Jak oszczędzać pieniądze i środowisko bez większego wysiłku

Od jakiegoś czasu większą wagę przykładam do dbania o środowisko. I chociaż nie udało mi się kupić nigdy rukoli, która nie byłaby pakowana w folię, przerażają mnie pokrojone pieczarki na styropianowej tacce czy zapakowana w ten sposób włoszczyzna.
Ale kilka miesięcy temu byłam świadkiem sytuacji, która wciąż tkwi mi głęboko w głowie. Dobrze ubrana kobieta koło trzydziestki zaczęła komentować pod nosem zakupy starszej pary, która pakowała wszystko w foliówki. Nie widziałam wszystkich ich zakupów, ale to był bardzo przeciętny koszyk tanich produktów. Okej, ja też uważam, że na duże zakupy rozsądniej zabrać ze sobą własną torbę niż kupować gazylion foliówek, ale starsza pani zrobiła się czerwona i chciała coś powiedzieć, ale mąż (jak zgaduję) powstrzymał ją wzrokiem i powiedział cicho, ale spokojnie – te torby wychodzą taniej niż worki na śmieci.
Siedzi to we mnie do dzisiaj. Bardzo łatwo przychodzi nam oceniać innych. Jeszcze kilka lat temu gdy ktoś chodził do szkoły czy na uczelnię z kubkiem termicznym, był cebulą. Dzisiaj, to modne i bardzo eko. Zobaczcie ile zależy od perspektywy!
Myślę, że krytykując wybory innych nie zachęcimy ich do zmiany postawy. Dla mnie to naprawdę piękne, że ktoś rezygnuje z plastikowego wieczka kawy na wynos, bo mały krok jest lepszy niż żaden. Ale gdy opowiada o tym tonem “jestem lepszy od was”, to jest mi przykro, bo ludzie których krytykuje często nie byli nigdy konsumentami kawy za 15 zł na wynos w styropianowym kubku, tylko kupują tanią zalewajkę z marketu. Bo ich cholera nie stać.
O zero-waste przeczytałam dwie książki i wysłuchałam kilku filmów na youtube.  Jeśli mam być szczera – nie czuję się w tej chwili przekonana do przejścia na orzechy piorące i daleko mi do życia, w którym miesięcznie produkuję tylko słoik śmieci. Plastik jest lekki, tani i wygodny – nie umiem wyobrazić sobie dzisiaj powrotu ludzkości do metalowych czy szklanych strzykawek. Problemem nie jest w moim odczuciu plastik, tylko jego nadmierna produkcja i bezmyślna konsumpcja. Wiem, że zaraz ktoś spróbuje mnie zbesztać, ale proszę- spójrz najpierw prawdzie w oczy – prawdopodobnie czytasz ten tekst na urządzeniu przynajmniej częściowo wykonanym z plastiku. Masz do niego plastikową ładowarkę i słuchawki. Z ogromnym prawdopodobieństwem świeci gdzieś nad tobą lampa wykonana częściowo z plastiku, a nawet jeśli nie ona – to włącznik, wtyczka albo obudowa kontaktu. Mam wyliczać dalej?
Nie oznacza to jednak, że mamy się poddać i nie robić nic.
A ponieważ jestem fanką postawy – nie mów innym jak żyć, pokaż jak żyjesz, chciałam opowiedzieć o mojej filozofii less-waste. Super proste kroki, które nie wymagają dużego wysiłku, a pozwalają zminimalizować produkcję śmieci oraz oszczędzić pieniądze.
1. Zużywam do końca – totalnie i bezlitośnie wykańczam wszystkie produkty. Rozcinam tubki po kremach a pozostałe na ściankach słoika resztki masła orzechowego zgarniam chlebem. Trochę mi na tym punkcie odbiło. Wprowadziłam też jeden dzień w tygodniu, gdzie przygotowuję posiłki w 100% z tego, co mi zostało w lodówce. Czasami jest to zapiekanka makaronowa, czasami omlet z wszystkim co się nawinie, ale w obliczu głodu na świecie – czuję się z tym lepiej. Bo wcześniej zdarzało mi się coś zmarnować. Starcie suchej bułki na bułkę tartą czy zrobienie z niej grzanek to nie jest wielka filozofia. Zresztą w moim domu nigdy nie wyrzucało się chleba i jestem za to wdzięczna rodzicom.
2. Unikam niepotrzebnego plastiku
