja rodzina. Nie musisz zgadzać się na ich zwyczaje, nie musisz się do nich dostosowywać jeśli cokolwiek przeczy z Twoim podejściem do życia. Nie daj sobie zamydlić oczu że wchodzisz do ich rodziny to musisz się dostosować. Nie ma czegoś takiego. Od teraz to Ty i Twój wybranek czy wybranka stanowi dla Ciebie filar rodziny, nie cała reszta. Pamiętaj, że ślub bierzesz z konkretną osobą, nie z osobą+ogonek w postaci rodziny. Wiele młodych osób biorąc ślub zwyczajnie o tym zapomina i nie stawia od razu… Czytaj więcej »

Ula
Gość
Ula

Aniu, czy planujesz spotkanie z czytelniczkami gdzieś na Śląsku w sensie okolice Katowic? 😀

Iza
Gość
Iza

Jestem cała na TAK. Zawsze jest dobrze przeczytac i utwierdzic sie ( a dla dzieci z patoli to mega wazne) , ze to nie nasza wina, ze dom rodzinny i relacje w jakim nim panowaly determinuja nasze dorosle zycie i sa zrodlem cierpien. 😊

Enimila
Gość
Enimila

Może nie powinnam tego pisać, ale napisze, moze mi to troche rozjasni w glowie. Od poczatku, po krotce: jestem dziewczyna ze wsi, z normalnej rodziny, poszlam do dobrej szkoly, ukonczylam bardzo dobrze, wyjechalam do pracy, potem szkolenia juz w Polsce. Odezwal sie do mnie chłopak ze szkoly. Dlugo nie przekonywal mnie, bo byl calkiem inny niz ja. Łobuz, cwaniak, osilek. Tak go kojarzylam. Okazalo sie, ze jest calkiem inny, zyciowy, kochany, empatyczny. Wrocil zza granicy i zaczelismy randkowanie. To bylo cos nieziemskiego. (Nadal jest!) I do sedna. Zwykli ludzie, rodzice z wyksztalcenia rolnicy u obu, moi juz nie trudza sie… Czytaj więcej »

Aga
Gość
Aga

Lubię ten tekst bardzo. Ostatnio z powodu pewnych nieprzyjemnych sytuacji względem mojej babci (mama taty), półbrat mojego taty wraz ze swoją żoną i ich dziećmi zostali wykluczeni z mojej definicji rodziny. Moi bliscy są raczej zdziwieni tak drastycznym podejściem z mojej strony, ale ja nie potrafiła bym inaczej – jeśli ktoś jest w stanie okradać własną matkę i kłamać wszystkim dookoła, próbując obwiniać moich rodziców o coś czego nie zrobili – serdecznie pokazuję środkowy palec i nasze drogi się rozchodzą, nie ważne jak bliska ta osoba mogła być. I jak czytam niektóre komentarze to jestem jeszcze bardziej szalenie wdzięczna za… Czytaj więcej »

Eve Amarantine
Gość

Moja rodzina są nasze koty. U mnie 11, a u mamy 7 i wie, ze zawsze pomogę, ale bez wchodzenia na głowę. Żyjemy obok siebie ale bez komentowania.
Kocia-focia.blogspot.com jakbyś chciała poznać naszą rodzinę

archigame.pl
Gość

Mam mieszane uczucia po tym tekście. Jak wiele osób w tym kraju, moja rodzina pozostawia wiele do życzenia. Rozwody, alkoholizm, lata zaniedbań. Moja mama nawet nie przybyła na mój ślub (bo poprosiłem ją by na nim nie piła alkoholu). Z ojcem miałem bardzo ograniczony kontakt, bo szybko się rozwiódł z moją mamą a nasze kochane sądy dają oczywiście pierwszeństwo kobietom (nie. Nie rozumiem tego. I proszę o nie gadanie mi głupot, że kobiety lepiej wychowują bo płeć rodzica nie ma nic do rzeczy). W ten oto sposób mieszkałem w domu gdzie na fajki i piwo hajs był, ale żeby obiad… Czytaj więcej »

JJustyna Woźniak
Gość
JJustyna Woźniak

Muszę przyznać, że w zalewie miałkich wpisów tworzonych przez internetowych pseudofilozofów i innych wanna-be-myślicieli, nie pamiętałam kiedy ostatnio czytałam coś dobrego, wartościowego, coś co rzuciłoby nowe światło na kwestie, które staram sie pomijać, nawet będąc sama z własnymi myślami. Aż do dnia dzisiejszego.

