Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Zwierzęta nie są od tego, by mnie zabawiać


Nie wiem jak zacząć ten tekst, bo chciałabym być dobrze zrozumiana, ale też całkowicie szczera. Więc może prosto – jem mięso, lubię boczek, nie wszystkie kosmetyki których używam się nietestowane na zwierzętach.
Dokonuję wyborów, które są według mojej aktualnej wiedzy i potrzeb najbardziej dobre, jakie tylko mogą być. Często zmieniam zdanie, bo zarówno moja wiedza jak i potrzeby ulegają zmianom na przestrzeni lat.
Więc też uprzedzam, że weganie i wegetarianie nie są raczej adresatami tego tekstu, ale o ile wyznają zasadę “nie mów innym jak żyć, pokaż jak żyjesz” – lubię ich i szanuję. Znam wiele osób wyznających takie wartości, i ich podejście mnie inspiruje.
Wpis zawiera też kilka brzydkich zdjęć.

Uważam, że nie mam prawa oceniać wyborów innych ludzi i daleka jestem do wszystkich ekstremizmów. 
Mam tutaj takie samo podejście jak w przypadku zero waste:

Zacznę może od wstydliwego wyznania.

Kiedy miałam cztery lata, mój dziadek miał króliki. Kiedyś dzięki królikom dało radę przeżyć wojnę i wykarmić ich mięsem rodzinę, więc doskonale pamiętam z jakim szacunkiem dziadek do nich podchodził. Dla tych, którzy nie byli inni na wsi innej niż agroturystyka – króliki hodowane na mięso to nie są te śliczne puchate białe kuleczki, tylko takie szare i duże.
Własne sprawdzone mięso było czymś sensownym. Zamiast bawić się w piaskownicy często chodziłam więc z łopatką i szukałam robaków dla kur sąsiadki oraz zbierałam jakieś zielsko dla królików. Szybko rosły, wiedziałam jak kończyły i traktowałam to jako coś zupełnie naturalnego. Pamiętam opowieści dziadka o tym, jak dzięki królikom przeżyli, oraz historie babci o tym, jak chowała się w lesie z krową, żeby wygłodniali żołnierze jej nie zabrali. Od przeżycia tej krowy zależało przeżycie całej rodziny.  Lądowanie królika na talerzu to był dla mnie normalny cykl życia.
Wracając do historii – króliki się rozmnażały, więc dziadek pokazał mi małe, nowonarodzone, różowe króliczki wyglądające jak łyse szczury. A potem  surowo zakazał ich dotykania. Ciekawość dzieciaka jest silniejsza i pogłaskałam maluszka wkładając palec przez klatkę.
Swojego ryku gdy na moich oczach królica go zagryzła nie zapomnę do dzisiaj. To jest najstraszniejsze wspomnienie z mojego dzieciństwa, bo przecież ja chciałam tylko pogłaskać, zupełnie jak Lennie w arcydziele Steinbecka Myszy i Ludzie.

Pogrzeb który urządziłam maleństwu oraz zapalone na “grobie” świeczki z tortu pamiętam wyraźnie do dzisiaj, a  sen o zagryzanym króliczku budził mnie w środku nocy przez długie miesiące.
Później “uratowałam” motylka zamykając go w słoiku, bo przecież w bezpiecznym miejscu będzie mu lepiej.
Doskonale wiem, że czasami robimy złe rzeczy w zupełnie niezamierzony sposób i jestem ostatnią osobą, która będzie osądzać innych.
Internetowe lincze są dla mnie jedynie unowocześnioną formą kamienowania. Niepotrzebna agresja z rozmyciem odpowiedzialności. Zdecydowanie lepiej działa edukacja.

Żyjemy w świecie, w którym każdy wybór poddawany jest ocenie. Masz skórzane buty – bleh, jak śmiesz, zwierzęta giną. Kupujesz buty z czegoś syntetycznego – bleh, jak możesz, stopa w tym nie oddycha a w ogóle to nie jest ekologiczne.