Wszyscy jak jeden mąż czepili się słomek, jakby rezygnacja z ich użycia uleczyła oceany. Hmm, słomki to dosłownie kropla. Są jednak idealnym przykładem czegoś, co jest zazwyczaj zbędne. Mówię zazwyczaj, bo pijąc sok z kapusty czy wodę z cytryną sięgam po słomkę wielorazową z troski o szkliwo i obawy o ból przy nadwrażliwych zębach. Czekam aż dojdą moje silikonowe słomki ze specjalnym czyścikiem. To kolejny krok po wymianie papierowych papilotek na muffinki na te wielorazowe.
Nie zrozumcie mnie źle – rezygnacja ze słomek jest bardzo ważna, ale skupianie na nich uwagi poniekąd odwraca ją od realnego problemu. Ostatnio bezskutecznie szukałam patyczków higienicznych bez plastikowej pałeczki. Wymiękłam i zamówiłam zapas przez internet. Ktoś powie – pfff, to tylko patyczki, ale mnie osobiście przeraziło, że ludzie spuszczają je w ubikacji.
Patyczki używamy dosłownie chwilę. Nie widzę potrzeby, aby pałeczka była wykonana z plastiku, papier z recyklingu byłby naprawdę ok. Jeśli to dla Ciebie za dużo – proszę, nie spuszczaj patyczków. A te papierowe są naprawdę ok, nie poczujesz żadnej różnicy, słowo!
Miałam ostatnio sporo pracy i mocno rozważałam dietę pudełkową. By może rozważę ponownie, gdy będzie można wybrania opcji z wielorazowymi pojemnikami wystawianymi codziennie do mycia, bo masa zbędnego plastiku mnie odstraszyła. Czasami bardzo mi się nie chce, ale jedzenie na wynos pakuję sobie do silikonowych pudełek, których używam od lat.  Pisałam o nich w 2015, a już wtedy korzystałam od roku ;). Są łatwo dostępne i bardzo praktyczne, bo po złożeniu nie zawierają wiele miejsca a silikon nie przejmuje zapachu jedzenia i nie zmienia jego smaku.
Sałatkę do pracy można też spokojnie zapakować do słoika :).
Butelka z filtrem – miałam trzy różne, od jakiegoś czasu jestem wierna butelkom Dafi i bardzo się cieszę, że  Dafi odezwało się do mnie z chęcią współpracy przy tym wpisie. Polecam ich butelki od dawna zupełnie za darmo, więc ucieszyłam się, że chcą w ten sposób wesprzeć mojego bloga, a ja mogę opowiedzieć o czymś dla mnie ważnym :). Takie współprace są najfajniejsze!
Pierwszą butelkę kupiłam nie z powodu środowiska, a z oszczędności. Dźwiganie wielkiej butli na uczelnię odpadało, a mała w automacie kosztowała 1,80 zł za pół litra. O tym, by wyjść do sklepu po tańszą mogłam sobie jedynie pomarzyć, bo plan zajęć był beznadziejny. 
Załóżmy, że byłam na uczelni 20 dni w miesiącu, z czego codziennie kupowałam dwie wody – 3,60 zł x 20 = 72 zł miesięcznie (!). Kto widział mój film o sposobie na czytanie nowości książkowych za darmo, ten wie, że z tamtym budżetem raczej nie uśmiechał mi się taki wydatek. Butelka z filtrem zwracała się błyskawicznie. Najwyższa cena w jakiej widziałam te butelki to 35 zł już z filtrem, a potem dwa kolejne filtry za 35 zł, a bardzo często są na nie promocje w rossmannach czy biedronkach.
Zwraca się błyskawicznie.
Niestety przelewanie wody do zwykłej butelki nie jest zbyt ok, bo nie każdy plastik nadaje się do wielokrotnego użycia. Butelki dafi pozbawione są szkodliwego Bisfenolu i są wytrzymałe.
Ja korzystam z półlitrowej, bo jest dla mnie optymalna, ale jest też rozmiar 300 ml (idealna dla dziecka) i 700 ml.
Początkowo nie mogłam przestawić się na picie z dziubka, ale dzisiaj dziwnie się czuję, gdy piję inaczej.  Butelka filtrująca jest wygodna, ładna, praktyczna i bardzo ekonomiczna. 
Przemawiają do mnie też liczby, ponad 25 kg plastiku rocznie to bardzo, bardzo dużo. Tym bardziej, że tylko niewielka część plastiku jest poddawana recyklingowi. Ja o tych butelkach często opowiadałam Wam w kontekście taniego podróżowania. Napełnienie butelki za bramką na lotnisku to na starcie zaoszczędzone kilka, kilkanaście złotych, bo tyle często kosztuje na lotnisku woda.

