Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

Jak oszczędzać pieniądze i środowisko bez większego wysiłku

Od jakiegoś czasu większą wagę przykładam do dbania o środowisko. I chociaż nie udało mi się kupić nigdy rukoli, która nie byłaby pakowana w folię, przerażają mnie pokrojone pieczarki na styropianowej tacce czy zapakowana w ten sposób włoszczyzna.
Ale kilka miesięcy temu byłam świadkiem sytuacji, która wciąż tkwi mi głęboko w głowie. Dobrze ubrana kobieta koło trzydziestki zaczęła komentować pod nosem zakupy starszej pary, która pakowała wszystko w foliówki. Nie widziałam wszystkich ich zakupów, ale to był bardzo przeciętny koszyk tanich produktów. Okej, ja też uważam, że na duże zakupy rozsądniej zabrać ze sobą własną torbę niż kupować gazylion foliówek, ale starsza pani zrobiła się czerwona i chciała coś powiedzieć, ale mąż (jak zgaduję) powstrzymał ją wzrokiem i powiedział cicho, ale spokojnie – te torby wychodzą taniej niż worki na śmieci.
Siedzi to we mnie do dzisiaj. Bardzo łatwo przychodzi nam oceniać innych. Jeszcze kilka lat temu gdy ktoś chodził do szkoły czy na uczelnię z kubkiem termicznym, był cebulą. Dzisiaj, to modne i bardzo eko. Zobaczcie ile zależy od perspektywy!
Myślę, że krytykując wybory innych nie zachęcimy ich do zmiany postawy. Dla mnie to naprawdę piękne, że ktoś rezygnuje z plastikowego wieczka kawy na wynos, bo mały krok jest lepszy niż żaden. Ale gdy opowiada o tym tonem “jestem lepszy od was”, to jest mi przykro, bo ludzie których krytykuje często nie byli nigdy konsumentami kawy za 15 zł na wynos w styropianowym kubku, tylko kupują tanią zalewajkę z marketu. Bo ich cholera nie stać.
O zero-waste przeczytałam dwie książki i wysłuchałam kilku filmów na youtube.  Jeśli mam być szczera – nie czuję się w tej chwili przekonana do przejścia na orzechy piorące i daleko mi do życia, w którym miesięcznie produkuję tylko słoik śmieci. Plastik jest lekki, tani i wygodny – nie umiem wyobrazić sobie dzisiaj powrotu ludzkości do metalowych czy szklanych strzykawek. Problemem nie jest w moim odczuciu plastik, tylko jego nadmierna produkcja i bezmyślna konsumpcja. Wiem, że zaraz ktoś spróbuje mnie zbesztać, ale proszę- spójrz najpierw prawdzie w oczy – prawdopodobnie czytasz ten tekst na urządzeniu przynajmniej częściowo wykonanym z plastiku. Masz do niego plastikową ładowarkę i słuchawki. Z ogromnym prawdopodobieństwem świeci gdzieś nad tobą lampa wykonana częściowo z plastiku, a nawet jeśli nie ona – to włącznik, wtyczka albo obudowa kontaktu. Mam wyliczać dalej?
Nie oznacza to jednak, że mamy się poddać i nie robić nic.
A ponieważ jestem fanką postawy – nie mów innym jak żyć, pokaż jak żyjesz, chciałam opowiedzieć o mojej filozofii less-waste. Super proste kroki, które nie wymagają dużego wysiłku, a pozwalają zminimalizować produkcję śmieci oraz oszczędzić pieniądze.
1. Zużywam do końca – totalnie i bezlitośnie wykańczam wszystkie produkty. Rozcinam tubki po kremach a pozostałe na ściankach słoika resztki masła orzechowego zgarniam chlebem. Trochę mi na tym punkcie odbiło. Wprowadziłam też jeden dzień w tygodniu, gdzie przygotowuję posiłki w 100% z tego, co mi zostało w lodówce. Czasami jest to zapiekanka makaronowa, czasami omlet z wszystkim co się nawinie, ale w obliczu głodu na świecie – czuję się z tym lepiej. Bo wcześniej zdarzało mi się coś zmarnować. Starcie suchej bułki na bułkę tartą czy zrobienie z niej grzanek to nie jest wielka filozofia. Zresztą w moim domu nigdy nie wyrzucało się chleba i jestem za to wdzięczna rodzicom.
2. Unikam niepotrzebnego plastiku
