Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Czy warto studiować pedagogikę?

Często mnie o to pytacie, a ponieważ zbliża się czas ostatecznej rejestracji na studia, postanowiłam opowiedzieć o tym ze swojej perspektywy. Jestem jeszcze w trakcie magisterki, więc opowiem o studiach licencjackich 🙂   Pomysł studiowania pedagogiki wczesnoszkolnej przyszedł mi do głowy dość późno. Wcześniej miałam kilka innych koncepcji co do studiowania, nie rozważałam nawet studiów dziennych, bo chciałam godzić dotychczasową pracę (pisanie tekstów) ze studiami. Najbardziej chodziło mi po głowie dziennikarstwo, które zresztą później też zaczęłam studiować jako drugi kierunek. I po semestrze rzuciłam, widząc bezsens tych studiów, szczególnie na UKW 🙂 

   Skąd więc pomysł z pedagogiką? Mogłabym jak większość studentów odpowiedzieć “bo lubię dzieci”, ale to tylko 10% prawdy 🙂 Mam młodszą siostrę i bardzo dobrze widziałam co ją motywuje a co nie. Ale po raz pierwszy myśl o pedagogice jako studiach zakiełkowała we mnie wtedy, kiedy pomogłam młodszemu bratu koleżanki załapać tabliczkę mnożenia. Poczułam, że sukcesy “podopiecznych” sprawiają mi ogromną przyjemność. Szczególnie wtedy, kiedy widzę, jak zmienia się nastawienie dziecka do nauki.

   Krąży wiele opinii o tym, że pedagogika to kierunek dla nieudaczników. Jest w tym niestety bardzo dużo prawdy, bo na różne pedagogiki trafiają bardzo przypadkowi ludzie. U mnie na roku odsetek osób, które nie nadawały się do zawodu był raczej mały, ale bywa różnie. Kiedy rejestrowałam się na studia, jedyne badania jakie miałam przejść, to badania medyczne. I przeszłam je nawet ja. Na logopedię potrzebna jest jeszcze kontrola uzębienia oraz wymowy (tutaj bym poległa, przez moje specyficzne sz, cz, ż , dż, które szeleszczą :)). Na pedagogikę wczesnoszkolną i wychowanie muzyczne były jeszcze testy gry na instrumencie i chyba śpiewu, ale ręki nie dam. Nie robi się żadnych testów psychologicznych, a myślę, że warto by było! Chociażby w celu wykluczenia skłonności sadystycznych czy pedofilskich.

Dodam tylko, że opisuję UKW 😉 


Wiele istotnych informacji opisałam już w tekście “Jak wybrać studia i uczelnię“. Pozwolę sobie zacytować istotny fragment :

Ja 3 lata temu wybrałam pedagogikę, specjalność : wczesnoszkolna i terapia pedagogiczna.

I tutaj bardzo ważna uwaga! Zwróć uwagę na nazwę kierunku. Ja np. sądziłam, że to pedagogika wczesnoszkolna, a specjalnością jest terapia pedagogiczna. Tymczasem musiałam przebrnąć przez takie przedmioty jak pedagogika resocjalizacyjna, pedagogika społeczna czy pedagogika pracy. Obecnie na mojej uczelni jest już kierunek pedagogika wczesnoszkolna, o specjalności terapia pedagogiczna. Ci studenci nie muszą realizować przedmiotów które nie są związane z pedagogiką wczesnoszkolną, czyli np. wyżej wymienionych 🙂 Bardzo ważne jest więc to, w którym miejscu umieszczono słowo specjalność. Czasami wyboru dokonuje się dopiero na drugim roku – nie miej złudzeń, jeśli idziesz na jakiś kierunek ze względu na fajną nazwę specjalności, dobrze się zastanów – uczelnia utworzy tylko te specjalności, na które zbierze się wystarczająca liczba chętnych. Czasami jest tak, że to co ciekawe dla Ciebie, dla innych ciekawe już nie będzie. Po drugie – niestety często lokuje się studentów w równoliczne grupy związane ze specjalnościami “na siłę”.