więcej o butelce na https://www.butelka.dafi.pl/ 🙂

Ale obecnie bardziej przeraża mnie to, że taka woda to może i chwilowa wygoda, ale w ostatecznym rachunku kręcenie bata na samego siebie. Kojarzycie z historii króla Pyrrusa? Po wygranej bitwie podczas wojny z Rzymem powiedział jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni. Straty w ludziach nie były tego warte.
My też wygrywamy stawiając na wygodę i zakup od ręki, a zostawimy kolejne pokolenia z paskudną rzeczywistością, która nie jest ich winą.
Zresztą hmm, zobaczcie sami co dzieje się z tym plastikiem.

Prosto i obrazowo wytłumaczone. Karma wraca. I to dosłownie, bo potem ten plastik nieświadomie zjadamy.

Marzy mi się, aby w drogeriach można było kupić jedynie zapas szamponu czy płyny do płukania nalewając go z automatu do własnej butelki, ale dopóki to mokry sen – dbam o minimalizowanie przynajmniej plastiku od wody pitnej.

W Warszawie kranówka jest generalnie spoko, ale w domu warto mieć też dzbanek z filtrem. Jak ktoś lubi mocniejszy smak, to można kupić filtr wzbogacający wodę o magnez, albo zmieniający ją w alkaliczną. Ja jestem wierna klasyce.

3. Naprawiam
Miałam ukochany tablet, który się popsuł. Naprawa wyniosła 90 zł, a wszyscy wokół mi to odradzali, bo po przecież mogę dołożyć i kupić nowy. Hmm, dla mnie to było bez sensu, bo ten jest moim ukochanym tabletem od lat i poza zepsutym gniazdem ładowania miał się całkiem dobrze. To jest smutna część naszych czasów. Od kiedy szewc zaśpiewał mi 25 zł za wymianę fleków, sama dokonuję dwóch typów napraw obuwia. Z rozklejonymi radzi sobie świetnie klej szewski i odstawienie na 12 godzin, a wymiana zdartych fleków to 3 minuty. Zapasowe fleki często dodawane są do butów a instrukcje jak dokonać takiej operacji bez problemu znajdziecie w sieci. Zawsze miałam trójki z plastyki i techniki, a z tym sobie radzę, więc poradzi sobie każdy :). Pamiętam jak kilka lat temu większość blogerek modowych zaczynała od pokazywania swoich przeróbek ubrań i sama chciałabym pożytkować tak wolny czas, jak już go odzyskam ;).

4. Odmawiam 
Nie biorę darmowej torebki na bułki, bo mam płócienny woreczek. Dla mnie to nie jest uciążliwe. Koleżanka pakuje owoce i warzywa w te papierowe torebki na pieczywo zamiast w folię – to też jest jakieś rozwiązanie. Tak, staram się nie brać słomek, ale poza długopisami przestałam przyjmować badziewie na konferencjach. Kolejny notesik, smycz, gumowa opaska na nadgarstek- i tak z tego nigdy nie skorzystam. Chciałabym kupić turystyczne sztućce, bo ta plastiki i tak się łamią i są niekomfortowe, a jedzenie z food trucków jest czasami fajne.

5. Segreguję 
Plastik, szkło, metal – to już chyba każdy wie. Ale poważnym problemem są np. zużyte baterie. W moim domu rodzinnym zawsze były akumulatorki a obecnie jakoś bezrefleksyjnie przeszłam na “zwykłe” baterie. Obiecałam sobie do końca roku przejść na te ładowane. Jedna malutka bateria guzikowa (taka jak w zegarkach) może skazić metr sześcienny gleby albo 400 litrów wody. Nie chcę fundować takiego świata kolejnym pokoleniom, nigdy nie podobała mi się koncepcja grzechu pierworodnego i ponoszenia odpowiedzialności za coś, czego się nie zrobiło. Bardzo ważne jest pamiętanie o tym, że elektrośmieci, świetlówki i baterie mają osobne, wyznaczone pojemniki. Przeterminowane leki wrzucamy do specjalnych pojemników w aptekach.

Żadna z tych czynności nie wymaga ode mnie wysiłku. Żadna nie powoduje dyskomfortu, nie czuję, aby coś mnie w życiu omijało. Na każdej zyskuję finansowo. I wiem, że bardzo dużo dałaby zmiana polityki odnośnie toreb foliowych. Gdyby kosztowały złotówkę, a nie kilkanaście groszy – może ludzie wybieraliby własne torby na zakupy. Ale tak nie jest, więc warto samemu próbować robić cokolwiek.
 Bardzo denerwują mnie te wszystkie moralizatorskie tony, gdy ktoś pochwali się jakimś małym usprawnieniem albo optymalizacją w tym zakresie, a komentator wyciągnie mu fakt używania tuszu do rzęs w plastikowym opakowaniu. Gdy ludzie będą zachowywać się w ten sposób, raczej zrażą innych do idei, niż do niej zachęcą. Mnie osobiście te wszystkie filmiki bardzo inspirują. Nie każdy ma możliwość rezygnacji z z własnego transportu na rzecz komunikacji publicznej i nie w każdym mieście są rowery miejskie, ale prawie każdy może ograniczyć np. zakup wody butelkowanej na rzecz butelki wielorazowej. A  jeśli nie może – nie nam go osądzać.

Ja oszczędzam na tym sporo pieniędzy więc z serca polecam ;).

Wpis ma też wersję video:


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o