Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Złe suplementy i kołczingi oraz dwieście tysięcy [tygodnik]

Jak przekroczyłam 200 tysięcy, co sądzę o kołczingu i czy suplementy diety są złe? 

Witajcie w ten niesamowicie wietrzny dzień! Jestem wyczerpana całym, dość trudnym tygodniem i tym wszystkim co się podczas niego działo. Ledwie otrząsnęłam się z pasma niespodziewanych ciosów, głownie finansowych (o czym pisałam w poprzednim tygodniku, [klik]), a spotkało mnie małe załamanie zdrowotne. Szczerze nie cierpię listopada. Na dobre rozpoczyna się sezon grzewczy i z kominów wydobywa się gęsty dym z “farfoclami”, jak nazywam w uproszczeniu te wszystkie małe paskudne drobinki, które są dla mnie dość niebezpieczne. Do tego złota faza jesieni odchodzi w niepamięć, a robi się szaro i jakoś tak… ponuro. Nie mówiąc już o tym, że gdy wychodzę z domu to jeszcze jest ciemno, a gdy do niego wracam, to już jest ciemno. Wrrr 😀 Jestem przez to mocno senna, szybciej się męczę a układ oddechowy nie wyrabia. To właśnie jesień jest tą fazą, gdzie poważnie rozważam emigrację na jakieś Filipiny albo Bali. Oczywiście zawsze kończy się na gadaniu ;-)). Muszę tak zaplanować sobie przyszłoroczny budżet, by jesienią naładować baterie w jakimś cieplejszym kraju ;-).
Oddech ratuję długimi spacerami, szczególnie do lasu. Staram się codziennie przebywać w otoczeniu natury, bo tylko to mnie relaksuje ;). Niżej widzicie jak udało mi się złapać ostatnie, zachodzące słońce.
Narzekam, że jesień jest szara, a sama mam ochotę ubierać się w szarości, biele i beże, ewentualnie brązy. Na zdjęciu mam na sobie kilka ulubionych rzeczy, wszystkie chyba się już wiele razy pojawiły na blogu ;-).
Biały płaszczyk z czarnymi guzikami (klik) (ostatnio napisała do mnie zaskoczona pani z działu zamówień, że jak podlinkowałam, to sprzedał się na pniu ;-)). Biel z pewnością nie jest zbyt praktyczna, ale postanowiłam bardziej stonować swoje zachowanie i odpuszczać sobie skróty przez jakieś zarośla 😀
Szara sukienka z golfem (klik)  Też już była, ale awansowała na moją ulubioną zimową kieckę. Ciepła, przytulna, dość obszerna. Zdjęcie samej sukienki macie na górze tekstu, nad tytułem ;-). W dzieciństwie szczerze nie lubiłam golfów, dzisiaj nie wyobrażam sobie bez nich jesieni :(.
Wisiorek – 2 lub 3 lata temu w Glitterze 
Szare kozaki za kolano (klik) mam je drugi sezon i są super, chociaż nie do końca rozumiem ideę wsuwanych kozaków, zdecydowanie wolę buty z zamkiem przez całą długość ;-). Wygodne, stabilne 
No i torebka (klik) też bardzo fajna ;).
Polubiłam szarości ;-).  Zaczęłam też nagrywać co nieco na snapchat (mój nick: aniamaluje), gdzie pokazywałam swój ulubiony cień do brwi czy lakier do paznokci. Nie wiem czy uda mi się oswoić snapa na dłużej, ale przynajmniej mam kanał gdzie mogę wrzucać takie codzienne głupotki bez zalewania nimi instagrama. Jestem mało aktywna bo nie chciałabym być ciągle online (pakiet internetowy w telefonie? wciąż ciężko mi to sobie wyobrazić!), ale staram się raz na jakiś czas coś tam wrzucić :).  Tylko nie wiem czy jakoś reaguje się na te snapy, które od was dostaję 😀 Np. dzisiaj dostałam snapa od czytelniczki, która zrobiła z mojego przepisu podpłomyki, od innej która wrzuciła screen odpowiedzi z przyjęciem jej do wolontariatu i jeszcze kilka 🙂 
Wolontariat… ostatnio napisałam tekst: 

Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?

