Iść samemu do kina – spoko, czy trochę wstyd?

Niedziela to mój dzień. Egoistyczny, hedonistyczny, tylko dla mnie. Wiecie o tym, bo o tym często mówię. Dlatego w ogóle nie dziwią mnie wiadomości z pytaniami o to, czy byłam w niedzielę w kinie sama.
Ale o to, czy nie się nie wstydzę, nie czuję głupio, nie boję… trochę tak. 
Nie pamiętam kiedy pierwszy raz poszłam do kina sama, bo nie było to wielkie wydarzenie. I żebyście mnie dobrze zrozumieli – uwielbiam chodzić do kina z innymi! Wymieniać porozumiewawcze spojrzenia w trakcie, jeść popcorn na spółę, dzielić się spostrzeżeniami po seansie i słuchać jak druga osoba odebrała pewne rzeczy inaczej, albo dostrzegła jakiś “smaczek”, którymi mi umknął. To jest wspaniałe i bardzo to doceniam, ale czasami idę do kina sama bo:
Mam ochotę wybrać się na film, który interesuje tylko mnieI nie chcę na niego nikogo ciągnąć na siłę i psuć mu dnia, tak samo jak nie dałabym się siłą zaciągnąć na seans Greya🙄. Nie lubię robić rzeczy na które nie mam ochoty, bo wyjście do kina nie powinno przypominać przełykania gorzkiego syropu. Widzę czasem w kinie takie nieszczęśliwe pary, gdzie ewidentnie jedna strona zmusiła się i  uczestniczy w seansie z podobnym entuzjazmem jaki ja wykazałabym, gdybym musiała siedzieć na niedzielnej mszy w kościele. Szanuję innych →nie przymuszam ich do robienia rzeczy, których nie chcą.
Na tej zasadzie byłam np. na filmie Gifted, bo to film który interesował mnie wyłącznie z racji wykształcenia.
Przegapiłam film, który wszyscy już widzieli
Bo byłam chora, miałam dużo pracy, byłam na wakacjach. Nie widzę powodu, dla którego miałabym odpuszczać seans tylko dlatego, że wszyscy moi bliscy i znajomi już go widzieli i wolą iść do kina na coś, czego jeszcze nie mieli okazji zobaczyć.
Wszyscy siedzą w pracy
Jako freelancer nie pracuję od 9 do 17, tylko mam terminy a zleceniodawcy nie interesuje, czy wstanę o 7:30 czy o 12:15. Tekst ma być dowieziony na czas i tyle. Dlatego bywa i tak, że nachodzi mnie ochota na obejrzenie filmu w środę o trzynastej, gdy  wszyscy znajomi są w pracy. Ja lubię takie godziny, bo w kinie jestem ja i film. Nie ma zasłaniającego mi dwumetrowego Stefana rząd przede mną (a nawet gdyby był – mogę się przesiąść, bo 90% sali jest puste), nie słyszę jak ktoś głośno komentuje film ani szeleści opakowaniem po chipsach. Jest spoko.
Mam po prostu ochotę
W moim życiu jest bardzo dużo ludzi, chociaż zdarzają mi się okresy gdy  mam zapieprz i widzę ich tylko na ekranie komputera. Ale potem wynagradzam to sobie z nawiązką. Uwielbiam towarzystwo!
Ale czasami mam odwrotnie i chcę gdzieś pobyć po prostu sama. Kocham moje niedziele, kiedy nie przejmuję się nikim. Nie muszę debatować jaki film będzie kompromisem i dostosowywać się co do godziny. Mogę spóźnić się na seans by ominąć cały blok reklam (staram się wybierać takie miejsca, żeby nie przeszkadzać innym przechodząc) i nikt się nie irytuje dopytując na messengerze za ile będę. Nie zepsuję też planu komuś, kto chciał duży popcorn na spółę, a ja akurat nie mam ochoty.
