Instagram has returned invalid data.

Złe suplementy i kołczingi oraz dwieście tysięcy [tygodnik]

Jak przekroczyłam 200 tysięcy, co sądzę o kołczingu i czy suplementy diety są złe? 

Witajcie w ten niesamowicie wietrzny dzień! Jestem wyczerpana całym, dość trudnym tygodniem i tym wszystkim co się podczas niego działo. Ledwie otrząsnęłam się z pasma niespodziewanych ciosów, głownie finansowych (o czym pisałam w poprzednim tygodniku, [klik]), a spotkało mnie małe załamanie zdrowotne. Szczerze nie cierpię listopada. Na dobre rozpoczyna się sezon grzewczy i z kominów wydobywa się gęsty dym z “farfoclami”, jak nazywam w uproszczeniu te wszystkie małe paskudne drobinki, które są dla mnie dość niebezpieczne. Do tego złota faza jesieni odchodzi w niepamięć, a robi się szaro i jakoś tak… ponuro. Nie mówiąc już o tym, że gdy wychodzę z domu to jeszcze jest ciemno, a gdy do niego wracam, to już jest ciemno. Wrrr 😀 Jestem przez to mocno senna, szybciej się męczę a układ oddechowy nie wyrabia. To właśnie jesień jest tą fazą, gdzie poważnie rozważam emigrację na jakieś Filipiny albo Bali. Oczywiście zawsze kończy się na gadaniu ;-)). Muszę tak zaplanować sobie przyszłoroczny budżet, by jesienią naładować baterie w jakimś cieplejszym kraju ;-).
Oddech ratuję długimi spacerami, szczególnie do lasu. Staram się codziennie przebywać w otoczeniu natury, bo tylko to mnie relaksuje ;). Niżej widzicie jak udało mi się złapać ostatnie, zachodzące słońce.
Narzekam, że jesień jest szara, a sama mam ochotę ubierać się w szarości, biele i beże, ewentualnie brązy. Na zdjęciu mam na sobie kilka ulubionych rzeczy, wszystkie chyba się już wiele razy pojawiły na blogu ;-).
Biały płaszczyk z czarnymi guzikami (klik) (ostatnio napisała do mnie zaskoczona pani z działu zamówień, że jak podlinkowałam, to sprzedał się na pniu ;-)). Biel z pewnością nie jest zbyt praktyczna, ale postanowiłam bardziej stonować swoje zachowanie i odpuszczać sobie skróty przez jakieś zarośla 😀
Szara sukienka z golfem (klik)  Też już była, ale awansowała na moją ulubioną zimową kieckę. Ciepła, przytulna, dość obszerna. Zdjęcie samej sukienki macie na górze tekstu, nad tytułem ;-). W dzieciństwie szczerze nie lubiłam golfów, dzisiaj nie wyobrażam sobie bez nich jesieni :(.
Wisiorek – 2 lub 3 lata temu w Glitterze 
Szare kozaki za kolano (klik) mam je drugi sezon i są super, chociaż nie do końca rozumiem ideę wsuwanych kozaków, zdecydowanie wolę buty z zamkiem przez całą długość ;-). Wygodne, stabilne 
No i torebka (klik) też bardzo fajna ;).
Polubiłam szarości ;-).  Zaczęłam też nagrywać co nieco na snapchat (mój nick: aniamaluje), gdzie pokazywałam swój ulubiony cień do brwi czy lakier do paznokci. Nie wiem czy uda mi się oswoić snapa na dłużej, ale przynajmniej mam kanał gdzie mogę wrzucać takie codzienne głupotki bez zalewania nimi instagrama. Jestem mało aktywna bo nie chciałabym być ciągle online (pakiet internetowy w telefonie? wciąż ciężko mi to sobie wyobrazić!), ale staram się raz na jakiś czas coś tam wrzucić :).  Tylko nie wiem czy jakoś reaguje się na te snapy, które od was dostaję 😀 Np. dzisiaj dostałam snapa od czytelniczki, która zrobiła z mojego przepisu podpłomyki, od innej która wrzuciła screen odpowiedzi z przyjęciem jej do wolontariatu i jeszcze kilka 🙂 
Wolontariat… ostatnio napisałam tekst: 

Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?