który w mojej ocenie jest dość istotny. Teoretycznie poruszam się wciąż na tym blogu w obrębie rozwoju osobistego, ale nie przepadam za tym słowem (o czym już kiedyś pisałam). Nie uważam, że coaching czy rozwój osobisty są złe. Wprost przeciwnie, potrafią wnieść wiele dobrego do czyjegoś życia. Ale…tak wiele beznadziejnych osób się tym zajmuje, że nie dziwię się złej sławie całego “biznesu”, bo ciężko nazwać mi to inaczej.
Podsumowując to nie coaching jest zły – to konkretni ludzie beznadziejnie go realizują. Z drugiej strony, jeśli ktoś nie ma ochoty praktykować ćwiczenia wdzięczności (bo za trudno), ale nie ma problemu z wydaniem ciężkiej kasy na jakiś kurs prowadzony przez człowieka, który nic nie osiągnął – droga wolna, nic mi do tego. Ja wolę robić dobre rzeczy. Bo warto.
przykładowy mail z ostatnich dni 
Nic mi do tego… uwielbiam to wyrażenie, bo wpieprzanie się w cudze życie i cudze wybory jest delikatnie mówiąc – nienormalne. Tak bardzo nie rozumiem ludzi, którzy to robią… Ostatnio wiele mówi się lekomanii i tym, że Polacy biorą za dużo suplementów. Prawda,biorą. Nie ogarniam idei suplementu na złą pogodę czy na to, by nie wymiotować (?), ale człowiek ma wolną wolę. Propozycje reklamowania suplementów diety spływają na moją skrzynkę mailową regularnie – jednak jak możecie zauważyć – nie przyjmuję ich. Pieniądze są naprawdę spore, natomiast nie umiałabym reklamować czegoś z czym się nie identyfikuję. Bardzo chętnie promowałabym jakiś fajny suplement, który JA uważam za fajny dla siebie, np. witaminę D, która ma dla mnie sens (w odniesieniu do mnie informacja o idealnym poziomie witaminy D ze słońca to jakaś kpina) czy jakiś fajny miks na odporność. Niestety nie sądzę, aby natura była najlepsza na wszystko. Popełniła wiele błędów i w całej rozciągłości zgadzam się z Agnieszką z bloga Lifemanagerka i jej tekstem o suplementach (klik). Jestem oczywiście zwolenniczką głównie naturalnych substancji, np. witamina C ma dla mnie większy sens z aceroli, a jeszcze lepiej jeśli dostarczam ją w pożywieniu, natomiast nie wszystko da się po prostu “zjeść”. Jeśli miałabym zająć stanowisko w sprawie suplementów, to bardziej od ich nadmiaru denerwują mnie ci wszyscy zwolennicy ziół jedynie na receptę, które trzeba badać na zawartość substancji, zamknąć w pudełkach i fiolkach i ich zakazać. Już raz z absurdalnego powodu wycofano ekstrakt z pestek grejpfruta. Coś, co niesamowicie pomogło mi gdy miałam jakieś 8 lat. Naturalnie w pestkach występuje pewien konserwant (umieściła go tam natura!), który uznawany jest za truciznę, przez co produkcja ekstraktu jest nielegalna. Wiem, że w sprzedaży są ekstrakty z pestek (np. w Czechach), ale to nie to samo co kiedyś. Potwornie mnie to denerwuje – było coś, co pomagało mi i wielu ludziom, ale jakieś mądre (a raczej zaślepione kasą tępe głowy) obudowały to badaniami i zakazały. Jak coś szkodzi ciężarnym, to daje się etykietkę, że szkodzi ciężarnym, a nie wycofuje! Jakoś na rynku istnieje wiele bardzo szkodliwych leków i procedur medycznych, ale nikt nie wycofuje chemioterapii.
 To, co irytuje mnie w badaniach medycznych to fakt, że patrzy się na większość. Na większość pacjentów coś nie działa, albo działa źle – zakażmy tego! A nikt nie pochyla się nad tym, dlaczego istnieje pewna grupa osób, na którą działa. Jakie mają cechy wspólne i co (po wykluczeniu placebo) decyduje o skuteczności w ich przypadku. Jeśli fanatycy ślepej, liczbowej i bezdusznej nauki będą lobbować na rzecz ometkowania ziół i spróbują je zdelegalizować (odbierając mi prawo do życia!) puszczą mi pewnie nerwy. Mam dla was prosty, krótki przekaz – odwalcie się od wyborów innych osób. Mam prawo jeść co chcę, leczyć się czym chcę i robić co chcę. Gdy ktoś chce decydować o tym, co mam robić ze swoim ciałem, to nie jest to w porządku. Moje ciało – moja sprawa. Łatwo jest spoglądać na liczby bez refleksji, nie wiedząc jak czuje się człowiek, który jest zdesperowany i wyczerpany walką o życie, a każdego dnia widzi jak zbliża się w objęcia śmierci. Bardziej od względnie nieszkodliwych wielbicieli suplementów (szkodzą jedynie sobie), denerwują mnie osoby, które innym chcą czegoś zakazywać. Walcie się.
Róbcie sobie ze swoimi ciałami co chcecie, ale nie wyobrażam sobie dreptania po receptę na pokrzywę do lekarza, ani włosomaniaczki która prosi dermatologa o receptę na kozieradkę. LOL. Człowiek to coś więcej niż suma elementów i coś więcej niż suche liczby i statystyka. Skoro dostępny jest alkohol, dostępne są papierosy, a nikt nie zakazuje sprzedaży fasoli (chociaż przed obróbką termiczną jest tam trująca fazyna), to nie rozumiem wycofania wspomnianych wcześniej kropli, skoro pewnej grupie osób naprawdę pomagały. Szczególnie jesienią, gdy czuję się gorzej, takie rzeczy mocno mnie denerwują. 
Może złagodzę ton i przejdę do przyjemniejszych spraw, bo gdy mnie boli, to mnie nosi ;-)). Skończyłam krótką biografię Sylvii Plath, o której wspomniałam w poprzednim tygodniu. Mam z autorką relację love-hate – z jednej strony lubię część jej twórczości, z drugiej – nie rozumiem mitologizowania samobójców i tego jak Plath miotała się w swoim życiu, niepotrzebnie karmiąc swoje demony. Myślę, że to dobry moment by polecić :

Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123

Gdzie można uzyskać wsparcie psychologiczne (klik)
oraz:

Telefon zaufania 801 889 880 

gdzie poradę otrzymają osoby uzależnione behawioralnie (klik)
Wyszukanie tych numerów zajęło mi kilkanaście sekund – wciąż dziwi mnie wyuczona bezradność młodzieży i dorosłych i nieśmiertelny argument “psycholog jest drogi”. Przedstawiam bezpłatne oraz bardzo tanie rozwiązanie alternatywne. Chciałabym aby skorzystali z niego przede wszystkim Ci, którzy mają setki wymówek oraz powodów, by nie walczyć o swoje szczęście. Wiem jednak, że tak się nie stanie, bo jest spora grupa osób, które lubią być nieszczęśliwe, bezradne i narzekające, bo to ich sposób na życie. Nie rozumiem, ale wiem że tak jest. Jeśli polecę im teraz książkę :
W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich (Eric Berne), to w pierwszej kolejności pojawi się argument, że książka jest droga. Ja powiem, że jest w bibliotece – odeprą, że u nich nie. Sprawdzę po nazwisku/mailu miasto tej osoby i znajdę w bazie bibliotecznej tę pozycję – usłyszę, że biblioteka jest daleko, albo jest tam niemiła pani, albo dana osoba się wstydzi. Szkoda, że ci ludzie tak bardzo się krzywdzą, nie próbując walczyć o swoje życie. Ale w sumie… ich wybór.
Miniony tydzień to też na szczęście dobre i przyjemne chwile 🙂 
Natrafiłam na mało znany profil artystki, która tworzy zabawne ilustracje dotyczące głównie ciężarnych. Te momenty, które nie ociekają lukrem, polecam, całość jest boleśnie prawdziwa (klik). Moim zdaniem warto kliknąć follow ;-).
Na moim blogu ukazał się jeszcze test :

