Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak zarabiać na pisaniu? Moja historia

Pytania o to, jak zarabiam na życie pojawiają się bardzo często, zatem cofnę się do swoich początków i rozwieję wątpliwości :)). Jak zaczynałam? Co w ogóle robię?
Pierwsze co się ludziom kojarzy, to fakt, że zarabiam na blogu – to prawda, czasami współpracuję z różnymi markami, kto mnie jednak chociaż trochę zna te wie, że mam swoje jasne zasady i każda taka współpraca musi wiązać się z jakąś korzyścią także dla czytelników :). Jak diabeł święconej wody boję się momentu, kiedy blog stanie się moją pracą. Wiem, to dziwne podejście, ale mam wrażenie że pasja przestaje być pasją gdy ktoś ci za nią płaci. Straciłam tak raz flow do pracy z dziećmi i dzisiaj robię to głównie w ramach wolontariatu. To jednak moja osobista decyzja. Wiem, że ciężko jest być świetnym sportowcem, gdy nie uprawia się tego sportu zawodowo i nie wyobrażam sobie np. Justyny Kowalczyk zarabiającej na kasie w markecie by mogła trenować. 
Po prostu boję się, że działając jak firma, zaczęłabym myśleć jak firma. Zarabianie na pasji jest naprawdę fajne, na brak propozycji też nie narzekam, natomiast ich jakość bywa mocno dyskusyjna i w tym momencie po prostu nie widzę możliwości aby móc działać w ten sposób jednocześnie zachowując honor i nie czując się jak prostytutka przyjmująca każdego klienta. To się ostatnio bardzo zmienia, bo w agencjach pracują ludzie, którzy coraz częściej mają naprawdę fajne pomysły i pewnie za jakiś czas będę mocno biła się z myślami. Nie ma jednak co wciskać ściemy – nie jestem (i pewnie nigdy nie będę) tzw. “pierwszym wyborem” dla potencjalnych reklamodawców, bo korzystają oni głównie z usług tych samych twarzy od wielu lat. Nie ma w tym nic złego, w końcu przewidywalny podwykonawca to ogromna zaleta.

Odrzucenie fajnej oferty ze względów ideologicznych boli. Nie ma co się czarować, gdy jesteś już po etapie budowania i rozkręcania bloga, to współpraca może być jedynie odcięciem kuponu i wykorzystaniem zbudowanego wcześniej zasięgu… Wiecie, teksty w stylu “5 sposobów na bycie fit” gdzie jednym z nich jest ulokowanie jakiegoś produktu tak naprawdę wcale nie muszą wymagać sporych nakładów pracy 😉  Tym bardziej, że czasami brief jest tak beznadziejny, że szkoda słów 😀

