Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie złe🙃. Ta myśl była kiedyś dla mnie bardzo wyzwalająca, dlatego po prostu robię swoje✌🏻 Nie wiem o czym jest mój profil, w tym tygodniu dziękowaliście mi za zachęcenie do negocjowania niższych opłat za mieszkania, książkowe rekomendacje, piankową kawę, halloumi smażone jak kurczak w przyprawie kebab-gyros i polecenie dobrego newslettera a nawet... rewolucję w sposobie robienia kupy💩. Myślałam, że każdy korzysta ze stołka i to żadna nowość😅
I wiecie co? Ogromnie mnie to wszystko cieszy. Może i mam kilka irytujących cech, jestem strasznie ciekawska, zadaję zbyt dużo pytań, mogłabym się czasami ugryźć w język ze swoją szczerością, strasznie się wymądrzam ale wiecie co? Jak dzięki temu ktoś wynegocjował sobie o połowę niższe opłaty za mieszkanie, to nie mam pytań, japka mi się śmieje, jest moc!😁
Moja skrzynka jest zawalona wiadomościami z podziękowaniami, nie odczytam każdej, ale polecam wyryć sobie w serduszku - „gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi nie”.
I pytać!

Ah, jeszcze jedno - cieszą mnie też te wiadomości - „rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, ale za radę o negocjowaniu muszę podziękować bo się udało!”. Wiecie dlaczego? Bo sam fakt, że jesteście otwarci na wysłuchanie kogoś o odmiennym światopoglądzie jest super! A jeszcze posłuchać... bajka✌🏻
Nie pytajcie jak się odwdzięczyć, nie założę patronite i tak, wystarczy mi, że lajkujecie posty, te reklamowe także (ja 💩 nie polecam!) a jak ktoś bardzo chce, to zawsze może kupić moją książkę na legimi 😎
Nie chcę być tą osobą, która z instagrama tylko czerpie, chcę też dawać. Czasami fajny content z Wietnamu, czasami radę, która pozwoli komuś zachować w trudnym czasie 5 stów w kieszeni✌🏻
Ściskam i spadam uczyć się nowej rzeczy - wzięłam zlecenie na coś, czego jeszcze nie umiem, taki kryzys 😁 trzeba się szybko uczyć i reagować na zmiany, zanim zmiecie nas z planszy, trzymajcie się zdrowo!🤗 #szczerze_pisząc #aniamaluje #blogerka #siedzęwdomu #siedzenadupie #bangkok #podróże #infinitydress #multiwaydress #sukienka #podróże

Cokolwiek zrobisz - zawsze znajdzie...

Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Czy szkoła może być przyjazna?



Opowiem Ci kilka historii. Pozmieniam tylko imiona.Zuzia w zerówce miała zajęcia o kosmosie. Pani wymieniła planety, wśród nich był Pluton. Zuzia powiedziała, że Pluton nie jest planetą, bo ma za małą masę by coś tam coś tam. Usłyszała, że głupio się mądruje i “chyba wiem lepiej”. Straciła ochotę na aktywność.


Kasia poszła do szkoły z umiejętnością pisania i czytania. Miała starszą siostrę i wszystko od niej podłapała. Kiedy w pierwszej klasie wykonywali rysunek, Kasia podpisała go swoim imieniem. Usłyszała “ale ty nie możesz jeszcze pisać, nie znamy jeszcze literki “k”. Zmaż to!”


Mama Kuby trochę kiedyś piła. Kuba nie ma FAS, ale ma niewielkie kłopoty z koncentracją. Ciężko zapamiętać mu ostatni wers piosenki którą ćwiczą razem z panią na lekcji. Kuba każdego dnia słyszy,że “się nie nadaje”. Zdaniem nauczycielki jest nieukiem i nic z niego nie będzie. Chłopiec bardzo nie lubi chodzić do szkoły i ma problemy z samooceną.


Najsmutniejsze jest to, że każda z tych historii wydarzyła się naprawdę. W szkole tradycyjnej.


Szkoła tradycyjna obarczona jest wieloma wadami.



Ta piosenka jest już bardzo stara, a poza brakiem kar cielesnych nic się nie zmieniło. Szkoła służy produkcji równych, jednakowych uczniów, nauczyciel “przerabia program”, indywidualizacja kształcenia ogranicza się do tworzenia dokumentów typu KIPU, IPET, PDW. A jednego z nich już nawet nie trzeba sporządzać. I owszem, na papierku wygląda to ładnie w praktyce – wychodzi jak wychodzi.


Trochę to kwestia tego, jak nauczyciele są rozliczani. Trochę dyrekcji, trochę ich niechciejstwa. A jak chcą, to mając dzień podzielony na 45-minutowe bloki i klasy z ławkami ciężko coś zrobić. Tym bardziej, że na dziesięciominutowy spacer poza teren szkoły, potrzeba zgód od wszystkich rodziców. Na piśmie. 


Absurd?

Ostatnio pojawiła się interesująca debata na temat darmowego podręcznika. Pominę już to, że jest zatrważająco ubogi w treść, jest plagiatem i nie ma w nim wystarczająco dużo miejsca na matematykę. Nie wiem czy wiesz ale… nauczyciel wcale nie musi korzystać z podręcznika. Co więcej, praca z podręcznikiem, wedle przepisów, może zajmować maksymalnie 25% czasu spędzanego na lekcjach. Większość alternatywnych systemów pedagogicznych opiera się na aktywności bez podręcznika. Wymaga to jednak wielkiej odwagi.


