Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Czym jest dla mnie luksus?

    Jadę właśnie do domu, laptop na kolanach, Wi-Fi śmiga aż miło.  Zza szyby widzę, jak piękna jest Polska – zielone pola, bociany na słupach i tak nie wiedzieć czemu, naszło mnie na rozmyślania o luksusie.

        _ JJestem w fajnym miejscu swojego życia. Jest mi dobrze, mam to, co chciałam mieć i piękną wizję przyszłości. Dwa lata temu było całkiem inaczej – nie czułam się szczęśliwa i byłam bardzo łatwowierna. Przekonanie mnie do jakiejś drogiej terapii, która zapewni mnie zdrowie, było proste jak bułka z masłem. Nawet jeśli cień szansy był tak nikły, jak środki na moim koncie bankowym. Zresztą w krótkim czasie znalazłam się pod kreską, zarówno finansowo jak i zdrowotnie. Patrzę na przedmioty całkiem inaczej. Nie są w stanie zagwarantować mi szczęścia.

   Co nie oznacza,że nie lubię ładnych rzeczy. Lubię bardzo!

Ale staram się nie być ich niewolnikiem.

   Jeszcze przed maturą przydarzyła mi się śmieszna sprawa. Pracowałam wtedy na zlecenie pisząc teksty, drogą rekomendacji trafiłam w pewne kreatywne miejsce. Miałam wtedy szczyt formy umysłowej, którą zafundowały mi leki sterydowe. Kilka dni na najwyższych obrotach i wpadłam na pewien bardzo dobry pomysł. Jako iż lekarze zdążyli już nakreślić mi piękną wizję pięciu lat życia, myślałam raczej kategoriami YOLO i tak dalej. Z zadziwiającą lekkością przekazałam prawa autorskie i majątkowe do swojego – nazwijmy to roboczo- pomysłu.

Jak na tamte czasy (liceum), wpadła mi w ręce duża i łatwa kasa. Bardzo łatwa. Mam z podobnych okresów umysłowego zaćmienia,  kilka idiotycznych wydatków na koncie –  długą suknię od Jenny Packham i krótszą od Karen Millen. I nieszczęsne chusty po 40 euro. Żadna z tych rzeczy nie jest modna, lubię tylko chusty. Sukienka od Karen ma idealny krój i kilka cekinów za dużo, a ta od Jenny jest na mnie obecnie o dwa rozmiary za duża. Na szczęście szybko odkryłam, że drogie szpilki wcale nie są zawsze lepiej wyprofilowane od tych tanich i nie pociągnęło mnie w tamtą stronę.

   Z jakiegoś dziwnego powodu, przepieprzenie na jedną sukienkę równowartości minimalnej pensji sprawiło mi wtedy przyjemność. I nie chodziło wcale o tak zwany SWAG – wybrałam przecież marki bez oczywistego logo i nachalnej metki, raczej w moim otoczeniu mało znane. Dzisiaj wiem, o co mi wtedy chodziło – o świadomość, że było mnie stać.

Oczywiście nic nie trwa wiecznie i po tym krótkim szczycie zaczął się stromy spad. Zaprawdę powiadam Wam – w drogiej sukience rzyga się tak samo jak w taniej, tylko kiecki bardziej żal.

Chociaż dzisiaj znowu odbiłam się od finansowego dna, nie wydaję już pieniędzy na głupoty. Dobrze wiem, że najlepiej zarabiają sprzedawcy emocji. Rolex mierzy czas tak samo, jak każdy inny zegarek, ale ludzie, którzy kupują rolexy, nie kupują ich do mierzenia czasu. Rolex podkreśla ich status, czasami zwiększa szacunek, innym razem szanse na wyrwanie młodych naiwnych dziewczyn. Analogicznie z wieloma innymi dobrami “luksusowymi”, które mają sprawić, że będziesz wyglądać na piękną, młodą i bogatą. Dobry sprzedawca nie sprzedaje przedmiotów – sprzedaje obietnice. Obietnicę, że będziesz seksowna w tych czerwonych szpilkach i młoda po cud-kremie. Mi najwięcej przyszło zapłacić za obietnicę zdrowia. Była to zresztą obietnica bez pokrycia.


