Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Iść samemu do kina – spoko, czy trochę wstyd?

Niedziela to mój dzień. Egoistyczny, hedonistyczny, tylko dla mnie. Wiecie o tym, bo o tym często mówię. Dlatego w ogóle nie dziwią mnie wiadomości z pytaniami o to, czy byłam w niedzielę w kinie sama.
Ale o to, czy nie się nie wstydzę, nie czuję głupio, nie boję… trochę tak. 
Nie pamiętam kiedy pierwszy raz poszłam do kina sama, bo nie było to wielkie wydarzenie. I żebyście mnie dobrze zrozumieli – uwielbiam chodzić do kina z innymi! Wymieniać porozumiewawcze spojrzenia w trakcie, jeść popcorn na spółę, dzielić się spostrzeżeniami po seansie i słuchać jak druga osoba odebrała pewne rzeczy inaczej, albo dostrzegła jakiś “smaczek”, którymi mi umknął. To jest wspaniałe i bardzo to doceniam, ale czasami idę do kina sama bo:
Mam ochotę wybrać się na film, który interesuje tylko mnieI nie chcę na niego nikogo ciągnąć na siłę i psuć mu dnia, tak samo jak nie dałabym się siłą zaciągnąć na seans Greya🙄. Nie lubię robić rzeczy na które nie mam ochoty, bo wyjście do kina nie powinno przypominać przełykania gorzkiego syropu. Widzę czasem w kinie takie nieszczęśliwe pary, gdzie ewidentnie jedna strona zmusiła się i  uczestniczy w seansie z podobnym entuzjazmem jaki ja wykazałabym, gdybym musiała siedzieć na niedzielnej mszy w kościele. Szanuję innych →nie przymuszam ich do robienia rzeczy, których nie chcą.
Na tej zasadzie byłam np. na filmie Gifted, bo to film który interesował mnie wyłącznie z racji wykształcenia.
Przegapiłam film, który wszyscy już widzieli
Bo byłam chora, miałam dużo pracy, byłam na wakacjach. Nie widzę powodu, dla którego miałabym odpuszczać seans tylko dlatego, że wszyscy moi bliscy i znajomi już go widzieli i wolą iść do kina na coś, czego jeszcze nie mieli okazji zobaczyć.
Wszyscy siedzą w pracy
Jako freelancer nie pracuję od 9 do 17, tylko mam terminy a zleceniodawcy nie interesuje, czy wstanę o 7:30 czy o 12:15. Tekst ma być dowieziony na czas i tyle. Dlatego bywa i tak, że nachodzi mnie ochota na obejrzenie filmu w środę o trzynastej, gdy  wszyscy znajomi są w pracy. Ja lubię takie godziny, bo w kinie jestem ja i film. Nie ma zasłaniającego mi dwumetrowego Stefana rząd przede mną (a nawet gdyby był – mogę się przesiąść, bo 90% sali jest puste), nie słyszę jak ktoś głośno komentuje film ani szeleści opakowaniem po chipsach. Jest spoko.
Mam po prostu ochotę
W moim życiu jest bardzo dużo ludzi, chociaż zdarzają mi się okresy gdy  mam zapieprz i widzę ich tylko na ekranie komputera. Ale potem wynagradzam to sobie z nawiązką. Uwielbiam towarzystwo!
Ale czasami mam odwrotnie i chcę gdzieś pobyć po prostu sama. Kocham moje niedziele, kiedy nie przejmuję się nikim. Nie muszę debatować jaki film będzie kompromisem i dostosowywać się co do godziny. Mogę spóźnić się na seans by ominąć cały blok reklam (staram się wybierać takie miejsca, żeby nie przeszkadzać innym przechodząc) i nikt się nie irytuje dopytując na messengerze za ile będę. Nie zepsuję też planu komuś, kto chciał duży popcorn na spółę, a ja akurat nie mam ochoty.