Chciałabym w pigułce przedstawić na czym polega system Montessori, ale jest to bardzo trudne.
na początek krótkie video.


Ze szkoły w Gdańsku.

Jak widać, jest to całkowicie inny system, który jest zaprzeczeniem całej edukacji tradycyjnej. Nauczyciel nie jest autokratą, ani “władcą”. Nie ma też miejsca dla rozhisteryzowanych “bab”, które na uczniów wylewają swoje frustracje.

Sama właśnie staram się wygospodarować kilka chwil na sporządzenie odpowiednich pism w sprawie jednej ze szkół łamiącej prawo oświatowe. Zainteresowanych odsyłam na facebooka 🙂

Niezmiernie cieszę się, że w Bydgoszczy powstaje własnie Pierwsza Szkoła Montessori. Szkoła, która wychodzi naprzeciw realnym potrzebom uczniów, nie blokuje rozwoju, pozwala na rozwijanie pasji i potencjału.

Najlepszą reklamą systemu, są sławni eks-uczniowie montessoriańskich szkół.

Współzałożyciele Google, Larry Page i Sergey Brin, twóca Amazon.com – Jeff Bezos, książę Harry i książę William, Jacqueline Kennedy, Gabriel Garcia Marquez, George Clooney… dla swoich dzieci szkołę działającą według tego systemu wybrał Bill Clinton z małżonką , a początki systemu wspierali na różne sposoby tacy ludzie jak: Erik Erikson, Alexander Graham Bell, Thomas Edison czy Jean Piaget… czy trzeba lepszej rekomendacji?


Komuś, kto nie widział nigdy pracy takiej placówki na żywo, ciężko będzie na podstawie tekstu wyobrazić sobie, jak wygląda to w praktyce.

Praca opiera się na własnej aktywności dzieci, oraz zajęciach z nauczycielem. Każdy uczeń pracuje nad czymś innym i ma swobodny dostęp do pomocy dydaktycznych, które są bardzo, bardzo przemyślane. Może film jak wygląda montessoriańska matematyka :



To jest wcześniejszy etap edukacyjny a uczniowie…opanowują elementy które w szkole tradycyjnej “są w programie” znacznie, znacznie później. Pamiętacie historyjkę z Kasią, która podpisała pracę swoim imieniem, a “tego jeszcze nie mieliśmy”?

W szkole Montessori każdy uczeń pracuje we własnym tempie. Obserwując, co robią koledzy, uczy się od nich. Ponieważ w jednej “klasie” (pracowni) są dzieci z trzech roczników, dochodzi do niezwykłej wymiany doświadczeń i umiejętności. Koleżeński tutoring pozwala stymulować rozwój uczniów w znacznie większym stopniu, niż “pogadanki” w typowych szkołach.

Jeśli obawiacie się problemów z dyscypliną przy takiej różnorodności, będziecie rozczarowani – ten tekst trochę opóźnił się w czasie własnie dlatego, że starałam się zebrać jak najwięcej informacji. Z jedną mamą posyłającą dziecko do takiej szkoły rozmawiałam telefonicznie,  z kilkoma wymieniłam maile.
Problemu nie ma – uczniowie naprawdę uczą się ciszy, dywaniki na których dzieci pracują, uczą szacunku do pracy drugiej osoby. Rodzice są tak zafascynowani tym, jak bardzo rozwija się ich dziecko, że sami zapisują się na kursy i kupują montessoriańskie pomoce do domu, a nawet zamiast zabawek dla swoich kolejnych dzieci.

I tak nie zmieszczę wszystkiego w jednym tekście, tym bardziej, że co chwilę ktoś ma do mnie ważną sprawę i dzwoni telefon 😉 Jeśli macie pytania – piszcie. Mam kogo zapytać, więc zrobię drugi tekst z odpowiedziami na to, co Was nurtuje.

Tymczasem chciałam tylko napisać, że w Bydgoszczy powstaje Pierwsza Szkoła Montessori . 3 czerwca odbędą się warsztaty dla rodziców, które pomogą poznać i zrozumieć specyfikę pracy. Ponieważ badania jednoznacznie pokazują, że uczniowie szkół Montessoriańskich radzą sobie lepiej zarówno jeśli chodzi o rozwój emocjonalny, społeczny jak i intelektualny, gorąco zachęcam do zapoznania się  z placówką.

Jeśli znasz kogoś z Bydgoszczy, komu edukacja pociechy nie jest obojętna, podeślij link do szkoły  i puść informację w świat. Ja czekam na pytania 🙂

PS. prawdopodbnie post wcześniej ukazała się dla Was niespodzianka, ale mam automatyczną publikację więc nie mogę wstawić linku, bo w chwili gdy piszę te słowa, jeszcze nie została opublikowana 😉 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostan obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

 

Follow on Bloglovin

Lubisz – zalajkuj 😉

Uściski, Ania

121
Dodaj komentarz

avatar
40 Comment threads
81 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Wisia02AniamalujeanimaleGosia KuligMelle Coccinelle Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

to ja mam pytanie – szkoły są chrześcijańskie, a jak wygląda kwestia religii? Wiem, że nie wyznajesz żadnej wiary, a jednak popierasz ten system, więc jestem ciekawa 😉

Anita Piątek
Gość

Podbijam pytanie. Też mnie to bardzo interesuje 🙂

Artinowy Świat
Gość

Osobiście nie mam nic do lekcji religii w szkołach. Ale moim zdaniem powinna to być nauka o religiach, jak sama nazwa wskazuje, a nie: modlitwa, pogadanka, że tylko nasza religia jest ważna; modlitwa. Fajnie by było gdyby uczono nas o wszystkich religiach na świecie, niczym na lekcji biologi uczymy się o pantofelku i innych takich nie wyznając że pantofelek jest najlepszy a coś innego jest złe.

