Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Gdzie nad Morze? Sztutowo!

Polskie Morze w sezonie można lubić lub nie. Jedni marudzą, że zimno i drogo, inni cieszą się wakacjami bez lotu samolotem a jeszcze inni, spontanicznie jadą tam nad wolontariat.Znajomi śmieją się ze mnie, że nie przyjęłam propozycji pracy jako wychowawca kolonijny (również nad morzem:)) a zamiast tego pojechałam na wolontariat. Ale ja tego właśnie chciałam – wakacji, nie pracy. To moje pierwsze od dawna prawdziwe wakacje – wcześniej albo było leczenie, albo wciąż tonęłam w zleceniach i innych zobowiązaniach 🙂 W jednym z motywacyjnych poniedziałków wypisałam swoje wakacyjne cele – jeszcze połowa lata przede mną, a lista jest prawie kompletna! Wow 😀 

  Wolontariat w Projektorze polega w uproszczeniu na tym, że są projekty systematyczne i wakacyjne. Te drugie polegają na tym, że jedziesz na pięć dni do wybranej małej miejscowości i przez 4h zegarowe (5 x 45 minut) prowadzisz zajęcia dla dzieci, które spędzają wakacje na miejscu.

Ja w Projektorze jestem całkowicie nowa, ale nastawiam się na dużo projektów systematycznych w przyszłym roku, na lokalnym podwórku. Módlcie się ze mną o łaskawy plan zajęć :)) osoby mieszkające/studiujące w Bydgoszczy, które są jeszcze studentami (lub były maksymalnie rok temu) odsyłam na stronę bydgoskiego Projektora i zachęcam do kontaktu z regionalną koordynatorką Niną Woderską. Kto wie, może spotkamy się na jakimś projekcie? 🙂

Ja swój pierwszy projekt wakacyjny robiłam razem z Martyną w Sztutowie. Dzisiaj nie będę pisała o wolontariacie, a o samym miejscu, które moim zdaniem jest zdecydowanie godne uwagi.


Sztutowo jest bardzo fajnie usytuowane – blisko do Gdańska i do Elbląga, w dodatku tuż przy “wejściu” na mierzeję i nad zalewem. My dojechałyśmy tam w stosunkowo prosty sposób – pociągiem do Gdańska i z Gdańska PKS-em nr 870 prosto do Sztutowa. PKS kuruje w sezonie co godzinę, ma Wi-Fi i jest klimatyzowany. Minusem jest brak zniżek studenckich (what-the-hell?!) i dość niespójna polityka rekrutacyjna. W pierwszą stronę kierowca był najgorszym kierowcą z jakim kiedykolwiek jechałam (krzyczał na pasażerów, był opryskliwy) , z kolei w drodze powrotnej jechał człowiek niezwykle sympatyczny, który informował pasażerów gdzie najlepiej będzie wysiąść, w co się przesiąść i tak dalej. 

Nie wypowiem się o noclegach, bo spałam w szkole, z napotkanych ogłoszeń wnioskuję, że jest tanio. Są domki, są ośrodki wczasowe, są też pokoje wynajmowane przez mieszkańców.

Mimo mrocznej przeszłości Sztutowa (mieści się tam muzeum obozu Stutthof), mieszkańcy są bardzo sympatyczni i pomocni. Przez cały tydzień nie natknęłam się na ani jednego buraka,  a to dobry wynik ;)))

Jeśli już jesteśmy w Sztutowie, warto Stutthof zwiedzić. Wstęp jest bezpłatny, ścieżka dobrze oznaczona. Miejsce wywołuje refleksję i zadumę. Nie można tam fotografować, chociaż ja osobiście wolałabym, aby ograniczyć wstęp małym dzieciom, które nie zachowywały się stosownie… Mam nadzieję, że nikt tego opacznie nie zrozumie, ale nie polecam długiego zwiedzania komuś, kto jak ja, ma problemy z oskrzelami. Jakkolwiek ironicznie to brzmi, w końcu w komorach ostatnie tchnienie wydało tam wiele osób…


Odległość od głównej ulicy Sztutowa nad Morze, to ok 3 km. Spacer przez las nie jest męczący, bo droga ma dobrą nawierzchnię i jest oświetlona. Jest to popularna trasa biegowa, rano i wieczorem mija się wielu biegających. Sztutowo jest idealnym miejscem dla osób, które lubią aktywność fizyczną.  Jeśli mamy małe dziecko, lub zmęczyliśmy się kąpielami w Morzu, nie ma problemu z tym, aby te 3 km pokonać meleksem :)) Dowolna trasa po Sztutowie to koszt 3 zł od osoby.

