Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie, przełamać przeestetyzowany świat.  Dziś jest ten dzień ;)
Lubię sobie też narzucić jakiś motyw przewodni podróży. W Tunezji chciałam odpocząć, żadnych innych oczekiwań. Gruzję odwiedzam naiwna jak dziecko. Chcę interpretować wszystko jako fajne, piękne i ciekawe, nie szukać złych rzeczy. Poczytać dopiero jak z podróży wrócę. Wtedy skonfrontować z tym, co widziałam.
Chociaż mamy inny sposób patrzenia na świat, szalenie spodobało mi się jak @cam_myy przygotowując się porodu wybrała sobie zasadę, że nie słucha opowieści koleżanek o ich traumach porodowych, że nie czyta złych rzeczy, same dobre relacje. 
Ileż to razy ja się naczytałam o tym jakie coś jest złe i niedobre a potem się okazało, niepotrzebnie się stresowałam i spinałam, bo to było totalnie lajtowe.
Tym razem mam ochotę widzieć wszystko przez różowe okulary. Zdejmę je w Polsce. Uszanujcie proszę mój eksperyment myślowy! „You know, it's funny... when you look at someone through rose-colored glasses, all the red flags just look like flags.”
Kto wie skąd to cytat?! ;) #gruzja #georgia #kutaisi #wakacje #worktion #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie,...

Czy na podstawie jednego miasta albo regionu mam prawo wypowiadać się na temat tego, jak odbieram dany kraj?
#Tunezja okazała się zupełnie inna na północy niż południu. Zupełnie. Ale też przecież co innego czuje turysta w Warszawie i Krakowie, nie mówiąc nawet o Tatrach czy polskiej wsi. Takiej pięknej jak Zalipie, albo tej innej - pełnej uwiązanych na łańcuchach psów o zaropiałych oczach i klientów ustawiających się rano pod sklepem by przed pracą walnąć małpkę.

Gdziekolwiek jestem w turystycznym miejscu, Freddie śpiewa w mej głowie „Is this the real life? Is this just fantasy?”. W Tunezji akurat widziałam i jedno i drugie (na zdjęciu np. „Wioska Star wars” autentyczny plan zdjęciowy, który tu został). A co widzę w innych podróżach?
Czasami więcej niż bym chciała, jak wtedy gdy przypadkiem trafiam na plażę dilerów na Karaibach.

To jeszcze przy okazji - w myśl filozofii „zacznij tu gdzie jesteś i z tym co masz” zrobiłam najbardziej low budget amatorski cosplay ever. 
Umiem też ugotować coś dla niespodziewanych gości gdy mam „światło w lodówce”. A w liceum  nie chciało mi się prowadzić zeszytu do polskiego, więc gdy musiałam przeczytać swoją wypowiedź, to tworzyłam ją na bieżąco, udając, że czytam. Nie zapomnę wzroku mojej polonistki, gdy chciała mi wpisać do zeszytu ocenę, a tam nie było nic.😂 Nigdy nikt tak płynnie nie przeszedł od chęci wstawienia piątki do jedynki. Nie pamietam to jak się skończyło :D
Nie wiem dokąd zmierza ten wpis, traktujcie to jak myślodsiewnię.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #throwbackthursday #podróżemałeiduże #podróże #wakacje #travelblogger #cosplay #lowbudgetcosplay #budgettravel #aniamaluje #szczerze_pisząc #blogerka #travelgirl #matmata #starwars #rey #pustynia #sahara #tatooine #gwiezdnewojny

Czy na podstawie jednego miasta...

Historia Klaudii – jak została nauczycielką angielskiego w Chinach?

Miałam zrezygnować z cyklu “moja historia“, ale pojawił się bardzo ciekawy mail. Klaudia napisała mi, jak udało jej się zrealizować nietypowe marzenie o nauczaniu w Chinach. Ciekawi?