Dla mnie luksus obecnie ma niewiele wspólnego z dobrami materialnymi, chociaż jak wspomniałam, lubię mieć ładne rzeczy, a jeszcze bardziej świadomość, że mnie na nie stać.

Kiedy przeczytałam na jednej ze stron o oszczędzaniu pieniędzy o przykręcaniu prysznica w celu oszczędzania wody, pomyślałam, że autor musi mieć problemy z kasą. Ale człowiek, który świetnie zarabia? Po co mi pieniądze, jeśli miałabym je dusić i kisić? Luksus  gorącej, aromatycznej kąpieli z olejkami, po pełnym wyzwań dniu jest jedną z tych przyjemności, na której nie wyobrażam sobie oszczędzać, mając zapewnione inne potrzeby. Co innego, gdy się ich nie zapewnia.

Doświadczenie nauczyło mnie, że tzw. luksusowe miejsca, nierzadko bywają agregatami buractwa. Od mikroskopijnej porcji perliczki na białym sosie z sumaka wolę maminy rosół i coś z grilla. Nie widzę jednak nic złego w jedzeniu perliczki. Chciałabym żyć ze świadomością, że kiedy najdzie mnie ochota na taką zachciankę, to będę mogła ją zrealizować. I że będzie tak z każdą inną zachcianką 🙂 

Wymienianie sprzętów na nowsze, chociaż się ich nie potrzebuje, ale  “wstyd mieć taki telefon” jest dla mnie rodzajem niewolnictwa. Taki człowiek jest niewolnikiem opinii i zdania innych osób. Nawet mając miliony monet, jest dla mnie biedny.

Luksus to świadomość, że jestem tu gdzie jestem bo chcę, a nie bo muszę. To własny ogród w którym można opalać się topless i praca taka, jakiej chcę. To plan dnia, który układa się samodzielnie, świadomość rezerwy w razie kłopotów i wsparcia bliskich. Luksus to dla mnie możliwość samodzielnego myślenia, nieskażonego ideologią żadnej religii, partii i innej grupy wpływu. Luksus to myślenie w kategorii możliwość i dobrobytu.

Chcę żyć w luksusie według swojej prywatnej definicji tego pojęcia. Tobie też tego życzę.

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

70
Dodaj komentarz

avatar
35 Comment threads
35 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Magical lifeIsabelEmma D.AniamalujeAnonimowy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga Kornacka
Gość

Pierwsza myśl po przeczytaniu tytułu posta: Luksus? Możliwość decydowania o sobie i swoim życiu 😉

LandOfLaces
Gość

Faktycznie, ktoś majstrował przy czcionkach 😉
Generalnie się zgadzam.
Luksus – to coś co robię/mam dla siebie, dla przyjemności. Dla innych, na pokaz – to szpanerstwo (czy jak to się tam teraz nazywa ;-P ) – a takiej postawie mówię stanowcze nie!
No dooobra, w luksusie mieści się robienie przyjemności innym, ale to też zależy z jakim nastawieniem 😉

Miśka Grabowska
Gość

Może komentarz lekko nie na temat, ale czy możesz pisać większymi, ponieważ nie widzę tekstu ;/
Z góry dzięki ;p
Pozdrawiam ;*

Miśka

Endorfinka
Gość

Jestem podatna na różne wpływy. Dobrze że otworzyłaś mi oczy, bo już zapomniałam, że mam takie samo zdanie na ten temat.

wiedzma
Gość

Tak, też proszę o większe litery!:)

Pozytywna Mama
Gość

Uwielbiam Twoje pióro 🙂 Czyta się Ciebie naprawdę niesamowicie przyjemnie 🙂 Pozdrowionka 🙂

megirosa
Gość

Ctrl + scroll i jakoś dało się przeczytać 🙂 Mam chyba dość podobne zdanie w tej kwestii, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy typu prysznic 🙂 Nigdy nie zrozumiem też np. kupowania drogiego samochodu, którym można się pochwalić pochwalić przed sąsiadem, a na co dzień oszczędzania na podstawowych rzeczach. Ostatnio pewien znajomy, który bardzo lubi opowiadać o tym jakich to podwyżek nie dostał itp. drwił ze mnie, bo kupiłam sobie drogi keczup. No kurczę, taki bogaty a nawet na keczupie będzie oszczędzać? Ja nigdy nie oszczędzam na jedzeniu, jeśli czuję różnicę w smaku bądź skład jest lepszy, no bo w końcu… Czytaj więcej »