Urszula Phelep
Gość

Ja wysyłam dzieci do szkoły katolickiej we Francji, mimo, że nie jestem wierzącą osobą. Nie ma tam lekcji religii, ale jest za to raz w tygodniu lekcja "o religiach świata", nie ma księży ani sióstr uczących maluchy – a nawet krzyży na ścianach klas (jak to bywa w polskich publicznych szkołach). Dzieci idą dwa razy w roku do kościoła: na śpiewanie kolęd i na przedstawienie wielkanocne. To chyba nie takie straszne? Jeszcze nie umarłam. ;)))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mogłabym podobnych historii przytoczyć conajmniej kilka. Moja wychowawczyni np "wiedziała lepiej" jakie mam książeczki na półce w moim własnym domu (sic!), widocznie nie miała świadomości, że istnieje coś takiego jak różne tłumaczenia tej samej książki:D
Już pominę fakt, że znajdowała mi błędy ortograficzne, których nie było 😀
polecam "7 grzechów głównych wczesnej edukacji" D. Klus-Stańskiej

Anonimowy
Gość
Anonimowy

coś mi się wydaje, że Ania zna, bo ostatnio ktoś przyczepił się, że użyła słowa "grzech" nie odnosząc się do religii i podała Klus-Stańską jaką przykład. Cieszę się, że też znasz tę publikację 🙂

Ja mam pytanie o świadectwa, jak to wygląda, gdybym chciała przenieść syna do innej szkoły, bo nie odnalazłby się w tym systemie? Czy świadectwo jest honorowane?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Od razu "przyczepił się"… tylko zwrócił uwagę na użycie słowa.

Wreddu
Gość

Popieram szkoły uczące dzieci w sposób przychylny dzieciom, a nie nie w sposób poprawiający statystyki.
Niepopieram jednak rodziców którzy cale wychowanie pozostawia tylko szkole. W naszym okręgu jest tzw. "Waldorfschule". Głównym z punktów nauczania jest bezstresowe wychowanie, ale rodzice tych dzieci po prostu posyłają tam ich dzieci i zapominają o jakichkolwiek zasadach wychowania domowego.
To wygląda tak, że np czekając na pociąg dzieci siedzą na przegu peronu ze spuszczonymi nogami nad torami. Rodzice stoją obok i nic nie mówią… Nie żebym im tego życzyła, ale jakby tak nagle towarowy przejechał…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

ale szkoła Waldorfska to prawie jak sekta, czytałaś o "ciałach astralnych" i innych zmieniających się do 7 lat? Montessori to coś innego, mam córkę w przedszkolu Montessori i zdecydowanie staram się sama wprowadzać metody w życie, co jest dość trudne. W razie co, też chętnie odpowiem na pytania 🙂

Justinee
Gość
Justinee

Zainteresował mnie bardzo ten temat, gdyż sama dość niemile wspominam okres szkolny.. Oby jak najwięcej takich szkół powstawało u nas!

bez senność
Gość

Niektórzy z moich nauczycieli w ogóle nie korzystają z podręczników, jednocześnie dzieląc się z nami wszystkim co trzeba, pomijając bezsensowne nadmiary, których uczą na pamięć bez zrozumienia inni nauczyciele. A co do rozhisteryzowanych bab, to rzeczywiście jest to duży problem:D nie dość, że niczego nie nauczą to jeszcze wyżywają się z powodu własnych, w ogóle nie interesujących uczniów niepowodzeń… Bardzo fajny temat posta

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Szkołom i systemom edukacji można wiele zarzucić, sama też miałam podobny przypadek z "literką której nie znamy". Poszłam do "zerówki" z umiejętnością pisania i czytania (rodzice chcieli nawet wcześniej posłać mnie do pierwszej klasy, ale babcia zawetowała pomysł. Dlaczego? Abym "nie straciła dzieciństwa";)) W pierwszej klasie dziwiłam się, dlaczego dopiero poznajemy literki i dlaczego muszę je znów "poznawać", skoro je znam. Oczywiście pomimo takich niewielkich incydentów miło wspominam podstawówkę, jednak … mam wrażenie, że mnie trochę to rozleniwiło. Umiałam, nie musiałam się uczyć wszystkiego – bo sama wcześniej już sporo rzeczy wiedziałam, w efekcie w domu nie robiłam nic i… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mam dokładnie tak samo! Nauczyłam się bardzo wiele zanim poszłam do zerówki, bo nie odstępowałam na krok starszej siostry. Nie musiałam zupełnie nic robić do momentu pójścia do liceum i tu się zaczęły schody… Też mam ogromne problemy z systematycznością i braniem się za robotę. Potrafię zwlekać ze wszystkim dosłownie do ostatniej sekundy i już mnie to wykańcza, ale nie wiem jak się ogarnąć.