Cześć wszystkim 🙂 Na początku powiem parę słów o sobie: nazywam się Klaudia i jestem studentką III roku sinologii (filologii chińskiej) oraz I roku zarządzania. Prowadzę również bloga, na którym zamieszczam relację z moich wyjazdów (z przewagą autostopowych) oraz udzielam wskazówek, jak podróżować tanio i ciekawie. Dziś chciałabym się podzielić z Wami tym, jak w dość krótkim czasie udało mi się uzbierać kwotę około 3000zł na wyjazd do Azji. Mam nadzieję, że ta historia kogoś zainspiruje 🙂
Wiele osób mówi, że chętnie zaczęłoby podróżować, gdyby miało pieniądze. Myślenie to jest błędne, po pierwsze dlatego, że podróżowanie wcale nie musi być drogie, a po drugie – jeśli jest się zdeterminowanym, pieniądze można zdobyć na wiele sposobów. Aby wyjechać na wolontariat do Chin, musiałam zebrać pieniądze na bilety lotnicze, wizę, szczepienia, opłatę za udział w programie oraz zwiedzanie. Wolontariat zapewniał mi zakwaterowanie i częściowe wyżywienie w zamian za pracę – nauczanie angielskiego.
Zaczęło się od tego, że stwierdziłam, iż mam na studiach zbyt wiele wolnego czasu i postanowiłam poszukać sobie pracy. Napisałam CV, które świeciło pustkami i zaczęłam przeglądać oferty. Wysyłałam maile do sklepów z ubraniami, kawiarni, kin, gazet studenckich. Nigdy nie dostałam ani jednej odpowiedzi. Dziś wiem, że pracy nie szuka się przez ogłoszenia w Internecie, ale o tym w dalszej części postu 🙂 Sytuacja wydawała się beznadziejna. Byłam na pierwszym roku, nie miałam żadnego doświadczenia i wszyscy mnie olewali. Ale nie poddawałam się, bo chciałam wreszcie robić coś pożytecznego. 
W końcu wymyśliłam, że dam ogłoszenie o korepetycjach z chińskiego. Miałam wobec tego wątpliwości – będąc dopiero po pierwszym semestrze sinologii nie umiałam praktycznie nic poza zupełnymi podstawami. Pomyślałam jednak – co mi szkodzi? Ogłoszenie się zredagowało i poszło do sieci. Pierwszego maila dostałam już dwa dni później i zyskałam pierwszego ucznia. Był przedszkolakiem i mieszkał 20km za miastem. Daleko, ale zgodziłam się dojeżdżać – i tak nie miałam nic do roboty. Jechałam tam godzinę, godzinę trwała lekcja i godzinę wracałam. Pracowałam za chyba najniższą możliwą stawkę, ale było mi wszystko jedno – nareszcie coś robiłam i do tego miałam własne pieniądze. Potem zgłaszały się osoby na pojedyncze lekcje, ale nie miałam nikogo więcej na stałe.
W czerwcu natomiast z ciekawości napisałam maila do firmy zajmującej się organizacją zajęć dla dzieci z pytaniem, czy byliby zainteresowani lekcjami chińskiego. Po dwóch dniach dostałam telefon – byli zainteresowani, i to od zaraz 😉 Umówiłam się na spotkanie, a kilka dni potem przeprowadziłam zajęcia w jednym z lubelskich przedszkoli. Nie wyszła z tego stała współpraca, ale zdobyłam kolejne doświadczenie.
We wrześniu nastąpił przełom: dostałam maila od dyrektora szkoły językowej. Miał chętnych na kurs chińskiego i szukał lektora. Nie wiedziałam, czy się zgodzić – korepetycje korepetycjami, ale szkoła? Namawiał mnie jednak, chciał, żeby zajęcia ruszyły od października. Pomyślałam więc – skoro mnie chcą, to dlaczego nie? 😉 Podpisałam umowę i będąc na drugim roku studiów zaczęłam pracować w szkole językowej. Ponadto miałam też chętnych na korepetycje i lekcje online. Mój grafik się wypełnił, a od tej pory na moje konto co miesiąc spływała ładna suma.
Kilka miesięcy później, kiedy podjęłam już decyzję o wolontariacie, postanowiłam jeszcze trochę dorobić. Zaktualizowałam CV i wysłałam je do kilku innych szkół językowych w moim mieście. Nie patrzyłam na to, czy mają w ofercie chiński, po prostu pytałam, czy są zainteresowani takimi lekcjami. Pierwszy telefon dostałam już po dwóch godzinach 🙂 Była to znana polska sieciówka. Zainteresowali się i zaproponowali współpracę. Niedługo potem dodali do oferty chiński, uzbierała się grupa chętnych i prowadziłam tam zajęcia do końca semestru. Miałam tyle lekcji, że musiałam odsyłać kolejnych chętnych do znajomych.
Niedługo przed wyjazdem podliczyłam koszty i stwierdziłam, że jeszcze trochę mi brakuje do pełnej sumy. Zadałam sobie pytanie:  Co potrafię robić, w czym jestem dobra i czy którąś z tych rzeczy mogę sprzedać? Doszłam do wniosku, że zawsze nieźle szło mi pisanie, więc szybka akcja – wstawiłam w Internecie ogłoszenie o pisaniu prac i prezentacji maturalnych. Już kilka dni później przecierałam oczy przed komputerem, bo nie było dnia, żebym nie dostała maila. Ludzie chcieli ode mnie wszystkiego – prezentacji, wypracowań, a nawet licencjatów. Gdybym podjęła się wszystkich zleceń, zarobiłabym chyba drugie tyle, co na lekcjach. Napisałam kilka prac i w ten sposób wpadło mi jeszcze parę groszy. Przy okazji poznałam mroczne podziemia nauczania języka polskiego w liceum 🙂
Takim właśnie sposobem w kilka miesięcy uzbierałam praktycznie całą sumę potrzebną na wyjazd, a ponadto zdobyłam całkiem spore (zwłaszcza na studenta) doświadczenie. Sam wolontariat również wzbogacił moje CV (nauczanie angielskiego w Chinach), co obecnie robi spore wrażenie na rozmowach rekrutacyjnych, w których biorę udział. W międzyczasie zainteresowałam się także marketingiem i zaczęłam zdobywać doświadczenie także w tej dziedzinie – dostałam się na praktyki, zaczęłam działać w PR w organizacji studenckiej oraz planuję wyjazd na kilkumiesięczne, zagraniczne praktyki. Staram się cały czas działać, rozwijać, robić jak najwięcej ciekawych rzeczy. No bo kiedy, jeśli nie na studiach? 😉
Jak widać, praca nie musi oznaczać dla studenta jedynie call center albo rozdawania ulotek. Jeśli jest się stale aktywnym, ciągle szuka się nowych okazji do zdobycia doświadczenia i nie boi się ryzykować, czasem można osiągnąć całkiem sporo. W moim przypadku sporą rolę odegrał co prawda niszowy kierunek i odrobina szczęścia, jednak wiem, że bez mojej własnej inicjatywy nic by z tego nie wyszło i potencjał by się zmarnował. W końcu ogłoszenia o korepetycjach nie wstawiają się same do sieci, a CV nie wędruje w magiczny sposób do odpowiednich skrzynek 🙂 Tak oto przekonałam się raz na zawsze, że zdobycie pracy jest przede wszystkim kwestiąchęci, zaangażowania, determinacji, wyjścia z inicjatywą i nie oglądania się na to, że coś spadnie nam z nieba. Czasem zwyczajnie warto jest wyjść poza schemat, zaryzykować i dać coś z siebie. A przede wszystkim – nie bać się próbować i ciągle szukać nowych okazji do rozwoju!
Mam nadzieję, że ten post zainspiruje kogoś do działania i wykorzystania czasu studiów jak najlepiej:)
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

Łapcie adres do bloga Klaudii : http://www.kochajaclato.blogspot.com/


A ja przepraszam, że nie znalazłam czasu by odpowiedzieć na komentarze – postaram się zrobić to do jutra 😉 Przypominam też, że do piątku trwa konkurs książkowy.