Wszyscy jak jeden mąż czepili się słomek, jakby rezygnacja z ich użycia uleczyła oceany. Hmm, słomki to dosłownie kropla. Są jednak idealnym przykładem czegoś, co jest zazwyczaj zbędne. Mówię zazwyczaj, bo pijąc sok z kapusty czy wodę z cytryną sięgam po słomkę wielorazową z troski o szkliwo i obawy o ból przy nadwrażliwych zębach. Czekam aż dojdą moje silikonowe słomki ze specjalnym czyścikiem. To kolejny krok po wymianie papierowych papilotek na muffinki na te wielorazowe.
Nie zrozumcie mnie źle – rezygnacja ze słomek jest bardzo ważna, ale skupianie na nich uwagi poniekąd odwraca ją od realnego problemu. Ostatnio bezskutecznie szukałam patyczków higienicznych bez plastikowej pałeczki. Wymiękłam i zamówiłam zapas przez internet. Ktoś powie – pfff, to tylko patyczki, ale mnie osobiście przeraziło, że ludzie spuszczają je w ubikacji.
Patyczki używamy dosłownie chwilę. Nie widzę potrzeby, aby pałeczka była wykonana z plastiku, papier z recyklingu byłby naprawdę ok. Jeśli to dla Ciebie za dużo – proszę, nie spuszczaj patyczków. A te papierowe są naprawdę ok, nie poczujesz żadnej różnicy, słowo!
Miałam ostatnio sporo pracy i mocno rozważałam dietę pudełkową. By może rozważę ponownie, gdy będzie można wybrania opcji z wielorazowymi pojemnikami wystawianymi codziennie do mycia, bo masa zbędnego plastiku mnie odstraszyła. Czasami bardzo mi się nie chce, ale jedzenie na wynos pakuję sobie do silikonowych pudełek, których używam od lat.  Pisałam o nich w 2015, a już wtedy korzystałam od roku ;). Są łatwo dostępne i bardzo praktyczne, bo po złożeniu nie zawierają wiele miejsca a silikon nie przejmuje zapachu jedzenia i nie zmienia jego smaku.
Sałatkę do pracy można też spokojnie zapakować do słoika :).
Butelka z filtrem – miałam trzy różne, od jakiegoś czasu jestem wierna butelkom Dafi i bardzo się cieszę, że  Dafi odezwało się do mnie z chęcią współpracy przy tym wpisie. Polecam ich butelki od dawna zupełnie za darmo, więc ucieszyłam się, że chcą w ten sposób wesprzeć mojego bloga, a ja mogę opowiedzieć o czymś dla mnie ważnym :). Takie współprace są najfajniejsze!
Pierwszą butelkę kupiłam nie z powodu środowiska, a z oszczędności. Dźwiganie wielkiej butli na uczelnię odpadało, a mała w automacie kosztowała 1,80 zł za pół litra. O tym, by wyjść do sklepu po tańszą mogłam sobie jedynie pomarzyć, bo plan zajęć był beznadziejny. 
Załóżmy, że byłam na uczelni 20 dni w miesiącu, z czego codziennie kupowałam dwie wody – 3,60 zł x 20 = 72 zł miesięcznie (!). Kto widział mój film o sposobie na czytanie nowości książkowych za darmo, ten wie, że z tamtym budżetem raczej nie uśmiechał mi się taki wydatek. Butelka z filtrem zwracała się błyskawicznie. Najwyższa cena w jakiej widziałam te butelki to 35 zł już z filtrem, a potem dwa kolejne filtry za 35 zł, a bardzo często są na nie promocje w rossmannach czy biedronkach.
Zwraca się błyskawicznie.
Niestety przelewanie wody do zwykłej butelki nie jest zbyt ok, bo nie każdy plastik nadaje się do wielokrotnego użycia. Butelki dafi pozbawione są szkodliwego Bisfenolu i są wytrzymałe.
Ja korzystam z półlitrowej, bo jest dla mnie optymalna, ale jest też rozmiar 300 ml (idealna dla dziecka) i 700 ml.
Początkowo nie mogłam przestawić się na picie z dziubka, ale dzisiaj dziwnie się czuję, gdy piję inaczej.  Butelka filtrująca jest wygodna, ładna, praktyczna i bardzo ekonomiczna. 
Przemawiają do mnie też liczby, ponad 25 kg plastiku rocznie to bardzo, bardzo dużo. Tym bardziej, że tylko niewielka część plastiku jest poddawana recyklingowi. Ja o tych butelkach często opowiadałam Wam w kontekście taniego podróżowania. Napełnienie butelki za bramką na lotnisku to na starcie zaoszczędzone kilka, kilkanaście złotych, bo tyle często kosztuje na lotnisku woda.