Ile hejtu generuje zwykły wybór oleju! Smalec nie jest wegański, olej palmowy zły, bo orangutany, kokosowy – bo przereklamowany. Oliwa też zła, bo kupując zagraniczne zabijasz polskie rolnictwo, a  mamy polskie oleje. Polski rzepakowy meh, bo przecież rolnicy używają szkodliwego glifosatu i w ogóle plastikowa butelka nie jest zero waste. Pakowany w ciemne szkło lniany może i bardziej eko, ale i tak usłyszysz, że zdrowsze jest siemię lniane a olej lniany ma niewiele wartości. Jak żyć?
Uważam się za całkiem świadomą osobę. Nie chodzę do cyrków, bo smaganie batem  nafaszerowanego otępiającymi lekami zwierzęcia jest dla mnie okrucieństwem, a nie rozrywką i nie chcę dokładać do tego pieniędzy. Delfiny widziałam tylko na Korfu z bardzo daleka i chociaż widziałam w wielu odwiedzonych krajach plakaty zachęcające do rozrywki polegającej na oglądaniu delfinich sztuczek i pływaniu z nimi – również nie byłam zainteresowana. Powodem dla którego przestałam chodzić do kościoła w wieku ośmiu lat, było hobby księdza, jakim są polowania na zwierzęta. Zabijanie dla przyjemności wydawało mi się niezrozumiałe. Mam problem z wieloma ogrodami zoologicznymi bo nie umiem rozpoznać gdzie leży granica pomiędzy ratowaniem i edukacją a zamykaniem zwierząt w ciasnych miejscach dla rozrywki gości.
Cieszę się, że takie zwyczaje jak walki z bykami czy walki kogutów są uznawane nie za tradycję, a za zacofanie. Ale faktem jest, że dorocznego zrzucania żywej kozy z wieży (i dobijania jej na ziemi) w hiszpańskim Manganeses de la Polvorosa zakazano dopiero w 2002 roku i wiele takich zmian jeszcze przed nami.
Jako osoba, której los zwierząt nie jest obojętny i unikająca takich rozrywek, w grudniu 2016 wybrałam się do centrum ratowania słoni na Phuket. Były tam uratowane z nieludzkich warunków słonie. Wizyta w tym miejscu nie była tania. Zadanie polegało na wykąpaniu i nakarmieniu słonia oraz… dziesięciominutowej przejażdżce. Tę część chciałam ominąć, ale nie dlatego, że uważałam przejażdżki za coś złego, tylko po prostu się bałam. Słoń jest wielki, mój zmysł równowagi nie jest najlepszy, a zabezpieczenia przy tym żadnego nie było. Siedzący na słoniej głowie opiekun mnie namówił i wsiadłam. Szybko załapałam, że słoń nie zamierza mnie wcale zrzucić, tylko spokojnie przespacerować się w cieniu, pozrywać gałązki i dać się głaskać po głowie. Początkowy strach szybko mi przeszedł. Najmilej jednak wspominam kąpanie słonia i schładzanie jego ciała. Zwierzę miało z tego ubaw i też mnie ochlapywało. Najpierw próbowałam zachować dystans (jeden ruch i jestem martwa), ale słoń oczekiwał głaskania i mu zaufałam.
Po nakarmieniu kupiłam jeszcze za jakieś chore pieniądze wartą 3 zł bransoletkę z symbolem słonia, która była cegiełką na utrzymanie tego miejsca.
Później w Tajlandii i Kambodży patrzyłam z pogardą na całe rodziny jeżdżące na smaganym batem słoniu na takich krzesełkach zamocowanych na jego grzbiecie. Pełne słońce, spacer po rozgrzanej jezdni, brak wody czy jedzenia dla zwierzęcia – nie rozumiałam tego.
A potem z internetu dowiedziałam się, że to co zrobiłam, było równie złe a na Phuket są tylko dwa certyfikowane miejsca gdzie można wykąpać słonia. Mojego w śród nich nie było.