Sama plaża jest czysta, kąpielisko jest strzeżone przez ratowników. Na plaży znajdziemy także boisko do siatkówki. Jeśli chodzi o wodę, to jak to w Zatoce – jest dość ciepła :)).  Nie za bardzo da się pływać, bo jest bardzo płytko, pierwsze 10 metrów to wejście po pas, dalej można iść jakieś 50 m wgłąb Morza i nie zanurzyć się głębiej niż po uda. Miejsce jest bezpieczne, w tej samej szkole nocleg mieli ratownicy i zapewniali, że w czasie ich pobytu nikt się nie utopił. Była tylko jedna akcja pokazowa!

Nie jestem fanką miejsc typu Mielno, więc z dużą radością przyjęłam spokój jaki panuje w Sztutowie. Można spokojnie rozłożyć się z kocykiem bez strachu o to, że za chwilę z każdej strony widok zasłonią nam parawany. W upalne dni miejsca jest trochę mniej, ale wystarczy przejść maksymalnie 100 metrów w kierunku Stegny lub Kątów Rybackich aby mieć całą plażę dla siebie (sic!). Oznacza to możliwość wypicia zimnego piwka lub wina, jeśli ktoś planuje romantyczne oglądanie zachodu słońca :)) 

Jak tak teraz czytam swój opis, to jawi mi się obraz idealnego miejsca dla emerytów lub rodzin z dziećmi 😀 Cóż, chyba na starość trochę zdziadziałam, bo miejsca głośne i tłoczne zwyczajnie mnie nie kręcą :).


Gdzie zjeść?

Nad Morzem wiadomo – rosołu z kaszą jaglaną raczej nie zjemy 🙂  Ponieważ tuż obok Sztutowa są Kąty Rybackie, ryby są smaczne i świeże. Każdą knajpę oceniałyśmy węchem, więc tuż przy plaży jedynym miejscem, które nie śmierdziało był bar Rafa. Pozostałe niestety waliły po nosie smrodkiem starego oleju 🙁 Koszt obiadu to w moim przypadku 17 zł (dorsz i placki ziemniaczane). Tuż przy plaży!

Byłyśmy w komfortowej sytuacji, bo miejscowi uprzedzili nas gdzie warto jeść, a gdzie lepiej sobie posiłek darować. W ten sposób okazało się, że miejsca w których warto się stołować to Malibu (domowe obiady) bar Łosoś, gdzie serwowana jest dobra i świeża ryba oraz Alga. Z wymienionych odwiedziłyśmy tylko Łososia, rzeczywiście rybka świeża i tania. Pierwszy raz jadłam tam flądrę, dwie rybki i 4 placki ziemniaczane kosztowały ok 15 zł.

Wieczorem udałyśmy się na słodkie ciacho. Padło na lokal z tarasem, który znajdował się 15 metrów od plaży. Szarlotka na ciepło z kulką lodów kosztowała 12,90 zł. Nie są to ceny typowo nadmorskie :)). Pierwszy raz jadłam szarlotkę z sorbetem 😀 Ciasto było pyszne, obsługa sympatyczna ale chyba z przypadku :). Gdy koleżanka zapytała o polecane desery, młoda dziewczyna odpowiedziała ALE JAKIE SERY?  Nie wiedziała też co to Latte Macchiato, chociaż było w karcie :)))