Thairea
Gość

Też tak mam! Teraz na studiach mam szok, że w ogóle muszę się czegoś uczyć… I nawet nie umiem się do tego zabrać;(
Zazdroszczę mojemu młodszemu rodzeństwu, które rodzice posłali do Fregaty i siostrze, która od przyszłego roku zaczyna właśnie Montessori.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a mi się przypomniało, jak w 6 klasie na polskim powiedziałam nauczycielce, że się pomyliła (rozwiązywała coś na tablicy no i zrobiła błąd). skutek? tępiła mnie przez cały rok, przemoc psychiczna w "białych rękawiczkach", nastawianie klasy przeciwko mnie, nawet na sprawdzianie odsunęła moją ławkę od innych w stronę tablicy! (matematyczka weszła wtedy przypadkiem do klasy i aż się zachłysnęła) skończyło się nerwowymi tikami w oku, obgryzaniem paznokci, nerwicą i wizytami u psychologa, porzuciłam też marzenia o zostaniu polonistką lub pisarką (na szczęście w następnych szkołach trafiłam na cudowne polonistki i powróciłam do tego postanowienia)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

pamiętam nawet jak kazała mi zapisać przykład na samym dole nisko zawieszonej tablicy (byłam najwyższą dziewczyną w klasie), musiałam DOSŁOWNIE klęczeć aż nie zrobię wykurwiście (przepraszam, ale..) trudnego przykładu, z którym nie potrafiłam sobie poradzić i rozpłakałam się klęcząc przy tablicy

Anonimowy
Gość
Anonimowy

uczy, uczy… niestety 🙁 moja mama próbowała interweniować do dyrektora w sprawie zmiany nauczycielki, ale niestety nic nie wskórała 🙁 a do kuratorium sama prosiłam, żeby nie zgłaszała (wiem, głupia byłam, ale jestem z małego miasteczka, bałam się zemsty, że ludzie się dowiedzą) do dzisiaj jak ją widzę na ulicy to mam ciarki

Anonimowy
Gość
Anonimowy

cóż, dla mojej klasy była bardzo niedobra, przy czym miała swoje ulubienice-podlizuchy (nie ironizuję, tak było), a np. córka koleżanki mojej mamy ją lubi (co mnie dziwi), za to moją sąsiadkę też bardzo dręczyła, też wepchnęła ją w częste wizyty do psychologa i szkołowstręt. czyli raczej się nie nauczyła. ja mam dla niej tylko jedno usprawiedliwienie – ma niepełnosprawnego syna, ale – do jasnej Anielki – to raczej nie jest powód, żeby się wyżywać na uczniach!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

odnosnie postu z facebooka

''Piątkowym uczniom wstawia jedynki za gadanie, zamiast uwag.''

gadania na lekcji = praca na lekcji, za prace na lekcji mozna postawic ocene ndst.
Szkoda, że tego nie wiesz :<
Pozdrawiam. d.r

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Na szczęście jest inaczej 🙂 rozporządzenie szczegółowo to reguluje. Nauczyciel który tak robi nie nadaje sie do zawodu. Nie mówiąc o nauczycielu który nie potrafi zainteresować ucznia. Pozdrawiam, Aleksandra.nauczycielka od kilkunastu lat

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jak sie zrobi zadanie szybciej niz inni to co? Trzeba siedziec z ustami na kłódkę i rekami pod pupą?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

zgadzam się z przedmówczynią. http://szkola.wp.pl/kat,131914,title,Za-co-ta-jedynka,wid,15501458,wiadomosc.htmlnauczyciele tworzą własne prawo stawiając jedynki za "stosunek do przedmiotu", ponieważ sytuacja ta spotkała mojego syna z ADHD i zaleceniami z poradni, nie puściłam tego płazem.nauczycielka – komisja dyscyplinarna, statu szkoły zmieniony bo zawierał zapisy niezgodne z wytycznymi. Rodzice, walczcie o swoje dzieci!sama jestem nauczycielką w gimnazjum, środowisko mnie zlinczowało za moje wychylanie się, ale jeśli chodzi o własne dzieci – walczę jak lwica.Wiem jaka bywa młodzież, ale tylko nieprofesjonalni nauczyciele mają problemy z uczniami. Określenie "rozhisteryzowane baby" bardzo tu pasuje 🙂 Pracuję w szkole, która rejonem obejmuje dzieci z patologicznych rodzin i wprowadzenie zasad zajęło… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

nie było komentarza wyżej, gdy pisałam. Jeśli uczeń skoczy szybciej, nauczyciel musi zorganizować mu inne zadania dydaktyczne. Ja osobiście pozwalam wtedy na pomoc koleżeńską, jeśli uczeń chce wytłumaczyć zadanie koledze, albo pracuję z nim indywidualnie.
nauczyciele wymagający "siedzenia z rękami pod pupą" to plaga polskiego szkolnictwa. A plagi należy tępić.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

aleksandro, przez brak znakow interpunkcyjnych ciezko zrozumiec Twoja wypowiedz.
Praca na lekcji to nie tylko dobre wyliczenie zadania, bierze sie pod uwage takze zachowanie ucznia w czasie zajec i moze to byc uznane za prace na lekcji, wiec ocene otrzyma jedna.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wciąż ciężko przestawić mi się na tablet, tak w ramach innowacji fundowanych nam przez MEN. :)v