W ogóle nie udało mi się znaleźć go w internecie. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że grzbiet słonia nie jest do tego przystosowany, przecież słoń jest większy od konia. Czytałam o tym jak “łamane” są małe słonie i ich charaktery. Jak nieludzki i okrutny jest to biznes. Analizowałam to na wiele sposobów i nadal nie wiem jak postąpiłabym w tym samym miejscu z dzisiejszą wiedzą. Czy bardziej etyczne jest płacenie za opiekę nad słoniem i krótką przejażdżkę w takim miejscu w jakim byłam (gdzie trafiały ratowane, emerytowane słonie) czy omijanie takich miejsc i czekanie, aż słonie padną. Ich utrzymanie jest cholernie drogie a Tajowie sami są biedni i żyją bardzo skromnie.
A ponieważ mam wątpliwości, dzisiaj bym prostu tam nie poszła. Mam zasadę, że gdy nie jestem pewna czy czegoś chcę – nie robię tego. Wtedy pewna byłam.
Nie ja jedna jestem łosiem, który nabiera się na różne rzeczy.
Podczas pobytu byłam też w centrum ratowania gibonów. Trafiają tam małpy, które wcześniej zarabiały na siebie przy takich zdjęciach jak na zestawieniu wyżej. Wygląda to tak, że  mały gibon jest odbierany matce w bestialski sposób (zazwyczaj mord) a potem przyzwyczaja się do swojego właściciela, bo to osoba, która go tuli i karmi, to jedyna żywa istota, która jest dla niego dobra. Pozornie.
Więc właściciel chodzi sobie z takim małym gibonkiem po plaży i opowiada turystom jakąś zmyśloną historyjkę o tym, jak uratował osierocone maleństwo. Namawia turystów na zrobienie sobie zdjęcia z gibonem i wpłatę jakiejś kwoty na jego utrzymanie.
Gibon jest słodki dopóki jest mały. To wymagająca małpa potrzebująca dużo ruchu. W centrum rehabilitacji tych zwierząt były gibony z uciętymi kończynami. Gibon bez kończyn to jak ptak bez skrzydeł – paskudna wegetacja. A wiecie kto te gibonki tak urządza? Ci sami ludzie, co chodzą z nimi po plażach. Odcinają im rączki albo nóżki maczetami.  Inni “tylko” je katują kijami, co i tak wymusza później amputację. Widok jednorękiej małpy wiszącej na drążku w centrum rehabilitacji był straszny. Wyszłam z tego miejsca ze łzami.
Ale mimo to, widząc czyjeś selfie z gibonem nie zamierzam linczować takiej osoby. Bo jestem niemal pewna, że nie wiedziała i się najzwyczajniej w świecie nabrała, a może nawet poczuła się dobrym człowiekiem, że dała pieniądze na utrzymanie malutkiej, słodziutkiej osieroconej małpki uratowanej przez dobrego Taja.
Zamiast linczu lepsza będzie popularyzacja wiedzy i edukacja. Gdy wiem, że coś jest złe – mówię o tym.
Niestety źródła które o takich rzeczach piszą, to zazwyczaj wyłącznie tabloidy. Tak jest w przypadku osiołków na Santorini, które wożą otyłych turystów przez wiele godzin w pełnym słońcu.
Tutaj są zdjęcia jak to wygląda Na Santorini widziałam te padające ze zmęczenia zwierzęta i nagrałam o tym kilka stories.
Tylko skąd turyści mają wiedzieć, że to złe? Aby podziwiać piękno Oia na Santorini trzeba wejść po wielu schodach w górę. Mamy problem z otyłością w krajach rozwiniętych, wielu turystów to osoby starsze, o ograniczonej sprawności ruchowej. Osiołki są elementem tej kultury, bohaterami magnesów, pocztówek, maskotek, ręczników, piłeczek, notesików i innych pamiątek. Na zajeżdżanie osiołków jest ogromne przyzwolenie społeczne.