Mam sporo koleżanek (nie przypominam sobie, żebym znała chłopaka który ma ten problem), które mają ochotę gdzieś iść, ale tylko jeśli ktoś pójdzie z nimi. Czy to na  fitness, czy na zajęcia z ceramiki artystycznej, czy też na otwartą  konferencję. Mam znajome, które rezygnują z udziału w wydarzeniu na które się mocno nastawiły, bo w ostatniej chwili ich towarzystwu ukruszyła się jedynka i siedzi u dentysty albo dziecko koleżanki ma jelitówkę. I tylko z tego powodu odpuszczają udział w czymś, na co miały wielką ochotę! I niejednokrotnie kupiły bilet!
Ja bardzo często chodzę gdzieś sama. Wczoraj byłam na śniadaniu branżowym – nawet kilka osób próbowało się zapisać, ale nie było już miejsc. Poszłam sama, spotkałam koleżankę. Ale najczęściej jest tak, że idę sama i spędzam czas sama, albo kogoś na miejscu poznaję. Nie zawsze jest to fajne, pamiętam jak w zeszłym roku siedziałam z książką w parku i jakiegoś faceta bardzo interesowało co czytam i czy ciekawe. Nie mógł zrozumieć, że mam ochotę poczytać SAMA i ma spadać, bo przyszłam poczytać, a nie szukać partnera😩. 
Wkurza mnie to gdy idę popracować z laptopem do kawiarni albo gdy nie mam ochoty konwersować z kimś, z kim dzielę przedział w pociągu. Zagadać do kogoś to oczywiście nic złego, ale kontynuowanie gdy rozmówca sobie nie życzy i jest wyraźnie zajęty – wkurza. Przykro mi, że nie masz z kim pogadać o nadchodzącej operacji, ale może mi właśnie umarł ktoś bliski i nie mam ochoty rozmawiać? Może dla ciebie gapienie się w telefon oznacza wyłącznie marnowanie czasu, a ja właśnie na nim pracuję? Szanujmy się nawzajem :).
Chodzę sama w wiele miejsc, właśnie sama byłam w kinie. Nie dlatego, że nie mam z kim, tylko do 18:10 nie wiedziałam, czy dam radę, a seans był o 18:25. W takich warunkach nie można z nikim się zgadać.
Bardzo dobrze wyszło, bo byłam na Kafarnaum i nie był to film, po którym chciałabym wymieniać się refleksjami, tylko raczej pomilczeć. I bardzo dobrze mi w tej ciszy było.
Tym bardziej dziwi mnie ta mnogość pytań lub wiadomości, że ktoś poszedłby do kina sam, że zawsze chciał, ale jakoś głupio.
Że ktoś pomyśli, że nie ma znajomych. Że jest dziwny. Że samotny. Że będą się gapić*.
Zapytam przewrotnie – serio myślisz, że jesteś taaaaaaki ważny, że wszyscy będą patrzeć akurat na ciebie, mając do wyboru tak wiele innych bodźców? Że mogąc patrzeć na ukochanego, reklamy, w telefon, na swoje świeżo zrobione paznokcie – będą gapić się akurat na ciebie i o tobie myśleć? Nie przypominam sobie, że kiedykolwiek ktoś cokolwiek mi powiedział, gdy byłam w kinie sama. Najgorsze co mnie spotkało to jak para zapytała, czy zamienimy się miejscami a ja nie miałam ochoty, by wybrałam bardzo świadomie swoje ulubione😀.
Ile osób, które były same w kinie pamiętasz z twarzy? O ilu myślisz?
Czy serio chcesz, aby omijały cię fajne rzeczy tylko dlatego, że być może ktoś sobie przez chwilkę o tobie coś pomyśli? To bez sensu, stajesz się niewolnikiem innych ludzi, bo pozwalasz w ten sposób im (lub twoim wyobrażeniu o nich) nad sobą panować.
Zachęcam z całego serducha – jeśli masz ochotę gdzieś iść – na otwarty wykład, targi zero waste, zajęcia z wyplatania makram czy na film do kina a nikt akurat nie chce albo nie może – idź solo i zobacz, że świat wcale się nie zawalił :).  Kino jest najbezpieczniejsze na pierwszy raz samemu!
*Jeśli masz nerwicę albo fobię społeczną, wszystko co napisałam Cię nie dotyczy, błagam idź do specjalisty!
Uściski, Ania