Nihil Novi
Gość

W moim odczuciu płodzenie sobie niewolnika (bo powoływanie na świat nowego życia z nastawieniem “szklanka wody, alimenty” tak trzeba nazwać) jest po prostu obrzydliwe. Liczę na to, że kiedyś więcej osób będzie myśleć tak jak Ty. Jesteśmy coś winni tylko tym, którzy zrobili dla nas coś dobrego, a czy zmajstrowanie dzieciaka w rodzinie ocierającej się o patologię jest dobre? Mam wątpliwości.

Edyta
Gość
Edyta

Jak się cieszę ze napisałaś ten tekst. Czytając go widziałam sama siebie i wiele osób napewno tez zmagało się z tymi samymi „urokami dzieciństwa” i którym wydawało się to jak najbardziej normalne. Dziękuje Aniu!

Unknown
Gość

Byłam na psychoterapii, poznałam swoje problemy powstałe przez nieporadność wychowawczą. Miłe wspomnienia z domu to że zawsze pachniało obiadem i że tak pracowali żeby nie brakowało na kształcenie i wakacje. Tylko zdawkowe pytania, brak głębokich więzi. Znajomi rodziców potrafią w 5 minut tyle ważnych, ciekawych rzeczy, rad powiedzieć co rodzice w 5 lat. Uczę się życia od innych, wzorów szukam gdzie indziej niż w domu.

Paulina
Gość

Piękny, mocny tekst, posyłam dalej. Dziękuję <3

Magdalena
Gość

Aniu ja trochę nie na temat ale bardzo ciekawi mnie Twoje zdanie 😀 Otóż odwiedzam Twojego bloga już długi czas, ileś lat i pamiętam te czasy kiedy jeszcze nie podróżowałaś za granicą lub bardzo rzadko i przypomniał mi się taki komentarz gdzie jedna z czytelniczek zarzucała Ci, że piszesz o tym że trzeba korzystać z życia, że trzeba zapracować na fajne rzeczy i że co Ty masz takiego, że nawet nie podróżujesz…i tak sobie pomyślałam ale się musiała zdziwić jak zobaczyła ile podróży odbyłaś od tamtej pory 😀 Jak bardzo się zmieniłaś, pamiętasz to może?

Abyss
Gość

Jestem pod wielkim wrażeniem. Teksty, które piszesz, są tak trafne, że aż się zastanawiam jak Ty to robisz. Powstrzymywałam się od łez tylko dlatego, że już i tak mam problem z powodu kataru, a nie chce znowu się nie wiadomo ile ogarniać. Powiem tak. Masz rację, ale to i tak ciężkie, aby odciąć się od rodziny. Jeszcze do niedawna myślałam, że jestem w stanie utrzymać dobre relacje i robiłam, co mogłam, żeby tak było. Jednak z każdym kolejnym dniem, każda kolejna kłótnią i każdym kolejnymi wyrzutami rozumiałam, że to niemożliwe. Zabijała mnie ta bezsilność. Dziś odliczam dni to ślubu, który… Czytaj więcej »

Ziemniak
Gość

Mimo, że nigdy nie doświadczyłam przemocy fizycznej w rodzinie, bardzo się z tym tekstem utożsamiam. Moja rodzina zawsze była pozbawiona jakichkolwiek emocji. Nie było czegoś takiego jak okazywanie uczuć. Tak jakby to była zbędna fanaberia, która się nikomu nie należy. Jakby miłość to było coś oczywistego o czym się nie mówi i tego się nie pokazuje. Rodzice mojego ojca nigdy nie wykazali żadnego zainteresowania moją osobą bezpośrednio – poza gadaniem o mnie za moimi plecami. Babcia nigdy nie zadzwoniła do mnie na urodziny a ja dopiero niedawno przestałam mieć wyrzuty sumienia, że jej nie odwiedzam i nie dzwonie na dzień… Czytaj więcej »

Iza
Gość

Ciekawy wpis. Sama absolutnie nie uważam, żeby komuś należał się szacunek i uwielbienie tylko dlatego że spłodził dziecko, nie dając z siebie prawie nic więcej później. Albo żeby okazywać komuś szacunek z tego tylko powodu, że jest stary. Sama mam nikły kontakt ze swoim ojcem i jest to wyłącznie jego wina. Ale jeżeli relacje są dobre i zdrowe to owszem, uważam że dziecko powinno się odwdzięczyć opieką nad rodzicem na starość, i uważam że jest to kwestia bezdyskusyjna. Mam 2.5 letniego synka, absolutnie nie po to poczętego żeby dostać szklankę wody za 50 lat. Staram się i mam ogromną nadzieję… Czytaj więcej »

Previous
W co ubrane są ofiary gwałtów i wyznania eks nauczycielki [TYGODNIK]
To ja decyduję, kto jest moją rodziną, czyli nie wisisz nikomu szklanki wody