W Grecji nie podobało mi się zresztą bardzo wiele rzeczy, np. problem bezdomności zwierząt. Pod jedną z knajp z rybami był umierający piesek. Pełne słońce, zero wody, pies ledwo się porusza a do włosów w okolicy tyłka ma poprzyczepiane wielodniowe odchody. Ze znajomymi bierzemy chusteczki, zwilżamy je wodą, dajemy psu pić i jeść, czyścimy tyłek. Jedzący w knajpie ludzie zaczynają się przyglądać, a widząca to zamieszanie właścicielka knajpy mówi “to mój pies”. Jesteśmy w szoku. Pytamy, czemu go dręczą i nie karmią.Kobieta wymyśla na poczekaniu bajkę, że to dwunastoletnia suczka która ma raka i dlatego tak wygląda, a ona chodzi z tym psem do weterynarza ileś tam razy w miesiącu. Ciekawe od kiedy suczki mają jądra.
Ja mogę nakarmić psa z dłoni, umyć go, posmarować ręce żelem antybakteryjnym. Wieczorem na wszelki wypadek napić się alkoholu, a w Polsce poprosić  lekarza o tabletki na odrobaczenie. Ale udomowiony pies bronić się nie może.
Tak samo jak te w Tajlandii:
Zwiedzamy targ na wodzie. Łódka co chwilę gdzieś przybija, jest chwila na zwiedzanie i znowu płyniemy do kolejnego przystanku. Jedną z atrakcji jest rzucanie słodkiego pieczywa wielkim rybom. Nie uczestniczę w tym, bo nie rozumiem. Chwilę wcześniej przystankiem była jakaś kapliczka, świątynia czy co to tam było. Przechodzimy się po terenie i widzimy to, co na zdjęciu.
Byliśmy pewni, że to martwy pies, ale po chwili widzimy, że oddycha.
Wzdęty brzuch, sierść tak licha, że zwierzę wygląda na łyse. Już dawno skończyła nam się woda więc w panice biegamy za jakimś sklepem żeby kupić coś do jedzenia albo wodę. Nie ma. W ogóle patrzą na nas jak na idiotów, przecież to tylko pies. Jesteśmy jednymi turystami, którzy chcą rozpaczliwie coś zrobić, ale nie wiedzą co. Tu jest Tajlandia, tu nie przyjedzie nikt uratować psa i dowalić ludziom taką karę, że zapamiętają do końca życia. Tu jest to normalne.
Moje drugie najgorsze wspomnienie z dzieciństwa ma na imię Mirek. “Wujek Mirek”. Jego syna podrapał kot, więc “umył kotem beczkę”. Nie zrozumiałam o co chodzi, więc szczegółowo opisał mi jak chwycił kota i go w tej beczce utopił. To był dzień, w którym zwymiotowałam wszystko co miałam w brzuchu. Miałam z pięć lat. Moje miasto jest malutkie, kiedy ktoś mnie pytał, czy to moja rodzina, odpowiadałam “nie”. Jak to przecież…?
Nie. To nie jest moja rodzina. Czasami ktoś się dziwi, że mówię “była babcia” (matka mojej mamy) albo “były wujek”, że jak, to rodziny się wypierać. Srakto. To nie jest moja rodzina. Może rodziny się nie wybiera, ale ja się części po prostu wypieram.
_________________
I w Tajlandii czułam taką samą mieszankę bezsilności i niezrozumienia jak wtedy, gdy jako pięciolatka słyszałam o “umyciu kotem beczki”.
Np. na targu. Zdjęcia są brzydkie i poruszone, bo miałam łzy w oczach i nie widziałam co pstrykam.
Rybki. Sprzedawane w upale.
Pomeraniana w Tajlandii można kupić bez targowania się za 500 zł.  W Polsce za 5000 zł.
Niektóre zwierzęta były już martwe. Ponad 30 stopni, ciasne klatki, okropne warunki.
Pokazywałam te zdjęcia po powrocie rodzicom, znowu rycząc. A mama mnie uświadomiła, że u nas niedawno było podobnie. Że ludzie pakowali kilka szczeniąt w ciasną klatkę i sprzedawali na bydgoskim “chemiku”. Że dopiero od dawna ludzie przestali opowiadać z dumą o tym, jak to pozbyli się szczeniaków czy kociąt pakując w worek i topiąc je w Wiśle.