Karola S.
Gość

Oszczędzanie na wodzie rozumiem – najwięcej kasy ucieka właśnie w takich pierdołach, no i przykręcenie kurka jest korzystne dla środowiska. Bardziej niezrozumiałe jest dla mnie kupowanie jedzenia typu parówki, konserwy. Niby najtańszem, ale ciało mamy jedno i lepiej zapewnić mu wartościowy pokarm.
No ale skoro luksus to wolność wyboru, to każdy może wybrać, czy to zakręcanie kurka i szpanerwkie auto, czy to dieta parówkowa i szpilki od projektanta, a może zupełnie coś innego 🙂 Byle być szczęśliwym, nie być niewolnikiem przedmiotów i nie popaść w tryb "zastaw się, a postaw się". Długi, które powstały przez nadmierą konsumpcję to zwyczajna głupota.

Lilka
Gość

To już jest książkowy przykład skąpca 😀 Trudno w takie kwiatki uwierzyć, ale jest ich o wiele więcej. Na wizaz.pl jest nawet cały wątek o facetach skąpcach :p

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Lilka, można link do tego wątku?:-)

Lilka
Gość
sweetie
Gość

Dużo osób wciąż ma problem z "przyznaniem się" do zakupów w tańszych sklepach, konkretniej myślę tu o ciucholandach. Mam bardzo, bardzo podobne podejście do Twojego, bo wystarcza mi sama świadomość, że stać mnie na ciuchy droższe i kupowanie takowych od czas do czasu, w związku z czym nie wstydzę się tego, że kupuję w lumpeksach, bo właściwie czemu bym miała?
Inną sprawą jest to, że staram się robić tylko takie rzeczy, o których jestem w stanie mówić otwarcie. Albo szukać przyczyny tego, że się jednak ich wstydzę. easy 🙂

Seldirima
Gość

Ale jakbyś była biedna i dlatego kupowała w lumpeksach, to też nie byłby wstyd. Mówi się, że "wstyd to kraść" 😉

Justinee
Gość
Justinee

Ciekawy i mądry tekst. Luksus to dla mnie życie tak, jak chce, według mojej kategorii-bez zbędnych przedmiotów, z przemyśleniami czy na pewno tego potrzebuję, także w kwestii gadżetów i elektroniki.. Staram się mieć rozsądne podejście i być może o to chodzi? Pozdrawiam!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Popieram wszystko co napisałaś, niestety przyznaję, że bywam taką niewolnicą. Staram się jednak robić to co chce, żyć jak chce, wyglądać jak chcę bo życie jest zbyt krótkie i pieniędzy tyle nie ma, by ciągle gonić za tym co wszyscy i dać się oceniać. Niestety ocenianie przez pryzmat tego co się posiada jest dziś powszechne i czymś normalnym, a każdy chce należeć do społeczeństwa a nie być odrzuconym. Chyba najlepiej znaleźć jakąś równowagę. Cieszę się że od wielu lat nie jestem niewolnicą mody, m.in dla tego że nie lubię wyglądać jak inni. Twoje podejście jest najlepsze bo daje Ci tą… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tak, wiem że można cytować podając źródło, ale i tak nie chciałam robić tego bez Twojej wiedzy. W takim razie pozwolę sobie Ciebie czasem zacytować oczywiście podając źródło 🙂

olala
Gość

Dla mnie to kategoria możliwości wyboru. Luksus nie tylko na co dzień,ale w kryzysowych sytuacjach. Luksus posiadania wiedzy jak poradzić sobie z trudną sytuacja,jak załatwić sprawy w urzędach czy bankach. Luksus posiadania pieniędzy na czarną godzinę,luksus możliwości wybrania dobrego lekarza prywatnie,luksus zatrudnienia fachowców do danej sprawy pewnej,medycznej,podatkowej. Luksusem są dla mnie moje obecne przekonania,wartości -kiedyś chwiejna jak chorągiewka na wietrze,a dzisiaj pewna. Luksusem są dla mnie jasne sprawy uczuciowe. Luksus to tez możliwość wyboru jakimi,ludźmi otaczam sie po obowiązkowych godzinach pracy/szkoły. To posiadanie obok siebie ludzi pewnych,którzy w złych chwilach rzucą na chwile swoje życie i zamiast pocieszać pomogą zmotywować… Czytaj więcej »