5. Oceny klasyfikacyjne z zajęć edukacyjnych nie mają wpływu na ocenę klasyfikacyjną
zachowania.
" to działa wobie strony. Rozumiem, ze nie przeczytasz , tak jak linku ktory zamiescila wyzej.
przepraszam za interpunkcje i brak wiekszosci polskich znakow, zachecam jednak do merytorycznej dyskusji, zamiast wytykania bledow. rozporzadzenia okreslalaja co podlega ocenie, zachowanie poglega, ale ocenie z zachowania. Co innego, jesli uczen nie realizuje biezacych zadan. a jesli ma czas na rozmawianie, to znaczy, ze nauczyciel zle zaplanowal lekcje.
aleksandra

Anonimowy
Gość
Anonimowy

cyfra 5 to pozostalosc po kopiowaniu fragmentu rozporzadzenia, nie uchwycilam calosci , aleksandra

Anonimowy
Gość
Anonimowy

o ironio, że jedynki "za zachowanie" nauczyciele stawiają bardzo chętnie, ale jakoś trudno mi sobie przypomnieć moment, kiedy dostało się za zachowanie piątkę. to też nie fair.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

właśnie Aniu :C kończę gimnazjum w czerwcu i wszystko o czym piszesz jest bolesną prawdą, z którą spotykam się na co dzień.
*ten sam anonim, co z 20:49* Julia;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Oferta jest ciekawa i sposób nauczania też. Tylko jest taka kwestia że nie stać większości ludzi na taką szkołę. Kurcze załóżmy, że ktoś ma najniższą krajową i płacić 500 zł co miesiąc za samą szkołę, dodatkowo dojazd do szkoły, obiad + utrzymanie domu itd trochę nierealne..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

niestety 🙁 ale do tego, aby podobnie było w zwykłych szkołach, trzeba zaangażowania rodziców którzy będą działać w sytuacji, gdy nauczyciel krzywdzi ich dziecko. Ilu tak robi? WIększość boi się, że nauczyciel zemści się na kolejnym ich dziecku, albo wręcz każą dziecku paść przed nauczycielem na kolanach i przepraszać.
Nie bądźmy bierni!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się 🙂 Rodzice powinni brać sprawy w swoje ręce bez względu na konsekwencje. Większość nauczycieli krzywdzi dzieci swoim postępowaniem i dlatego rodzice muszę bronić swoich pociech. Bo w konfrontacji dziecko – nauczyciel w większości przypadków (jak nie we wszystkich) górą jest nauczyciel ;/ Przykre…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dokladnie, kogo na to stac. fanaberia

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zgadzam się z tym, że wychodzi to kosmicznie drogo. W samym Krakowie 650zł + około 250zł za obiady, nie wspominając o dojazdach (szkół jest mało).
A co, jeśli ktoś ma dwójkę dzieci, trójkę?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Marzyłaby mi się taka szkoła dla własnego dziecka. Zawsze można pracować w domu ale tu właśnie kosmicznym problemem są nauczyciele jak z przykładu drugiego, tacy od "tego jeszcze nie było w programie, Ty nie możesz tego wiedzieć!". Mam właśnie młodszą siostrę i kiedy byłam w podstawówce bardzo interesowała się co ja tam robię, więc przy pomocy klocków, zabawek i tablicy wyjaśniłam jej jak robić proste równania, trochę ułamków. Bardzo podstawowa matematyka ale jednak ponad programowy poziom przedszkolaka. Niestety również oberwało jej się przez to. Zresztą sama też przeżyłam sytuacje, w której nauczyciel uznał za stosowne ośmieszyć mnie przed całą klasą… Czytaj więcej »

kręconowłosa
Gość

super post,miło się czyta 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Załóżmy dziecko kończy szkołę podstawową i co dalej są też gimnazja montessori?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a nawet licea 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, no właśnie zastanawia mnie to samo.Zafascynowałaś mnie tematem, bardzo interesujące jest to wszystko, ale co potem?Kiedyś przyjdzie taki moment, że dziecko i tak będzie musiało nauczyć się pracy w grupie (mam na myśli tradycyjną lekcję w ławce przed tablicą). Jak np. wyglądają lekcje przygotowujące do matury w takiej szkole, wiesz może? Bo np. taka matura z biologii czy fizyki wymaga dosyć intensywnej pracy, wykonywania ćwiczeń. Czym w takim przypadku różni się szkoła Montessori od zwykłej? Mniejszą liczbą uczniów i większym zainteresowaniem nauczyciela? Mam wątpliwości. O ile uważam, że przedszkole i podstawówka to super rozwiązanie, tak potem i tak trzeba… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Sama chodziłam do przedszkola, SP monterssori- a aktualnie jestem w liceum montessorii właśnie 😉 W gimnazjum byłam w tradycyjnej szkole, która sporo pochamowała moją ciekawość świata.
Polecam bardzo wszystkie placówki nauczające metodą montessori 😉 Pozwala na naukę "dotknąć", "zobaczyć" nie tylko ucząc się teoretycznie. 😉
Pozdrawiam i gratuluję artykułu w przedostatnim numerze Cogito 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jaki artykuł? podasz na siebie namiar, mam pytanie w związku z edukacją córki dla której planuje przedszkole montessori. Byłabym wdzięczna za adres e-mail 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Witam. Jestem nauczycielka języka obcego w LO już ósmy rok; często korzystam z przygotowanych przez siebie dodatkowych materiałów, robimy "scenki", gry, a uczniowie bardzo lubią takie lekcje. Jednak muszę mniej więcej "trzymać się" podręcznika, podstawy programowej i przygotować do matury … Oprócz zabaw i ciekawostek z kulturówki, musi być i gramatyka, sprawdziany itp.
Pozdrawiam serdecznie! bardzo lubię Twoje posty 🙂