który w mojej ocenie jest dość istotny. Teoretycznie poruszam się wciąż na tym blogu w obrębie rozwoju osobistego, ale nie przepadam za tym słowem (o czym już kiedyś pisałam). Nie uważam, że coaching czy rozwój osobisty są złe. Wprost przeciwnie, potrafią wnieść wiele dobrego do czyjegoś życia. Ale…tak wiele beznadziejnych osób się tym zajmuje, że nie dziwię się złej sławie całego “biznesu”, bo ciężko nazwać mi to inaczej.
Podsumowując to nie coaching jest zły – to konkretni ludzie beznadziejnie go realizują. Z drugiej strony, jeśli ktoś nie ma ochoty praktykować ćwiczenia wdzięczności (bo za trudno), ale nie ma problemu z wydaniem ciężkiej kasy na jakiś kurs prowadzony przez człowieka, który nic nie osiągnął – droga wolna, nic mi do tego. Ja wolę robić dobre rzeczy. Bo warto.
przykładowy mail z ostatnich dni 
Nic mi do tego… uwielbiam to wyrażenie, bo wpieprzanie się w cudze życie i cudze wybory jest delikatnie mówiąc – nienormalne. Tak bardzo nie rozumiem ludzi, którzy to robią… Ostatnio wiele mówi się lekomanii i tym, że Polacy biorą za dużo suplementów. Prawda,biorą. Nie ogarniam idei suplementu na złą pogodę czy na to, by nie wymiotować (?), ale człowiek ma wolną wolę. Propozycje reklamowania suplementów diety spływają na moją skrzynkę mailową regularnie – jednak jak możecie zauważyć – nie przyjmuję ich. Pieniądze są naprawdę spore, natomiast nie umiałabym reklamować czegoś z czym się nie identyfikuję. Bardzo chętnie promowałabym jakiś fajny suplement, który JA uważam za fajny dla siebie, np. witaminę D, która ma dla mnie sens (w odniesieniu do mnie informacja o idealnym poziomie witaminy D ze słońca to jakaś kpina) czy jakiś fajny miks na odporność. Niestety nie sądzę, aby natura była najlepsza na wszystko. Popełniła wiele błędów i w całej rozciągłości zgadzam się z Agnieszką z bloga Lifemanagerka i jej tekstem o suplementach (klik). Jestem oczywiście zwolenniczką głównie naturalnych substancji, np. witamina C ma dla mnie większy sens z aceroli, a jeszcze lepiej jeśli dostarczam ją w pożywieniu, natomiast nie wszystko da się po prostu “zjeść”. Jeśli miałabym zająć stanowisko w sprawie suplementów, to bardziej od ich nadmiaru denerwują mnie ci wszyscy zwolennicy ziół jedynie na receptę, które trzeba badać na zawartość substancji, zamknąć w pudełkach i fiolkach i ich zakazać. Już raz z absurdalnego powodu wycofano ekstrakt z pestek grejpfruta. Coś, co niesamowicie pomogło mi gdy miałam jakieś 8 lat. Naturalnie w pestkach występuje pewien konserwant (umieściła go tam natura!), który uznawany jest za truciznę, przez co produkcja ekstraktu jest nielegalna. Wiem, że w sprzedaży są ekstrakty z pestek (np. w Czechach), ale to nie to samo co kiedyś. Potwornie mnie to denerwuje – było coś, co pomagało mi i wielu ludziom, ale jakieś mądre (a raczej zaślepione kasą tępe głowy) obudowały to badaniami i zakazały. Jak coś szkodzi ciężarnym, to daje się etykietkę, że szkodzi ciężarnym, a nie wycofuje! Jakoś na rynku istnieje wiele bardzo szkodliwych leków i procedur medycznych, ale nikt nie wycofuje chemioterapii.
 To, co irytuje mnie w badaniach medycznych to fakt, że patrzy się na większość. Na większość pacjentów coś nie działa, albo działa źle – zakażmy tego! A nikt nie pochyla się nad tym, dlaczego istnieje pewna grupa osób, na którą działa. Jakie mają cechy wspólne i co (po wykluczeniu placebo) decyduje o skuteczności w ich przypadku. Jeśli fanatycy ślepej, liczbowej i bezdusznej nauki będą lobbować na rzecz ometkowania ziół i spróbują je zdelegalizować (odbierając mi prawo do życia!) puszczą mi pewnie nerwy. Mam dla was prosty, krótki przekaz – odwalcie się od wyborów innych osób. Mam prawo jeść co chcę, leczyć się czym chcę i robić co chcę. Gdy ktoś chce decydować o tym, co mam robić ze swoim ciałem, to nie jest to w porządku. Moje ciało – moja sprawa. Łatwo jest spoglądać na liczby bez refleksji, nie wiedząc jak czuje się człowiek, który jest zdesperowany i wyczerpany walką o życie, a każdego dnia widzi jak zbliża się w objęcia śmierci. Bardziej od względnie nieszkodliwych wielbicieli suplementów (szkodzą jedynie sobie), denerwują mnie osoby, które innym chcą czegoś zakazywać. Walcie się.
Róbcie sobie ze swoimi ciałami co chcecie, ale nie wyobrażam sobie dreptania po receptę na pokrzywę do lekarza, ani włosomaniaczki która prosi dermatologa o receptę na kozieradkę. LOL. Człowiek to coś więcej niż suma elementów i coś więcej niż suche liczby i statystyka. Skoro dostępny jest alkohol, dostępne są papierosy, a nikt nie zakazuje sprzedaży fasoli (chociaż przed obróbką termiczną jest tam trująca fazyna), to nie rozumiem wycofania wspomnianych wcześniej kropli, skoro pewnej grupie osób naprawdę pomagały. Szczególnie jesienią, gdy czuję się gorzej, takie rzeczy mocno mnie denerwują. 
Może złagodzę ton i przejdę do przyjemniejszych spraw, bo gdy mnie boli, to mnie nosi ;-)). Skończyłam krótką biografię Sylvii Plath, o której wspomniałam w poprzednim tygodniu. Mam z autorką relację love-hate – z jednej strony lubię część jej twórczości, z drugiej – nie rozumiem mitologizowania samobójców i tego jak Plath miotała się w swoim życiu, niepotrzebnie karmiąc swoje demony. Myślę, że to dobry moment by polecić :

Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123

Gdzie można uzyskać wsparcie psychologiczne (klik)
oraz:

Telefon zaufania 801 889 880 

gdzie poradę otrzymają osoby uzależnione behawioralnie (klik)
Wyszukanie tych numerów zajęło mi kilkanaście sekund – wciąż dziwi mnie wyuczona bezradność młodzieży i dorosłych i nieśmiertelny argument “psycholog jest drogi”. Przedstawiam bezpłatne oraz bardzo tanie rozwiązanie alternatywne. Chciałabym aby skorzystali z niego przede wszystkim Ci, którzy mają setki wymówek oraz powodów, by nie walczyć o swoje szczęście. Wiem jednak, że tak się nie stanie, bo jest spora grupa osób, które lubią być nieszczęśliwe, bezradne i narzekające, bo to ich sposób na życie. Nie rozumiem, ale wiem że tak jest. Jeśli polecę im teraz książkę :
W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich (Eric Berne), to w pierwszej kolejności pojawi się argument, że książka jest droga. Ja powiem, że jest w bibliotece – odeprą, że u nich nie. Sprawdzę po nazwisku/mailu miasto tej osoby i znajdę w bazie bibliotecznej tę pozycję – usłyszę, że biblioteka jest daleko, albo jest tam niemiła pani, albo dana osoba się wstydzi. Szkoda, że ci ludzie tak bardzo się krzywdzą, nie próbując walczyć o swoje życie. Ale w sumie… ich wybór.
Miniony tydzień to też na szczęście dobre i przyjemne chwile 🙂 
Natrafiłam na mało znany profil artystki, która tworzy zabawne ilustracje dotyczące głównie ciężarnych. Te momenty, które nie ociekają lukrem, polecam, całość jest boleśnie prawdziwa (klik). Moim zdaniem warto kliknąć follow ;-).
Na moim blogu ukazał się jeszcze test :