Na moich studiach było bardzo dużo przedmiotów o niskiej przydatności podczas pracy w zawodzie (pedagogika pracy, filozofia, historia filozofii, współczesne kierunki i nurty filozofii, socjologia). Z drugiej strony, miałam bardzo dużo praktyk i wartościowych przedmiotów. Najciężej szły mi oba przedmioty muzyczne, gra na instrumentach, partytura, śpiewanie i taniec nie są moimi ulubionymi zajęciami. Tym bardziej, że level nie dotyczył przedszkolnych śpiewów, a rozrysowanie i nauczanie grupy grania na dziecięcych instrumentach czegoś z muzyki klasycznej. :)) 

Miałam dużo przedmiotów psychologicznych (wprowadzenie do psychologii, psychologia rozwoju człowieka,psychologia społeczna, psychologia dziecka, psychologia kliniczna, psychologia ogólna), a także bardzo dużo przedmiotów związanych z konkretnymi obszarami edukacji wczesnoszkolnej (społeczno-przyrodnicza, matematyczna, muzyczna, polonistyczna, kultura fizyczna, techniczna, plastyczna) czy trudnościami w nauce. Było to spowodowane specjalnością, czyli terapią pedagogiczną.

Co do stopnia trudności – wybitnie trudno nie jest, wszystkiego da się nauczyć, ale jak na każdym uniwersytecie, zdarzają się frustraci którzy robią problemy “za twarz”. Bardzo dużo zadań trzeba robić na bieżąco, są to różne mapy myśli, konspekty zajęć, scenariusze, projekty, teczki, kilka razy zdarzyło się portfolio, czy konkretne pomoce dydaktyczne. Wszystko to sprawia, że studia są bardzo czasochłonne. Bywały dni, gdzie siedziało się na uczelni od 7:30 do 19:30. Dni wolne na licencjacie to marzenie, którego nie dało się spełnić 😉


Idealnym rozwiązaniem byłoby studiowanie w trybie zaocznym. Ale… byłaby to wyższa akrobatyka z elementami kombinatoryki – aby wyrobić wymagane godziny praktyk, musiałabym brać urlop :))  No i mając elastyczny czas pracy, żal byłoby mi oddawać tyle pieniędzy uczelni. Tym bardziej, że godziłam to wszystko z badaniami i leczeniem.


3 lata harówki zaprocentowały następującymi uprawnieniami:

Absolwent należy do grupy specjalistów w zakresie pedagogiki wczesnoszkolnej z uprawnieniami do prowadzenia indywidualnych i grupowych zajęć terapeutycznych z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym. Uzyskał przygotowanie pedagogiczne oraz kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela w przedszkolu i klasach I-III szkoły podstawowej oraz w klasach I-III z oddziałami integracyjnymi. Dzięki ukończonej drugiej specjalności – terapii pedagogicznej – absolwent uzyskał kwalifikacje do prowadzenia zajęć w zespołach korekcyjno-kompensacyjnych, wyrównawczych, klasach wyrównawczych i terapeutycznych oraz zajęć specjalistycznych o charakterze terapeutycznym w poradni pedagogiczno-psychologicznej dla dzieci w wieku przedszkolnym i młodszym szkolnym.

Magisterka jest tylko formalnością, mam pełne kwalifikacje do pracy w szkole. Nie jest prawdą, że po licencjacie nikt nie zatrudni nauczyciela, bo moja koleżanka pracuje i pracę znalazła od razu 🙂  Magisterkę robi zaocznie. Jedyny haczyk jest taki, że nauczyciel po licencjacie zarabia mniej.

UKW to specyficzna uczelnia. Bydgoski uniwerek jest bardzo nisko w rankingach, ale pedagogika trzyma wysoki poziom, bo uczelnia była kiedyś TYLKO pedagogiczna i ma długą tradycję. Jest wielu wspaniałych profesorów i wykładowców z ogromną wiedzą i jeszcze większymi wymaganiami, ale też wiele przedmiotów prowadzonych “na odwal się”. Dużym minusem jest siedzenia na uniwerku od rana do wieczora. W końcu to nie studia wieczorowe, a wykłady i ćwiczenia do późna to smutna norma. Zdarzały się też takie kwiatki jak mail z informacją o praktykach następnego dnia rano (!), a praktyki śródroczne, które organizowała uczelnia nie były dostosowane do planu i powodowały nieobecności. UKW przyjmuje bardzo dużo studentów na bardzo wiele specjalności i obłożenie sal jest maksymalne. Nie ma więc mowy o przekładaniu zajęć, bo zwyczajnie – brak sal.