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin

Uściski, Ania

93
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
64 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
PreplyAnonimowyAniamalujeHarley QKlaudia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małaa Mii
Gość

moj kolega od roku uczy angielskiego w Japonii i jest zachwycony, a pojechał tylko ze względu na brak pracy w PL, ma prace i przy okazji dobrze sie bawi i zwiedza 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nagle poczułam, że na swoich studiach nic nie robię 😀 Bardzo ciekawa historia, kopie motywacyjnie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dokładnie, ja też – czuję się zawstydzona ;p

Karola S.
Gość

Chyba jakoś telepatycznie chciałaś mnie tym postem utwierdzić w mojej decyzji – dzisiaj postanowiłam pożegnać świetnie płatną pracę w call centre. Kasa kasą, ale narzekania, wyzwiska i obrażanie dobiły mnie do reszty. W końcu trzeba lubić to, co się robi, a jak się nie lubi to działać prawda? Ale i tak mam stracha. Mam nadzieję, że mi też się uda 🙂 Autorce posta gratuluję wytrwałości, pomysłowości i chęci rozwoju. Myślę, że daleko zajdzie z takim podejściem 🙂

paranoJa
Gość

Z ciekawości, oczywiście tylko jeśli nie uważasz tego za zbyt prywatne pytanie, jaką płacę miałaś w call centre? Bo początkowo myślałam, że "świetnie płatna" to ironia, ale dalsza część wypowiedzi wybiła mnie z rytmu. Do niedawna pracowałam w call center (świeć panie nad moją duszą) w jednym z największych miast w Polsce, które miało jedną z najlepszych płac (jak na call center) w mieście, a jednak wciąż nie nazwałabym tego "świetnie płatną". Stąd moje pytanie 🙂

Karola S.
Gość

Oczywiście dla każdego "świetnie płatna" to co innego. Sama zarabiam 2,5 tys., znam osoby które wyciągają 3-5 tys. właśnie na słuchawkach. Dla mnie taka kwota jest już wysoka, chociaż docelowo chciałabym zarabiać około 5 tys. 🙂 Moja pierwsza praca w cc to zarobki około 1300zł na 3/4 etatu, ale miałam też rozmowę w miejscu gdzie dawali 800zł za cały + prowizje, których nikt nigdy nie widział. Po godzinie już mnie tam nie było 🙂 Mimo wszystko mam już dosyć telefonów 🙂

paranoJa
Gość

2,5 tys. na rękę po prostu za etat po 8 h dziennie? ;O

Anonimowy
Gość
Anonimowy

III rok anglistyki, zajecia od poniedzialku do piatku- od 8-16. wydaje mi sie, ze to sporo. ile Ty, autorko mialas? pytam z ciekawosci, bo moze zle gospodaruje czasem 🙂

Klaudia
Gość

cześć 🙂 ja przez 2 pierwsze lata miałam bardzo mało zajęć na studiach, w ostatnim semestrze jeździłam na uczelnię tylko 2 dni w tygodniu. niestety z kolei ten semestr mam totalnie zawalony – przez 4 dni w tygodniu siedzę na uczelni od rana do nocy i nawet nie mam czasu przygotowywać się na zajęcia. cóż, nasz plan studiów nie został zbyt mądrze ułożony, ale nic na to nie poradzę. w tym roku nie mogę więc za bardzo dorabiać, ale następny semestr powinien już być luźniejszy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dziekuje za odpowiedz:)

Amanita
Gość

No właśnie, to też trzeba mieć czas na studiach. Ja na swoich miałam zajęcia 5 dni w tygodniu, od rana do późnych godzin, czasem nawet do 20. A do tego dojazd w jedną stronę zajmował mi 1,5h. Więc tylko weekend był wolny, ale wtedy był czas na naukę, prezentacje, przygotowania do zajęć itd.

Marta
Gość

Ja też III rok, też zajęcia od poniedziałku do piątku a korki z angielskiego daję o 17 lub 18 🙂 Da się.

paranoJa
Gość

Rozumiem zajęcia do 20:00 i tak dalej, ale jak przeczytałam posta o zajęciach od poniedziałku do piątku od 8 do 16, to przepraszam, wybuchnęłam śmiechem. Pracuję od 8 do 16. Teoretycznie, bo czasami do 17 (rzadziej do 18, ale również się zdarza). + W soboty do 14. Czy to znaczy, że już nie mam czego szukać poza pracą, bo mam całe dni zajęte? :O Zeszły tydzień trwał dla mnie trzy dni normalne i sobotę (poniedziałek+wtorek miałam długi weekend, niedziela jest na odpoczynek lub ewentualnie pracę w domu). Oprócz pracy wcisnęłam w to jedne korepetycje, dwa spotkania ze sponsorami projektu, nad… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja mam malutko zajęć, max. 4 godziny w ciągu dnia, ale dojeżdżam 1,5h, także codziennie jestem w domu około 17, czasami o 21:30, w zależności na jaki pociąg zdążę. Fakt pozostaje jednak, że mam tylko 4 dni zajęć i mało nauki, więc można by powiedzieć, że mam ogrom czasu dla siebie. Nic bardziej mylnego – po przeczytaniu tego posta zdałam sobie sprawę jak ogromnym tchórzem jestem. Jednak po studiach mam już w planach wyjazd do USA, może w końcu przełamię strach przed tym ogromnym krokiem 🙂 Oby mi się udało.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Studiowałam na dwóch kierunkach (na jednym zajęcia były 3 razy w tygodniu, na drugim codziennie). Pracowałam w dwóch pracach (w weekendy w księgarni, a w innych wolnych chwilach w firmie dla której przepisywałam ankiety). Oprócz tego udawało mi się wyskrobać trochę czasu na spotkania ze znajomymi. A studentką byłam czwórkowo-piątkową. Chcieć to móc 😉 Im ma się więcej zajęć tym lepsza jest organizacja czasu i pracy