Jakie efekty przyniosło mi bycie miłą przez miesiąc? – Relacja z wyzwania

Powstrzymam się od komentarza, że niska popularność wyzwania (mam na myśli liczbę przeczytań) jest piękna wizytówką odnośnie naszych oczekiwań wobec innych i tego, jak mało jednocześnie gotowi jesteśmy sami dawać. Chcę chcę, ja, ja, ja, ja ... takie dziwne, paskudne, egoistyczne czasy :)).
W  internecie zainspirowało mnie:
Nie wiem czy to słowo jest prawdziwe, ale mnie rozbawiło (klik)
Sprawa, w której bulwersują mnie komentarze (klik) – dotyczy tego, że jakiś samiec gwałcił młode dziewczyny (13,14 lat) a internauci swoje “co takie dziewczyny robią w klubie?”, “skąd gimnazjalistka zna dorosłego faceta?”. Jestem za wprowadzeniem osobnego paragrafu za wtórną wiktymizację ofiar i przerzucanie na niej winy. Ciężko oczekiwać od młodej gówniary, że będzie mieć poziom sądów moralnych na poziomie dorosłego. Problemy, brak kasy, sprzeczka z matką, trądzik młodzieńczy, kolega z klasy, który śmieje się z push-upa – to są dla nas dorosłych bzdury, ale dla młodych osób ważne problemy. Poszła na dyskotekę to poszła, ale to nie znaczy, że tym samym zgodziła się na gwałt. Nawet dzieci, które mają dobry kontakt z rodzicami, dokonują w tym wieku głupich wyborów. Ja też mam swoje za uszami! Winę za gwałt ponosi sprawca. Nie spódniczka, nie ofiara. Kropka.
Spodobał mi się komentarz do tej sytuacji na jednym z blogów (klik), polecam :).
Strona zajmująca się wizualną stroną jedzenia 😉 (klik). Wyszło mi prawie masło maślane, ale momentalnie przestałam być dumna z estetycznego zdjęcia pierogów :
czy mniej estetycznego zdjęcia przykładowego pudełka z moim drugim śniadaniem na uczelnię:
I jeszcze tekst o powodach, dla których nie lubimy szafiarek (klik). Polecam, zabawny, ironiczny, napisany lekkim piórem ale…i tak przebiły go komentarze… wtórny analfabetyzm tak bardzo 😀 Tym bardziej polecam, tylko włączcie tryb odczytywania ironii i sarkazmu przed czytaniem ;-).
Monika nic tutaj nie napisała, nie dlatego, że olewa to miejsce, ale delegowała zadanie tworzenia prostego katalogu fryzur. Fryzury bez komentarza będą pojawiać się tutaj (klik), natomiast teksty na tym blogu 😉
Na jednym ze spacerów po lesie, spontanicznie powstało kilka zdjęć 😉 
Wszystkie te ubrania mam już od jakiegoś czasu – ciągle wałkowane ostatnio buty z frędzlami 😉 (klik), szal, który mam dobre kilka lat (od liceum!) torebka z frędzlami z h&m (jakiś rok temu, ale chyba ją sprzedam), ciepły płaszcz (klik), który uwielbiam, milutka sukienka z bardzo przyjemnego materiału (klik) i kapelusz 😉 (klik). Jeśli chodzi o kapelusz, to wypowiedziałam się na jego temat na instagramie (klik).
W temacie zakupów – nie wiem czy wiecie, IKEA zwraca 10% kwoty wydanej na szafę ;-). Tym sposobem oprócz małego regału, kupiłam też tanią Anebodę. Wreszcie mam motywację do zrobienia wielkiej wyprzedaży z szafy, bo będę mogła pozbyć się ostatnich starych mebli i zastąpić je lekkimi i bardziej funkcjonalnymi ;-).
Zdecydowanie zbyt łatwo “zakochuję” się w butach. Rzecz jasna nie są sensem mojego istnienia, ale każdy ma jakiegoś nieszkodliwego bzika ;-). Równocześnie w z lubością wyszukuję najbrzydsze buty świata – w tym tygodniu wygrywają te (klik).
Niesamowicie spodobał mi się fotograficzny projekt PUTPUT (autorzy twierdzą że interesuje ich metafizyczna relacja między przedmiotami i ludźmi) :
Rozbawił mnie projekt “everything has a sole”. Nie tłumaczę, bo chciałam zachować grę słów (klik).
A co u mnie? Żyłam, pracowałam, współprowadziłam badania na uczniach gimnazjum o złej sławie, przeżyłam bardzo długi blok zajęć na studiach doktoranckich a w piątek mam już pierwszy… egzamin. Chciałabym rozciągnąć dobę ;-).
Ah no i jeszcze bardzo miła informacja dla mnie – w ciągu ostatnich 30 dni przez mój blog przewinęło się… 200 tysięcy osób. WOW! Wciąż zbieram szczękę  z podłogi ;-). A jutro powinno mi stuknąć 10 milionów odsłon bloga łącznie. Jeszcze większe WOW!
Trzymajcie mnie, bym jutro nie kupiła tego niesamowitego kalendarza adwentowego *.* (klik) i w sumie mam krótką sprawę – czy ktoś wie, gdzie mogę kupić bardzo porządny masażer do stóp? Taki zwykły drewniany, ale żeby na sam widok coś mnie zabolało. Zrobiło się za chłodno na bose spacery po szyszkach ;-)).
Przypominam też o drugiej fazie promocji w Rossmannie – jeśli kogoś ciekawi jakie produkty polecam kupić, dajcie znać. A info o promocji tutaj (klik)
Uściski!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 

❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Co zrobić, gdy nie czuje się sensu istnienia?
Złe suplementy i kołczingi oraz dwieście tysięcy [tygodnik]