Bardzo nie lubię tego robić, ale jest jedno miejsce, którego nie poleciłabym nikomu. Sztutozzeria, czyli jedyna pizzeria w Sztutowie. Pizza jest smaczna, obsługa miła, ceny normalne, jak w każdej innej części kraju. W pakiecie jest ketchup, sos trzeba dokupić za 2 zł. I to z tym sosem jest chyba coś nie tak… Do pizzy zamiast typowego czosnkowego, jest sos tzatziki. I gna on wszystkich w kierunku ubikacji. Gdyby to spotkało tylko mnie, przymknęłabym oko, ale sensacje miały 3 osoby na 3… możliwe, że z innymi daniami wszystko jest ok, sama pizza jest smaczna, ale już teraz wiem co miejscowi myśleli mówiąc o tym miejscu “co kto lubi” :)))

Najpyszniejsze ciasto jako zjadłam, zrobiła mama Zosi, 4-letniej dziewczynki, która przychodziła na zajęcia. Skubaniec był wyborny! 🙂

Ceny w sklepach są normalne, może z 10% wyższe niż w reszcie kraju. Najbliższa biedronka jest w Stegnie i jest całodobowa. Do Stegny zrobiłyśmy sobie spacer plażą,  kółeczko ok 17 km. Brzegiem morza spaceruje się całkiem przyjemnie, chociaż miastem jest zdecydowanie szybciej i krócej. Drugi spacer był do Kątów Rybackich – ludzi tam już dużo więcej, ale ze względu na rybacki charakter miejsca, jest też dużo taniego i świeżego jedzenia. Flądrę przy plaży zjemy już za 3 zł/100 g. Schodząc z plaży w kierunku Zalewu, udałyśmy się na obiad do baru Kormoran. Porcje ogromne, zestaw sola+ziemniaki+surówki kosztuje 19 zł i jest to tak gigantyczna porcja, że nie widziałam nikogo, kto zjadłby ją w całości 🙂 Wszyscy pytają za to o pudełka, żeby zabrać obiad ze sobą. Ja się w to nie bawiłam, ale pudełko kosztuje 1 zł :). Mam problemy ze sprzętem,  więc po zdjęcie odsyłam do Martyny

Ratownicy mówili, że w Kątach Rybackich jest też siłownia plenerowa 🙂 Okolica jest naprawdę fajna dla osób, które lubią się ruszać!

Mówiąc o Sztutowie, nie mogę nie wspomnieć o świetlicy środowiskowej mieszczącej się tuż przy szkole. Opiekuje się nią pani Alina, na którą wszyscy wołają Ciocia. To tam miał miejsce nasz wolontariat. Przychodziły zarówno dzieci 4-letnie, jak i gimnazjaliści i wszyscy czuli się fajnie 🙂 Lokalna gimbaza jest całkiem spoko, chłopcy dbają o rzeźbę, a przy tym wszystkim mają poukładane w głowie. Chodzą podrywać dziewczyny przyjeżdżające na wakacje, więc uważałabym z zabieraniem w takie miejsce córek w gimnazjalnym wieku :)). Za kilka lat w Sztutowie będzie całkiem sporo przystojnych facetów ;-))

To, co urzekło mnie w świetlicy, to mnóstwo dekoracji i ciekawych pomysłów. Na zdjęciu wszystko co widać, zostało zrobione przez dzieci! Kwiatki, kaktusy, nawet wazony, podkładki i doniczki. Wiklina papierowa (z gazet!), biżuteria, kwiaty… Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że Ciocia Alina zamiast narzekać, że funduszy brak, robi z dzieciakami coś z niczego, potem to coś sprzedaje na aukcjach i jarmarkach i w ten sposób finansuje zakup różnych materiałów do świetlicy. Bardzo pozytywny przykład oddolnego działania na rzecz lokalnej społeczności, stawiałabym za inspirację innym świetlicom ze znudzonymi paniami o zblazowanych minach. Przy świetlicy jest biblioteka, z której mogą korzystać także turyści :).

Krótko mówiąc – Sztutowo to bardzo ładne miejsce, jeśli szukacie spokoju nad polskim Morzem, zdecydowanie warto się tam wybrać. Czysto, cicho, w dobrej lokalizacji.


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
XOXO
Previous
Jak kupować tanio fajne ubrania?
Gdzie nad Morze? Sztutowo!