więcej o butelce na https://www.butelka.dafi.pl/ 🙂

Ale obecnie bardziej przeraża mnie to, że taka woda to może i chwilowa wygoda, ale w ostatecznym rachunku kręcenie bata na samego siebie. Kojarzycie z historii króla Pyrrusa? Po wygranej bitwie podczas wojny z Rzymem powiedział jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni. Straty w ludziach nie były tego warte.
My też wygrywamy stawiając na wygodę i zakup od ręki, a zostawimy kolejne pokolenia z paskudną rzeczywistością, która nie jest ich winą.
Zresztą hmm, zobaczcie sami co dzieje się z tym plastikiem.

Prosto i obrazowo wytłumaczone. Karma wraca. I to dosłownie, bo potem ten plastik nieświadomie zjadamy.

Marzy mi się, aby w drogeriach można było kupić jedynie zapas szamponu czy płyny do płukania nalewając go z automatu do własnej butelki, ale dopóki to mokry sen – dbam o minimalizowanie przynajmniej plastiku od wody pitnej.

W Warszawie kranówka jest generalnie spoko, ale w domu warto mieć też dzbanek z filtrem. Jak ktoś lubi mocniejszy smak, to można kupić filtr wzbogacający wodę o magnez, albo zmieniający ją w alkaliczną. Ja jestem wierna klasyce.

3. Naprawiam
Miałam ukochany tablet, który się popsuł. Naprawa wyniosła 90 zł, a wszyscy wokół mi to odradzali, bo po przecież mogę dołożyć i kupić nowy. Hmm, dla mnie to było bez sensu, bo ten jest moim ukochanym tabletem od lat i poza zepsutym gniazdem ładowania miał się całkiem dobrze. To jest smutna część naszych czasów. Od kiedy szewc zaśpiewał mi 25 zł za wymianę fleków, sama dokonuję dwóch typów napraw obuwia. Z rozklejonymi radzi sobie świetnie klej szewski i odstawienie na 12 godzin, a wymiana zdartych fleków to 3 minuty. Zapasowe fleki często dodawane są do butów a instrukcje jak dokonać takiej operacji bez problemu znajdziecie w sieci. Zawsze miałam trójki z plastyki i techniki, a z tym sobie radzę, więc poradzi sobie każdy :). Pamiętam jak kilka lat temu większość blogerek modowych zaczynała od pokazywania swoich przeróbek ubrań i sama chciałabym pożytkować tak wolny czas, jak już go odzyskam ;).

4. Odmawiam 
Nie biorę darmowej torebki na bułki, bo mam płócienny woreczek. Dla mnie to nie jest uciążliwe. Koleżanka pakuje owoce i warzywa w te papierowe torebki na pieczywo zamiast w folię – to też jest jakieś rozwiązanie. Tak, staram się nie brać słomek, ale poza długopisami przestałam przyjmować badziewie na konferencjach. Kolejny notesik, smycz, gumowa opaska na nadgarstek- i tak z tego nigdy nie skorzystam. Chciałabym kupić turystyczne sztućce, bo ta plastiki i tak się łamią i są niekomfortowe, a jedzenie z food trucków jest czasami fajne.

5. Segreguję 
Plastik, szkło, metal – to już chyba każdy wie. Ale poważnym problemem są np. zużyte baterie. W moim domu rodzinnym zawsze były akumulatorki a obecnie jakoś bezrefleksyjnie przeszłam na “zwykłe” baterie. Obiecałam sobie do końca roku przejść na te ładowane. Jedna malutka bateria guzikowa (taka jak w zegarkach) może skazić metr sześcienny gleby albo 400 litrów wody. Nie chcę fundować takiego świata kolejnym pokoleniom, nigdy nie podobała mi się koncepcja grzechu pierworodnego i ponoszenia odpowiedzialności za coś, czego się nie zrobiło. Bardzo ważne jest pamiętanie o tym, że elektrośmieci, świetlówki i baterie mają osobne, wyznaczone pojemniki. Przeterminowane leki wrzucamy do specjalnych pojemników w aptekach.

Żadna z tych czynności nie wymaga ode mnie wysiłku. Żadna nie powoduje dyskomfortu, nie czuję, aby coś mnie w życiu omijało. Na każdej zyskuję finansowo. I wiem, że bardzo dużo dałaby zmiana polityki odnośnie toreb foliowych. Gdyby kosztowały złotówkę, a nie kilkanaście groszy – może ludzie wybieraliby własne torby na zakupy. Ale tak nie jest, więc warto samemu próbować robić cokolwiek.
 Bardzo denerwują mnie te wszystkie moralizatorskie tony, gdy ktoś pochwali się jakimś małym usprawnieniem albo optymalizacją w tym zakresie, a komentator wyciągnie mu fakt używania tuszu do rzęs w plastikowym opakowaniu. Gdy ludzie będą zachowywać się w ten sposób, raczej zrażą innych do idei, niż do niej zachęcą. Mnie osobiście te wszystkie filmiki bardzo inspirują. Nie każdy ma możliwość rezygnacji z z własnego transportu na rzecz komunikacji publicznej i nie w każdym mieście są rowery miejskie, ale prawie każdy może ograniczyć np. zakup wody butelkowanej na rzecz butelki wielorazowej. A  jeśli nie może – nie nam go osądzać.

Ja oszczędzam na tym sporo pieniędzy więc z serca polecam ;).

Wpis ma też wersję video:


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nie krzycz, bo będzie bolało bardziej [TYGODNIK]
Jak oszczędzać pieniądze i środowisko bez większego wysiłku