Karola S.
Gość

Fajne. Chętnie bym posłała swoje dziecko do takiej szkoły. Chociaż sama nigdy nie miałam problemów w szkole, no może poza wuefem. Straszni wuefiści, to też plaga w polskich szkołach. Nie widziałam, żeby którykolwiek zrobił przewrót, albo grał w siatkę. Ale 3 za czas poniżej jakiegoś tam z ich magicznych tabelek to już potrafili wlepiać. Ale przeszkadzało mi to, że na innych przedmiotach zawsze musiałam "równać w dół". Wiedziałam coś, ale musiałam czekać, aż inni się tego nauczą. I ogólnie mam takie wrażenie, że szkoła służy produkcji idealnych pracowników i obywateli – bez kreatywności, ale za to robiących co im się… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czy po pedagogice wczesnoszkolnej można bez problemu pracować w takiej szkole? Czy trzeba kończyć jeszcze jakieś kursy? Jak to wygląda?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jak wygląda kwestia sprawdzania wiedzy u taki uczniów?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Podręcznika są jakieś specjalne czy takie jak mają dzieci w innych szkołach? A może wgl ich nie ma?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

hahahahaa, juz widze 6 latka omawiajacego swoje postepy, litosci!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mój syn uczył się w podstawówce Montessori i pozwolę sobie odpowiedzieć.
– Zamiast podręczników są specjalne materiały przygotowywane przez nauczyciela, dopasowane do potrzeb uczniów. Jest też praca na źródłach.

W kwestii sześciolatków omawiających swoje postępy, rozumiem, że nie możesz sobie tego wyobrazić,bo Twoje myśli wokół szkoły przesiąknięte są myśleniem związanym ze szkołą herbartowską do jakiej chodzi większość polskich dzieci. Jest to normalna rozmowa i przynosi dużo lepsze efekty niż sprawdziany.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

nie mysle o szkole herbartowskiej, ale znam szesciolatkow i one moga powiedziec w co sie bawily, co robily na zajeciach, ale nie potrafia opowiadac o swoim progresie. Ludzie..

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Czy jest możliwość powtarzania klasy w takiej szkole? Mam na myśli, jeśli dziecko nie radzi sobie z jakimś zagadnieniem (jakby na stałe) ma słabe oceny itd .

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jest, ale nie znam takiego przypadku, z moim synem w grupie jest autystyczny chłopiec i bardzo szybko nadrobił wszelkie braki w jakie wyposażyła go poprzednia szkoła 🙂

Domino
Gość

Czy tam są oceny? Jeśli tak to jak wyglądają? 🙂
I w ogóle w jaki sposób dzieci zaczynają naukę – nauczyciel podpowiada im temat?

Eten
Gość

Ech, to miałam szczęście, że u mnie nauczyciele w większości byli "ludzcy"… W większości, bo na przykład znałam taką nauczycielkę, co to siadała i czytała nam podręcznik. Naszym jedynym zadaniem było przepisywanie definicji do zeszytów oraz robienie śmiertelnie nudnych ćwiczeń. Dodam, że chodzi mi o gimnazjum 😉
Ja mam pytanie – co jeżeli rodzice nalegają na np. lekcje religii? I jeszcze – jak wygląda wf w takich szkołach?

Anna Ewelina Wilczyńska
Gość

Bardzo poważny tekst.

Mila
Gość

Ja jestem bardzo sceptycznie nastawiona do tych nowości – bo niestety wiele osób węszy w tym dobry biznes i czasami to czym powinna być ta szkoła dla ucznia odchodzi na drugi plan, a na pierwszy wychodzi kasa.Według mnie lepszym rozwiązaniem byłoby nie szukanie miejsca "ucieczki" os złego systemu i złych nauczycieli dla dziecka do innej placówki, a wywalczenie sobie godnego traktowania i nauczycieli z pasją – bo takich jest też cała masa 🙂Rodzice czasami za mało reagują na to co dzieje się w szkole dziecka i myślą, że jak będzie ono wysłane do szkoły M. to nic go złego w… Czytaj więcej »

MyMirrorOfBeauty
Gość

Aniu za miesiąc kończę pedagogikę terapeutyczną i od października wybieram się na podyplomówkę z wczesnoszkolnej. Myślisz, że mogłabym zapisać się już na taki kurs? Czy przyda mi się w pracy w zwykłej szkole czy tylko dla tych, co chcą uczyć w szkole Montessori? I jaka jest cena takiego kursu bo wspominałaś coś, że też chodzisz? 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

jestem nauczycielką jezyka obcego w gimnazjum – przy 20-osobowej klasie zawsze 8-9 osób ma jakies zaburzenia(od dysleksji, przez zespół aspergera do upośledzenia umysłowego). Jak widzisz w takim przypadku dostosowanie sie nauczyciela do takich grup??? to niemożliwe, nie da sie dostosowac metod pracy do każdego w uczniów.

bognyprogram
Gość

Podzielam Twój entuzjazm. Na studiach warsztaty w jednej z krakowskich szkół Montessori były u mnie obowiązkowe i baaardzo się z tego cieszę. Myślę, że jest jeszcze nadzieja dla polskiego szkolnictwa:)