Dlaczego zatem odrzucenie oferty boli? Z jednej strony robię przecież coś zgodnie z własnym sumieniem, z drugiej – przez cały miesiąc pracuję wykonując inne zlecenia (poza blogiem), za takie same pieniądze. 
Obecnie moje przychody są bardzo nieregularne, tym bardziej że nie mam jednego pracodawcy, tylko wielu różnych. Np. w marcu wszystkie moje wpływy na konto żałosne 1511 zł 😀 Czasami od rozpoczęcia zlecenia do otrzymania przelewu mijają trzy miesiące :)). Oczywiście gdybym zawsze zarabiała 1500, to pewnie umarłabym z głodu (a kto śledzi mnie na snapie ten wie, że muszę naprawdę dużo jeść :)).  Po prostu wszystkie inne płatności są – że się tak wyrażę “w toku” i trzeba być elastycznym przy planowaniu budżetu.
Jak zaczynałam? Że lubię pisać wiedziałam od dawna. W liceum dostałam się w drodze konkursu na warsztaty dziennikarskie i nauczyłam się fajnych rzeczy, rok później zrobiłam studium reportażu (na dyplom musiałam poczekać aż skończę liceum :P). Przez warsztaty wyrobiłam sobie portfolio, pisałam też typowe “precle”, np. na portale typu textmarket, złapałam kilka zleceń przez gumtree (chyba olx było wtedy jeszcze tablicą.pl) a potem potoczyło się samo.
Mówiąc o tym, że pisałam “precle” mam na myśli typowe teksty pod wyszukiwarki, które pisałam sobie np. na wykładzie.
Typowa stawka z moich początków? Zachował mi się nawet mój cennik gdzieś w historii starej poczty e-mail :))
 Za 1000 znaków ze spacjami brałam:
4 zł za tekst zapleczowy albo opisy do katalogów, dyszkę za opisy do sklepów internetowych (bardzo żmudna praca) i ok 12 zł za różne treści “blogowe” :)). W praktyce były to głównie jakieś działy typu “aktualności” na stronach różnych firm.
Jak widać – nie było żadnych kokosów 😀 Pracowałam dużo, klepałam teksty czasami na wykładach, czasami miałam większe zlecenie np. na 100 tekstów i dopiero po akcepetacji pełnej puli czekałam na przelew. Wszystko robiłam w oparciu o umowy o dzieło, ponieważ była to działalność osobista a każde dzieło obejmowało coś innego, mogłam w ten sposób działać. Jeśli klient naciska na fakturę VAT, możecie w tym celu korzystać ze strony https://useme.eu/pl/
Na drugim roku studiów dostałam ofertę pisania tekstów o tematyce biznesowej za 25 zł za tekst i była to współpraca bardzo regularna. Cieszyłam się wtedy jak dziecko, bo nie obciążało mnie to czasowo i nie przeszkadzało w innych zleceniach.
W tamtych czasach internet wyglądał trochę inaczej i znajomi stawiali typowe mini-stronki pod reklamy. Miałam jakiś “dar” do pisania ich w taki sposób, by ściągnąć na stronę z wyszukiwarki kogoś kto nie znajdzie tego, czego szukał i kliknie w jakiś baner w poszukiwaniu odpowiedzi :)). Internet bardzo szybko się zmienia i dzisiaj w dobie kultury obrazkowej nie umiałabym się w tym odnaleźć. Nabyta podczas tamtych zadań wiedza bardzo pomaga mi do dzisiaj, np. doskonale wiem jak nie chcę pisać bloga ;)).

Jedno słowo – LOL 😀
 Z czasem zaczęłam specjalizować się w pisaniu tekstów na blogi firmowe i portale. Z mediami tradycyjnymi bywało śmiesznie, całe szczęście że nie robiłam tego pod własnym nazwiskiem. Nie wiem jak to wygląda dzisiaj, ale tam rządzi reklama i wszystko pisane jest pod reklamodawców 🙁
Często pytacie jak zacząć – chciałabym umieć pomóc, ale dzisiaj nie muszę szukać zleceniodawców, bo zaczęłam działać w ten sposób w liceum i mam już siatkę kontaktów a klienci sami się zgłaszają. Ciężko mi też myśleć w kategoriach w jakich myślałam kiedyś, gdybym dzisiaj pracowała za takie stawki jak wtedy, to… no nie wiem co, nie chcę o tym myśleć 😀  Gdybym dzisiaj zaczynała od zera, przygotowałabym portfolio (kilka wzorcowych tekstów lub takich, z których jestem dumna) i szukałabym jakiegoś jednego stałego zlecenia np. przy tworzeniu portalu. 
Znam młode osoby, które piszą tak tekst dziennie (plus odpowiadanie na komentarze i dyżury redakcyjne) i zarabiają między 2 a 2.5 K.  W porównaniu do pracy na kasie czy odzieżowej sieciówce wydaje się spoko. No własnie – wydaje się.  Znam osoby, które za nic w życiu nie poszłyby na freelance, a praca z ludźmi jest dla nich bardzo ważna i pierwsze doświadczenia wolą zdobywać w typowe dla studentów sposoby :)).  Pamiętajcie – żadna praca nie hańbi!
Dużo lepiej zarabia się przy prowadzeniu kanałów social-media, np. fanpage jakiejś marki. Miałam taki krótki epizod i chociaż kasa fajna, to ja nie lubię ciągle być online i użerać się z idiotami którzy pod postem w którym widnieje jak byk data rozstrzygnięcia konkursu piszą : kiedy wyniki, kiedy wyniki, kiedy wyniki, kiedy wyniki… 😀 Nie lubię być ciągle online bo trzeba być stale czujnym, facebook często zmienia różne rzeczy i to nie jest dla mnie :)). 
Jeśli chodzi o pisanie tekstów na portale, to od osób mających skądś moje baaaardzo nieaktualne dane (mówię o propozycjach typu – cześć, mam do ciebie kontakt od X, słyszałem że piszesz dobre teksty…) dostaję propozycje 40 zł za tekst na portal (zazwyczaj są to osoby, które myślą, że zbudują drugi onet).
Od wszystkiego oczywiście należy odprowadzać legalnie podatki :).
Nie chcę nikogo martwić, ale większość portali “zatrudnia” do pisania bezpłatnych tekstów które “będą do portfolio”. Nie chciałabym jednoznacznie przekreślać sensu takich zadań, ale (kiedyś) podjęłabym się ich tylko wtedy, gdybym mogła się w takiej “pracy” czegoś nauczyć. I zdecydowanie wolałabym na miejscu w redakcji niż zdalnie – mając otwarte oczy można podłapać więcej przydatnych informacji :)). 
Czasami pisze do mnie ktoś kto czyta mojego bloga (a przy okazji tworzy portal) i zazwyczaj taka propozycja to 400 zł. Nie wiem skąd taka kwota, jeszcze nigdy z tego nic nie wyszło :)).
Nie chciałabym straszyć, ale początkujący mają naprawdę słabo – dużo pracy, niskie wynagrodzenia :)).  Ah, freelancer zawsze czeka na przelew i musi czasami walczyć z tymi, którzy “zapominają” zapłacić, wiecie – księgowa była chora lub na urlopie i inne typowe wymówki :)).