Anonimowy
Gość
Anonimowy

paranoJa i anonim 14:46, a moze wlasnie dojazd zajmuje mi 1,5 godziny w jedna strone?a moze studia mam wymagajace i jak wracam o 16, obiad zjem jest 17, nauki mam sporo, odbywam praktyki caloroczne w szkole, do ktorych musze byc przygotowana (konspekt plus materialy), wiec wolna jest ok 20. Sa rozne studia, niektore wymagajace inne nie. jak ktos ma luzy i nauka w czasie sesji, to moze sobie pozwolic na prace dodatkowe. Jesli ktos ma ciezej+ dojazdy, to mam watpliwosci.Ale zgadzam sie ze slowami '' Im ma się więcej zajęć tym lepsza jest organizacja czasu i pracy"pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ta co studiowała na dwóch kierunkach: no farmacja i lekarski to raczej nie były… Im więcej zajęć tym większy stres prowadzący do wypalenia oraz załatwianie spraw na odwal. Pozdro.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Zajęcia 5 razy w tygodniu od 8 do 16, to sporo? Ok, czyli ja jestem tytanem pracy 🙂 Studia zaoczne od 9 do 19 co drugi weekend. Od poniedziałku do piątku praca po 8-11 h i co drugi weekend pracujący 12 h (za niedzielę mam wolny poniedziałek). Dodatkowo 2 razy w tygodniu basen i 3 razy korepetycje z języka obcego. A myślałam, że jestem leniuszkiem 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

drodzy kokietujący leniuszkowie – każdy ma inne tempo życia
przerażający jest ten pęd do samodoskonalenia w świecie, gdzie nie ma miejsca na zwykłe ludzkie słabości

Anonimowy
Gość
Anonimowy

z ludzi na zaocznych zadna osoba nie ma tyle nauki, co ja na dziennych, wiec wybacz, ale nie przekonujesz mnie jako tytan pracy.

paranoJa
Gość

Chillout, ludzie, nie chodzi o kokietowanie. Sama za leniuszka się nie uważam, wręcz przeciwnie, uważam, że zapierdalam jak mały samochodzik. Ale powiedzenie, że nie ma się na nic czasu, bo się ma zajęcia od 8 do 16? C'mon!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przekonuję Cię jako "tytan pracy", bo Ty masz po 8 godzin zajęć przez 5 dni w tygodniu? Litości. A tak na marginesie, skąd masz wiedzę o ilości nauki na moich studiach zaocznych?
Aniamaluje, owszem ilość nie równa się jakości, ale nie przesadzajmy, że 40 h zajęć tygodniowo jest takim strasznym ograniczeniem czasowym, że nie ma się na nic czasu.
Ad vocem: pewien bardzo mądry Sportowiec, odnoszący sukcesy w kulturystyce, prowadzący fittness club, seminaria sportowe, porady żywieniowe i wiele innych przedsięwzięć, dość często poskreśla: "Doba KAŻDEGO z nas ma 24 godziny"… Warto to przemyśleć, zanim zacznie się narzekać.

emajla
Gość

Och!Trafił do mnie ten tekst, oj bardzo trafił! Nie wiem jak to powiedzieć, bo wciąż hmm jest to we mnie żywe, ale CHOLERa, ja się 3 razy na sinologię nie dostałam 🙁Nawet nie wiesz jak ci zazdroszczę, w liceum byłam zbyt wielką pizdą, aby dać z siebie 100% i dostać się na te studia i teraz przechodzę z kierunku na kierunek bo nie mogę nigdzie miejsca sobie zagrzać, a chciałabym – i to mi utrudnia z całkowitej rezygnacji ze studiów!ALE!Dałaś mi nadzieję, w Poznaniu jest szkoła (WSJO) gdzie jest sinologia – jest to szkoła prywatna i trzeba nieźle bulić +… Czytaj więcej »

emajla
Gość

matko jedyna * rzucę nie żucę xd jaki byk 😀

Klaudia
Gość

cześć 🙂 jeśli chodzi o sinologię, to właściwie nie mogę powiedzieć, żebym zawdzięczała ją swojej ciężkiej pracy, bo prawda jest taka, że dostałam się tam trochę przypadkiem, ale nie żałuję. chociaż nie zawsze jest kolorowo – między innymi na blogu dość szeroko opisywałam to, co się dzieje w Chinach i raczej nie chciałabym tam już wracać 😛 więc nie wiem do końca, jak będzie dalej z moją pracą i czy w ogóle będzie ona miała związek z chińskim, bo na Chiny i kontakty z Chińczykami już się raczej nie piszę.

Anita
Gość

Jestem pełna podziwu. Jak pamiętam też w czasie studiów próbowałam wysyłać CV w odpowiedzi na ogłoszenia internetowe i nie polecam. Kiedyś odpowiedziałam na ogłoszenie zatytuowane 'telefonistka'. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną do prywatnego domu 😮 i okazało się, że mam odpowiadać na telefony panów chcących się umówić z… paniami do towarzystwa 😀

Pracowałam trochę w ulotkach, jako hostessa, w call center… Ale później dawałam też korepetycje z matematyki. Naprawdę się opłaca, a maturzystów wcale tak nie ubywa, więc popyt jest. Boję się myśleć, jak jest z językami, bo widzę, że też ładnie 🙂

Pozdrawiam,
Anita

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pisanie prac maturalnych/licencjatów itp bardzo źle mi się kojarzy…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

I taj piszą je poloniści i doktoranci, więc żadna róznica. te prace i ta nie maja nic wspolnego z wiedza, caly system edukacji to kpina w Polsce. Jakoś większość moich piątkowych znajomych z gimnazjum klepie biedę, a Ci trójkowi mają małe firemki albo sa ogarnieci finansowo.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co nie zmienia faktu, że źle mi się to kojarzy. Pamiętam, że na mojej maturze byłam jedną z DWÓCH osób w klasie, które nie kupiły sobie prezentacji i jak patrzyłam na tych zestresowanych, kujących na pamięć nie swoje słowa ludzi, to nie zły system edukacji przychodził mi na myśl… bo nie dość, że jest jaki jest, to ludzie sorry ale są coraz bardziej leniwi (bo nie chcę wierzyć, że coraz głupsi) i idą po najmniejszej linii oporu ;/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja pomogłam z prezentacją mojej kolezance z ławki. A wiesz dlaczego? Bo jest bardzo uzdolniona z fizyki i matematyki, a do wypracowań nie ma głowy. Napisałyśmy je razem, ale jakieś 90%. pomogłam jej się nauczyć. Na studiach idzie jej niesamowicie, ma dwa różne stypendia, robi projekt badawczy i prawdopodobnie pójdzie na doktorat 🙂
Myślę, że wiele takich osób ma problem, ona też na roku ma 3 osoby, które poprawiały maturę przez polski, a są niesamowicie zdolne technicznie…
Czasami wstrzelić się w klucz jest ciężko.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