31
Dodaj komentarz

avatar
30 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
28 Comment authors
ArchigameaniamalujeAniaEkstrawaganckaOla Ł Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sleeping Sun
Gość
Sleeping Sun

Akurat wczoraj zarezerwowałam sobie bilet, seans jest za tydzień. Wybrałam najlepsze miejsce według mnie (ostatni rząd, środkowe siedzenie) i jestem szczęśliwa. Nawet bym nie pomyślała, że ktoś może mnie oceniać, dlatego, że przyszłam sama.

Ola Ł
Gość
Ola Ł

A ja lubię chodzić gdzieś sama. Akurat miałam taki przypadek z koncertem, że nikt nie przepada za bardzo za rapem z moich znajomych, którzy mieszkają w moim mieście, więc poszłam sama i było super. Zwłaszcza, że będąc na juwenaliach wcześniej z dwiema znajomymi, ta jedna stwierdziła za dziwne, że chcę pójść do przodu i potańczyć na koncercie(!). I w sumie jeszcze np. wolę sama chodzić na zakupy i jeszcze wiele. Ale akurat mój kumpel woli wszystko z kimś i właśnie gdzieś nie pójdzie, bo ktoś nie poszedł. A szkoda

Ekstrawagancka
Gość

Czasami nawet lubię iść sama do kina. Zazwyczaj to taki spontaniczny wybór – wychodząc z pracy sprawdzam, że za dwadzieścia minut jest seans, to idę 🙂 Ale wybieram takie filmy, które po prostu nie interesuja mojego narzeczonego – no bo po co miałabym go ciągnąć a “Piękną i bestię”, chociaż wiem, że właściwie poszedłby bez proszenia, ale nie miałby z tego przyjemności…

Rudość Życia
Gość

Hej, Aniu! Zapytam z ciekawości – jak sobie poradziłaś z tą sytuacją z miejscem? Przyznam, że sama mam z takimi rzeczami problemy. Z jednej strony to taki niewiele znaczący szczegół, więc dlaczegoby nie ustąpić żeby oni mogli siedzieć np. obok siebie? Z drugiej – właśnie, wybrałaś to miejsce świadomie więc nie masz obowiązku go odstąpić, możesz siedzieć dokładnie tam gdzie chcesz, ale jak to wyjaśnić żeby nie wchodzić w zbyt długie dywagacje ale też nie zabrzmieć nieprzyjemnie? Help :/

aniamaluje
Gość

Powiedziałam ze to moje szczęśliwe i przykro mi 😉

Dorota
Gość

Nie mam żadnej fobi! 😂 Brak mi tylko ostatnio środków żeby się wybrać do kina, inaczej nikt by mnie nie powstrzymał. Lubię towarzystwo, ale lubię też pobyć sama, poczytać sama na ławce, iść na jakieś spotkanie sama… Tak się przyzwyczaiłam od dziecka. Miałam starsze rodzeństwo, które miało swoje sprawy 😉 Tak mi zostało, chociaż lubię też się spotkać i pogadać o czymś fajnym 😊

JustAThought
Gość
JustAThought

Wydaje mi się, ze swoją niezależnością, bezpośredniością i silnym charakterem odstrasza Pani wielu mezczyzn i dlatego jest Pani sama. Te cechy sa wazne, od razu podkreslam. Wiem,wiem nie szuka Pani nikogo, tak jest teraz najlepiej itd itp Pani jest wladca swojego losu. Ale za ta maska kryje sie Ania ktora gdzies w glebi chcialaby kogos miec, do kogo sie przytulic i,przewrotnie, do kogos czasem dopasowac. Do czego jednak nawet przed soba sie nie przyzna. Moze mi sie wydaje ale znałem kiedys osobę której odbiór był identyczny jak Pani. Obecnie jest nadal sama i zaluje ze w wieku Pani tak bardzo… Czytaj więcej »

Priscilla Grant
Gość
Priscilla Grant

A ja o wiele bardziej lubię chodzić do kina sama niż z kimś. Może zabrzmi to egoistycznie, ale mnie obecność znajomych zwyczajnie rozprasza i odwraca uwagę od filmu. No ale ja generalnie wszystko lubię robić sama i dla mnie nie ma w tym nic dziwnego 😀 nawet raz pojechałam sama na koncert, na którym bardzo mi zależało i nie wyobrażałam sobie zrezygnować tylko dlatego, że nie mam towarzystwa. Drugi koniec kraju, kilkadziesiąt tysięcy osób, a ja sama i bawiłam się mega, mega dobrze. I nikt się na mnie dziwnie nie patrzył, serio 😀