Mam sporo koleżanek (nie przypominam sobie, żebym znała chłopaka który ma ten problem), które mają ochotę gdzieś iść, ale tylko jeśli ktoś pójdzie z nimi. Czy to na  fitness, czy na zajęcia z ceramiki artystycznej, czy też na otwartą  konferencję. Mam znajome, które rezygnują z udziału w wydarzeniu na które się mocno nastawiły, bo w ostatniej chwili ich towarzystwu ukruszyła się jedynka i siedzi u dentysty albo dziecko koleżanki ma jelitówkę. I tylko z tego powodu odpuszczają udział w czymś, na co miały wielką ochotę! I niejednokrotnie kupiły bilet!
Ja bardzo często chodzę gdzieś sama. Wczoraj byłam na śniadaniu branżowym – nawet kilka osób próbowało się zapisać, ale nie było już miejsc. Poszłam sama, spotkałam koleżankę. Ale najczęściej jest tak, że idę sama i spędzam czas sama, albo kogoś na miejscu poznaję. Nie zawsze jest to fajne, pamiętam jak w zeszłym roku siedziałam z książką w parku i jakiegoś faceta bardzo interesowało co czytam i czy ciekawe. Nie mógł zrozumieć, że mam ochotę poczytać SAMA i ma spadać, bo przyszłam poczytać, a nie szukać partnera😩. 
Wkurza mnie to gdy idę popracować z laptopem do kawiarni albo gdy nie mam ochoty konwersować z kimś, z kim dzielę przedział w pociągu. Zagadać do kogoś to oczywiście nic złego, ale kontynuowanie gdy rozmówca sobie nie życzy i jest wyraźnie zajęty – wkurza. Przykro mi, że nie masz z kim pogadać o nadchodzącej operacji, ale może mi właśnie umarł ktoś bliski i nie mam ochoty rozmawiać? Może dla ciebie gapienie się w telefon oznacza wyłącznie marnowanie czasu, a ja właśnie na nim pracuję? Szanujmy się nawzajem :).
Chodzę sama w wiele miejsc, właśnie sama byłam w kinie. Nie dlatego, że nie mam z kim, tylko do 18:10 nie wiedziałam, czy dam radę, a seans był o 18:25. W takich warunkach nie można z nikim się zgadać.
Bardzo dobrze wyszło, bo byłam na Kafarnaum i nie był to film, po którym chciałabym wymieniać się refleksjami, tylko raczej pomilczeć. I bardzo dobrze mi w tej ciszy było.
Tym bardziej dziwi mnie ta mnogość pytań lub wiadomości, że ktoś poszedłby do kina sam, że zawsze chciał, ale jakoś głupio.
Że ktoś pomyśli, że nie ma znajomych. Że jest dziwny. Że samotny. Że będą się gapić*.
Zapytam przewrotnie – serio myślisz, że jesteś taaaaaaki ważny, że wszyscy będą patrzeć akurat na ciebie, mając do wyboru tak wiele innych bodźców? Że mogąc patrzeć na ukochanego, reklamy, w telefon, na swoje świeżo zrobione paznokcie – będą gapić się akurat na ciebie i o tobie myśleć? Nie przypominam sobie, że kiedykolwiek ktoś cokolwiek mi powiedział, gdy byłam w kinie sama. Najgorsze co mnie spotkało to jak para zapytała, czy zamienimy się miejscami a ja nie miałam ochoty, by wybrałam bardzo świadomie swoje ulubione😀.
Ile osób, które były same w kinie pamiętasz z twarzy? O ilu myślisz?
Czy serio chcesz, aby omijały cię fajne rzeczy tylko dlatego, że być może ktoś sobie przez chwilkę o tobie coś pomyśli? To bez sensu, stajesz się niewolnikiem innych ludzi, bo pozwalasz w ten sposób im (lub twoim wyobrażeniu o nich) nad sobą panować.
Zachęcam z całego serducha – jeśli masz ochotę gdzieś iść – na otwarty wykład, targi zero waste, zajęcia z wyplatania makram czy na film do kina a nikt akurat nie chce albo nie może – idź solo i zobacz, że świat wcale się nie zawalił :).  Kino jest najbezpieczniejsze na pierwszy raz samemu!
*Jeśli masz nerwicę albo fobię społeczną, wszystko co napisałam Cię nie dotyczy, błagam idź do specjalisty!
XOXO

Podziel się

Co myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

No Comments Yet.