No i to absolutnie rozumiem, to zupełnie co innego niż ślepe kucie czegoś, o czym nie ma się pojęcia, co się kupiło na odwal się, chodzi mi o całkowity brak wkładu własnego (i jawne oszustwo ale to już swoją drogą). A magister, który robi coś takiego, to dla mnie dupa, nie magister i sam fakt, że jest w stanie dostać za to dyplom jest przerażający…

Klaudia
Gość

szczerze, to mi też niezbyt odpowiadał ten pomysł i bardzo szybko z niego zrezygnowałam. wstawiając ogłoszenie, nie sądziłam, że ktokolwiek się zgłosi, ale dopiero, jak zobaczyłam te masy poszukujące frajera (tak), który odwali za nich robotę, stwierdziłam, że się w takie coś nie bawię.
a największym hitem była studentka dziennikarstwa, która poprosiła mnie o napisanie "tekstu prasowego na dowolny temat"… nawet nie pamiętam, czy dłużej się śmiałam, czy czułam ciarki na plecach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mnie też fragment o zarabianiu na pisaniu prac, delikatnie mówiąc, zszokował. Brzmi, jak kolejny przykład gloryfikujący Twoją przedsiębiorczość Klaudio. Pisanie za kogoś zadania, pracy maturalnej, pracy licencjackiej itd. uważam, za oszustwo porównywalne do rozwiązania komuś zadań z matury z matematyki (czytałam, że są takie sposoby). Tracą na tym osoby uczciwe. Piszesz powyżej, że ludzie szukają "frajera, który odwali za nich całą robotę". Dziwne. To tak jakbyś napisała, że każdy szeregowy pracownik, jest frajerem, bo odwala robotę za swojego szefa. W momencie w którym dostałaś za swoją pracę pieniądze, które sama ustaliłaś, nie można Cię nazwać frajerem. Od początku Twój pomysł… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mi też zle się kojarzy… Nie jest to wg mnie dobry sposób na przedsiębiorczość i propagowanie… 🙁

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, ale własne zdanie wyrazić można…

Kinga E.
Gość

Wow, przyznam szczerze, że to pierwszy post z tej serii, który przeczytałam od początku do końca i to w mgnieniu oka. Ta historia zrobiła na mnie wrażenie, no i zmotywowała oczywiście:)

Barbara
Gość

Podpisuję się pod Twoim komentarzem rękami i nogami 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, może to głupio zabrzmi ale jestem zdesperowana i mam pustkę w głowie… Co na przykład można robić, poza korepetycjami, w sensie (teraz to już polece totalną cipą) co np moge potencjalnie umieć, a na czym można zarobić? A tak poza tym, to rozumiem, ze tego typu usługi robi się na czarno?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To moze ja pomogę, bo zainspirowałam Anię do napisania o tym i zrobiła taki post : https://www.aniamaluje.com/2013/12/jak-dorabiaam-bedac-w-liceum-sposoby.html
Z tego co wiem, to Ania ma umowę o dzieło czy zlecenie z jakąś szkołą językową, która pobiera prowizje za jej zajęcia, a dzięki temu Ania prowadzi to legalnie – wystawianie rachunku każdemu z rodziców z osobna byłoby katorgą, a czasami także rodzic chce mieć fakturkę. Jak wyrobi godziny z umowy, dostaje pieniądze od szkoły. Dobre rozwiązanie, sama szukam jakieś szkoły, która zgodzi się na procent od moich korków w zamian za umowę, bo zawsze boję się, że ktoś doniesie 🙂

Klaudia
Gość

jeśli chodzi o korepetycje, to od tego też się odprowadza podatki, ale znaczna większość tego, co zarobiłam pochodziła ze szkół językowych, a tam miałam normalną umowę-zlecenie.

a jeśli chodzi o inne umiejętności, które można wykorzystać – mam uzdolnionych muzycznie znajomych, którzy np. śpiewają lub grają na ślubach, prowadzą warsztaty. koleżanka studiująca grafikę sprzedaje ręcznie robione koszulki i torby. inna koleżanka robi biżuterię (będąc w gimnazjum pojechała do Belgii, gdzie ją sprzedała i zarobiła na lustrzankę). można też oczywiście zarabiać na przykład na prowadzeniu fachowego bloga lub strony internetowej, to też rodzaj sprzedania umiejętności/talentu. to moje pomysły 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

20 km za miastem i dojazd trwał godzinę? Rowerem?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

wiesz jak rzadko jeżdzą podmiejskie? I przez jakie wertepy nieraz? Samo przedarcie się przez miasto trwa najdłużej, dojeżdzam codziennie na uczelnie 30 km w godzinę, a czasami czekam na pks 2h…

Klaudia
Gość

dokładnie… nigdy nie byłam pewna, kiedy przyjedzie bus, a potem musiałam jeszcze przedrzeć się z dworca do domu. zawsze schodziło z tym długo.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ale mimo to szacun za determinacę

Anonimowy
Gość
Anonimowy

post spadł mi z nieba, przy moich aktualnych poszukiwaniach pracy i załamaniem z tym związanym. dzięki Wam !