Anna Ewelina Wilczyńska
Gość

Temat luksusu został nieco uproszczony. Po pierwsze: ja mam świetnego Tissot nie dlatego, by się chwalić, a dlatego, że to obiektywnie świetny i pełen klasy zegarek. W pewnym momencie życia dobrze jest mieć małą czarną, która się nie mechaci po dwóch praniach, dobre buty i np. porządny zegarek. Nowobogactwem jest podniecanie się zegarkiem Calvina Kleina czy Michaela Korsa:).
Po drugie: to ja nadaję sobą znaczenie luksusu – nic mnie. I przede wszystkim po trzecie: luksus to stan umysłu:).

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Albo przeczytałyśmy inny tekst, albo Ania właśnie to samo napisała, tylko w jej rozumieniu zegarek Korsa jest takim samym luksusem jak Rolex, czyli żadnym. Teraz Aniu mnie popraw, jak źle zrozumiałam 🙂

Anna Ewelina Wilczyńska
Gość

Oj, chodziło mi o to, że mogłabyś rozwinąć ten temat, a nie poruszać go naskórkowo – wolałabym, byś pisała jeden post raz na trzy dni, a nie codziennie coś:).
Anonimowa – faktycznie coś pokręciłam;). Byłam przed poranną kawą:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu ladnie wygladasz! Widzialam w poprzednim poscie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Oglądam ostatnio serial na you tube: http://www.youtube.com/watch?v=HEdbHWRjWms. Luksus, snobizm, pokazywanie siebie ze strony mieć, nie być- to życie większości ludzi. Bo przecież jak się ma mercedesa, to jest się lepszym człowiekiem! Sąsiedzi muszą widzieć;p W serialu oczywiście wszystko przerysowane, ale podobne zachowania widzę wszędzie;-)

Picola
Gość

Luksusem (idąc za pierwszą głowie, egoistyczną myślą) jest kiedy patrzę na szczęście jakie coś mi daje. I może być to but za pół wypłaty, ale też zimny lód za 2,50zł w niedzielę o 4 rano 🙂 Tak, żeby sobie udowodnić "bo mogę", ale niekoniecznie udowadniać na każdym kroku.
Mój średniowieczny telefon zawibrował z empatią na wspomnienie o wymianie sprzętu na nowy "bo wstyd…"

lipsticokonthemap
Gość

Zdjęcie do wpisu: best of the best! ;p

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czym jest dla mnie luksus? Luksusem byłoby mieć kąt do mieszkania i środki na koncie , które starczyły by utrzymać siebie i dwójkę dzieci. Wszystko inne jest nieważne i niepotrzebne.

BEATA REDZIMSKA
Gość

Aniu bardzo poruszylas mnie tym tekstem

Estimea
Gość

"Zaprawdę powiadam Wam – w drogiej sukience rzyga się tak samo jak w taniej, tylko kiecki bardziej żal" Aniu bardzo lubie Twoj zdrowy rozsadek, jestes niesamowita. Absolutnie sie z Toba zgodze ze poczucie zycia w luksusie to stan umyslu, kazdy kiedys zderzy sie ze swoja granica konsumpcji i nie bedzie ni grama szczesliwszy. Konsumpcja jednak na chwile moze zaglusyc poczucie wewnetrznej pustki stad granie na emocjach…Tez jakis czas temu odkrylam brak zaleznosci pomiedzy tym co mam a jak sie czuje, wiec pracuje nad tym drugim a piekne przedmioty czy pieknie pachnace kosmetyki to moja slabostka ale faktycznie nie musze miec… Czytaj więcej »

tlusta_papuzka
Gość

Mam wrażenie, że to parafraza ''Rzyga się tak samo po Est Est jak i po jabcoku'' 🙂

Generalnie zgadzam się (choć to nudne) – luksus dla mnie to możliwość powiedzenia sobie 'zrobię to i to, bo mogę'.