Nie wspieram rozrywki, której dostarczają zwierzęta. Nie są mi jej winne.  Nie pojadę na Arubę robić sobie zdjęć z flamingami, bo wiem, że te ptaki są dzikie – widziałam je z daleka na wolności na Cyprze. Chodzą pogłoski, że te flamingi mają podcinane skrzydła, by nie odleciały. Koleżanka Marty pracuje obecnie na Arubie i mówiła, że widziała instagramerkę, która codziennie przyjeżdżała na plażę na której są flamingi (100 $ za dzień) z walizką ubrań i robiła sobie z nimi zdjęcia. Za każdym razem jak widzę jak kilkalne są na insta zdjęcia z tymi ptakami robi mi się przykro i czuję złość. Ale nie oceniam tych dziewczyn, bo pewnie nie wiedzą.
 W 2015 byłam w oceanarium na Krecie i nigdy więcej nie odwiedzę takiego miejsca, bo ryby można sobie pooglądać w wysokiej jakości na filmie przyrodniczym, a to są szklane podwodne więzienia. Nie chodzę do cyrku, nie chcę oglądać tańczących niedźwiedzi, walk psów, kogutów ani rodeo.
Ale linczowaniem ludzi którzy tak robią, nic nie zmienię.
A co można zmienić?
Uświadamiać i edukować – gdyby informacja o tym, że nie wolno jeździć na słoniach pojawiła się gdzieś przy okazji omawiania “W pustyni i w puszczy” w podstawówce, świadomość społeczeństwa byłaby większa. Gdyby mówić o tym przy okazji osiołków na Santorini czy koni z Morskiego Oka – świadomość byłaby większa. Ale nie jest. Jest na przyzwolenie.
Gdzie są kontrole, które nakładają gigantyczne kary na osoby zarabiające na tych zwierzętach?
Możemy przestać dawać lajki pod zdjęciami z gibonami, flamingami, naćpanymi tygrysami i zdjęciam z delfinarium.
Jeśli popełniliśmy błąd, jak ja w przypadku słoni – zamieśćmy w internecie recenzję i opiszmy szczerze co widzieliśmy, wstawmy zdjęcia. Ale nie na tej zasadzie, co nieliczni radykalni weganie wstawiają jedynki na fejsie knajpkom z burgerami, tylko rzetelnie.
Wielu turystów nabrało się na świątynię z tygrysami, bo prowadzili ją mnisi. Kto pomyśli, że mnich robi złe rzeczy?
Patrzę na zdjęcia z likwidacji takiej świątyni na BBC. Silne podejrzenie, że tygrysy były sprzedawane na części, bo ich kości i różne elementy są ważne w medycynie chińskiej. Z drugiej strony- recenzje na tripadvisor były mocno pozytywne. Nieświadomy turysta nie wie, co go tam czeka. Nie podejrzewa nic złego. Być może pomyśli, że jak miejsce prowadzą mnisi, to musi być dobre.
Za każdym razem gdy pokazuję “brzydkie” oblicza turystycznych miejsc, zbieram hejt. Tak było gdy z Natalią mówiłyśmy o kiepskiej sytuacji psów na greckich wyspach. “Byłam i nie jest tak źle”, “przesadzacie”,  “pies sobie zawsze poradzi”. “Nie możecie tak mówić, Grecy są biedni”.
well
A może właśnie pokazywanie ciemnej strony jest naszym zasranym obowiązkiem. Uświadamianie, pokazywanie jak to wygląda. Edukowanie. 
Bo gdyby Ola nie powiedziała mi o co chodzi z gibonami, pewnie sama byłabym tą naiwną turystką, która dała się nabrać na gładkie słówka o uratowanej osieroconej małpce, której właściciel żebrze po turystach żeby ją utrzymać i leczyć. 
Spokój. Edukacja. To ma sens.
Linczowanie turystów nic nam nie da.
Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. 
Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie – Nietzsche

Przepraszam za literówki, zjedzone słowa itp. ten wpis był dla mnie trudny ze względu na własne emocje. Znasz inne przykłady takich  nieetycznych biznesów? Daj znać w komentarzu czego unikać.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak oszczędzać pieniądze i środowisko bez większego wysiłku
Zwierzęta nie są od tego, by mnie zabawiać