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja napiszę coś odmiennego, mam nadzieję, że autorka się nie obrazi. Jak można nauczać języka obcego samemu posiadając tylko bardzo ogólną wiedzę podstawową? Nie zrozum mnie źle, sama jestem po anglistyce – uczyć zaczęłam po 3 roku i wielu praktykach pod okiem doświadczonych n-li. Czy nie było trochę tak, że skoro chińskiego i tak nikt nie umie – można zaryzykować – i tak nikt się nie zorientuje, ze nie jesteś biegła w tym języku…

Klaudia
Gość

już odpowiadam. na samym początku uczyłam małego chłopca i właściwie jedyne, czego mogłam go uczyć, to tylko trochę słówek i absolutnie podstawowych zdań. do tego nie trzeba mieć magistra 🙂potem pracowałam w szkole językowej i również uczyłam totalnych podstaw w grupie początkującej. na studiach miałam po kilka godzin chińskiego dziennie i uczyłam się bardzo intensywnie, więc mój poziom rósł w oczach z tygodnia na tydzień. w przypadku, kiedy lekcje w szkole językowej odbywały się 2 razy w tygodniu po godzinie, nie było opcji, żeby w jakiś sposób wyprzedziły moją wiedzę i nie czułam też, żeby przerabiany z kursantami materiał mnie… Czytaj więcej »

bloo.
Gość

Jestem pełna podziwu. Sama chciałabym robić coś poza uczelnią, ale plan zajęć średnio mi na to pozwala. A do korepetycji nie mogę się przekonać, boję się że nie nauczę kogoś dobrze.

joule
Gość

Przeczytałam historię z uśmiechem na gębie, bo czuję w podejściu dzisiejszej bohaterki dużo mojego podejścia. Nie ma co tracić okresu studiowania na samo studiowanie. Kiedy indziej będziemy mieć szansę na super projekty i podróże? (Oby zawsze, no ale wiadomo, nie każdemu się uda.) Gorąco Cię pozdrawiam, Klaudia, oby tak dalej! 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To opcja jedynie dla ludzi mieszkających z rodzicami i na dziennych, mało wymagających studiach, gorzej jeśli ktoś studiuje w obcym mieście i sam musi się utrzymać i płacić za studia…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

No nie każdy ma możliwość mieszkania z rodzicami i musi radzić sobie sam, a z pustego i salomon nie naleje…

Kate
Gość

Też się uczę chińskiego na studiach, więc myślę że za jakiś czas zrobię podobnie. Na pewno bardzo bym chciała wyjechać na stypendium do Chin na pół roku lub rok, ale to plany na przyszły lub jeszcze następny rok 🙂

Szczypta Magii
Gość

i niech mi ktos powie, ze się nie da 🙂 Brawa dla koleżanki !!

my-clockwork-orange
Gość

też mi powód do dumy – pisanie za kogoś prac maturalnych…

bez komentarza.
niektórzy ludzie nie mają za grosz poczucia minimalnej uczciwości, i jeszcze się tym chwalą, że tacy "zaradni są :/

Klaudia
Gość

tak jak pisałam wyżej w jednym z komentarzy, szybko się z tego wycofałam, bo stwierdziłam, że jednak nie bawi mnie odwalanie roboty za kogoś. a wspomniałam o tym w historii tylko dlatego, żeby pokazać czytelnikom kierunek, w jakim według mnie warto podążać, czyli szukania odpowiedzi na pytanie, co potrafię robić i czy mogę to wykorzystać w przedsiębiorczy sposób.

Panna Emilka
Gość

Nie nazwałabym napisania kilku prac nieposiadaniem "za grosz poczucia minimalnej uczciwości". Gdyby tylko w taki sposób ludzie byli nieuczciwi, to świat byłby rajem. Jeśli dla kogoś byłby to jedyny sposób żeby się utrzymac/zdobyc kasę na ważny cel, to sorry, ale lepiej robic to niż brac pożyczki i zasiłki. i tak, jak najbardziej jest to zaradnośc, niestety 100% uczciwą pracą, jeśli nie ma się pleców, sypiących kasą rodziców itd. czasem po prostu nie da się osiągnąc sukcesu. Kilka prezentacji maturalnych nikogo nie zabiło, a pomogło Klaudii na zdobycie ważnego atutu w CV i wzrost szansy na dobrą pracę – korzyśc niewspółmierna… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

@ Panna Emilka Jest takie powiedzenie "pieniądze nie śmierdzą"… niektórzy nie zgadzają się z taką ideą. W Twoim przypadku przekonanie o tym, że pisanie za kogoś zadań (prac maturalnych, licencjackich) to oznaka przedsiębiorczości idzie w parze z przekonaniem o tym, że uczciwa pracę można zdobyć nieuczciwie (plecy, rodzice), czyli w konsekwencji wszyscy są tak naprawdę nieuczciwi – brzmi jak próba usprawiedliwiana się. Odnosząc się jeszcze do fragmentu "kilka prezentacji nikogo nie zabiło", pewnie nie, ale jest nieuczciwe wobec "frajerów", którzy piszę prace samodzielnie i na przykład nie dostaną się na studia lub stypendium, bo ktoś miał kasę i brak skrupułów.… Czytaj więcej »

Panna Emilka
Gość

@tamet – zgodzę się, że ciężko jest ustalic granicę (Zofia Nałkowska z liceum mi się przypomina:-), ale nie mogę się zgodzic z nazwaniem autorki przez clockwork orange "skrajnie pozbawioną uczciwości", bo wtedy zaczyna brakowac skali na naprawdę nieuczciwe i dużo bardziej szkodliwe zachowania. Ale nie żyjemy w idealnym świecie niestety i żeby w nim nie zginąc czasem nie można byc do bólu uczciwym, niestety. Np. mam znajomego po długim pobycie w szpitalu psychiatrycznym, bardzo inteligentnego ale zbyt wrażliwego, nie daje sobie rady w żadnej normalnej pracy, więc pisze takie rzeczy, bo to jedyne na czym daje radę zarobic na życie,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

@Panna Emilka Nie będę się kłócić o to czy można nazwać autorkę historii "skrajnie pozbawioną uczciwości". Możliwe, że to sformułowanie jest za mocne. Faktem jednak jest, że autorka nie widzi nic złego w tego typu zarabianiu (na podstawie samej historii jak i jej komentarzy pod notką). W "mojej historii", kwestia zarabiania na pisaniu komuś prac jest czymś pozytywnym, a nie ostatecznością. Autorka historii chciała się tym pochwalić i z tym mam największy problem. Można oczywiście się zastanowić czy prawo nie jest złe i może powinniśmy walczyć o to, by taki proceder był legalny (jak na przykład w przypadku uproszczenia opodatkowania… Czytaj więcej »