A w 'luksusowe miejsca' nie chadzam, bo zawsze mi się wydaje, że ktoś mnie obsobaczy. Paranoja taka 🙂

Agata Tarkowska
Gość

A dla mnie luksusem jest niezależność finansowa 😀 po prostu 😛

Złotowłosa
Gość

Dzięki temu postowi mój humor na dziś jest jeszcze lepszy :). Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad tym, czym dla mnie jest luksus… Myślę, że to głównie to, że w końcu na studiach mam własny pokój, do którego mogę zaprosić kogo chcę i odpoczywać w samotności. To fakt, że mogę mieć tutaj wymarzonego kotka, którego mogę karmić specjalną karmą, po której lepiej się czuje i bryka. Fakt, że zamiast tony notatek w torbie, mogę nosić tablet, na którym to wszystko jest. I może to wszystko jest związane z pieniędzmi, ale nie do końca… Za pokój płacę niewiele, kotek jest… Czytaj więcej »

Marianna Greenleaf
Gość

Dla mnie luksus to po prostu komfortowa sytuacja, czyli np. leżenie z książką w ogrodzie rodziców i popijanie mrożonej kawy 😉 Nie przeliczam siebie na kasę i szczerze pogardzam ludźmi, którzy w taki sposób myślą i co gorsza, propagują takie myślenie. Miałam pecha przez jakiś czas przebywać w towarzystwie paru osób, dla których wydanie za jednym razem, przykładowo, tysiaka na same ubrania było niesamowitą podnietą i wyznacznikiem własnej wartości ;]

Marianna Greenleaf
Gość

W żaden sposób nie nawiązywałam do Twoich sukienek "z posta", jeśli tak zabrzmiało, to przepraszam 🙂 Miałam na myśli nie jednorazowe szaleństwa (każdemu się zdarza, czasami po prostu chce się mieć coś, co akurat kosztuje bardzo dużo i nie ma rady) co myślenie pt. "im więcej mogę wydać, tym zajebistszy jestem". Takie osoby z reguły lubią epatować swoją "filozofią życiową" i oczekują aplauzu (rozumianego przez nich jako zazdrość) ;P
A tych sukienek to jestem ciekawa tak swoją drogą (jak wyglądają) 🙂

paranoJa
Gość

Czytając posta chciałam coś napisać, ale pod koniec zrobiłaś to za mnie: "Luksus to świadomość, że jestem tu gdzie jestem bo chcę, a nie bo muszę. To własny ogród w którym można opalać się topless i praca taka, jakiej chcę. To plan dnia, który układa się samodzielnie, świadomość rezerwy w razie kłopotów i wsparcia bliskich. Luksus to dla mnie możliwość samodzielnego myślenia, nieskażonego ideologią żadnej religii, partii i innej grupy wpływu." Tak wygląda i mój luksus.

Seldirima
Gość

Dla mnie tekst jest dość abstrakcyjny, bo dla mnie luksusem byłoby, gdybym mogła dostać staż z UP, a potem pracę za pensję minimalną, ALE W ZAWODZIE (bo nie mogę liczyć na nic lepszego przez pierwsze parę lat pracy). Nie jestem przez to w humorze i rozważania o kieckach za tysiaka czy perliczce to dla mnie "WUT?" ;P

Seldirima
Gość

Wiem, że to była ironia 😉No niestety w tej branży nie da się za bardzo działać na własną rękę bez uprawnień, a żeby uzyskać uprawnienia, trzeba pracować w firmie (najlepiej, albo u osoby z uprawnieniami), zależnie od stopnia naukowego – 1-5 lat. Z tym, że te lata liczą się dopiero od uzyskania dyplomu, w moim przypadku to będzie 2 lata licząc od zimy/wiosny przyszłego roku. Do tego uzyskanie uprawnień nie jest łatwe, robienie na własny rachunek też nie, bo rynek jest nasycony, więc przewiduję to dopiero za parę lat. W każdym razie bez dyplomu można liczyć na łut szczęścia, że… Czytaj więcej »