Rikudo28
Gość
Rikudo28

Mam takie samo podejście do sprawy.. Wszyscy wokół pytają z kim idę … A ja na to sam ☺ Czy naprawdę potrzebujemy drugiej osoby żeby gdzieś wyjść ?!Chyba czasem irytuje mnie takie podejście

Rikudo28
Gość
Rikudo28

Mam takie samo podejście . 👏

Kamila (I'm Dollka)
Gość

Jak ja nie lubię, gdy ktoś pyta “co pomyślą inni?”. Wiadomo, że są jakieś granice i nie powinniśmy swoim zachowaniem przeszkadzać innym, ale jeśli nie robimy im krzywdy, choćby tym wyjściem do kina, to w czym problem? Dużo osób właśnie boi się wyśmiania lub odrzucenia. Z jednej strony to rozumiem, bo niestety nie trudno o hejty, ale przykład wyjścia samotnie w jakies miejsce jest jak najbardziej normalny i ja również polecam takie spędzanie czasu, gdy tylko mamy na to ochotę. 🙂

ann
Gość

Cieszę się, że o tym napisałaś. Utożsamiam się mocno z tym tekstem. Wiem, że wciąż wiele osób ma z tym problem, a ja zupełnie nie mogę tego zrozumieć. Zdarza mi się chodzić samej do kina, do teatru, na basen/saunę, na siłownię i jest to dla mnie całkowicie naturalne, choć wiele znajomych mówi iż sami by tak nigdy nie zrobili. Zawsze zastanawiam się co ich powstrzymuje. Chodzenie z kimś to właśnie zawsze jakiś kompromis, natomiast w tym przypadku konkretnie skupiamy się na swoich preferencjach i świetnym spędzaniem czasu sam na sam. Ja mocno to cenię i lubię. Polecam każdemu, choćby na… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Właśnie się zaczęłam zastanawiać czy nie nabawilam się fobii społecznej. Kiedyś nie myślałam o tym co ktoś pomyśli nie bałam się chodzić sama na kawę czy do kina a od paru lat jakoś mi nie komfortowo. Najgorsze było to jak zachorowałam i 3 tyg nie wychodzilam do ludzi potem było ciężko iść samemu do sklepu pod blokiem -.- na szczęście szybko przeszło. Dobrze jest czytać Twoje teksty one naprawdę dodają odwagi i motywują 🤗

Agata Borowska
Gość

Z odpowiednią dozą sympatii do siebie człowiek chyba pozbywa się uprzedzeń w stylu “czy wypada iść gdzieś samemu”. W końcu spędzanie czasu z osobą, którą się lubi, jest zwyczajnie fajne. Kilka lat temu poszłam sama na rockowy koncert, bo wiedziałam, że żaden ze znajomych nie będzie się dobrze bawił w takich klimatach. I odkąd śpiewałam pod sceną sama (no, w tłumie, ale obcych ludzi) nie mam już chyba żadnej blokady w tym temacie. Polecam wątpiącym. 😉

ania
Gość
ania

w kinie byłam raz juz sama, i nie było to takie straszne :p ale co ciekawsze, po sesji postanowiłam pojechac na tydzien do Pragi. jednak nikt ze znajomych nie mial pieniedzy wiec stwierdzilam ze pojade sama 😀 i bardzo dobrze sie stalo, bo poznalam fajnych ludzi i potem w zwiazku z tym bylam jeszcze 2 razy w budapeszcie, gdzie rowniez poznalam przemila osoba i z nia spedzilam wyjazd. moge rzec, ze od tamtego czasu zycie mi sie troche zmienilo, i mimo tego ze mieszkam wciaz tu gdzie mieszkam, to mam w glowie wiele fajnych histori i ludzi 😀

ania
Gość
ania

bylam raz w kinie i nie bylo to takie straszne :p ale co ciekawsze postanowilam sama pojechac na tydzien do pragi, poniewaz znajomi nie mieli pieniedzy, a ja przez to nie chcialam siedziec w domu i sie nudzic, wiec stwierdzilam ze jade sama . i dzieki samotnej podrozy poznalam fajnych ludzi, przez co odwiedzilam potem 2 razy budapeszt gdzie potem poznalam kolege.. dzieki temu mam teraz w glowie duzo radosnych przezyc, nowopoznanych ludzi oraz pare nauk na przyszlosc. 😀 uwazam ze bylo warto, bardzo to wzbogacilo zycie. co do wychodzenia gdzies samemu , staram sie patrzec na to tez z… Czytaj więcej »