Panna Emilka
Gość

@tamet – no to chyba mamy taki sam pogląd na tą sprawę w gruncie rzeczy tylko na co innego zwróciłyśmy większą uwagę:-) Nie napisałabym tamtego komentarza, bo też nie jestem za promowaniem pisania prac za kogoś i też nie uważam tego samego w sobie za pozytywne, ale zdenerwowała mnie taka jednoznaczna i, moim zdaniem, zbyt radykalna krytyka, bo jak wyżej napisałam, dużo zależy od sytuacji danej osoby. Sytuacje skrajne są moim zdaniem bezdyskusyjne (typu kradzież jedzenia gdy jest się głodnym nie może byc nazwana czymś złym), rozumiem też osoby sfrustrowane swoją sytuacją życiową, które po wyczerpaniu legalnych sposobów na jej… Czytaj więcej »

Klaudia
Gość

Anonimowy19 listopada 2014 13:48rzeczywiście, dopiero teraz widzę, że źle się wyraziłam. dla wyjaśnienia więc: nie jestem dumna z tego, że napisałam dla kogoś pracę, a wspominając o tym w historii chciałam jedynie zachęcić innych do szukania możliwości wykorzystania swoich talentów. każdy ma inne umiejętności i może je wykorzystać na różne sposoby. tak jak wspomniałam, szybko się wycofałam z pisania i stwierdziłam, że nie był to dobry pomysł, zwłaszcza, że zobaczyłam, jak wiele osób rzeczywiście chce, by napisać dla nich pracę. wydaje mi się, że gdybym była osobą "skrajnie pozbawioną uczciwości" wykorzystałabym to i dorobiła się niemalże fortuny, a jednak tego… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniamaluje jasne, ze wszystko da się jakoś usprawiedliwić, empatyzować i zrozumieć ciąg przyczynowo-skutkowy, co nie zmienia faktu, że coś uznaje się za złe lub dobre. A ocenianie jest chyba najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem i nie wiem czemu tak reagujesz na negatywną ocene czegos (nie mam tu na myśli tylko tej sytuacji). To, ze ktoś uważa pisanie prac za złe, nie znaczy od razu, ze potępia całokształt osoby, która to robi, po prostu uważa to za złe i nie ma co sie zastanawiać nad zyciorysem tej osoby i tym co ja do tego czynu skłoniło, bo na tej zasadzie wszyscy mogą… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mi osądzanie w tej konkretnej sytuacji pokazało, ze nie jest tak źle i nie tylko ja uważam takie oszukiwanie za cos niedobrego. Dało mi to, ze teraz wiem, że sama autorka tak uważa i zmieniło moje myślenie o niej na lepsze i przywróciło wiare w ludzi pod tym względem 😉 i żeby nie było… nie traktuję tego jako grzechu smiertelnego, sytuacja wyżej w komentarzach już się wymknęła spod kontroli i wygląda dość komicznie aczkolwiek takie mam poglądy i nie uważam, że wyrażanie ich i dyskusja na temat nawet negatywnego osądu była czymś złym (chyba że się jest niekulturalnym hejterem i… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie miałam czasu zajrzeć wcześniej. Odpowiedziałaś i teraz obawiam się, że już tutaj nie zajrzysz… Szkoda by było, bo nie chciałabym aby zostało na tym, że przyszłam tu sobie pooceniać, by poprawić sobie samopoczucie i poczuć się lepszą/uczciwszą od kogoś. Tak nie było, w kolejnym poście (najprawdopodobniej jutro) postaram się to udowodnić. W skrócie będzie o etyce. Warto rozmawiać o etyce, moralnych dylematach, uczciwości, bo to część dorobku ludzkości. W szczególności teraz, gdy świat odchodzi od dogmatów religijnych i zasadzie TAK bo TAK ("jest napisane w naszej świętej księdze") i całej tej czarnobiałości. Pytanie, jest takie: jak ludzkość będzie PRZEKAZYWAĆ… Czytaj więcej »

Mada:)
Gość

Bardzo inspirująca i niesamowita historia. Po prostu nie wolno się poddawać, trzeba działać i wierzyć w siebie.:)
Pozdrawiam

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Aniu, nie nawiążę do postu, bo po prostu go nie przeczytałam. Od a do z przeczytałam inne, które miałam nadzieję, że trochę mi pomogą. Twoje teksty niezwykle do mnie trafiają, czytając je mam siłę i chęci, aby coś zmienić, by móc być szczęśliwą. Taki stan trwa do 20 minut… W tym roku pisałam maturę, podstawy zdałam rewelacyjnie, natomiast przedmioty rozszerzone poszły całkowicie nie po mojej myśli. Całą klasę maturalną poświęciłam chemii, robiąc po kilkaset zadań tygodniowo, chodząc na korepetycje do niezwykle zdolnej osoby, TYLKO po to, aby zdać rozsz chemię na 55%. Wychodząc z sali, po oddaniu arkusza z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, mam podobnie 🙁 też zawsze udaje ,że jest wszystko w porządku, wszyscy myślą ,że mam super życie, że jestem szczęśliwa, ale tak naprawdę jestem wrakiem człowieka.. mam wszystkiego dość, nie radze sobie z uczuciami, nie mam siły po raz pierwszy na n i c .. tak kompletnie.. niestety pojawiły się myśli samobójcze, chciałam się nawet zabić, ale nie mogłam tego zrobić.. teraz jestem "pod opieką psychiatry" , mam leki antydepresyjne ale to i tak nic nie pomaga 🙁 cały dzień jestem nieprzytomna , nie mam siły na szkołę ( 2 LO ) , wszystko zawalam, moge być nieklasyfikowana, jest… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej, absolutnie sie nie poddawaj! Po pierwsze mozesz znaleźć farmacje w trybie platnym. Nie masz kasy? Wez kredyt studencki (splaca sie po studiach , a moze uda sie wcześniej, bo np. Dostaniesz stypendium albo dasz korki z chemii dzieciakom w gimnazjum). Popraw mature jesli wystarczy Ci sil. Po trzecie wybierz inny kierunek, ktory jest zbliżony – np. dietetyka i po skończeniu studium zrób z tego dodatkowego kierunku licencjat. Nie uda Ci sie w farmacji – otworzysz swój biznes oparty na- dla przykladu -zdrowym zywieniu. Nie chcesz? Moze pomyśl o franczyzie? Otworzysz swoja aptekę ale należąca do sieci innych aptek. Wiadomo,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Anonimowy17 listopada 2014 23:45 widać, że nie bardzo wiesz o czym mowa…