Kukania
Gość

ja pewnie kilka osób zaskoczę wypowiedzią, bo od lat 9 pracuję z nauczycielami i uczniami a czasem i z ich rodzicami i stykając się z tą grupą społeczną dzień w dzień mam jedno niepowtarzalne zdanie na ten temat: dużo zależy od szkoły, nawet od tego gdzie jest usytuowana, bardzo dużo od rodziców ale najwięcej – zawsze najwięcej – zależy od nauczyciela. jeżeli nauczycielowi się chce to zorganizuje ciekawe lekcje, postara się o wyjście poza szkołę, załatwi niezbędne pozwolenia a nawet znajdzie sponsora !!!! na uczestnictwo dzieci w ciekawym edukacyjnym programie. moja koleżanka jest nauczycielką i uczy w gimnazjum; kiedy na… Czytaj więcej »

Tesia
Gość

"ojej, po tylu latach to pani musi mieć już to wszystko w głowie!" "nie skarbie… po tylu latach to ja już mam to wszystko w dupie" – chyba tak leciało;D

Ula P.
Gość

Odkryłaś przede mną coś, o czym istnienia nie miałam pojęcia! A to ogromnie ważna sprawa dla mnie, mamy dziecka "z problemami". Z moja starsza Maïa, nigdy nie było problemu, jest najlepsza w klasie, słucha wychowawczyni i ma masę kolegów. Milosz to już inna historia. Podejrzewamy, ze ma Aspergera (choć we Francji tak szybko nie wydaje się werdyktu – wiec nie jest to dalej potwierdzone). Przedszkole przyjęło go tylko dlatego, ze naciskaliśmy na maksa (mimo, iż każde dziecko ma prawo zostać przyjęcie do szkoły i przedszkola!). Chodzi tylko rano, ale to i tak wielki problem dla jego wychowawczyni, która żali się… Czytaj więcej »

Urszula Phelep
Gość

Sprawdzam właśnie to zatrucie metalami ciężkimi, ale nie wiem "technicznie" jak to zrobić by spróbować odtruć malucha. Tu lekarze patrzą na mnie, jak na kosmitkę, kiedy im o tym mowie (i od nich nie mam, oczywiście odpowiedzi). Czasami wydaje mi się, że Polska jest o wiele bardziej cywilizowanym i otwartym krajem od Francji. dzięki!

Urszula Phelep
Gość

Ach, ok. Dzieki raz jeszcze Aniu!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Po Twoim tekście bardzo żałuję, że nie miałam możliwości chodzić do takiej szkoły. Obecnie jestem w liceum i jestem bardzo zawiedziona podejściem nauczycieli. Moja nauczycielka od biologii realizuje tematy właśnie z podręcznikiem. Pyta nas o coś, a gdy czegoś nie wiemy i mówimy, że nie mieliśmy tego w gimnazjum to przez 15 minut na nas krzyczy, wygląda to mniej więcej tak "Proszę tutaj nie kłamać, ja doskonale wiem jak wygląda podstawa programowa w gimnazjum. Nie uczycie się to nie wiecie nawet, że takie coś było." Z chemią jest podobnie. Na każdej lekcji mamy wybór: robimy temat albo zadania. Śmieszy mnie… Czytaj więcej »

Natalia Slawek
Gość

Brzmi utopijnie i BARDZO MI SIĘ TO PODOBA. Cieszę się, że w Polsce wreszcie zaczyna się coś zmieniać, że jest miejsce dla takich placówek!
Jak się kiedyś brzdąca dorobię – poszukam takiej właśnie szkoły.

Nika.
Gość

Ja chodziłam do szkoły Waldorfskiej/Steinerowskiej, czyli generalnie opartej na pedagogice Rudolfa Steinera. Słyszałaś o niej? Jeśli nie, to polecam się zagłębić 🙂 Chodziłam tam i do podstawówki i do gimnazjum. Do 6 klasy nie mieliśmy ocen, przez cały tydzień dzień zajęć zaczynał się "lekcją główną", która trwała tyle co 2h lekcyjne i przez miesiąc wałkowaliśmy na niej 1 przedmiot, w takich cyklach. Np. był cykl geografii a potem cykl historii. I tych lekcji nie było już później w tygodniu w pojedynczych godzinach. Mieliśmy dużo zajęć artystycznych, muzyki, zajęć w drewnie. Od pierwszej klasy dwa języki. I to wszystko bez spiny,… Czytaj więcej »

Nika.
Gość

Z samego systemu – tak. Nie jestem zadowolona z ludzi na których trafiłam w klasie i z tego, że szkoła była daleko, więc nie miałam znajomych w okolicy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Chciałabym chodzić do takiej szkoły… albo chociaż do normalnej szkoły, bo aktualnie jestem w gimnazjum, i mam może czterech normalnych, wyrozumiałych nauczycieli, którzy zamiast krzyczeć, potrafią na spokojnie wytłumaczyć.O reszcie wolę nie wspominać, bo jest źle… Rekord pobiła nauczycielka historii, która wystawiła mi zagrożenie, gdyż mam trzy czwórki ze sprawdzianów i pięć jedynek, z czego tylko do jednej się przyznam, że słusznie jest wystawiona(bo kolejna jest za odpowiedź, pytana byłam z tematu do przodu, "Co z tego, że nie zdązyliśmy przerobić na lekcji, zapisaliśmy temat więc macie się nauczyć w swoim zakresie", następna za brak zadania, mimo, że bz mam… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Największy problem, że właśnie to moja wychowawczyni, a dyrektor oczywiście ma "ważniejsze sprawy". Moja mama probwała z nią porozmawiać i nic z tego nie wynikło, dostałam jedynie możliwość poprawy jednej z jedynek, jeszcze z łaski 🙁