Kasia z Wyspy Inspiracji
Gość

Chodzę sama do kina, do muzeum i podróżuję sama. Jedyne przed czym mam na razie wątpliwości to chodzenie samej do restauracji, które mam ochotę odwiedzić, ale do tego chyba muszę się przekonać 🙂

Pani Górecka
Gość

Aniu ja ciągle chodzę do kina sama i nigdy nie uważałam tego za dziwną rzecz. Bardzo lubię te samotne wyprawy, bo mogę iść na to co ja chcę oglądać i nie muszę iść na żadne kompromisy. Mam ochotę na głupiutką komedią – spoko. Chcę obejrzeć coś cięższego – no problem. Nie muszę dopasowywać się do czyjegoś gustu i nie mam w głowie myśli “czy film, który wybrałam jemu/jej się spodoba”. No i jaka swoboda czasowa! Jak mam ochotę iść do kina na 10 rano w sobotę, to idę. Nie muszę umawiać z kimś na 18, bo dopiero wtedy będzie miał… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Bardzo popieram. Dużo rzeczy robię sama, chodzę na zajęcia na siłowni, na wydarzenia związane z moimi zainteresowaniami, nawet na kawę 😍

Ewa Stepien
Gość
Ewa Stepien

Popieram w 100%. Kiedyś uważałam, że pójście samej do kina będzie świadczyło o jakiejś desperacji i smutnym życiu. Bałam się, że w oczach każdej osoby w sali kinowej zobaczę współczucie 😀 Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, tak jak sama napisałaś, że raczej nikt na mnie nie zwraca uwagi 🙂 A jeśli nawet- to co ja się będę martwiła tym co sobie ktoś obcy o mnie pomyśli 🙂 Kiedy jestem w kinie patrzę z zachwytem na osoby, które przychodzą same i są to kobiety, mężczyźni, starsze osoby i młodsze. Nikt nie czuje wstydu. Ja poniekąd czuję dumę, że poszłam… Czytaj więcej »

Katarzyna Mentel
Gość
Katarzyna Mentel

Prawie zawsze chodzę sama do kina, to czas tylko dla mnie. Mogę się skupić na własnych emocjach co do danego filmu, uwielbiam to 🙂 Dodam, że mam trójkę dzieci, więc chwilą ciszy nigdy nie pogardzę 🙂

Le ira
Gość
Le ira

Miałam tak z otwartym wykładem, bo nikt ze znajomych nie interesował się tematami biznesowymi. Na miejscu okazało się, że większość uczestników przyszła sama, a brak towarzystwa nie był niczym strasznym 😉

Anna
Gość
Anna

Jestem zaskoczona, że ktoś ma takie dylematy. Chodzę do kina sama od baaardzo dawna, sprawia mi to przyjemność, zwłaszcza gdy sala nie jest pełna. Chodzenie doskonale z kimś tez jest fajne, jednak to nie to samo. A inni? Kogo obchodzi kto z kin przyszedł do kina?

Ida
Gość
Ida

Pierwszy raz poszlam do kina sama, jak mialam 13 lat. W ogole nie przyszlo mi do glowy, ze nie moge tego zrobic i tak mi zostalo. Zapisywalam sie sama na kursy jezykowe, tanca, sama wyjechalam na Erasmusa, Camp America i EVS, sama przychodzilam na imprezy, na ktorych znalam tylko gospodarza i na wesela. Czasem to jest super i az nie moge sie doczekac, czasem zalowalam, ze nikomu akurat nie pasuje. Czasem dzieki temu otwieram sie na ludzi a czasem wrecz przeciwnie, z luboscia nie wypowiadam wiecej niz kilka zdan przez caly dzien. Preferencje mozna miec rozne, ale uwazam, ze to… Czytaj więcej »