Harley Q
Gość

Płacz. Wypłacz się. Płacz aż zabrakni ci łez. Pozwól, żeby te wszystkie emocje, całe rozczarowanie, wściekłość, wszystko co czujesz miało ujście. Masz prawo – przez głupi arkusz twoje marzenie zostało ot tak przekreślone, przez głupi arkusz nie mogłaś pójść na wymarzony kierunek, masz święte prawo płakać. To twoje marzenie zdeptał jakiś egzaminator, który akurat miał zły dzień, to on ocenił tak a nie inaczej arkusz egzaminu, który na dobrą sprawę nie sprawdza realnej wiedzy. Masz prawo być rozczarowana – każdy by był, gdyby to jego ciężka praca poszła na marne. Nie ma w tym nic złego – to twoje życie,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Harley, bardzo Ci dziękuję za te słowa! Od razu się uśmiechnęłam, jak napisałaś o wyrzuceniu z siebie wszystkiego. Myślałam nad poprawą matury, ale zwyczajnie nie mam teraz czasu, żeby na spokojnie usiąść do chemii i biologii, bo są przedmioty w szkole policealnej, które muszę zaliczyć. Po drugie okropnie boję się drugiego kopa, że za rok mogłabym go znowu dostać. Chemię lubię, rozwiązując witowskiego, choć się na niego wściekałam, lubiłam to. Męczyłam się nad niektórymi zadaniami, ale mimo to, nie chce mi się rzygać na widok układu okresowego. Tylko, że sęk w tym, że chodząc teraz do tej szkoły, widzę, że… Czytaj więcej »

Harley Q
Gość

To może tak, jeśli nie masz czasu na naukę do matury – trudno, może jak rozluźni ci się grafik 😉 A ze strachem zawsze tak jest, nie lada odwagi trzeba żeby znów wystawić się na atak, ale zawsze jest szansa, że będzie lepiej 🙂 Jeśli coś nie daje ci satysfakcji to nie ma sensu tego ciągnąć z nadzieją, że jakoś to będzie, ja na przykład innej opcji nawet nie zakładałam, ale to twoja decyzja. Z drugiej strony sama piszesz, że jak będziesz mogła, to zmienisz zawód, więc odpowiedź chyba już znasz. A pieniądze chociaż życie bardzo ułatwiają i są niezbędne… Czytaj więcej »

Złota Orchidea
Gość

świetna historia 😉
mam nadzieję , ze mi też się uda 😉

fellogen
Gość

Ja strasznie żałuję, że nie zaczęłam szukać pracy od początku studiów. Jestem na drugim roku dziennych studiów inżynierskich (czyt. nauki po kokardkę), pracuję i – o dziwo! – mam więcej czasu na wszystko niż na pierwszym roku, a i z nauką jest dużo lepiej.Pracę mam super, na chwilę obecną nie chciałabym innej. Grafik ułożony jest tak, że nie koliduje mi w żaden sposób z zajęciami. Dodatkowe 400-600 zł ułatwia życie studenckie, a i częściowo odciąża finansowo moich rodzicówBa, zabieram się za poszukiwanie jakiegoś stażu, żeby powoli zbierać doświadczenie zawodowe, mimo że obowiązkowy staż jest dopiero po 3 roku studiów.Szkoda mi… Czytaj więcej »

trojka
Gość

fajnie, że Klaudia chciała się podzielić z nami swoja energią do działania. mnie zmotywowała! 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Tyle już czytam Twojego bloga, że aż miło przeczytac historię osoby którą się zna 🙂

Świnka
Gość

Podziwiam ludzi którzy przed niczym się nie cofną kiedy mają jakiś cel. Nie mogę powiedzieć że nic nie robię, studiuję, pracuję, bloguję ale za marzeniami nigdy nie musiałam tak 'gonić' a wydaje mi się to fantastycznym doświadczeniem! Takie udowodnienie sobie czegoś. Motywujące! 🙂

Ania Kania
Gość

świetna historia, już opchnęłam linka dziewczynom, które studiują chiński na mojej uczelni :p Może się zainspirują 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej Wam wszystkimLubię takie historie bo pokazują, że żeby być szczęśliwym i spełnionym trzeba działać a nie się lenić i narzekać. Osobiście nie zarabiam wiele, jestem już po studiach, mam męża, własny mały kąt i pełno pasji i celów, które pomalutku realizuje. Umiem znaleźć dodatkowe źródła dochodu gorzej u mnie z odkładaniem pieniędzy dlatego mam ich nie wiele, może z czasem się nauczę. Moje dodatkowe źródła dochodu to badania tajemniczego klienta – firma VSC- bardzo polecam – dużo badań i regularne dochody. Mam zaprzyjaźnioną sąsiadkę z naprzeciwka, której pomagam w różnych czynnościach np myciu okien, robieniu zakupów itp. Wykonuje również… Czytaj więcej »

Ems
Gość

Te wszystkie historie, które zamieszczasz na blogu, po prostu mnie zawstydzają. Sama niewiele działam i choć chcę to zmienić, nie mogę odnaleźć motywacji, niestety.
A jeśli chodzi o język chiński, to pamiętam, że kiedyś (bardzo dawno temu, kiedy planowałam studiować kierunek ekonomiczny) miałam się go uczyć, jednak przewidziałam dla siebie nieco inną przyszłość 🙂

Preply
Gość

Zapraszam do zapoznania się z ofertą firmy preply! Najlepsze oferty pracy, praca dla nauczycieli chińskiego w Poznaniu
http://preply.com/pl/poznan/oferty-pracy-dla-nauczycieli-języka-chińskiego
Pracowałem z nimi przez ponad rok i zdobyłem cenne doświadczenie! Polecam.

Previous
Zdrowe odżywianie jest tanie! Konkretne przykłady
Historia Klaudii – jak została nauczycielką angielskiego w Chinach?