Seldirima
Gość

* "Nawet teraz nie wiem czy w ogóle urząd łaskawie udostępni mi możliwość odbycia stażu, mimo że mam uprawnienia." – uprawnienia do stażu oczywiście, a nie uprawnienia zawodowe 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

mogłabyś polecić jakieś blogi, które regularnie i z ochotą czytasz?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dziękuję 🙂

tlusta_papuzka
Gość

A ja mogę chyłkiem dorzucić swoje 3 grosze? Polecam chaotyczny.blox.pl , jest prześliczny 🙂

sour-girl
Gość

to wspaniale mieć taki dystans. bardzo inspirujący wpis.z tej perspektywy, żyje mi się całkiem luksusowo 😉

kuku, jestem tutaj

Kreatornia Zmian
Gość

Pewną sporą dozę spokoju w życiu i uniknięcia wielu problemów można sobie kupić. Dają to pieniądze i to jest luksus. Nie ma nic złego w tym by chcieć taki osiągnąć, by do niego dążyć. Dobrze jednak trzymać rękę na pulsie i wśród mas konsumujących bez rozmyśleń znaleźć siebie. Tym bardziej, że luksusem można nazwać niemal wszystko. I niekoniecznie zawsze muszą być to pieniądze. Lepiej, żeby nie stanowiły jedynego luksusu w życiu. Fragmenty o sprzedaży bardzo kojarzą mi się z lekturą Briana Tracy "Psychologia sprzedaży". Człowiek nie kupuje dla samej chęci posiadania tylko dla tego co to posiadanie mu zapewnia: status,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Skojarzyło mi się z cytatem P. Meaghera "Some people are so poor, all they have is money"
Smuci fakt, że coraz częściej ludzie nie tylko gonią za markami, ale także definiują się nawzajem poprzez posiadane przez siebie przedmioty.
Pozdrawiam, Rudzia

Ania Abakercja
Gość

dla mnie luksus to wszystko to, co nie jest mi niezbędne do przetrwania. luksus to wszystko co daje mi radość i przyjemność. mój luksus jest dość tani i powszechny. takie zwykłe codzienności, a tak wiele znaczące.

Seira
Gość

Dla mnie luksus to kupowanie książek (wtedy kiedy chcemy, a nie raz do roku) i kupowanie jedzenia na targu, zamiast w dyskontach. Jak na razie pozwalam sobie na kupowanie używanych książek na ebayu, kupowanie pomidorów i jabłek na targu, pomidory są o wiele smaczniejsze, nie są kwaśne.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Fajny wpis, bardzo lubię twoje artykuły dotyczące jakichś rozkminek, ogólnie rozwoju.Jest jednak pewna rzecz która bardzo mnie irytuje, prawie w każdym artykule, i co 2 strony chyba w twojej książce ciągle było coś o twoim zdrowiu. Rozumiem że można raz/dwa a nawet 4 razy napisać o tym ale bez przesady. Przez to odnoszę wrażenie że się na sobie użalasz albo chcesz udowodnić jaka ty biedna jesteś/byłaś(chociaż pewnie tak nie jest). Jest tyle osób na świecie co mają o wiele gorzej i jak wyjdą z tego to nie wspominają o tym dzień w dzień, po za tym nie jest to jakoś… Czytaj więcej »

Emma D.
Gość

Pierwszy raz trafiłam na Twój blog. Świetne teksty. Dają dużo do myślenia, a takie najbardziej do mnie przemawiają. Powodzenia!:) Zapraszam też do mnie: bellavita457.blogspot.com

Isabel
Gość

Dobry tekst który otwiera oczy na rzeczy oczywiste 😉

Magical life
Gość

Luksus to czas i drobne przyjemności 🙂 Czas żeby robić to na co się ma ochotę. Zgadzam się że luksu to też swoboda myślenia, indywidualizm. Luksus to piękne przyroda, piękne rzeczy. Ale nie piękne bo drogie/luksusowe, tylko piękne bo JA uważam że są piękne.
Dziękuje za fajnego bloga. Czytam i się cieszę że jesteś.

Previous
Moja historia : Maja
Czym jest dla mnie luksus?