Jeśli chodzi o mnie – nie jestem do końca normalna, więc przy wyborze zleceń kieruję się : sympatią do klienta, poprzednimi doświadczeniami, tym czy wszystko mogę załatwić zdalnie, czy może muszę tracić czas na spotkaniach (a da się dogadać w 10 min przez tel) i kwestiami ideologicznymi – za miliony monet nie pisałabym dla frondy :DDD Teoretycznie przy sporej dywersyfikacji źródeł przychodu nie musiałabym pracować tyle ile teraz, ale ja mam wrażenie że jest jeszcze sporo rzeczy, których chcę się nauczyć więc przyjmuję czasami nisko płatne zlecenia jeśli widzę w tym wyzwania 🙂
I jeszcze jedno – raz masz masę zleceń i za mało doby, innym razem jest okres suszy. Warto mieć stałych klientów, tak jest łatwiej 🙂

Odsyłam też do wartościowych źródeł wiedzy:

Wiem, że jeśli nie podpiszę, to pojawią się pytania więc – sklep w którym kupiłam sukienkę w kropki (warto zobaczyć jak wygląda na modelce, bo ma nietypowy krój (klik)), smoothie jest z malin (proces powstawania jest na snapie, ale żadna filozofia), butelka jest z Tigera a na paznokciach semilac hard milk ;).


Jeśli chcecie, na snapie podzielę się kilkoma śmiesznymi historyjkami związanymi z moimi przygodami z pisaniem na przestrzeni lat :)). No i przy okazji ankiety mam taką prośbę – jeśli tekst jest dla ciebie przydatny, daj mi jakoś znać – lajkiem, serduszkiem na bloglovin, +1 w google 😉 Bez informacji zwrotnej ciężko tworzyć treści które satysfakcjonują obie strony 🙂

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Agataromiarchigame.planiamalujePawel 90-ty Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata
Gość
Agata

Dla wszystkich freelancerów, którym nie jest płacone na czas https://www.youtube.com/watch?v=sek6qxdrsMg&t=6s

archigame.pl
Gość

Ròwnież żyje z pisania. Ale w tym momencie mam umowę o pracę. I dobrze mi z tym. Potrzebowałem trochę oddechu. Ale pamiętam początki. Zwłaszcza ludzi, ktòrzy chcieli teksty za darmo. Nie znosiłem tego. Raz się naciąłem. Od tamtej pory nie robie niczego bez zaliczki. Czasami przechodzą mi przez to jakieś oferty, ale… jeżeli kogoś nie stać na zaliczkę to pòźniej będzie go stać na moje wynagrodzenie? Nie jestem w tych sprawach ufny. Może to mòj błąd.

romi
Gość
romi

Na jakie tematy zwykle piszesz teksty?

Pawel 90-ty
Gość

Stronka dot. darmowego kursu copywritingu jest już nieaktualna. Czy znasz może inne źródła :)?

aniamaluje
Gość

Nie szukałam nic, bo już od dawna nie muszę się uczyć podstaw :9

Roma
Gość
Roma

Jak często ma się kontakt z ludźmi? Czy to dobra praca dla osoby z fobią społeczną? Nie mam problemu z zalatwieniem sprawy w urzędzie, ale z kontaktem mniej formalnym już tak.

Previous
Włosy w marcu – placenta, podcięcie i bad hair day
Jak zarabiać na pisaniu? Moja historia