Ala
Gość
Ala

Przyznam, ze już od dawna nie byłam w kinie sama, bo obecnie mam męża, który ma niesamowicie zbliżony gust filmowy do mojego 😉 Ale nie wykluczam, że kiedyś pójdę tam bez towarzystwa i niejednokrotnie zdarzało mi się to w przeszłości. I wspominam te momenty bardzo pozytywnie, bo miałam takie fajne poczucie wolności – szłam sobie na film, który prawdopodobnie nie zainteresowałby nikogo z moich znajomych i nie musiałam się nikomu tłumaczyć z moich wyborów ani go do nich przekonywać, rozsiadałam się wygodnie (tak, zwykle wybierałam się w dziwnych godzinach, np. przed zaczynającymi się późno zajęciami na studiach) i na dwie… Czytaj więcej »

Prymulka
Gość

A ja doskonale pamiętam, moje pierwsze samotne wyjście do kina. Nikogo z moich znajomych ten film nie interesował, a kolega, z którym zawsze chodzę na “obojętnie co, byleby nie iść samotnie”, nie miał akurat czasu, więc odważyłam się iść sama. Nieco się wstydziłam, nieco obawiałam, ale nie było czego – tak, jak mówisz. Nikogo nie interesowało, czy ktoś przyszedł sam, czy ze zgrają znajomych, dlatego to był mój pierwszy raz, ale nie ostatni! 🙂

Agifra
Gość
Agifra

W kinie sama byłam raz. Zabrałam z młodszym bratem kuzynów do kina i oni poszli na jakiś film animowany a ja na kryminał/thriller. Byłam tak przejęta filmem, że nawet mi do głowy nie przyszła myśl, że brak towarzysza może być dziwny 😉 Z kolei w przeciągu ostatnich 6 miesięcy dwa razy trafiłam na warsztaty decoupage. Poszłam sama, ponieważ znajomym nie pasowały terminy albo nie mieli kasy. Nie żałuję bo prowadząca warsztaty i uczestnicy byli bardzo sympatyczni a śmiechu było co niemiara. Na kolejne warsztaty wybieram się z koleżanką, bo tak bardzo podobały jej się moje warsztatowe prace 😁

Ewelina P
Gość
Ewelina P

Ja nie przepadam za kinem, ale za to często jeździłam na wakacje sama, tzn. były to obozy młodzieżowe albo studenckie. Zawsze poznawałam towarzystwo na miejscu, ale i tak słyszałam od koleżanek, że “ja bym tak nie mogła bez znajomych, odważna jesteś”. A ja po prostu twierdziłam, że fakt, iż koleżanki nie zdołały odłożyć z kieszonkowego (lub później: z pracy, bo jednak tony nowych ciuchów były ważniejsze) na obóz, który planowałyśmy okolo 10 miesięcy wcześniej, nie popsuje mi wakacji. I wiesz co? Zawsze bawiłam się świetnie :D.

Ania Kalemba
Gość

Ja baaaardzo często chodzę do kina. Głównie dlatego, że chodzę na wszystko i czasem ciężko znaleźć kompana. Ale podobnie jak Ty nie wyobrażam sobie z czegoś zrezygnować tylko dlatego, że nie mam z kim iść 😀

Daria
Gość
Daria

Pamiętam pierwszy raz, kiedy sama poszłam do kina. Bałam się tego wszystkiego, o czym napisałaś i chyba dlatego tak dobrze to pamiętam 😁 Film oglądało się bardzo dobrze i wyszłam z kina zadowolona i jakoby dumna z siebie 😁 Dzięki temu bez wachania całe zeszłe lato chodziłam sama na seanse między 11 a 13 korzystając z oferty na tanie bilety z masterpass (oby w tym roku też była).

Archigame
Gość

Właśnie wracam z samotnego kina. Oglądałem zombieland 2. Nikt z mojego otoczenia by ze mną nie chciał iść. Samemu było całkiem spoko.

Previous
To ja decyduję, kto jest moją rodziną, czyli nie wisisz nikomu szklanki wody
Iść samemu do kina – spoko, czy trochę wstyd?