megirosa
Gość

Ja z wczesnej podstawówki mam raczej niezłe wspomnienia (pomijając to, że przez dwa lata uczyła mnie moja mama xD). Chodziłam do malutkiej wiejskiej szkółki (filia), 2 nauczycielki i czasem pani od sprzątania przychodziła, klasy miały po kilka uczniów, tak że nauczycielki uczyły dwie klasy na raz. Teraz oczywiście szkoła już jest zamknięta bo mało dzieci, a te nieliczne muszą od najmłodszych lat dojeżdżać. Generalnie do gimnazjum chodziłam do wiejskich szkół i w sumie uważam to za plus, może i poziom był troszkę niższy, ale za to w takim małym środowisku trudniej o jakieś patologie. Co do opisanej przez Ciebie szkoły,… Czytaj więcej »

Itysia
Gość

Spoko, każdy ma swój punkt widzenia 🙂 Dla mnie wszystko można do jednego wora wrzucić i losować. Rozwój jako taki interesuje mnie tylko w zakresie, w jakim wpływa na to, czego nauczam, czyli w sumie w całości 😛
Mniejsza z tym, w żaden sposób nie czuję się urażona słowem "laik" – nie wiesz co mam w głowie, więc możesz zakładać to, co uważasz za słuszne, nie rozumiem za bardzo poprzedniej dyskusji. 🙂

Agnieszka Jakiel
Gość

Ja już od dłuższego czasu szkolę się w tym zakresie, połknęłam montessoriańskiego bakcyla. Moja córcia idzie teraz do zerówki, za daleko mam do szkoły Montessori ale rozważam edukację domową, podpinając się pod taką szkołę. Jednak największym moim marzeniem jest otwarcie takiej placówki, działkę już mamy w lesie nad rzeką. szkoda Aniu, ze tak daleko mieszkasz.

Lara
Gość

Pani Aniu posty zawsze są świetne i miło się je czyta!
Mam pytanie dość dziwne:
Jak nazywa się ten styl tekstu ?
Baaaaaaaaardzo mi się podoba ♥♥♥♥♥♥
Można wiedzieć na jakiej stronie bądź programie obrabia pani zdjęcia ? ( głównie ten tekst <3)

Melle Coccinelle
Gość

Historia Zuzi to niemalże moja historia 😉 Pani na środowisku (chyba się tak ten przedmiot nazywał…) tłumaczyła kiedy jest lato, a kiedy zima. No i mówi, że lato wtedy gdy słońce bliżej. Na swoje (nie)szczęście będąc mała uwielbiałam oglądać filmy dokumentalne i popularno-naukowe. Powiedziałam, że to nieprawda, bo jest na odwrót i nie wpływa na to bliskość Słońca, tylko to, że promienie się bardziej "rozszerzają". Oczywiście również usłyszałam, że skąd ja mogę takie rzeczy wiedzieć. Później, w klasie 4tej gdy zaczęła się geografia byłam jedyną osobą, dla której to nie była nowość, a nowa nauczycielka nie chciała nam zaś wierzyć,… Czytaj więcej »

Wisia02
Gość

Zbieg okolicznosci czy gimnazjum w Oswiecimiu? ^^

Gosia Kulig
Gość

Hej Aniu.
A ja mam do Ciebie inne pytanie.
Jak twoim subiektywnym zdaniem poeinno wyglądać wychowanie dziecka. Nie tylko w szkole ale ogolnie Jakie metody wybierać jakie polecasz i za jaka strategia wychowania opowiadasz sie.
A moze preferujesz jakas własna autorska strategie i metody wychowania niż te które sa podawane przez Konarzewskigo czy tez Lobockiego ?

Gosia Kulig
Gość

W takim razie pozwól mi poznać, Twój sposób na wychowanie. jesteś bardziej przekonana do stosowania kas i nagród w wychowaniu ? jezeli nie to czym je zastepujesz? Jakie metody stosujesz? Bardzo mnie to interesuje gdyż pomimo tego iż wiem i zdaje sobie sprawe ze nie da sie znaleźć idealnego i optymalnego srodka czy strategi wychowania dopasowanego do kazdego człowieka. Jestem szeroko zainteresowana tą tematyką, A Ty jakos juz [ chyba smialo mogę tak powiedzieć Aniu], jestes juz w miarę doswiaczonym pedagogiek, ktory ma podstawy do tego aby pomóc pozątkującej pedagożce. 😉Jakie strategie i metody najczesciej stosujesz i preferujesz? Np, do… Czytaj więcej »

Gosia Kulig
Gość

OK w takim razie czekam gorąco na wpis i pozdrawiam !!:) dziękuje Za odpowiedz

animale
Gość
animale

świetny pomysł z tą szkołą! 🙂 mam nadzieję, że nie wszystkie szkoły tego typu są miejscami pod patronatem wyznań religijnych, bo hasło "chrześcijańska" skutecznie mnie odstrasza. ja miałam wyjątkowego pecha do nauczycieli od przedszkola – niedokształceni, leniwi i zgryźliwi. chodziłam do wiejskich szkół, a to wiele mówi.

Previous
Zapraszam Cię na ekskluzywne warsztaty :)
Czy szkoła może być przyjazna?