Jakie efekty przyniosło mi bycie miłą przez miesiąc? – Relacja z wyzwania

Powstrzymam się od komentarza, że niska popularność wyzwania (mam na myśli liczbę przeczytań) jest piękna wizytówką odnośnie naszych oczekiwań wobec innych i tego, jak mało jednocześnie gotowi jesteśmy sami dawać. Chcę chcę, ja, ja, ja, ja ... takie dziwne, paskudne, egoistyczne czasy :)).
W  internecie zainspirowało mnie:
Nie wiem czy to słowo jest prawdziwe, ale mnie rozbawiło (klik)
Sprawa, w której bulwersują mnie komentarze (klik) – dotyczy tego, że jakiś samiec gwałcił młode dziewczyny (13,14 lat) a internauci swoje “co takie dziewczyny robią w klubie?”, “skąd gimnazjalistka zna dorosłego faceta?”. Jestem za wprowadzeniem osobnego paragrafu za wtórną wiktymizację ofiar i przerzucanie na niej winy. Ciężko oczekiwać od młodej gówniary, że będzie mieć poziom sądów moralnych na poziomie dorosłego. Problemy, brak kasy, sprzeczka z matką, trądzik młodzieńczy, kolega z klasy, który śmieje się z push-upa – to są dla nas dorosłych bzdury, ale dla młodych osób ważne problemy. Poszła na dyskotekę to poszła, ale to nie znaczy, że tym samym zgodziła się na gwałt. Nawet dzieci, które mają dobry kontakt z rodzicami, dokonują w tym wieku głupich wyborów. Ja też mam swoje za uszami! Winę za gwałt ponosi sprawca. Nie spódniczka, nie ofiara. Kropka.
Spodobał mi się komentarz do tej sytuacji na jednym z blogów (klik), polecam :).
Strona zajmująca się wizualną stroną jedzenia 😉 (klik). Wyszło mi prawie masło maślane, ale momentalnie przestałam być dumna z estetycznego zdjęcia pierogów :
czy mniej estetycznego zdjęcia przykładowego pudełka z moim drugim śniadaniem na uczelnię:
I jeszcze tekst o powodach, dla których nie lubimy szafiarek (klik). Polecam, zabawny, ironiczny, napisany lekkim piórem ale…i tak przebiły go komentarze… wtórny analfabetyzm tak bardzo 😀 Tym bardziej polecam, tylko włączcie tryb odczytywania ironii i sarkazmu przed czytaniem ;-).
Monika nic tutaj nie napisała, nie dlatego, że olewa to miejsce, ale delegowała zadanie tworzenia prostego katalogu fryzur. Fryzury bez komentarza będą pojawiać się tutaj (klik), natomiast teksty na tym blogu 😉
Na jednym ze spacerów po lesie, spontanicznie powstało kilka zdjęć 😉 
Wszystkie te ubrania mam już od jakiegoś czasu – ciągle wałkowane ostatnio buty z frędzlami 😉 (klik), szal, który mam dobre kilka lat (od liceum!) torebka z frędzlami z h&m (jakiś rok temu, ale chyba ją sprzedam), ciepły płaszcz (klik), który uwielbiam, milutka sukienka z bardzo przyjemnego materiału (klik) i kapelusz 😉 (klik). Jeśli chodzi o kapelusz, to wypowiedziałam się na jego temat na instagramie (klik).
W temacie zakupów – nie wiem czy wiecie, IKEA zwraca 10% kwoty wydanej na szafę ;-). Tym sposobem oprócz małego regału, kupiłam też tanią Anebodę. Wreszcie mam motywację do zrobienia wielkiej wyprzedaży z szafy, bo będę mogła pozbyć się ostatnich starych mebli i zastąpić je lekkimi i bardziej funkcjonalnymi ;-).
Zdecydowanie zbyt łatwo “zakochuję” się w butach. Rzecz jasna nie są sensem mojego istnienia, ale każdy ma jakiegoś nieszkodliwego bzika ;-). Równocześnie w z lubością wyszukuję najbrzydsze buty świata – w tym tygodniu wygrywają te (klik).
Niesamowicie spodobał mi się fotograficzny projekt PUTPUT (autorzy twierdzą że interesuje ich metafizyczna relacja między przedmiotami i ludźmi) :
Rozbawił mnie projekt “everything has a sole”. Nie tłumaczę, bo chciałam zachować grę słów (klik).
A co u mnie? Żyłam, pracowałam, współprowadziłam badania na uczniach gimnazjum o złej sławie, przeżyłam bardzo długi blok zajęć na studiach doktoranckich a w piątek mam już pierwszy… egzamin. Chciałabym rozciągnąć dobę ;-).
Ah no i jeszcze bardzo miła informacja dla mnie – w ciągu ostatnich 30 dni przez mój blog przewinęło się… 200 tysięcy osób. WOW! Wciąż zbieram szczękę  z podłogi ;-). A jutro powinno mi stuknąć 10 milionów odsłon bloga łącznie. Jeszcze większe WOW!
Trzymajcie mnie, bym jutro nie kupiła tego niesamowitego kalendarza adwentowego *.* (klik) i w sumie mam krótką sprawę – czy ktoś wie, gdzie mogę kupić bardzo porządny masażer do stóp? Taki zwykły drewniany, ale żeby na sam widok coś mnie zabolało. Zrobiło się za chłodno na bose spacery po szyszkach ;-)).
Przypominam też o drugiej fazie promocji w Rossmannie – jeśli kogoś ciekawi jakie produkty polecam kupić, dajcie znać. A info o promocji tutaj (klik)
Uściski!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 

❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?
Złe suplementy i kołczingi oraz dwieście tysięcy [tygodnik]