Przez całe studia musiałam kupić tylko 3 książki, ale  było bardzo dużo pracy na tekstach. W punktach ksero zostawiłam majątek 😉 Chociaż o pedagogikach krążą różne opinie, wbrew pozorom te studia nie polegają na rysowaniu, śpiewaniu i pisaniu fontem elementarz. Jasne, na edukacji technicznej z metodyką musiałam robić kwiatki z krepiny i rzeźby z makaronu, ale na wykładzie zostałam przemaglowana z technologii produkcji papieru i gramatury kartonu, a na edukacji matematycznej z teorii mnogości. Za nazwanie siedem cyfrą, można było przechlapać sobie na cały rok, a pytania na kolokwium typu : czy zbiór krokodyli w Wiśle jest zbiorem prawidłowym były normą. Aha, ten zbiór prawidłowy nie jest, bo nie wiadomo, czy chodzi o miasto, czy o rzekę Wisłę.


Nauczyć można się bardzo dużo, ale jest to często samodzielna praca. Da się niestety te studia przebrnąć na ściągach, siedząc z tyłu i odzywając się bez sensu, w celu zdobycia aktywności. Niestety. Nie będę ściemniać, że jest inaczej, wielu studentów tak robi i to z pozytywnym skutkiem. O ile ściągi mają sens, kiedy ważny przedmiot realizowany jest poprzez przepisywanie definicji ze slajdów, a egzamin polega na ich odtworzeniu, o tyle więcej zadań problemowych rozwiązałoby sprawę. Na szczęście i tych nie brakowało 🙂


Były lepsze i gorsze momenty, ale mając przed sobą cel do którego się dąży (uprawnienia) i radość z każdej piątki zdobytej na praktykach – warto. Na szczęście UKW pozwala (na tym konkretnym kierunku!) zdobyć pakiet upragnionych uprawnień. Niestety wiele uniwersytetów mami studentów obietnicami, a na końcu zostają z niczym i muszą robić podyplomówki, bo nie mogą pracować w szkole, albo mogą, ale tylko na stanowiskach nienauczycielskich (np. pedagog szkolny). Tak było np. z kierunkiem pedagogika o specjalności opieka nad dzieckiem z językiem angielskim.


Minusy:

– Bark czasu wolnego, jeśli w planie jest jakieś okienko, można być pewnym, że zaraz ktoś wciśnie w nie jakieś praktyki

– ilość zadań, których fizyczna realizacja w domu  bywała niemożliwa, szczególnie w okolicach zaliczeń

– Wiele ciekawych przedmiotów prowadzonych na zasadzie przepisywania slajdów

– brak badań psychologicznych!


Plusy:

– pełny pakiet uprawnień

– szeroki wachlarz praktyk (przedszkola, szkoły, poradnie psychologiczno-pedagogiczne)

– dużo inspirujących informacji

– ogromna interdyscyplinarności (od biomedycznych podstaw rozwoju, poprzez emisję głosu, socjologię, psychologię i filozofię, aż na edukacji matematycznej skończywszy)


Czy warto studiować ten kierunek? Jeśli kogoś to kręci : zdecydowanie tak. Nadmiar absolwentów w stosunku do niewielkiej liczby miejsc pracy może być istotnym problemem, ale da się go rozwiązać wybierając rozsądną specjalność oraz dokształcając się. Dobrym pomysłem jest robienie kursów podnoszących kwalifikacje, np. równoległe “zrobienie” oligofrenopedagogiki czy kursu pedagogiki Montessori (na który się prawdopodobnie wybiorę). Nawet, jeśli nie będziemy pracować w zawodzie, wiedza uzyskana w toku studiów przyda się podczas macierzyństwa 🙂

Odradzam natomiast tym, którzy studia chcą “przebimbać”. Jest to niestety możliwe, ale nawet jeśli uda się dostać pracę w zawodzie, to tkwienie w takiej, która nie daje satysfakcji jest koszmarem. Szczególnie w zawodzie,w  którym tak szybko dochodzi do wypalenia.


Jeśli studiujesz pedagogikę – daj znać jak to wygląda na Twoim uniwersytecie. A może znasz jakieś stereotypy o studentkach pedagogiki? 🙂 Wiele z nich jest niestety bardzo prawdziwych ;-))




Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

XOXO
Previous
Czym jest dla mnie luksus?
Czy warto studiować pedagogikę?